Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

mong jak sie troche zadomowił rozszarpywał wszystko co spotkał na swojej drodze, inne psy, meble, rosliny, zone wlasiciela, gdyby nie to ze mocno go trzymal skonczyloby sie to tragicznie, pozagryzałby wszystkich sasiadow.
w smaochodzie zezarł siedzenia zanim ludzie pzrejechali 200 metrow.
zaden szkoleniowiec nie podjal sie pracy z nim, on cierpi.
spojzcie mu w oczy to zobaczycie. wlasciciel szukal dla niego ratunku, pies byl w hotelu przez tygodnie, widzialm jak sie tam zachowywał,
co z tego z ema wybieg jak stoi ciagle w jedym miejscu i kreci sie w kolko? caly czas dostaje psychotropy.
ten pies nie nadaje sie do adopcji i dlatego powinien zostac uspiony.

  • Replies 98
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

  • 2 weeks later...
Posted

Może się mylę - w końcu nie widziałam Monga na "żywo" - ale takie zachowanie w połączeniu z innymi, które można u niego zaobserwować, te o których piszecie - to poważne problemy behawioralne, nie zabawa... :shake:

Takie "maniakalne" noszenie miski metalowej u psa oznacza zazwyczaj, że nie radzi sobie z intensywnymi emocjami jakie się w nim gromadzą, to pewien sposób odreagowania. Kolejne natręctwo w stylu trzymania się za ogon...

Jeśli jednak się nie mylę - i opierając się nawet na tym co kiwi ostatnio napisała - to Mong nie tylko totalnie nie nadaje się do adopcji, ale i po prostu cierpi.

Jedynym ratunkiem byłaby terapia u behawiorysty, ale z praktyki wiem, że to nierealne - bo kto podejmie się takiego zadania, kto poświęci psu parę godzin dziennie przez nie wiadomo jak długi czas?
Może jednak wystarczyło by przywieść takiego specjalistę do Monga - by ocenił czy faktycznie życie nie jest dla psa pasmem udręk?

Guest Mrzewinska
Posted

W stanie tak zaawansowanym jak u tego zwierzecia zaden behawiorysta nie pomoze.
Proponuje lekture "Pies, ktory kochal zbyt mocno" Dodmana (dr nauk weterynaryjnych, wykladowca farmakologii behawioralnej, dyrektor Kliniki Zachowan Zwierzat)- wg niego takie zachowania maja zwiazek z padaczkowa aktywnoscia niektorych obszarow mozgu, sa prawdopodobnie uwarunkowane dziedzicznie. Przy niewielkich zaburzeniach - pomocne jest ustawiczne dostarczenie innych bodzcow, ograniczenie czasu samotnosci i czasu zamkniecia do minimum, bardzo duzo swobodnego ruchu, trening kontrwarunkujacy i ustawiczne bardzo kosztowne leczenie preparatami antykonwulsyjnymi. Gdy do zachowan obsesyjnych w opisywanych przez Dodmana przykladach dolaczala agresja - sprawa byla beznadziejna.
Napadowa aktywnosc powoduje ustawiczne zmiany nastroju - od atakow szalenstwa po paniczny lęk.

Moze juz dosc dlugo cierpi to zwierze????

Zofia

Posted

Z tego co pamiętam, Mong tak samo zachowywał się w hotelu. Oprócz gonienia za ogonem, "bawił" sie też miską. Widzieliśmy też jak zachowywał się poza schronem. Ja nie znam się na psychologii zwierząt. Preczytanie kilku książek nic nie znaczy. Ale nie raz już osoby, które się na tym znają, szkoleniowcy i psycholog mówili, że to jest przypadek beznadziejny. Że jemu już nie można pomóc.
Kiwi, czy Aga wie, że jestem przeciwna usypianiu zwierząt, jeśli jest jakakolwiek nadzieja na uratowanie chorego, czy cierpiącego psa.
Jednak nam nie udało się znaleźć nikogo kto by się podjął pracy z takim psem. Fakt jest taki, że on cierpi- to mówili nam wszyscy. Niestety u niego choroby nie widać golym okiem, dlatego może pozwala mu się tak cierpieć...

Posted

piekny cierpiacy pies
strasznie zapadl mi w pamieci po naszej pierwszej w zyciu wizycie w schronisku, kiedy naprawde nie potrafilismy sie zdecydowac ktorego psa zabrac - o Mongu tez myslelismy
zycie na psychotropach to zadne zycie...

Guest Mrzewinska
Posted

On prawdopodobnie - jesli mozna mowic o skrzywdzeniu przez ludzi - zostal skrzywdzony przez decyzje o rozmnazaniu jego rodzicow. Wiele wskazuje na to, ze jest to wada dziedziczna, chociaz nie wprost.
Przeciez nie ma szans, aby ktos pelnil przy nim dyzur 24 godziny na dobe, podawal bardzo drogie lekarstwa, wiedzac, ze natychmiast po odstawieniu lekarstw pies zachowa sie z niekontrolowana napadowa agresja - tak jak u kogos, kto ostatni probowal go przygarnac.

My naprawde musimy dojrzec do swiadomosci, ze trzymanie przy zyciu nieuleczalnie chorych i ustawicznie cierpiacych, lub niekontrolowanie agresywnych zwierzat nie jest milosierdziem.
W tzw. azylach gina koszmarnie psy zagryzane w nadmiernej ciasnocie. Lagodne, spokojne, bezkonfliktowe, takie z ktorymi moglby sobie latwo poradzic ktos przygarniajacy zwierze. Takie, ktore nie wrocilyby do schronu.
A jednoczesnie nie usypia sie przypadkow beznadziejnych. Nie ma pieniedzy na sterylki.
Nie ma obowiazku chipowania, nie ma wywieszonego w kazdej lecznicy ogloszenia, ze nie trzeba rozmnazac zwierzat. Za to sa schrony zakladane dla zysku, za to wolno sprzedawac szczeniaki na gieldach, placach, na ulicy, wolno rozmnazac bez rejestracji hodowli, bez ponoszenia oplat, bez umow sprzedazy, bez znajomosci pochodzenia zwierzecia.

Az chcialoby sie zapytac odpowiedzialnych za krakowskie schronisko - ile psow zginelo tam zagryzionych. Moze jednak lepiej byloby, aby uspic zwierze nie rokujace zadnych szans na adopcje, a w tym boksie umiescic lagodnego, uleglego psa, ktory za chwile zginie pod zebami innych psow w przepelnionych klatkach????

Zofia

Posted

Ela_and_Krzys napisał(a):
Moze to zabrzmi glupio, ale czy nie mozna go wyadoptowac po to zeby mu ulzyc?

Wiem ze to strasznie strasznie trudne i sama nie dalabym chyba rady ... ale jesli schronisko nie chce to czy jest inny sposob?

Nie wydadzą go... niestety.

Posted

Ale kiwi ja nierozumiem, dlaczego wtedy jak miałyście Monga i opinie lekarzy to nie podjęłyście takiej decyzji?? Z tego co słyszałam to się weterynarze nie chcieli zgodzić, tak?? Ale dlaczego, skoro opinia jest jednoznaczna...

  • 1 month later...
Posted

W niedziele w schronisku jak podszedlem do wybiegu Monga i chcialem mu zrobic zdjecie, stal przy budzie trzymajac ogon.

Ale gdy mnie zobaczyl odrazu wesoly podpiegl do ogrodzenia, podawal mi lape, chcial sie witac.

Moze jednak daloby sie go jakos leczyc? Moze to trzymanie za ogon to objaw stresu zwiazanego z samotnoscia albo jakims innym czynnikiem ktory da sie wyeliminowac?

Posted

Moze jednak daloby sie go jakos leczyc? Moze to trzymanie za ogon to objaw stresu zwiazanego z samotnoscia albo jakims innym czynnikiem ktory da sie wyeliminowac?[/quote]

na 100% tak . Jestem "specjalistką" od tego typu psich zachowań. nie wiem kto i jaką krzywdę wyrządził mojemu psu ale własnie tak się zachowywal w schronie - samookaleczał i rzucał z pełną agresją na inne psy.. jest bardzo skrzywdzony psychicznie i niestety takie skrzywienie psychiki nigdy nie zniknie do końca
Można go po prostu pokochać takim jaki jest - tyle że tu trzeba serca i cierpliwości wielkiej (nawet mi czasmmi brakuje - skoro pies jest kochany itd a ciągle ma napady nerwowe..). Nadal jest agresywny do psow ale też czasem sie cieszy, pilnuje nas..
to jak z chorobą psychiczna - wet mi tak powiedział - człowiek powie co mu dolega ico go dręczy, a pies nie umie....:shake: :shake:
szkoda mi tego psiaka - nie wierzę że go nie da sie ratować, ja to zawsze mam wiarę w trudne psy.. - moje mnie tego nauczyły..
Moze gdzies tam u was znajdzie sie ktos kto mysli jak ja i da mu szanse?

Posted

Tak do mnie pedzil...



A to zdjecie moze zostac zle zinterpretowane. Wyglada jakby Monk szczerzyl zeby, ale on tylko probowal sie do mnie dokopac przez to ogrodzenie. Jak podszedlem to dawal mi lapke i byl spokojny :)



A tak sobie stal juz pozniej




Posted

Anashar napisał(a):
Szczerze Agigie, watpie w to :(


jaka cholera szkoda.. taki piękny wilczasty pies... ja bym mu dala szansę bo ja bym dała każdemu...:shake: :shake: ale skoro wy znając go macie takie wątpliwości to cóż ja mogę się mądrzyć...
w innych okolicznościach moze bym zapłaciła trenera żeby go chociaż spóbował ocenić.. ale teraz mam 2 suczki na utrzymaniu - nie dam rady :-(

Posted

Ale z nim trzeba pracować. Jego trzeba by wyciągnąć ze schronu. Inaczej nie damy rady niczego zrobić...

Ja nie wątpie w to, że Monka da się jeszcze sprowadzić na dobrą drogę. Wątpie w to, że ktokolwiek się tego nieodpłatnie podejmie. Niestety mało kto w dzisiejszych czasach robi coś bezinteresownie... A na pro behaviorystów nie stać nas jako wolontariuszy, biorąc pod uwagę ilości psów...

Posted

Anashar napisał(a):
Ale z nim trzeba pracować. Jego trzeba by wyciągnąć ze schronu. Inaczej nie damy rady niczego zrobić...

Ja nie wątpie w to, że Monka da się jeszcze sprowadzić na dobrą drogę. Wątpie w to, że ktokolwiek się tego nieodpłatnie podejmie. Niestety mało kto w dzisiejszych czasach robi coś bezinteresownie... A na pro behaviorystów nie stać nas jako wolontariuszy, biorąc pod uwagę ilości psów...


no a schron go nie wyda i koło się zamyka... ech wiem ile mnie kosztował behawiorysta do Zorana, wiem... bede myslec o MOnku - a nuż moje ślicznoty ze schronu szybko domy znajdą i moze wtedy ( o ile jeszcze pies bedzie żył...:shake: ) tyle tu negatywnych opinii o nim
( w tym uznanych specjalistów) że troche sie obawiam wyrażać swoje ciut odmienne zdanie. Tym bardziej ze ja psa nie znam, ale szkoda mi go. Zawsze mi szkoda trudnych psów.. do tej pory sama codziennie walczę z psem autystycznym i niewiele sie zmienia niestety . Z tym że ja sie ciesze z każdej chwili kiedy on merda ogonem, kiedy podbiegnie bardziej radośnie, kiedy.. co ja wam tu bede truć.. szkoda psa i tyle...

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...