Kenzo Posted September 18, 2009 Posted September 18, 2009 Witam Was Pisze w imeniu mojej przyjaciółki. Wczoraj rano jej 4 letni pies miał zabieg kastracji+usuniecie krwiaka z ucha... To duży piesek-leonberger Piesek nie chce wychodzic na dwór-jak juz wyjdzie to wogole nie siusia:( Wczoraj wieczorem jedynie zrobil siusiu. Sprawia wrazenie jakby miał depresje, jakby byl w amoku. Potrzasa głowa, wstaje i za chwile pada... Ona jest w stałym kontakcie z lekarzem-pie ma podawane leki na uspokojenie (poza antybiotykiem itd) Lekarz mówi, że pierwszy raz sie z czyms takim spotkał i że psiak powinien już byc żywy. Co Wy o tym sadzicie? Quote
basia Posted September 18, 2009 Posted September 18, 2009 Mój pies też podobnie reagował na środek podawany przy narkozie. Bardzo długo źle się czuł. Tak dopiero po 48h był zupełnie normalny. Na początku uderzał głową w ściany, wpadał na meble, nie poznawał nas, nie reagował na nasze głosy, swoje imię. Byliśmy w szoku ale najprawdopodobniej była to reakcja na narkotyk w narkozie. Quote
diabelkowa Posted September 18, 2009 Posted September 18, 2009 moze tez nie zalatwiac sie bo go bola szwy boj sie tez malo zalatwial tylko siedzial non stop na sniegu i w dodatku trzasl sie w domu to po tej narkozie Quote
Kenzo Posted September 19, 2009 Author Posted September 19, 2009 Pies odszedł...:(Jego lejarz nie zareagował...odszedł we snie dzis w ciagu dnia...byłam z nimi cały ten czas...reanimacja nic nie dała...przyjechał moj lekarz i twierdził zgon...serce mi krwawi,płacze...lezałam obok niego poł dnia z pytaniem-dlaczego???(mimo, że to nie moj pies) Mój lekarz stwierdził, że to wina tamtego lekarza, że serce nie wytrzymało...powinien zrobic badania itd...to lekarz z 30 letnim stażem...nie ma siły...żal mi mojej przyjaciółki bo teraz lezy z nim martwym na balkonie (jutro go pochowaja) i wyje...mieszka nade mna...to straszne... Ona ma wyrzuty, ze to jej wina...ja tlumacze, ze nie...zalecilam sekscje zwłok-i do sadu z lekarzem-odmowila... Ona jest w szoku i ma nadzieje, ze on sie obudzi tej nocy...straszne:( Quote
isabelle30 Posted September 19, 2009 Posted September 19, 2009 powinna zrobic sekcje, i do sadu. jak mozna w psa po narkozie ladowac srodki uspokajajace? to powinien wet wiedziec, serce nie mialo prawa tego wytrzymac, szczegolnie ze duze psy maja slabe serce badz z nia, niech placze, wyje. odciagnijcie ja od zwlok koniecznie Quote
Kenzo Posted September 19, 2009 Author Posted September 19, 2009 Ona nie da sie od niego odciagnac...była u mnie na chwile na piwku(zmusilam ja) a potem poleciala bo słyszala, jak on sie bawi piłeczka (mieszka nade mna) ja mowie-BEATA!!!on nie zyje, nie obudzi sie-a ona-ja go słysze...nie dociera...Byłam u niej po 22-całowałam go, głaskałam...juz sztywnieje....ona nie chce podac lekarza do sadu...namawiam, prosze-ona uwaza, ze psu to zycia nie wróci a na lekarza nie chce patrzec...pewnie jak odejda emocje przyzna mi racje-ale widze, ze ona jest w szoku w amoku, nie wierzy...mówi-on spi, obudzi sie, nie płacz-do mnie tak mówi:( Poprosiła mnie, żebym dala jej spokój na kilka dni, że sama zejdzie jak cos...do mnie na dół...ja czuwam cały czas... Znam ja dokonale i wiem, że teraz spi z nim na balkonie...:-( Quote
isabelle30 Posted September 19, 2009 Posted September 19, 2009 zabierz te zwloki od niej koniecznie. ja rozumiem doskonale jej szok. ale to jest bardzo niebezpieczne dla jej zdrowia....usun, oddaj sama na sekcje. nawet jezeli za chwile cie bedzie nienawidziec za to, rozum wroci i ci podziekuje. ona teraz nie mysli, dziala na skrajnych emocjach. nie rozumie slow....znam ten stan, koszmarny stan, i wiem do czego on moze doprowadzic choc u mnie sytuacja a raczej powod byl inny. nie zostawiaj jej bodaj na chwile, ona nie wie co mowi, co sie wokol dzieje. niewiadomo co jej przyjdzie do glowy. moze jakis srodek na uspokojenie? wezwij nawet pogotowie Quote
Kenzo Posted September 19, 2009 Author Posted September 19, 2009 Dałam jej srodki na uspokojenie... Ona na nim leży...ja mówie-odejdz-zostaw go-ona NIE!!!!!!!!!mnie odgania-nie jestem w stanie zabrac go od niej!Ona spi obok, na materacyku, przytulona, otumaniona, w szoku...jak sie nie budzi mowi do niego...jeszcze spisz??obudz sie, czas na spacer...ja nie umiem jej pomóc...mam siłe przebicia, jestem silna ale jej mąż położył przysłowiowa lache-nich z nim spi-a co! a ona nie daje dotrzec do siebie...dałam jej materac, spiwór, przykryłam ja...nie jestem w stanie nic pomóc...rano o 8 pies ma byc pochowany...ona chce z nim byc...cala noc...juz probowałam wszystkiego...NIE DA SIE...JEST skłonna wydrapac mi oczy, mimo, że jest ze mna bardzo zwiazana. Quote
Kenzo Posted September 19, 2009 Author Posted September 19, 2009 a ten materac i spiwór dalam jej bo spała na gołej podłodze...na balkonie...piesek jest owiniety w kocyk...raz go odkrywa, bo mu goraco, raz go nakrywa bo mu zimno....ona jest w szoku...ja ja rozumiem, sama mam psa i kocham go nad zycie i to mój piesek:)moj Kenzuś:) Ja go przyniosłam, ja go karmie, ja mu czyszcze uszka...ja z niim wychodze...i widze jego milosac do mnie...mąż go kocha...ale nie tak, jak ja...dzis , jak Tajs odszedł dalam mojemu pieskowi kabanoska, pozwolilam spac na kanapie i tak naprawde zrozumialam, jak go kocham...jaki jest dla mnie wazny...i wiecie co-umre jak on odejdzie... Quote
karjo2 Posted September 20, 2009 Posted September 20, 2009 isabelle30 napisał(a):zabierz te zwloki od niej koniecznie. ja rozumiem doskonale jej szok. ale to jest bardzo niebezpieczne dla jej zdrowia....usun, oddaj sama na sekcje. nawet jezeli za chwile cie bedzie nienawidziec za to, rozum wroci i ci podziekuje. ona teraz nie mysli, dziala na skrajnych emocjach. nie rozumie slow....znam ten stan, koszmarny stan, i wiem do czego on moze doprowadzic choc u mnie sytuacja a raczej powod byl inny. nie zostawiaj jej bodaj na chwile, ona nie wie co mowi, co sie wokol dzieje. niewiadomo co jej przyjdzie do glowy. moze jakis srodek na uspokojenie? wezwij nawet pogotowie Chore, glupie porady... Dajcie kobiecie troche spokoju, pogodzenie z losem trwa, tak moze sie pozegnac. A dochodzic do siebie bedzie jeszcze pewnie dlugo... Iza, skad tyle niecheci, braku delikatnosci, empatii, wrecz chamstwa ostatnio prezentowanego.... :roll: I oby ten watek byl przestroga, jak nawet w najlepszych warunkach cos sie moze wydarzyc, cos tak tragicznego i nieprzewidywalnego. I oby kastracja byla zawsze przemyslana, poparta badaniami, zamiast byc forumowym lekiem na cale zlo, polecanym jak szklanka mleka o poranku. Quote
ewtos Posted September 20, 2009 Posted September 20, 2009 Kenzo napisał(a):Pies odszedł...:(Jego lejarz nie zareagował...odszedł we snie dzis w ciagu dnia...byłam z nimi cały ten czas...reanimacja nic nie dała...przyjechał moj lekarz i twierdził zgon...serce mi krwawi,płacze...lezałam obok niego poł dnia z pytaniem-dlaczego???(mimo, że to nie moj pies) Bardzo współczuję przyjaciółce i Tobie. Oddała zdrowego psa na prosty zabieg ,przez myśl jej nie przeszło, że może wydarzyć się tragedia.Stąd jej reakcja na taki bieg wydarzeń.Jedynym lekiem jest czas, zawsze trudno się z tym pogodzić, nie można się przygotować jak ma się psa zdrowego(nie wiem czy kiedykolwiek można). Wybitna ignorancja wet-a, jeszcze raz bardzo Wam współczuję i życzę spokoju. Quote
basia Posted September 20, 2009 Posted September 20, 2009 I oby ten watek byl przestroga, jak nawet w najlepszych warunkach cos sie moze wydarzyc, cos tak tragicznego i nieprzewidywalnego. I oby kastracja byla zawsze przemyslana, poparta badaniami, zamiast byc forumowym lekiem na cale zlo, polecanym jak szklanka mleka o poranku. Popieram! To bardzo, bardzo smutne co się stało. Niestety weterynarze z wieloletnim stażem popadają w rutynę i jakąś taką obojętność. Niestety doświadczenie nie idzie w parze z wiedzą i sercem. Współczuje koleżance. Bądź z nią, wspieraj ją. Ona teraz bardzo potrzebuje Twojego wsparcia nawet jeżeli tego nie okazuje :shake: Quote
Kenzo Posted September 20, 2009 Author Posted September 20, 2009 Dziś chodze do tyłu i ciagle w głowie mam pytanie-dlaczego???Ją zabija poczucie winy, mnie to, że tak naprawde pierwszy raz w życiu odszedł pies z którym tez byłam zwiazana...jej szloch, jej płacz, jej krzyk, jej omdlenie i on...na podłodze...martwy...jakby mi ktoś w pysk dał:-(i ja w tym, wszystkim-jako ta "trzeźwo myśląca"-adrenalina opadła wieczorem-płacz, szloch-ale u mnie...i mysli w głowie-co bedzie jak mój Kenzo zamknie oczy...i ten smutek i ten żal...nabrałam pokory...inaczej patrze na mojego psa i mam wrazenie, ze kocham go mocniej niz kiedykolwiek... Tajs został juz pochowany [*]na cmentarzu dla psów obok jej poprzedniej suni-Afrodyty... Ona nie ma szczescia do psów, choc tak im sie poswieca:-( Boże, jakie to smutne...dlaczego? Quote
M@d Posted September 20, 2009 Posted September 20, 2009 To nie kastracja go zabiła, a błąd w sztuce lekarza... Przy takim postępowaniu mógł przejść za TM po wycinaniu kaszaka ... Przeżyłem śmierć 5 letniego psa i wiem jak to boli! Współczuję! Quote
Cockermaniaczka Posted September 21, 2009 Posted September 21, 2009 :placz: bardzo bardzo mi przykro:placz: To jest ewidentna wina weta i ja bym go ciagnela chociaz o odszkodowanie czy cos:angryy:szkoda psiaka:-( A byly wczesniej robione badania? Quote
isabelle30 Posted September 21, 2009 Posted September 21, 2009 karjo zejdz w koncu ze mnie bo robisz sie bezczelna..... jak sie czuje teraz kolezanka? dochodzi juz do siebie? za kilka dni zacznij poruszac z nia temat, ona musi to przepracowac, wywalic to z siebie bo inaczej to bedzie wracac i wracac.... jezeli to juz drugi pies to naprawde jej wspolczuje, zreszta przy pierwszym to takze koszmar. ja przez rok jeszcze czulam zapach psa i jak sie budzilam to chcialam go objac.... Quote
Kenzo Posted September 21, 2009 Author Posted September 21, 2009 Witajcie Co do badan-nie wiem czy były robione, nie pytałam ale spytam napewno-ale szczerze??watpie!:angryy: Ona całe przez całe życie miała 4 psy-Tajs był 4-wszystkie odchodziły za szybko...ale Tajs był tylko jej-zupełnie nie był akceptowany przez jej meża (Afrodytka była typowo jego)-owsze tolerował go, wychpodził z nim ale był mimo wszystko "zimny" wobec niego... Ona przelała mu cała swoja miłosc, oddala mu cała uwage, wydawała majatek na karmy, odzywki, witaminki...on był jej oczkiem w głowie i był bardzo przez nia kochany... Dzis ja spotkałam...spuchnieta od płaczu, szlochała mi w rekaw...ona ma zal do samej siebie, ze mogla go nie oddawac na zabieg i by zył...tłumacze jej jak moge, choc wiem, że zachowałabym sie tak samo jak ona. Ja jestem przy niej-dzis odwiedzilam ja w pracy, czuwam...ale nie jestem natretna bo wiem, ze potrzebuje spokoju... Ja sama nie umiem sobie poradzic z ta sytuacja a co dopiero ona...Wiem, że długo nie wytrzyma...i bedzie nastepny pies bo pustka w jej domu jest nie do wytrzymania... Ona była dzis rano z nim na spacerze, teraz tez poszla...i tak chodzi i ma go w sercu:-(o stałych porach...miski stoja jak stały, woda nalana, karma nasypana...aż mi sie łzy cisna do oczu... Czy Wy sobie wyobrazacie, że ona pochowała go w trumnie z poduszeczką???Za pogrzeb psa+trumna+miejsce na cmentarzu na 10 lat zapłaciła ponad 3 tysiace złotych... dodam, ze ona nie ma dzieci i nie moze ich miec:placz: Quote
Cockermaniaczka Posted September 21, 2009 Posted September 21, 2009 :-(:-( straszne jest o co opisujesz:placz: Niestety nic sie nie da przewidziec:-( Na drugi raz niech dobrze wybiera weta i robi wszystkie badania:-( Szkoda psiaka:-( Quote
magorek Posted September 21, 2009 Posted September 21, 2009 Daj jej czas i po prostu bądź przy niej. niech czuje twoje wsparcie, choćby tylko "nieme".Każdy przeżywa ból po stracie kogoś bliskiego na swój własny sposób. Tak jak i nam często trudno jest pozbyć się rzeczy po bliskim zmarłym, tak ona potrzebuje zachować rytuały związane z psiaka niedawną obecnością. To czasem pomaga przetrwać natrudniejsze chwile. Mi pomógł kolejny psiak - mirek. Wypełnił potworną pustkę, nie pozwalał obsesyjnie myśleć o poprzednim psie, choć nadal ma on swoje miejsce "we mnie". Ale taka decyzja musi należeć do niej. Natomiast sztuczne rozweselanie mnie, odciąganie od myśli o czarku tylko niesamowicie drażniło. Ja potrzebowałam właśnie "pocierpieć" po to by móc pozwolić mu odejść... i znaleźć w sobe miejsce na kolejnego psa. A co do tego weterynarza - przydałoby się nagłośnienie sprawy choćby tylko po to by ostrzec innych przed jego niekompetencją Quote
isabelle30 Posted September 21, 2009 Posted September 21, 2009 tymbardziej powinna zazadac sekcji zwlok. bez tego ona nie przestanie winic samej siebie. mialaby napisane na papierze ze to nie jej wina! nie chce tu wchodzic w jej sprawy malzenskie. ja rozumiem ze ten maz jedynie tolerowal psa. ale ja do cholery chyba powinien wiecej niz tolerowac, powinien ja kochac, szanowac, wspierac, zamiast pozwalac jej spac na balkonie powinien gadac do niej nawet 24 godziny. !!!! gdzie to wsparcie ktorego powinien udzielic?!? co bedzie gdy nadejdzie naprawde zyciowa tragedia? (ona pzrelala uczucia macierzynskie na psa, to dla niej cios prawie nie do zniesienia ale wszyscy zdajemy sobie przeciez sprawe ze istnieja powazniejsze dramaty niz smierc psa....) moze powinnas pogadac z tym facetem, uswiadomic mu pare spraw. powinien okazac choc troche uczuc tej ukochanej zonie.... Quote
magorek Posted September 21, 2009 Posted September 21, 2009 isabelle30 napisał(a):tymbardziej powinna zazadac sekcji zwlok. bez tego ona nie przestanie winic samej siebie. mialaby napisane na papierze ze to nie jej wina! nie chce tu wchodzic w jej sprawy malzenskie. ja rozumiem ze ten maz jedynie tolerowal psa. ale ja do cholery chyba powinien wiecej niz tolerowac, powinien ja kochac, szanowac, wspierac, zamiast pozwalac jej spac na balkonie powinien gadac do niej nawet 24 godziny. !!!! gdzie to wsparcie ktorego powinien udzielic?!? co bedzie gdy nadejdzie naprawde zyciowa tragedia? (ona pzrelala uczucia macierzynskie na psa, to dla niej cios prawie nie do zniesienia ale wszyscy zdajemy sobie przeciez sprawe ze istnieja powazniejsze dramaty niz smierc psa....) moze powinnas pogadac z tym facetem, uswiadomic mu pare spraw. powinien okazac choc troche uczuc tej ukochanej zonie.... Ale sekcji nie zażądała, pies jest pochowany więc "dajmy spokój". A to dalej - sorry! gadasz bzdury! oceniasz człowieka i czyjeś relacje małżeńskie na podstawie jednej malutkiej szczępki informacji i to takiej informacji którą równie dobrze można zinterpretować jako wyraz miłości i szacunku do drugiej osoby. Ludzie czuwają przy zmarłych, dlaczego czymś "zlym" ma być czuwanie przy psie? dlaczego miałby jej niepozwolić??? co z tego że na balkonie? dlaczego nie pozwolić jej płakać? no i ja bym w takiej sytuacji naprawdę nie chciała by ktoś mi trajkotał nad głową 24 h/dobę - szukałabym ciszy i wtedy "miczenie jest złotem"..... Quote
amensalizm Posted March 21, 2010 Posted March 21, 2010 Mogę wiedzieć na pw, co to za wet... bym nigdy do niego nie trafiła? Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.