Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Doda_ napisał(a):
Elinko tak ale zmniejszylibyśmy ilość bezdomnych kotów, które przyjdą na ten świat, a potem urodzą dalej. Jedną kotke wysterylizować, to minus o kilka bezdomnych kociaków, które mogłaby urodzić. Co do akcji, to chyba nie na wsi, ale w całej Polsce jeśli sie nie myle.. Jest u ciebie jakaś fundacja kotów ? Ich trzeba się zapytać. Ja też sie dowiem.
Do łapania jest klatka-łapka, specjalna dla kotów. Jak Miauczer pójdzie na kastrację, to z dziewczyną która da zniżke Miauczerowi, porozmawiam o tej akcji może dowiem sie czegoś wiecej. Może niektórzy uważają że sterylizacja/kastracja bezdomnych dzikich kotów to jak walka z wiatrakami, ale ja tak nie uważam. Warto nie sprowadzać na świat chociaż kilka kotów, które potem będą musiały się głodować, chorować.


Wszystko się zgadza, nawet jedna kastracja się opłaca. :fadein: Tylko kto pokryje koszty takiej łapanki? Kto dostarczy klatki-łapki, kto zajmie się ich wyłapywaniem? No i taką akcję trzeba by co jakiś czas powtarzać. Złapanego kota trzeba by dostarczyć do weterynarza (ew.przetrzymać) i odwieźć z powrotem na wioskę, a to też wiąże się z kosztami. Czy fundacje dla kotów dysponują aż takimi środkami?
Co do fundacji w moim mieście to się rozejrzę, popytam. Ale nie wiem, czy wioska odległa o 35km od miasta będzie w ich kompetencji? Tak czy siak, Dodo, pisz co się dowiesz, każda informacja się przyda.

PS. klatki-łapki? A jak takiego dzikiego kota tam włożyć, skoro one nawet na widok człowieka uciekają?!! Nawet te miejskie uliczniki są spokojniejsze, w końcu widok człowieka nie jest im obcy. Tamte wieśniaki błyskawicznie się rozbiegają po krzakach. Można tylko je wziąć głodem (ale tu i tak uciekają) lub, jak już wspomniałam wcześniej, strzykawką z usypiaczem. No, ale może w fundacjach mają i na takie dzikusy sposoby? Trzeba się wypytać.

I jeszcze jedno. Teraz, gdy są tam jeszcze moi rodzice to koty skupiają się w jednym miejscu. Gdy odjadą, koty zapewne się rozejdą. Nie będzie już przecież dokarmiających wczasowiczów. A wtedy szukaj wiatru w polu. No, może jedynie te gospodarza pozostaną. Ale też są dzikie, gospodarz przecież nie zajmuje się ich resocjalizacją, będzie ciężko je połapać.

  • Replies 1k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

[FONT="Comic Sans MS"]Miauczerek ma się bardzo dobrze :p [/FONT] Tabletki kończą się w piątek; kropelki - weszłam we wprawę :D Wszystko idzie sprawniej, próbuje się wyrywać, ale nim zrealizuje, co znowu, to juz jestem w 3/4 drogi :lol: Gorzej z żelem, dzięki niemu jestem podrapana, mały diabełek zawsze zdąży mnie oznaczyć, nim ten żel kapnie do oczka :mad: Uszka go jeszcze swędzą, drapie się, trzepie łebkiem, ale wszystko już o wiele rzadziej niż na początku :)

Posted

elinka napisał(a):
Wszystko się zgadza, nawet jedna kastracja się opłaca. :fadein: Tylko kto pokryje koszty takiej łapanki? Kto dostarczy klatki-łapki, kto zajmie się ich wyłapywaniem? No i taką akcję trzeba by co jakiś czas powtarzać. Złapanego kota trzeba by dostarczyć do weterynarza (ew.przetrzymać) i odwieźć z powrotem na wioskę, a to też wiąże się z kosztami. Czy fundacje dla kotów dysponują aż takimi środkami?
Co do fundacji w moim mieście to się rozejrzę, popytam. Ale nie wiem, czy wioska odległa o 35km od miasta będzie w ich kompetencji? Tak czy siak, Dodo, pisz co się dowiesz, każda informacja się przyda.

PS. klatki-łapki? A jak takiego dzikiego kota tam włożyć, skoro one nawet na widok człowieka uciekają?!! Nawet te miejskie uliczniki są spokojniejsze, w końcu widok człowieka nie jest im obcy. Tamte wieśniaki błyskawicznie się rozbiegają po krzakach. Można tylko je wziąć głodem (ale tu i tak uciekają) lub, jak już wspomniałam wcześniej, strzykawką z usypiaczem. No, ale może w fundacjach mają i na takie dzikusy sposoby? Trzeba się wypytać.

I jeszcze jedno. Teraz, gdy są tam jeszcze moi rodzice to koty skupiają się w jednym miejscu. Gdy odjadą, koty zapewne się rozejdą. Nie będzie już przecież dokarmiających wczasowiczów. A wtedy szukaj wiatru w polu. No, może jedynie te gospodarza pozostaną. Ale też są dzikie, gospodarz przecież nie zajmuje się ich resocjalizacją, będzie ciężko je połapać.


kastracje, sterylizacje dzikich kotów bezdomnych - moim zdaniem - powinny byc bezpłatne. Są akcje, trzeba się dowiedzieć wszystkiego co i jak (ja tak zrobię, jak będę coś wiedzieć to napiszę). Gdyby udało sie załatwić darmowe kastracje,sterylizacje dla tych kotów, to musimy je złapać - klatka łapka jest dla kotów, z tego co wiem to postawia się ją na trawie i w klatce połozyć jedzenia, kot poczuje zapach i jak będzie tak głodny to sam wejdzie i klatka się zamknie. Nikt nie musi być przy klatce, ale z dala obserwować tak - jeśli źle napisałam o klatce to niech ktoś mnie poprawi ;) Trzeba też przechowywać kotów na dzień, kotki na więcej dni chyba ale nie jestem tego pewna, to o tym porozmawiaćie z fundacja. Może będa mieli możliwość zabrać kotów na tylko dzień czy troszkę wiecej. Kocurów chyba można wykastrować i tego dnia wypuścic?

Caragh napisał(a):
[FONT=Comic Sans MS]Miauczerek ma się bardzo dobrze :p [/FONT]Tabletki kończą się w piątek; kropelki - weszłam we wprawę :D Wszystko idzie sprawniej, próbuje się wyrywać, ale nim zrealizuje, co znowu, to juz jestem w 3/4 drogi :lol: Gorzej z żelem, dzięki niemu jestem podrapana, mały diabełek zawsze zdąży mnie oznaczyć, nim ten żel kapnie do oczka :mad: Uszka go jeszcze swędzą, drapie się, trzepie łebkiem, ale wszystko już o wiele rzadziej niż na początku :)


Cieszę się, ze ma sie dobrze - wiedziałam :evil_lol:
No w piątek kończa się leki, miał w ten piątek do weta ale tak jak wcześniej napisałam, pan doktor jest na urlopie więc wizytę przełożymy na nastepny tydzień, jeszcze dam Ci znać kiedy i o której godzinie (a może, jeśli sie uda to w niedzielę ale nic nie obiecuję, to zależy czy tata będzie pracował)

Posted

Doda_ napisał(a):

(...) Cieszę się, ze ma sie dobrze - wiedziałam :evil_lol:
No w piątek kończa się leki, miał w ten piątek do weta ale tak jak wcześniej napisałam, pan doktor jest na urlopie więc wizytę przełożymy na nastepny tydzień, jeszcze dam Ci znać kiedy i o której godzinie (a może, jeśli sie uda to w niedzielę ale nic nie obiecuję, to zależy czy tata będzie pracował)

Oj, w niedziele mnie nie ma :shake: Od poniedziałku do piątku proszę - wtedy jestem cały czas w domu :cool3:

Posted

Caragh napisał(a):
Oj, w niedziele mnie nie ma :shake: Od poniedziałku do piątku proszę - wtedy jestem cały czas w domu :cool3:


Dobrze :lol::lol::lol::lol::lol:

Posted

Doda :loveu:

A wiecie, wczoraj myślałam, ze kot się zdematerializował i przeniknął przez okna :lol: Rano to on raczej u siebie w pokoju urzęduje, popołudniami lub wczesnym wieczorkiem zaczyna spacerować. No ale oczko trzeba zakraplać co 6h, wiec ja do pokoju, wchodzę, a kota nie ma :-o Szukam w miejscach, gdzie przeważnie śpi - nie ma :-o Dopiero po kilku minutach mnie kopnęło, żeby zajrzeć w najciemniejszy kat jeszcze raz - z latarka :D No i był :cool3: Siedział sobie i patrzał wzrokiem 'hehehe, ślepa, co?'. Ale i tak czarne lubię najbardziej :evil_lol:

Posted

Doda_ napisał(a):
cwany Miauczerek :evil_lol:
to on spaceruje na dworze? :-o

Nieeee, absolutnie, w pełni niewychodzący :p Jak wietrze, to 3 raz sprawdzam potem czy zamkniete dobrze ;) Raczej sie nie zdematerializowal ;)

Posted

caragh mało brakowało a pogotowie przyjechałoby po mnie :evil_lol::evil_lol::evil_lol:

zartuje :diabloti: a miauczerek nie narzeka, ze nie wychodzi? nie tęskni za 'mieszkaniem' na dworze?

Posted

Hmmm, pierwsze dni miauczał dużo, nawet w nocy i siedział przed drzwiami z balkonu, drapał je. Teraz siedzi w okienku, ale tak normalnie, nie miauczy, nie drapie :) Przeszło mu, chyba doszedł do wniosku, ze jednak ciepełko lepsze niż szlajanie się :evil_lol:

Posted

fiorste hmm, myśle ze kontakt do caragh - miauczer jest u niej, ona lepiej go zna niż my. oczywiscie jesli caragh sie zgodzi :evil_lol:

a co do transporterka to mama wpadla na pomysl zeby Miauczerka wsadzic do klatki 60 tki dla świnek :oops: moze byc? :oops:

Posted

No to ja wrócę jeszcze do sprawy wiejskich kotów.

Doda_ napisał(a):
Gdyby udało sie załatwić darmowe kastracje,sterylizacje dla tych kotów, to musimy je złapać - klatka łapka jest dla kotów, z tego co wiem to postawia się ją na trawie i w klatce połozyć jedzenia, kot poczuje zapach i jak będzie tak głodny to sam wejdzie i klatka się zamknie. Nikt nie musi być przy klatce, ale z dala obserwować


Dodo, no tak, a kto tam pojedzie, aby w ukryciu oczekiwać na kota? I nie załatwi się tego w godzinę. Przecież one nie przyjdą na zaproszenie, nawet nie wiadomo by było, gdzie taką klatkę-pułapkę zastawić? Łapanie kotów piwnicowych w mieście to co innego, te chodzą przynajmniej tymi samymi ścieżkami. No, gdyby klatki były już na teraz, to może by się jeszcze jakoś te koty połapało bo podchodzą cały czas po jedzenie do rodziców. Ale na współpracę gospodarza tutaj to raczej bym nie liczyła. No i co dalej, jak już się koty połapie? Kto je odbierze? Jak długo miałyby siedzieć w tych klatkach? Sama widziałaś, że nawet dla oswojonego Miauczera taka klatka była traumą, a co tu mówić o kotach dzikich? Naprawdę czarno to wszystko widzę. Być może jakaś fundacja mogłaby to zrobić, ale musiałaby być szczerze oddana sprawie, gotowa nawet na kilkudniową akcję. No i zasobna w fundusze! :fadein: Być może mają szybkie i skuteczne metody łapania kotów, o których nie wiemy?
Z naszej strony możemy tylko pomóc dokarmiając te biedaki. A byłoby jeszcze lepiej, gdyby ktoś pomógł w zakupie zapasów karmy dla tych kotów na zimę.

PS. Przed chwilą rozmawiałam z mamą, kotów jest już siedem. :-(

Posted

elinka napisał(a):
No to ja wrócę jeszcze do sprawy wiejskich kotów.

Dodo, no tak, a kto tam pojedzie, aby w ukryciu oczekiwać na kota? I nie załatwi się tego w godzinę. Przecież one nie przyjdą na zaproszenie, nawet nie wiadomo by było, gdzie taką klatkę-pułapkę zastawić? Łapanie kotów piwnicowych w mieście to co innego, te chodzą przynajmniej tymi samymi ścieżkami. No, gdyby klatki były już na teraz, to może by się jeszcze jakoś te koty połapało bo podchodzą cały czas po jedzenie do rodziców. Ale na współpracę gospodarza tutaj to raczej bym nie liczyła. No i co dalej, jak już się koty połapie? Kto je odbierze? Jak długo miałyby siedzieć w tych klatkach? Sama widziałaś, że nawet dla oswojonego Miauczera taka klatka była traumą, a co tu mówić o kotach dzikich? Naprawdę czarno to wszystko widzę. Być może jakaś fundacja mogłaby to zrobić, ale musiałaby być szczerze oddana sprawie, gotowa nawet na kilkudniową akcję. No i zasobna w fundusze! :fadein: Być może mają szybkie i skuteczne metody łapania kotów, o których nie wiemy?
Z naszej strony możemy tylko pomóc dokarmiając te biedaki. A byłoby jeszcze lepiej, gdyby ktoś pomógł w zakupie zapasów karmy dla tych kotów na zimę.

PS. Przed chwilą rozmawiałam z mamą, kotów jest już siedem. :-(


Zawsze myśli się ze to tak trudno będzie, a potem działanie moze okazac sie łatwe i szybkie-sama tak miałam i dlatego nigdy nie myśle czy to bedzie trudne czy nie;) a tak na serio to bardzo Cie prosze zebyś o tym wszystkim porozmawiała z fundacja kotów gdzieś tam u was, jeśli ludzie z fundacji beda mieli dobre serduszka to pomogą. Ja bym wam pomogła ale niestety mieszkam dość daleko. 7 kotów to nie dużo, ja myślalam ze jakieś 20. U mnie w zagórzu to jest chyba 20 a może nawet ponad :shake: i niestety rodzą dalej, dlatego myśle zeby tu też tak zrobić. Pisałaś, ze wczasowicze powyjeżdzali. To koty nie trzymają się już razem w tym jednym miejscu? jeśli nie, to myśle ze najlepiej byłoby wszystko zaplanować i na następne lato tzn. w 2010 roku zadziałać. Spróbuj.. ja mocno wierzę w to ze wam się uda ;) A jeśli teraz, bez wczasowiczów, koty dalej koczują się w tym samym miejscu to można teraz. Myśle ze fundacja z toba powinna tam pojechać, wszystko zobaczyć i potem pomyślicie co i jak. Oni dobrze się znaja na kotach, będziesz więcej wiedziała na ten temat. A czy koty mają się gdzie schronić w zimie?


PS. dziewczyny bardzo wam przepraszam za offa.. ale kotom od elinki trzeba pomóc.. Mam nadzieję ze Miauczer sie nie obrazi :oops:

Posted

Doda_ napisał(a):
Zawsze myśli się ze to tak trudno będzie, a potem działanie moze okazac sie łatwe i szybkie-sama tak miałam i dlatego nigdy nie myśle czy to bedzie trudne czy nie


Obyś miała rację. Ale pamiętaj, że na takie działanie potrzebne będą fundusze, i to spore. Same dojazdy z kotami na sterylkę do weta i powroty na wieś już pochłoną sporo kasy. Ale to wszystko starałam się przedstawić już w poprzednich postach. Ty działałaś na miejscu, a więc nie miałaś tego typu problemu. Mój portfel jest zbyt skromny, abym mogła się tym zająć.

Doda_ napisał(a):
7 kotów to nie dużo, ja myślalam ze jakieś 20.


Co za różnica siedem czy dwadzieścia. I tak wszystkie żołądki są puste. A do tego są jeszcze gdzieś maluchy, bo widać, że jedna z kotek niedawno się okociła.

Doda_ napisał(a):
Pisałaś, ze wczasowicze powyjeżdzali. To koty nie trzymają się już razem w tym jednym miejscu? jeśli nie, to myśle ze najlepiej byłoby wszystko zaplanować i na następne lato tzn. w 2010 roku zadziałać. Spróbuj.. ja mocno wierzę w to ze wam się uda ;) A jeśli teraz, bez wczasowiczów, koty dalej koczują się w tym samym miejscu to można teraz.


Teraz, tzn. w październiku jest najlepsza pora na łapanie kotów, bo wczasowiczów już nie ma i koty gromadzą się w jednym miejscu, tj. koło moich rodziców, nie rozłażą się po okolicznych kempingach. Później jest zimowa głodówka. Gdzie koty wtedy przebywają nie wiem? A od drugiej połowy kwietnia zjeżdżają się już kempingowicze i natychmiast pojawiają się koty. Ale moi rodzice wracają już za tydzień, nie pozostało więc zbyt wiele czasu. Wątpię, aby coś się udało teraz załatwić. Jak piszesz Dodo, sprawa musi być odłożona do 2010 roku. Czyli cały ten długi off na wątku Miauczera był niepotrzebny, bo jak napisałam w jednym z pierwszych postów, na obecną chwilę realną pomocą dla tych kotów jest jedynie ich dokarmianie. I ewentualne nagromadzenie zapasów karmy na zimę. Ale tutaj też jest potrzebna pomoc z zewnątrz, sama nie jestem w stanie tego sfinansować.

Doda_ napisał(a):
A czy koty mają się gdzie schronić w zimie?


Z tego co wiem, mają jakąś kryjówkę na strychu nad chlewikiem. Ale czy wszystkie tam mają wstęp to nie wiem bo nawet na dworzu dochodzi do walk pomiędzy nimi. Nie wiem, jak to jest, jakie układy panują w takiej dzikiej kociej społeczności? Dlatego nie odpowiem Ci na to pytanie.

Reasumując będę szukać fundacji, ale i tak te koty zimą będą głodne. :sad:

Posted

elinka napisał(a):
Obyś miała rację. Ale pamiętaj, że na takie działanie potrzebne będą fundusze, i to spore. Same dojazdy z kotami na sterylkę do weta i powroty na wieś już pochłoną sporo kasy. Ale to wszystko starałam się przedstawić już w poprzednich postach. Ty działałaś na miejscu, a więc nie miałaś tego typu problemu. Mój portfel jest zbyt skromny, abym mogła się tym zająć.


Zapomniałam odpisac na temat pieniązków
jeśli kastracje beda darmowe to ok, a co do dojazdow na ta wies - pieniazki mozemy uzbierac. Pamietaj, ze nigdy bym Cie nie zostawila bez pomocy:loveu:

elinka napisał(a):
Co za różnica siedem czy dwadzieścia. I tak wszystkie żołądki są puste. Są jeszcze gdzieś maluchy, bo widać, że jedna z kotek niedawno się okociła.


Wlasnie, ze teraz 7 kotów głoduja, a potem - jak nie pomożemy im z ta sterylizacja i kastracja - jeszcze o kilkanaście wiecej kotow beda sie glodować. Ja napisałam ze jest mało kotów, miałam na myśli to ze jak byłoby 20 to trudno z łapaniem i po kolei do weta, a 7 to mniej jest.

elinka napisał(a):
Teraz, tzn. w październiku jest najlepsza pora na łapanie kotów, bo wczasowiczów już nie ma i koty gromadzą się w jednym miejscu, tj. koło moich rodziców, nie rozłażą się po okolicznych kempingach. Później jest zimowa głodówka. Gdzie koty wtedy przebywają nie wiem? A od drugiej połowy kwietnia zjeżdżają się już kempingowicze i natychmiast pojawiają się koty. Ale moi rodzice wracają już za tydzień, nie pozostało więc zbyt wiele czasu. Wątpię, aby coś się udało teraz załatwić. Jak piszesz Dodo, sprawa musi być odłożona do 2010 roku. Czyli cały ten długi off na wątku Miauczera był niepotrzebny, bo jak napisałam w jednym z pierwszych postów, na obecną chwilę realną pomocą dla tych kotów jest jedynie ich dokarmianie. I ewentualne nagromadzenie zapasów karmy na zimę. Ale tutaj też jest potrzebna pomoc z zewnątrz, sama nie jestem w stanie tego sfinansować.


Sprawa nie musi byc odlozona na 2010, tak jak pisałam wczesniej ze jesli teraz udałoby się złapac ich, to nie musimy czekać do lata. Ja mam nadzieje ze Miauczer sie nie obrazi za offa:loveu: Co do karmienia, to jest problem... nic na razie nie wpadło mi do głowy oprócz dojezdzania codziennie /wiem ze nie możesz/. Ale wcześniej pisałas ze ten chłop chociaż raz dziennie daje im papu. Wiem ze to bardzo mało, ale koty coś maja... nie wiem jak inaczej :shake: chyba ze się tam wyprowadzimy. Ciesze sie ze porozmawiasz w tej sprawie z fundacją, ja też tak zrobie. A może poprosić grzecznie tego faceta, zeby dokarmiał koty zimą? Nie wiem czy już zrobilas jesli ta to przepraszma. tak wiec poczekajmy z tym, po rozmowie z fundacja napiszesz co i jak. :)

Posted

Caragh - Miauczer ma zapisaną wizytę u weterynarza na
PONIEDZIAŁEK 12.10 o godz. 17
wiec u ciebie bylibyśmy, hmm myśle że o 16.15, po weterynarza Miauczer wróciłby do Ciebie ok. 18 albo po 18. Może być? Napisz czy tobie pasuje.
I bardzo proszę jeśli możesz, napisać na kartce o Miauczerku - jak oczko, jak uszy, jak się w ogóle czuje, czy ma dobry apetyt itd. Weterynarz musi wiedzieć :) Jeśli znowu wypisze receptę to tak jak wcześniej po drodze kupimy leki i Ci dam.

Posted

"Doda_" napisał(a):
Caragh - Miauczer ma zapisaną wizytę u weterynarza na
PONIEDZIAŁEK 12.10 o godz. 17
wiec u ciebie bylibyśmy, hmm myśle że o 16.15, po weterynarza Miauczer wróciłby do Ciebie ok. 18 albo po 18. Może być? Napisz czy tobie pasuje.
I bardzo proszę jeśli możesz, napisać na kartce o Miauczerku - jak oczko, jak uszy, jak się w ogóle czuje, czy ma dobry apetyt itd. Weterynarz musi wiedzieć Jeśli znowu wypisze receptę to tak jak wcześniej po drodze kupimy leki i Ci dam.

Pewnie, ze pasuje :) Kartkę tez się napisze, nie ma problemu ;)

Posted

Caragh napisał(a):
Pewnie, ze pasuje :) Kartkę tez się napisze, nie ma problemu ;)


dziekuje :multi:
napiszcie mi cioteczki o tej klatce dla swinek :oops: pytalam sie :oops:

edit: transporter załatwiony :D

Posted

Widzę, że Miauczerek ma już świetnie zorganizowaną opiekę. Dodo i Caragh, tworzycie idealny team. Należą Wam się za to buziaki :buzi:.

Doda_ napisał(a):
Pamietaj, ze nigdy bym Cie nie zostawila bez pomocy:loveu:


Dodo, nie chodzi mi o sprawy organizacyjne, nie chodzi mi o mnie, pomoc potrzebna jest kotom. Ale to zdanie mnie urzekło. Potwierdziłaś moje podejrzenia, że jesteś wrażliwą i życzliwą osobą. A więc jeszcze raz buziaki :buzi:.

Doda_ napisał(a):
A może poprosić grzecznie tego faceta, zeby dokarmiał koty zimą? Nie wiem czy już zrobilas jesli ta to przepraszma.


Gospodarza nie trzeba pytać, bo jest już sprawdzony. Chociaż jest "prostym chłopem", zawsze się cieszy, gdy ktoś podrzuci mu suchy chleb czy karmę dla zwierzaków. I otrzymaną karmę zwierzakom daje, sama widziałam! :fadein: Jedyny problem jest w tym, by dawał ją częściej i więcej. Być może stara się, aby jedzenia starczyło na dłużej, nie wiem? Do sklepu po karmę dla kotów nie pojedzie "bo to wynalazek ludzi z miasta. Jego koty, jeśli chcą jeść to niech idą łowić myszy". Zapytany o koty wprost odpowiada: "Ja je tam pier...ę"(przepraszam za cytat:oops:). W każdym bądź razie przerażają mnie zapadnięte boki tych kotów. Dlatego wszelkie zapasy jedzenia dostarczone gospodarzowi mogą poprawić tamtą sytuację. No, a w takim układzie, Dodo, nie musiałabyś się już tam przeprowadzać na stałe.;) :evil_lol: :evil_lol:

Posted

cioteczki -a głownie Doda:nie zapominaj ,że taka klatka-łapka -do wylapywania kotów do sterylki/kastracji -nie może być postawiona i zostawiona bez częstego NADZORU oraz przejmowania z niej zlapanego kota.:shake:
Nie można przecież wstawić takiej klatki i zagladać do nie raz na dzień-kot nie może w niej siedzieć przerażony długo ,bez uzupelnienia w niej karmy i wody.
I jeszcze jedno: do takiej klatki-łapki bardzo łatwo może wejść też maly kotek -prawda ? I co wtedy ,jesli tam nie ma ciągłego nadzoru nad taka klatką ?
Kotek odłączony zostanie od matki i swego rodzeństwa i zgubi się ,bo matka może oddalić się z resztą swych malych.:shake:
No i te kotki po sterylce muszą miec choć kilka dni-a nawet ponad tydz.chyba -zapewnioną opiekę i doglądanie .A kto tam będzie tego pilnował i dbał o te koty -jesli sa to koty bezdomne i nie ma tam takiej drugiej Dody ??:shake:
Nie jest to wszystko takie proste -jak widac -i jak pisze Elinka .
Na odleglość nie da się tego zalatwić na pewno a i na miejscu też nie jest takie proste.No i nie wiadomo ,czy taka klatka-łapka nie zostanie prędko skradziona ,bo a nuż komuś taki pomysł przyjdzie do glowy.
Takimi sterylkami/kastr. powinna zajmowac się najlepiej fundacja kocia -oni mają swoj opracowany system .
Sami kilak razy interesowaliśmy się pomocą takim bezdomnym kotom w mieście i nieco wiemy na ten temat .Możan jeszcze zwrócić się do najbliższego TOZ-u ,ale czasem Fundacje Kocie są w tym bardziej zaawansowane i prężniejsze.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...