Jump to content
Dogomania
shnooreck

Atrakcyjny spacer czyli jaki?

Recommended Posts

Dnia 28.12.2019 o 10:45, shnooreck napisał:

A skąd adopciak? Z DT czy schronu?

Od człowieka, który chciał się jej pozbyć. Miała tam takie wspaniałe warunki, że z jej lekliwoscia chyba nigdy sobie w 100% nie poradzimy, choć i tak zrobiła już duże postępy, o to ona

80750544_111000977069321_417689195776888

 

Dnia 31.12.2019 o 13:55, shnooreck napisał:

Tylko kongi drogie :(

Jest, to jednocześnie chyba jedna z najtrwalszych zabawek, więc cenowo nie wychodzi tragicznie. Ja mam dwa czerwone w rozmiarze L i dwa czarne XL. Czerwone były rzucane o asfalt, tak aby się odbijal w jak najdziwniejszych kierunkach i praktycznie nie ma śladów użytkowania 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Piękna morda :) bardzo podobają mi się takie ON-kowate :) Cudnie wpatrzona w przewodnika :) ona była u poprzedniego "właściciela" (bo chyba na brak cudzysłowu nie zasługuje...) na dworze wychowywana? Czego się boi bidula? Innych niz Ty ludzi, psów? Wielkie serducho ode mnie, za zaopiekowanie się bidą!

 

Co do konga właśnie szukam na allegroszu, u nas nie ma rozmiarów. Też odbijałam jak piłeczkę :) też przeżył. Jeden zgubiły, może jeszcze kiedyś sie odnajdzie, ale teraz muszę kupić . Bardzo lubię ta zabawkę, choć moje psiury jak jest zbyt trudna kombinacja smaków to sie zniechęcają. (Swoją drogą ciekawe- byłam w sklepie bez mojego zwierzyńca, żeby dojść do kongów musiałąm sie przeciskać prze kolejkę do weterynarza- bo u nas to razem funkcjonuje- poczekalnia i sklep. Szukam tego, ciasno, ktoś chce mi pomóc i wskazuje- ooo tuutaj ma pani takie małe i wiiieeelkieee zdziwienie, że potrzebuje L, a nie XS. Widać wyglądam na wyłącznie na właścicielkę malutkiego pieseczka z kokardką ;P no, ale ja duża nie jestem).

Jako, że mój pies jest zbyt inteligentny i że może to być dla właściciela wyzwanie to powiem, że jak pięknie robił slalom między nogami to teraz się wycwanił i robi w trakcie ćwiczenia stójkę jak do "poproś" (klasyczną surykatkę) i niestety RAZ dostał, bo mnie wziął z zaskoczenia. Nie wprowadziłąm wcześniej konkretnej komendy kończącej to cwiczenie. Teraz to dopiero robię. No i na własne życzenie  mam tak- robimy slalom, on przechodzi pod kolanem, robi stójkę, ja nie daję żarcia, zachęcam do przejścia pod drugą nogą, on przechodzi, robi stójkę...i tak aż do mojej nerwicy ;P Ale jest przy tym bardzo uroczy i mnie rozśmiesza mimo wszystko :)

Bez aktywnego podawania jedzenia psiury teraz rozniosłyby mi dom. Jetem chora i nie mogę zbyt długo przebywać na dworze. Suka nie umie sie długo bawić, nudzi sie niestety szybko, psa bym wybiegała za piłeczką lub butelką, ale jej nie wiem co bym wymyśliła. 

Suczy musze kupić chyba 30m sznura....a może 100m? nie wiem czy kiedyś uda nam się przywołanie na 100% - ona głuchnie jak jest zwierzyna. Podejrzewam coraz bardziej w jej drzewie genealogicznym wyżła i to w roli ojca lub matki, niezbyt daleko w każdym razie. Ma kropkowane łapy jak np. wyżeł niemiecki (żadnego asta z czyms takim w necie ani na żywo nie spotkałam) i drobną, smukłą budowę z mocnymi astowatymi mięśniami. Maszyna do biegania. Jest o wiele łagodniejsza w stosunku do obcych psów no i ten instynkt, zbyt chyba wybujały jak na psa bojowego.

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 godzin temu, shnooreck napisał:

ona była u poprzedniego "właściciela" (bo chyba na brak cudzysłowu nie zasługuje...) na dworze wychowywana? Czego się boi bidula? Innych niz Ty ludzi, psów?

Z początku bała się wszystkiego... Innych ludzi, psów i nawet o zgrozo mojego dotyku i ręki (jak przybliża łam rękę do jej pyszczka chcąc dać smaczka odwracała się i tuliła w ziemię). Stan aktualny jest taki, że ludzi już toleruje obszczekuje czasem psy, szczególnie jak zbliżą się bliżej niż na ok 2m, wcześniej szczekała na każdego w polu widzenia, nawet, gdy był bardzo daleko. Historii jej nie znam, tak naprawdę dostałam psa z dredami do wycięcia nożyczkami i bez jakiejkolwiek książeczki zdrowia, nieumiejącego się bawić, ani nawet wypróżniać na trawie...

 

6 godzin temu, shnooreck napisał:

Co do konga właśnie szukam na allegroszu, u nas nie ma rozmiarów.

Osobiście tego typu zabawek i w ogóle akcesoriów dla psiaków nawet nie próbuje kupować w sklepach stacjonarnych, tzn wyjątkiem jest jeden zoologiczny w moim sklepie, który w rozsądnej cenie ma kauczukowe zabawki, szarpakiem i jedzenie dla rybek. Po za nim, wszędzie nad wyraz drogo niestety :/ 

 

6 godzin temu, shnooreck napisał:

teraz się wycwanił i robi w trakcie ćwiczenia stójkę jak do "poproś" (klasyczną surykatkę)

Super, ja swoich maluchów nie potrafię tego nauczyć , chociaż próbowałam, to nie potrafię im pokazać o co mi chodzi :( Tak samo nie do przejścia jest dla mnie komenda zdechł pies :/ 

 

Model szelek, o którym pisałam wyżej polecam, przy dobrym ściągnięciu pasków, szelki nie przechodzą przez psią głowę niczym obroża, przetestowane na mojej ekipie i husky

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Moja mama wzięła też takiego strachulca z dredami. Mała. choć już w dość poważnym wieku suczka urodziła (na pewno kolejne) szczeniaki. Sąsiad chciał ją złapać, ugryzła go. Trafiła na obserwacje. Słodkie kuleczki jakoś znalazły chętnych ale ona już nie :( Moja mama chodzila ją odwiedzać i ostatecznie przywiozła do domu. Sunia bała się wyciągniętej ręki- chowała się wtedy pod kaloryfer.... Pies, który nigdy nie był w domu zachowywał się w nim bez zarzutu. Po wycięciu dredów i ogoleniu (inaczej się nie dało) ukazał sie miły psiak w typie sznaucera.Zupełnie nieźle sobie radziłą, robiła postepy a potem okazało sie, że jest w kolejnej ciąży. Nie wiadomo jak do tego doszło, w końcu niedawno odchowała szczeniaki! Była przez nas pilnowana na spacerach. Po urodzeniu szczeniaków nastąpił regres- ugryzła nawet mojego ojca, gdy zbyt szybko wszedl do "jej" pokoju. Ale musiała sie załatwiać na zewnątrz - tak robiła od początku, wracała ze spaceru i znajdywałą swoje szczeniory wymiziane, pachnące ludźmi i...nadal całe i zdrowe. To pozwoliło na zaufanie nam. Potem była pieskiem idealnym. Chodziła bez smyczy, dogadywała sie z kotami, z dziećmi mniej (bo pewnie nie raz jej dały w kość...) ale bez agresji- chowałą sie gdzieś gdy przychodziły i tyle. Do stale nas odwiedzających odnosiła sie neutralnie.  Trzeba dawać szansę takim przypadkom, jak sie ktoś czuje na siłach albo po prostu serce mu nie pozwala zostawic takiej kupki nieszczęścia - satysfakcja jest ogromna.

 

Co do sztuczki- pies radzi sobie z każdą, jak na razie, tylko je sobie czasem uatrakcyjnia :) Sunia w poprzednim domu chyba była ciągle uspokajana i ciągle jej czegoś nie było wolno (jest bardzo emocjonalna, skacze na ludzi itp). Na początku nie ruszała sie w domu z posłania bez konkretnej przyczyny, teraz widać jak sie otwiera i robi coraz więcej rzeczy, nabiera odwagi. Ale dla niej przejście pod kolanem, między nogami, nawet obrót za smakołykiem spotykał sie z pewną blokadą psychiczną- po pewnym czasie i iluś tam powtórzeniach nabierała zaufania i jej lepiej szło. Także cierpliwości, zresztą- nie musi wszystkiego umieć :) 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sama bym sobie nie poradziła na szczęście mam drugiego psa, który pokazuje jej psia mowę ciała i psie zachowania, bez niego bym pewnie wielu rzeczy jej nie nauczyła. Niestety uczy jej też swoich dziwnych nawyków np spania na boku w czasie wyczesywania futra:oops2:  Ona szczęśliwie ma tak, że nie gryzie, a obszczeka tylko, dzięki temu mogę ją socjalizowac też z innymi psami powoli :) 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z nowości: mam zjedzone lampki choinkowe (płacz, bo ładne były) oraz z wielkiej antypatii do psa sąsiadów mamy przyjaźń (hip hip hura, ale to też kwestia zmiany nastawienia tamtego psa, coś mu też się odmieniło i już nie chce moich zjeść, to i moje z pomocą serc drobiowych oraz deszczu parówek spokojniej do niego podeszły -dały bucowi szansę). Choroba moja sprawiła, ze mało spacerowaliśmy po osiedli -psiury dostały zbiorowej amnezji na temat sensownego zachowania się na tymże- wyrywają sie zarówno do kumpli jak i wrogów. Grrr, praca od początku. Za to już ładnie szarpią jeden szarpak, suuuper to wygląda! Sucz bawi się z małym kotkiem- tak asty też potrafią być delikatne, rzadko ale sie zdarza :) choć kotek po pewnym czasie sie ewakuuje bo to jednak inny kaliber

Share this post


Link to post
Share on other sites

(Musze pisać na raty)

Dzisiejszy ślad (nie chodzimy codziennie na takie imprezy :) ale kilka razy w tygodniu się staramy, zależy czy jest jasno- a ostatnio nie jest zbyt często :(  )był wyjątkowo przebiegły. Ślepe korytarze biegły w miejscach oczywistych, szlak główny częściowo był całkowitą nowością. Sucz sie złapała na 2 z 3 "pułapek" ale nie chciała wątróbki, która była nagrodą - bo surowa, ble paskudztwo! Psa po prostu spuściłam i obserwowałam jak sobie radzi tzn. jak wpada w pułapki i się sam nawraca. Już mu lepiej idzie tzn. nie chodzi tak całkiem na pamięć i byle do przodu. Wątróbką jak to on nie zamierzał pogardzić. Musze stwierdzić, że dziś były zmęczone po czymś takim. Gdy idą razem to sie wspierają, każde na coś wpadnie i to drugie je małpuje - efekt jest mniejszy. Ale nie powiedziałabym, że praca węchowa jest aż tak męcząca, jak ją reklamują, ostatecznie psy myśliwskie biegały za zwierzyną całymi dniami i nie padły jakoś. Ale warto, naprawdę warto sie pobawić, psy się bardzo cieszą gdy mamy iść na "łowy"- bo one już za drugim razem po moim zachowaniu wiedziały, co za chwilę będzie i te komendy to wydaje trochę sobie a muzom- wchodzą same w tryb pracy. 

 

Iza mój pies jest cudowny i gdyby nie  był nie zdecydowałabym się na wzięcie drugiego, już na wstępie bardziej problematycznego. Ich relacje obserwuje sie fantastycznie :) a sucz coraz lepiej sobie radzi z emocjami- to zasługa też na pewno pracy wechowej zamiast ganiania samopas polach. Chociaż teraz też gania, tylko że rzadziej:) Psy sie bardzo szybko uczą, dużo, dużo szybciej jeśli nauczycielowi sie chce i przekazuje informacje w zrozumiały, jasny dla nich sposób. A kto to zrobi lepiej, jaśniej niż inny pies? Ile energii i pomysłowości potrzeba człowiekowi na przekazanie pewnych rzeczy, które starszy, zrównoważony psiak wytłumaczy mimochodem? Trzymam kciuki za Twoją podopieczną :) 

Share this post


Link to post
Share on other sites

tadadadam

(to były fanfary jakby co)

Bo moja sucz nie przepadająca za dużymi psami dorobiła się dwóch psich kumpli- z czego jeden naprawdę ogromny wybiegł nagle z posesji i...chciał z nami kontynuować spacer, tak mu się podobało w psim towarzystwie. Z drugim sie dziś superowo bawiła (właściciel posokowca czy też poniekąd posokowca czasem nas spotykał) i -UWAGA UWAGA- odwołały się moje obydwa psiury od zabawy, jupi, fanfary (tadadam). Sucz odwołała sie też od roweru, biegacza na horyzoncie. Pies oczywiście nie ma takich problemów, biegacze mogą jeździć na rowerach na jednym kole w rytm makareny, a on i tak przyleci po żarcie. Kupiłam obiecaną linkę 25m. I tak, to nie niespodzianka- bardziej sie plącze niż 10 m, ale co ważne- da się przeżyć. Suczy taki promień wokół mojej osoby wystarcza by poszaleć, ja sie nie wku...nie denerwuję na dziczyznę, sielanka. A było trudno mnie- nie psu-przekonać sie do tego pomysłu.  Szelki nie zamówione bo mnie wydrenowała finansowo choroba kota :( Sucz odwołuje sie od naprawdę agresywnych szczekaczy przypłotowych, sama siada i czeka na smaka- kochana :) Ale  przeszkodził jej w byciu super pieskiem pan w dresie, kapturze, dziwnie idący - trochę sie wkurzyła, ale w granicach przyzwoitości, pan ledwo zauważył. Teraz obowiązkowo siadają jak ktoś idzie naprzeciw.  Przechodzimy też pomału na prawie-BARF, choć rano zawsze dostaną miskę suchej podrasowanej karmy (karma jest niezrównanie mniej problematyczna zwłaszcza rano, zwłaszcza w wakacje, zwłaszcza w górach, a już na pewno w schroniskach górskich. Mam już wizję, że zamawiam tzw. niedzielny polski obiad, sama zjadam ziemniaki z surówką, a psom daję schaboszczaka (sama nie tknę)). Ogólnie to dziś zdałam sobie sprawę, że w styczniu 2019 byłam posiadaczką dwóch dorosłych kocurów, oprócz michy i porcji miziania - bezobsługowych. W tymże styczniu wpadłam na genialny pomysł adoptowania psa, poszło bardzo gładko, to dawaj drugiego, a co. Spacery te same będą tylko psy dwa (o święta naiwności...ale nie żałuję, żaden pies mnie tyle nie nauczył). Wspomniany drugi pies przybył we wrześniu. W listopadzie doszła mała zabiedzona kotka. Jest styczeń 2020. Mam 3 koty i dwa psy. Dwa koty się właśnie bawią ze sobą- latają po całym domu.  Mam też kuwetę bo kotka nie wychodzi jeszcze na dwór, nie uznaje drapaka bo to poniżej jej godności, uznaje za to fotele. W sumie jest fajnie :) Najfajniej jak mały kotek bawi się z amstafką (nie ma to jak dziewczyna z dziewczyną). Nie posądzałam dotąd suczy o tyle delikatności (ale to jedyna kwestia, w której delikatność sie objawia- w chwili zadumy przejdzie po kocie i nie zaczai, ze coś tam było pod łapami i czemu sie darło...Za to powącha o co małemu chodzi, że sie wydziera....dekiel jeden. Pies dekiel, nie kot). Warunkujemy kliker, tak sobie nam idzie, zwłaszcza mnie- zapominam, że warunkujemy kliker i wyciągam go jak króliczki na Wielkanoc- przy specjalnej okazji. To jak ma iść? A bez tego nie pójdziemy na dalszy ciąg szkolenia. Bo byliśmy, ale nie zapałaliśmy spodziewanym entuzjazmem- ani ja ani psy. Psiury były dziwnie zestresowane na terenie szkolenia i niezbyt spodobał sie im pan szkolący. To nam nieśpieszno. Za to sterowanie głosem idzie ładnie. Psy już prawie się turlają, skaczą przez nogę (jeszcze nisko) i z coraz większej (mierzonej jeszcze w cm) odległości reagują na leżeć. Tropienie zimą wychodzi bardzo fajnie- pomimo egipskich ciemności wieczorem zanoszę pudełko z żarciem na skwerek i chowam w krzaczorach. Pełnia radości z szukania i odnalezienia go. Bieganie leży i kwiczy bo nie umiem wyzdrowieć już prawie miesiąc (czy to ma jakiś związek z faktem łażenia po dworze prawie 2h i gadania "dobre pieski", "siad", "super" jak sie ma chore m.in. drogi oddechowe???) Ale i tak jest fajnie :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sama nie wiem czy mamy postępy czy nie. Mamy zmianę sytuacji. Psa mogę odwołać od absolutnie wszystkiego i w każdej sytuacji (tfu, tfu). Sucz uczona tymi samymi metodami wymyka sie kontroli jak może. Tzn. już było nieźle - ona biegła, stawała, żeby sie rozejrzeć, a ja ją wtedy odwoływałam, jej łapy same do mnie wracały. Myślę sobie- mamy to. Aż tu nagle w małym (?) psim umyśle zakiełkowała myśl szatańska- odbiec od razu tak daleko, żeby nie stawać po drodze. Wydzieranie sie na nią w trakcie szalenczego biegu o wolność jest bezcelowe. A potem to  już jest wolna amerykanka. Pies trafił na sznurek 35 m. / cry:( /

Nosework- postępy i to właśnie głównie suki - szukanie gałki po mieszkaniu jest jej nowym hobby i juz nawet ładnie siada jak znajdzie :) na dworze za dużo rozproszeń jeszcze. 

Sucz nie frustruje sie już na smyczy gdy widzi odbiegające sarenki i odlatujące bażanty (czyli codziennie) -ot  było, nie ma. Bez wyrywania i szaleństwa, uspokoiła się znacznie pod względem emocjonalnym. Mniej skakania więcej myślenia. Więcej zabawy i noszenia czegoś w pysku zamiast non-stop tryb znajdź-dorwij-zabij. 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jestem zmordowana i szczęśliwa :) Psiury poszły na spacer typu eksploracja terenu (stawki z kaczkami, no ekstra) potem poszliśmy na najbliższy domowi kawałek łączki z żarciem. Spuściłam obydwa i szkoda, ze nikt nie stał z kamerą. Długie tygodnie podawania dobrego żarcia wyłącznie na spacerach dało rezultaty. Psy były już głodne i zmęczone więc nie odrywały wzroku od jedzenia, wykonywały wszystkie polecenia jak roboty, suczy nawet nie przyszło do łepetyny zapuścić sie gdzieś dalej. Były idealnie grzeczne. Bawiły się, biegały w kółko i UWAGA UWAGA   sucz aportowała patyk i bawiła sie w przeciąganie!!! Padnięta śpi. Pierwszy raz byłam numerem 1 na spacerze, środowisko zeszło na dalszy plan. Trzeba zastosować ten schemat na dłużej. 

Jej zainteresowanie jedzeniem na spacerze wynika z przyjętej taktyki nie karmienia niczym lepszym niż sucha karma ewentualnie mały kong/żwacz w domu. Na spacerze jedzą teraz gotowane mięso i podroby (czemu sie męczę z gotowaniem spytacie? Ano bo księżniczka nie życzy sobie surowych podrobów, to już gotuję hurtem, ewentualnie dorzucam do puli jakąś lepszą surowiznę). Jest tego dość sporo, w domu dostaja garść suchego i zwykle nie dojadają. Wcześniej bywało, ze nawet nie chciała jeść, zwłaszcza w lesie wszystko bywało niejadalne. No to nie jadła nic poza suchym (ble, plastik, fuj).Do tego uruchomiłam jej instynkt myśliwski rzucając kawałki tak, jak zwykle rzuca się piłeczkę- dzięki temu zainteresowała sie rzucanymi przedmiotami, a że przeciągać się już potrafi to wyszedł sam z siebie aport :))) Do tego staram się kilka razy odbiec przy przywołaniu( nie zawsze, bo już nie mam 7 lat, no i byłoby na dłuższą metę nudno dla niej) To ją też mocno aktywizuje.  

Jutro idziemy na wspólne bieganie, powinna wrócić zmęczona to powinno uruchomić ten sam schemat. Uprasza sie o trzymanie kciuków w cywilizowaniu zołzy na dworze. W domu jest grzecznym psiakiem- przytulakiem, rozdajacą całusy nawet gościom widzianym pierwszy raz na oczy, najlepszą kumpelą dla małej koteczki i niezmordowaną tropicielką buteleczki z gałką muszkatułową. 

Pies oczywiście jest nadal grzeczny i kochany :) Lata luzem, aż mi go szkoda w lesie, ale nie spuszczam (od sarny sie odwołuje, inna konstrukcja psychiczna) Troche go kręci kompostownik sąsiadów (słoneczko przygrzało to jest bardziej wonny chyba) więc czai się na moją chwilę nieuwagi (brak ogrodzenia), oprócz tego kombinuje skubany na wszystkie sposoby jakby tu uniknąć wycierania łap. Otóż łapy wyciera się w jednym i tym samym miejscu- na półpiętrze. Psiury mają czekać na mój znak-sygnał pozwolenia na pójście po schodach wyżej. Czasem trzeba łapy wycierać, czasem nie- wiadomo. Więc pies po wstępnym sprawdzeniu nagłego ataku głuchoty w różnych stadiach tego procesu, głupoty ("ja nie rozumiem co ty do mnie gadasz kobieto"), udawaniu, że już przecież wolno (a wcale nie)  poszedł krok dalej. Otóż stanie sobie, mały gnojek, w takim miejscu, że przeszkadza mi sie ruszyć, zdjąć buty czy zamknąć drzwi- siedzi na progu. Dowolnie, sprawdza co daje lepsze rezultaty. I dosłownie raz powiedziałam "no choć" żeby przeszedł dalej w głąb pomieszczenia. On wtedy myk do góry jak torpeda. Starczyło, żeby sie utrwaliło, że sie da. To kombinuje jak może, żeby udało sie znowu. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wiosna służy suczy :) Byliśmy na łące z żarciem (znaczy my mieliśmy żarcie, nie łąka), teren przylega z boku do asfaltowej drogi, która czasem służy jako spacerniak. I moje psiury spuszczone olały pieska, który szedł sobie z panią na spacerek, grzecznie wykonywały komendy, szukały w trawie itp. Sucz była nieco rozproszona, ale i tak było ok. Odpuściła też sobie całkowicie wyplątywanie sie z szelek, zapomniała czy co? Nie wiem, ale jej poziom pobudzenia zdecydowanie spadł więc i chęć wydostania sie i zeżarcia dziczyzny zmalał. 

Pies za to opracował taką strategię: gdy po wejściu do domu idzie od razu na samą górę po schodach jest wołany z powrotem. I zdarzyło się tak kilka razy, ze po powrocie na miejsce kaźni (czyli stanowisko wycierania łap) nie miał tych łap czyszczonych, tylko padała komenda zwalniająca (jest sucho nie ma wycierania). To on teraz myk i na górę, potem ekspresowy powrót na dół, gorączkowe oczekiwanie na pozwolenie pójścia znowu na górę. Jak wtedy wyciągnę szmatkę i jednak mu wytrę łapki to ma taki wzrok: "ej, oszukujesz".

Share this post


Link to post
Share on other sites

No, a jakżeby inaczej ;P 

Biedny wie, że czasem nie ma wycieranych łapek, ale zupełnie nie umie załapać związku przyczynowo-skutkowego :) A przecież COŚ musi działać :) 

Wczesnowiosenny udar mózgu suczy chyba minął (tfu, tfu, pukanie w niemalowane i tak dalej) zachowuje się jak dawniej tzn. nie leci jak goopia do przodu byle dalej, ale odbiega, staje, rozgląda się i jak ją zawołam to wraca. Oczywiście w warunkach typu staw, łąka bez dziczyzny blisko domu, plaza nad zalewem itp. Bawi sie z psem butelkami w wzajemne wyrywanie sobie z pyska, krótko bo krótko ale jednak to robi w terenie. 

A w ogóle to ast piszczący z chęci przywitania sie z nowym pieskiem to super widok :) Nie zawsze nowy znajomy ostatecznie przypadnie jej do gustu, zwłaszcza inne dziewczyny, ale TERAZ wita się przez płot z większością burków. Zasługa psa- on pięknie czyta i komunikuje się z innymi psami, a sucz sie tego od niego nauczyła.  Spacery po osiedlu stały sie przyjemniejsze. Jej nastawienia do nawiązywania znajomości nie zepsuł samobójczy atak pekińczyka, a właściwie -pekinki (dziołcha) która postanowiła zjeść asta na kolację. Nie udało się, obyło się bez szycia i innych takich. 

(Czytanie sygnałów wysyłanych przez psy ma też w przypadku mojego kundelka ten radosny efekt- uważa on, że jesteśmy regularnie napastowani przez plastikowego żubra stojącego w krzaczorach koło knajpy.  I nikt oprócz niego z tym nic nie robi, szokujące. Żubr, jak to żubr- patrzy się spode łba, niezbyt pokojowo, ma garba na grzbiecie. Jest nieczuły na szczekanie i warczenie a także nie cofnie sie przed niczym. Próby odczulania poprzez podejście do niego i popukanie w plastikowe czoło przekonały sucz, ale pies pozostaje nieugięty. )

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sucz o mało nie straciła łba.

 

A było to tak: wyszliśmy sobie na najbliższą łączkę, bawiły się tam też dzieci, ktore moje psy znają i lubią. Psy spuszczone bawiły się patykiem, robiły sztuczki, generalnie: pokaz dla nieletnich wywołujący u nich opad szczeny. To ja sie cieszę jakie te moje pieski grzeczne kochane i taaaakie faaaajne. No. To poganialim, pobawilim się, idziem dalej. Przypięłam sucz na linkę, bo dalej już nie tak bezpiecznie. Widzę poruszenie w szeregach kundli: aha, lis się uaktywnił, nawet troche pierza zostało. Chcę zawracać, wołam moje zwierzątka i jak zwykle idę nie patrząc na nie -i tak pójdą. Kładę stopę na brzegu rowu melioracyjnego (jest wąziutkie przejście, porośnięte trawą) a sucz stwierdziłą, że w krzakach jest coś absolutnie superowego (pewnie związanego z lisem) - i pociągnęła linkę. Mocno. Moja stopa straciła oparcie, wylądowałam w rowie, zaryłam dupskiem o dno, zebrałam piasku w gacie....Byłam mokra cała oprócz czubka głowy, który się uchował. Rysowały się dwa problemy: 1. jak nie urwać w afekcie suczy łba, skoro jej sie jeszcze nie urwał sam 2. jak wrócić do domu nie będac widzianym przez nieletnich, którzy jeszcze 5 min temu podziwiali grzeczne, tresowane pieski i mogliby co do nich zmienic jednak zdanie.... 

Udało się (ale zasuwałam dość szybko) :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


Announcements

×
×
  • Create New...