Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 4.8k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

mamanabank napisał(a):
Florentynko, na majtkach też malujesz? No bo skąd niby parówy na majtkach?

Ach, jakże mi brzydko a finezyjnie docięłaś z powodu braku przecinka. Swoją drogą słusznie, bo ów brak wyonacył sens wypowiedzi.
A majtki w parówy pochodzą z niegdysiejszych bazarków organizowanych przez Majuskę. Parówy były nadrukowane fabrycznie.
Majuska, rzuć jakąś fotką majtek w parówy!

Posted

Parówa wczoraj jak zwykle rezydowała w pracowni. Najpierw zażądała masażu - masowanie parówy należy do służbowych obowiązków Doroty. Potem zrelaksowana parówa leżała na podłodze i doszła do wniosku, że powinna być głaskana. W tym celu usiłowała zbliżyć się do mnie, nie przestając leżeć. Wykonując ruchy robaczkowe swoim parówim cielskiem jechała po wykładzinie. Obie z Dorotą popłakałyśmy się ze śmiechu. A potem Dorota stwierdziła, że wymyśliła, jak mogę parówę zwrócić. Otóż umowa adopcyjna opiewa na psa, a mi wciśnięto ufoka, kosmitę, aliena jakiegoś - bo to na pewno nie jest pies! O!

Posted

Florentynka napisał(a):
A potem Dorota stwierdziła, że wymyśliła, jak mogę parówę zwrócić. Otóż umowa adopcyjna opiewa na psa, a mi wciśnięto ufoka, kosmitę, aliena jakiegoś !


haczyków szukać nie musicie, ja chętnie wezmę parówę z powrotem......:lol:
A w ogóle to głupia byłam, że ją oddałam...

Posted

Chwilowo nie jesteśmy zainteresowani oddawaniem parówy, bo jakoś ostatnio grzeczna ( tfu tfu, odpukać w niemalowane). Ale w razie czego dobrze mieć świadomość, że jest się czego czepić w umowie ;).
A Tobie, Beciu, ewentualnie mogę ją wypożyczyć.

Posted

Niby mam grypę, od tygodnia. I co z tego? Nie dość, że pracować muszę to jeszcze atrakcje różnorakie…
Wczoraj rano zadzwonił telefon. Pan z pytaniem " czy to pani dawała ogłoszenie o znalezieniu psa?"...po chwili dość chaotycznej rozmowy ustaliliśmy, że chodziło o ogłoszenie dotyczące Skutka. Pan najpierw zapytał, czy pies znalazł dom, a potem oświadczył, że on znalazł tego psa. Co dziwne, zaczynając rozmowę ze mną upewnił się czy ja to ja, podając moje imię i nazwisko - ciekawe skąd, bo o ile pamiętam personalnych namiarów na mnie w żadnych ogłoszeniach nie było.
W każdym razie zdążyłam się zdenerwować i oczywiście postanowiłam zadzwonić do Skutkowych ( Kajtkowych) ludzi. No i zadzwoniłam, nie odbierali, przypomniałam sobie, że zostawiono mi wizytówkę z alternatywnym telefonem, zaczęłam szukać wizytówki. Wysypałam zawartość 3 pudeł z papierami na podłogę w hallu, wizytówki nie znalazłam, psy pląsały w papierach i różnych farfoclach komputerowych. Doznałam olśnienia, wlazłam na stronę internetową młodszej pani Skutka, zadzwoniłam.
Pani Justyna zareagowała " o rany, ile ja się naszukałam telefonu do pani!" w tym momencie dostałam migotania zastawek, no bo to przecież oczywiste, że skoro się naszukała to po to, żeby mi powiedzieć, że Skutek zginął, uciekł, przepadł...Na szczęście nie. Chciała mnie poinformować, że psina szczęśliwa i miewa się jak pączek w maśle i jest wcielonym ideałem psa. Uffff. Rozmowę odbywałam zamknięta w sypialni, wisząc kadłubem przez okno, bo inaczej nie mam zasięgu. Wyjść z sypialni nie mogłam, bo oczywiście wszystkie psy darły mordę. Skończyłam gadać to wyszłam. Zastałam Łucję siedzącą na najważniejszej kartce świata - to taki kawał tektury pt." LISTA ŚCIŚLE TAJNYCH HASEŁ", zawierający wszystkie kody dostępu do wszystkiego. Kangur zaplątał się w kabel od ładowarki, kot siedział na stosie papierów i darł mordę, bo się nudził.
Zadzwoniła Dorota, wróciłam do sypialni, wywiesiłam się przez okno i powiedziałam że tak, chcę kości. Zadzwoniłam do pana, który dzwonił do mnie i powiedziałam mu, że to nie ten pies. Pan był rozczarowany.
Kości przyjechały. Małe dla paróweczek, średnia dla Kangura i monstrualna dla Gjalpona. Gjalpon umieścił swoją na legowisku ( jednym z przechodnich, bo jego legowisko zajął Kangur) naryczał okrutnie na wszystkich i poszedł odbierać mniejsze kości parówom, na zasadzie " mieć ciastko i zjeść ciastko". Został złapany za kark i wyrzucony za drzwi. Uznałam, ze tak będzie pedagogicznie, natomiast to, że Adam potraktował wyrzucanego za drzwi psa ciężką obelgą uznałam za przesadę.
Adam poszedł na górę, natknął się na zawartość trzech pudeł wymieszaną z psami i z ciężkim westchnieniem udał się do garażu, zabierając ze sobą kość Gjalpa. Przez okno pracowni widziałam, jak wręcza psu gnat i drapie go przy tym za uszami – widocznie się zawstydził z powodu obelgi. Z garażu wrócił z komodą z szufladkami ( a skąd komoda w garażu to długa i skomplikowana historia), zapakowaliśmy do szuflad zawartość trzech pudeł i okazało się, że jak jest komoda to półka się nie mieści, a jak próbowałam ją przesunąć to odpadła jej noga. No to się zniechęciłam i postanowiłam uczciwie pochorować i zapakowałam się do łóżka. Oczywiście nie sama. Łucja położyła się z łbem na mojej poduszce i śpiewała, machając łapami. Balbina też przylazła i z wyciem jeździła po kołdrze na brzuchu i na grzbiecie, siejąc tumanami sierści. Kiedy już wszystko było równomiernie pokryte sierścią przybiegł Kangur, z zabłoconym ryjem i łapami. Gjalpo nadciągał – zorientowałam się po odgłosach wleczenia gnata po schodach. Gnat stukał o każdy stopień, a jak już był prawie na górze to spadł z hukiem na dół, a Flo się rozdarła wniebogłosy. Zeszłam na dół, zlokalizowałam gnat, wyrzuciłam przez okno do ogrodu. Wróciłam do łóżka razem z Łucją i Balbiną. Na dole Kangur powiedział „HAU”
Wtedy Gjalpo włączył się na całego, basowo zanosząc się swoim „ŁUF ŁUF, ŁUF!!!” czemu wtórowała Florence, wydając piski na pograniczu ultradźwięków – no bo „my , mastify, pilnujemy razem”.
W końcu, kiedy już zachrypłam od wrzeszczenia na nich, przestali szczekać i przyszli mi potowarzyszyć w chorobie. Gjalpo poprawił zaplutym ryjem mieszankę kłaków Balbiny i Kangurzego błota na kołdrze. Jego ślina ma świetne właściwości utrwalające – w połączeniu z klakami i błotem zastygła w sztywną skorupę. Skończył mi się proszek do prania. Balbina turlając się po łóżku nagle doszła do wniosku, że zrobi mi przysługę łapiąc na mnie pchły ( NIE MAM PCHEŁ!) i boleśnie uszczypnęła mnie w ramię. Kot skoczył z półki, wylądował mi na głowie, a następnie umościł się wygodnie na środku kołdry.
I wiecie co? Grypa mi przeszła – bo w tych warunkach się nie da!
A w przyszłym tygodniu mam w planach wyjazd służbowy i bardzo mnie to cieszy. Bo nie ma to jak wyjechać, stęsknić się i wrócić do domu, w którym czeka stadko kochanych zwierzątek!

Posted

Hihi. Przynajmniej na nudę nie masz co narzekać.
A naogół chorzy ludzie twierdzą, że się nudzą.

Bezskutecznie próbuję Cię dopaść na skype. Odezwałabyś się może, co?
Chciałam się pochwalić że tarta wyszła, oświadczyć że znalazłam Traviatę o którą kilka dni temu mnie pytał P a ja mu przysięgałam, że wysłałam Adamowi dawno dawno i spytać czego chcecie, bo Matka mówiła, że czegoś od nas chcecie i żebym nic nie wysyłała i czekała... Czego chcecie?

Posted

A to już jej od jakiegos czasu trąbimy o tym pisaniu..
A ta grypa to rzeczywiście jakaś trafna, bo kto chory siedzi i takie opowieści po nocach wypisuje:shake::evil_lol::evil_lol:

Posted

Przepiękne foty Florentynko i to większość portretowych, naprawdę jestem pod wrażeniem.
I kangur jaki napalony :evil_lol:, dobrze że Gjalpo znosi to ze stoickim spokojem.

Posted

Znów przeginają!
Cały dzień przeszkadzali w pracy. A przed chwilą usłyszałam że na dole jakieś zamieszanie się odbywa i coś głośno łupnęło. Poszłam sprawdzić.
Cztery suki eskortowały Gjalpona, który niósł w paszczy litrowy słój z zaprawą, ukradziony w z pracowni. Cała ekipa właśnie wkraczała na schody z tym słojem.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...