Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 218
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Ooooo... Fotki.
Już wczoraj chciałam napisać, ale był zakaz :evil_lol:, bo właśnie wklejałaś, a ja nie moglam czekać.
Na Saszę to się napatrzeć nie mogę. Ciągle się uśmiecha :loveu:. On jest taki elegancki, przystojny, nawet dostojny, no i ten wiecznie uśmiechnięty pychol.
Małej rudej piranii to bym się normalnie bała w realu :lol:. Bestia :loveu:.
A jak widzę Twojego kota Zofio, to od razu mam lepszy humor.
Fajne to Twoje trio.

Posted

Koniec z lizu, lizu :diabloti:.
Sasza za wysoki, rudzielec ma za puchaty ogon, a kot..., qurde kot nadal mi się podoba. Tak więc trochę lizu, lizu zostanie :p.

Nie rozumiem tylko- gdzie jest Zofia?

Posted

Isadora, nie mam netu w domu :shake: W poniedziałki siedzę i czekam na potwierdzenie z drukarni w Ciechanowie, że mój kiczowaty brukowczyk ma wszystkie stronki i do tego po kolei :angryy: Musiałam zatrudnić dogwalkera na tą okoliczność.
A koleżanki od lizu, lizu to mają pyszczki pełne kłaków :eviltong: Chcecie bezopeta? Frodzinek się podzieli.

Posted

[quote name='zofia&sasza'] W poniedziałki siedzę i czekam na potwierdzenie z drukarni w Ciechanowie, że mój kiczowaty brukowczyk ma wszystkie stronki i do tego po kolei :angryy:.

Twój SZEF to czyta :evil_lol:?


[quote name='zofia&sasza']A koleżanki od lizu, lizu to mają pyszczki pełne kłaków :eviltong: Chcecie bezopeta? Frodzinek się podzieli.

Co to "bezopeta"?

Posted

sleepingbyday napisał(a):
bezopet- biały, włochaty, tłusty piesek, ewentualnie kotek, przypominający bezę. źródło: wikipedia :evil_lol:


Matko...:roll::evil_lol:

A gdzie jest Zofia?

Posted

To jest pasta odkłaczająca, którą mój kociasty musi łykać, choć jest prawie łysy. Psiska go zakłaczają... Dziś będą nowe foty. Nie psie - żoliborskie, ale mocno odlotowe... Człowiek nigdy nie przewidzi co go może spotkać kilka metrów od własnej klatki schodowej :crazyeye:

Posted

Wracałam z psami ze spacerku. Auteczkiem. Podjeżdżam pod klatkę, a tam... Wojsko. :crazyeye: Kompania honorowa konkretnie z trąbką, werblem, bagnetami i szablami... Pod apartamentowcem stało i na coś czekało...

Tak wyglądało!

A na co czekało - wnet się okazało :lol: Było to 10 staruszek o wyglądzie mocno inteligenckim. One to wojskiem owym dowodziły...


Wojsko na trąbce zagrało i Hance Czaki cześć oddało. A była to dziewczyna z Biura Informacji i Propagandy AK. Pani Hanka była czymś w rodzaju sekretarki, więc oczywiście znała bardzo wiele adresów, nazwisk, kontaktów. Niemcy schwytali ją i torturowali, a ona milczała. Do końca. Jest patronką maleńkiej uliczki przy mojej kamienicy. A jej szkolna koleżanka, moja imienniczka, co roku organizuje właśnie taką wypasioną uroczystość. W zeszłym roku był nawet prof. Bartoszewski!






Coś takiego jest możliwe tylko w Warszawie (a zwłaszcza na Żoliborzu). Pewien mój znajomy - imigrant z Wrocka - żalił się kiedyś, że źle się czuje w stolicy, bo u nas "wszędzie są groby". Cóż... Nie nasza wina że tu Hitler i Stalin zrobili co swoje.
Patrząc na tą, dość surrealistyczną scenę (ulica nawet nie była zamknięta dla ruchu, wokół trwało normalne życie miasta) czułam się jak w innej rzeczywistości. A swoją drogą, chciałabym w wieku tych Pań mieć tyle "pary", co one.

Posted

wojna hartuje na wszystko (choć nie zalezy mi na takim hartowaniu :roll:). moja cioteczna babka, albo babeczna ciotka, cholera wie, przeszła ravensbruck - dozyła 101 lat, umarła w 2007. byc może dlatego, że mieszkała w szwecji od konca wojny, na 95 lecie byłam u niej, gazeta przychodziła wywiad zrobić z najstarsza mieszkanką miasta, a na setne urodziny dostała życzenia od króla :razz:. lepiej to, niż od prezydenta :diabloti:. no bo jak brzmi!

Posted

sleepingbyday napisał(a):
wojna hartuje na wszystko (choć nie zalezy mi na takim hartowaniu :roll:). moja cioteczna babka, albo babeczna ciotka, cholera wie, przeszła ravensbruck - dozyła 101 lat, umarła w 2007. byc może dlatego, że mieszkała w szwecji od konca wojny, na 95 lecie byłam u niej, gazeta przychodziła wywiad zrobić z najstarsza mieszkanką miasta, a na setne urodziny dostała życzenia od króla :razz:. lepiej to, niż od prezydenta :diabloti:. no bo jak brzmi!



Bo ja wiem czy lepiej? To tylko życzenia, na dodatek w tym przypadku na zimno bo PRowcy króla wybierają - to takie medialne i pod publiczkę. To nic że król (prezydent również) za chwile nie pamieta tej osoby, ale jak łądnie wygląda na pierwszej stronie tabloidu. A tabloid to wiadomo tłum i masówka i o to biegusia - tak rzekłam ja stary tabloidowiec (z zawodu li tylko, ale w każdej chwili, o kazdej porze dnia i nocy podjęlabym prace ponownie w tabloidzie, a nie w czysciutkiej, spokojnej agencji reklamowej)

Trzeba jednak przyznać, ze babeczna cioteczka pieknego zaiste wieku doczekała. Pomimo obozu. Mój tata cała wojnę spędził w GrossBorn, a mama w partyzantce lubelszczyzny. Długie lata niestety na boku mimo ze w wielu powaznyc akcjach dowodziła. Ale wybrala na one czasy "bee" bo AK (wcześniej Narodowe Siły Zbrojne). I tak ja się chowałam w domu wizytowanym często przez smutnych panów.

Tata niestety zmarł w 1956 roku w wieku 45 lat. Był Wawelberczykiem i w grupie "Pierwszego Polskiego Aluminium". W obozie prowadził wykłady, zrobił filie Wawelberga. Zostały pamiątkowe podręczniki całkowicie ręcznie wykonane przez tatę. Atrament też sam robił. Piękne rysunki techniczne i cudne kaligraficzne pismo. Do dziś nie wyblakło.

Mam ogromny sentyment do kultywowania takich wspomnień, bez jednak szarego, pompatycznego , ponurego i sztywnego robienia akademii. Natomiast takie spotkanie jak to koło Zofii to rewelacyjna sprawa. Słyszalam o tym i żaluje że przegapiłam.

Posted

Tamte przyjaźnie były inne. Na pewno inne. Mam wspaniały kontakt z przyjaciółką mojej mamy. Znały sie od zawsze (rocznik kolumbowy). Piękna wspaniała przyjaźń i ulubiona ciocia pomimo, zę "nieprawdziwa". Jakby przedłuzenie rozmó z mamą. Taki kawałek mojej tęsknoty. Mogę się wypłakać w rękaw jak nikomu innemu.

Posted

Isadora7 napisał(a):

Mam ogromny sentyment do kultywowania takich wspomnień, bez jednak szarego, pompatycznego , ponurego i sztywnego robienia akademii. Natomiast takie spotkanie jak to koło Zofii to rewelacyjna sprawa. Słyszalam o tym i żaluje że przegapiłam.


O, to, to, to... Kultywowanie wspomnień.
Uwielbiam słuchać opowieści starszych ludzi, których życie tworzyło historię. Ludzie zwykli-niezwykli.

W ogóle lubię rozmawiać ze starszymi ludźmi, patrzeć w ich oczy, w których widać pomimo wieku młodzieńczy błysk, bo nie wiem, czy też tak czujecie, ale ja myślę, że człowiek jakoś tak starzeje się na zewnątrz, a w środku ciągle pozostaje młody.
Ja swoich dziadków wypytywałam o wszystko, o rodzinę, o to, co robili, jak pracowali, jak wyglądał ich zwykły dzień i zwykle siedziałam z otwartą buzią i mogłam słuchać, słuchać, słuchać. Niestety moja ostatnia babcia odeszła 2 lata temu i nie jestem już niczyją wnuczką. Musiałam dorosnąć.
Miałam jednak to szczęście i do mojego 19 roku życia żyla moja prababcia, super kobieta z Kresów - ileż historii się nasłuchałam i piosenek, a jakie bliny robiła. Mniam...:cool3:

W tej historii, o której napisała Zofia zastanawia mnie jeszcze jedno. Zobaczcie - tyle lat minęło... i przyjaciele pamiętają.
Jaką moc ma przyjaźń, ile lat potrafi przetrwać i jak długo człowiek może "żyć", dzięki temu, że pamietają o nim przyjaciele.

Wiem, trochę powiało patosem, ale ja naprawdę tak myślę...

Posted

zofia&sasza napisał(a):
Isadora, mój dziadek był wawelberczykiem! Specjalność maszyny młyńskie i małe elektrownie wodne...


Mój tata - chemia, jedyny z rodzeństwa sie wyłamał, reszta AGHowcy :), hutnicy, odlewnicy. Ja też z pierwszego zawodu - budowa maszyn ze wskazaniem na obrabiarki sterowane numerycznie :) :), a potem mnie "wygło" w kierunku jakim wiesz :)

Posted

[quote name='Isadora7']Bo ja wiem czy lepiej? To tylko życzenia, na dodatek w tym przypadku na zimno bo PRowcy króla wybierają - to takie medialne i pod publiczkę. To nic że król (prezydent również) za chwile nie pamieta tej osoby, ale jak łądnie wygląda na pierwszej stronie tabloidu. A tabloid to wiadomo tłum i masówka i o to biegusia - tak rzekłam ja stary tabloidowiec (z zawodu li tylko, ale w każdej chwili, o kazdej porze dnia i nocy podjęlabym prace ponownie w tabloidzie, a nie w czysciutkiej, spokojnej agencji reklamowej)

Isadora, jaki tam tabloid, to lokalna gazeta z małego miasteczka, normalna gazeta.
a że to PR to wiadomo, jednak lepiej brzmi królewski, niz prezydencki, o to mi chodziło...

Trzeba jednak przyznać, ze babeczna cioteczka pieknego zaiste wieku doczekała. Pomimo obozu. Mój tata cała wojnę spędził w GrossBorn, a mama w partyzantce lubelszczyzny. Długie lata niestety na boku mimo ze w wielu powaznyc akcjach dowodziła. Ale wybrala na one czasy "bee" bo AK (wcześniej Narodowe Siły Zbrojne). I tak ja się chowałam w domu wizytowanym często przez smutnych panów.

Tata niestety zmarł w 1956 roku w wieku 45 lat. Był Wawelberczykiem i w grupie "Pierwszego Polskiego Aluminium". W obozie prowadził wykłady, zrobił filie Wawelberga. Zostały pamiątkowe podręczniki całkowicie ręcznie wykonane przez tatę. Atrament też sam robił. Piękne rysunki techniczne i cudne kaligraficzne pismo. Do dziś nie wyblakło.

Mam ogromny sentyment do kultywowania takich wspomnień, bez jednak szarego, pompatycznego , ponurego i sztywnego robienia akademii. Natomiast takie spotkanie jak to koło Zofii to rewelacyjna sprawa. Słyszalam o tym i żaluje że przegapiłam.

a mój dziadek walczył na zamojszczyźnie, ale w AL, to teraz tez gorzej :razz:. niemniej jednak cos tam się działo, bo po wojnie nic nie opowiadał,bał się,moja mama nic nie wiedziała, dopiero moje pokolenie zaczęło wypytywac. jak się zaczęło głosno mówic o AK, to spytałam o to, a on powiedział, że wtedy to im różnicy nie robiło, zwykli zołnierze walczyli po prostu. cos w tym jest, nie ma powojennej perspektywy, nie ma tego rozdzielenia robionego przez historię.
AL, nie AL, mimo wszystko i tak niemal cudem uniknał katynia (ze lwowa drałował pod zamość) i majdanka.

jeszcze "ciekawiej" miał mój wujeczny dziadek, lekarz, był w stutthoffie i szedł drogą smierci, padł w zaspę i go zostawili, żeby skonał, nie dobili go, juz nie było dostaw amunicji. znalazła go idąca na zachód armia radziecka, wykurowali i leczył rosjan w szpitalu polowym. a w tym samym czasie jego żona w wyzwalanym lęborku nie dośc szybko otworzyła w nocy drzwi czerwonoarmistom i przywitali ja serią z karabinu...

wujek potem był lekarzem i ordynatorem w szpitalu leborskim, jakis czas po jego śmierci chcieli jego imieniem nazwac jedna uliczke. na posiedzeniu rady miejskiej była jego druga zona i jak sie dowiedziała, o ktorą uliczke chodzi (jakaś na peryferiach, niewybrukowana) to dostała zawału i umarła. ciekawe, jak sie czuli radni...:cool3:


za to nie mam wawelberczyka w rodzinie :evil_lol:

Posted

sleepingbyday napisał(a):
a mój dziadek walczył na zamojszczyźnie, ale w AL, to teraz tez gorzej :razz:. niemniej jednak cos tam się działo, bo po wojnie nic nie opowiadał,bał się,moja mama nic nie wiedziała, dopiero moje pokolenie zaczęło wypytywac. jak się zaczęło głosno mówic o AK, to spytałam o to, a on powiedział, że wtedy to im różnicy nie robiło, zwykli zołnierze walczyli po prostu. cos w tym jest, nie ma powojennej perspektywy, nie ma tego rozdzielenia robionego przez historię.
AL, nie AL, mimo wszystko i tak niemal cudem uniknał katynia (ze lwowa drałował pod zamość) i majdanka.

jeszcze "ciekawiej" miał mój wujeczny dziadek, lekarz, był w stutthoffie i szedł drogą smierci, padł w zaspę i go zostawili, żeby skonał, nie dobili go, juz nie było dostaw amunicji. znalazła go idąca na zachód armia radziecka, wykurowali i leczył rosjan w szpitalu polowym. a w tym samym czasie jego żona w wyzwalanym lęborku nie dośc szybko otworzyła w nocy drzwi czerwonoarmistom i przywitali ja serią z karabinu...

wujek potem był lekarzem i ordynatorem w szpitalu leborskim, jakis czas po jego śmierci chcieli jego imieniem nazwac jedna uliczke. na posiedzeniu rady miejskiej była jego druga zona i jak sie dowiedziała, o ktorą uliczke chodzi (jakaś na peryferiach, niewybrukowana) to dostała zawału i umarła. ciekawe, jak sie czuli radni...:cool3:


za to nie mam wawelberczyka w rodzinie :evil_lol:


Za to mój tata był w Stutthoffie :eviltong: A dowiedzieliśmy się o tym, gdy mama postanowiła pokazać mnie i bratu obóz koncentracyjny. Stutthoff właśnie. Wysiadamy z samochodu, a tata nic - siedzi. Mama: "Tomasz, ty nie idziesz?", tata: "A dziękuję, ja już tu byłem". Zresztą trafił tam nie za żadne bohaterskie czyny, ale za fałszowanie papierosów. Zbierali z kumplami niedopałki, wykruszali tytoń i robili z tego nowe fajki, które opylali Niemcom. Jak wyszło na jaw, to szkopy się wściekły...

Posted

no, to stutthoff w rodzinie mamy wspólny.
tez sie nie dziwię twojemu ojcu, że nie widział przyjemnosci "zwiedzania".


tez tam byłam, ale jako w miare małe dziecko i nie pamietam.

zosia, a ty byś sie nie wściekła, jkabys sie zorientowała, że palisz niedopałki???

Posted

sleepingbyday napisał(a):
zosia, a ty byś sie nie wściekła, jkabys sie zorientowała, że palisz niedopałki???


Nie. Jak szlugi były na kartki to mi się zdarzało :oops: Oczywiście w lufce...

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...