Isadora7 Posted February 17, 2009 Posted February 17, 2009 Oooo jakie ja mam boskie (dosłownie) monidło w domu. Quote
Chandler Posted February 17, 2009 Posted February 17, 2009 Ooooo... Fotki. Już wczoraj chciałam napisać, ale był zakaz :evil_lol:, bo właśnie wklejałaś, a ja nie moglam czekać. Na Saszę to się napatrzeć nie mogę. Ciągle się uśmiecha :loveu:. On jest taki elegancki, przystojny, nawet dostojny, no i ten wiecznie uśmiechnięty pychol. Małej rudej piranii to bym się normalnie bała w realu :lol:. Bestia :loveu:. A jak widzę Twojego kota Zofio, to od razu mam lepszy humor. Fajne to Twoje trio. Quote
sleepingbyday Posted February 17, 2009 Posted February 17, 2009 cały kwartet fajny :cool3: (lizu, lizu :eviltong:). a kot to normalnie alien, na pewno nie urodził sie na planecie ziemia :diabloti:. Quote
Chandler Posted February 17, 2009 Posted February 17, 2009 Koniec z lizu, lizu :diabloti:. Sasza za wysoki, rudzielec ma za puchaty ogon, a kot..., qurde kot nadal mi się podoba. Tak więc trochę lizu, lizu zostanie :p. Nie rozumiem tylko- gdzie jest Zofia? Quote
sleepingbyday Posted February 17, 2009 Posted February 17, 2009 jak to gdzie, w pracy... ja niby też... :roll: Quote
Chandler Posted February 17, 2009 Posted February 17, 2009 Na pw proszę info - konkretnie gdzie. Muszę z tym zrobić porządek :diabloti:. Niby..., a potem kryzys jest :placz:. Quote
Zofia.Sasza Posted February 17, 2009 Author Posted February 17, 2009 Isadora, nie mam netu w domu :shake: W poniedziałki siedzę i czekam na potwierdzenie z drukarni w Ciechanowie, że mój kiczowaty brukowczyk ma wszystkie stronki i do tego po kolei :angryy: Musiałam zatrudnić dogwalkera na tą okoliczność. A koleżanki od lizu, lizu to mają pyszczki pełne kłaków :eviltong: Chcecie bezopeta? Frodzinek się podzieli. Quote
Chandler Posted February 17, 2009 Posted February 17, 2009 [quote name='zofia&sasza'] W poniedziałki siedzę i czekam na potwierdzenie z drukarni w Ciechanowie, że mój kiczowaty brukowczyk ma wszystkie stronki i do tego po kolei :angryy:. Twój SZEF to czyta :evil_lol:? [quote name='zofia&sasza']A koleżanki od lizu, lizu to mają pyszczki pełne kłaków :eviltong: Chcecie bezopeta? Frodzinek się podzieli. Co to "bezopeta"? Quote
evel Posted February 17, 2009 Posted February 17, 2009 Chandler napisał(a):Co to "bezopeta"? bezopet - pasta odkłaczająca?? :niewiem: Quote
sleepingbyday Posted February 18, 2009 Posted February 18, 2009 bezopet- biały, włochaty, tłusty piesek, ewentualnie kotek, przypominający bezę. źródło: wikipedia :evil_lol: Quote
Chandler Posted February 18, 2009 Posted February 18, 2009 sleepingbyday napisał(a):bezopet- biały, włochaty, tłusty piesek, ewentualnie kotek, przypominający bezę. źródło: wikipedia :evil_lol: Matko...:roll::evil_lol: A gdzie jest Zofia? Quote
Zofia.Sasza Posted February 18, 2009 Author Posted February 18, 2009 To jest pasta odkłaczająca, którą mój kociasty musi łykać, choć jest prawie łysy. Psiska go zakłaczają... Dziś będą nowe foty. Nie psie - żoliborskie, ale mocno odlotowe... Człowiek nigdy nie przewidzi co go może spotkać kilka metrów od własnej klatki schodowej :crazyeye: Quote
Zofia.Sasza Posted February 18, 2009 Author Posted February 18, 2009 Wracałam z psami ze spacerku. Auteczkiem. Podjeżdżam pod klatkę, a tam... Wojsko. :crazyeye: Kompania honorowa konkretnie z trąbką, werblem, bagnetami i szablami... Pod apartamentowcem stało i na coś czekało... Tak wyglądało! A na co czekało - wnet się okazało :lol: Było to 10 staruszek o wyglądzie mocno inteligenckim. One to wojskiem owym dowodziły... Wojsko na trąbce zagrało i Hance Czaki cześć oddało. A była to dziewczyna z Biura Informacji i Propagandy AK. Pani Hanka była czymś w rodzaju sekretarki, więc oczywiście znała bardzo wiele adresów, nazwisk, kontaktów. Niemcy schwytali ją i torturowali, a ona milczała. Do końca. Jest patronką maleńkiej uliczki przy mojej kamienicy. A jej szkolna koleżanka, moja imienniczka, co roku organizuje właśnie taką wypasioną uroczystość. W zeszłym roku był nawet prof. Bartoszewski! Coś takiego jest możliwe tylko w Warszawie (a zwłaszcza na Żoliborzu). Pewien mój znajomy - imigrant z Wrocka - żalił się kiedyś, że źle się czuje w stolicy, bo u nas "wszędzie są groby". Cóż... Nie nasza wina że tu Hitler i Stalin zrobili co swoje. Patrząc na tą, dość surrealistyczną scenę (ulica nawet nie była zamknięta dla ruchu, wokół trwało normalne życie miasta) czułam się jak w innej rzeczywistości. A swoją drogą, chciałabym w wieku tych Pań mieć tyle "pary", co one. Quote
sleepingbyday Posted February 19, 2009 Posted February 19, 2009 wojna hartuje na wszystko (choć nie zalezy mi na takim hartowaniu :roll:). moja cioteczna babka, albo babeczna ciotka, cholera wie, przeszła ravensbruck - dozyła 101 lat, umarła w 2007. byc może dlatego, że mieszkała w szwecji od konca wojny, na 95 lecie byłam u niej, gazeta przychodziła wywiad zrobić z najstarsza mieszkanką miasta, a na setne urodziny dostała życzenia od króla :razz:. lepiej to, niż od prezydenta :diabloti:. no bo jak brzmi! Quote
Isadora7 Posted February 19, 2009 Posted February 19, 2009 sleepingbyday napisał(a):wojna hartuje na wszystko (choć nie zalezy mi na takim hartowaniu :roll:). moja cioteczna babka, albo babeczna ciotka, cholera wie, przeszła ravensbruck - dozyła 101 lat, umarła w 2007. byc może dlatego, że mieszkała w szwecji od konca wojny, na 95 lecie byłam u niej, gazeta przychodziła wywiad zrobić z najstarsza mieszkanką miasta, a na setne urodziny dostała życzenia od króla :razz:. lepiej to, niż od prezydenta :diabloti:. no bo jak brzmi! Bo ja wiem czy lepiej? To tylko życzenia, na dodatek w tym przypadku na zimno bo PRowcy króla wybierają - to takie medialne i pod publiczkę. To nic że król (prezydent również) za chwile nie pamieta tej osoby, ale jak łądnie wygląda na pierwszej stronie tabloidu. A tabloid to wiadomo tłum i masówka i o to biegusia - tak rzekłam ja stary tabloidowiec (z zawodu li tylko, ale w każdej chwili, o kazdej porze dnia i nocy podjęlabym prace ponownie w tabloidzie, a nie w czysciutkiej, spokojnej agencji reklamowej) Trzeba jednak przyznać, ze babeczna cioteczka pieknego zaiste wieku doczekała. Pomimo obozu. Mój tata cała wojnę spędził w GrossBorn, a mama w partyzantce lubelszczyzny. Długie lata niestety na boku mimo ze w wielu powaznyc akcjach dowodziła. Ale wybrala na one czasy "bee" bo AK (wcześniej Narodowe Siły Zbrojne). I tak ja się chowałam w domu wizytowanym często przez smutnych panów. Tata niestety zmarł w 1956 roku w wieku 45 lat. Był Wawelberczykiem i w grupie "Pierwszego Polskiego Aluminium". W obozie prowadził wykłady, zrobił filie Wawelberga. Zostały pamiątkowe podręczniki całkowicie ręcznie wykonane przez tatę. Atrament też sam robił. Piękne rysunki techniczne i cudne kaligraficzne pismo. Do dziś nie wyblakło. Mam ogromny sentyment do kultywowania takich wspomnień, bez jednak szarego, pompatycznego , ponurego i sztywnego robienia akademii. Natomiast takie spotkanie jak to koło Zofii to rewelacyjna sprawa. Słyszalam o tym i żaluje że przegapiłam. Quote
Isadora7 Posted February 19, 2009 Posted February 19, 2009 Tamte przyjaźnie były inne. Na pewno inne. Mam wspaniały kontakt z przyjaciółką mojej mamy. Znały sie od zawsze (rocznik kolumbowy). Piękna wspaniała przyjaźń i ulubiona ciocia pomimo, zę "nieprawdziwa". Jakby przedłuzenie rozmó z mamą. Taki kawałek mojej tęsknoty. Mogę się wypłakać w rękaw jak nikomu innemu. Quote
Chandler Posted February 19, 2009 Posted February 19, 2009 Isadora7 napisał(a): Mam ogromny sentyment do kultywowania takich wspomnień, bez jednak szarego, pompatycznego , ponurego i sztywnego robienia akademii. Natomiast takie spotkanie jak to koło Zofii to rewelacyjna sprawa. Słyszalam o tym i żaluje że przegapiłam. O, to, to, to... Kultywowanie wspomnień. Uwielbiam słuchać opowieści starszych ludzi, których życie tworzyło historię. Ludzie zwykli-niezwykli. W ogóle lubię rozmawiać ze starszymi ludźmi, patrzeć w ich oczy, w których widać pomimo wieku młodzieńczy błysk, bo nie wiem, czy też tak czujecie, ale ja myślę, że człowiek jakoś tak starzeje się na zewnątrz, a w środku ciągle pozostaje młody. Ja swoich dziadków wypytywałam o wszystko, o rodzinę, o to, co robili, jak pracowali, jak wyglądał ich zwykły dzień i zwykle siedziałam z otwartą buzią i mogłam słuchać, słuchać, słuchać. Niestety moja ostatnia babcia odeszła 2 lata temu i nie jestem już niczyją wnuczką. Musiałam dorosnąć. Miałam jednak to szczęście i do mojego 19 roku życia żyla moja prababcia, super kobieta z Kresów - ileż historii się nasłuchałam i piosenek, a jakie bliny robiła. Mniam...:cool3: W tej historii, o której napisała Zofia zastanawia mnie jeszcze jedno. Zobaczcie - tyle lat minęło... i przyjaciele pamiętają. Jaką moc ma przyjaźń, ile lat potrafi przetrwać i jak długo człowiek może "żyć", dzięki temu, że pamietają o nim przyjaciele. Wiem, trochę powiało patosem, ale ja naprawdę tak myślę... Quote
Zofia.Sasza Posted February 19, 2009 Author Posted February 19, 2009 Isadora, mój dziadek był wawelberczykiem! Specjalność maszyny młyńskie i małe elektrownie wodne... Quote
Isadora7 Posted February 19, 2009 Posted February 19, 2009 zofia&sasza napisał(a):Isadora, mój dziadek był wawelberczykiem! Specjalność maszyny młyńskie i małe elektrownie wodne... Mój tata - chemia, jedyny z rodzeństwa sie wyłamał, reszta AGHowcy :), hutnicy, odlewnicy. Ja też z pierwszego zawodu - budowa maszyn ze wskazaniem na obrabiarki sterowane numerycznie :) :), a potem mnie "wygło" w kierunku jakim wiesz :) Quote
sleepingbyday Posted February 19, 2009 Posted February 19, 2009 [quote name='Isadora7']Bo ja wiem czy lepiej? To tylko życzenia, na dodatek w tym przypadku na zimno bo PRowcy króla wybierają - to takie medialne i pod publiczkę. To nic że król (prezydent również) za chwile nie pamieta tej osoby, ale jak łądnie wygląda na pierwszej stronie tabloidu. A tabloid to wiadomo tłum i masówka i o to biegusia - tak rzekłam ja stary tabloidowiec (z zawodu li tylko, ale w każdej chwili, o kazdej porze dnia i nocy podjęlabym prace ponownie w tabloidzie, a nie w czysciutkiej, spokojnej agencji reklamowej) Isadora, jaki tam tabloid, to lokalna gazeta z małego miasteczka, normalna gazeta. a że to PR to wiadomo, jednak lepiej brzmi królewski, niz prezydencki, o to mi chodziło... Trzeba jednak przyznać, ze babeczna cioteczka pieknego zaiste wieku doczekała. Pomimo obozu. Mój tata cała wojnę spędził w GrossBorn, a mama w partyzantce lubelszczyzny. Długie lata niestety na boku mimo ze w wielu powaznyc akcjach dowodziła. Ale wybrala na one czasy "bee" bo AK (wcześniej Narodowe Siły Zbrojne). I tak ja się chowałam w domu wizytowanym często przez smutnych panów. Tata niestety zmarł w 1956 roku w wieku 45 lat. Był Wawelberczykiem i w grupie "Pierwszego Polskiego Aluminium". W obozie prowadził wykłady, zrobił filie Wawelberga. Zostały pamiątkowe podręczniki całkowicie ręcznie wykonane przez tatę. Atrament też sam robił. Piękne rysunki techniczne i cudne kaligraficzne pismo. Do dziś nie wyblakło. Mam ogromny sentyment do kultywowania takich wspomnień, bez jednak szarego, pompatycznego , ponurego i sztywnego robienia akademii. Natomiast takie spotkanie jak to koło Zofii to rewelacyjna sprawa. Słyszalam o tym i żaluje że przegapiłam. a mój dziadek walczył na zamojszczyźnie, ale w AL, to teraz tez gorzej :razz:. niemniej jednak cos tam się działo, bo po wojnie nic nie opowiadał,bał się,moja mama nic nie wiedziała, dopiero moje pokolenie zaczęło wypytywac. jak się zaczęło głosno mówic o AK, to spytałam o to, a on powiedział, że wtedy to im różnicy nie robiło, zwykli zołnierze walczyli po prostu. cos w tym jest, nie ma powojennej perspektywy, nie ma tego rozdzielenia robionego przez historię. AL, nie AL, mimo wszystko i tak niemal cudem uniknał katynia (ze lwowa drałował pod zamość) i majdanka. jeszcze "ciekawiej" miał mój wujeczny dziadek, lekarz, był w stutthoffie i szedł drogą smierci, padł w zaspę i go zostawili, żeby skonał, nie dobili go, juz nie było dostaw amunicji. znalazła go idąca na zachód armia radziecka, wykurowali i leczył rosjan w szpitalu polowym. a w tym samym czasie jego żona w wyzwalanym lęborku nie dośc szybko otworzyła w nocy drzwi czerwonoarmistom i przywitali ja serią z karabinu... wujek potem był lekarzem i ordynatorem w szpitalu leborskim, jakis czas po jego śmierci chcieli jego imieniem nazwac jedna uliczke. na posiedzeniu rady miejskiej była jego druga zona i jak sie dowiedziała, o ktorą uliczke chodzi (jakaś na peryferiach, niewybrukowana) to dostała zawału i umarła. ciekawe, jak sie czuli radni...:cool3: za to nie mam wawelberczyka w rodzinie :evil_lol: Quote
Zofia.Sasza Posted February 19, 2009 Author Posted February 19, 2009 sleepingbyday napisał(a):a mój dziadek walczył na zamojszczyźnie, ale w AL, to teraz tez gorzej :razz:. niemniej jednak cos tam się działo, bo po wojnie nic nie opowiadał,bał się,moja mama nic nie wiedziała, dopiero moje pokolenie zaczęło wypytywac. jak się zaczęło głosno mówic o AK, to spytałam o to, a on powiedział, że wtedy to im różnicy nie robiło, zwykli zołnierze walczyli po prostu. cos w tym jest, nie ma powojennej perspektywy, nie ma tego rozdzielenia robionego przez historię. AL, nie AL, mimo wszystko i tak niemal cudem uniknał katynia (ze lwowa drałował pod zamość) i majdanka. jeszcze "ciekawiej" miał mój wujeczny dziadek, lekarz, był w stutthoffie i szedł drogą smierci, padł w zaspę i go zostawili, żeby skonał, nie dobili go, juz nie było dostaw amunicji. znalazła go idąca na zachód armia radziecka, wykurowali i leczył rosjan w szpitalu polowym. a w tym samym czasie jego żona w wyzwalanym lęborku nie dośc szybko otworzyła w nocy drzwi czerwonoarmistom i przywitali ja serią z karabinu... wujek potem był lekarzem i ordynatorem w szpitalu leborskim, jakis czas po jego śmierci chcieli jego imieniem nazwac jedna uliczke. na posiedzeniu rady miejskiej była jego druga zona i jak sie dowiedziała, o ktorą uliczke chodzi (jakaś na peryferiach, niewybrukowana) to dostała zawału i umarła. ciekawe, jak sie czuli radni...:cool3: za to nie mam wawelberczyka w rodzinie :evil_lol: Za to mój tata był w Stutthoffie :eviltong: A dowiedzieliśmy się o tym, gdy mama postanowiła pokazać mnie i bratu obóz koncentracyjny. Stutthoff właśnie. Wysiadamy z samochodu, a tata nic - siedzi. Mama: "Tomasz, ty nie idziesz?", tata: "A dziękuję, ja już tu byłem". Zresztą trafił tam nie za żadne bohaterskie czyny, ale za fałszowanie papierosów. Zbierali z kumplami niedopałki, wykruszali tytoń i robili z tego nowe fajki, które opylali Niemcom. Jak wyszło na jaw, to szkopy się wściekły... Quote
sleepingbyday Posted February 19, 2009 Posted February 19, 2009 no, to stutthoff w rodzinie mamy wspólny. tez sie nie dziwię twojemu ojcu, że nie widział przyjemnosci "zwiedzania". tez tam byłam, ale jako w miare małe dziecko i nie pamietam. zosia, a ty byś sie nie wściekła, jkabys sie zorientowała, że palisz niedopałki??? Quote
Zofia.Sasza Posted February 19, 2009 Author Posted February 19, 2009 sleepingbyday napisał(a): zosia, a ty byś sie nie wściekła, jkabys sie zorientowała, że palisz niedopałki??? Nie. Jak szlugi były na kartki to mi się zdarzało :oops: Oczywiście w lufce... Quote
Isadora7 Posted February 19, 2009 Posted February 19, 2009 zofia&sasza napisał(a):Nie. Jak szlugi były na kartki to mi się zdarzało :oops: Oczywiście w lufce... Witaj w Klubie :megagrin::megagrin::megagrin: Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.