Charly Posted May 2, 2009 Posted May 2, 2009 dziewczyny- próbujemy dogadac się.. Odwiedzac zwierzaki. Na dzien dzisiejszy- to najlepsze co możemy zrobić. Słowa są słowami i do niczego nie prowadzą. Quote
zuzlikowa Posted May 2, 2009 Posted May 2, 2009 [quote name='Charly']dziewczyny- próbujemy dogadac się.. Odwiedzac zwierzaki. Na dzien dzisiejszy- to najlepsze co możemy zrobić. Słowa są słowami i do niczego nie prowadzą. ...chyba,że przeczą faktom i są kłamstwem! Dla dobra zwierząt nie przerywajcie nadzoru nad sposobem realizacji opieki nad nimi. I tyle mojego komentarza. Quote
dorobella Posted May 2, 2009 Posted May 2, 2009 Charly napisał(a):dziewczyny- próbujemy dogadac się.. Odwiedzac zwierzaki. Na dzien dzisiejszy- to najlepsze co możemy zrobić. Słowa są słowami i do niczego nie prowadzą. Wizyta poadopcyjna kotów doszła do skutku, po wielu nieudanych próbach...teraz....ile to miesięcy upłynęło 6 czy 7.... To egoizm przemówi przeze mnie, ale cieszę się, że nie ma u Fioletki "mojego" kota...bo nie wiem co bym zrobiła :smhair2: OTOZ jak widzę niewiele może.... Odwiedzajcie zwierzaki, kontrolujcie... latami, jeśli tym uda się dożyć i "nie padną" zarażone czymś tam....nie ważne czy proteusem czy innym paskudztwem .... Tak ...słowa są słowami, ale przestają nimi być,kiedy nie mają oparcia w faktach, kiedy upadają pod naporem konfabulacji....przestają być słowami w pejoratywnym znaczeniu.... Quote
Charly Posted May 2, 2009 Posted May 2, 2009 słowa na dogomanii do niczego nie doprowadzą. jesli się zaczniemy obrażac wzajemnie napotkamy zamknięte drzwi...i tyle. podstaw do czegokolwiek jak widzimy brak. Quote
fioletka Posted May 3, 2009 Posted May 3, 2009 [quote name='Charly']słowa na dogomanii do niczego nie doprowadzą. jesli się zaczniemy obrażac wzajemnie napotkamy zamknięte drzwi...i tyle. podstaw do czegokolwiek jak widzimy brak. LUDZI O DOBRYCH SERCACH ZAWSZE WPUSZCZE. CO DO WIZYTY POADOPCYJNEJ U KOTOW-POWTARZAM POOWNIE ZE NIKT NIE PROSIL MIE O NIA-OFEROWANO MI WIELOKROTNIE POMOC GDYBYM JEJ POTRZEBOWALA. TERAZ TO JA ZADZWONILAM DO PANI ANI I ZAPOPROSILAM ABY MI POMOGLA ODEPRZEC WASZE ATAKI. Quote
Tweety Posted May 3, 2009 Posted May 3, 2009 [quote name='fioletka'] LUDZI O DOBRYCH SERCACH ZAWSZE WPUSZCZE. CO DO WIZYTY POADOPCYJNEJ U KOTOW-POWTARZAM POOWNIE ZE NIKT NIE PROSIL MIE O NIA-OFEROWANO MI WIELOKROTNIE POMOC GDYBYM JEJ POTRZEBOWALA. TERAZ TO JA ZADZWONILAM DO PANI ANI I ZAPOPROSILAM ABY MI POMOGLA ODEPRZEC WASZE ATAKI. od naszej strony nie do końca tak było. Od stycznia usiłowałyśmy kontakt nawiązać w różnorodny sposób, gdyż w Wigilię Fioletka dzwoniła, że u Andy pojawiły się robaki i w ogóle jest nie taka jak trzeba dlatego chciałam się dowiedzieć czy już wszystko w porządku. Po braku odpowiedzi na telefony czy sms-y prosiłam Anię aby odwiedziła Fioletkę. Niestety, kilkakrotne próby w różnym czasie nie dały efektu, nikogo nie było w domu. Do tej pory Fioletka dzwoniła z każdą kocią przypadłością (np u Kosmy pojawił się problem z zębami i telefonów miałam kilka w tygodniu w tej sprawie, czy, że któreś sika poza kuwetę - jak to namierzyć które) więc nie popadałam w panikę, Ania miała tam zaglądać do skutku aż kogoś zastanie, bo uznałyśmy, że może telefon przestał być aktualny skoro nikt nie może się na niego dodzwonić. Mam obiecane, że kontakt będzie, dajemy Fioletce drugą szansę, Ania będzie czuwać. Mam nadzieję, że nie trzeba będzie się uciekać do drastycznych działań Quote
Charly Posted May 3, 2009 Posted May 3, 2009 dorobella napisał(a):Wizyta poadopcyjna kotów doszła do skutku, po wielu nieudanych próbach...teraz....ile to miesięcy upłynęło 6 czy 7.... To egoizm przemówi przeze mnie, ale cieszę się, że nie ma u Fioletki "mojego" kota...bo nie wiem co bym zrobiła :smhair2: OTOZ jak widzę niewiele może.... Odwiedzajcie zwierzaki, kontrolujcie... latami, jeśli tym uda się dożyć i "nie padną" zarażone czymś tam....nie ważne czy proteusem czy innym paskudztwem .... Tak ...słowa są słowami, ale przestają nimi być,kiedy nie mają oparcia w faktach, kiedy upadają pod naporem konfabulacji....przestają być słowami w pejoratywnym znaczeniu.... widzę, że nie rozumiemy się. mówię o słowach wypowiadających się tutaj osób. Ten wątek nie jest akademicką dyskusją. Ma swoje odbicie realne. Bardzo się cieszę, że jest Kana. Bardzo.I cieszę się, że stosunek z Fioletka jest pozytywny. Jeśli ktoś czuje, że musi sobie popisac......Tylko najpierw pomyślcie o tych zwierzętach. I życzę wszystkim miłej niedzieli:) Quote
Charly Posted May 3, 2009 Posted May 3, 2009 giselle4 napisał(a):...podniose ksiezniczke hoooops:multi: no własnie, tam dyskucja tu słóweczko, a mala pewnie w tą piękną pogoę po parku gania:D:mdrmed: Quote
koss Posted May 3, 2009 Posted May 3, 2009 Rybc!a napisał(a):Hmm czyli co? Sprawa zakończona, nie będziemy rozmawiać, ani interesować się losami Daszy i innych zwierząt Fioletki i tak po prostu zamykamy wątek? Nie widzę w tym sensu, tym bardziej, że z niecierpliwością czekamy na relację Kany-prawda? I JA PROSZĘ MIE ZAMYKAĆ WĄTKU -to nie jest uczciwe wzgędem zwierzat ...nie o ambicje chodzi, a ponoć o Daszę -tak przeciez kochaną przea Was obie : Gametę i Fioletkę ... Quote
koss Posted May 4, 2009 Posted May 4, 2009 gameta napisał(a):koss więc co proponujesz ???? czuwać....... wizytować ....nie zapominać... Quote
Rybc!a Posted May 4, 2009 Author Posted May 4, 2009 I nie zamykać wątku, bo nie tylko nam nieobojętny jest los Daszy . :) Quote
dorobella Posted May 4, 2009 Posted May 4, 2009 A co będzie jeżeli za jakiś czas....Dasza zostanie odebrana, jak już się przywiąże i przyzwyczai, kiedy jest większe zło.... Dlaczego zakładam, że może zostać odebrana.... Umowa cywilno-prawna zawarta została pod wpływem błędu oświadczenia woli, adoptujący zataił przed wydającym do adopcji ważne okoliczności i fakty, które gdyby znane były podczas zawierania umowy nie doszłaby takowa do skutku. Taka osoba przestaje być wiarygodna, jak można wierzyć takiej osobie na słowo. Pisała, że nikt jej wizyty poadopcyjnej nie zaproponował - jednocześnie mówiąc dziewczynom, że wizyta się odbyła i jest wszystko w porządku :shake: I nie zdziwi mnie jak w pewnym momencie kontakt się urwie... Los zwierząt jest najwyższym priorytetem.... Quote
Maupa4 Posted May 4, 2009 Posted May 4, 2009 [quote name='Rybc!a']I nie zamykać wątku, bo nie tylko nam nieobojętny jest los Daszy . :) Witam. Parę dni temu zostałam poproszona o zamknięcie wątku. W pierwszym odruchu odpowiedziałam, że po przeczytaniu jeżeli uznam że mogę zamknąć wątek to go zamknę. No ale pojawił się "problem" - prośba była skierowana nie od osoby która wątek zalożyła - w takim wypadku nie mogę zamykać wątków. Chyba, że na watku jest już niesamowita awantura, której nie daje się opanować w żaden regulaminowy sposób. Wątek czytam od chwili zgłoszenia prośby o zamknięcie i jeżeli mogę wyrazić swoje zdanie to ja zdecydowanie NIE zamykałabym wątku właśnie ze względu na los Daszy. Zamknięcie wątku automatycznie zdejmuje odpowiedzialność z DS - przynajmniej tu na forum - jeżeli chodzi o informowanie o tym co dzieje się z psem. Wątek zamknięty - nie ma gdzie pisać o Daszy. Proponowałabym tak jak napisała koss: [quote name='koss'] czuwać....... wizytować ....nie zapominać... Pozdrawiam. Quote
Charly Posted May 4, 2009 Posted May 4, 2009 dorobella napisał(a):A co będzie jeżeli za jakiś czas....Dasza zostanie odebrana, jak już się przywiąże i przyzwyczai, kiedy jest większe zło.... Dlaczego zakładam, że może zostać odebrana.... Umowa cywilno-prawna zawarta została pod wpływem błędu oświadczenia woli, adoptujący zataił przed wydającym do adopcji ważne okoliczności i fakty, które gdyby znane były podczas zawierania umowy nie doszłaby takowa do skutku. Taka osoba przestaje być wiarygodna, jak można wierzyć takiej osobie na słowo. Pisała, że nikt jej wizyty poadopcyjnej nie zaproponował - jednocześnie mówiąc dziewczynom, że wizyta się odbyła i jest wszystko w porządku :shake: I nie zdziwi mnie jak w pewnym momencie kontakt się urwie... Los zwierząt jest najwyższym priorytetem.... Dorobella zatem idz i odbierz Dasze. OTOZ był i nie widział podstaw prawnych. jesli chodzi o mnie, mam dosc tych nic nie wnoszących wypowiedzi od osób, którym los tego konkretnego psa jest mniej wazny niż publiczne wyłożenie swoich racji. Fioletko mam nadzieję, że nie zerwiesz kontaktu z nami z powodu wpisów osob nie powiązanych z tą sprawą. Quote
Charly Posted May 4, 2009 Posted May 4, 2009 wystraszylam teraz wszystkich:oops: skazana jestem na monologi:-( Fioletko jak tam Dasza? Quote
koss Posted May 5, 2009 Posted May 5, 2009 Charly napisał(a):wystraszylam teraz wszystkich:oops: skazana jestem na monologi:-( Fioletko jak tam Dasza? nie wystraszyłas ...ale ...:oops: Kana -była u Fioletki ...bo ja czekam :crazyeye:na te wieści ???? Quote
Kana Posted May 5, 2009 Posted May 5, 2009 Przepraszam ale byłam strasznie zawalona ! Jutro zadzwonie jak bum cyk cyk i sie umowie z foletką ! Przepraszam :oops: Quote
fioletka Posted May 6, 2009 Posted May 6, 2009 [quote name='Charly']wystraszylam teraz wszystkich:oops: skazana jestem na monologi:-( Fioletko jak tam Dasza? WITAM! LILKA MA SIE SWIETNIE, JEST ZDROWA I SZCZESLIWA. DZISIAJ CALE STADKO KOCIE IDZIE NA SZCZEPIENIA PRZECIWGRZYBICZNE. NIE WIEM CO BEDZIE Z TOSIA-JUZ BYLO LEPIEJ A TU ZNOWU GORACZKA. RESZTA KOCIAMBROW ZDROWIEJE W OCZACH. KANA UMOWILA SIE ZE MNA NA JUTRO NA 19-TA. DZIEWCZYNY WLASNIE SZALEJA-LUSIA Z LILA LATAJA Z PREDKOSCIA SWIATLA PO MIESZKANIU AZ WSZYSTKIE DYWANIKI FRUWAJA. Quote
Kana Posted May 6, 2009 Posted May 6, 2009 Fioletko przepraszam za zamieszanie nie moge do Ciebie zadzwonic ale czy możemy się dzisiaj spotkac koło 20 ? Dostałas mojego smsa? Pozdrawiam Kana Quote
Kana Posted May 6, 2009 Posted May 6, 2009 A więc już po wizycie po adopcyjnej. Razem ze Zbojini byliśmy u Pani Doroty ( fioletka ) i nie mamy żadnych zastrzeżeń. Druga sunia przywitała nas bardzo głośno ... taka mała a tak krzyczy :evil_lol: Lilka rozdawała buziaki na prawo i lewo :loveu: Nie była zagłodzona ani jakoś specjalnie nieszczęśliwa. Wręcz przeciwnie wiernie chodziła krok w krok za fioletką. Przejrzeliśmy książeczkę niuni, wszystko w jak najlepszym porządku. Są wszystkie szczepienia, odrobaczania i odpchlenie. Koleżanka Lilki także dobrze wygląda. Mieszkanie czyste, zadbane. Nie można się przyczepić. Ptaki w cale się nie gnieżdżą w małych klatkach czy w kilkudziestu sztukach. Klatki są czyste, jedzenie, woda też. Ptaszki zdrowe ;) A kotki :loveu: co ja moge powiedzieć jak zaczęła jedna się wtulać w moje nogi, musiałam wziąć na ręce i zacząć miziać. Wszystkie kotki adoptowane bardzo dobrze wyglądają, te chore zdrowieją i nie ma juz prawie widac ze coś im dolegało. Kotki mają swoją łazienkę, pełno zabawek, drapaków, miskę z jedzeniem i wodą. Co tu mogę pisać. Wszystko jest w porządku ! Na pewno jeszcze nie raz z chęcią wpadnę do Pani Doroty pomiziać kotki :evil_lol: Dziewczyny myślę, że nie do końca się zrozumiałyście i wyszło jak wyszło. Dużo niedomówień, nieporozumień i kłótni. Wiadomo jak jest teraz na dogo. Każdy potrafi oskarżyć :shake: Proszę już żebyście zawarły pokój. Tyle z mojej strony. Pozdrawiam Kana Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.