Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Tak wszystko się zaczęło ...

Mam dochodzącego kota. Ślicznego kota. Buro-midowego kocurka. Młody jest, chodzi jak małe kocię. Ale taki duży jest, grube łapska w skarpetach białych ma, i grubaśny ogon i biały krawat. Płochliwy bardzo. Jest wnetrem. Widać wyraźnie tylko jedno jajeczko w woreczku Nie jes kotem dzikim. Nie jest kotem domowym. U mnie sie stołuje. Nie karmię go regularnie. Nie chcę by sie przyzwyczajał. Nie mogę go wykastrować bo u wnętra wymaga to otwarcia jamy brzusznej a nie mam go gdzie przechować po operacji. Co raz cześciej Bury idzie za mną po karmieniu pod klatkę i płacze. Serce mi sie już łamie. Nie moge go wziąc do siebie bo TŻet padnie mi na astmę a Toffik wyprowadzi się już wogóle. Nie wiem gdzie on mieszka. Nie wiem czy wogóle mieszka. Nie udało mi się za nim nigdzie trafić.
Nie mam praktyki z takim kotem. Nie wiem jak się zachowa przy probie złapania. To duży kocur, ma silne łapy.
Jestem załamana. Co bedzie jak przyjdzie zima. Przytulisko gdzie ewentualnie mogłabym go dać pęka w szwach, w schronisku nie ma miejsca z resztą on tam nie wyrobi. Co robić???


Minął czas.. pory roku minęły ... Bury cały czas był i jest odrobaczany, dokarmiany, ale ciągle nie mógł znaleźć dobrego domku :( ......
Jako że jest wnętrem, nie było jak go wykastrować, skoro był kotkiem podwórkowo- poniekąd dochodzącym ... a to nie dał się złapać, a to było za zimno na wygolenie brzuszka ..

Teraz jest tak....



Burego chcielismy złapać, jednak nie udało się, po prostu sie nie dał.
Ale wygląda tragicznie. Z obu stron szyi wygryzione rany, poraniony łepek i kark, wyłysiały tragicznie no i śliwa pod okiem Ale odzyskał siły i apetyt. Już broni się przed Toffikiem. Próbowaliśmy go raz, za miską, wepchnąć do transportera ale jak już 3/4 Burego było w transporterku to przód Burego nagle znalazł się u wylotu transportera i z wielkim boksowaniem chyba z 12 łap wyrwał z transportera na zewnątrz W transporterku pozostała ino ziemia Drugi raz próbowałam go capnąć za kark, ale nie dość, ze strasznie zawarczał, to jeszcze bałam się, że jeśli mocno za ten kark pociągnę, popękają zaschnięte rany na szyi. Ponieważ z chęcią zjadł całą saszetkę mięska z vetminthem i bezproblemowo dał się "posmarować" Advocate to zostawiliśmy do "na wolności". Jest pod obserwacją do piątku. Jełśi będzie lepiej, to na czerwiec zabieram go na kastrację, jeśli będzie słaby to idzie do schronu.
Wciąż szukam dla niego dobrego domu wychodzącego, w miarę bezpiecznego, gdzie nadal będzie "wolny" a gdzie będzie zawsze mógł przyjść do domu, bo domu wyraźnie mu brakuje.
Wczoraj jak wyciągnęłam do niego rękę tak pięknie nadstawił łepek do głaskania... Tak bardzo chciałabym mu pomóc..."

Idealnym rozwiązaniem byłby dom, do którego mógłby trafić bezpośrednio po kastracji. Dom jak najbardziej wychodzący, ale taki, który zajmie się Burym po zabiegu, przetrzyma w domu, by wiedział gdzie jego miejsce. Dom wychodzący ale bezpieczny.
Proszę, pomóżcie mu, on jest taki nieszczęśliwy. On tak potrzebuje domu :-(

Posted

Dzisiejszej nocy Bury znowu odwiedził moją mamę. O tyle to dobre, że czuje się lepiej i ma siłę wleźć przez okno. O tyle źle, że ułożył się w koszyku u Toffika :( Mam musiała go pogonić :( Toffik do rana nie mógł się uspokoić :( Bury tak strasznie ciągnie do domu, nawet w koszyku się położył :bigcry:

Posted

O matko, on jak mój Agrest wygląda (za TM), tylko oczu nie ma zielonych....a ja teraz nic nie mogę zrobić dla niego... gdzie on jest ?

Posted

GoWa napisał(a):
O matko, on jak mój Agrest wygląda (za TM), tylko oczu nie ma zielonych....a ja teraz nic nie mogę zrobić dla niego... gdzie on jest ?


W Opolu, na osiedlu mojej mamy.

Posted

Gdyby on był typowo dzikim, wolo żyjącym kotem nie było by problemu, byłby wykastrowany i zaszczepiony, dokarmiany. A tak? Widać, ze strasznie ciągnie do domu. Potrafi czasem złapać moją mamę za nogę łapkami. Gada do niej. Jakby prosił...

Posted

Isabel napisał(a):
Rozumiem, że mama go nie może wziąć?


Z bólem serca, niestety nie. Gdyby to wchodziło w grę, już dawno byłby u Mamy. Problem jest w moim Toffiku :( On nie toleruje niczego i nikogo poza moją Mamą :( Jak Bury wejdzie w nocy do domu, to Toffik leci i budzi Mamę wrzaskiem i łapami żeby Burego przegoniła. Wiem też, że nie jest to kwestią czasu i, że jakby pomieszkali razem to może by się przyzwyczaił. Rok próbowałam mieszkać z Toffikiem i Matyldą pod jednym dachem. To był koszmar dla nas, dla niego jeszcze większy :( Po roku kupiłam mieszkanie by wyprowadzić się od niego z Matyldą.

Posted

Isabel napisał(a):
Rozumiem. Bywają takie zwierzęta - urodzone jedynaki!

Czasem się zastanawiam czy on tak ma od urodzenia czy jest po przejściach. Po dziś dzień znaczy mieszkanie i ma odruchy takie jak kot bity :( Więc może to jego jedynactwo ma podłoże w tym jak żył przed nami.

Posted

Ja mam warunki dla kota wychodzącego. Wszystkie moje koty są wychodzące ;) Kić był wnętrem jednostronnym (drugie jądro atroficzne), po kastracji jest wszystko ok. Mogę pomóc, jeśli ktoś zasponsoruje utrzymanie kota, tzn. karmę i weterynarza.

Posted

Greven napisał(a):
Ja mam warunki dla kota wychodzącego. Wszystkie moje koty są wychodzące ;) Kić był wnętrem jednostronnym (drugie jądro atroficzne), po kastracji jest wszystko ok. Mogę pomóc, jeśli ktoś zasponsoruje utrzymanie kota, tzn. karmę i weterynarza.


Bardzo dziękuję za chęć pomocy Buremu!
Bardzo Cię proszę, sprecyzuj "zasponsorowanie".

Posted

No to bardzo mi przykro, ale nie jestem w stanie podjąć się pełnego utrzymania kolejnego kota przez następne kilka a mam nadzieję, że nawet kilkanaście lat.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...