Boo77 Posted May 23, 2008 Posted May 23, 2008 Coś się szykuje dla Burego! Trzymajcie proszę kciuki! Dziś wyjeżdżam, będę we wtorek. Jak się sprawy wyklarują, będę pisać! Quote
Isabel Posted May 23, 2008 Posted May 23, 2008 Kciuki oczywiście mocno trzymane:thumbs: I czekamy na wieści- tylko dobre wieści! Quote
dzikus Posted May 27, 2008 Author Posted May 27, 2008 Dziś wtorek, kciuki dalej zaciśnięte... Patrys daj znac czy coś się wyklarowało ;-) Quote
Boo77 Posted May 29, 2008 Posted May 29, 2008 Początkiem czerwca łapiemy, kastrujemy, testujemy, szczepimy i fruuu na wieś, pod las do domku :multi: Quote
Boo77 Posted June 3, 2008 Posted June 3, 2008 Nie gniewajcie się, ale wkleję to, co napłodziłam na miau. Wciąż nie wiem czy dobrze zrobiłam... Wróciliśmy z akcji. Stan wojsk "przyjaciela": - Grzegorz zapluty alergią - ja cała w nerwach, siadnięta psychika i łzy, poharatana i posiniaczona prawa ręka - dr Jacek ugryziony przez grubą, skórzaną rękawicę - zamia w gabinecie weterynaryjnym wyłysiała z listków - gabinet umiarkowanie zdemolowany Stan wroga: - jeden bury wściekły kot w klatce Żadne z nas nie spodziewało się tego, jak dziki kot obudzi się w Burym przy próbie załapania. Kot, którego głaskałam, którego Grzesiek miał na rękach, który mojej Mamie wszedł sam na kolana, okazał się wścieklizną jakich mało. Chyba jeszcze nigdy nic nie zrobiłam z taką determinacją jak wepchnięcie go do transportera. W sumie to chyba nawet nie pamiętam jak to zrobiłam. Pamiętam, że trzymałam go za kark tak mocno, że byłam pewna, że jak się wyrwie to kawał jego grzbietu zostanie mi w ręce. Ale udało się. W trakcie jazdy, myśleliśmy, że rozpierdzieli transporter od środka. U weta nie było jak go złapać przy wyciąganiu z klatki. Było nas 4 osoby, z czego 3 w rękawicach. Dr Jacek odniósł rany kąsane, mimo rękawic. Udało nam się zrobić mu zastrzyk z sedazinu ale zanim go chwyciło, zrobił zadymę na cały gabinet. Próbował wyjść przez okno, chodząc po szybie 8O Zastrzyk, w dawce dla konia, ściął go na 19 minut! Przez ten czas udało nam się przyciąć pazury, obejrzeć Burego i zbadać oraz zrobić test. NEGATYWNY!!!! Ani żadnej białaczki ani FIVa!!!!! Brzuszek ok, płuca i serce też. Jajeczko, to które nie zeszło, jest na tyle blisko, że uda się go wykastrować nie otwierając brzuszka :) Tylko normalnie, bez szwów. Zęby ładne, skóra czysta, rany ładnie się goją. Nie trzeba było nawet dawać żadnych leków. Na odchodne dostał dokładkę sedazinu i pojechaliśmy po klatkę. Z klatką do przytuliska Pani Ali - Fundacja Azyl Nadziei. Tam, w dużej klatce, będzie czekał na kastrację, szczepienie i podróż do domku. A to już w czwartek :) O 19.30 jesteśmy umówieni na kastrację i szczepienie a później, póki śpiący do domku. I oby się tam przyjął. Oby nie szukał powrotu na stare śmieci. Jak na razie koszt dzisiejszego dnia to 73zł. Proszę, powiedzcie, że dobrze zrobiłam, że nie unieszczęśliwiłam wolnego kota :( Nie wiem czy z nerwów czy z wrażenie wciąż chce mi się płakać. Mam wrażenie, że zabiłam kota :( Że zrobiłam coś bardzo złego. On tak się wyrywał, tak walczył a jednocześnie jest tak chudy, poraniony. Ale może on miał wieść takie życie? Może i krótkie ale pełne? Do dziś wydawało mi się, że robię właściwie. Że ma wspaniały dom, gdzie będzie i wolny i kochany. Ale po tej akcji, już niczego nie jestem pewna... Quote
Isabel Posted June 3, 2008 Posted June 3, 2008 Dobrze zrobiłaś! Bury tak walczył i bronił się, bo nie wiedział co go czeka. A czeka na niego dom, gdzie będzie kochany, karmiony, głaskany i gdzie mogąc wychodzić, będzie dalej czul się wolnym kotem. Quote
Boo77 Posted June 4, 2008 Posted June 4, 2008 Byłam dziś u Burego. Taki bidak smutny w tej klatce :( Patrzył na mnie takimi smutnymi oczami i z wyrzutem "coś ty mi babo głupia zrobiła!". :cry: Ogólnie jest grzeczny, raz tylko jakoś wyrwał się z klatki i rzucił na siatkę w oknie. Ale pani Ali udało się go skutecznie odprowadzić do klatki. Do momentu mojego przyjścia nic nie jadł. Jest bardzo zestresowany. Włożyłam rękę do klatki i zaczęłam go głaskać. Nawet nadstawiał bródkę by go pod nią posmyrać. Po dobrych kilku minutach głaskania Bury podniósł się i podszedł do miski. Zaczął jeść! No i ja go głaskałam a on jadł. Po jakiejś chwili warkną na moją rękę, że już starczy tego dobrego. Zabrałam więc rękę. A Bury dalej sie posilał. Mam nadzieję, że nie podłapie z powietrza jakiegoś kataru. On tak smutnie wygląda. Powiem Wam, że póki on się nie zadomowi w nowym domu to ja na zawał zejdę :( Quote
Buffy Posted June 10, 2008 Posted June 10, 2008 Pozwolę sobie przekazać wspaniałą wiadomość - Bury już się zadomawia w nowym domu. :) Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.