Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

malagos napisał(a):
:razz: Taaa, widziałam ...

Nie chcę nawet mysleć, co by bylo, gdybym ja takie cuś przytargala do domu....

Ono się przytargało za pomocą 2 gimnazjalistek :cool3:
Dobre dzieci :razz:

Posted

Zawsze w takich przypadkach przypomina mi się opowieść o Żydzie, który sie żalił rabinowi, że w maleńkim pokoiku mieszka on, żona, dziadek i 6 dzieci. A rabin na to, zeby kupił jeszcze kozę. Żyd przyszedł nastepnego dnia i mówi, ze teraz to juz całkiem nie da sie wytrzymać, tak ciasno. A rabin na to :sprzedaj kozę. Nazajutrz wpada uradowany Żyd i krzyczy "ale u nas luźno!".

Posted

Pan sie nie odezwał.Widać, ze zdjecia nie zdały egzaminu :shake:
ale nie ma tego zlego...
W sobote przyjeżdza do nas Madzia, będziemy sie szkolić- ona mnie, ja Zulkę. Pod dyktando.

Posted

malagos napisał(a):
Pan sie nie odezwał.Widać, ze zdjecia nie zdały egzaminu :shake:
ale nie ma tego zlego...
W sobote przyjeżdza do nas Madzia, będziemy sie szkolić- ona mnie, ja Zulkę. Pod dyktando.

A Zula Madzię :evil_lol:

Posted

Na razie kiszka. Madzia jest zajeta, nie moze przyjechać :cool1:
Chyba sama muszę sobie poradzić, kilka wskazówek mam, troche sie dowiedziałam i moze spróbujemy, same z Zulką :roll:
Zaraz idę po zakupki, ale po powrocie, kliker w garść, chrupki w kieszeń i do dzieła. Pierwsze lekcje zrobimy na dworze, bo tylko tam mogę bez wiekszego ujadania, piszczenia i innych skomleń oddzielić Zulkę od stada. Po prostu po spacerze zostawię ją przed domem i ....pogadamy :razz:

Posted

No, jak, jak do tej pory - na wołanie "Zulka, chodź" podeszła i wzieła chrupkę z ręki z wyciagnietą szyją jak u jamnika :razz: Jak znów wyszłam z Zulką, to zapomniałam kilkera, ale miałam smaczki - podchodzi na sam ruch wyciagania ręki z kieszeni. No i od pewnego czasu znacznie krócej trwa wchodzenie do domu, wystarczy nie zamknąć drzwi za sobą i tylko wejść do przedpokoju, już nie trzeba grzechotać garnkami :multi:, a Zulka przemyka radosnie wywijając ogonkiem. Ale do tego nie trzeba kilkera, tylko czasu i cierpliwosci.

Posted

Z tymi postepami tez nie bardzo.
Niedawno jeszcze Zulka wchodziła na piętro, za mną do pokoju z komputerem, wskakiwała na łóżko i sobie spała. Od pewnego czasu cos ją chyba wystraszyło i nie wchodzi po schodach.
Od dobrego miesiaca unika fotela, na którym co noc spała. Czego sie boi, nie wiem.
A dzis do tych fobii doszło ... wyjście na dwór. Czy to jakiś gówniarz petardę odpalił, czy lampki świecące przed domem jako świateczna dekoracja :shake: Jak zawsze wszystkie psy na spacer, Zulka cofa sie do pokoju. Tak cały dzień. No teraz pod wieczór, po kilku naszych wyjściach, a jej nie, złapaliśmy ją wreszcie w kuchni na ręce....i została wyniesiona na dwór. Aż boję się pomyśleć, ze będzie jeszcze jutro, pojutrze... A złapanie jej graniczy z cudem, bo przecież jest niedotykalska.

Posted

Z psami tak bywa . Roki kiedyś szedł w lesie i nagle stanął jak wryty , a potem w nogi . Okazało się , że wiatr zawiesił na krzaku reklamówkę . To było dla niego coś nowego na tej drodze i nie chciał ryzykować , żeby go nie zaatakowało :evil_lol:

Posted

Po tym wyniesieniu na dwór nie chciała wrócić. Wszyscy w domu, Zulka na tarasie. Wołanie, jak zwykle powoduje ucieczkę wgłąb ogrodu. Późnym wieczoem otworzyłam znów drzwi tarasowe i rzucalam chrupki coraz bliżej wejścia. Zjadła te w progu i ucieczka. to sobie myślę, nie ma rady, nic nie wymyślimy. Zulka musi zostać na dworze. Obudziło mnie o 2 w nocy wołanie "Zulka, no chodź" - mąż w pizamie kuca z kiełbasą w ręku, Zulka prawie ją dotyka nosem i w nogi. Na dworze minus 7, mąż ma zapalenie oskrzeli, bierze antybiotyk...
a ta małpa sobie w kulki leci. Zaczęłam i ja ją wołać z kuchni, grzechotać chrupkami, miseczkami - weszła!
Rano wyszła z nami i wróciła w sumie bez kłopotu. Rano, bo zaraz zaszyła sie w naszej sypialni i nie chce wyjść.... Na obiad też nie wyszła, siedzi w gąbkowej starej budce Dalii. Tylko czubek nosa wystawiła. Jest juz wieczór i ja nie wiem, co zrobić. Wyniesć ją z ta budką na dwór? ale to jej jedyny azyl, nie powinnam go naruszyć. Jak długo wytrzyma bez siusiania?
I czego się , cholera, tak boi?!

Posted

We dwie z siostrą wziełyśmy Zulkę w budce na rece, ja jej założyłam obrożę i przypiełam dłuuuugą smycz. Wyskoczyła z budki na schodkach i pobiegła na trawnik. Siusiała strasznie długo, przeciez ponad 10 godz. wstrzymywała mocz. Potem szarpnęła sie na smyczy kilka razy próbujac zrzucić obrożę, w końcu położyła sie na ziemi i znieruchomiała. Próba postawienia jej na nogi spełzła na niczym, bo mięśnie ma tak zesztywniałe ze strachu, ze to mozna naprawdę nazwać "skamienieniem". No to psa pod pachę i do domu. Tu zaraz wskoczyła na fotel, który tak od dawna omijała.
Co będzie jutro? :shake:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...