Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

w sobote trafił do mnie kocurek , przywieziony przez dziewczyny z Katowic , nie dogomaniaczki ani z forum miau , polecone przez Anemon z miau!!!! w Katowicach na Os , Witosa likwidują działki , juz jest stado psów i kotów , bez domu , właściela , za to z obiecanym dwutygodniowym żywotem w schronisku!!!!! wszyscy musimy sie mocno sprężyć , pomóc !!! proszę o wklejenie na miau!!!!

  • Replies 137
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

proszę , każdy z tej okolicy niech się zgłosi , naprawdę pomoc będzie bardzo potrzebna!!! do tego to koszmarne schronisko , które tym ludziopm uświadomiło , co stanie sie ze zwierzetami !! trzeba porobic fotki , potrzeba tymczasów dla psów i kotów!!! w schronisku nie przezyją!!!!!

Posted

wandul 66 napisał(a):
PATSI WKLEIŁA JUZ NA MIAU !!! Musimy naprawdę się pospieszyć , bo będize kolejny koszmar!!!!

Wandul ja zapytam kto moze dac tymczasa...powiedz mi gdzie te działki dokładnie są co to za ulica,adres

Posted

Ja tez jestemz Witosa i pare spraw lepiej wyjasnic na poczatku, dzialki byly likwidowane w zeszlym roku te co zostaly narazie zostana.
Ze sa tam koty każdy to wie ale tez gryzoni im nie brakuje.
Psy to inna sprawa. Po osiedlu od roku blakaja sie dwa burki spuszczone wlasnie z dzialek i od conajmniej 4 miesiecy hycle proboja je zlapac ze skutkiem mizernym. Psy te sa SUTO dokarmiane na osiedlu w minimum 3 miejscach wiem ze jest tez kilka osob ktore nawlasna reke proboja je zlapac i umiescic u siebie na ogrodzie (w sumie lepsze od schronu).

Na samych terenach zlikwidowanych dziaelk nie widzialam psow ale ja tam jestem raz na tydzien.

Posted

Madzika napisał(a):
Ja tez jestemz Witosa i pare spraw lepiej wyjasnic na poczatku, dzialki byly likwidowane w zeszlym roku te co zostaly narazie zostana.
Ze sa tam koty każdy to wie ale tez gryzoni im nie brakuje.
Psy to inna sprawa. Po osiedlu od roku blakaja sie dwa burki spuszczone wlasnie z dzialek i od conajmniej 4 miesiecy hycle proboja je zlapac ze skutkiem mizernym. Psy te sa SUTO dokarmiane na osiedlu w minimum 3 miejscach wiem ze jest tez kilka osob ktore nawlasna reke proboja je zlapac i umiescic u siebie na ogrodzie (w sumie lepsze od schronu).

Na samych terenach zlikwidowanych dziaelk nie widzialam psow ale ja tam jestem raz na tydzien.

Okey, dobrze, że wiemy więcej ale tak czy inaczej te koty tam być nie powinny. Do Wandy trafił jeden kocurek z tych działek, pogryziony przez psy.
Na gryzonie niech sobie właściciele trutkę kupią:diabloti:.A psy też warto złapać bo w schronie chlebem i solą ich nie powitają wiem, wie, to nie jest łatwe...:-(

Posted

Czesc dzialek zostala zlikwidowana pod koniec zeszlego roku ale to tak ze kazano nawet burzyc altany likwidowac ploty a wlasciciele czesto sami scinali drzewa wiec teraz to jest taki ugor:shake:.Na wiosen tego roku na tablicy informacyjnej pozostalych dzialek istniala info ze urzad miasta odstapil od likwidacji dzialek, z tego reasumujac reszta dzialek zostanie. W miejscu tego ugoru niby ma byc cos budowane.....

Zaraz obok tych zlikwidowanych dzialek znajduje sie gielada owocowo warzywna oraz odziezowa na zalezu (jakby komus pomoglo to w orientacji)
Ja szczerze mowiac blakajacych sie tam psow nie widzialam (procz tych 2 na osiedlu) koty owszemale to normalne i sa one dokarmiane a poza tym jak wczesniej mowilam gryzoni tam masa.

Co do wlascicieli i trutek ... ci co maja obok dzialki wola metody ekologiczne czytaj koty;)

Posted

Madzika czy dobrze rozumiem, że koty mają na teraz zapewniony byt i wyżywienie.
Wiem, że działki to nie to co nam się marzy, ale dzikie koty mają całkiem inne wyobrażenie na temat luksusów. Zamykanie ich w domku na tymczasie byłoby dla nich najgorszą karą, a nie ratowaniem życia. Może więc warto pomyśleć o sterylizacji działkowych kotek, i tam na miejscu zapewnić im ciepłe schronienie na zimę. Może da się na ten cel wykorzystać jakąś altankę, albo postawić specjalne budy, a może jest już ktoś kto im udziela schronienia.
Wandziu życzę Ci powodzenia z maluchem wiem, że u Ciebie nie ma wyjścia i musi wyzdrowieć.

Posted

No wiesz ja tam widzialam z 2-3koty i na zabiedzone one nie wygladaly wrecz przeciwnie chyba ze diabelkowa widziala jakies inne. Wiem ze na dzialkach sa ludzie co mieszkaja tam caly rok i w okolicy jest kilka domow. Wysterilizowac owszem ale problem raczej lezy w wylapaniu bo ta sa koty dzikie.. psy pilnowaly ogrodkow a koty chodzily tam na darmowy wikt.

Posted

Madzik ze sterylizacją mamy czas to marca bo potem to już wiesz ........
Może jednak do tego czasu uda się zorganizować klatki-łapki.
Kiedyś pożyczałam takie z Krakowa.
Drugim ważniejszym problemem jest potrzeba przetrzymania takiej kotki przez okres ok. 10 dni po sterylizacji.

Posted

działki mieszczą sie przy ul. Kolońskiej , pop jednej stronie ulicy sa legalne , po drugiej samowolka , która ma byc zlikwidowana!!!! z tych dzialek na 100 procent pomocy potrzebują 2 psy , onkowaty i podobny do hieny , dziewczyny mówią ,że reszta wlaścicieli obiecala zając się swymi psami - nikt nie wie jak , kotów bezdomnych tez tam jest trochę , dokarmiane przez te dziewczyny , ale to nie jest rozwiązanie!!!

Posted

mowisz o tych 2 konkretnych psach biegajacych po osiedlu karmionych nielepiej niz niejeden domowy burek????
hycle i ludzie proboja je zlapac od KIWETNIA!!!!!!!!!
Ja dokladnie wiem o jakich dzialkach jest mowa i ktore zostaly juz zlikwidowane reszta ma zostac 9 mieszkam okolo 200m od tego miejsca podobnie jak diabelkowa. jak chcesz porobie wam foty tego miejsca tylko po co?

Posted

grazyna9915 napisał(a):

Wiem, że działki to nie to co nam się marzy, ale dzikie koty mają całkiem inne wyobrażenie na temat luksusów. Zamykanie ich w domku na tymczasie byłoby dla nich najgorszą karą, a nie ratowaniem życia.

Obawiam się, że nie masz racji. Wanda miał u siebie naprawdę dzikie koty, którym ratowała życie i żaden nie wyglądał na nieszczęśliwego.
Z moich własnych obserwacji wynika, że kot przebywający w domu, bez pcheł, robaków, z dala od niebezpiecznych psów jest o wiele szczęśliwszy niż na wolności. Tak czy inaczej mam nadzieję, że wspólnie znajdziemy jakieś rozwiązanie.

Posted

Patsi pozwól że i ja się z Tobą nie zgodzę.
Nie wiem jak katowickie działki, ale nie każde działki - tak jak ty piszesz - oznaczają pchły, robaki itp.
Osobiście zeszłej zimy dokarmiałam kociaki na jednych z tyskich działek, gdzie tylko z jednej uliczki (w czasie zimy) dokarmiały je osoby z czterech działek.
Te koty mogą tam liczyć również na weterynarza i chodzą wypasione jak wielkie smoki, są szczęśliwe na 100%.
Jedna z moich koleżanek również miała takie zdanie jak ty, ale tylko do czasu gdy nie poszła tam ze mną i nie zobaczyła tego wszystkiego. Wycofała wszystko co mówiła i nawet zapaliła się do pomysłu tworzenia domków tymczsowych na działkach dla "nieokrzesanych kotów".
Z dala od miejskiej cywilizacji, gdzie mogłyby bez narażenia życia spokojnie biegać na wolności.

Nikt mi też nie wmówi, że dla dzikiego bądź półdzikiego, zdrowego i dorosłego kota dobrym wyjściem jest zamykanie go w czterech ścianach.
Na dodatek oswojenie go a następnie znalezienie mu wychodzącego domu graniczy czasem z cudem.

Myślę, że jest lepiej zadbać o te koty na miejscu, czyli wysterylizować, zaszczepić, odrobaczyć itp. niż uszczęśliwiać je na siłę i zamykać w domkach tymczasowych.
Oczywiście nie dotyczy to kotów chorych, którym trzeba udzielić pomocy weterynaryjnej. Bądź wychowanych w domu i porzuconych przez wspaniałomyślnych i znudzonych właścicieli.

Wiem, że moje działki nie są rzadnym wyjątkiem, bo jeszcze bardziej "wypasione" działki spotkałam w Warszawie dzięki kasiprodex.
Tam również ludzie trzymają na działkach kociaki od urodzenia i dbają o nie przez okrągły rok, dzień w dzień. To są ich koty i oni nie mówią inaczej jak moje lub nasze koty, również w Warszawie spotkałam się z największymi kotami w moim życiu, gdyż ważyły coś koło 10 kg i zaręczam Ci że te futrowane pieszczochy nie miały ani robaków, ani pcheł i również były bardzo szczęśliwe, zdrowe i bezpieczne.

Madzik pisze, że koty są nieźle wypasione, więc pewnie mają swoich opiekunów, może jakąś starszą panią, czy pana, którzy o nie dbają i rozpieszczają, a ty chcesz im je zabrać tylko dlatego, że mieszkają na działkach, a nie w M4?
Zaręczam Ci że kot nie widzi różnicy między altanką, a willą.

Wiem, że Wandzia robi wiele dla kotów i psów jak mało kto i tutaj Wandziu w twoją stronę wielkie ukłony.
Ale o ile wiem to były raczej młode koty, aczkolwiek mogę się mylić.

Nie jestem za tym by jeżeli tym kotom było tam dobrze to je na siłę z tamtąd zabierać.
Oswajanie dzikusa trawa bardzo długo i może zakończyć się niepowodzeniem i unieszczęśliwieniem kota.
Niestety wiem coś o tym.

Opierając się na słowach Madzika, iż koty się tam mają bardzo dobrze uważam, że trzeba tam w miarę potrzeb zadbać o ich potrzeby bytowe, czyli lepsze budki zimowe, szczepienia, sterylizacja itp.

Posted

Podobno jakieś działki to samowolka (tak pisała Wandul)-trzeba sprawdzić, że tam nie ma kotów.
Jeśli te koty są zdrowe, mają opiekę weta to okey-ale kot, który jest teraz u Wandy zdrowy napewno nie jest i to dzięki tej cudownej "wolności". Poza tym bardzo często zdarza się, że w miejsca, gdzie o koty się dba (choć są na wolności stale podrzucane są nowe koty,a sytuacja z czasem wymyka się spod kontroli).
Jeśli są tam jakieś oswojone koty to nie widzę powodu, żeby im nie szukać domków docelowych. Znam wiele dzikusów, które są teraz kanapowcami-oczywiście nie wszystkie dzikusy takie będą.
Nasza dyskusja jest trochę nie na temat-teraz trzeba sprawdzić, czy faktycznie coś będzie likwidowane.A sterylizacja i szczepienia to oczywiście dobry pomysł.

Posted

Patsi nie uważam, żeby nasza dyskusja była nie na temat.
To, że się różnimy w opiniech nie oznacza chyba, że mamy się na ten temat nie wypowiadać.
Myślę również, że taka wymiana opini może uchronić nas przed pochopnymi i niekoniecznie dobrymi decyzjami.

Cieszę się, że jesteśmy zgodne co do sprawdzenia sytuacji na działkach i myślę, że Madzika, która mieszka tam na miejscu i dokarmia kociaki jest wiarygodną osobą.

Patsi wiem, że kot u Wandy nie jest zdrowy, ale niestety taki wypadek mógł przytrafić się każdemu wychodzącemu kotu.

Myślę również, że podrzucanie domowych kotów na działki to tylko ułamek działkowej populacji kotów.
Głównym powodem wzrostu ich liczebności jest rozmażanie.

Patsi kociaki z działek są z reguły dzikie i półdzikie i wymagają opieki doświadczonych kociarzy, a nie pierwszej lepszej osoby.
I uwierz mi, że ja nie będę krytykować Cię za to, że weźmiesz do siebie na tymczas lub stałe jednego, czy kilka takich kociaków, ułożysz je i znadziesz im dom.
Z całego serca, życzę Ci powodzenia.

Ja niestety znam przypadki w których udomowienie dorosłego, dzikiego kota się nieudało.

Jedanak rozmawiamy głównie o kotach, a co z psami?

Posted

Ja niestety w kwestii psów nie pomogę. Napisałaś, że taki wypadek jaki przytrafił się kotu przebywającemu u Wandul mógł się przytrafić każdemu wychodzącemu kotu.Tak! Masz rację i dlatego te koty nie powinny tam być, tym bardziej, że są tam jakieś agresywne psy. Mam świadomość, że cudu nie zrobimy ale może warto spróbować. Czy ktoś wie, ile tam jest kotów? Jakoś trudno mi uwierzyć, że wszystkie są zadbane-bo wymaga to ogromnych nakładów finansowych...Mało optymistycznie,,,

Posted

Patsi niestety, ja nie znam takiego miejsca, gdzie kot wychodzący mógłby w 100% być bezpieczny, a uwierz mi, że od pół roku intensywnie szukam jak najlepszego domu dla przygrniętej przeze mnie kotki.

Niestety kiedy kot ucieka to pies zazwyczaj go goni.
Nawet moje psiaki, które czasami w domu maja i 10 kotów, zawsze pogonią uciekającego na polu kota .

Patsi jeżeli jednak chcesz wziąć odpowiedzialność za oswajanie dzikich kotów, jeżeli gotowa jesteś je przygarnąć do siebie i ułożyć i jeżeli ktoś upewni się, że to nie są czyjeś koty, to ja mogę Ci pomóc złapać tyle kociaków ile tylko może u Ciebie zamieszkać.

Proszę Was tylko za nim zamienicie im "cudowną" wolonść na garaże, piwnice, klatki i łazienki to się zastanówcie, czy oby na pewno jest to najlepsze wyjście dla kotów.

Madzika i Diabelkowa wypowiedzcie się na ten temat, wy jesteście najbardziej zorientowane.

Posted

Witam chciała bym wyjaśnic wszystkim zainteresowanym bo widze że nikt nie wie o co chodzi na czym polega problem Azora i Bariego (burki z Witosa)
no więc to było tak : Na osiedlu Witosa na terenie ogródków działkowych była kiedyś hurtownia własnie tam były karmione dwa psy Azor i Bari.Kiedy hurtownie zlikwidowano psy zostały.(były tez inne ale udało się im znależć dobre domy)Pałętały sie po działkach i były tam dokarmiane ale działki niezrzeszone zaczęto likwidowac i psy zaczeły łazić po osiedlu.Ja i moje 3 znajome dokarmiałysmy ich juz wczesniej wiec postanowiłysmy coś im znależc na stałe.(działke)Znajoma znalazła pana który zgodził się ich wziasć na działke.Hm i tu zaczoł sie ogromny problem bo Psy bały sie na poczatku wchodzić na ogródek.Okazało sie po czasie że pan pogonił je kiedys dosc mocno z tej właśnie działki .No więc podjełam sie przyzwyczajenia ich do bycia na tej działce.Stopniowo po 4 miesiącach codziennego karmienia ich tylko na działce i uswiadamianiu ludzi że maja dawac im jesc tylko koło ogródka przyzwyczaiły sie .Aktułalnie wchodzą i siedza na ogródku miałysmy nawet w planie zapięcie na łańcuch jednego z nich .(gdyby wywachali jakaś cieczke i nie chcieli wracać)oczywiscie długi łancuch i codziennie byłby wyprowadzany.Tyle że ta idylla prysła bo okazało się że ten Pan który pozwolił im mieszkać na działce to męda :mad:
i kretacz.Psy chciał wziasć bo potrzebne mu były do wyceny ogródka dałysmy mu tez nowa sietke na ogrodzenie terenu i ona też mu była potrzebna do wyceny ponieważ do konca roku ogródki niezrzeszone musza być rozebrane a Pan aktułalnie dostał juz pieniadze za ogródek i śpieszy sie z rozebraniem.(bo zapłaci kare jak nie rozbierze)Muszę też wam uswiadomić że to nie są typowo domowe psy są juz w jakims stopniu oswojone ale jeszcze sa dzikusami.Zwłaszcza mniejszy Azorek jeśli chce sie go pogłaskac i komus ze znajomych sie uda to piszczy.Uczucia wyraza szczypiac delikatnie w tyłek albo w kurtke przyczym ta osoba nie moze wykonywac gwałtownych ruchów.Mnie zna ponad rok i wczoraj posmyrałam go po nosie (muśnięcie) potem poszedł dwa metry dalej.No wiec osobiscie nie wiem już co zrobic .Mam juz psy (dość duże) i nie mam mozliwosci ich przygarniecia. A jeśli chodzi o koty to napewno są tam tez jakies ale to bedzie wiadomo dopiero jak juz działki do konca rozbiora.Jak zostawiam psom jedzenie to zostawiam tez oboku na ogródku bo sa tam koty(przyzwyczjone juz do ludzi ) ale się boja psów .(narazie kotom jest wmiare dobrze)hm jeśli chodzi o kotka którego ma P.Wanda to nie mam pojęci czemu go poszarpali bo na osiedlu siedza koło kotów i nic im nie robia.Uff to by było na tyle jesli ktos ma pytania to prosze pisac. Przepraszm za styl wypowiedzi ale kurde jestem grafikiem a nie polonistką .

Posted

Sabina 2000 Madzika pisała, że odstąpiono od likwidacji działek.
Czy więc kociaki mają się gdzie podziać, czy nie?

Widzę, że zdecydowanie gorzej wygląda sytuacja psiaków. Jak tak dalej pójdzie to prędzej, czy później wylądują w schronisku, a z tamtąd nie będzie dla nich już odwrotu.
Może jest tam obok jakiś zakład, hurtownia czy inne miejsce, gdzie mogłyby stróżować.
Chociaż obawiam się, że wy już rozpatrywałyście takie możliwości.
Przepraszam nie wiem jak pomóc psiakom. Może jakieś szkolenie?
A może ktoś inny ma pomysł i doświadczenie w takich sprawach?

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...