Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 1.9k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

[quote name='Avilia']Hmm...a nie miał on jej wystawiać końcem miesiąca?
Zdzwonimy się z Jamorem.[/QUOTE]

Masz zapchaną skrzynkę. Faktury jeszcze nie ma.

Pozdrowienia i miziaki dla Aramisa :)

Posted

Dzisiaj został zapłacony rachunek od Jamora 234,00zł.
Na koncie zostało 548 zł. Zgodnie z ustaleniem z Avilią kwota ta zostanie przelana na konto Fundacji "Zwierzęca Arkadia".

Posted

- trochę mnie wywiało za Wielką Wodę , wracam a tu TAKIE nowiny....bardzo, bardzo się cieszę, cały czas wierzyłam, że Aramis trafi w końcu na swojego Ludzia...:-)

- Jamor, zrobiłeś kawał dobrej roboty - dzięki....
- Elu i Piotrze, gratuluję wyboru, Aramis to naprawdę wspaniały pies....
- Aramis, trzymaj się chłopie i nie daj plamy w swoim Nowym Lepszym Życiu....Wszystkiego Najpsiejniejszego:loveu:



[quote name='jamor']wszystko poszło według planu. spotkanie na terenie neutralnym, parówki i pies sprzedany.

Posted

Ada44 dziękujemy :) Aramis to dobry pies, tylko trzeba mu trochę rozumek "naprostować" :)

Aramis od kilkunastu dni trochę jednak "daje plamę" - cwaniaczy coraz bardziej. Po pierwszych dwóch tygodniach, gdy już oswoił się "ze swoim", wpadł na genialny pomysł ucieczki bez wymykania się przez furtkę.
Wychodzimy sobie pewnego ranka i wołamy: Aramis! A tu cisza. Psa nie ma. Wstępne "oględziny" podwórka wyjaśniły szybko przyczynę jego niebytu. Oto nieopodal bramy... pod siatką ogrodzeniową wykop gabarytów Aramisa. A na siatce wizytówka - wiszące resztki jego sierści. Sam zaś Aramis... po jakimś czasie dalekie ujadanie psów wskazało nam, po której stronie horyzontu go wyglądać.
Oczywiście sam wrócił, gdy już się wybiegał, ale nie wiem ile suk oraz psów przy tym dopadł. Pierwszą taką wycieczkę i możliwość ucieczki podkopem skrzętnie sobie zapamiętał jako najlepszą metodę "autospacerów". Po moim załataniu dziury - kolejna noc i kolejny podkop, tym razem w innym miejscu...
I tak z dnia na dzień już przywykłem do tego, że rankiem lub gdy wracamy z pracy - gdzieś pod płotem była kolejna wielka dziura czekająca na zasypanie i siatka czekająca na połatanie, a stwórca tego bajzlu siedzi sobie grzecznie przy płocie (tyle, że od zewnątrz) i grzecznie czeka na swoich gospodarzy. Ciekawostką jest to, że za każdym razem gdy wracał z "wojaży po wsi" - zawsze próbował wrócić tą samą drogą co wyszedł (pamiętał miejsce z wykopem). Ale często mu się to nie udawało. Chyba dlatego, że podkop był zawsze tak skonstruowany, że uciekinier do zewnątrz łatwiej mógł się przedostać niż z powrotem. A po powrocie - pewnie nie chciało mu się podkopu poszerzać, bo i po co... jak lepiej poczekać aż pan go wpuści furtką.
Po kilku dniach walki na psie łapy i moją łopatę, czyli walki "kto lepszy" - skończyła mi się już cierpliwość, powoli kończył się również zapas ziemi, którą miałem przeznaczyć na inne cele... Górka z ziemią mocno stopniała, bo czymś musiałem zasypywać te jamy, a ziemia którą wykopał nasz szogun - była tak rozmieciona po terenie, ze nie było już co zbierać.

Żeby wam uświadomić jakie "dziurki" Aramis kopie pod ogrodzeniem - wyobraźcie sobie, że niektórymi przeszedłby nie tylko Aramis ale i jego pan...
Dwie z wykopanych jam były dosłownie jak lej po bombie - tamtymi Aramis sam wracał i to mocno nie musiał się przy tym schylać.
Jedną z tych gigantycznych jam to nawet wykopał ...będąc na łańcuchu. Zasięg łańcucha nie pozwolił mu co prawda zwiać za płot, ale pozwolił mu przygotować sobie wyjście.
Przyjeżdżam wieczorem, puszczam Aramiska i głasiam za to, że taki grzeczny, po czym idę poodśnieżać podwórko. Za chwilę wołam szoguna, żeby się trochę z nim pobawić, żeby się wybiegał... Wołam i szukam, a jego nie widać. Ale po chwili jednak się odezwał. Idę po ciemku tropem "na słuch" i znajduję zgubę koło budy. A jakże! Aramisek siedzi sobie koło budy, tyle że z drugiej strony płotu! Dumnie pręży klatę chwaląc się swojemu panu jaką to on piękną jamę przez cały dzień wypierdzielił. Gdy zacząłem się z tej całej sytuacji śmiać, Aramis sam powrócił przez dziurę na podwórko i grzecznie przyszedł do mnie. Najśmieszniejsze było to, że puszczając go w ogóle tej jamy nie zauważyłem oraz to, że on wtedy wyszedł tylko po to żeby mi pokazać, że się da... Uśmiałem się wtedy do łez:roflt:, a Ela wyjrzała na zewnątrz i pyta "- Czego tam tak rechoczesz na całą wieś?!"

Ponieważ, jak pisałem - już i cierpliwość i ziemia miały się ku końcowi, a prośby i groźby nie przynosiły żadnego skutku - więc groźby zamieniłem w czyn i Aramis wylądował na łańcuchu. A ja z powodu totalnego braku czasu oraz totalnie krótkiego obecnie dnia - musiałem na poważniejsze łatanie ogrodzenia poświęcić niedzielę. Cały dzień spędziłem na robieniu "zasiek" z kawałków starej siatki uczepionych dołem do ogrodzenia, a drugim końcem przyciśniętych pustakami, cegłami, kamieniami i wszystkim co tylko ciężkiego znalazłem. Tyle tylko mogłem prowizorycznie zdziałać, bo jakiekolwiek sensowniejsze prace utrudnia zarówno krótki dzień, jak i obecny śnieg i mróz. Ten mróz to co prawda jest trochę moim wrogiem, a trochę sprzymierzeńcem - bo sprawił, że Aramisowi nie udają się nowe wykopki :)
Ja jednak cały czas go obserwuję (kiedy tylko mogę) i widzę, że cały czas rwie się do kolejnej wycieczki. Będąc na łańcuchu jest jakby świadomy, że nic nie wskóra, chociaż i dzisiaj próbował robić nowe podkopy przy płocie. Gdy go puszczę żeby się wybiegał - zamienia się w totalny radar nasłuchujący odgłosy wszelakich psorów (a tych u nas wokół nie brakuje). Kłapie do nich jadaczką, czasem coś tam wyje. Nie wiem co tam gada, bo po psiemu nie wszystko rozumiem ;) Ale co by nie robił - gdy przestaję go mustrować i schowam się do domku - jego czujne oczy i nos zaczynają baczną wędrówkę wokół ogrodzenia w poszukiwaniu "dobrego miejsca". Ja po jakimś czasie wychodzę z latarką, robię obchód i widzę kolejne ślady w nowych miejscach, gdzie szogunek próbował robić wykopaliska...

W skutek wyczynów Aramisa zacząłem poważnie myśleć o modernizacji naszego całego ogrodzenia. Niestety na to trzeba grubszych funduszy, a i nawet pogoda i pora roku jest zupełnie niesprzyjająca. Tak czy siak musimy jakoś "dotrwać" do wiosny.
To wszystko co on wyprawia "dołem", nie tyle mnie martwi, co fakt że piesio pewnego dnia może wpaść na pomysł, że górą też się da i że to kosztuje dużo mniej pracy - ot jeden porządny skok i gotowe. Już widzę, że gdy czasem sadzi się do obcych ludzi albo koni (te wprost "uwielbia") - jego podskoki przy płocie są niebezpiecznie wysokie.
Sęk w tym, że gdy już raz spróbuje że się da - będzie to już robił przy każdej nadarzającej się okazji. A ja będę niestety zmuszony robić zasieki, jak w jakimś obozie jenieckim.

Ucieczki Aramisa są głównie skutkiem jego hormonalnego szału, wyrywa się głównie do suk i psów. Do suk - wiadomo po co. Do psów - właściwie też wiadomo po co - żeby stoczyć walkę. Z jednej z takich akcji powrócił z rozwalonym do krwi uchem. Z innej wrócił ...bez obroży. Musiałem odszukać obrożę Maksa i teraz Aramis śmiga w tejże obroży, dodatkowo podziurkowanej bo była za duża. A i tak owija mu się wokół szyi prawie dwa razy :)
Martwią mnie jednak te jego wybryki, bo nie dość że może przysporzyć kolejnego bezpańskiego potomstwa, to jeszcze stwarza zagrożenie dla ludzi (nigdy nie wiadomo co mu do łba strzeli i czy kogoś nie poharata). Ale z drugiej strony - nie chcę szoguna trzymać bez przerwy na łańcuchu, bo zrobi się durny jak wszystkie "łańcuchowce" ...no i mimo wszystko - piesio nie zasługuje na wieczne zalogowanie do łańcucha. Marnie jednak wygląda to jego pilnowanie podwórka, gdy pilnuje go ...od zewnątrz :grin:

Co do zaczepiania ludzi - tak naprawdę nie wiem, czy kogoś nie próbował atakować, bo przy ucieczkach potrafi oddalić się na tyle, że tylko odległe ujadanie psów sygnalizuje gdzie on mniej więcej jest. Jednak kilka razy słyszałem jego agresję - głośne warczenie i szczekanie, ale niestety nie widząc go równocześnie. Tak więc nie wiem nawet czy akurat sadził się do innego psa (co jest bardziej prawdopodobne), czy może do jakiegoś przechodnia... W kazdym razie - w pobliżu domu (czyli gdy "mam go na oku") - gdy ucieknie to ludzi nie atakuje, tylko podbiega i obwąchuje, po czym szoruje dalej w swoją stronę. Inne psy jednak bardziej przykuwają jego uwagę i szybko porzuca "badanie" człowieka na rzecz badana innego psiora lub suczki.
Jak na razie ma za sobą tylko jedno pogryzienie (o którym wiem) - kłapnął porządnie sąsiada - ale to na jego (sąsiada) właśnie życzenie. Pewnego wieczoru sąsiad przyszedł do nas nawalony w 3D (czytaj: w trzy doopy). Pewnie właśnie dlatego zebrało mu się na odwagę i przyszedł śmiało "poskramiać kundla". Nie wziął jednak poprawki na to, że nasz "kundel" jest jakieś 12 razy większy niż jego kundle. Pomimo, że go dosłownie wyganiałem z podwórza i ostrzegałem, żeby nie drażnił psa, bo będzie żałował i jeszcze do mnie potem miał pretensje - ten uparcie brnął dalej w kłopoty. Ale po chwili doszedłem do wniosku, że niech robi co chce - wlazł na teren Aramisa na własne życzenie i na własne ryzyko. A do tego śmierdzący alkoholem. Takich typów psy "kochają" najbardziej.
Sąsiad dalej robił swoje... Aramis jednak go tak namiętnie jak ja nie ostrzegał. Pierwsze ostrzeżenie - głośne warknięcie. Gdy sąsiad dalej swoje, czyli pchał łapy do Aramisa (Ela wtedy trzymała go na smyczy) - drugiego ostrzeżenia już nie było, tylko od razu psu włączył się kasownik :grin: Myślę, że jednak po wytrzeźwieniu chłopisko miał pretensje tylko sam do siebie i do własnej głupoty :)

Wracając do tematu "wycieczek" - jak na razie nie mam pomysłu jak mu je z łepetyny skutecznie wybić :niewiem: :confused:
Piesio na podwórku jest jak radar. Gdy zawołam go do domku i nie słyszy tak całej tej psiarni wokoło - zachowuje się zupełnie inaczej. Totalny szczenior! Łasi się, liże po rękach, usiłuje skupić na sobie naszą uwagę i figluje jak tylko może. Gdy wypuszczę go na podwórko - powraca mu tryb radarowy...
Niestety z powodu pracy nie możemy szogunowi poświęcać dużo czasu. Cała jego radość to wieczory, gdy wrócimy z pracki i gdy trochę go "pomaltretujemy" żeby się wyhasał i zmęczył. Resztę doby spędza samotnie główkując jakby tu spierniczyć choć na chwilkę.
Liczę na to, że jak oszołom "zgubi jajka" ;) to z czasem choć trochę się wyciszy i przestanie ciągle tylko myśleć o tym co na zewnątrz podwórka, a nie tym co wewnątrz. Jednak teraz warunki na załatwienie tej "sprawy" są bardzo niesprzyjające, bo mróz i śniegi po pachy... A ja przecież nie zostawię piesia po zabiegu na podwórku na pastwę losu. W domku też nie możemy go samotnie zostawić na cały dzień - to nie ten "kaliber" psa.
No i tak sobie obaj główkujemy... Aramis jak by tu znowu spierniczyć, a ja - jak mu to z tej kudłatej bańki skutecznie wybić.

Na koniec załączam fotkę jeszcze sprzed epoki lodowcowej ;) , fotkę pokazującą jak to kolejnego ranka Aramisek "pilnuje" nam podwórka... od zewnątrz.
Dziury niestety nie ująłem na zdjęciu (jest po prawej stronie za słupkiem), ale widać tam rozwaloną ziemię.

Posted

Szkoda, że nie pomyślano o kastracji psa przed adopcją!- byłam przekonana, że został ciachnięty (tak samo jak o szczepieniach...)
Tutaj walczymy o to aby nie było tyle bezdomnych psów a Piotrek już dobrze napisał- Aramis mógł zapłodnić jakąś sukę i TADAM! gotowe kolejne.

Jeśli chodzi o kastrację:
U samców to znacznie mniej skomplikowany zabieg. Najlepiej zadzwonić do lecznicy i porozmawiać, jak weterynarz widzi rozwiązanie z tej sytuacji. Koniecznie trzeba to zrobić i nie czekać na wiosnę bo zaraz może się okazać, że połowa szczeniaków to dzieciaki Aramisa.
Kastracja nie musi wyeliminować agresji do innych psów ale wiem ze swojego doświadczenia, że psy bez swojego właściciela są mocne- zazwyczaj w gębie.
Mieszkam na wsi i chodzę ze swoimi na spacer, zdarza się, że sąsiedzki pies/psy wyjdzie i co? przechodzi obok nas, nawet niezbyt zainteresowany a na swoim? Nawet spojrzeć na niego strach ;)

Co ja polecam?
Przede wszystkim wybieganie psa przed pracą.
Aramis to spryciarz- całe dnie jak widać nie przesypia.
Intelektualne "zabawki" ale podejrzewam, że to może być (np. kula-smakula) zabawa na jakąś godz.
Najbardziej rozsądne co teraz mi się nasuwa na myśl to elektryczny pastuch. Są różne poglądy na ten temat ale....
Dajcie mu jakąś kość dinozaura- może się zainteresuje?

Kojec taki z "prawdziwego zdarzenia" to koszty koszty i jeszcze raz koszty a znowu zrobić z siatki to wiadomo jak to się skończy.

Posted (edited)

Napiszę krótko-całą zimę logowanie do łańcucha i już.Ważniejsze jest jego bezpieczeństwo,otoczenia i "lasek" w okolicy:lol:Teraz jak piszesz zmiana ogrodzenia nie wchodzi w rachubę,także i tak nie ma wyboru,pomijając pore roku,bo to i tak wyklucza pracę na zewnątrz.Pozbawienie jajek i owszem może cos dać ale u mojego psa np. agresja nie zmalała i ludzi i tak chce koniecznie zjadać na śniadanie,także jedynie efektem kastracji jest niemożnosc prokreacji.Ale pewnie efekty cięcia to też indywidualna sprawa danego osobnika.Najgorsze jest to,że on już poznal smak ucieczek i to zawsze może mu wrócić.Dopoki będą pokusy nic go nie powstrzyma.Elektryczny pastuch może zdziałac cuda ale może tez być kompletnie nieprzydatny.Trzeba indywidualnie sprobowac jak reaguje na takie przykre bodźce.Najprościej to mieć duzo czasu;) i bawić się w poskramianie zapędów i męczenie aktywnościa i spacerami psa do bolu ,ale to teoria .Na już kluczem jest ten nieszczęsny łańcuch,później trzeba znaleźć indywidualny sposób na "cfffffaniaka".
P.S.Zapomniałem dodac,że wiązanie na łańcuchu jedynie gdy Was nie ma;) Bo mi ktoś jeszcze zarzuci znęcanie sie nad psem choc i tak pewnie niejedna osoba tak pomysli:lol:

Edited by wolf122
Posted

[quote name='wolf122']Porządny kojec nie obejdzie się bez podmurówki, co najmniej, a jeśli pies ma pilnować domku, to też nie jest rozwiązanie;)[/QUOTE]

ale on nie pilnuje domu, tylko lata po okolicy, a to się może bardzo źle skończyć.

Poza tym, jakie pilnowanie domu:cool3:

Posted

Wiesz oprócz tego,że psa się kocha ,karmi i bytuje z nim (nimi w moim przypadku) można też w jakimś stopniu powierzyć im funkcję dzwonka,alarmu ,ochrony itd :lol: Tylko nie pisz proszę o instalacjach alarmowych,bo znam tą pieśń:cool3:

Posted

[quote name='wolf122']Wiesz oprócz tego,że psa się kocha ,karmi i bytuje z nim (nimi w moim przypadku) można też w jakimś stopniu powierzyć im funkcję dzwonka,alarmu ,ochrony itd :lol: Tylko nie pisz proszę o instalacjach alarmowych,bo znam tą pieśń:cool3:[/QUOTE]

Jak się mieszka w bloku, to w grę nie wchodzi raczej funkcja "dzwonka i alarmu". Ale ja naprawdę niepokoję się o A:shake:ramisa

Posted

[quote name='Katarzyna Starkiewicz']Jak się mieszka w bloku, to w grę nie wchodzi raczej funkcja "dzwonka i alarmu". Ale ja naprawdę niepokoję się o A:shake:ramisa[/QUOTE]

Ja również, tym bardziej, że Piotr i Ela to wspaniali ludzie.
Niepokoję się zarówno o Aramisa, jak i o Nich.
Jeśli psiak - będąc na zewnątrz bez opieki / a wycieczki sobie robi / - kogoś pogryzie... konsekwencje prawne znacie...

Posted

Dlatego uważam,że łańcuch mimo całego zła z jakim się kojarzy jest niezbędny.Dla dobra wszystkich.A równolegle w miarę czasu (o to chyba NAJTRUDNIEJ GDY SIĘ PRACUJE) pracować nad psem.Wiem jednak,że jak pies ma nawyk ,żyłkę wędrowniczka,to wszelkie sposoby mogą być nieskuteczne.Może zwróćcie się do Jamora o poradę.Moim zdaniem jednak pies potrzebuje w początkowym okresie po adopcji czlowieka i tu jest nomen-omen pies pogrzebany.Aramis się nudzi więc szuka i oby nie znalazl.... kłopotów lub śmierci.Pies jest młody,potrzebuje aktywności i gdy zostaje sam,mimo wybiegu szuka rozrywek.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...