Ok. Kuferki znowu zrychtowane, tym razem kierunek: Hiszpania. Hopcik odwieziony do cioci Ani. Przed wyjsciem zostal obficie zmoczony rzesistymi lzami Zosi i wycalowany tak, jak chyba jeszcze nigdy. Jedrek trzymal fason;)
Gdy zajechalismy z TZ przed dom Ani, Hopka raznie wyskoczyla i natychmiast zaczela ciagnac w strone wlasciwych drzwi. A gdy Ania otworzyla pies zaczal tanczyc wokol niej i dawac buziaki :)
Potem wszystko dalismy (poslanie, ksiazeczka zdrowia, adres weta, itp) i wytlumaczylismy (czego i ile dawac do jedzenia) a Hopcik siedzial i sluchal uwaznie. Na koniec wyglaskana, zapewniona, ze wrocimy za 14 dni ;) uslyszala: pies zostaje, i zostala.
No dobra. W domu pusto. I JUZ tesknimy.
Pozdrawiamy Wszystkie Ciocie:)