Tez sie zgadzam z podsumowaniem Gosi :(
A teraz szybkie wiesci o Hopci - dopiero teraz, bo w pracy mnie przywalilo tak, ze ledwo zipie. Wrocilismy wczoraj kolo 20ej i TZ zaraz pojechal po Hopcie. I przywiozl do domu...zalekniona sunie. Ucieszyla sie, buziaki dala wszystkim, ale ogonek merdal trwozliwie przy pupie a potem porwala przygotowana kostke i zaszyla sie z nia pod lozkiem. Potem poszla na przytulanki do lozka Zosi, Jedrka a wreszcie do nas, noc przespala w swoim poslanku i rano znowu przytulanie w lozku, ale wszystko takie niepewne. Dzis wieczorem poszlismy we troje z TZ na spacer i Hopka obwachiwala na nowo wszystkie katy. Teraz spi w swoim poslanku. Mam wrazenie, ze ona bardzo przezyla to rozstanie (nawet chyba ciut schudla, ale jej nie wazylismy), bo bala sie, ze znowu ja ktos zostawil. Ten lek przed zostawieniem jest w nia wpisany. Jak inaczej reagowala na rozstanie moja poprzednia sunia, ktora od szczeniaka byla ze mna - ona nie miala watpliwosci, ze po nia wroce! Kiedys nawet zapakowalismy caly samochod, wozek, maly Jedrek, itp, zamknelismy drzwi i odjechalismy. I dopiero po ujechaniu paru metrow oprzytomnelismy, ze pies zostal przed wejscem - wrocilismy natychmiast, a ona siedziala spokojnie przed wejsciem, bo wiadomo: wrocimy!
Taka niepewna, zalekniona Hopcia to cos okropnego.