Jump to content
Dogomania

Figunia

Members
  • Posts

    13197
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    14

Everything posted by Figunia

  1. Dziękuję za chęć pomocy. Instrukcje podane przez Was, Ciocie są dla mnie zbyt zawiłe... Spróbuję wykorzystać córkę...
  2. Również doceniam uczciwe podejście, Pani nawet przeprosiła...ale jestem ogromnie zawiedziona, bo wydawało mi się że to TEN domek. Wkleję (jak się uda) świeżutkie fotki, robione dzisiaj przez moją siostrę.
  3. Serdeczne wyrazy współczucia ode mnie i córki.
  4. Odpisywałam wczoraj na ostatnie posty a dziś nie widzę mego wpisu. Czyżby dlatego, że po wysłaniu cofnęłam się do poprzedniej strony...?? Dziwne to. Jednak sprawy mają się tak, że Pani (nawet nie znam imienia), która wczoraj dzwoniła a pod wieczór spotkała się z nami, zadzwoniła dzisiaj i powiedziała, że jednak Loni nie wezmą. Boją się tego guza, tego, że w niedługim czasie sunia może im odejść. Tak więc nadal szukamy dobrego domku...
  5. Dziękuję pięknie za rady, ale nie wiem co to jest Fotosik...Myślę jednak, że jak wpiszę to słowo w wyszukiwarkę, to mi się wyświetli co trzeba i dalej już sobie poradzę (liczę też na córkę), więc Ciocie kochane, nie kłopoczcie się już z podpowiedziami. B-b - dziękuję za wklejenie Loninych fotek w tak przyjaznym dla oczu rozmiarze!! Ewunia -dziękuję za miliony pozdrowień! My również Ciebie pozdrawiamy, ściskamy i życzymy wszystkiego naj, naj, naj!!! Yucca - nie wiem, jak Twoja Mela, ale Lonia potrafi w tej pozycji wytrzymać bardzo długo. I jeszcze rozgląda się na boku, obraca główkę do tyłu (bo czasem siedzi przed córka, a mnie ma z tyłu i obie coś jemy, więc trzeba żebrać i pilnować, której akurat zmięknie serce i coś rzuci...). Nikt tego oczywiście od niej nie wymaga, nie oczekuje, tak jest widać nauczona. Jak chce na dwór, a ja się z wyjściem grzebię, to też tak pięknie prosi... A czy wszystkie jamniki tak mają to nie wiem. Figunia (moja jamnisia szorściaczkowata) tak nie robiła. Nie potrafiłam wyegzekwować od niej nawet podawania łapy. Z wielką łaską czasem ją ciut uniosła nad ziemią i to było wszystko. Anulka - tak, Lonia jest coraz ładniejsza. Cieszę się, że jest to widoczne. Mam kilka fajnych zdjęć, postaram się jutro z nimi "pomęczyć". Na koniec zaś poinformuję Kochane Ciocie, że miałam dziś obiecujący telefon o Lonię. Państwo mieszkają za Psim Polem (chyba przy ul. Kiełczowskiej). Emeryci. Pani raz w tyg. jedzie na kilka godzin do Sądu (jest ławnikiem). Pan dorabia gdzieś na zamku (nie pamiętam nazwy miejscowości) w Muzeum Motoryzacji - o ile dobrze usłyszałam. Niedawno odszedł im jamniczek(zabrany z naszego schroniska). Miał czerniaka w pysiu. Mieli już bodaj trzy jamniki. Chcą bardzo pieska, bo dom bez psa nie jest domem... Jesteśmy już po spotkaniu z Państwem. Lonia nie warczała, podeszła do Pani i polizała ją po ręce... ... Byłam w szoku. Właśnie mówiłam, żeby uważała, że Lonia jest bardzo ostrożna, wręcz nieufna, że może warczec, pokazać zęby, a tu taka niespodzianka... Do Pana była bardziej ostrożna, nie bardzo chciała podejść ale też nie szczekała, jak to ona potrafi. Pani powiedziała, że "już bym ją brała". Podobała się obojgu ale... Panstwo zobaczyli guza (bo to już nie mały guzek...) i się przerazili...Boją się, że to rak i że Lonia pożyje z miesiąc i znowu będą przeżywać. Powiedziałam, że będzie sterylka i usuwanie guza, że wszystko bedzie dobrze, bo wet doświadczony a gdyby było ryzyko, nie zrobi tej operacji. Stanęło na tym, że Państwo jeszcze się naradzą a ja mam do nich zadzwonić, jak Lonia będzie po operacji. Oczywiście zaraz po telefonie od Pani zadzwoniłam do Isadory i przekazałam telefon do Państwa. Państwu na spotkaniu zaś podałam telefony i maila do Fundacji. Pytali mnie jeszcze o koszty, ile będą musieli zapłacić, bo rzekomo w ogłoszeniu jest napisane coś o kosztach. Powiedziałam, że nic o tym nie wiem, ale wszystkiego dowiedzą się po kontakcie z Fundacją. Bardzo podobali mi się oboje. I zła trochę jestem, że przez tą cieczkę Lonia jeszcze jest przed operacją. A kto wie, może pakowałaby już walizki...
  6. Niemal wszystkie zdjęcia były robione podczas zabawy z kamykiem. Chyba zrezygnuję z tej zabawy, bo widzę, że drugie zdjęcie się nie chce powiększyć, jak w nie klikam. Nie umiem tego zrobić inaczej... Czy mogłaby jaka zdolna Ciocia wkleić przesłaną na maila resztę zdjęć????
  7. Udało się!!!! To była próba, jak się pewnie Ciocie domyślacie, wklejenia nowiutkich zdjęć. A więc zapraszamy do obejrzenia Loni na trawce, nad Odrą z wczorajszego październikowego letniego dnia... Szkoda tylko, że nie umiem wkleić zdjęcia w "normalnym" rozmiarze, tylko wychodzi miniaturka, w którą dopiero trzeba kliknąć, aby cokolwiek zobaczyć...
  8. Aniu, dziękujemy za tak miłe słowa!!! Spotkanie z Tobą to zawsze ogromna przyjemność. A fotki robisz bardzo ładne, tylko modelka była zbyt ruchliwa i nie chciała współpracować, choć zjadła pół paczki cukiereczków... Dziękujemy za tak serdeczne przyjęcie i fotki. Jak tylko dam radę, to jeszcze odwiedzę Cię z przyjemnością (być może też nigdzie nie polecę...)
  9. Anulko wiem...Lonia to zaledwie czwarty mój tymczasik (choć wcześniej, kiedy jeszcze nie byłam na Dogo też udało mi się uratować, wyleczyć i z pomocą dr Sumińskiej znaleźć jednej psince ds,a także 3 kotkom) Wy, takich akcji zrobiłyście dziesiątki, a rozstanie jest na pewno zawsze bardzo trudne. Krotko mówiąc, nie ja jedna przez to przechodzę... Kochana, wałkujemy wszystkie możliwe opcje wte i wewte. Już czasami mam niezły mętlik w głowie.
  10. Tak naprawdę to jestem jak ta "rozdarta sosna", bo szkoda mi Lonieczki, pokochałam tego krasnalka całym sercem. Jej należy się już spokojne, bezpieczne życie, bez szarpaniny i zmian. Ale ja też nie mam 30, czy choćby 50 lat...Jestem sama, a córka daleko... Dziękuję Wam za zrozumienie, bo sądziłam, że spotkam się raczej z krytyką (choć wszystko jeszcze przede mną) Poker - bardzo proszę o umówienie sterylki. Dziś pani doktor (ta, która robiła zabieg czyszczenia Loninych ząbków) obejrzała jej guzka i powiedziała, że jego tak szybki wzrost jest b. niepokojący. Trzeba się tego dziadostwa pozbyć jak najszybciej.
  11. Jeśli do czasu mego wyjazdu nie znajdzie się odpowiedni DS, zrezygnuję z lotu i zostanę tak długo, aż taki dom się znajdzie. Poznałam Lonię na tyle, by wiedzieć, że najlepiej będzie się czuła w domu, gdzie będzie 1 ewent. 2 osoby, najlepiej starsze (czyli ktoś stale w domu). Żeby była opcja wcześniejszego, co najmniej kilkudniowego zapoznawania się, po to, by moment zmiany domu, był dla niej jak najmniej stresujący, Powinno to odbyć się stopniowo i łagodnie. A ponieważ zdaję sobie sprawę z tego, jak trudno będzie o taki dom, całkiem poważnie rozważam sprawę starania się o adopcję Loni. Właściwie to od kilku dni stale o tym z córką rozmawiamy, ale jeszcze nie podjęłam ostatecznej decyzji. Isadoro, co o tym sądzisz? I Wy, Ciocie także...
  12. To już nie wnikam, jak to z tym jest, grunt, że dt nadal aktualny...i oczywiście bardzo się z tego cieszę. Wysłałam do Isadory fotki Loni, które robiła w niedzielę moja siostra, z prośbą o wklejenie na wątku (być może zastąpią część starych w ogłoszeniu robionym przez Fundację). Nie są jakieś super ładne, ale zawsze to świeże fotki...no i będzie widoczne nowe legowisko i kocyk od Anulki. A Lonia po początkowym lekkim oszczekaniu córki, już drugiego dnia była zaskakująco dla niej miła, a trzeciego, czyli dziś, pozwoliła się głaskać, zachęcała wręcz do tego, a nawet zaszczyciła Dorotę swoim towarzystwem na tapczanie... Ale kiedy wyszłyśmy razem na spacer i musiałam je zostawić (czekałyśmy na moment, kiedy Lonia zacznie zabawę z kamykami), to była wielka rozpacz, że odchodzę. Po powrocie zaś najpierw szaleńczo się cieszyła a potem stojąc słupka rozdzierającym krzykiem wyraziła swój ból i rozpacz, że tak ją zostawiłam... To maleństwo łamie mi serce kiedy pomyślę, że mogę złamać jej serduszko... Nie wiem już co robić.
  13. To ja źle zrozumiałam w takim razie. Ponieważ Pani Agnieszka mówiła, że nie wyobraża Sobie, by po kilku miesiącach psa oddać (i jak bardzo przeżyłyby to dzieci, bo już by się do Loni przywiązały) - więc sądziłam, że ten DT już nie będzie brany pod uwagę. Oczywiście, cieszę się bardzo, że tak nie jest. Mam nadzieję, że doktor niebawem zaprosi nas do gabinetu.. Już teraz spytam, czy może któraś Ciocia miałaby niepotrzebne ubranko dla Loni na czas zagojenia brzuszka. Bardzo chętnie odkupię. A może jest na jakim bazarku, a ja nie wiem...prosiłabym więc o podpowiedź. Jak na razie, nikt o Lonię więcej nie pyta. Anulko - bardzo wielkie kolejne podziękowania za kolejne ogłoszenia Malutkiej! Anica - dziękuję za miłe słowa i podtrzymywanie na duchu!! Poker - dziękuję za wszystkie rady i trzymanie ręki na pulsie. Twoja pomoc jest nieoceniona!!!!
  14. Jak to kiedyś ktoś powiedział o psach: Ich jedyną wadą jest to, że żyją za krótko... Smutno bardzo, nawet jak się piesia widziało może 2 razy...
  15. Pamiętam Piesku i nigdy nie zapomnę. Chyba niczego tak nie żałuję w swym życiu, choć dużo błędów popełniłam), jak tego momentu, kiedy wyciągnęłam Cię na siłę z domu, zniosłam na rękach i oddałam ludziom, którzy nie mieli dla Ciebie serca i zamiast dać szansę, zabili.
  16. Ciocie, bardzo proszę o wyrozumiałość. Przyleciała do mnie córka i będzie 2 tygodnia. Mam nieco mniej czasu na kompa. Oczywiście będę pisać, jak tylko zdarzy się coś istotnego. Co do powyższej sprawy, to rzeczywiście, choć Lonia miałaby tam "pełny wypas", to możliwe , że dzieci byłyby ciutkę zawiedzione, że piesek nie może im towarzyszyć , non-stop, jak tego możę by chcieli...bo pobawi się (sama), zje i kładzie się spać, jak na starszą piesię przystało... Chłopcy wyglądają na bardzo spokojne, rozsądne, a przede wszystkim wrażliwe i mądre dzieciaki i choć nie bardzo ich sobie wyobrażam, w szalonych, dzikich zabawach, to pewnie więcej radości sprawi im młody, wesoły, bez żadnych obciążeń po trudnym życiu, piesek. Zatem zostają nam te dwie Panie. Martwię się jedynie ich wiekiem. Bo obie są już po 60-tce, a Lonia może (i daj jej Boziu) pożyć ok. 10 latek. Pani chora na rzs już teraz ma problemy z rękami (ale ma córkę, która ma jamniki), natomiast nie wiem nic o Pani z Warszawy - czy jest ktoś w rodzinie, kto w razie choroby...itd. przejąłby nad Lonią opiekę. Martwię się tym, choc wiem, że wywiad jaki przeprowadzi Fundacja, odpowie na wszystkie pytania. Mnie się wydaje, że skoro Rodzina z Długołęki "odpada", to Lonia nadal jest w zawieszeniu...Ale zobaczymy... I jeszcze prośba do Fundacji. Gdyby to było możliwe, to prosiłabym o zwrot za badania Loni - faktura na 200zł jest jeszcze nie rozliczona. Mam teraz tak dużo wydatków, bo i przyjazd córki, jej leczenie zębów (ja płacę) moje także, no i zbliżający się wyjazd. W dodatku lada moment, będzie sterylka i usuwanie guzków u Loni (koszt co najmniej 300zł), na co już w ogóle nie mam kasy i musiałabym gdzieś pożyczyć,czy inaczej wyżebrać.... Jednak żałuję bardzo, że ta Pani z Konstancina odpadła. Miałam dużo lepsze odczucia, co do Jej ciepłego, serdecznego podejścia do Loni, tak pełnego empatii, niż jak do Pani z W-wy. Bo Pani z W-wy stale powtarzała obawę co do tego, czy Lonia ją pokocha i wybierze na swą pania. I chciała to koniecznie sprawdzić, przyjechać. Lonia być może zaakceptuje Ją i pokocha od razu, ale możliwe też, że trzeba będzie na to czekać nawet kilka miesiecy. Czy Pani to zrozumie...uszanuje...Czy chęć pomocy temu skrzywdzonemu psu będzie większa niż własne pragnienia????
  17. Anulko, jeszcze za wcześnie dziękować i cieszyć się, ale tak ogromnie jestem Ci wdzięczna. Gdyby Lonia tam została, miałaby raj na ziemi - to widać. Ale nawet jeśli byłby to tylko dt do kwietnia, to i tak jest to cudowna sprawa, bo będę spokojna, że jest w dobrych rękach. Bardzo serdecznie dziękuję kochanej Poker za to, nam zechciała towarzyszyć i jako doświadczona Dogomanka dbała o profesjonalne przeprowadzenie tej wizyty, a my dzięki temu byłyśmy zawiezione i odwiezione "pod drzwi"...
  18. Przepraszam Ciocie, że tak długo czekacie. Dopiero teraz usiadłam do kompa. No więc wizyta wypadła bardzo dobrze. Rodzinka wspaniała, można zwierzaka tam oddać bez obaw. Widać, że ludzie odpowiedzialni, kochają i rozumieją zwierzęta. Lonia natomiast wypadła tak sobie, ale i tak lepiej, niż się obawiałam. Nie bardzo szła do wyciągniętych rąk, a Panią Irenkę dwakroć obwarczała za chęć poglaskania... Państwo mieli po naszym wyjeździe naradzić się i podjąć decyzję. Miałam już telefon, że biorą Lonię na razie do kwietnia i będzie to czas, w którym postarają się nauczyć ją, by sama nie schodziła z dość wysokich, stromych schodów na pietro, tylko czekała, aż ktoś ją zniesie. Wkleję już to co napisałam, jak coś jeszcze przyjdzie mi do głowy, to napiszę kolejny post... Edytuję, bo chyba źle napisałam. Do mnie to po prostu jakoś nie dociera. Państwo biorą ją do kwietnia, ale jeśli nie bedzie kłopotów z tymi schodami, to Lonia zostanie u Nich na stałe... Jakoś tak przyjęłam do wiadomości, że do kwietnia...i zobaczymy, co najbliższe miesiące pokażą. Jednak Państwo już mówią o DS - i to chciałam teraz podkreślić.
  19. Paulinko, Gratulacje i uściski wielkie jak stodoła!!!!! :sweetCyb: :klacz: :buzi: :iloveyou: (małpuję powiedzonko po kimś, bo bardzo mi się spodobało) A za ten stres, nerwy i łzy, to też chętnie przywaliłabym komuś w m.... :mad:
  20. No to kamień mi spada...Bo bardzo się martwiłam. No własnie, ten "problem". Jak podbiegł do słupka i podniósł nóżkę, to się przewrócił...Ale w takim razie to kwestia czasu. Bo tez myślałam, że już tak będzie. Strasznie mi go żal. Był taki pełen nadziei, choć bał się, to merdał ogonkiem...kochany taki. Czy on trafi na ogólne boksy?
  21. Cudne wieści!!!! Patrycja, co będzie z tym biednym trójłapkiem z izolatki? Był kiedyś wątek wrocławskich trójłapków, może go tam wrzucić? Czy ma jakieś szanse na dom? Czy może będzie następny, po Babci...
  22. Będę kierować do Fundacji, może faktycznie dzięki Loni inna bida znajdzie domek. Pani Sylwia, która wczoraj dopytywała się o Lonię nie odpisała mi na maila...i coś tak zrobiło się nagle cicho... Tyle telefonów, maili i zdaje się że z tego będzie Wielkie Nic...
  23. nowe dogo działa świetnie... Te kłopoty z wklejeniem a potem 2,3 wpisy...
×
×
  • Create New...