-
Posts
13197 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
14
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Figunia
-
Melduję, że Lonia ma już ściągnięte szwy a także wczoraj doktor pobrał krew do badań. Dzisiaj ma zadzwonić i powiedzieć, jak wyszły wyniki. Bardzo się niepokoję, bo wyczułam, że doktor podejrzewa jakiś większy problem z wątrobą. Prosżę zatem o kciuki dla Loni. Dokąd nie poznamy jej ostatnich wyników, co w porównaniu z tymi sprzed kilku m-cy, da jakiś obraz jej stanu zdrowia, nawet teraz nie myślę o ewent. domkach tymczasowych. Wszystkie sprawy zeszły na dalszy plan, bo najważniejsze, by była zdrowa... A z gryzieniem - kilka razy pozwoliłam, by dziecko ją pogłaskało i była zupełnie spokojna. Nawet dziasiaj w sklepiku, gdzie kupuję pieczywo Pani ekspedientka miała przy sobie małą córeczkę i obie wyglaskały Lonię - początkowo była u mnie na rękach, potem dalam ją na podłogę. Nie było ani szczerzenia się, ani też pokazywania, że tego mocno pragnie. Po prostu zniosła to spokojnie i tylko patrzyła kiedy idziemy do domu... Anulko, Twoja Rodzinka widziała, jak Lonia się zachowuje. Ona sama nie rzuca się z zębami na ludzi (bo na psy już tak). Pani Irena chciała poglaskać, to zawarczała. Lonia po prostu boi się obcych ludzi i to bardzo. Nie wiem co z tym zrobić. Nie wiem też, jak byłoby z chłopcami, na pewno nic na siłę. I tu jestem spokoja, bo wiem, że kontakt pies- dziecko byłby tam pod kontrolą, a przede wszystkim chłopcy nie narzucali by się jej. Ale ryzyko jest zawsze. Jak bierze się szczeniaczka, czy innego psa - to zresztą wiesz... Lonia kilka razy ostatnio łapała mnie za rękę. Trudno to nazwać gryzieniem, bo nawet nie poczułam by zacisnęła szczęki...Ona była przerażona (wczęsniej krzyczalam na nią i bralam się za sprawdzenie brzuszka, czy sobie czegoś nie zrobiła) i tak w tym przerażeniu chciała się bronić. To dla mnie było rozczulające wręcz a nie groźne i momentalnie przytomniałam. Bo jak można tak stresować przerażone malutkie bidactwo... Nadal przez kilka dni muszę ją mocno pilnować, nadal nie powinna się wylizywać.
-
Gratulacje dla Rodzinki!!!! Zdrówka dla Maluszka, Mamusi oraz świeżo upieczonej Babcii!!!!
-
Chora, cierpiąca jamniczka szczęśliwa we własnym domu! Dziękujemy!
Figunia replied to caromina's topic in Już w nowym domu
Aniu, tak bardzo Ci/Wam współczuję. Wciąż walczycie. Kolejna bitwa wygrana (operacja), ale wojna nadal trwa...kolejne dziadostwo się pojawiło...Biedna Jasieńka i Ty wraz z nią... Wierzę, że to już końcówka walki o jej zdrowie i życzę Wam tego z całego serca. -
Cieszę się Paulinko, że do nas zaglądasz. Również zaglądam na Twój i inne krakowskie wątki, ale nie zawsze piszę, choć zapewne wolnego czasu mam dużo więcej... Tak, Lonia choć mikrusek, to jakoś radzi sobie w życiu. Rezolutna, mądra spryciula. Tylko w tym schronie, to już nie dała rady...poddała się kruszyna, czemu zresztą trudno się dziwić.
-
Molosowo-Onkowe Love - olbrzymki o ONki z Sosnowca czekają na dom !!
Figunia replied to Crys's topic in Psy do adopcji
Dopiero teraz przybywam na zaproszenie...przepraszam. Zapisuję wątek i będę choć słać dobre myśli... -
Dziękuję b-b, bo kciuki i fura szczęścia bardzo potrzebne... Lońcia nie jest grzeczna. Potrafi być ostra...Bywa, że zmęczona jej nieustannym pilnowaniem, w końcu mówię "dosyć tego, zakłądamy fartuszek nieznośnemu psu" i tak dość stanowczo zamierzam zdjąć z tapczanu to małe dupsko,by na podłodze zniewolić kaftanem bezpieczeństwa...A wtedy to małe stworzonko bardzo się stawia...warczy, nawet łapie żebami rękę. Muszę więc spuścić z tonu i uderzać w proszące, błagalno-uspokajające tony. Po złości niczego się z nią nie zrobi. A tak naprawdę, to jest przekochanym, słodkim, mądrzutkim stworzeniem. Wie, czego chce i ma charakterek jak się patrzy... Czasem mnie złości, to prawda, ale zaraz myślę o tym, jak bardzo musi jej ten szew dokuczać, swędzić, ile w swym życiu przeszła, a to wciąż jeszcze nie koniec, więc szybko złość przechodzi, zostaje ogromne współczucie i pragnienie, by już wreszcie mogła cieszyć się dobrym, spokojnym życiem bez bólu, strachu itp.
-
Szczęśliwa, że dodzwoniłam się do doktora (na ściągnięcie szwów)... niestety nie ma lekko... mam zadzwonić jutro o 16... A Lońcia nie wiem kiedy (całą noc miała ubranko) rozwaliła sobie ciutkę szew i pokazała się krew... Jak już będzie miała ściągnięte szwy i nie będę musiała jej tak pilnować, to chyba się upiję z radości, albo co...
-
Chora, cierpiąca jamniczka szczęśliwa we własnym domu! Dziękujemy!
Figunia replied to caromina's topic in Już w nowym domu
Pozdrawiamy serdecznie wraz z kciukami!!!!Czekamy na dobre wieści... -
O tak! Wszyscy marzą o takich domkach dla tych biedaków...
-
Żałuję, że nie mieszkam w Krakowie. Bardzo chętnie pomogłabym w czymś, aby Was choć trochę odciążyć (zakupy, może nawet spacerki o ile pieski by mnie zaakceptowały...a może i podrzuciłabym jaki gar zupy.), bo teraz bardzo przydałaby Wam się pomoc... Niestety, mogę tylko kciukować i słać dobre myśli.
-
Chora, cierpiąca jamniczka szczęśliwa we własnym domu! Dziękujemy!
Figunia replied to caromina's topic in Już w nowym domu
Aniu kochana, już będzie coraz lepiej i tylko lepiej! Jak czytam o słabiutkiej Jasi o tym, że nie siusia, to widzę Lonię. Bardzo podobnie z nią było. Najgorsze są te pierwsze dni po operacji...a tak się wloką.. Mam nadzieję, że już dzisiaj Jasia będzie silniejsza i wszystko powoli będzie wracać do normy. Doktor Szczypka też radził dawać Loni siemię lnu do jedzenia. Guz był spory, więc dużo skóry trzeba było naciągnąć i ważne jest, by nie musiała za bardzo napinać się przy koopkaniu. Ale ponieważ siemię można podawać na rózne sposoby, dokładnie wypytałam doktora, jakie to ma być siemię i jak podawać. No więc najlepsze jest w tym wypadku mielone, wsypywane do gorącego wywaru albo podczas gotowania, albo do miseczki - wsypać pół łyżeczki i zalać gorącym wywarem. Gdy pytałam o ilość, to powiedział żeby się nie bać, bo tego nie można przedawkować. Piszę tak szczegółowo, bo może akurat masz wątpliwości...może się przyda. Sciskam Cię Aniu serdecznie a Jasieńkę delikatnie proszę ode mnie wygłaskać. Życzę Wam Obu zdrówka i spokojnych, przespanych uczciwie nocy, bo to podstawa! -
Ciocie, jestem, przepraszam za milczenie, ale czasem dopada jakieś zniechęcenie... Klopoty z netem to osobna sprawa... Lonia wciąż wymaga uwagi, pilnowania w dzień i w nocy. Oczywiście nowe, genielnie (jak sądziłąm) wykonane ubranko rozpracowała i wczoraj przeżyłam mały szok, bo wróciłam z zakupów a ta paskuda leży na tapczanie golutka. Zostawiłam ją w ubranku (genialnie uszytym...), na jej legowisku. na podłodze. Zaś tapczany pozastawiałam tak, by nie mogła wskoczyć - oczywiście jak jestem w domu, to lezy sobie na tapczanie, bo najbardziej tam lubi, ale sama ją znoszę i wnoszę. Nie mam pojęcia jak zdjęła ubranko i nie mam pojęcia, jak wskoczyła na tapczan. Zwłaszcza, że wskoczyła od strony, która choć nie zastawiona niczym, to przez złożoną tam pościel, wysoka była niczym góra. Oczywiście zamarłam z przerażenia, że mogła sobie coś zrobić, ale na szczęście brzusio wygląda dobrze. Marzę już o tym, by porządnie się wyspać i liczę dni do zdjęcia szwów. Zaraz idziemy na zakupy, na targ. Oczywiście biorę ją ze sobą, tak będzie prościej i bezpieczniej. Tyle, że oprócz zakupów, większą część drogi będę targać te dodatkowe 4 kg... Hope2 - Lonia dostaje ostropest. Z innymi lekami wstrzymam się do czasu wykonania nowych badań. Zobaczymy co pokażą i jakie wówczas leki przepisze doktor. Bo może okazać się że trzeba podać coś inszego... Pięknie dziękuję za chęć pomocy!
-
Ciocie drogie, wiem że martwicie się o mnie i Lonię, ale Fundacja jeszcze zapewne nie dostała mego ostatniego listu z rachunkami. Niepokoi mnie nieobecność Isadory7 i Yunony na wątku Loni ( i chyba nie tylko u niej), mam nadzieję, że to tylko brak czasu, że nic złego się u Nich nie dzieje. Jestem spokojna o zwrot kasy, nie znam iwielu Fundacji, ale za kilka (m.in. SOS DJ) dalabym sobie co nieco odciąć... Fakt, trochę to trwa... Napisałam prośbę do Isadory o ogłoszenia i szukanie domu dla Loni, bo nie wiem, czy nadal jest na Ich stronach ogłaszana. A jeśli jest, to można napisać, że Lonia jest wysterylizowana. Gorsza sprawa z wiekiem, bo też chyba powinno się go skorygować. Jednak 16 lat Loni bym nie dałą. Patrząc na to jak się bawi, ile ma energii, zapału i chęci do zycia. Apetycik także nie jak u staruszki... Mam nadzieję, że niebawem Isadora tutaj zawita.
-
Ciociu, same tylko rachunki za badania i leczenie Loni to w tej chwili koszt 890zł. Od Fundacji dostałam zwrot na kwotę 390 zł. Wczoraj wysłałam do Fundacji rachunek za operację (300zł) i kopię wcześniejszego, który się zagubił, na kwotę 200zł. Nie rozliczam jedzonka, taksówki, ziól i innych wydatków typu odpchlenie, czy krople do oczu - bo na ten cel przeznaczam pieniążki otrzymane bezpośrednio do mnie, czyli 231zł. Jeśli coś robię niewlaściwie, to proszę o korektę, bo to mój debiut i niewykluczone że robię błędy...
-
Lonia coraz mniej interesuje się brzuszkiem. W nocy była tylko jedna akcja, W południe na spacerek już całkiem żwawo biegła przed siebie machając ogonkiem. Nie tak, jak do tej pory. Szybkie kucnięcie i szybki obrót w kierunku domu z trzęsionką i błaganiem w oczach włącznie. Jak dobrze, że w dzień, w słońcu jeszcze jest tak cieplutko. Dzisiaj już nie daję jej tabletek p/bólowych. Tylko brzuszek mnie niepokoi. W jednym miejscu, na samym dole jest spore zgrubienie, Nie jestem pewna, czy było wcześniej, może nie tak duże, może nie zauważyłam. Oby wszystko było w porządku... B-b - jak zwykle wiernie nas podpatruje i podtrzymuje na duchu... Anica - mocno trzymam za Jasię!!! Irysku - dziękuję za chęć pomocy, mam nadzieję, że wkrótce wszystkie ubranka pójdą precz!
-
Cudownie! Oby z tej szansy wykluło się coś realnego, najlepszego....i to szybko.