A najlepszy był mój TŻ, który (nieświadomy stanu, w jakim kot wrócił do domu) uciął sobie drzemkę...Kiedy wstał, a było już po wszystkim, ukazał mu się dość dziwny widok: ja w goglach i kurtce narciarskiej z krwawiącą raną na policzku, w stanie kompletnego upodlenia, mokry kot w pełnej traumie tępo wpatrujący się w punkt w nieskończoności, a dookoła gaziki, woda utleniona...Otóż, mój TŻ objął wszystko boskim swym spojrzeniem i zapytał: jest coś do jedzenia?:2gunfire: