Położna do mnie dzwoniła i z ordynatorem w szpitalu już wszystko do cesarki załatwione ;) Normalnie, miesiąc wcześniej powinnam się jeszcze spotkać z ordynatorem i anestezjologiem, żeby porozmawiać o ryzyku cesarki itp. Ale że ja już cesarkę miałam i to właśnie u nich w szpitalu, to ta wizyta jest zbędna i ordynator zgodził się, że nie muszę przyjeżdżać :) Szkoda ich czasu i mojego :D Tak więc 9 marca, o 10 rano muszę być w szpitalu, żeby podpisać wszystkie papiery. I będę już mogła zostać na noc albo wrócić do domu. A 10 marca z samego rana już zapowiadana cesarka. Więc jeśli Nathan się nie obróci, to najpóźniej 10 marca będzie na świecie ;)