Jump to content
Dogomania

Madie

Members
  • Posts

    2372
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    5

Everything posted by Madie

  1. [IMG]http://i60.tinypic.com/r8ukaf.jpg[/IMG] [IMG]http://i62.tinypic.com/15s07br.jpg[/IMG] [IMG]http://i61.tinypic.com/2u9k58y.jpg[/IMG] [IMG]http://i57.tinypic.com/2mpdh5k.jpg[/IMG] [IMG]http://i61.tinypic.com/2metx03.jpg[/IMG] [IMG]http://i59.tinypic.com/2rlywcl.jpg[/IMG] [IMG]http://i60.tinypic.com/ezkol.jpg[/IMG] Dziewczyny są już bardzo duże - Sadza (21kg) Panda (35kg) i bardzo nieznośne. Kochamy potforrry całym sercem, pracujemy codziennie i stąd brak czasu. Jednak co 1 pies to nie dwa:) Ale wszystkie cioteczki pozdrawiamy czerwcowo:)
  2. Spróbowałabym na początek kilka razy dziennie wprowadzać go do samochodu, posiedzieć kilka minut i wyprowadzić do domu. Bez jazdy żadnej. Niech się z samochodem oswoi. Inna rzecz, że to co opisujesz może być po prostu nerwową reakcją na złe samopoczucie fizyczne - pies też może mieć chorobę lokomocyjną.
  3. Elisabeta, dziękuję. Jutro widzimy się z Bratem, może znajde dla niego slowa ktore mu pomogą i ulżą choć trochę, takie jak Ty teraz dla mni
  4. Tula miała "dziury w żoładku" cytując lekarza, zapalenie nerek i wątroby. To co zostało wzięte za "wirusa" i katar przez innego weterynarza okazało się być krwią z ropą, która wypływała z nosa z powodu perforacji. Ja nie chce nawet wiedzieć jak się biedna męczyła. Ale teraz to wszystko za nią. Decyzją mojego brata i weterynarza, który poznał Tulę 15 minut po tym jak została przez nas wzięta ze schroniska, Tula została uśpiona. Nasz zaufany doktor powiedział, że to była dla niej nie tylko przyjacielska przysługa ale i łaska. W ostatnich chwilach towarzyszyła jej dziewczyna brata, która Tula ubóstwiała całym sercem. On sam niestety nie mógł wejść, nie dał rady. Wszystkie rzeczy Tuleńki (wózek,karmy, leki, zabawki, smakołyki) zostaną oddane do rehabilitantki, która zajmuje się także porzuconymi psami, a Tuli bardzo pomagała ostatnie miesiące. Ze swojej strony chciałabym serdecznie podziękować wszystkim podnoszącym nas na duchu, wspierającym i podczytującym wątek. Mnie tam nie było, a jest mi ciężko, tym samym mogę sobie tylko wyobrazić jak ciężko jest Mamie i Bratu. oboje oświadczają, że już nigdy żadnego zwierzaka w domu. Nie mniej Tula miała dobre życie, nie idealne, pewnie z większą wiedzą na różne tematy wtedy mogliśmy zrobić więcej dla niej, być lepsi, ale mimo wszystko myślę, że była szczęśliwa. Nie wierzę w Boga, ale jeśli mimo mojej niewiary on istnieje, to jest dla naszych zwierzaków miejsce, gdzie bezpieczne i szczęśliwe będą wypatrywać ponownego spotkania z nami. Więc myślę sobie, że Tula czeka na nas gdzieś za Tęczowym Mostem. Czeka i tęskni, ale nie jest sama. Są tam wszystkie nasze pozostałe zwierzaki, które odeszły przed nią, a które zdołała poznać.
  5. Przepraszam, napiszę więcej po powrocie z pracy.
  6. Z Tulą jest bardzo źle, bardzo... Brat, który był na NIE, wszelkim wizytom u weterynarza ( przypuszczał co mu lekarz powie) sam dziś zadeklarował, że jak tylko wróci z pracy jedzie z Tulą do gabinetu. Tuleńka załatwia się wodnistą kupą z krwią, siusia już też tylko na czerwono, odmawia picia, nie podnosi główki:((((((((((((((((( Wczoraj jeszcze na wózeczku próbowała, widać, że machnęła ogonem, ale nie dała rady zrobić kroku. Brat się zawziął, wmawia sobie, że to jest wirus i że psa nie da uśpić. Że leki, kroplówki - OK, ale psa nie odda. Rozumiem go, a z drugiej strony egoistycznie się "cieszę" że mnie tam nie ma. Nie wyobrażam sobie jak oni się czują z tą sytuacją. Mama mi wczoraj płakała do słuchawki, że ilekroć się budzi w nocy i rano, boi się otworzyć oczy i zerknąć czy pies oddycha jeszcze czy tylko już martwe ciałko leży jej w nogach. Próbowałam rozmawiać z nim, że to dla jej dobra już, jeśli weterynarz stwierdzi ( wyjdzie w badaniach), że nie ma już czego ratować i że to męczarnia to żeby nie trzymał jej na siłę przy sobie. Zawziął się, powiedział, że wtedy pojedzie do innego lekarza... Nie wiem sama co z tym robić. Wizyta dziś po 16, ma mi dać znać...
  7. Mnie także wygląda to na padaczkę. Po pierwsze to, że pies nie ma widocznych ataków nie oznacza, że w mózgu się coś nie dzieje. Nasz po prostu siedział i patrzył się w jakiś punkt, a potem nagle rzucał się, gryzł do krwi i potem był zdezorientowany. Lizał po rękach, tulił się i oczywiście szedł jeść. Potem znów się rzucał, i tak w kółko... A jedzenie jest jednym z głowych objawów poatakowych, organizm traci masę energii i musi ją uzupełnić. Tak samo identycznie zachowuje się nasz kot, trzeba było mu zwiększyć ilość leków i na razie jest ustabilizowany. Wenerynarz, który też nic nie wykrył ( trzeba by było czaszkę otworzyć) powiedziała że to albo guz z mózgu, albo padaczka idiopatyczna i leki do końca życia musiał przyjmować. Na szczęscie nie była to droga sprawa, trzeba było pamiętać tylko żeby co 12h podać w parówce tabletki. Niestety z czasem zachowania zaczeły przybierać na sile, podobno podczas ataku mózg jest niedotleniony, sa mikrozmiany wraz z każdym, jedną z konsekwencji jest "rozpad osobowości". tyle powiedział weterynarz. Ja radziłabym poprosić o ustawienie psa na lekach i zobaczyć jak będzie, niestety trzeba się uzbroić w cierpliwość bo ich stężenie terapeutyczne może przyjść ( w zależności od leku) nawet do miesiąca od przyjmowania regularnie leku.
  8. Dawno nas nie było. Z Tuleńką bywa różnie. Choroba na razie odpukać nie postępuje, a ona radzi sobie jak może. Weterynarz, ostatni po Wrocławiu do jakiego udała się moja rodzina, oczywiście potwierdził diagnozę. Jedyne z czym się nie zgadzał ze swoimi poprzednikami to postać choroby, uważa że jest wirusowa a nie genetyczna. To był jakis sławny doktor z Krakowa, nazwiska nie pamiętam. Tak czy inaczej ulżyło nam, kiedy potwierdził, że Tulka nie cierpi a całe jej męczenie się, wycie i sapanio-popiskiwanie spowodowane jest raczej frustracją i brakiem zrozumienia sytuacji. Niestety, Tula od 3 dni nic nie chce jeść. Nawet swojego ukochane jedzenia dla ludzi, nawet mięska samego z ręki. Karmi ją na siłę mój brat ( tzn nie wciska nic psu do pyska, po prostu kładzie małe kawałeczki na dłoni i każe jej jeść na komendę). Nie przesadzmay z porcjami i czekamy na badanie wątroby bo ponoć to może być powód...
  9. Dziękuję za odpowiedź, jakoś sobie poradziliśmy wszyscy i Pandka ma się bardzo dobrze:)
  10. Madie

    Jaka karma ?

    Hej, podłączę się do tematu. Kończy nam się [COLOR=#FFFFFF][FONT=arial][B]HILLS Nature's Best Puppy Large/Gigant[/B][/FONT][/COLOR] i nie jestem zachwycona...:roll: Nie było nic strasznego, ale miały gazy w sporej ilości i zaczęły nagminnie poszukiwać trawy, co nie miało miejsca przy wcześniejszej karmie. Mam teraz na celowniku dwie inne, ponoć dobre karmy: [COLOR=#FFFFFF][FONT=arial][B]ROYAL CANIN Junior Large Dog /[/B][/FONT][/COLOR][COLOR=#303030][FONT=Arial][B]Orijen Puppy Large Breed. [/B][/FONT][/COLOR] Składowo o wiele lepiej wygląda Orijen, tym bardziej, że Sadza mi się drapie jak zeżre za dużo węglowodanów np. ryżu. Nie mniej Royal ( tylko nie linczujcie) też nie wygląda źle a i cena jest niższa. Zastanawiałam się także nad [COLOR=#303030][FONT=Arial][B]PURINA PRO PLAN Puppy z łososiem. [/B][/FONT][/COLOR]. Karma ma być dla dwóch dużych szczeniąt ok 6 miesięcy (20 kg) i ok 5 miesięcy (25 kg). Z góry dzięki za rady
  11. Mamy dużo pracy, więc wszyscy jesteśmy śpiący... [IMG]http://i61.tinypic.com/14av592.jpg[/IMG] [IMG]http://i60.tinypic.com/21e6b86.jpg[/IMG] [IMG]http://i59.tinypic.com/bdkug6.jpg[/IMG]
  12. Panda jest po wymianie zębów właśnie i z igiełek wyrastają prawdziwe. Pytałam o badania krwi weta, ale powiedział, że szczeniakom nie warto robić bo większość wyników jest niemiarodajna. Co do "zabawy":. Ona dla zabawy próbuje żreć wszystko inne: koce, posłania, listwy, meble. Tylko porządne wybieganie i leżące wszędzie gryzaki które trzeba jej podsuwać zmieniają sytuację. A co do ścian to niestety najpierw je liże z zapamiętaniem a potem dosłownie wygryza dziurę ( mogę zrobic fotkę bo na przedpokoju mam dziurę, w której mieści się jej połowa pyska i zżera). Głodna też nie jest. To samo mam z kupami. Na dworze nie interesuje jej nic na ziemi nie licząc trawy i właśnie lejących śmierdzących kup, których z zapamiętaniem szuka. edit: dodam jeszcze że ona teraz rośnie " w oczach". Nie widziałam jej 3 dni i zauważyłam naprawdę sporą różnicę.
  13. Hej, to że pies jest złośliwy można włożyć miedzy bajki. A teraz garść pytań. Piszesz że pies jest zdrowy. OK. Robiliście mu badania krwi? Moczu? Usg nerek/pęcherza? Może być tak i czesto się to zdarza tak u ludzi, jak i starszych psów, że pies może nie czuć, że za 30 sekund będzie mu się chciało sikać. Otwarte drzwi raczej nic tu nie zmienią, jeśli w jednym momencie mu się nie chce, a w drugim musi... Radzę zainwestować i przyzwyczaić psa do pieluch. Może to być na początku trudne, ale powinno wyeliminować przykry dla Was problem brudu i zapachu.
  14. Mam ten sam kłopot. Panda zżera mi ścianę regularnie mimo kości z wapnem, karmy dla dużych psów i codziennej suplemetacji. Jeśli to będzie trwało to pewnie będę musiała zwiększyć jej dawkę po konsultacji z weterynarzem, a już teraz jest spora.
  15. Hej, dziękuję. Hope, widzisz tylko, że ja siedzę w Warszawie. Mam informacje z drugiej reki. Najbardziej "cierpi" moja rodzina. Co do szczegółów technicznych, to mój Brat odsikuje. Stara się do końca ale często jest tak, że nie trafia na moment wypełnienia pęcherza, a też pracuje, uczy się itd. Może moja Mama powinna się nauczyć robić to w domu. Od wczoraj Tula ma wózek, ponoć jest metalowy a więc całkiem ciężki. Ale wczoraj rozpoczęła pierwszy spacer po katowicach, potem trochę pod domem. Chyba sobie radzi. Ponieważ to nowość, zaraz po rehabilitacji padła w domu i spała do rana. Mama mówi, że martwi się tym, że pies nie chce jeść w ogóle. Ma monotonną, jednostają dietę i chyba jej dość. Ale cóż, tutaj ludzkie jedzenie wskazane nie jest. Póki co stan bez zmian.
  16. Hej, mój Brat ją wynosi na dwór 3 razy dziennie. Kłopot w tym właśnie, że on się boi mocno naciskać więc ona na dworze załatwia się rzadko, za to potem przy podnoszeniu jej do zmiany pozycji pod brzuchem w domu puszcza wszystko i zalewa się cała:roll: Wiemy że paraliż nie jest tragedią, nasz pies żył z tym 4 lata i radził sobie na 2 łapach całkiem sprawnie. Dla Tuli zamówiliśmy wózek, teraz jej przerabiany na jej rozmiar. Rodzinę tylko przestraszyło właśnie szybkie postępowanie choroby np. 2 tygodnie temu pies jeszcze ogonem machał, teraz już tego nie robi w ogóle... Bardzo dziękujemy za wszystkie odwiedziny i rady. Pogadam dziś z Bratem żeby udał się do weta klatkę obok, i żeby ten pokazał mu jak odsikuje się psa. Co do kupy to sprawa dziwna bo Tula zazwyczaj robi ją na dworze jak jest podnoszona przez Brata na szaliku. W pieluchę jej się zdarza raz na 20 razy np... Co do samego żarcia to nie ma zatwardzeń. Ona ma teraz przykaz schudnąć więc suchą karmę na stawy wet zalecił zamienić na różne rodzaje mięska zmielonego z burakami ( to ponoc odchudza psy).
  17. Gryf, dziękuję. Najciężej jest chyba mojemu Bratu. Odkąd wyjechałam na studia ( Tula miała trochę ponad rok) był dla niej wyrocznią, kochała wszystkich ale tak naprawdę należała tylko do niego. Teraz uświadomiłam sobie, że mamy bardzo mało zdjęć Tuli. Nawet nieżyjący już Atos miał więcej fotek niż ona. Z tylu lat wygrzebała od szczeniaka zaledwie 7. :(((( A teraz było by to niewłaściwie, żeby ja uwieczniać, jakoś takie niegodne. Tula, jako szczeniak zabrany ze schroniska bała się własnego cienia [IMG]http://i62.tinypic.com/33vyq0y.jpg[/IMG] Ale potem było tylko lepiej: [IMG]http://i61.tinypic.com/aww1oz.jpg[/IMG] Ostatnie zdjęcia sprzed 2 lat: [IMG]http://i57.tinypic.com/30k4l7b.jpg[/IMG]
  18. [quote name='aganela']Może załóż im obroże z kolcami? Wtedy im się odechce...mam foresto dla DONki...chyba działa i ma mocne zapięcie..druga psina ma sabunol,ale chyba muszę w kropelki zainwestować dla niej... w tamtym roku miałam advantix i działał dobrze.[/QUOTE] Aganela, nie chciałabym kupować obroży z kolcami dla szczeniorów 4 i 5 miesięcy...:roll: Są oduczane szarpania się i jest coraz lepiej, ale póki nie będę miała pewności że nie będę się żarły w taki sposób jak teraz, to wolałabym żeby nie miały możliwości wylizania takiej obroży.
  19. Ja też mam kłopot, bo pewnie zdecydowałabym się na Foresto ( nie używałam nigdy ale opis zachęca), ALE moje dwa szczyle nieustannie bawią się w "zabijanie". Tarmoszą się za obroże, gryzą, ślinią w obrębie szyji itd:roll: Jak je czymś posmaruje to te dwa dni bez tarzania się w kałużach i gryzienia dopilnuje, ale tak to boję się, że się potrują...
  20. Poza tym niepokoi mnie opis rodziców pieska...Matka wielka, a co jeśli ojciec lilipuci?:( Takie szczeniury często mają różne kłopoty np. z sercem etc.
  21. Cóż, wypowiem się tylko na temat RC Gastro Intestinal. Mój Harley, najprawdopodobniej genetycznie, został obciążony zewnątrzwydzielniczą niewydolnością trzustki. Męczyliśmy się sporo zanim została postawiona właściwa diagnoza, a wychodzenia z psem po 4 razy w ciągu nocy na tłuste śmierdzące kupy, widzenia jak sie meczy i chudnie, nikomu nie życzę. Na początku stosowaliśmy gastro i kreon do każdego posiłku. Już po 2 dniach było lepiej. Po roku, odstawilismy kreon i Harley będąc nawet teraz tylko na RC Gastro trzyma się idealnie. Dodam, że próba przeprowadzona przez babcie drugie właściciela Harleya, polegająca na podawaniu mu ludzkiego żarcia zamiast karmy, skończyła się nawrotem choroby w ciągu tygodnia. :angryy:
  22. Hej, szukając wózka dla swojej Tuli natrafiłam na ofertę Pana, który sam takie wykonuje pod konkretny rozmiar psa. Razem z dostawą wynosi to 340 zł, nie wiem czy to dużo, czy mało. Nie znam się. Wózki podobno są wykonywane z aluminium. Pan sam ma dużego psa, który jest niepełnosprawny ruchowo. Razem z przesyłką wynosi to 340 zł. Jeśli ktoś byłby zainteresowany, to tutaj jest link do aukcji: [url]http://allegro.pl/wozek-inwalidzki-dla-psa-i4048336501.html[/url] Ja zamierzam zadzwonić wieczorem w sprawie szczegółów.
  23. Hej, Hope szyszunia do mnie pisała o tym PW... Rozmawiałam z Bratem, wczoraj byli na kontroli u weterynarza. Dr Fabisz, sprowadził swoje wspólnika neurologa i wspólnie obejrzeli Tulę. Wieści są tragiczne. Drugi Pan doktor zbadał jeszcze Tulę odnośnie "czucia głębokiego". Do 1/4 kręgosłupa od tylnych łap nie ma go wcale. Macali ją szczypcami, nakłuwali łapy, kręgosłup, ogon. Mieli tez wyniki badań krwi - wewnętrznie wszystko w porządku, ale w porówaniu z wynikami sprzed miesiąca pogorszyły sie znacznie profile nerkowe. Dr powiedział , że to nic dziwnego, i że będzie coraz gorze (?), bo pies nie odczuwa parcia na pęcherz i się zatruwa. Fakt, teraz Tula sika tylko wtedy jak jest przekładana, podnoszona albo macana...:(((( A teraz dla mnie najgorsze. Mama dziś rano płakała jak ze mną rozmawiała. Otóż weterynarz powiedział, że nie ma sensu jeżdżenia więcej do niego na konsultacje bo on nic nie pomoże. Powiedział też, że nie licząc jeszcze dokończenia tych dożylnych sterydów należy przerwać wszystkie inne podawane leki i do nich nie wracać bo są bezsensowne i psu nie pomagają. Co więcej, i co mnie dziwi niezmiernie, zalecił przerwanie prowadzonej od samego początku rehabilitacji , bo cyt " tutaj nic nie pomoże, a koszta są ogromne". Oczywiście wprost nie zasugerował uśpienia Tuli, ale powiedział że leczył kilka takich psów i zazwyczaj kończyło się śmiercią w męczarniach z powodów nerkowych głównie. Powiedział też że cewnikowanie suki jest koszmarem i nikomu tego nie życzy. Natomiast decyzje pozostawia nam (im) i oczywiście wtedy trzeba często kontrolować krew, nie dopuszczać do odparzeń, odleżyn i dbać o sprawność przednich łap. Natomiast wg niego Tula już nigdy nie będzie chodzić, a jak patrzy na jej postępujący stan to daje jej nie więcej niż pół roku. W cuda nie wierzy. Jeśli chodzi o moją rodzinę to mimo zdruzgotania się zawzięli. Jutro odbierają wózek od rehebilitantki i zaczynają uczyć Tulkę się na nim poruszać. Natomiast przez lekarza myślą o rezygnacji z rehabilitacji, bo nie widać efektów. Nie wiem, czy to dobry pomysł, bo to że nie widać efektów nie oznacza, że rehabilitacja nie hamuje rozwoju choroby, ale wg lekarza nie...:shake: Słyszę jak bardzo są zmęczeni fizycznie i psychicznie tym co się dzieje. Tula od szczeniaka była u weterynarza, poza rutynowymi szczepieniami, 2 razy. Raz z rozciętą łapą, a drugi podczas sterylizacji. Była idealnie zdrowa, 10 lat z białymi zębami bez ściagania kamienia, wszystkie wyniki badań krwi (robione od 6 roku życia) w normie. Mieliśmy nadzieję, że będzie żyć więcej niż nasz pierwszy, czternastoletni pies który już w jej wieku niedomagał. A ona ma tylko 10 lat :((((( Rodzina mówi, że to ostatnie zwierze w domu jeśli jej sie coś stanie. Że nikt jej nie zastapi, nie chcą nikogo innego i to tak cholernie niesprawiedliwe, że na psa się chucha i dmucha i dba a załatwia ich genetyka. Nikt sobie nie wyobraża domu bez niej...:(
×
×
  • Create New...