-
Posts
33015 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
26
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Gabi79
-
Na koncie Misiunia 370,50 z konta Kajtunia oraz 10,- od Jolanty08. Bardzo serdecznie dziękuję!!! Przepraszam, że tak zaniedbuję wątek Misiunia, ciągle mam głowę zaprzątniętą innymi psiakami. A u Misiulka bez zmian, zakochany we mnie i w Kajuni, innych psiaków się boi. Na wizycie u p. kardiolog był bardzo grzeczny i dzielny. Lizał p. doktor po rękach. Z serduszkiem lepiej. P. doktor zadowolona z efektów leczenia. Powiedziała, że widać, iż Misio dostaje leki, na razie nie trzeba zmieniać dawek.
-
Może jeszcze Pani zadzwoni
-
Alaskan, bardzo dziękuję za wstawienie fotek. Kajtuś bardzo się pilnuje, nie jest typem uciekiniera. Państwo już sobie nie wyobrażają życia bez niego. Jest cudowny!!! Pieniążki z konta Kajtunia postanowiłam podzielić na pół i po 370,50 przekazać dla Tropka, który tak jak Kajtuś jest pieskiem z zamojskiego schroniska, a drugą połowę dla Misia, który jest u mnie w BDT, choruje na serce i leki kosztują miesięcznie ponad 100,- do tego dochodzą wizyty u Kardiologa, co kilka m-cy koszt 150,- + jedzonko i podkłady. Mam nadzieję, że nikt nie wniesie sprzeciwu
-
Najnowsze wieści z Zulkowego domu: Dziękuję, u nas wszystko w porządku. Zula nabiera ciała, przytyła ok. 1kg a na spacerach jest bardzo „zabawowa” . Nauczyła się już chodzić na smyczy bez ciągnięcia – choć tu trzeba cały czas pilnować bo jest bardzo ciekawska, lubi wąchać - cały świat by obwąchała więc zapomina się ciągnąc do ciekawego miejsca. Doskonale dogaduje się ze swoimi ulubionymi znajomymi psami a do nowo poznanych lub nielubianych pozostaje z rezerwą. Często widuje się z Cavalierem mojej mamy i moją mamą, bardzo się zaprzyjaźniła z Ginger i co ciekawe bardzo lubi i ufa mojej mamie, potrafi usiąść obok niej na kanapie i prawie położyć łeb na kolanach - o głaskaniu jednak nie ma mowy. Z nami bez zmian, robi jak chce, jesli się zapomni albo czegoś wystraszy to potrafi na kolana wskoczyć, na co dzień może przyjść i powąchać twarz czy liznąć rękę ale za zwyczaj poza spacerami i byciem na smyczy unika dotyku i bliskości. Widać, że potrzebuje człowieka, ciągnie ją do ludzi, zazdrości Dafi czy Ginger bo je obserwuje gdy są blisko z nami, ale jednak lęk pozostaje. W dłuższej perspektywie wygląda to lepiej, patrząc na co dzień czy na „co tydzień” zmian nie widać ale jeśliby porównywać zachowanie w okresach miesięcznych to jednak idzie ku lepszemu… pozdrawiam serdecznie
-
Sądzę, że za chwilę Pani tak właśnie się poczuje, osaczona i pod presją. Tylko, że za chwilę przekroczę granicę między troską, a wtrącaniem się. Tego chcę uniknąć. Tyśka, bardzo trafnie to napisałaś. Nic dodać, nic ująć. Dlatego nie mam zamiaru wydzwaniać, jak nawiedzona, pytać codziennie o kupy, jedzenie, tabletki, zalecenia weta. Właściciel jest osobą odpowiedzialną za psa. Pani nie ma obowiązku mi się spowiadać. Pomogliśmy Żabci, teraz jest u siebie, dajmy Pani żyć.
-
Poker, zgadzam się z Tobą. Oddałam Żabkę właścicielce zgodnie z prawem i z moim sumieniem. Nie mogę wydzwaniać do Pani non stop, sprawdzać, dopytywać, żądać nr tel. do członków rodziny. Jestem zmęczona smsa-mi, które dostaję o każdej porze dnia i nocy, wmawianiem, że Pani na pewno nie będzie Żabki leczyć.
-
Perełko, kwestia leczenia była omówiona z Panią. Pani zapewniała, że będzie sunię leczyć, że w razie potrzeby wnuczka z Niemiec jej pomoże. Pani jest właścicielką, nie mogę dzwonić do wnuczki tej Pani do Niemiec i pytać, czy i jaką kwotę przeznaczy dla suni. Nikt nie ma obowiązku podać mi numeru, ani udzielać takich informacji. Nie można nikogo tak inwigilować.
-
Iza, dzięki, że się wcinasz. Wiesz, że ja jestem spokojna, ale do czasu. Nie oddałam suni prosto do piekła z Lucyferem w roli głownej mieszającym smołę w kotle, tylko do domu, gdzie sunia była od małego, gdzie ma ukochaną Panią jest kochana, śpi w łóżku. Pani w razie potrzeby a obiecaną pomoc finansową od drugiej wnuczki. Czy mam teraz wydzwaniać, śledzić Panią, wynająć detektywa? Może p. Rutkowski by się zajął sprawą? Ja jednak wolę zaufać.
-
Nie wiem, czy ktoś byl w schr. w Sosnowcu, czy przeglądał stronę. Padło imię kogoś z rodziny. Czy w tym momencie to jest ważne? Czy powinnam iść z dyktafonem do Pani, z kamerą, a może jeszcze z wykrywaczem kłamstw? Ile jeszcze i po co będzie analizowany temat szukania. Przecież ją znaleźli, Pani milion razy dziękowała, wycałowała nas, Naprawdę i Pani i Żabka były przeszczęśliwe, że znów są razem. Po co te analizy, co zrobił wet, czego nie zrobił, ten schroniskowy, czy ten drugi. Tak jak pisałam, na początku miałam obawy, które zniknęły po rozmowie telefonicznej na 99%, a po wizycie u Pani na 100%. Najpierw Pani, teraz ja a potem Aneta mamy udowodnić, że nie jesteśmy wielbłądami? Pewnie większość z Was wie, że jeśli chodzi o DS zawsze stawiamy z Anetą wysoko poprzeczkę. Tutaj nie było adopcji, lecz sunia wróciła do siebie, ale naprawdę gdyby było coś nie "halo" to nie zostawiły byśmy tam Żabki. Już nie mam zamiaru tracić czasu, ani energii na pisanie milion razy tego samego. Nie cofnie się czasu, a teraz sunia jest u siebie u boku ukochanej Pani. A inne psiaki czekają na naszą pomoc
-
Ewa, z całym szacunkiem, ale co i komu chcesz udowodnić? Ciągle sugerujesz, że Pani nie dbała o Żabkę, nie leczyła, nie szukała. Proszę nie rób z Pani potwora bez serca. To starsza osoba, dbała jak najlepiej umiała. Skoro nie szukała, to jakim cudem znalazła? Z mojej wiedzy wynika, że rodzina szukała w schronisku w Sosnowcu. Idąc tym tropem można zadać pytania czemu nie była wysterterylizowana, czemu uciekła itd. itp. Co do tego nieszczęsnego krwawienia, nie była u weta. Uważam, że powinna pójść, ale nie poszła czy mamy Ją teraz zlinczować? Tak jak napisała AgaG ropomacicze długo się rozwija, wetka też nam powiedziała, że często ludzie ignorują jednorazowe krwawienia. Co do przesądu, że Stary pies idzie sobie z domu, żeby umrzeć, dużo osób wierzy w coś takiego. Kur.... , nikt nie jest idealny, Ten kto mnie zna wie, że nie mam w zwyczaju kłamać. Wet kojarzył Żabkę, od razu wiedział, że przychodziła z miłą starszą panią. Są setki biednych psów w schroniskach, czekają na pomoc, może skupmy się na pomocy im. A Żabka niech żyje sobie z Panią, która ją kocha i dba najlepiej jak potrafi. Ewa naprawdę jestem Ci ogromnie wdzięczna za pomoc, ale proszę nie siej fermentu. Funia, gdyby nie Aga i Mysza wylądowała by w schronisku, też miała ropomacicze i starszą panią, która zignorowała krwawienia. .