-
Posts
285 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by bunia2010
-
Michał Wypij Dziś cała Polska patrzy na dramat psów ze schroniska w Sobolewie. Słusznie, bo krzywda zwierząt zawsze powinna poruszać sumienia. Ale warto pamiętać, że na Mazurach podobne piekło już zostało zatrzymane. W 2021 roku w Bystrym pod Giżycko psy umierały w ciszy. Głodne, chore, zapomniane. I wtedy pojawili się ludzie, którzy nie zgodzili się milczeć. Wtedy jako parlamentarzysta z Warmii i z Mazur wspólnie z aktywistką Angeliką Gniewkowską i Jej przyjaciółmi oraz z radnym giżyckim Pawłem Andruszkiewiczem powiedzieliśmy STOP i wypowiedzieliśmy wojnę złu. Dzięki determinacji i wsparciu społeczników około 170 psów odzyskało życie, a „schronisko grozy” zostało zamknięte decyzją prokuratury (nawet na moment nie zdejmowaliśmy presji z organów ścigania). Dziś winni stoją przed sądem. A ta historia zostaje z nami jako dowód, że zło nie jest niepokonane, o ile ktoś ma odwagę stanąć po stronie tych, którzy sami głosu nie mają. Dobro nie zawsze wygrywa od razu.
-
Małopolska Policja Kodeks właściciela psa - przypominamy podstawowe obowiązki posiadaczy psów Mówi się, że pies jest największym przyjacielem człowieka. Jego właściciel powinien jednak pamiętać, że z posiadania zwierzęcia - obok wielu radości – wynikają również obowiązki, z których należy się wywiązywać. Do jednostek Policji coraz częściej docierają informacje o przypadkach pogryzień osób lub zwierząt przez psy. Niejednokrotnie wynika to właśnie z braku właściwego nadzoru ze strony właściciela. Dlatego przypominamy podstawowe obowiązki właścicieli czworonogów. Nadzór nad psem – zachowanie środków ostrożności Ustawa z 21 sierpnia 1997 r. o ochronie zwierząt oraz ustawa z 20 maja 1971 r. Kodeks wykroczeń nakładają obowiązek należytej kontroli nad psem w miejscu ogólnodostępnym. Art. 77 Kodeksu wykroczeń mówi: „Kto nie zachowuje zwykłych lub nakazanych środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia, podlega karze ograniczenia wolności, grzywny do 1000 zł albo karze nagany”. „Zwykłe środki ostrożności” należy rozumieć jako środki przyjęte tradycyjnie czy zwyczajowo dla danego gatunku, z uwzględnieniem jego cech osobniczych oraz stopnia niebezpieczeństwa, jakie zwierzę może stwarzać. Konkretne środki ostrożności mogą wynikać także z prawa miejscowego, a wyraźny obowiązek wyprowadzania psa na smyczy lub w kagańcu można znaleźć w uchwałach rady miasta czy gminy. Natomiast nakazane środki ostrożności dotyczą właścicieli psów ras uznanych za agresywne. Zachowywanie środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia odnosi się zarówno do trzymania zwierzęcia w pomieszczeniu, na określonym terenie, jak i do wyprowadzania go na spacer, a także przewożenia, przykładowo w publicznych środkach lokomocji. Natomiast kwestia wyprowadzania psów do lasów została uregulowana przepisami art. 166 Kodeksu wykroczeń. Szczegółowe zasady przebywania z psem w miejscach publicznych określają regulaminy utrzymania czystości i porządku w miastach i gminach, a także regulaminy poszczególnych przewoźników, hoteli czy centrów handlowych. Ustawa o ochronie zwierząt w art. 10a ust. 3 stanowi: „zabrania się puszczania psów bez możliwości ich kontroli i bez oznakowania umożliwiającego identyfikację właściciela lub opiekuna”. Powyższy zakaz nie dotyczy terenu prywatnego, jeżeli teren ten jest ogrodzony w sposób uniemożliwiający psu wyjście. Należy podkreślić, że odpowiedzialność za zwierzę ciąży nie tylko na właścicielu, ale również na osobie, która w danym momencie sprawuje nad psem opiekę. Ofiarami ataku ze strony psa mogą być dzieci, rowerzyści czy też osoby starsze, dlatego wszyscy powinniśmy dbać o to, aby do takich sytuacji nie dochodziło. Wałęsające się po drodze lub wybiegające na nią nagle zwierzęta mogą być także przyczyną kolizji i wypadków. Należy podkreślić, że obowiązkiem właściciela zwierzęcia jest takie zabezpieczenie posesji, aby pies nie mógł samodzielnie wydostać się na zewnątrz – nawet jeśli potrafi otwierać bramę, furtkę czy inne zamknięcia. Jeśli „Twój” pies to potrafi – to nie jest „spryt”, tylko sygnał, że zabezpieczenia są niewystarczające. Odpowiedzialność za to, by pies nie opuszczał samodzielnie posesji, zawsze spoczywa na właścicielu. Obowiązek szczepień i opieki zdrowotnej Każdy właściciel psa powinien pamiętać o obowiązkowych szczepieniach ochronnych. Obowiązkowemu ochronnemu szczepieniu przeciwko wściekliźnie, zgodnie z ustawą z dnia 11 marca 2004 r. o ochronie zdrowia zwierząt oraz zwalczaniu chorób zakaźnych zwierząt podlegają psy powyżej 3 miesiąca życia. Posiadacze psów są obowiązani zaszczepić psy przeciwko wściekliźnie w terminie 30 dni od dnia ukończenia przez psa 3 miesiąca życia, a następnie nie rzadziej niż co 12 miesięcy od dnia ostatniego szczepienia. Niedopełnienie tego obowiązku stanowi wykroczenie z art. 85 ust. 1a wspomnianej ustawy, a dopilnowanie tego obowiązku może mieć dla właściciela istotne znaczenie w przypadku pogryzienia osoby trzeciej przez psa. Również leczenie psa jest obowiązkiem ciążącym na jego właścicielu, który wynika z ustawy o ochronie zdrowia zwierząt i zwalczaniu wśród nich chorób zakaźnych. Zapewnienie właściwych warunków bytowych Zgodnie z ustawą o ochronie zwierząt, każdy właściciel psa powinien zapewnić mu odpowiednie warunki bytowe. Oznacza to konieczność zapewnienia schronienia chroniącego przed zimnem czy upałem, opadami atmosferycznymi oraz z dostępem do światła dziennego. Miejsce utrzymania musi umożliwiać psu swobodną zmianę pozycji ciała, a także niezbędny ruch. Właściciel ma również obowiązek zapewnić psu odpowiednie pożywienie oraz stały dostęp do wody. Zabronione jest trzymania psa na uwięzi w sposób stały dłużej niż 12 godzin w ciągu doby. Uwięź nie może powodować urazów ani cierpień zwierzęcia, a jej długość nie może być mniejsza niż 3 metry. Naruszenie tych przepisów stanowi wykroczenie określone w art. 37 ustawy o ochronie zwierząt, za które sąd może orzec dodatkowo nawiązkę na rzecz organizacji zajmującej się ochroną zwierząt oraz przepadek zwierzęcia. Obowiązek uzyskania zezwolenia na posiadanie psa rasy uznanej za agresywną Posiadanie psa rasy uznawanej za agresywną zgodnie z zapisami ustawy o ochronie zwierząt wymaga zezwolenia wydanego przez wójta (burmistrza, prezydenta miasta) właściwego ze względu na planowane utrzymywania psa na wniosek osoby zamierzającej utrzymywać takiego psa. Zezwolenie należy uzyskać przed rozpoczęciem posiadania takiego psa. Obowiązek ten ma charakter bezwzględny i nie zależy od charakteru psa ani warunków, w jakich był dotychczas utrzymywany. Aby otrzymać to zezwolenie, właściciel musi zapewnić, że pies będzie utrzymywany w warunkach i w sposób, które nie stanowią zagrożenia dla ludzi lub zwierząt. Wykaz ras psów uznawanych za agresywne określa Rozporządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 28 kwietnia 2003 r. Zakaz handlu zwierzętami domowymi na targach, giełdach i targowiskach W Polsce obowiązuje ścisły zakaz handlu zwierzętami domowymi (w szczególności psami i kotami) na targach, giełdach i targowiskach. Przepisy te mają na celu przeciwdziałanie tzw. pseudohodowlom oraz ochronę zwierząt przed złymi warunkami przetrzymywania. Zakaz ten nie dotyczy schronisk dla zwierząt oraz legalnie działających organizacji społecznych, których celem jest ochrona zwierząt. Handel zwierzętami na targowiskach stanowi wykroczenie określone w art. 37 ustawy o ochronie zwierząt. Sąd może dodatkowo orzec nawiązkę na rzecz organizacji zajmującej się ochroną zwierząt oraz przepadek zwierząt. Gdzie najlepiej zgłosić niewywiązywanie się z obowiązków właściciela psa? Przypadki zaniedbywania obowiązków wobec psa należy zgłaszać odpowiednim instytucjom m.in. Policji, Straży Miejskiej/Gminnej, Inspekcji Weterynaryjnej, Urzędom Gmin (Wydział Ochrony Środowiska), czy właściwym organizacjom społecznym zajmującym się ochroną zwierząt. Skuteczna reakcja wymaga współdziałania podmiotów, ponieważ każda z instytucji posiada inne uprawnienia i możliwości działania. Podsumowanie Właściwa opieka nad psem to nie tylko przestrzeganie przepisów prawa, ale także kierowanie się zdrowym rozsądkiem i odpowiedzialnością. Codzienne decyzje właściciela mają wpływ na bezpieczeństwo zwierzęcia, innych ludzi oraz porządek w przestrzeni publicznej, dlatego nie należy pozostawać obojętnym i warto zgłaszać wszelkie przypadki zaniedbań. https://malopolska.policja.gov.pl/krk/aktualnosci/aktualnosci/67987,Kodeks-wlasciciela-psa-przypominamy-podstawowe-obowiazki-posiadaczy-psow.html
-
Prawda o DIOZ 2.0 Chcę Wam opowiedzieć historię, której prawdopodobnie nie znacie historię, która pokazuje skalę patologii w środowisku, które rzekomo walczy o dobro zwierząt. Rok temu pewien pies został odebrany w dramatycznych warunkach. Ludzie zareagowali zebrano ponad 20 tysięcy złotych na jego ratowanie. Miało być leczenie, miało być poprawienie jego życia. Miało być prawdziwe ratowanie. A po roku? Stan psa jest prawie identyczny: te same zmiany wokół oczu, brudna i skołtuniona sierść, zero widocznej poprawy dobrostanu. I uwaga: nikt tego nie neguje. Osoby, które były zaangażowane w wolontariat w tym miejscu rozpisują się, że to przecież jest dobre miejsce cudowne miejsce i super warunki. Tylko teraz nie rozumiem że skoro to są dobre warunki to co dla tych osób jest ze złymi warunkami? Bo stojący pies w kojcu 1,5m na 2 m z wygryzione nieocieplony budą w organizacji prozwierzęcej jest ok, ale u prywaciarza czy u rolnika DO ODBIORU ! Jeśli po roku pies nadal cierpi, to nie była pomoc to było utrzymywanie problemu przy życiu dla medialnego efektu. W tym samym czasie Konrad Kuźmiński osoba publicznie występująca jako „obrońca zwierząt” próbuje wszystko tłumaczyć słowami: „To wina systemu, rządu, brak wsparcia”. Czyli klasycznie: wszyscy winni, tylko nie ci, którzy faktycznie trzymają zwierzęta. Zwierzęta odbierane innym ludziom z dużo lepszych warunków trafiały w miejsca, gdzie dobrostan wcale się nie poprawiał, ale o tym mówi się ciszej. Plotki krążą, że cała medialna nagonka między pseudo-ratownikami to właśnie jego robota bo to nic innego jak wojna o wpływy, pieniądze i zasięgi, a nie o zwierzęta. Jedni nagrywają drugich, byle tylko odwrócić uwagę od własnych problemów. Czy to prawda? Nie wiem. Ale jedno jest pewne: na tej wojnie przegrywają zwierzęta. Kiedy Kanał Zero odwiedził Bielawskiego, zobaczył chaos, zaniedbania, a nawet trupy zwierząt w szafie obraz dramatyczny, nie do obrony. Gdy odwiedzili Kuźmińskiego – wszystko wyglądało idealnie, poukładane, przygotowane do medialnego show. Redakcja musiała czekać 30 minut pod drzwiami, zanim ich wpuszczono. Obraz idealny w mediach, fakty… druga sprawa. Nie możemy też pominąć live’ów, które robią osoby deklarujące walkę o dobro zwierząt. Beata Krupianikowa, rozchisteryzowana, półprzytomna nagrywa swoje dramatyczne wypociny, lamentuje nad Bielawskim i tłumaczy, że on jest biedny, pokrzywdzony, a pies… no cóż, pies nadal cierpi. To nie jest ratowanie. To cyrk na kółkach, gdzie emocje i dramat zastępują prawdziwe działania. Nie można też pominąć faktu, że Dorota Rabczewska zakłada zbiórkę dla Bielawskiego czyli człowieka, który wcześniej znęcał się nad zwierzętami odbieranymi innym ludziom, a teraz ma medialną obronę i wsparcie gwiazd. Pieniądze płyną i rozemocjonowane pseudopomagaczki krzyczą...efekt? ŻADEN. A teraz wisienka na torcie - Sobolew. To miejsce, które budzi mieszane uczucia - czy naprawdę było potrzebne, żeby zamykać Stobolew i zabierać zwierzęta? Bo to, co teraz dzieje się z tymi zwierzętami, jak je przekazują i co z nimi robią, jest skrajnie nienormalne. I teraz uwaga: z Drewnika zrobili „zwyrola”, a Bielawskiego robią bohatera. To obraz całkowitego odwrócenia uwagi i hipokryzji w tym środowisku wszystko medialnie ustawione, a zwierzęta nadal cierpią. Jeśli ktoś po przeczytaniu tego nie widzi problemu, wystarczy spojrzeć na psa. On mówi sam za siebie. A ten nieprofesjonalny obrazek dedykuję Pani Beata Krupianik , której najwyraźniej rozjechały się perony!
-
Pracownik Inspekcji Weterynaryjnej Mordownia w Kuflewie? Patoazyl? Ślepka nadal przebywa w „azylu” Pogotowia dla zwierząt. Jest zabezpieczona, uratowana. Nic jej już nie grozi i nie cierpi, bo prawdopodobnie nie żyje. A może to inna Ślepka? Kto by się doliczył, kto by wnikał. Przecież można psy zabrać z jednej mordowni i wrzucić do gorszej. Nikt tego nie sprawdzi i nikt nie zweryfikuje. Kontrola Powiatowego Lekarza Weterynarii w Mińsku Mazowieckim ujawniła nieprawidłowości, których na żadnej konferencji prasowej nikt nie omówi, bo Mordownia w Kuflewie nie jest zarejestrowanym schroniskiem. Do mordowni przyjeżdżali wolontariusze i nic im nie zaświtało? A może oni ślepi byli? Dzisiaj jak przyjechali dziennikarze to już posprzątane było. Już wywieźli. Nie chce mi się tego nawet komentować. Przecież to takie miejsce wspaniałe, gdzie 30 bud od Dody pojechało… Kiedyś jedna pani z fundacji napisała komentarz: Dożyliśmy czasów kiedy o ochronie zwierząt decydują ludzie głupi. Zgadzam się z panią pani prezes…
-
Ministerstwo o sprawie utrzymywania zwierząt w Kuflewie 06.02.2026 Powiatowy Lekarz Weterynarii w Mińsku Mazowieckim skierował zawiadomienie do Prokuratury Rejonowej w Mińsku Mazowieckim o możliwości popełnienia przestępstwa po tym, jak stwierdził niehumanitarne traktowanie i łamanie praw zwierząt w nielegalnym schronisku w miejscowości Kuflew (gmina Mrozy) pod nazwą „Pogotowie dla zwierząt”. Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi pozostaje w bieżącym kontakcie ze służbami odpowiedzialnymi za wyjaśnienie sprawy. – Tu nie chodzi o pomaganie. Tu mówimy o przypadku, kiedy ktoś przejmuje psy, organizuje zbiórkę, a później w okrutny sposób się ich pozbywa. Z tym będziemy walczyć. Ochrona zdrowia i dobrostanu zwierząt to obszar, który traktujemy priorytetowo. W każdej sytuacji, w której pojawiają się sygnały mogące wskazywać na naruszenie przepisów, właściwe służby muszą działać szybko i zgodnie z prawem. Tak jest również w tym przypadku – podkreśla minister rolnictwa Stefan Krajewski. Czego dotyczyły podjęte działania Czynności prowadzone na terenie posesji w Kuflewie dotyczyły przede wszystkim warunków, w jakich przebywały psy i koty, oraz skali działalności prowadzonej w tym miejscu. Ich celem było ustalenie, czy sposób utrzymywania zwierząt spełnia wymagania określone w obowiązujących przepisach oraz czy skala i sposób działania pozostają zgodne z prawem. Na miejscu inspektorzy zastali 212 psów i 16 kotów. Były to zwierzęta odławiane na terenie gminy Mrozy, ale też przetransportowane z innych schronisk, w tym również z Sobolewa, ale też te, które zostały odebrane właścicielom. Za małe klatki, budy bez ocieplenia, kojce z uszkodzonym ogrodzeniem W trakcie prowadzonych czynności sprawdzono m.in. wielkość kojców, dostęp zwierząt do wody oraz zabezpieczenie przed niskimi temperaturami. Zebrana dokumentacja obejmuje informacje dotyczące przebywania zwierząt w zbyt małych kojcach, przypadków braku dostępu do wody lub jej zamarznięcia, a także warunków bytowych w okresie niskich temperatur. Stanowisko osoby prowadzącej działalność i jego weryfikacja Osoba prowadząca działalność pod wskazanym adresem wskazywała, że utrzymuje zwierzęta prywatnie, w ramach gospodarstwa domowego, a przebywające tam psy i koty trafiają na posesję czasowo, m.in. jako bezdomne, porzucone lub przekazywane przez inne podmioty. Zgromadzone informacje wskazują jednak, że liczba zwierząt, ich częsta rotacja oraz zorganizowany charakter działań wykraczają poza zwykłe utrzymywanie zwierząt w gospodarstwie domowym. Okoliczności te będą dalej analizowane przez właściwe organy. Działania Inspekcji Weterynaryjnej i dalsze kroki Inspekcja Weterynaryjna podjęła działania mające na celu poprawę warunków bytowych zwierząt oraz zebranie dokumentacji, niezbędnej do dalszego postępowania. Zebrane materiały trafiły do właściwych organów. Na podstawie tych ustaleń zawiadomiono prokuraturę. Dalsze czynności realizują uprawnione instytucje w ramach swoich kompetencji. Sprawa w toku Ministerstwo monitoruje sytuację i pozostaje w bieżącym kontakcie z właściwymi służbami – zaznacza minister Stefan Krajewski. - To kolejny przykład, że system wymaga radyklanych zmian. Bo są tak zwane azyle, przytuliska, hotele, które działają poza systemem, bez kontroli, krzywdzą zwierzęta, a reklamują się jako te, które im pomagają. Stop dręczeniu zwierząt. Stop pseudohodowlom i wszelkim patologiom. Początkiem, żeby zrobić z tym porządek jest KROPIK - ustawa o czipowaniu – dodaje Minister.
-
Ujawniamy nieprawidłowości w świecie prozwierzęcym Znalezione w sieci: „Na Psi temat” 12.05.2022 r. Tylko w Polsce! Diler i złodziej zabierają choremu dziecku psa. Nikt nie pomoże dziewczynce? Pierwszy to JAKUB SZWETER, skazany lata temu za handel narkotykami. Złapany po nieudolnej ucieczce i pościgu policyjnym. Skazany prawomocnym wyrokiem. Później znany jako aktywista Pogotowia dla zwierząt. Drugi to lider tej organizacji, GRZEGORZ BIELAWSKI Ten z kolei usłyszał już wiele wyroków. Najczęściej za kradzież psów, co w języku prawnym nazywało się zazwyczaj przywłaszczeniem. Lista grzechów tego drugiego i Pogotowia dla zwierząt jest długa. Doprowadziła do zawieszenia stowarzyszenia przez sąd. Bielawski działa jednak dalej. Założone zostało drugie stowarzyszenie, o tej samej nazwie i z tym samym logotypem (tyle, że już nie jako stowarzyszenie rejestrowe, a zwyczajne). To w jego imieniu działa Jakub Szweter. Były diler wtargnął pod pretekstem ratowania życia i zdrowia psa do prywatnego mieszkania w Jastrzębiu Zdroju i zabrał zwierzę kochającej go autystycznej dziewczynce, Amelce. Obecnie pies jest pod „pieczą” tego drugiego – Bielawskiego. Krąg prozwierzęcych „asów” się zamyka. Matka dziecka – pani Magda – poruszyła jednak niebo i ziemię, aby psa odzyskać. Sprawa najprawdopodobniej zakończy się w sądzie. – 6 maja wpłynęło do nas zawiadomienie o tym, że pies, o którego Pan pyta, został odebrany właścicielowi (zawiadomienie mówi o odebraniu zwierzęcia w trybie art. 7. ust. 3. ustawy o ochronie zwierząt). Odbioru dokonał przedstawiciel Stowarzyszenie „Pogotowie dla Zwierząt” bez udziału policji i strażnika miejskiego. Prezydent Miasta nie był o tym informowany z wyprzedzeniem. W tej chwili toczy się postępowanie i zbieramy dowody w tej sprawie. Na ich podstawie będziemy wydawać decyzję – o odbiorze psa właścicielowi lub o jego zwróceniu do opiekunów – poinformowała NaPsiTemat.pl Barbara Englender z Urzędu Miasta w Jastrzębiu Zdroju. – Panowie Jakub Szweter i Grzegorz Bielawski są znani Powiatowemu Lekarzowi Weterynarii w Wodzisławiu Śląskim z wcześniejszych interwencji przeprowadzanych na terenie działalności PLW w Wodzisławiu Śląskim, natomiast nigdy nie współpracowaliśmy z żadnym z tych Panów – odcina się od interwencji Szwetera i Bielawskiego Wojciech Białoń, Powiatowy Lekarz Weterynarii, tłumacząc, że asysty tego typu nie są obligatoryjnie ustawowymi kompetencjami PLW. Jastrzębska policja nie komentuje sprawy, ale informuje, że prowadzi postępowania (w przedmiocie samego odbioru i zakłócenia miru domowego). ADDENDA do "aktywności" Grzegorza Bielawskiego zestawienie zaledwie części wyroków: I Ns 1061/15 Sąd Rejonowy w Trzciance I Wydział Cywilny - sprawa o delegalizację Pogotowia dla Zwierząt. Ze względu na powiązania towarzyskie Grzegorza Bielawskiego z w/w prokuraturą i domniemanie braku obiektywizmu w ocenie materiału dowodowego - sprawa przeniesiona do Prokuratury Rejonowej w Pile. KOA/2566/ Oś/09 - decyzja Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Warszawie z dnia 7.12.2009- w przedmiocie bezprawnego zabrania zwierząt ze schroniska w Korabiewicach przez Pogotowie dla Zwierząt; decyzja prawomocna - psy do dnia dzisiejszego nie zostały zwrócone artykuł z „Gazety Współczesnej” z dnia 26.05.2010 r. - „To skandal! Pogotowie dla Zwierząt odebrało psy. Pod ich opieka zdechły!” faktura FV 103/2010 z dnia 15.11.2010 Przychodni Weterynaryjnej „Homeopatia” w Komornikach - nie uregulowana do dnia dzisiejszego pismo Lecznicy Weterynaryjnej „Homeopatia”- załącznik do faktury FV 103/2010 TVP z dnia 17.01.2011 r. - „Hodowca psów kontra Pogotowie dla Zwierząt” 21.05.2011r. kradzież z posesji 14-letniej suki rasy ON pod nieobecność właścicieli przez Pogotowie dla Zwierząt ;poszkodowany Tadeusz Groenwald-Poznań - los psa nieznany informacja internetowa Pogotowia dla zwierząt o sprzedaży psów do Niemiec 5 Ds. 1212/12 pismo Prokuratury Rejonowej w Wołominie z dnia 13.03.2013 ( dot. sprawy – znęcania się nad psami przez Pogotowie dla Zwierząt w hotelu dla psów w miejscowości Sekłak 15 gm.Korytnica RSD – 541/125 w zw. z Ds. 1212/12 notatka urzędowa Zespołu Kryminalnego Policji w Jadowie z przeszukania w miejscowości Sekłak 15 - z dnia 05.03.2013 r. III K 280/13 wyrok Sądu Rejonowego w Wołominie z dnia 25.04.2013 r. - dot. kradzieży 12 psów rasowych w miejscowości Strachów z mieszkania prywatnego Katarzyny Królak zam. Strachów na szkodę Katarzyny Królak - los psów nieznany 5DS 1212/12 Prokuratura Rejonowa w Wołominie -dot. bezprawnych zbiórek pieniędzy przez Pogotowie dla Zwierząt na niedźwiedzie nie będące pod ich opieką ( przebywały w Fundacji „Niedźwiedź w Korabiewicach). wydruk ze strony internetowej Hundehilfe Polen z dnia 4.01.2012 r. - dot. apelu o przekazywanie darowizn na konto Pogotowia dla Zwierząt na zwierzęta ze schroniska w Korabiewicach, nie będące pod ich opieką .(wyłudzanie) przykładowa lista wpłat dokonywanych przez niemieckich darczyńców II K 226/12 wyrok Sądu Rejonowego w Zyrardowie wyrok Sądu Rejonowego w Żyrardowie z dnia 11 07.2014 r. czyn z art.222 § 1 k.k; wyrok prawomocny 713/14 IIK Sąd Rejonowy w Poznaniu - sprawa kradzieży przez Grzegorza Bielawskiego w dniu 12/13.10 2008 12 papug,26 psów rasy king charles cavaliere,1 kota zwierząt - hodowlanych utytułowanych na wystawach światowych o wielkiej wartości hodowlanej pokrzywdzona Zuzanna Domańska – Poznań; mimo decyzji Prezydenta m. Poznania o zwrocie psów wyrok skazujący – los zwierząt nieznany IV S.A./Po 504/12 wyrok NSA w Poznaniu z dnia 3.10.2012 r. podtrzymujący decyzję Prezydenta m. Poznania orzekającą o odmowie odbioru zwierząt i nakazującą zwrot zwierząt pokrzywdzonej ;( zał.16) wyrok prawomocny; zwierzęta do dnia dzisiejszego nie zostały zwrócone IISA 254/12 wyrok WSA w Poznaniu uchylający decyzje o odbiorze psów; - wyrok prawomocny; - do dnia dzisiejszego psy nie zostały zwrócone decyzja UM w Ursusie z dnia 22.06.2012 r. w przedmiocie odmowy zgody na odebranie suki imieniem Kora pies został ukradziony z posesji przez Pogotowie dla Zwierząt pod nieobecność właściciela – a następnie uśmiercony – pokrzywdzony Zdzisław Pogorzelski- Warszawa-Ursus VII KO 536/15- Sąd Okręgowy w Poznaniu - dot. kradzieży zwierząt oraz rasowych psów king charles spaniel z zarejestrowanej w Związku Kynologicznym hodowli Zuzanny Domańskiej; pokrzywdzona Zuzanna Domańska Poznań skazanie-wyrok prawomocny IV S.A./Po 184/12- wyrok WSA w Poznaniu w przedmiocie bezprawnego zawłaszczenia psa rasy american staffordshire orzeczenie prawomocne- los psa nieznany SKO.41/3010/SD/215 dot. odmowy Wójta Gminy Chodel wydania postanowienia o odbiorze przez Pogotowie dla Zwierząt” 21 psów rasy buldog francuski; pokrzywdzeni: Mariusz i Katarzyna Wawer;- psy nie zostały zwrócone; bezprawnie dokonano ich okaleczenia - los psów nieznany II K 767/15 Sąd Rejonowy w Opolu - kradzieży 21 psów rasy buldog francuski – pokrzywdzeni w/w ; termin rozprawy 28.01.2016 II K 349/15 Sąd Rejonowy w Tomaszowie Mazowieckim - dot. kradzieży psa rasy shit-zu; naruszenia przez Grzegorza Bielawskiego miru domowego, naruszenie nietykalności cielesnej kobiety w ciąży oraz 4-letniego dziecka- - poszkodowana Żaneta Kaczmarek – Tomaszów Maz. II K 490/15 Sąd Rejonowy w Ostrołęce - sprawa kradzieży przez Grzegorza Bielawskiego psa rasy bokser IV K 178/15 Sąd Rejonowy dla Warszawy Żoliborza - dot. kradzieży ok. 40 psów rasy yorkshire terrier ; - wyrok prawomocny PG i K 604/15 – Komenda Powiatowa Policji w Tomaszowie Mazowieckim - dot. znalezionych w prowadzonym przez Pogotowie dla Zwierząt schronisku w Tomaszowie Mazowieckim – dużej ilości leków niewiadomego pochodzenia, mogących służyć m.in. do uśmiercania psów -wyrok nakazowy Sądu Rejonowego w Wołominie z dnia 29.04.2015 r.dot. zawłaszczenia 40 psów rasy yorkshire terrier przez Grzegorza Bielawskiego; właściciele Aneta i Dariusz Kaliccy -Ząbki wyrok prawomocny;zasądzone odszkodowanie nieściągalne -psy do dnia dzisiejszego nie zostały zwrócone III Ds 338/15 Prokuratura Rejonowa w Jastrzębiu Zdroju - Żory – kradzież przez Grzegorza Bielawskiego 140 rasowych psów oraz 43.000 zł, wymuszenie podpisania zrzeczenia –pokrzywdzony Zbigniew Ponikwia; 13.08.2015 kradzież szczeniaka rasy labrador przez Grzegorza Bielawskiego Tomaszów Maz.. Sąd Rejonowy w Poznaniu IX Wydział Gospodarczy sygn. akt PO.IX NS-REJ KRS/003658/14/645 wyrokiem z dnia 04.06.2014 roku pozbawił Pogotowie dla Zwierząt z Trzcianki KRS 0000105547 z prezesem Grzegorzem Bielawskim statusu Organizacji Pożytku Publicznego z powodu nieprawidłowości rozliczeń finansowych przy organizacji zbiórek pieniędzy, podarków itp. dokumentowania i raportowania takich akcji publicznych. Pokrzywdzony Szymon Wysokiński- Międzyrzec Podlaski Bielawski ukradł i wywiózł w nieznane konie ( ilość nieznana) I Ns 1061/15- Piła- delegalizacja Pogotowia wydruk ze strony internetowej ” Pogotowia dla Zwierząt” - mimo odebranie prawa do odpisów z 1% Pogotowie nadal ogłasza, że jest do tego uprawnione linki forów internetowych dotyczące działalności „ Pogotowia dla Zwierząt i Grzegorza Bielawskiego: 1. E:\ORGANIZACJE\POGOTOWIEdla zwierząt\FB\fb aniela.mht 2. http://www.dogomania.pl/.../122835-Pozna%C5%84-KOSZMAR-W... 3. http://www.dogomania.pl/.../134083-PiSdZ-Likwidacja... 4. http://www.dogomania.pl/.../117469-Pitbulle-z.../page22... 5. http://www.dogomania.pl/.../145682-Gdzie-jest-Czarny-..... 6. http://www.dogomania.pl/.../126558-PiSdZ-Pytania-pytania... 7. http://www.dogomania.pl/.../134131-**Bernardyn.../page2... 8. http://emir.eev.pl/viewtopic.php?t=215&postdays=0... 9. http://picasaweb.google.pl/.../k6lNq7t_fskf8LgnGB4jkA... 10. http://www.interwencja.polsat.pl/.../News,6271/index.html... o uśmierceniu KORY(Zdzisław Pogorzelski 11. https://www.facebook.com/kora.owczarek.5?fref=ts 12. https://www.facebook.com/stop.bezprawiu.grzegorza 13. https://www.youtube.com/watch?v=Eg5gkDjceoo... 14. https://www.youtube.com/watch?v=s_2rIIEMHjc... 15. https://www.youtube.com/watch?v=hKD- 16. https://www.facebook.com/stop.bezprawiu.grzegorza/ 17. https://www.asta24.pl/.../8-miesiecy-wiezienia-za... 18. https://plus.gloswielkopolski.pl/poznan.../ar/c1-14481585 19. /https://plus.gloswielkopolski.pl/sad-nakazal.../ar/13027548 20. https://plus.gloswielkopolski.pl/pogotowie.../ar/13703585 21. https://plus.gloswielkopolski.pl/maja-pomagac.../ar/12181888 22.https://www.facebook.com/fundacjagrandagro/posts/206880931908360 LISTA DO UAKTUALNIENIA! oprac.KS zdj.internet
-
Ruch Ludzi - Prawa Zwierząt Sejm Rzeczypospolitej Polskiej komisja nadzwyczajna d/s zwierząt , Na stronie Stowarzyszenie Obrona Zwierząt jest odpowiedź na nasze pytanie: DLACZEGO PROJEKT TADEUSZA WYPYCHA pt. UCYWILIZOWAĆ TRAKTOWANIE BEZDOMNYCH ZWIERZĄT JEST OD LAT IGNOROWANY I KOMU NA TYM ZALEŻY ? Zgadzamy się z tą odpowiedzią w całości, też uważamy, że to właśnie Ci którzy procedują projekty nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt są winni obecnej tragedii zwierząt w Polsce, druk 700, druk 636, druk 637, ustawa łańcuchowa- kojcowa. ------------------- Odpowiedź: ''DLACZEGO PROJEKT ZMIANY PRAWA TADEUSZA WYPYCHA JEST OD LAT IGNOROWANY? My znamy odpowiedź na to pytanie. Jest bardzo prosta. Otóż projekt ten proponuje LIKWIDACJĘ BEZDOMNOŚCI ZWIERZĄT W POLSCE https://www.boz.org.pl/ucyw/index.htm. Jego postulaty de lege ferenda nie są pozorną zmianą, ale stworzeniem od nowa kompleksowego i racjonalnego systemu prawnej ochrony zwierząt. A to już jest nie do przyjęcia przez celebrytów z organizacji otrzymujących każdego roku miliony zł, choćby z tytułu 1,5% i licznych zbiórek. To się w głowie nie mieści posłom-osłom z parlamentarnych kół, komisji i innych ciał bezwładnościowych, to przekracza wyobrażenie hycli, zarządców schronisk, samorządu lekarsko-weterynaryjnego, hodowców, producentów karmy i wszelkiej maści cwaniaków, zarabiających na bezdomności zwierząt. Bo króliczek musi być goniony. Bo różne Śliwy-Łobacz, Bielawskie i OTOZ-y muszą mieć powód do kolejnych spektakularnych interwencji i brylowania w mediach, bo przeróżne gremia muszą się w nieskończoność spotykać i debatować o problemie, a przy okazji trzaskać sobie słitfocie. Bo publika musi być grzana kolejnymi doniesieniami o bestialstwie i mordowniach, wyrażać oburzenie i oczywiście wpłacać pieniądze "na ratowanie". Bo petbiznes musi się kręcić ... ---------- Tadeusz Wypych. # Justyna Jabłońska: O co chodzi z tym pana projektem dotyczącym prawa ochrony zwierząt? Tadeusz Wypych: Projekt naprawy prawa, który firmuję swoim nazwiskiem, powstawał przez wiele lat przy udziale osób i organizacji zajmujących się pomocą bezdomnym zwierzętom, zainteresowanych powodami naszej powszechnej bezsilności wobec tego problemu. Utworzona przez nas baza szczegółowych danych z gmin i schronisk (Monitor BOZ, http://www.boz.org.pl/monitor) służy nie tylko samej statystyce, ale także ujawnianiu i opisaniu mechanizmów ekonomicznych i prawnych prowadzących do narastania problemu humanitarnego i bezsensownych kosztów ponoszonych przez gminy. Dane z bazy pozwalały nam wszczynać liczne postępowania karne, administracyjne i cywilne, co z kolei pozwalało na szczegółowy wgląd w to, jak działa aktualne prawo. Na tej podstawie proponujemy radykalną zmianę modelu działania władzy publicznej w tym zakresie. # J.J. Co ma zmienić ten projekt? T.W. Nasz projekt jest pierwszym, który stawia sobie za cel likwidację problemu bezdomnych zwierząt, tzn. sprowadzenie go do zjawiska marginesowego, jakim jest w cywilizowanych krajach. Wszystkie dotychczasowe nowelizacje prawa w tej dziedzinie doprowadziły do tego, że zwierząt bezdomnych jest w Polsce coraz więcej, a branża zajmująca się nimi ma coraz większe obroty i dochody. Wskazujemy, że istotnym źródłem problemu jest zła jakość prawa. Ustawa o ochronie zwierząt przyjęta w 1997 r. była bardzo ułomna, a jej kolejne nowelizacje w zakresie problemu bezdomnych zwierząt prowadziły w istocie do nakręcania tego biznesu. # J.J. Czyli poza oczywistym humanitarnym, problem ma wymiar ekonomiczny? T.W. Gminy przeznaczają corocznie ponad 200 milionów złotych na zajmowanie się bezdomnymi zwierzętami. Pieniądze wykładają też sami obywatele, odpisując jeden procent PIT, wpłacając darowizny, uczestnicząc w zbiórkach na ratowanie konkretnych zwierząt. Te kwoty rosną z roku na rok, ale wraz z nimi rośnie też liczba zwierząt wymagających publicznej. Ta tendencja utrzymuje się od wielu lat i jest to jawny absurd, na który trudno zamykać oczy. Dorobiliśmy się już schronisk stanowiących prawdziwe fermy przemysłowego chowu tysięcy bezdomnych psów za publiczne pieniądze. To niemal nowa branża gospodarki narodowej. # J.J. Wiadomo dlaczego tak się dzieje? T.W. Myślę, że możemy tu już mówić o działaniu lobby. Lobby pet-biznesu, czyli rzeszy podmiotów, a zatem też z wynikającej z tego ich deprecjacji, czego przejawem jest bezdomność. Wiele jest podmiotów zainteresowanych tym, by zwierząt domowych było jak najwięcej, a obrót nimi jak najbardziej intensywny. Poczynając od hodowców psów i kotów, poprzez producentów karmy i akcesoriów dla zwierząt, lekarzy weterynarii, a kończąc na przedsiębiorcach i organizacjach prowadzących schroniska. Lobby to silnie apeluje do powszechnej empatii dla zwierząt, a te emocje łatwo poddają się różnym formom manipulacji.'' Wywiad z Tadeuszem Wypychem https://www.facebook.com/RuchLudziPrawaZwierzat/posts/pfbid02wzkfx73UJpyiguTBUPkWsgrVxhL6UBCFKERMXubxpZg2aKe9LqC9N8oRob7xszNCl
-
Pies Na Warsztacie Ochrona zwierząt po polsku: mit nietykalności, moralny szantaż i prawna fikcja Nie chciałam już tego komentować. Bo to temat bez dna. Patologia, która w obecnym stanie prawnym nie ma prawa się skończyć. I dopóki nie nastąpi realna rewolucja - nie lifting, nie poprawki, tylko rozpieprzenie tego systemu w drobny mak i zbudowanie go od nowa przez ludzi kompetentnych będziemy oglądać kolejne afery, kolejne „interwencje” i kolejne ofiary. Zwierzęce i ludzkie. To, że przez chwilę było u mnie ciszej, nie znaczy, że nie widzę. Widzę bardzo dobrze. Widzę też próby zabłyśnięcia, odgrzewania mitów i opowiadania ludziom bajek, które mają jedno zadanie: utrzymać poczucie bezkarności. I wtedy pojawia się wypowiedź przedstawicielki organizacji prozwierzęcej. Organizacji, która miała realny wpływ na to, jak wygląda obecna Ustawa o Ochronie Zwierząt. Tak, tej ustawy, która dziś jest idealnym narzędziem do chaosu, nadużyć i grania na emocjach. Dziękuję. Naprawdę. Efekty tej pracy widzimy wszyscy. „Nie mogą nic” ...kłamstwo powtarzane do znudzenia Od lat słyszymy: PIW nie ma prawa to prywatny teren to fundacja to nie schronisko to przekroczenie uprawnień Perfekcyjnie wyćwiczona narracja, karmienie ludzi bez znajomości prawa, za to z pełną świadomością, że strach i autorytet „ratownika zwierząt” zrobią swoje. Tak, organizacje społeczne: nie mają uprawnień kontrolnych nie są organami państwowymi nie mają prawa wejścia na teren prywatny bez zgody właściciela nie mają prawa stosować przymusu nie mają prawa udawać inspekcji, straży ani policji I to jest fakt. Czarno na białym. W dokumentach. W stanowiskach ministerstwa. W orzecznictwie. Ale z tego nie wynika, że wszystko inne wolno. „To nie schronisko” - magiczne zaklęcie środowiska Jednym z największych przekrętów systemowych są: „przytuliska”, „azyle”, „domy tymczasowe”, „punkty ratunkowe”. Nie są schroniskami. Nie są zgłoszone. Nie spełniają wymogów. Nie podlegają standardom. ALE: * przetrzymują dziesiątki, setki zwierząt * decydują o ich losie * prowadzą zbiórki * wywierają presję * straszą ludzi * pouczają, oceniają i moralizują Czyli robią dokładnie to, co schroniska, tylko bez odpowiedzialności. Prawo nie jest aż tak głupie, jak niektórzy by chcieli. Prawo patrzy na faktyczny charakter działalności, a nie na nazwę na Facebooku. I są na to wyroki Mundur, presja i udawanie władzy To, co jest absolutnie obrzydliwe, to granie: • odzieżą przypominającą mundury • nazwami typu „inspektorat”, „straż”, „komendant” • obecnością policji, która często sama nie do końca wie, w czym uczestniczy To jest świadome budowanie fałszywego autorytetu. To jest psychologiczny nacisk na ludzi, którzy nie znają prawa i boją się, że „zabiorą im zwierzę”. A potem płacz, że „my nic nie możemy”. Możecie. Ale nie wszystko. I na pewno nie ponad prawem. Największa patologia? Hipokryzja Chcecie wymagać od właścicieli zwierząt. Chcecie wymagać od hodowców. Chcecie wymagać od hoteli, trenerów, lekarzy, gmin. Ale gdy przychodzi do własnych standardów: • nagle jesteście „prywatni” • „społeczni” • „oddolni” • „bez uprawnień” Nie da się jednocześnie: być nietykalnym i moralnym arbitrem całego kraju Nie piszę tego, żeby robić aferę. Piszę to, bo ochrona zwierząt oparta na chaosie, mitach i bezkarności nie chroni zwierząt. Chroni ego. Chroni wpływy. Chroni pieniądze. A zwierzęta? One są tylko wygodnym alibi. I dopóki to się nie zmieni kolejne „ratunki” będą wyglądały dokładnie tak samo. Ja w to milczenie nie wchodzę.
-
DIOZ (Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt)
bunia2010 replied to bunia2010's topic in Fundacje i stowarzyszenia
Prawda o DIOZ 2.0 Punktowanie kłamstw DIOZ-u nie ma większego sensu. To jak szukanie śniegu w górach, zimą. Wiadomo, że się znajdzie, więc ani to wyczyn, ani coś niespotykanego. Ale niech stracę. 1. DIOZ stwierdza, że zabierał zwierzęta prokuratorom, sędziom i nie tylko. No ok. Komu jeszcze, Świętemu Mikołajowi? Na liście poszkodowanych przez DIOZ jest jedna naczelniczka policji. Gdyby DIOZ napadł jakiegoś sędziego czy prokuratora, to afera byłaby jak stąd do Buenos Aires, czy gdzie tam Konrad niedługo będzie musiał uciekać. 2. Kontrole finansów DIOZ nie zakończyły się, poza tą z Urzędu Wojewody. Ta faktycznie wyszła świetnie. Ale to pewnie dlatego, że dotyczyła kwoty... 300 tysięcy złotych. Spośród dziesiątek milionów. Zapomniał wspomnieć oszust, co? 3. Przez wszystkie lata nie dostali wyroku. No pewnie. Bo lata 2015-2018 są objęte szerokim aktem oskarżenia. Wydarzenia po 2018 będą w nowym akcie oskarżenia. Jedna sprawa w toku, druga czeka na ruch prokuratury. Nie ma wyroku- wystarczy zaczekać. Z kolei wiecie kto nigdy nie będzie miał żadnego wyroku? Większość ludzi, których DIOZ okradł. 4. Akcja prokuratury to zemsta za ujawnienie umorzenia ws. policjantki. Jasne. Można w to wierzyć, pod warunkiem, że wierzy się również w podróże w czasie. Bo najpierw CBŚP wzięło się za DIOZ, przeszukanie było w marcu, a ledwie kilka dni temu DIOZ "ujawnił" coś. No przekaz dla bardzo naiwnych. 5. I jedną prawdę w tym tekście DIOZ faktycznie zawarł. Że nie cofnie się przed niczym. Przed żadnym kłamstwem, oszustwem, manipulacją, włamaniem, kradzieżą, znęcaniem nad zwierzęciem. Przed dosłownie niczym, byle dalej kręcić swój szemrany biznes. A my powoli, spokojnie, będziemy dalej robić swoje. I nawet nie musimy się tym chwalić. Na końcu sprawiedliwość wygra z petbiznesem. -
DIOZ (Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt)
bunia2010 replied to bunia2010's topic in Fundacje i stowarzyszenia
Prawda o DIOZ 2.0 Nie mamy żadnego interesu, żeby kogokolwiek do czegoś przekonywać. Armia fanów (czy raczej wyznawców?) DIOZ-u liczy 700 tysięcy ludzi a nas tutaj jest garstka. Nie chcemy powielać plotek czy informacji zdobytych w niekoniecznie legalny sposób, ale nie może też być niczyjej zgody na przemilczenie tak ważnych pytań jak los zwierząt. DIOZ potrafi odnosić się do spraw, które są całkowicie nieistotne. Typu jakiś nieprzychylny komentarz pod ich postem, albo jakaś decyzja administracyjna, która nie jest im na rękę ale ostatecznie nie zmienia właściwie niczego, bo wystarczy od niej się odwołać. Kiedy za to padają ważne pytania słychać tylko głuchą ciszę. Apelujemy do ludzi, którzy nadal głęboko wierzą, że tam chodzi o dobro zwierząt, aby zapytali o te konkretne zwierzęta. Po co macie czerpać informacje od nas, skoro możecie zapytać na stronie DIOZ-u? Numer konta do BLIK-ów dostajecie zawsze, informacja o życiu lub śmierci zwierzęcia nie powinna być trudna do uzyskania. Tak więc: Co się stało z Neską? Pracownicy schroniska w Wojtyszkach przekazali policji, że spadła ze schodów. Jak to się stało? Czy udzielono jej pomocy? Spadła, bo zasłabła, ktoś ją potrącił, może to nie sam upadek był przyczyną śmierci? Zapytajcie Konrada czy mógłby to wyjaśnić, na pewno przeprowadzono sekcję zwłok a przed swoimi darczyńcami tajemnic on przecież nie ma. Co się stało z Trampem? Bo dostajemy sprzeczne informacje. Według jednej zmarł wkrótce po tym jak przerwano jego leczenie w DIOZ-ie. Według innych żyje i ma się świetnie. Ponoć aż za gruby jest teraz. Dlaczego to taki problem pokazać psa na leczenie którego zrzuciło się tylu ludzi? Okej, może ktoś nie ma czasu, bo właśnie organizuje jakiś bieg charytatywny w Poznaniu, ale krótki komunikat "żyje/nie żyje" chyba nie powinien być problemem? Zapytajcie Krystynę, ona zawsze tak dużo ma do powiedzenia. Jaki los spotkał Lunę i Hermana, dwa Rottki zabrane z rzekomych "katakumb"? DIOZ pokazywał radosne psy biegające po trawie, ich stan nie budził żadnych zastrzeżeń. Co w sumie było aż dziwne, skoro te psy miały tygodniami być trzymane bez dostępu światła i żywić się plastikiem, ale w to już nie wnikamy. Gdzie jesteście fani DIOZ-u, dlaczego dzisiaj nie interesuje Was los tych psów? Według naszych informacji jeden z nich zmarł po nieudanej operacji, drugi został zagryziony. Ale przecież my tego nie możemy wiedzieć na sto procent, bo nie byliśmy tam. Eryk był. Może poświęci 60 sekund swojego cennego czasu, aby wyjaśnić to ludziom, którzy przecież mu kibicują? No do ku*wy nędzy. Wam zależy chociaż minimalnie na tym, żeby te "ratowane" zwierzęta miały się dobrze, czy interesują Was tylko igrzyska w 7 sekundowych relacjach na jakimś Instagramie? Bo te 7 sekund można poświęcić na zadanie pytania któremukolwiek z zarządzających DIOZ-em. Niech prawda wyjdzie na jaw, od nich, to nasza strona przestanie być w jakkolwiek potrzebna. -
DIOZ (Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt)
bunia2010 replied to bunia2010's topic in Fundacje i stowarzyszenia
Jacek Zarzecki Skoro państwo potrafi być konsekwentne wobec babci za słowa o Owsiaku, to czy będzie równie konsekwentne wobec tych, którzy w komentarzach pod filmami o schronisku w Sobolewie na stronie DIOZ bezkarnie znieważają, obrażają i grożą funkcjonariuszom Polska Policja i pracownikom Inspekcji Weterynaryjnej ? Państwo, które toleruje i nie potępia takich zachowań nie jest państwem prawa, tylko państwem fikcji. -
Nawiasem pisząc Nie minęły dwa miesiące od podnoszenia przez środowiska KO-leciwowe afery w sprawie ustawy tzw. łańcuchowej, że prezydent to tak naprawdę wredna szuja jest, bo psy by trzymał na łańcuchach. Nie minęły dwa miesiące, a już wychodzi na jaw, że ta ustawa to był jeszcze większy bubel prawny, niż ktokolwiek się mógł spodziewać. Pamiętacie na pewno jak było - Karol Nawrocki zawetował niekorzystną ustawę, argumentując, że do przepisu o zakazie trzymania psów na łańcuchu nic nie ma, ale cała reszta tej ponad 90-stronicowej ustawy nadaje się do śmieci. Zakładała ona bowiem, ni mniej, ni więcej, że ludzie w miastach to zwierzaczki kochają i futerko im z grzbietów nie spada, ale na wsi to je tylko męczą, torturują i wykorzystują. Dlatego nie ma potrzeby nakładania jakichś dodatkowych przepisów na uśmiechniętych mieszczuchów, ale temu "motłochowi ze wsi" tak śrubę dokręcimy, że im się burków odechce raz na zawsze. Przede wszystkim absurdem było to, że organizacje prozwierzęce miały prawo odebrać psa, jeśli jego właściciel nie spełnił chociażby wymogów kojca i pies miał o metr kwadratowy za mało. Wtedy zwierzę miało być przekazywane schronisku, którego normy kojcowe nie obowiązują i tam mógł spędzić resztę życia w klatce 2x2 na przykład, a często nawet tyle nie. I oczywiście schronisko albo fundacja, do której taki pies trafiał otrzymywała pieniądze, żeby tego psa utrzymać. Już samo to w oczach rozsądnego człowieka mogło i prowadziłoby do wielu nadużyć, a kiedy jeszcze sprawdziłam sobie, kto za tę ustawę odpowiadał (właśnie największe organizacje prozwierzęce typu OTOZ Animals i, nie wiedzieć czemu, Akcja Demokracja) wszystkie elementy wskoczyły na swoje miejsce, ale wystarczyło zwęzić narrację do jednego przepisu (biedne pieski na łańcuchach) i można było ludziom pięknie zagrać na emocjach. Bo człowiek to człowiek - jeśli nic mu się w psychice nie odwala - istota zdolna do empatii. Normalni ludzie traktują dobrze i innych ludzi, i zwierzęta, nikt normalny raczej nie odczuwa przyjemności z tego, że jakiś pies zamarzł na ulicy. Większość ludzi lubi zwierzęta, więc hasło lotne, temat chwytliwy, idealna amunicja, żeby ostrzelać tego wrednego Nawrockiego, bo komu by się chciało czytać ponad 90 stron absurdalnych przepisów, skoro wszystko można uprościć do tych nieszczęsnych łańcuchów. Niedawno zresztą usiłowała ze mną dyskutować jakaś zwierzolubna, że przecież ta ustawa to raptem dwie strony i skąd ja wzięłam te 90. Szybko się okazało, że babeczka po prostu przeczytała dwie strony ustawy i na tej podstawie uznała, że jest dobra, a prezydent głupi, bo zawetował. Zapytałam, czy przeczytała resztę i uzyskałam odpowiedź, że ona jeszcze nie zwariowała, żeby czytać całą ustawę, skoro ją interesował tylko ten jeden fragment. I nie jestem przekonana, czy dotarły do niej moje argumenty, że prezydent może podpisać albo zawetować całą ustawę, a nie część stron zaakceptować, a resztę wyrzucić do kosza. A reszta tej ustawy po prostu była idiotyczna. No dobrze, ale wróćmy do tych nieszczęsnych psów, łańcuchów, schronisk i tak dalej. Bo nagle okazało się, że pieski w schroniskach mają jeszcze gorzej niż nam się wszystkim wydawało. Siedzą w jakichś obsranych, często nieogrzewanych klitkach, często zapomina się, żeby je nakarmić, zaszczepić, a leczeniem to sobie w ogóle nikt nie zaprząta głowy. Taki pies to zresztą niezły biznes, bo schronisko dostaje kasę za każdego złapanego psa, prawda? No właśnie niekoniecznie, schronisko dostaje kasę za każde złapanie psa, nawet jeśli tego samego. Przecież kto tego będzie pilnował. Schronisko więc odławia psa, trzyma go parę dni u siebie, broń Boże, nie wolno w tym czasie doprowadzić go do jako takiego stanu, bo za parę dni pies znów zostaje wyrzucony na ulicę i znowu odławiany. A skoro pies trafił do nich z ulicy, to wiadomo, że brudny, głodny i z potarganą sierścią, więc już mamy odpowiedź, dlaczego tymi psami tam się ledwo kto zajmuje. Oczywiście przeciwnikom Nawrockiego to się w żaden sposób nie skleja do kupy. Oni wyjdą na ulicę pod schronisko protestować przeciwko nieludzkiemu traktowaniu zwierząt, ale żeby najpierw chwilę pomyśleć, dodać dwa do dwóch i zadać sobie pytanie: "Zaraz... A czy w tej ustawie łańcuchowej przypadkiem nie chodziło o to, żeby psy zabierać rolnikom z błahego powodu i wciskać je właśnie do takich miejsc... za kasę?". Nie, co to, to nie. Bo to by oznaczało, że Karol Nawrocki miał rację, wetując te absurdalne bzdury, a jego kochani politycy, którzy przecież nigdy, przenigdy by go nie oszukali - manipulowali i oszukiwali, sprowadzając ponad dziewięćdziesiąt stron do jednego łańcucha. I tutaj znowu przypomnijmy sobie, kto lobbował za tą ustawą - OTOZ Animals i inne kochające zwierzątka fundacje, za którymi stoją międzynarodowe organizacje, które oczywiście również bardzo kochają zwierzątka. I teraz, gdyby ci wszyscy celebryci, którzy wcześniej tak krytykowali pana Nawrockiego, że jest nieczułym chamem, bo pieski chce wiązać, wykonały pewien proces myślowy, być może rozjaśniłoby im się w główkach - a akurat i Doda, i pani Rozenek, które teraz wychodzą na pierwszy plan w walce o dobre warunki psów w schroniskach, były łaskawe wypowiedzieć się krytycznie o tej decyzji Nawrockiego. Jeśli organizacje prozwierzęce lobbują za ustawą (w której łańcuch miał być tylko wabikiem dla mas), która pozwala organizacjom prozwierzęcym odebrać psa właścicielowi pod byle pretekstem (za co organizacje prozwierzęce dostają pieniądze) i oddać je do schroniska albo fundacji, czyli również organizacji prozwierzęcych, jakby na to nie patrzeć (za co owe schroniska i fundacje również dostają pieniądze na utrzymanie psa), to kto na tym najlepiej wychodzi i kto trzepie kasę? Ano właśnie. Warto wziąć również pod uwagę fakt, że pod lupę wzięte zostały na razie schroniska, które podlegają wojewodom - nikt się nie będzie wychylał w stronę fundacji, za którymi stoją ci międzynarodowi giganci, więc tylko możemy mieć nadzieje, że zwierzątka mają tam miło, ciepło i przytulnie. Tylko że jakbyście próbowali przygarnąć pieska albo kotka od takiej fundacji, to Wam przedstawią takie wymagania, że mogłoby Wam przejść przez myśl, czy oni naprawdę chcą, żeby te zwierzęta znalazły dobry dom, czy może chodzi o coś zupełnie innego?
-
„Ustawa łańcuchowa” to nowelizacja ustawy o ochronie zwierząt (uchwalona we wrześniu 2025 r., później zawetowana przez Prezydenta w grudniu 2025 r.), mająca na celu wprowadzenie całkowitego zakazu stałego trzymania psów na uwięzi (łańcuchach) . Projekt zakładał zastąpienie łańcuchów odpowiednimi kojcami, precyzując minimalne wymiary kojców zależne od masy psa (np. od 10m2 do 20m2). Kluczowe założenia i kontekst ustawy: Uwięź: Uwięź miała być dopuszczalna jedynie w wyjątkowych sytuacjach (np. transport, zabiegi weterynaryjne). Weto Prezydenta: Prezydent zawetował ustawę w grudniu 2025 roku, argumentując, że przepisy były źle przygotowane. Stan prawny przed zmianami (i po wecie): Obecnie obowiązuje zakaz trzymania zwierząt na uwięzi dłużej niż 12 godzin na dobę, przy czym łańcuch musi mieć minimum 3 metry. Cel: Poprawa dobrostanu zwierząt poprzez likwidację stałego trzymania psów na uwięzi. Obowiązki: Nakładała na właścicieli obowiązek zapewnienia psom ruchu, a w przypadku stosowania kojców – spełnienie wymogów dotyczących powierzchni (zależnie od wagi: o 10 m2 do 20m). Obecnie sytuacja prawna jest skomplikowana po wetowaniu przez Prezydenta ustawy we wrześniu 2025 roku, co oznacza powrót do przepisów zezwalających na uwięź do 12h.
-
Vet-Alert Fundacja Ochrony Zwierząt Wszyscy żyjemy dramatem zwierząt z Sobolewa. To schronisko stało się symbolem upadku nadzoru nad ochroną zwierząt w Polsce. Ale historia psa Ułana, zabranego stamtąd przez Marianna Schreiber, odsłania drugą, równie przerażającą twarz systemu: bezduszny i bezrefleksyjny model leczenia podporządkowany procedurom, nie pacjentowi. Pies wyciągnięty z piekła. Wymiotujący, skrajnie zestresowany, wychłodzony (temperatura 37,4°C), z masywną kwasicą metaboliczną (wynik z gazometrii - BE -19!). Czego potrzebuje takie zwierzę w pierwszej kolejności? Ciepła. Spokoju. Stabilizacji, Obserwacji i Czasu, by kortyzol opadł, a organizm się ogrzał. Co wydarzyło się w nocy w prestiżowej, korporacyjnej klinice? [ZOBACZ ZDJĘCIA KARTY WIZYTY ] Sedacja (narkoza) – u psa z kwasicą metaboliczną i hipotermią, co rodzi poważne wątpliwości co do bezpieczeństwa takiej decyzji. Pełny pakiet RTG i USG, mimo że w opisie badań czytamy: „nie uwidoczniono złamań”. Czy były to badania ratujące życie tu i teraz – czy raczej procedury, które można było bezpiecznie odroczyć? Szczepienie przeciwko wściekliźnie – rodzi poważne wątpliwości co do zgodności z zasadami sztuki.. Producent szczepionki pisze wprost: "Szczepić tylko zwierzęta zdrowe". Czy pies z kwasicą, po wymiotach i w szoku jest zdrowy? A co z kwarantanną? Skąd lekarz wie, czy ten pies kogoś nie ugryzł w schronisku? A może wczoraj był szczepiony? Gdzie tu jest dobro pacjenta? To klasyczny przykład "naddiagnostyki" i monetyzacji cierpienia. Nieświadomy opiekun chce dla psa "wszystkiego co najlepsze". Lekarz – zamiast ostudzić emocje i powiedzieć: "Niech on odeśpi, ogrzeje się, ustabilizujemy go i zbadamy za kilka dni" – uruchamia machinę diagnostyczną. Licznik tyka, a organizm psa walczy o przetrwanie w stanie skrajnego stresu i pod naporem leków. Nic dziwnego, że po tej wizycie i nocy spędzonej w kolejnym obcym miejscu, stan Ułana się nie poprawił, za to pojawiła się prośba o wsparcie finansowe, a w tle już słychać o "koniecznej operacji". STOP przedmiotowemu traktowaniu zwierząt i zarabianiu na nieświadomości. To, co zrobiono temu psu, budzi nasz najwyższy sprzeciw. Pamiętcie o zasadzie Primum non nocere (Po pierwsze nie szkodzić)? Czasem najlepszym lekiem jest święty spokój, a nie "przegląd" i faszerowanie lekami psa, który ledwo stoi na nogach. Za to faktura jest zapewne konkretna i nie ma tutaj wątpliwości, kto odniósł z tej wizyty korzyść. Jeśli chcesz zakończyć #KoszmarZwierząt – zostań z nami. Kliknij "Obserwuj" profil Vet-Alert. Im nas więcej, tym trudniej będzie ignorować nasze pytania. Bądź z nami, bo ta walka o normalność dopiero się zaczyna. Aha, w komentarzu link do petycji w sprawie "normalizacji" przepisów w sprawie szczepienia przeciwko wściekliźnie. [ Zdjęcie ilustracyjne – nie przedstawia psa opisanego w poście]
-
DIOZ (Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt)
bunia2010 replied to bunia2010's topic in Fundacje i stowarzyszenia
Ekopatologia O poczwórnym finansowaniu DIOZu było. Wywołało lawinę histerii... Podobnie jak przy tej kiedy młody youtuber opublikował film z nielegalnej działalności DIOZ i po nawołaniu do linczu na instagiewnie Kuźmińskiego, młodego namierzono i wór. Prawie, ale pobity został. Marzy Wam się pelikany, co? Gaszę zapał. No to jest finansowanie "po piąte" i to nie żart. Duża piguła dla tych bez rozeznania w temacie. 1. Wojtyszki jako "azyl" są zarejestrowane pod własnością spółki handlowej Złotego (nadanie WNI pewnie jeszcze kiedyś zdąży omówić Prawda o DIOZ 2.0 ). Spółka nosi nazwę Instytutu Ochrony Zwierząt sp.z.o.o, siedzibę ma we Wrocławiu na ul. Rybackiej 7 i jest jedną z 2 firm Złotego przy Fundacji DIOZ (nie mylić ze Stowarzyszeniem DIOZ Kuźmińskiego pelikany). 2. Na terenie Azylu Złotego w Wojtyszkach poza schroniskiem dla bezdomnych zwierząt, swoją siedzibę ma także ośrodek rehabilitacji dzikich zwierząt z całą gamą różnych gatunków, przy czym jest tam cała plejada ssaków chętnie roznosząca wściekliznę i wszyscy się kochają. Na terenie tego samego Azylu gościnnie przebywa Stowarzyszenie DIOZ Kuźmińskiego i Kuźmiński zwierzątek z #Sobolewa nie posiada, gdyż formalnie posiada je Złoty na firmie, która je odebrała. Nadążacie? I teraz biedny Kondzio i Złoty z łapką #dej bo mnie nie stać na 71 zwierzątek należących do firmy Złotego wyrusza do Was poza blikiem i zbiórkami na pieski z Sobolewa, z jeszcze jedną propozycją - ZAKUP KARMY "CALIDI". Producentem karmy jest Wytwórnia Karmy dla Zwierząt (Animaldi). Natomiast dystrybutorem i właścicielem marki jest Złoty z firmą Instytut Ochrony Zwierząt sp. z.o.o z siedzibą we Wrocławiu - czyli niebywałego sortu karm o niesamowitych właściwościach uzdrawiających. Czyli jeszcze raz. Właściciel (Złoty) firmy Instytut Ochrony Zwierząt sp. z o.o., prowadzący dystrybucję karmy "CALIDI", zwraca się z Kuźmińskim o zakup tejże karmy dla zwierząt ("nieodpłatnie przyjętych") z Sobolewa wraz z wysyłką pod adres siedziby swojego Azylu w Wojtyszkach. Czego nie rozumiecie? Przy okazji możecie też wysyłać karmę do Pietrzykowa -
Vet-Alert Fundacja Ochrony Zwierząt W ostatnich dniach obserwujemy żenujący spektakl. Urzędnicy i Inspekcja Weterynaryjna prześcigają się w chwaleniu się "doraźnymi kontrolami" w schroniskach. Trakują je jak dowód skutecznego nadzoru. Dla nas to gorzki paradoks. Dlaczego? Bo te kontrole przeprowadzają dokładnie te same organy, które do tej pory te miejsca nadzorowały! Przez lata nie widzieliście brudu, głodu i bicia? A teraz nagle zakładacie peleryny superbohaterów i jedziecie "naprawiać" to, co sami zepsuliście swoją biernością? Ciekawi nas niezmiernie, jak będzie wyglądała ta "kontrola przeprowadzanych kontroli". Czy kolega z powiatu wpisze naganę koledze z biurka obok? Czy system, który jest niewydolny, sam sobie wystawi diagnozę? To wyższy poziom absurdu. Kluczowe decyzje w resorcie rolnictwa podejmuje m.in. Wiceminister Jacek Czerniak, który wystepował na ostatniej konferencji w MRiRW – z wykształcenia politolog i historyk - sprawuje nadzór nad WETERYNARIĄ! W Ministerstwie Rolnictwa z politycznego nadania. Brak kompetencji kierunkowych widać w efektach. Dowód? Załączone pismo (skan poniżej). Ministerstwo (ręką Pana Jacka Czerniaka) blokuje możliwość tańszego leczenia zwierząt przez organizacje pożytku publicznego, nazywając to "niezasadnym". W ten sposób urzędnicy chronią "rynek weterynaryjny", zamiast chronić zwierzęta.” Dlatego Vet-Alert mówi: DOŚĆ. Nie wystarczy zamknąć Sobolewa. Trzeba zmienić system. Oto 6 FUNDAMENTÓW PRAWDZIWEJ KONTROLI, których wdrożenia żądamy natychmiast: NIEZALEŻNOŚĆ: KONIEC Z UKŁADAMI Kontrolujący nie może być sąsiadem kontrolowanego. Żądamy niezależnych kontrolerów spoza powiatu i udziału NGO. Ręka rękę myje – zwłaszcza w małych gminach. To musi się skończyć. WETERYNARZ-KLINICYSTA, A NIE URZĘDNIK Urzędowy lekarz weterynarii często nie leczy zwierząt na co dzień. Jak ma ocenić stan zdrowia psa, skoro od lat zajmuje się tylko dokumentacją? Kontrolę musi przeprowadzać praktyk, który widzi problemy i chorobę, a nie tylko rubrykę w tabeli. LECZENIE PONAD CZYSTĄ PODŁOGĘ Czysty kojec to za mało, jeśli pies w środku umiera w bólu. Priorytetem kontroli musi być weryfikacja stanu klinicznego, leczenia, rokowań i dokumentacji medycznej, a nie stanu posadzki. OGRANICZENIE ROLI INSPEKCJI WETERYNARYJNEJ Inspekcja, która kontroluje sama siebie i swoich znajomych, nie jest wiarygodna. Jej pieczątka "zgodności z przepisami" zbyt często staje się alibi dla miejsc kaźni. KONTROLE TYLKO NIEZAPOWIEDZIANE Zapowiedź kontroli to czas na "pudrowanie trupa" – posprzątanie brudu i ukrycie chorych zwierząt. My chcemy widzieć prawdę, a nie wyreżyserowany spektakl. KAMERY I NAGRANIA (BODYCAM) Słowo przeciwko słowu? Koniec z tym. Każda kontrola musi być nagrywana i archiwizowana. Kamera nie ma "znajomych" i nie odwraca wzroku od cierpienia. Vet-Alert: SPRAWDZAM. Nie wierzymy w wasze wewnętrzne audyty. Składamy oficjalną deklarację: Nasza Fundacja, na wniosek gminy, pojedzie do KAŻDEGO schroniska "skontrolowanego" przez Inspekcję Weterynaryjną. Zweryfikujemy ten urzędniczy optymizm. Obserwuj nas. My nie odpuścimy.
-
Nielegalny azyl czy ratunek dla zwierząt? Inspekcja weterynaryjna w Kuflewie Karolina Daczkowska / am 2026-01-30 https://warszawa.tvp.pl/91332465/nielegalny-azyl-czy-ratunek-dla-zwierzat-inspekcja-weterynaryjna-w-kuflewie Inspekcja weterynaryjna w kolejnym azylu dla zwierząt, tym razem w Kuflewie w powiecie mińskim, w gminie Mrozy. Zdaniem starosty mińskiego i burmistrza Mrozów miejsce działa nielegalnie, nie widnieje w żadnym rejestrze, a zwierzęta są zaniedbane. Z tymi zarzutami nie zgadza się właściciel azylu. Azyl dla zwierząt w gminie Mrozy, prowadzony przez stowarzyszenie "Pogotowie dla zwierząt" działa od 5 lat. Mieszkańcy pobliskich domów już wtedy zaczęli zgłaszać problemy z hałasem i smrodem. W związku z tym w Urzędzie Miasta i Gminy Mrozy odbyło się spotkanie starosty z burmistrzem. – Ujawniliśmy na terenie powiatu coś, co można nazwać schroniskiem a schroniskiem nie jest, dlatego, że jest to miejsce nielegalnego przetrzymywania kilkuset zwierząt domowych: kotów i psów – mówił Remigiusz Górniak, starosta powiatu mińskiego. – Oni nigdy nie podjęli starania. Tu nie było takiej sytuacji że oni wystąpili, a gmina odmówiła zezwoleni czy wydała negatywną opinię - zaznaczał z kolei burmistrz Mrozów, Dariusz Jaszczuk. Toczą się dwie sprawy w prokuraturze przeciw azylowi w Kuflewie Po skargach mieszkańców, w 2021 roku burmistrz złożył zawiadomienie do prokuratury w związku z prowadzeniem nielegalnej działalności i łamaniem ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminie. Obecnie toczą się dwa postępowania. Akt oskarżenia skierowany przez prokuraturę oraz sprawa z powództwa cywilnego jednego z sąsiadów, który narzekał na ciągły smród i hałas. W azylu odbyła się kolejna inspekcja weterynaryjna. W tym samym czasie przyjechały budy zakupione przez piosenkarkę Dodę. – Jesteśmy bardzo wdzięczni tym bardziej, że jest ich aż 29. Prowadzimy tu azyl jako wolontariusze. Organizacja jest zarejestrowana, prowadzimy też hotel dla zwierząt. Ratujemy zwierzęta, rocznie odbieramy około 2 tys. zwierząt. – mówił Grzegorz Bielawski, ze stowarzyszenia "Pogotowie dla zwierząt", które prowadzi azyl w Kuflewie. Postępowanie o palenie zwierząt w Kuflewie umorzone Do burmistrza Mrozów wpływały też zawiadomienia, że na terenie azylu znajduje się spalarnia zwierząt. – Był zawiadomienie że są spalane zwłoki zwierząt i sąd umorzył to postępowanie bo nie znalazł dowodów. Wcześniej też mieliśmy podobne sprawy i sądy mnie uniewinniały – podkreślał Grzegorz Bielawski z "Pogotowia dla zwierząt". – Grzegorz Bielawski zasłania się tym, że on właściwie nic złego nie robi, bo to nie jest schronisko tylko azyl – mówił z kolei Remigiusz Górniak, starosta powiatu mińskiego. Wolontariusz "Pogotowia dla zwierząt" uważa, że azyl jest zarejestrowany jako szpital dla zwierząt, a on sam prowadzi własną firmę – Czy ktoś może nam zakazać jako wolontariuszom opiekować się na prywatnym terenie zwierzętami? – pytał Grzegorz Bielawski. Karolina Daczkowska, reporterka Telewizyjnego Kuriera Warszawskiego zapewnia, że zwierzęta, które widziała w azylu w Kuflewie były wykarmione i codziennie wychodzą na wybieg. W miniony weekend azyl przyjął kilkadziesiąt psów ze zlikwidowanego schroniska w Sobolewie. Obecnie w Pogotowiu dla Zwierząt jest ok. 220 psów.
-
Jacek Zarzecki 2 dni trwała kontrola IW w asyście Polska Policja w Kuflewie w zdelegalizowanym Pogotowiu dla Zwierząt Bielawskiego. Mam nadzieję, że protokół z tej kontroli wraz z załącznikami, gdzie widać, padłe psy oraz hałdy darów od ludzi do wywalenia trafią do opinii publicznej. Pora pokazać Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi jak działają patoorganizacje zajmujące się zarabianiem a nie pomaganiem. Może wtedy politycy oraz społeczeństwo zrozumieją jak działa ten system, o kulisach którego mówimy od lat.
-
Portal Warszawski "Schronisko Na Paluchu to "państwo w państwie", w którym gwałci się wszelkie zasady . Jest źle zarządzane, marnotrawione są pieniądze obywateli i generuje się niepotrzebne cierpienie zwierząt. (...) Mimo wielu skarg i petycji nic nie zmienia się Na Paluchu oprócz dekoracji. Obecną sytuację sankcjonują od lat urzędnicy Biura Ochrony Środowiska, mimo wielu skarg i osobistych rozmów wspomagają dyrekcję w tworzeniu fałszywego wizerunku tego miejsca!" - tak brzmią pierwsze zdania wielkiego raportu, który otrzymaliśmy od naszego czytelnika, a który był tam wolontariuszem. Dlatego już dziś zapraszamy Najwyższa Izba Kontroli (𝐍𝐈𝐊), Rafał Trzaskowski, ale i pozostałych prezydentów Warszawy i wolontariuszy z SOS Paluch. Co ciekawe nikt, ŻADNA warszawska redakcja NIE CHCIAŁA tego opublikować - co jest kolejnym dowodem na mafijny charakter Miasto Stołeczne Warszawa. Swoich chronimy - kosztem naszych stanowisk. "W następnych latach dyrekcja zabrała się za wylewanie betonu na wybiegach ,aby wyrównać poziom, ale robiono to zimą w 20 st. mrozy ,Beton nie wiązał, zrywano go trzy razy, gdy pracownik sprzątał, beton kruszał i zostawał na łopacie . Psy w tym czasie na wiele dni zagoniono do środka i zabito wyjście na wybieg dechami. Ostatecznie spadek na wybiegach pawilonów zrobiono ..do wewnątrz ,zbiera się tam woda z odchodami ,sierścią , i resztkami, nie można tego w żaden sposób „ wybrać”. PSY PRZEBYWAJĄ W WIECZNYM „BAJORZE” Również zimą sadzono rośliny, pracownicy kilofami rąbali lód , ROŚLINY POUSYCHAŁY. CO NA TO ZASTĘPCA DYREKTOR BOŚ PAN MIEJSKI ARCHITEKT ZIELENI? Skala marnotrawstwa i bałaganiarstwa ,którego nikt nie monitoruje jest przerażająca" "DLACZEGO W NAJBOGATSZYM SCHRONISKU W POLSCE NIE SĄ WYSTERYLIZOWANE WSZYSTKIE ZWIERZĘTA ? Psy przeciągają się przez niezabezpieczone klatki, odgryzają sobie nawzajem ogony ,uszy, łapy." Z listu wolontariusza: "Upiększone z zewnątrz schronisko nie staje się miejscem bardziej przyjaznym zwierzętom. Nadal masowo zdarzają się tu pogryzienia przez niezabezpieczone kraty. W tym celu pomiędzy klatki montuje się dykty. Dykt jednak powszechnie brakuje i psy gryzą się przez kraty, często dokonując poważnych i rozległych zranień. Psy zagryzają się w zle dobranych stadach, w walce o miskę i przy cieczkach. Poniżej zagryziony pies" "Przychodząc tam byłem pełna nadziei, że pomagam zwierzakom, wyprowadzając i dokarmiając je ile się da. Z czasem zacząłem widzieć, iż wiele zwierząt cierpi tam nie z traumy z powodu zamknięcia w klatce i braku spacerów, ale również z gnicia we własnych odchodach, z powykręcanych łap, z powodu nie obciętych pazurów, głodu, wiecznego rozwolnienia, picia wody z zielonych od glonów misek, doprowadzania psów i kotów do stanów agonalnych i braku pomocy w godnym odejściu, tylko trzymaniu w agonii aż do śmierci ( tak naprawdę z głodu i odwodnienia gdyż w agonii zwierzę nie wstaje, nie je, nie pije). Wiele starych psów jest w stanie skrajnego wychudzenia, gdyż nie są w stanie dostać się do miski i zdobyć pokarm. W geriatrii trzyma się tam psy zdrowe lecz stare, ślepe, głuche, z powykręcanymi reumatyzmem łapami, przede wszystkim BRZYDKIE psy, gdzie nikt ich nie ogląda (bo szpecą ogólny wygląd schroniska) i nie mają szans na dom. Wyprowadzam psy w w/w schronisku od lipca 2011. Przez około półtora roku zaobserwowałem wiele nieprawidłowości, a przede wszystkim krzywdę schroniskowych zwierząt. W wyniku tych obserwacji obiektywnie stwierdzam, że osoba zarządzająca schroniskiem wyraźnie sobie nie radzi z tak wielką placówką. Dziesięć lat temu była to placówka o połowę mniejsza. Wiadomo, że zwierząt przybywa, standardy się zmieniają, sposoby zarządzania się zmieniają i trzeba iść z duchem czasu. Stare komunistyczne sposoby zarządzania nie sprawdzają się w dzisiejszym świecie! Osoba kierująca schroniskiem źle zarządza finansami, budując „ogrody Saskie” z betonowymi gazonami w miejscu, gdzie jest potrzebna przestrzeń do pracy, by móc dowieźć jedzenie i wodę do klatek na wózkach, zwłaszcza w zimie, w śniegu. Tworząc dodatkowe zajęcie dla pracowników – czyszczenie gazonów z psich odchodów – odbiera czas potrzebny do pracy z psami. Rozumiem, że ważnym jest wizualne wrażenie miejsca, dokąd przychodzą ludzie adoptować zwierzaki, lecz kwiatami nie przykryje się fatalnego wyglądu psów, braku ich wychodzenia z klatek po parę lat (bo są i takie przypadki) czy gnijących rozpadających się bud. " Raport, po którym muszą być wyciągnięte konsekwencje - i my wszyscy musimy TEGO DOPILNOWAĆ - liczy dobrze ponad 100 stron. Dlatego też będziemy publikować wybrane fragmenty, - jutro pierwsze z nich! Natomiast całość już dziś może dostać Najwyższa Izba Kontroli (𝐍𝐈𝐊), która otrzymuje od nas właśnie dodatkowe dowody na piekło, które od DEKAD towarzyszy zwierzętom na warszawskim Paluchu! UWAGA! Według oficjalnych danych na rok 2025, budżet Schroniska na Paluchu wynosi 23 423 260,00 zł. - zatem pytamy - gdzie są te pieniądze A my też potrzebujemy wsparcia, bo miasto i wszystkie podmioty należące do niego, od ponad dekady robią wszystko abyśmy przestali istnieć. Możesz: postawić nam wirtualną kawę: buycoffee.to/portalwarszawski
-
Filip Jan Wąs Bardzo ważne . Mam sporo pytań od Was i telefonów w sprawie prawa i ochrony Waszych zwierząt - głównie od hodowców, ale też od opiekunów psów. Najczęściej pytacie, co zrobić w sytuacji, kiedy na Waszej posesji pojawia się organizacja prozwierzęca oraz jakie macie prawa i jak z nich faktycznie korzystać. Zasada numer jeden jest banalnie prosta i jednocześnie najczęściej łamana: w każdym przypadku, bez względu na to, co mają napisane na koszulkach, kamizelkach czy samochodach, nie rozmawiacie z nimi i nie próbujecie się „dogadać po ludzku”. To nie jest rozmowa przy kawie ani negocjacje. Natychmiast wzywacie Policję, informujecie o agresywnie pobudzonych osobach przed posesją lub już na niej i wyciągacie telefon. Od tej chwili wszystko nagrywacie. Prawo jest w tym miejscu wyjątkowo czytelne. Naruszenie miru domowego: „Kto wdziera się do cudzego domu, mieszkania, lokalu, ogrodzonego terenu albo wbrew żądaniu osoby uprawnionej miejsca takiego nie opuszcza, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.” Posesja, hodowla, dom, ogród, a nawet nieogrodzony parking znajdujący się na Waszym terenie są prawnie chronione. Nie trzeba się włamywać. Wystarczy, że ktoś przebywa tam bez Waszej zgody i nie chce wyjść. To już jest przestępstwo. Macie też prawo do obrony koniecznej, bo zagrożone jest Wasze mienie i Wasi bliscy. To nie jest opinia - to kodeks. Fundacji i OPP nie wolno wejść na Wasz teren „bo pies szczeka”, „bo ktoś zadzwonił”, „bo chcą zrobić dokumentację”, ani „bo przyjechali z weterynarzem”, jeśli nie ma Policji i jeśli wyraźnie się sprzeciwiacie. Każdy z tych wariantów jest złamaniem prawa. Oni o tym wiedzą, ale liczą, że Wy nie wiecie. Liczą, że się zestresujecie, że sprawa nie trafi do sądu albo że wystarczy postraszyć mediami. Tymczasem prawo stoi po stronie właściciela, o ile nie było Policji, nie było bezpośredniego zagrożenia życia i był wyraźny sprzeciw. Fundacja i lekarz weterynarii bez Policji nie mają prawa wejść na teren prywatny. I jeszcze jedna ważna rzecz: osoba odpierająca naruszenie miru domowego w swoim domu ma znacznie szersze uprawnienia niż w innych sytuacjach. Przekroczenie granic obrony jest tu oceniane zupełnie inaczej, bo naruszenie miru domowego jest traktowane jak realny atak. Macie prawo się bronić. Jak to wygląda proceduralnie? Fundacji nie musicie wpuszczać nigdy. Policji - tak, ale tylko Policji. Macie obowiązek podporządkować się decyzjom Policji. Ocena stanu zdrowia zwierząt należy wyłącznie do lekarza weterynarii. Nie do fundacji, nie do Policji i już na pewno nie do emocji osób postronnych. Policja sama ani Policja w duecie z fundacją nie ma żadnych kompetencji do oceny stanu zdrowia Waszych psów. Jeżeli policjanci zaczynają Was „delikatnie” namawiać do oddania psów, straszyć kosztami, problemami czy „lepszym rozwiązaniem dla wszystkich”, to jest to przekroczenie uprawnień i działanie na rzecz prywatnego podmiotu, jakim jest fundacja. W takich sytuacjach nagrywanie bardzo szybko studzi entuzjazm. Fundacja nie ma żadnych uprawnień do oceny stanu zdrowia ani warunków utrzymania zwierząt. Jeżeli przyjeżdżają z Policją, pytacie spokojnie: kto, na jakiej podstawie i w jakim trybie. Wpuszczacie Policję i mówicie jasno: wyrażam zgodę na czynności Policji, nie wyrażam zgody na obecność osób trzecich. Lekarza weterynarii wzywa Policja albo Wy, nie fundacja. Prawidłowy model interwencji to Policja i lekarz weterynarii, bez „społecznego nadzoru”. Wpuszczacie Policję i lekarza, żądacie opinii lekarza na piśmie i wskazania konkretnego zagrożenia życia. Obserwujecie i nie przeszkadzacie. Lekarz odpowiada zawodowo i prawnie, dlatego jego opinia musi dotyczyć zdrowia, a nie estetyki, wrażeń czy narracji fundacyjnej. Jeżeli pojawiają się naciski na oddanie zwierząt bez dokumentów, mówicie jedno zdanie i powtarzacie je do znudzenia: nie wyrażam zgody na dobrowolne przekazanie zwierząt, proszę działać wyłącznie w ramach prawa i procedury. „Dobrowolne oddanie” jest dla Was prawnie zabójcze - zamyka drogę do sądu, odbiera możliwość odwołania, przerzuca odpowiedzialność na Was i legalizuje bezprawną interwencję. To jest mechanizm, na którym fundacje jadą. Będą naciski, presja psychiczna i granie na emocjach. To rosyjska ruletka, tylko że Wy możecie im ten pistolet spokojnie wyjąć z ręki. Powtarzacie: proszę o prowadzenie czynności wyłącznie w granicach prawa, nie wyrażam zgody na działania niepoparte decyzją lekarza weterynarii lub sądu. Nie istnieje coś takiego jak „kontrola fundacji”. Żaden byt, nieważne jak się nazywa i jak bardzo jest „społeczny”, nie ma prawa kontrolować Waszych podwórek ani zdrowia Waszych psów. Od tego jest Policja i lekarz weterynarii. Zwierzęta mogą zostać odebrane wyłącznie na podstawie art. 7 ustawy o ochronie zwierząt i wyłącznie na skutek decyzji lekarza weterynarii działającego przy zabezpieczeniu Policji. Lekarz może podjąć decyzję o czasowym odebraniu tylko konkretnych zwierząt, wobec których stwierdzono realne zagrożenie życia lub zdrowia albo faktyczne przesłanki znęcania. Tylko te chore, skrajnie zaniedbane lub ranne. Nie wolno zabrać wszystkich zwierząt, bo jedno było chore, nie wolno zabrać wszystkich „profilaktycznie”, nie wolno opierać się na emocjach, zdjęciach, wrażeniach czy donosach bez weryfikacji. To są poważne naruszenia prawa. Dla każdego zwierzęcia osobno musi być opis stanu, rozpoznanie lekarza, wskazanie zagrożenia i decyzja o odbiorze. Macie prawo żądać, aby w protokole znalazła się dokładna liczba zwierząt, ich identyfikacja, dane lekarza, podstawa prawna, miejsce przewiezienia, podmiot odpowiedzialny oraz stan zwierząt w chwili odbioru. Policja ma obowiązek wpisać dokładny adres przetrzymywania zwierząt. „Adres zostanie ustalony później” albo „to tajne” nie istnieje w prawie. Brud, bałagan, duża liczba zwierząt, kojce, hodowla, trening obrony, brak „standardów fundacji” czy używanie klatek kennelowych nie są podstawą do odbioru zwierząt. W polskim prawie nie ma zakazu używania klatek, limitu godzin ani definicji „klatka równa się znęcanie”. Jeśli pies ma wodę, jest karmiony, wyprowadzany, nie ma obrażeń, a klatka służy bezpieczeństwu lub pracy behawioralnej, jest to standard kynologiczny, nie patologia. Prawo ochrony zwierząt to Wasze prawa, nie fundacji. Do momentu decyzji lekarza weterynarii przy zabezpieczeniu Policji fundacja nie ma prawa wstępu ani żadnych działań. Ostatnie ataki na państwową inspekcję weterynaryjną nie są przypadkowe - chodzi o przejęcie kompetencji i narracji. Tymczasem każdy z Was może żądać kontroli fundacji i ich domów tymczasowych, a robi to Policja i lekarz weterynarii w imię realnej ochrony zwierząt. Następnym razem napiszę, dlaczego udział OPP w odbiorach interwencyjnych powinien zostać zakazany ustawowo. Fundacje ryzykują, kłamią i straszą, licząc na Waszą niewiedzę i emocje. A to jest gra, w której bardzo szybko można odebrać im broń. Filip Jan Wąs
-
Przeciwstawianie sobie hodowców "prawdziwych" i "pseudo" to konflikt pozorny, ukrywający brak regulacji rynku zwierząt domowych przez państwo, a taka regulacja jest standardem w cywilizowanych krajach. Spory o to "czyj" ma to być rynek skutecznie zastąpiły dyskusję "jaki" powinien to być rynek. Nowelizacja ustawy o ochronie zwierząt z 2011 r. spowodowała gwałtowny rozwój zjawiska nazywanego powszechnie "pseudohodowlami", przez co zwykle rozumie się hodowle psów niezrzeszone w Związku Kynologicznym w Polsce (ZKwP) albo hodowle w których dochodzi do znęcania się nad zwierzętami i oszukiwania nabywców. Albo jedno i drugie. Pseudohodowlom przypisuje się znaczący wkład z zjawisko bezdomności zwierząt. 1. Jak do tego doszło? Poselski projekt nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt z 2011 r. autorstwa Parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt (PZPZ), pod przewodnictwem posła Pawła Suskiego, przewidywał generalny zakaz handlu zwierzętami domowymi ("wprowadzania do obrotu"), stanowiąc wyjątek dla: "hodowli zwierząt zarejestrowanych w organizacjach społecznych, których wykaz określi w drodze rozporządzenia minister rolnictwa" (1) Oczywistą intencją było tu oddzielenie właściwych, porządnych hodowli, przypisywanych Związkowi Kynologicznemu w Polsce, od czarnego rynku rozmnażania tanich "podróbek" modnych ras. Jednak ostatecznie pod obrady Sejmu trafił i został uchwalony przepis w innym brzmieniu, stanowiący wyjątek dla: "hodowli zwierząt zarejestrowanych w ogólnokrajowych organizacjach społecznych, których statutowym celem jest działalność związana z hodowlą rasowych psów i kotów". Realny skutek uchwalonego przepisu był odwrotny do zamierzonego, co było oczywiste od momentu przyjęcia takiego sformułowania w podkomisji. Hodowcy działający dotąd (w powszechnym przekonaniu) pokątnie, na czarnym rynku psów nibyrasowch, otrzymali prezent w postaci podstawy prawnej traktowania ich na równi ze ZKwP. Oprócz zgłoszenia działalności w "dziale specjalnym produkcji rolnej" wystarczyło teraz zgłosić staroście założenie stowarzyszenia zwykłego (podpisy 7 osób) i już można było legalnie produkować rasowe psy, wystawiać własne certyfikaty a nawet rodowody. Poseł Paweł Suski tłumaczył się potem, że ta zmiana przepisu narzucona została podczas prac podkomisji sejmowej przez "legislatora" (tak nazywani są potocznie etatowi prawnicy Sejmu służący posłom pomocą). Ale przecież tu nie szło o jakieś formalne uchybienie, ale o sprawę zasadniczą – o to czy ustawa ma zjawisko pseudohodowli ograniczać czy wspierać. Czy legislator może narzucać posłom sam kierunek zmian ustawowych? Warto to konkretne "nieporozumienie" przeanalizować, bo przejawia się w nim sedno patologii rynku psów w Polsce. 2. Trochę historii Związek Kynologiczny w Polsce powstał w 1948 r. w sytuacji, gdy dorobek przedwojennych związków kynologicznych został niemal całkowicie zniszczony, a usilnie wprowadzany nowy ustrój nie przewidywał ani swobody stowarzyszania się, by ten dorobek reaktywować, ani nie przewidywał hodowli i rynku zwierząt domowych. Podobnie, w konsekwencji nacjonalizacji lasów straciło też rację bytu tradycyjne łowiectwo, oparte na prawie do polowania, które z kolei wynikało z prywatnej własności lasów. Z powodów, na których omówienie nie ma tu miejsca, łowiectwo nie zostało jednak po prostu upaństwowione, lecz przybrało dziwaczną formę szczególnego, para-państwowego niby-stowarzyszenia myśliwych, w której to formie trwa do dzisiaj. Rasowe psy potrzebne były przede wszystkim myśliwym i to pod ich patronatem powołano do życia ZKwP jako "młodszego brata" Polskiego Związku Łowieckiego (PZŁ). Rola PZŁ została określona w ustawie, ale rola ZKwP już nie. W praktyce, sytuacja obu związków wynikała najbardziej z ich – tak to nazwijmy – elitarnego charakteru. Dość powiedzieć, że honorowym prezesem PZŁ był premier, generał Piotr Jaroszewicz, a szefami ZKwP były takie postaci jak minister Władysław Wolski czy generał Edwin Rozłubirski. ZKwP miał więc nieformalny, politycznie gwarantowany monopol na hodowlę rasowych psów, podobnie jak PZŁ na polowanie (2). Zadbano też o to, by urząd skarbowy nie zawracał hodowcom głowy. Hodowanie rasowych psów i kotów zakwalifikowano do "działów specjalnych produkcji rolnej", to znaczy praktycznie zwolniono z podatków. Pomimo, że psów ani nie wypasamy na łąkach, ani nie pozyskujemy ich mięsa, mleka czy skór. Dziesięciolecia takiego naturalnego monopolu ZKwP spowodowały, że w powszechnej świadomości samo pojęcie rasy psa, stanowiące normę wewnętrzną tego stowarzyszenia, traktowane było jak norma prawa powszechnie obowiązującego. Na przykład, w ustawie o ochronie zwierząt z 1997 r. ustawodawca uregulował utrzymywania psów "ras uznawanych za agresywne" nie troszcząc się o definicję prawną rasy psa i odwołując się w ustawie do normy wewnętrznej stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce (3). Monopol ZKwP na hodowlę rasowych psów całkowicie wyręczał państwo od jakiejkolwiek regulacji w tym zakresie, co miało i ten skutek że tolerowany był czarny rynek zwierząt "rasowych bez rodowodu" czy też "w typie rasy", nie mówiąc o "zwykłych" psach i kotach. Bo nikomu tak naprawdę nie przeszkadzał. 3. Trzeba było coś uchwalić Czymś naturalnym było więc, że Parlamentarny Zespół Przyjaciół Zwierząt, podejmując — już w nowym ustroju — walkę z pseudohodowlami, z motywów humanitarnych i przeciw nadpopulacji generującej bezdomność psów, uznał że najprostszym środkiem będzie prawne usankcjonowanie "naturalnego" monopolu ZKwP, co dałoby narzędzia do delegalizacji psudohodowli i pozwoliło je wytępić. Ten sam pomysł różnie formułowano w kolejnych projektach. Raz wpisywano do projektów ustawy wprost nazwę Związku, kiedy indziej wskazywano go pośrednio, przez przynależność do organizacji międzynarodowej, zaś w 2011 r. uznano, że najlepiej będzie gdy to minister umieści Związek w wykazie organizacji jedynie uprawnionych do "wprowadzania do obrotu psów i kotów" (zapewne razem z którymś ze związków hodowców kotów). Obecny na obradach podkomisji legislator mógł nie mieć pojęcia o ochronie zwierząt, kynologii i przedmiocie obrad, ale był pewny jednego — że w obecnym systemie prawnym nie może być mowy o żadnym arbitralnym tworzeniu przez jakiegoś ministra jakiegoś wykazu uprawnionych do czegoś organizacji społecznych, bez umocowania takiej kompetencji w systemie prawa powszechnie obowiązującego w Polsce. W dzisiejszych czasach, inaczej niż w PRL, funkcjonuje realna wolność zrzeszania się, a system prawny zawiera liczne zasady skutecznie chroniące przed taką prostacką arbitralnością władzy, jaką proponował PZPZ. Jedyne ustępstwo, na jakie legislator zgodził się pójść, to ustawowe przyznanie takiego uprawnienia równo i sprawiedliwie wszystkim organizacjom społecznym o odpowiednim celu statutowym. Czyli na wzór licznych wskazań na takie organizacje w obowiązującej ustawie. Wprawdzie takie przepisy z punktu widzenia systemu prawa też są anachroniczne — no ale przynajmniej jest precedens. Winą przedstawiciela projektodawców, posła Pawła Suskiego było to, że akceptując sprzeciw legislatora nie wycofał się z pomysłu nowelizacji w tym zakresie, lecz podpisał się pod proponowaną przez legislatora zmianą, byle tylko projekt przeszedł. W przeciwieństwie do legislatora, musiał zdawać sobie sprawę z konsekwencji. Przeważyła jednak koncepcja, którą trafnie ujął potem wiceprzewodniczący PZPZ Marek Suski, że "lepiej było zrobić coś niż nic". To zrozumiałe, bo projekt był ogromnie napompowany medialnie. Na koniec kadencji ocieplał wizerunek posłów, którzy "jednogłośnie, ponad podziałami, dla dobra zwierząt" ...itd. Pod Sejmem czekała już radosna manifestacja miłośników zwierząt i media, którym nie można było powiedzieć, że coś poszło na opak. 4. Konflikt zastępczy Zwalczanie pseudohodowli monopolem ZKwP na produkowanie psów, czy to zapisanym wprost czy np. za pośrednictwem ustawowej definicji rasy (projekt "piątka dla zwierząt"), są niepoważne bo nierealne z powodów systemowych. Jednak przejawiany latami upór i pomysłowość autorów takich projektów nasuwa przypuszczenie, że nie chodzi tu o realne ograniczenie podaży psów lecz raczej o podtrzymywanie wojny hodowców z psudohodowcami, jako tzw. konflikt zastępczy w interesie całego pet-biznesu. Trwanie takiego konfliktu pozwala z jednej strony wykazywać się miłością do zwierząt pomstując na "pseuduchów", a z drugiej dbać o to by jak najwięcej ludzi nabywało i posiadało jakiekolwiek zwierzęta. Profesjonalny pet-biznes doskonale zdaje sobie sprawę, jak wielkie negatywne emocje w społeczeństwie budzi obecnie znęcanie się nad zwierzętami. Tym bardziej zorganizowane i dla zysku. Wiadomo też, że najważniejszą dźwignią dla tego biznesu są pozytywne emocje i naturalna empatia dla zwierząt, choć wymagająca umiejętnego pokierowania nią dla sformatowania konkretnych potrzeb i wykreowania popytu. Skupienie emocji na konflikcie "dobre organizacje hodowców" kontra "złe organizacje hodowców" służy konserwowaniu cennego dla pet-biznesu spadku po PRL, kiedy to rynek rasowych psów nie tylko nie był opodatkowany, ale także wyjęty spod jakiejkolwiek kontroli państwa. Polska nadal pozostaje jednym z nielicznych krajów europejskich, które nie przystąpiły do Europejskiej konwencji ochrony zwierząt domowych, która przewiduje nadzór państwa nad hodowlami tych zwierząt (4). Dzięki temu ilość zwierząt domowych utrzymuje się w Polsce na wyjątkowo wysokim poziomie. A to jest podstawowy, wspólny interes pet-biznesu, wszystkich jego branż: hodowców, weterynarzy, schronisk, organizacji miłośników, producentów karmy, gadżetów. reklamy i różnych usług. Państwo dysponuje rozbudowanymi instrumentami regulowania i nadzorowania wszelkiej działalności gospodarczej, więc jest w stanie prowadzić politykę uzgadniania interesu producentów i konsumentów z nadrzędnym interesem społecznym jakim jest w tym przypadku ograniczenie nadpopulacji i deprecjacji zwierząt domowych. Ale nie ma instrumentów prawnych wobec stowarzyszeń, które formalnie niczego nie produkują i niczym nie handlują ani za nic nie odpowiadają, bo tylko skupiają miłośników zwierząt, np. rasowych psów. Dopóki państwo nie uzna wszelkich producentów zwierząt domowych za przedsiębiorców prowadzących działalność regulowaną, obecny kształt rynku zwierząt domowych się nie zmieni. 5. Rynek Populacja zwierząt domowych w Polsce nie została wyprodukowana ani przez hodowców ani pseudohodowców, bo nie wzięła się z obrotu handlowego, tylko zacofania. Tradycyjnie, czyli na wsiach, suki "się" szczeniły a szczenięta topiono lub rozdawano chętnym. Umyślnie wyhodowane psy użytkowe były marginesem populacji. Potrzeba posiadania psa, analogiczne jak inne potrzeby ludzi, została z czasem skomercjalizowana. Powstał rynek i marki produktów (rasy), choć w Polsce, gdzie nigdy nie podjęto radykalnych działań przeciw nadpopulacji psów, nadal dominuje "naturalne" nabywania zwierząt, w tym niemała "adopcja" psów bezdomnych, która wprawdzie ogranicza ona obrót zwierzętami wyhodowanymi, ale dla całego petbiznesu jest per saldo korzystna. Hodowcom, prezentującym się oczywiście jako miłośnicy zwierząt, wytykane jest, że działają dla zysku, więc często tłumaczą jakie to ogromne koszty trzeba ponosić, by wyhodować rasowego psa zgodnie z najlepszymi wzorami światowej kynologii. Zatem nie zarabiają a dokładają do tego interesu, co ma uzasadniać ich status amatorów, odrębny od normalnych przedsiębiorców, którzy płacą podatki. Nie jest to tłumaczenie logiczne, wszak jeśli zyski są minimalne lub żadne, to i podatki byłyby takie same. Duże koszty profesjonalnych hodowców to prawda, tyle że nie cała. Normalny producent, który ponosi racjonalnie wysokie koszty, rekompensuje je sobie wysoką ceną. Problem w tym, że obecnie w Polsce nie bardzo może, bo zwierząt nie sprzeda z powodu nadpopulacji i ogólnej deprecjacji zwierząt domowych. Wysokie ceny możliwe są między profesjonalnymi hodowcami, ale powszechny popyt zadowala się tańszym psem "w typie rasy", o ile nie darmowym bez pozorów żadnej rasy. Skoro hodowcy trudno zarobić na kosztownej jakości, musi zarabiać na taniej ilości. Prawdziwi hodowcy potrzebują więc rynku pseudohodowli. Zaś pseudohodowcy, nawet ci najbardziej bezwzględni, potrzebują wzorców ras i modnych marek, by klient przyszedł i dał się oszukać u nich, a nie ryzykował nabycia dowolnego psa w schronisku, psa uratowanego ze schroniska, uratowanego z innej hodowli, czy po prostu z ogłoszenia o psie "szukającym domu". A te marki i mody tworzą prawdziwi hodowcy. Jedni i drudzy potrzebują siebie nawzajem, a pytaniem jest tylko to, jaka część hodowców działa równocześnie po obu stronach konfliktu. 6. Interes publiczny Interes publiczny w tej dziedzinie określić jest łatwo. Zwierząt domowych powinno być mniej za to powinny mieć lepszą opiekę, więc nabywanie psów musi być ograniczane. Psy specjalnie wyhodowane na sprzedaż powinny być drogie, zaś psy bezdomne utrzymywane z pieniędzy publicznych powinny być darmowe. Państwo musi zadbać o przestrzeganie profesjonalnych norm w hodowli, a z drugiej strony o gwarancje właściwej opieki w przypadku nieodpłatnego nabywania zwierząt bezdomnych. Posiadanie zwierząt domowych powinno być związane z odpowiedzialnością za nie, w tym za ich zdolność do rozrodu. Aby realizować ten interes publiczny, państwo powinno przyjąć jakąś spójną politykę w tym zakresie, obejmującą całość problemu, zatem określającą wiele różnych środków prowadzących do wspólnego celu. Jak dotąd, podstawowym problemem jest jednak to, że państwo w ogóle nie widzi tu ani problemu, ani interesu publicznego, zatem też nie ma zamiaru prowadzić żadnej spójnej polityki na szczeblu centralnym. Pierwszy i podstawowy warunek zmiany, to uznanie hodowli psów i kotów za działalność gospodarczą. Po drugie, działalność regulowaną, tj. dostępną za zezwoleniem i nadzorowaną. Oczywiście hodowla rasowych zwierząt to nie wypiek ciastek, które każdy przedsiębiorca może sobie produkować osobno od innych, lecz efekt zorganizowanej współpracy wielu hodowców. Ale hodowcy nie potrzebują do tego związku miłośników, amatorów i hobbystów lecz związku o charakterze samorządu profesjonalistów, który będzie regulował a także nadzorował działanie swoich członków. Regulacja ustawowa może polegać na koncesjonowaniu takich związków pod warunkiem przestrzegania przez nie ich własnych, profesjonalnych norm hodowlanych (wzorce rasy, regulaminy, księgi rodowodowe), na nadzorze nad ewidencjonowaniem i opodatkowaniem obrotów zwierzętami, a w końcu także nad wymogami humanitarnej ochrony zwierząt. Tadeusz Wypych Fundacja dla Zwierząt "Argos" 15.06.2021 P r z y p i s y projektowany art. 10a ust. 6 u.o.z, druk sejmowy 4257 z 12.05.2011, art. 1 pkt 5 Ustrój słusznie miniony stworzył własny model stowarzyszeń, jako "pasów transmisyjnych od Partii do mas". Organizacje społeczne nie realizowały swobody zrzeszania się obywateli lecz aktualną politykę władz. W jednej dziedzinie działało tylko jedno stowarzyszenie, ściśle nadzorowane ale i finansowane przez państwo. Zwierzętami zajmowały się: Polski Związek Łowiecki, Polski Związek Wędkarski, Liga Ochrony Przyrody (ochrona gatunkowa), Związek Kynologiczny w Polsce i Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami (ochrona humanitarna), Patrz art. 10 ust. 3 ustawy o ochronie zwierząt. Normy hodowli rasowych zwierząt są prawem powszechnie obowiązującym, ale wyłącznie w ścisłym zakresie zwierząt gospodarskich (bydło domowe, świnie, owce, kozy, koniowate). Obecnie reguluje to unijne Rozporządzenie 2016/1012 z dnia 8 czerwca 2016 w sprawie hodowli zwierząt. patrz art. 8 Europejskiej konwencji ochrony zwierząt domowych, Strasbourg 1987 https://www.coe.int/en/web/conventions/full-list/-/conventions/treaty/125także > konwencja.boz.org.pl
-
1. Czy adoptujący bezdomne zwierzę nabywa prawo własności do niego? Potoczne rozumienie adopcji zwierzęcia domowego jest dziś w Polsce jasne. Termin adoptio oznaczał w prawie rzymskim to, co dziś w prawie cywilnym nazywane jest "przysposobieniem", tj. uznanie za własne dziecka biologicznie obcego i przyjęcie go do rodziny. Analogia jest uprawniona o tyle, że ustawowa definicja zwierzęcia domowego określa je jako „towarzysza” człowieka w jego domu (art. 4 pkt 17 ustawy o ochronie zwierząt, dalej: „u.o.z.”). Na tle ogólnej koncepcji prawnej dereifikacji zwierząt jest to krok dalej, w kierunku antropomorfizacji tej grupy zwierząt. Najwięcej psów i kotów adoptowanych jest ze schronisk, do których trafiły w ramach zadań publicznych gmin. Od czasu wprowadzenia w 1997 r., zakazu uśmiercania zwierząt domowych z powodu ich bezdomności, powszechnie przyjmuje się, że celem i zwieńczeniem zadania publicznego jest właśnie oddanie bezdomnego zwierzęcia do adopcji. Dlatego zastanawiający jest fakt, że choć przepisów o bezdomnych zwierzętach jest nadmiar, to na temat samej adopcji prawo milczy. Jedynym przepisem ustawowym, nawiązującym pośrednio do praktyki adopcji, jest wprowadzony w 2011 r. do u.o.z. przepis o tym, że gminne programy opieki nad zwierzętami bezdomnymi oraz zapobiegania bezdomności zwierząt powinny obejmować m.in. "poszukiwanie właścicieli dla bezdomnych zwierząt" (art. 11a ust. 2 pkt 5 u.o.z.). Skoro zwierzę bezdomne zdefiniowane jest przez brak możliwości ustalenia właściciela (art. 4 pkt 16 u.o.z.), to należy odczytywać, że chodzi tu o przyszłych, nowych właścicieli dla tych zwierząt, a nie o tych pierwotnych. Ustawodawca nie użył jednak słowa "adopcja", więc to tylko powszechny i konieczny domysł, że przez "poszukiwanie (nowych) właścicieli" rozumie się także przekazywanie im zwierząt. Co ważniejsze, z przepisu tego wynika, że dochodzi tu do przeniesienia własności, wszak mowa o nowych „właścicielach”. Takie przekonanie ma istotne znaczenie dla gmin i schronisk, bo w konsekwencji uzyskania właściciela, zwierzę przestaje być bezdomne na mocy jego definicji, więc wygasają wszelkie powody do dalszego interesowania się nim. Z punktu widzenia prawa rzeczowego, nabywanie własności zwierzęcia drogą adopcji wydaje się nader wątpliwe. Prawo własności powstaje na dwa sposoby. Jest albo pochodne, przeniesione od poprzedniego właściciela (czyli zmienia się tylko podmiot tego prawa), albo pierwotne (tj. nowe, nie związane z ewentualnym poprzednim właścicielem). Pochodne prawo własności nabywa się najczęściej w drodze umowy o świadczenie wzajemne (kupno-sprzedaż, zamiana) lub umowy bez świadczenia wzajemnego (darowizna), albo w drodze dziedziczenia. Pierwotne prawo własności można nabyć przez zawłaszczenie dobra wolnego (np. łowiąc ryby w morzu), przez zasiedzenie lub przez zawłaszczenie rzeczy niczyjej, tj. porzuconej z zamiarem wyzbycia się prawa własności do niej (np. grzebiąc po śmietnikach). Pod pewnymi warunkami można je nabyć także w wyniku znalezienia rzeczy cudzej. Nabycie zwierzęcia ze schroniska oczywiście nie jest pierwotnym sposobem nabyciem prawa własności do niego. Zaś nabycie pochodnego prawa własności zakłada, że prawo własności posiadała gmina lub schronisko. Bowiem nikt nie może przenieść na drugiego więcej praw, niż sam posiada. Należy zatem zapytać o sposób nabycia prawa własności do zwierzęcia bezdomnego przez gminę, które to prawo mogłaby ona przenieść (ew. za pośrednictwem schroniska) na osobę chętną do adopcji. W tej kwestii literatura prawnicza zna jeden tylko pomysł. Opiera się on na tej części definicji zwierzęcia bezdomnego, która mówi, że zwierzę bezdomne to takie, które "uciekło, zbłąkało się lub zostało porzucone". Wywodzi się, że skoro zostało przez kogoś porzucone, a ponadto z zamiarem wyzbycia się prawa własności do niego, to zgodnie z art. 180 i 181 kodeksu cywilnego (dalej: „k.c.”), gmina wchodząc w posiadanie takiego zwierzęcia nabywa od razu prawo własności do niego. Na tej zasadzie, że celowe porzucenie rzeczy ruchomej jest zasadniczo legalnym zadysponowaniem swoim mieniem przez właściciela, w wyniku czego rzecz ta staje się niczyja i jako taka podlega legalnemu zawłaszczeniu przez kogokolwiek. Pomysł ten ma szereg wad. Wada pierwsza, ale od razu dyskwalifikująca, to ta, że w przypadku tak szczególnej rzeczy jak zwierzę, porzucenie nie jest legalnym zadysponowaniem swoim mieniem przez właściciela. Bo jest przestępstwem opisanym w u.o.z. Znajduje tu zastosowanie nie tylko zapisana w tej ustawie zasada dereifikacji zwierząt i przepis karny tej ustawy, ale także generalna klauzula zawarta w art. 5 k.c., która niweczy cywilnoprawne skutki czynów przestępczych. Druga wada polega na tym, że koncepcja ta miałaby zastosowanie tylko do zwierząt „porzuconych”, nie obejmując „zbłąkanych” i tych co „uciekły”. Po trzecie zaś, pomysł ten zakłada, że w każdym przypadku niemal stu tysięcy zwierząt trafiających corocznie do schronisk, daje się ustalić nie tylko fakt, że doszło do „porzucenia” – w odróżnieniu od „zbłąkania” lub „ucieczki” – ale także daje się ustalić świadomy zamiar wyzbycia się zwierzęcia przez porzucającego. Z reguły jest to jednak niemożliwe, skoro – jak zakłada definicja zwierzęcia bezdomnego – nie udało się ustalić nawet osoby tego właściciela. W sumie nie ma więc żadnych podstaw prawnych, by zgodzić się z powszechnym przekonaniem, że praktykowana obecnie adopcja bezdomnych zwierząt ze schronisk skutkuje sama z siebie nabyciem prawa własności do nich. Niejasna wzmianka w art. 11a ust. 2 pkt 5 u.o.z. o nowych właścicielach zwierząt nie znajduje niezbędnego oparcia w prawie rzeczowym i może być traktowana tylko jako wyraz beztroski ustawodawcy. Pozostaje rozpatrzyć, czy gmina lub schronisko może mieć jakiś inny tytuł prawny do bezdomnego zwierzęcia – taki który mogłyby przenieść na adoptującego. Realizując ustawowe zadanie publiczne sformułowane jako „zapewnianie opieki oraz wyłapywanie” (art. 11 ust. 1 u.o.z.) gmina niewątpliwie wchodzi w legalne władanie zwierzęciem, a ponadto powinna przekazać to władanie schronisku (art. 11 ust. 3 u.o.z., a zwłaszcza §4 rozporządzenia Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 26 sierpnia 1998 r. w sprawie zasad i warunków wyłapywania bezdomnych zwierząt). Ale czy jest choćby posiadaczem zwierzęcia? Z posiadaniem mamy do czynienia, gdy obywatel po prostu przygarnia zwierzę by je mieć jako swoje (częściej nie ma takiego zamiaru lecz rychło chce je już za swoje uznawać). Gmina jednak nie włada zwierzęciem bezdomnym jak swoim i nie po to, by mieć je dla siebie. Z punktu widzenia prawa rzeczowego, gmina a następnie schronisko są więc tylko dzierżycielami zwierzęcia – czyli władającymi rzeczą w czyimś imieniu i dla kogoś. Inaczej niż w typowych przypadkach dzierżenia rzeczy ruchomej (przez przewoźnika, pocztę, zakład naprawczy albo po prostu szatnię), nie dochodzi tu do dzierżenia w wyniku umowy z właścicielem lub posiadaczem, lecz z tytułu sprawowania władzy publicznej przez organ gminy, ewentualnie umowy wykonywania zleconych przez tę władzę zadań publicznych (np. umowy wójta z przedsiębiorcą prowadzącym schronisko). Adopcję można by zatem uznawać za przeniesienie dzierżenia zwierzęcia na kolejny podmiot, gdyby nie to, że w momencie przekazania do adopcji znika istotna cecha władania rzeczą w czyimś imieniu i dla kogoś. Wszak do adopcji oddaje się zwierzęta w zgodnej intencji obu stron, by adoptujący władał nim jak swoim (posiadanie), a nawet nabył prawo własności do niego. Podsumowując, trzeba stwierdzić, że polityka oddawania bezdomnych zwierząt do adopcji nie tylko nie powoduje powstania prawa własności do tych zwierząt, ale w ogóle nie daje się ująć w kategoriach prawa rzeczowego. Krótko mówiąc, jest to praktyka pozaprawna. W tym znaczeniu, że niekoniecznie sprzeczna z prawem, ale nie wywołuje sama przez się żadnych tych skutków prawnych, w szczególności tych, które są jej powszechnie przypisywane. Pozaprawny charakter adopcji ma inne znaczenie dla gmin i działających dla nich schronisk, a inne dla osób adoptujących zwierzęta. Organy gmin, jako organy władzy publicznej, mogą działać wyłącznie na podstawie przepisu prawa i w granicach prawa. Obywatel zaś może czynić wszystko, czego prawo wyraźnie nie zakazuje, zaś nabywając rzecz w dobrej wierze, korzysta z ochrony prawa. Adoptujący może więc po trzech latach nabyć pierwotne prawo własności przez zasiedzenie rzeczy ruchomej (art. 174 k.c.). Może też ewentualnie powołać się na art. 169 k.c. i uzyskać pochodne prawo własności, jeśli nabył zwierzę w dobrej wierze od osoby nieuprawnionej do rozporządzania nim. Gmina jest niewątpliwie uprawniona do rozporządzania zwierzęciem z mocy ustawy, zatem jest i schronisko, ale w wielu przypadkach można by podnosić, że wadliwa umowa gminy ze schroniskiem niweczy uprawnienie schroniska do rozporządzania zwierzęciem, zatem zwierzę zostało nabyte od osoby nieuprawnionej. Na przykład, w nierzadkich przypadkach, gdy umowa ze schroniskiem nie jest oparta na uchwale rady gminy lub umowa zawarta jest ze schroniskiem nielegalnym w rozumieniu przepisów dotyczących schronisk. Tym bardziej wtedy, gdy gmina przekazała zwierzę podmiotowi innemu niż schronisko.). 2. Czy pozaprawny charakter adopcji ma realne znaczenie? Gminy z reguły przyjmują, że ich publiczne zadanie i odpowiedzialność za bezdomne zwierzęta kończy się automatycznie w przypadku przekazania zwierzęcia do zewnętrznego schroniska (tj. innego niż jednostka budżetowa gminy), a już na pewno w momencie, gdy zwierzę oddano do adopcji. Bo wtedy uzyskało właściciela, a więc nie jest już bezdomne. Na gruncie prawa rzeczowego można się z takim rozumowaniem zgodzić tylko w przypadkach określonych w art. 169 k.c. a więc przyjmując, że gmina lub schronisko były nieuprawnione do dysponowania zwierzęciem, a tym samym uznając, że oddając zwierzę do adopcji (lub zlecając to schronisku) gmina działa poza granicami prawa. Paradoksalnie, praktykę adopcji daje się łatwo i spójnie przedstawić w kategoriach prawa rzeczowego, właśnie przy założeniu, że gminy działają wbrew prawu ochrony zwierząt, choć działają zgodnie z innymi przepisami, np. ustawą o utrzymaniu czystości i porządku w gminach (dalej: „u.c.p.g.”). Wygląda to tak, że zgodnie ze swym zadaniem ustawowym określonym w u.o.z., gminy wyłapują bezdomne zwierzęta do schronisk, ale wcale nie w celu wykonywania tam swego zadania „opieki”. Konkretyzacji zadania „opieki” próżno bowiem szukać, zarówno w przepisach prawa, w uchwałach rad gminnych, jak i w umowach gmin ze schroniskami. Należy przyjąć, że jest odwrotnie – gminy porzucają zwierzęta w schroniskach, podobnie jak legalnie porzucamy rzeczy na śmietniku czy na składowisku złomu, opłacając przyjęcie naszych odpadów do takiego miejsca. Nieprzypadkowo przepisy u.o.z. mówią tylko o ”umieszczeniu”, „zapewnieniu miejsca w schronisku”, a umowy gmin ze schroniskami jako tytuł płatności za usługę wymieniają samo „przyjęcie”, „odebranie” lub inne, równoznaczne określenie. Również przepisy regulujące działanie schronisk (tj. u.c.p.g. i prawo nadzoru weterynaryjnego) traktują schroniska jako szczególne zakłady utylizacji, więc nie ma tam mowy o żadnej opiece. Schroniska, do których gminy zobowiązane są odstawiać zwierzęta są zatem tylko dzierżycielem szczególnych odpadów, tak samo jak przedsiębiorcy wywożący szambo albo prowadzący spalarnie padliny – wyliczani w tym samym przepisie art. 7 ust. 1 u.c.p.g. co prowadzący schroniska. Odbieranie odpadów przez takie zakłady naturalnie wymusza jakieś ich pozbywanie się. Przed 1997 r. legalnie pozbywano się zwierząt ze schronisk przez ich uśmiercanie. Zabraniając tego w ustawie o ochronie zwierząt, nie wskazano jednak innego legalnego celu działania schronisk, tworząc dziurę prawną, którą wypełniło rozdawnictwo pod nazwą „adopcja”. Zwierzęta opuszczają schronisko tylko z powodu faktycznego interesu przedsiębiorcy, by się ich pozbyć i zwolnić miejsce na przyjmowanie nowych (a bywa, że ma interes odwrotny, gdy rozlicza się stawką dzienną utrzymywania). Z punktu widzenia przepisów prawa, adopcja zwierząt ze schronisk ma ten sam status prawny, co praktyka pokątnego nabywania rzeczy ze składowisk złomu czy wysypisk śmieci. Zjawisko adopcji zwierząt ze schronisk stanowi swoisty „recycling” zwierząt domowych, nieformalny ale napędzany publicznymi pieniędzmi gmin z opłat za możliwość porzucenia zwierzęcia w schronisku. Z drugiej strony, taki „recycling” zwierząt to praktyka powszechnie akceptowana, reklamowana i głośno wspierana, bo odwołująca się do powszechnej empatii wobec zwierząt. Cóż bardziej chwalebnego niż adopcja bezdomnego psa ze schroniska, a ten dobry los spotyka obecnie aż 90% psów trafiających do schronisk – jak to wynika z dostępnych statystyk. Mechanizm publicznego zajmowania się bezdomnymi zwierzętami oparty na ich porzucaniu przez gminy i pozaprawnym rozdawnictwie, jest jednak wysoce patologiczny. Z tego zasadniczego powodu, że finansowane z publicznych pieniędzy działania pozaprawne, choćby były chwalebne co do zamierzeń i skutków, nie poddają się żadnej kontroli. Oto przykładowe skutki uboczne takiego żywiołowego „recyclingu” zwierząt: Statystyka 90% adoptowanych psów (w tym odbieranych przez dotychczasowych właścicieli) dotyczy tylko ok. 210 schronisk nadzorowanych przez Inspekcję Weterynaryjną, do których trafia 80% wyłapywanych zwierząt. Los reszty wyłapywanych zwierząt pozostaje niejawny. Urzędowa wiedza o losie zwierząt z nadzorowanych schronisk polega na schroniskowym rejestrze zwierząt lub oświadczeniu prowadzącego schronisko. Rejestry te nie są weryfikowane spisem z natury. Najwyższe ujawnione manko w jednym schronisku obejmowało ponad tysiąc zwierząt. Zakres nadzoru Inspekcji Weterynaryjnej nad schroniskami nie obejmuje weryfikacji wykazanych w rejestrach adopcji. Umowy adopcyjne, traktowane są jako należące do sfery tajemnicy handlowej przedsiębiorcy oraz sfery prywatności adoptującego i pod tym pretekstem nie są publicznie ujawniane. W nielicznych przypadkach gdy badał to prokurator, stwierdzano fałszowanie rejestrów i umów adopcyjnych. Los zwierząt z zamykanych schronisk jest nieznany, bo ich status prawny jest nieokreślony. Po prostu znikają z pola widzenia nadzoru weterynaryjnego. Wielokrotny zakaz działania schroniska i powtórne jego rejestrowanie jest doskonałym sposobem na ukrycie losu znacznych ilości zwierząt. Jako „adopcja” wykazywane jest także hurtowe pozbywanie się zwierząt, W tym transporty za granicę, „adoptowanie” licznych zwierząt przez osobę prowadzącą schronisko, lub podstawione „słupy”. Rozdawanie zwierząt do adopcji nie opłaca się przedsiębiorcy, który zainwestował znaczne środki w kombinat na wiele tysięcy psów i narzucił gminom usługi płatne wedle stawek dziennych. Przemysłowy chów tysięcy bezdomnych psów jest wtedy bardziej opłacalny niż szybkie obroty nimi w typowym schronisku, bo psy zarabiają wtedy ciągle i „dożywotnio”. Średni ogólnopolski czas pobytu psa w schronisku wynosi 0,5 roku, a np. w schronisku w Wojtyszkach wynosi prawie 4 lata. Z takich schronisk wydawanych jest mniej niż połowa przyjmowanych zwierząt. Adopcja taka, jak chcielibyśmy ją rozumieć, znacznie różni się od tej z optymistycznych statystyk rozchodu zwierząt ze schronisk. Bliższa prawdy jest ocena, że tylko połowa wyłapywanych psów znajduje jakieś nowe domy. Druga połowa ginie. Najgorsze jest jednak to, że w niewielkim tylko stopniu przez profesjonalne i humanitarne uśmiercenie, a przeważnie przez zadręczenie na śmierć. Bo najtańszym bezpiecznym sposobem rozchodu zwierząt jest stłoczenie ich w zamknięciu byle gdzie i zaniechanie opieki. 3. Ucywilizowanie obrotu bezdomnymi zwierzętami Brak możliwości znalezienia dla praktyki adopcji podstaw w prawie rzeczowym ma swe źródło w tym, że sama u.o.z. postrzega zjawisko bezdomnych zwierząt jako żywioł przyrody, a nie jako rezultat dysponowania przez ludzi swoim mieniem. To przesądza, że zasadniczo przepisy prawa rzeczowego nie mają zastosowania, bo zwierzęta bezdomne mają tu status odpadów. Przepis art. 4 pkt 16 u.o.z. definiuje zwierzę bezdomne przez nawiązanie do prawa rzeczowego, bo przywołuje pojęcie „właściciela lub opiekuna” (generalnie – posiadacza zwierzęcia), który zobowiązany jest do zapewniania mu opieki. Brak możliwości ustalenia takiego posiadacza czyni zwierzę domowe bezdomnym. Z drugiej strony jednak, inaczej niż w prawie rzeczowym, ustawa nie dopuszcza by ów posiadacz mógł zwierzę zgubić, tak jak może zgubić każdą inną rzecz ruchomą. Zwykła rzecz zgubiona – gdy tylko ktoś się nią zainteresuje – nabywa status rzeczy znalezionej i podlega szczególnym procedurom prawa rzeczowego. Natomiast wedle definicji w u.o.z., zwierzę nie jest gubione, a może tylko samo z siebie „uciec” „zbłąkać się” lub „zostać (celowo) porzucone”. Zauważmy, że definicja bezdomnego zwierzęcia sformułowana jest tak, że podmiot sprawowania należnej opieki (posiadacz) nie jest podmiotem sprawczym braku opieki (bezdomności), a jest nim samo zwierzę. Zaś sprawczość samych zwierząt może być traktowana tylko jako żywioł natury, którego niesposób ujmować w kategoriach cywilnoprawnych. Konsekwentnie, rozporządzenie wykonawcze o wyłapywaniu rysuje obraz stałego zagrożenia żywiołem bezdomnych zwierząt, który to żywioł gminy mają ograniczać okresowymi akcjami wyłapywania bezdomnych zwierząt, uprzedzając mieszkańców o terminie i zasięgu takich akcji. Podobnie do akcji odszczurzania. Skoro tak, to można by spytać, dlaczego zadanie walki z takim żywiołem sformułowane zostało w u.o.z., a nie na bardziej właściwym gruncie u.c.p.g., gdzie jest już mowa o „ochronie przed bezdomnymi zwierzętami” i o schroniskach. Umieszczenie „wyłapywania” w u.o.z. ma to znaczenie, że pozwala, na zasadzie dereifikacji zwierząt, wykluczyć „znajdowanie”, czyli ominąć stosowanie do zwierząt bezdomnych przepisów prawa o rzeczach znalezionych. Bowiem przepisy prawa o rzeczach znalezionych mówią wyraźnie, że mają zastosowanie także do zwierząt, które zbłąkały się lub uciekły (do 2015 r. był to art. 184 §2 k.c., obecnie art. 2 ustawy o rzeczach znalezionych). Szło o to, by uniknąć angażowania w problem bezdomnych zwierząt administracji rządowej i pozostawić go w wyłącznej gestii gmin. W rezultacie, podległe starostom powiatowe Biura Rzeczy Znalezionych odmawiają przyjmowania zgłoszeń o znalezieniu zwierząt, tłumacząc, że „zwierzę nie jest rzeczą” a sprawa zwierząt bezdomnych jest uregulowana w u.o.z. i powierzona jest gminom. Szczytna zasada dereifikacji zwierząt znalazła tu więc takie praktyczne zastosowanie, że zwierzę nie jest nawet rzeczą, bo jest tylko odpadem. Naturalnym jest, że, przepisy o odpadach komunalnych nie precyzują, co ma się dziać ze zwierzętami odstawionymi do schronisk. Podobnie, jak nie precyzują co ma się dziać ze śniegiem usuniętym z ulic. Problem bezdomnych zwierząt nie zostanie rozwiązany bez usunięcia z u.o.z. instytucji „wyłapywania” bezdomnych zwierząt i zastąpienia jej ich „znajdowaniem” w rozumieniu prawa rzeczowego. Przewiduje ono, że rzeczy znalezione mogą trafiać do nowego właściciela, o ile nie odebrał ich pierwotny właściciel, a po drodze nie mogą znikać w niejawnych okolicznościach. Zaprzestanie „wyłapywania” pociąga za sobą usunięcie przepisów o zwierzętach bezdomnych z u.c.p.g. (ochrona przed bezdomnymi zwierzętami i schroniska jako zakłady utylizacji). Przepisy u.o.z. powinny natomiast skoncentrować się na sprecyzowaniu czym ma się różnić postępowanie ze znalezionymi zwierzętami w odróżnieniu od postępowania ze zwykłymi rzeczami ruchomymi. Są trzy konkretne powody modyfikacji tych przepisów w odniesieniu do zwierząt. Pierwszy to taki, że zwierzęta znalezione, a nie odebrane i nie znajdujące nowego właściciela, nie mogą być likwidowane. Stąd wynika, że zamiast licytacji rzeczy, których nie odebrano i likwidacji rzeczy, których nie udało się zlicytować, zwierzęta będą przechowywane w zasadzie dożywotnie i przez cały czas oferowane nabywcom. Drugi to taki, że przechowywanie zwierząt jako rzeczy znalezionych musi uwzględniać, że są to istoty żywe i zdolne do odczuwania cierpienia. Zatem warunki ich przechowywania muszą być zupełnie inne niż te, określone dla rzeczy ruchomych. Właściwym sposobem przechowywania zwierząt domowych jest dom tymczasowy, ewentualnie miejsce ich zbiorowego utrzymywania, spełniające wymagania co do właściwej opieki. Trzeci powód jest taki, że w przypadku zwierząt domowych, ponad celem ochrony mienia jest cel dobra samych zwierząt, tj. zapewnienia im opieki przez osobę utrzymującą je w domu w charakterze towarzysza. Stąd wynika, że warunki zbywania zwierząt nie mogą mieć formy licytacji, sprzedaży czy też rozdawnictwa komukolwiek, lecz wymagają jakiejś gwarancji, że dostały się w „dobre ręce”. Tadeusz Wypych Fundacja dla Zwierząt „Argos” 24.08.2018
-
Ruch Ludzi - Prawa Zwierząt DLACZEGO KŁAMIE? Śliwa-łobacz, prezeska Fundacji Mondo cane kłamie, dlaczego? przecież była twarzą nowelizacji Ustawy o ochronie zwierząt w roku 2011, gdzie wprowadzono zapis, że psy mają mieć 3 metrowy łańcuch i powinny być spuszczane z łańcucha co 12 godzin. --------------------------- Tadeusz Wypych https://www.boz.org.pl/ Ustawa dla pet-biznesu lipiec 2011 ''Uwagi do projektu zmiany ustawy o ochronie zwierząt z maja 2011 Zaletą tego projektu zmiany ustawy o ochronie zwierząt jest to, że w jego uzasadnieniu szeroko opisane są przejawy patologii dotyczącej wyłapywania bezdomnych zwierząt i działalności schronisk. We wcześniejszym projekcie, rok wcześniej, całe to zjawisko zostało nazwane krótko "hyclostwem". Dzięki miłośnikom zwierząt i mediom opinia publiczna coraz silniej domaga się likwidacji tej patologii i można oczekiwać, że do zmian prawa na tym tle w końcu dojdzie. Rzecz jednak w tym, by były to zmiany na lepsze, a nie na gorsze. Jeśli zmiany przepisów wprowadzane będą bez rzetelnej diagnozy problemu, bez rozpoznania mechanizmów patologii i bez analizy kreujących ją interesów, to prowadzić mogą do pogorszenia sytuacji, a nie do poprawy. A taki właśnie jest ten projekt. Projekt głosi, że od prowadzenia schronisk dla zwierząt trzeba odsunąć przedsiębiorców i powierzyć je wyłącznie organizacjom społecznym. Podział na złych przedsiębiorców i dobre organizacje jest jednak wyłącznie faktem medialnym. Lista schronisk-mordowni prowadzonych przez organizacje pozarządowe nie jest krótsza niż tych prowadzonych przez przedsiębiorców lub same gminy. Działanie organizacji w tej branży generalnie nie różni się od działania przedsiębiorców ani w efektach, ani w sposobach, ani nawet w pod względem formalnym. Choćby dlatego, że organizacje są przedsiębiorcami faktycznie i bywają nimi całkiem formalnie. Co więcej, projekt przewiduje, że schroniska powinny być prowadzone wyłącznie przez organizacje o statusie organizacji pożytku publicznego. Dlaczego - nie wyjaśniono. To znów tylko odwołanie się do pozytywnych skojarzeń kształtowanych przez media. Wszak przepisy o statusie OPP nic nie mówią o opiece nad zwierzętami, a status ten uzyskiwany jest po spełnieniu przez organizację czysto formalnych, niewygórowanych wymogów. Nadzór państwowy nad takimi organizacjam https://www.facebook.com/share/v/1AowPwp6TH/