Jump to content
Dogomania

bunia2010

Members
  • Posts

    284
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by bunia2010

  1. Prokuratura Rejonowa w Suchej Beskidzkiej prowadzi dochodzenie w sprawie znęcania się nad zwierzętami w pseudoschronisku w Hucisku. Przebywały tam 54 psy, dziewięć koni, kucyk, trzy cielęta, sześć kóz oraz osiem świnek getyńskich. Truchła psów znaleziono tam w zamrażarce. Zwierzęta według zawiadamiającego prezesa zarządu Stowarzyszenia FRIKAJ.pl miały być niedokarmiane i niepojone w dostateczny sposób oraz przetrzymywane w złych warunkach - przebywały w klatach we własnych odchodach. Ponadto miały nieopatrzone rany. "W toku postępowania dokonano oględzin miejsca zdarzenia, zabezpieczenia czterech trucheł psów oraz szczęki nieustalonego zwierzęcia, powołano Zakład Higieny Weterynaryjnej w Krakowie celem wydania opinii w przedmiocie ustalenia przyczyny śmierci zwierząt" – poinformował we wtorek rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krakowie prok. Janusz Kowalski. Postępowanie toczy się w oparciu o czyn z art. 35/1a ustawy o ochronie zwierząt, czyli znęcanie się nad zwierzęciem, za co grozi kara do trzech lat pozbawienia wolności. W sprawie planowane jest wykonanie dalszych czynności polegających m.in. na uzyskaniu opinii biegłych. Do schroniska w Hucisku w powiecie suskim miały trafiać zwierzęta przekazywane przez inne fundacje mające zajmować się ochroną zwierząt.
  2. Truchła w zamrażarkach i fatalne warunki w patoschronisku. Trwa proces Obiekt w Hucisku w Małopolsce, w którym ujawniono skrajnie złe warunki trzymania zwierząt oraz truchła psów, nie był zgłaszany jako schronisko – przekazał Urząd Gminy Stryszawa. Podkreślił, że nie przekazywał osobom prowadzącym to miejsce pieniędzy w związku z opieką nad zwierzętami. Przed sądem trwa proces prezeski stowarzyszania Frikaj i jej wspólniczki, oskarżonych o znęcanie się nad zwierzętami w tym miejscu. Jak wynika z oświadczenia władz gminy, pierwsza informacja o wynajęciu nieruchomości przez stowarzyszenie mające działać na rzecz ochrony zwierząt domowych i gospodarskich Frikaj wpłynęła do urzędu 2 lutego 2023 roku, kiedy jego przedstawiciel złożył deklarację dotyczącą opłaty za gospodarowanie odpadami dla nieruchomości niezamieszkałej. Z wyjaśnień złożonych wówczas w Urzędzie wynikało, że obiekt nie będzie pełnił funkcji schroniska. Jak przekazały PAP władze Gminy Stryszawa, pierwsze anonimowe zgłoszenie o uciążliwościach związanych z przebywaniem zwierząt na terenie gospodarstwa rolnego w Hucisku wpłynęło 17 kwietnia 2023 roku. Zgłaszający informował o hałasie i prosił o sprawdzenie sytuacji. Gmina wezwała wówczas stowarzyszenie Frikaj do złożenia wyjaśnień. Samorząd podkreślił, że nie zawierał żadnych umów z osobami prowadzącymi to miejsce i nie przekazywał im środków finansowych w związku z opieką nad zwierzętami. W kolejnych zgłoszeniach zaniepokojeni mieszkańcy zawiadomili o sprawie także Powiatowy Inspektorat Weterynarii w Wadowicach, policję oraz Krakowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami. Pod koniec października 2023 roku w obiekcie ujawniono skrajnie złe warunki przetrzymywania zwierząt – głodujące psy, konie brodzące we własnych odchodach oraz truchła zwierząt przechowywane między innymi w zamrażarkach. Znęcanie się nad zwierzętami W toku postępowania Prokuratura Rejonowa w Suchej Beskidzkiej ustaliła, że proceder znęcania się dotyczył 54 psów, 9 koni, 3 cielaków, 6 kóz, 8 świnek getyńskich oraz kucyka. Dwie kobiety prowadzące to pseudoschronisko, w tym prezes stowarzyszenia Frikaj Ludmiła S. nie przyznały się do zarzucanych im czynów. Sprawa znalazła swój finał w sądzie. Wyrok nakazowy wydany w maju ubiegłego roku przez Sąd Rejonowy w Suchej Beskidzkiej przewidywał wobec oskarżonych kary ograniczenia wolności w formie nieodpłatnej pracy społecznej, zakazy posiadania zwierząt i wykonywania zawodów związanych z ich wykorzystaniem oraz nawiązki w wysokości 15 tys. zł i 10 tys. zł. Oskarżone o znęcanie się nad zwierzętami Aleksandra T. i Ludmiła S. nie zgodziły się na wyrok nakazowy, dlatego są teraz sądzone w trybie zwyczajnym. Kolejna rozprawa została wyznaczona na 12 marca. Za znęcanie się nad zwierzętami grozi kara pozbawienia wolności do trzech lat. Stowarzyszenie Frikaj nie odpowiedziało na pytania PAP. Strona internetowa organizacji jest nieaktywna, a stowarzyszenie nadal prowadzi internetowe zbiórki pieniężne pod hasłami „na pomoc zwierzętom”.
  3. Pet Patrol Rybnik Jesteśmy zaniepokojeni tym, co w ostatnich dniach dzieje się w sieci. Pojawia się bardzo dużo emocjonalnych treści i niestety także dezinformacji dotyczącej nowej ustawy o zdrowiu zwierząt. Czytamy, że organizacje będą likwidowane. Że ratowanie zwierząt stanie się nielegalne. Że małe fundacje nie będą mogły działać. Jesteśmy też szczerze zdziwieni postawą części dużych organizacji i osób publicznych, które przez lata mówiły o konieczności uregulowania rynku schronisk i większej kontroli. Kiedy przepisy wchodzą w życie, nagle pojawia się narracja, że to zamach na organizacje społeczne. Spokojnie. Sprawdźmy fakty Nowa ustawa o zdrowiu zwierząt wdraża unijne przepisy dotyczące zdrowia zwierząt i nadzoru weterynaryjnego. Jej głównym celem jest kontrola chorób zakaźnych, rejestracja określonych działalności oraz uporządkowanie systemu nadzoru. To nie jest ustawa o likwidacji fundacji Rozporządzenie, o którym tak dużo się mówi, dotyczy formalnych schronisk dla zwierząt. Określa ich warunki techniczne i organizacyjne. Nie dotyczy każdego domu tymczasowego i nie oznacza, że każda fundacja nagle staje się schroniskiem. Nasza fundacja nie prowadzi schroniska. Nie prowadzimy hotelu. Działamy interwencyjnie. Ratujemy zwierzęta. Leczymy je. Zapewniamy im opiekę w domach tymczasowych. I nadal możemy to robić. Nie ma przepisu, który zakazuje ratowania zwierząt!!! Nie ma przepisu, który zabrania leczenia zwierząt w warunkach domowych. Nie ma przepisu, który automatycznie zamyka małe organizacje. Nasze domy tymczasowe to nie schronisko. To nie jest miejsce, gdzie przebywa kilkanaście czy kilkadziesiąt zwierząt. To jest dom. Z jednym psem po interwencji. Z jednym kotem wymagającym leczenia. Z konkretną opieką, spacerami, diagnostyką, terapią. My nie nabieramy zwierząt ponad siły. Nie chodzi o ilość. Chodzi o odpowiedzialność. Sztuką nie jest wziąć dwanaście psów. Sztuką jest zapewnić każdemu realną opiekę, czas i bezpieczeństwo. Dlatego rozmieszczamy zwierzęta w domach tymczasowych w sposób przemyślany. Tak, żeby móc się nimi naprawdę zająć. Nasza Fundacja nie jest schroniskiem. Dom tymczasowy nie jest schroniskiem. I ustawa tego nie zmienia. W przestrzeni publicznej pojawiają się informacje, że małe fundacje będą musiały się zamykać. To nie jest prawda w odniesieniu do domów tymczasowych. Ustawa dotyczy miejsc, w których przebywa większa liczba zwierząt w jednym stałym obiekcie, czyli podmiotów funkcjonujących jak schroniska lub stałe azyle. My nie prowadzimy azylu. Nie przetrzymujemy kilkunastu czy kilkudziesięciu zwierząt w jednym miejscu. Tak, inspekcja weterynaryjna ma narzędzia kontroli. Tak, system jest porządkowany. I dobrze, bo patologie powinny być kontrolowane. Ale to nie oznacza, że uczciwe fundacje mają przestać działać. Nie ulegajmy panice. Nie podawajmy dalej niesprawdzonych informacji. Sprawdzajmy źródła. My działamy dalej. Zwierzęta nadal potrzebują pomocy. I tej pomocy im nie odmówimy. Kochani, nie mamy zamiaru popadać w paranoje. Plan jest taki: NAJZWYCZAJNIEJ W ŚWIECIE DZIAŁAMY DALEJ Bez Waszej pomocy byłoby to nie możliwe Pamiętajcie o naszych podopiecznych podczas wypełniania deklaracji podatkowych 1,5% - mały gest - wielka sprawa
  4. Kim jesteśmy? Wolontariuszami! Oznacza to, że wszyscy członkowie Fundacji (wraz z zarządem) pracują na rzecz zwierząt bez żadnych materialnych wynagrodzeń. Wszelkie zadania wykonujemy w swoim wolnym czasie, który z własnej inicjatywy wygospodarowaliśmy, aby móc pomagać czworonogom. Każdy z Nas jest inny, dzięki czemu nasze predyspozycje i zainteresowania kreatywnie wspomagają działalność całej Fundacji. Są pośród Nas osoby zarówno pracujące, jak i studenci oraz uczniowie, kobiety i mężczyźni, wszyscy w zróżnicowanym wieku, a łączy Nas wielka miłość do zwierzaków. Nasza misja? Ratowanie zwierząt! Naszym zadaniem jest podejmowanie interwencji na podstawie Waszych zgłoszeń, dotyczących właściwie każdej krzywdy dziejącej się bądź wyrządzonej zwierzętom w naszej okolicy. Pomagamy zarówno czworonogom pozostawionym na pastwę losu, jak i tym skrzywdzonym przez człowieka. Leczenie i opieka w domach tymczasowych to stan przejściowy, gdy czuwamy nad naszymi podopiecznymi, aby później móc zrealizować najwyżej postawiony przez Nas cel – znalezienie szczęśliwych domów dla jak największej ilości zwierzaków. Wsparcie Fundacji Zostań naszym wolontariuszem. Jeśli kochasz zwierzęta i chcesz się aktywnie włączyć do działania, napisz do nas lub: jeśli jesteś świadkiem znęcania się nad zwierzęciem, bądź zwierze przetrzymywane jest w złych warunkach, reaguj i zgłoś ten fakt do nas, zorganizuj zbiórkę karmy i akcesoriów dla naszych podopiecznych w swojej szkole lub miejscu pracy, wśród bliskich i przyjaciół, udostępniaj nasze ogłoszenia zwierząt, które szukają nowych domów poprzez portale społecznościowe. Pamiętaj, że każde udostępnienie do szansa na nowy dom, zostań domem tymczasowym dla psa lub kota, my pokryjemy koszty opieki weterynaryjnej oraz wyżywienia, Ty podarujesz schronienie do czasu aż znajdziemy mu nowy dom, jesteś mobilny? Czasem potrzebujemy transportu dla naszych podopiecznych np. do lekarza czy nowego domu, weź udział w naszych bazarkach, na których odbywają się licytacje fantów podarowanych przez darczyńców, a z których dochód w całości wspomoże naszych podopiecznych, masz jakiś fajny pomysł? Napisz do nas. Co możesz podarować naszym podopiecznym? karma dla psa lub kota, mokra lub sucha, akcesoria dla zwierząt czyli smycze, obroże, szelki, zabawki, legowiska, transportery, koce, środki na pchły, tabletki na odrobaczenie, szampony, płyny do czyszczenia uszu, środki czystości, środki do dezynfekcji, fanty na bazarki (tj. licytacje z których dochód wesprze w całości naszych podopiecznych). W danym momencie mamy różne potrzeby, jeśli masz ochotę zakupić dla naszych podopiecznych coś czego w danym momencie bardzo potrzebujemy, napisz do nas. Środki finansowe, które przeznaczamy na leczenie zwierząt. Niestety nikt nie leczy za darmo, chociaż lekarze weterynarii z którymi współpracujemy traktują nas zawsze bardzo ulgowo, jednak większości kosztów nie unikniemy, dlatego bardzo prosimy o pomoc finansową dla naszych podopiecznych, każdy nawet najmniejszy datek jest ważny, bo to zapłata za krok ku zdrowiu i lepszemu życiu naszego podopiecznego. Pieniądze można wpłacać na nasze konto (szczegóły znajdą Państwo tutaj), w tytule prosimy wpisać darowizna lub imię zwierzaka, dla którego przesyłacie środki. WWW: https://www.petpatrol.pl/ FB: https://www.facebook.com/petpatrolrybnik BLIK- 792 327 170 Możesz wesprzeć naszych podopiecznych cegiełką na: https://www.ratujemyzwierzaki.pl/cegielkapetpatrol 1,5% - mały gest - wielka sprawa KRS: 0000781066 Bo Pet Patrol Rybnik to nie fundacja „na papierze”. To ludzie - wolontariusze, którzy codziennie działają dla tych, którzy sami o pomoc poprosić nie potrafią Dla tych, którzy przestali już wierzyć, że ktokolwiek po nich wróci. Z miejsc, do których mało kto chce zaglądać… Kociaki, skulone w ciszy, bez nadziei na jutro… Psiaki, które zamiast wesoło merdać ogonem, nauczyły się nasłuchiwać kroków swoich oprawców… Maleństwa, które świat przywitał głodem i chłodem, wypatrujące, czy matka dziś wróci… I seniorzy, których już nikt nie chce, bo są tylko kłopotem… Codziennie przytulamy, głaszczemy, karmimy, sprzątamy, podajemy leki. Niemal codziennie któryś z wolontariuszy jest w gabinecie weterynaryjnym. Walczymy o ich lepsze jutro. Bo po prostu zasługują Wasz 1,5% to: operacje, zabiegi, kastracje, szczepienia, odrobaczania, badania diagnostyczne, leki, wizyty kontrolne… pełne miseczki i kuwetki dach nad głową i ciepły kąt i dziesiątki uratowanych istnień rocznie Zrób coś wielkiego… bez wstawania z kanapy. Dla nich - to całe życie. KRS: 0000781066 BLIK: 792 327 170 Konto bankowe (PL): 24 1600 1462 1824 6396 7000 0001 Konto walutowe (EUR): 94 1600 1462 1824 6396 7000 0002 Nr BIC (SWIFT): PPABPLPK PayPal: [email protected] Zakupy, które ratują życie: https://ocalonelapki.pl/pet-patrol-rybnik Wesprzyj nas na Patronite: https://patronite.pl/petpatrolrybnik Paczuszki można kierować na paczkomat RYB46M z numerem telefonu 572 864 769 Można także: podrzucić je do siedziby fundacji podczas dyżuru zostawić w sklepie Maxi Zoo Polska (Żory) zostawić w Powiatowej i Miejskiej Bibliotece Publicznej w Rybniku Pamiętajcie też o naszym bazarku: https://www.facebook.com/groups/1894736440695762/?ref=share Tam również możecie wesprzeć nasze działania i przy okazji wyłapać prawdziwe perełki
  5. Komornik będzie szukał Morusa. Sąd nakazał oddać psa, organizacja milczy https://gniezno.naszemiasto.pl/komornik-bedzie-szukal-morusa-sad-nakazal-oddac-psa-organizacja-milczy/ar/c1p2-28711029 Miał 13 lat i całe życie spędził z jedną rodziną w Stęszewku pod Pobiedziskami. Dziś miejsce pobytu psa o imieniu Morus pozostaje nieznane, a jego właściciele od wielu miesięcy bezskutecznie walczą o jego powrót. Sprawa budzi coraz większe emocje, bo mimo decyzji burmistrza, a potem decyzji sądu nakazującej oddanie zwierzęcia, organizacja prozwierzęca, która zabrała psa, wciąż go nie zwróciła. Weszli i zabrali psa. Policjanci im „pomogli”? Morus, starszy pies w typie husky, został odebrany właścicielom — Magdalenie i Arkadiuszowi Kubackim ze Stęszewka w październiku 2024 roku. Interwencję przeprowadziła jedna z organizacji prozwierzęcych, Poznańska Ochrona Zwierząt, powołując się na podejrzenie niewłaściwych warunków utrzymania zwierzęcia. Według nich, pies miał być brudny, zaniedbany i mieć brodawkę na pysku oraz kamień na zębach. Do kojca miał z kolei być przypięty pastuch elektryczny. Na nic zdały się zapewnienia, że Morus jest brudny, bo kilka godzin wcześniej uciekł z domu i „zabalował” w okolicznej stajni, a pastuch od lat ma być wyłączony. – Morus był z nami od szczeniaka, był członkiem rodziny. Nigdy nie był zaniedbywany ani krzywdzony – podkreślają właściciele psa, wskazując na zdjęcia na których widać Morusa i członków rodziny: na wakacjach, w domu, nad jeziorem. Na nagraniach z dnia interwencji stowarzyszenia z monitoringu domowego widać jak na posesje przyjechało dwóch funkcjonariuszy policji, wezwanych przez POZ. Zaraz za nimi, mimo sprzeciwu domowników, weszły dwie osoby obce ze stowarzyszenia. Interweniujący zrobili zdjęcia starych misek do zbierania deszczówki, ogłaszając, że pies nie miał ani wody ani jedzenia. Właściciele z kolei twierdzą, że miski dla psa były, przed domem, ale interweniująca para nie chciała ich zobaczyć. Zdaniem Kubackich pies został zabrany bez podstaw, a interwencja była pochopna. Mimo to w Internecie pojawiła się zbiórka na psa, którego nazwano roboczo „Atosem”. Według jej opisu, był krzywdzony przez rodzinę. Od ponad roku walczą o Morusa. Sąd nakazuje zwrot, organizacja nie zwraca psa. Bo nie Sprawą zajęły się władze gminy. Po analizie dokumentów i okoliczności burmistrz gminy Pobiedziska wydał decyzję administracyjną, w której nakazał zwrócenie psa właścicielom. Poznańska Ochrona Zwierząt złożyła od tej decyzji odwołanie, ale decyzja została podtrzymana. Mimo to Morus nie wrócił do domu. Organizacja, która przeprowadziła interwencję, nie wykonała decyzji, twierdząc, że działała w interesie zwierzęcia i że jego dobro jest nadrzędne. W podobnym czasie – w 2024 przed sądem w Gnieźnie toczyło się postępowanie przeciwko właścicielom psa. Poznańska Ochrona Zwierząt zarzuciła znęcanie się Kubackich nad Morusem. Sprawa została umorzona, a po odwołaniu się skarżących prokurator podtrzymał umorzenie. Morusa nadal nie wydano właścicielom. Pies nie został też przewieziony do najbliższego schroniska, choć zgodnie z odpowiednią ustawą po zabezpieczeniu przez członków stowarzyszenia powinien. Kubaccy rozpoczęli kolejną batalię o odzyskanie członka rodziny, tym razem zakładając prezesce stowarzyszenia sprawę cywilną. Nie było to łatwe, ponieważ adres korespondencyjny Poznańskiej Ochrony Zwierząt to… świetlica wiejska w Żernikach pod Poznaniem. Ostatecznie do rozprawy doszło i wydział cywilny sądu gnieźnieńskiego w czerwcu 2025 roku nakazał oddanie Morusa Kubackim na czas prowadzonego postępowania oraz wyznaczył termin wydania zwierzęcia – w ciągu dwóch tygodni. Pomimo decyzji sądu, pies nadal nie wrócił do domu, choć powinien. Prezeska Poznańskiej Ochrony Zwierząt na rozprawie zeznała, że nie wie i nie pamięta gdzie przebywa Morus, bo współpracuje z wieloma domami tymczasowymi. Choć ma dostawać na różne komunikatory zdjęcia od osób zajmujących się husky’m, to zeznała, że nie pamięta kto jej wysyła takie treści. Ze zdjęć i treści publikowanych na facebookowej stronie stowarzyszenia wynika, że pies przeszedł zabiegi chirurgiczne bez wiedzy i zgody Kubackich. Jego właściciele uznali to za znęcanie się nad nim. Sąd w Gnieźnie umorzył postępowanie, uznając, że nie doszło do czynów zabronionych. Gdzie jest Morus? Komornik będzie go szukał – Dla nas najtrudniejsze jest to, że nie wiemy, w jakim jest stanie, czy żyje, czy ktoś się nim opiekuje – mówią właściciele. W sieci powstały grupy i profile wspierające rodzinę, a sprawa zyskała rozgłos także poza regionem. Sąd w Gnieźnie 22 stycznia po sprawie cywilnej wydał klauzulę wykonalności, co oznacza, że postanowienie o zwrocie zwierzęcia trzeba wykonać. Rodzina z kolei wobec braku oddania psa zgłosiła się do… komornika! Urzędnik lada dzień ma wszcząć egzekucję świadczenia niepieniężnego niezastępowalnego. Prostymi słowami: będzie szukał Morusa, a prezesce Poznańskiej Ochrony Zwierząt, jeśli nie wyda psa, grozić będzie wysoka grzywna (jednorazowo do 10 tysięcy złotych), a ostatecznie nawet areszt. Część komentujących broni działań organizacji, wskazując, że mają one prawo reagować w sytuacjach zagrożenia dobra zwierząt. Inni podkreślają, że decyzje administracyjne i wyroki sądowe powinny być respektowane, a odbieranie zwierzęcia bez jednoznacznych podstaw prowadzi do dramatów zarówno po stronie właścicieli, jak i samych zwierząt. Co ciekawe, w podobnej sytuacji znalazła się rodzina spod Swarzędza, której Poznańska Ochrona Zwierząt 10 miesięcy temu odebrał leciwą suczkę rasy dużej, Kawę. Stowarzyszenie uznało ją za wychudzoną i zmaltretowaną. Mimo klauzuli wykonalności dotyczącej zwrotu psa rodzinie wydanej przez sąd, nikt nie wie gdzie jest suczka. Prezeska stowarzyszenia Poznańska Ochrona Zwierząt, stanowczo odmówiła rozmowy z dziennikarką Głosu Wielkopolskiego. Adwokatka reprezentująca Poznańską Ochronę Zwierząt, Sara Balcerowicz, nie odbiera telefonów, nie odpisała też na maila z zapytaniem o sprawę.
  6. Krystyna Sroczyńska "Pokaż mi z kim się zadajesz, a powiem ci kim jesteś"!
  7. Kłamstwo ma krótkie nogi. Tym razem o DIOZ, z którym przez krótki moment współdziałała Ada, bo szambo się rozlewa i wyraźnie widać, że są podwójne standardy moralności. Kiedy kogoś przerosło życie i ma przy sobie zwierzęta to dzielni panowie z DIOZ nie mają oporów przed pokazywaniem takiego nieudacznika i nadaniem wdzięcznego imienia Melinka kotce, którą zwijają przy okazji. Kotka "gniła" na kanapie, ale psy w azylu pana Bielawskiego, który chciał dobrze tylko zebranych milionów nie starczyło już nie gniły. Nie pojmuję jak inne organizacje mogą stać teraz murem za człowiekiem, który zbierał dużo kasy i w każdej chwili mógł wszystkie te organizacje prosić o pomoc, ale tego nie zrobił. W całym tym zamieszaniu Ada korzysta, bo nawet, gdyby dochodziło tam do ekscesów w kwestii opieki nad zwierzętami to żadna kontrola nic nie wykaże. Są domki, są izolatki. Psy nie marzną a lekarz decyduje o tym czy pies wymaga izolacji. Kontrola nie ma uprawnień by to weryfikować. Gdyby tak choć ludziom spadły klapki z oczu co do skali problemu bezdomności psów i kotów i tego ile kasy idzie na całkiem niepotrzebne rzeczy. Gdyby tak rozsądek stał się modny. P.S. Ciekawe co stało się z Melinką.
  8. Krystyna Sroczyńska PRZESTĘPCY SĄ WŚRÓD NAS -ta walka z łajdakami dorabiającymi się na krzywdzie zwierząt i na dramatach i krzywdzie ludzi jest bardzo trudna i kosztowna. Bezradny, człowiek nieznający zawiłości prawa, w dodatku biedny jest łatwym łupem dla hien. Najczęściej przerażony i zastraszany. Odebrać stado koni, stado krów i zaraz zabić je w rzeźni ( kasa oczywiście dla złodzieja), a właścicielowi proces o znęcanie się nad nimi; zabrać konie, świnie, psy, psy rasowe ( bo za nie kasę dodatkowo można wziąć od kupującego), rozalić legalną hodowlę - skraść psy "na bezczela", doprowadzać ludzi do ruiny finansowej, często do utraty zdrowia... Zdarzały się "Interwencje" i zabór psów "na zamówienie" i co sie pod złodziejskie łapy nawinie. Hulaj dusza- piekła nie ma! W rzetelnych organizacjach- nie złodziejsko-łajdackich obowiązuje przy interwencjach zasada: NAJPIERW POUCZYĆ, DAĆ CZAS NA POPRAWĘ WARUNKÓW, potem PONOWNA KONTROLA. ZABÓR ZWIERZĄT TO OSTATECZNOŚĆ Patoorganizacje rosną jak grzyby po deszczu, są coraz bardziej bezczelne, ich działania coraz bardziej bezwzględne- często na granicy bandytyzmu. I POZOSTAJA BEZKARNI, A BEZKARNOŚĆ ROZZUCHWALA!! Mają miliony niezarabiane własną pracą, ale zbierane pod hasłami ratowania zwierząt- ile z tego idzie na procesy, adwokatów, pensje dla zarządu, wypasione auta, zagraniczne ekskursje..... inne wydatki, nijak niepotrzebne zwierzętom. To są ich biznesy, życie w dobrobycie, na który się własną praca nie zarobiło. A zwierzęta się nie poskarżą! Można? Można, jeśli zapomniało się co to jest CZŁOWIECZEŃSTWO!! MONDO CANE -Śliwa-Łobacz POZNAŃSKA OCHRONA ZWIERZAT- Angelika Wasilewska cyniczni łajdacy ukradli ludziom 2 psy!! MORUS i KAWA -ukradzione stare, schorowane psy- mimo wysiłków nie wróciły do właścicieli. Uśpiła je , albo skonały w przerażeniu i samotności. To było ewidentne okrucieństwo, cyniczne znęcanie się nad starymi psami i ich właścicielami. Jak to nazwać? Cynizm? Degrengolada moralna,( żeby nie użyć słowa mocniejszego) POSPOLITE KUREWSTWO? To było ewidentne i celowe znęcanie się nad tymi psami! Czy sprawczynię ich gehenny można nazwać człowiekiem ? *** Główne kary za znęcanie się nad psem (stan prawny 2025/2026): Pozbawienie wolności: Do 3 lat: Za znęcanie się nad zwierzęciem (art. 35 ust. 1). Od 3 miesięcy do 5 lat: W przypadku znęcania się ze szczególnym okrucieństwem (art. 35 ust. 2). Nawiązka pieniężna: Sąd może orzec nawiązkę na rzecz ochrony zwierząt w wysokości od 1 tys. zł do nawet 100 tys. złotych. Dlaczego sprawczyni jeszcze nie siedzi za kratami??? To jest ewidentny dowód, że sprawiedliwość nie istnieje. Psy są traktowane przedmiotowo; wycenia się jak rzecz małej wartości ( najczęściej 50,-) a sąd uznaje małą szkodliwość społeczną" działalności tej swołoczy! Prawdziwe i gorzkie jest stare polskie przysłowie:"k**wa i złodziej zawsze o krok przed prawem". *** Mondo Cane- -prezeska- pozbawiona empatii przyzwoitości ( jej drwiny z listów Ojca Magdy Szwarc pisanych z obozu w Auschwitz biją rekordy takiej degrengolady etycznej, że nie ma w polszczyźnie słowa dostateczne plugawego, aby tę wypowiedź określić)>>>>cyt. z Dogo za kahoona: "A najlepsze są te listy z Oświęcimia - upadłam.... Szkoda, że nie spod Grunwaldu.... Łzy mi się polały.... ze śmiechu">>>> Zaiste godna następczyni i naśladowczyni łajdaka Bielawskiego i jeszcze paru innych prezesów i prezesek! Po chamsku zarzuca Pokrzywdzonej,że "nie ma zdolności honorowej". Stwierdzenie już świadczy o tym,że mamy do czynienia z dyletantką, która nie ma pojęcia o znaczeniu używanego terminu, zaś o Kodeksie Boziewicza w życiu nie słyszała.. Chamstwo wpisane w geny i hucpa oraz buta wynikająca z tych "licznych kontaktów z b. wpływowymi ( kobiety też, czy tylko mężczyżni?). Jak wiemy z lekcji przyrody-noooo...robaczywe śliwki o honorze to bladego pojęcia nie mają. Rozwinąć temat? Jak podłą trzeba być kreaturą,żeby kraść stare psy- no cóż dobre wzorce obrała: Bielawski i dziesiątki bandyckich kradzieży np.ukradzina KORA,(uśpiona przez tę kanalię) ukradzione rodowodowe cavaliery.. .Chakerijan i ukradziona i stareńka DIANA, skonała samotna w boksie u równie zdegenerowanej wetki.Nie przeżył tego rozstanie jej ciężko chory Opiekun. Śliwa- MORUS i KAWA! Te dwie kradzieże nie są jedynymi w "dorobku". Ktoś taki ma uczestniczyć w stanowieniu nowego prawa dla zwierząt??! OPAMIĘTANIA!!! *** MONDO CANE:ŚLIWA-ŁOBACZ POZNAŃSKA OCHRONA ZWIERZAT- ANGELIKA WASILEWSKA Kodek karny wersja od: 29 stycznia 2026 r. Art. 278. [Kradzież] § 1. Kto zabiera w celu przywłaszczenia cudzą rzecz ruchomą, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. § 3a. Kto dopuszcza się kradzieży szczególnie zuchwałej, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8. *** Niewykonanie wyroku sądu karnego, w tym uchylanie się od naprawienia szkody, stanowi przestępstwo z art. 244 k.k. lub 244c k.k. Grozi za to kara od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności, a świadome łamanie zakazów sądowych traktowane jest jako brak szacunku dla wymiaru sprawiedliwości. *** Jest wyrok sądu nakazujacy zwrot MORUSA. Pies nadal poszukiwany Złodziejka nadal na wolności. Państwo skapitulowałó?! Czy stary schorowany MORUS jeszcze w ogóle żyje???!!! Czy uśmierciła go zaraz po kradzieży? *** Gdzie jest KAWA ukradziona przez MONDO CANE- Śliwę-Łobacz?? *** WSRÓD PRZYZWOITYCH ORGANIZACJI PRO ZWIERZĘCYCH NIE MA MIEJSCA DLA ŁAJDAKÓW! NIE MA PRZYWOLENIA NA: <BANDYTERKĘ <ZŁODZIEJSTWO< <ZNĘCANIE SIĘ NAD ZWIERZĘTAMI!! DEGRENGOLADZIE ETYCZNEJ MÓWIMY- STOP!!
  9. Toz Oddział Kłecko UWAGA PILNE!!! UDOSTĘPNIAJCIE LUDZIE !!! Ukradli psa w asyście niedouczonych policjantów. 05.10.2024r w miejscowości Stęszewko gmina Pobiedziska "działacze" Poznańskiej Ochrony Zwierząt z prywatnej posesji zabrali siłą psa rasy husky o imieniu Morus. Piesek ma 13,5 roku i mieszkał z opiekunami od szczeniaka. Powodem odbioru był kamień nazębny i brudna woda w jednej z misek. Nie ma w dokumentacji weterynaryjnej informacji, że dalsze pozostawienie psa u właściciela zagrażało jego zdrowiu i życiu, a tylko wtedy można psa odebrać zgodnie z art.6 ust.3 ustawy o ochronie zwierząt. Również burmistrz Pobiedzisk wydał decyzję administracyjną o natychmiastowym oddaniu psa właścicielom. Śledztwo w sprawie kradzieży psa, przez pseudo działaczy, jest w toku. Dotychczas nie wiadomo, gdzie przebywa pies ! Sprytni oszuści dzień po odebraniu psa czyli 06.10. 2024r umieścili info o zbiórce na leczenie na "Ratujemy zwierzaki.pl" na ukradzionego psa, przedstawiając go pod innym imieniem -ATOS i zaniżając wiek do 10 lat. 03.12.2024r na stronie FB Poznańskiej Ochrony Zwierząt umieścili wzruszający wpis o Morusie ( Atosie), że jest do adopcji, tylko, że nikt nie może go adoptować !!! Kochani miłośnicy zwierząt, pomyślcie co czuje ten biedny pies siłą zabrany od kochającej go rodziny, gdzie teraz jest, o czym myśli, jaką przeżywa traumę. To już stary piesek i nie wiadomo, czy kiedykolwiek wróci do swojej rodziny. Wszystkie ręce na pokład, ktokolwiek wie coś na temat Morusa, prosimy o kontakt!!! numer telefonu do właścicielki pieska 510 716 633. Na zdjęciach Morus, jego domek, czyli pokój z przedsionkiem i zrzut ekranu ze strony POZ.
  10. Magazyn Ekspresu Reporterów Od ponad siedmiu miesięcy, Magdalena i Arkadiusz Kubaccy szukają swojego psa, Morusa. To prawie czternastoletni husky, który od szczeniaka mieszkał razem z nimi i ich dziećmi. Przy asyście policji, Morusa zabrali z ich domu działacze jednego ze Stowarzyszeń, którego priorytetem podobno jest dobro zwierząt... Pies, zniknął. Policyjne przeszukania miejsc, gdzie mógłby się znajdować, nie przyniosły żadnego rezultatu. Szefowa Stowarzyszenia odmawia też udzielenia odpowiedzi na najważniejsze pytanie – gdzie jest Morus? https://www.facebook.com/reel/3927948854201356
  11. Czarna Lista Organizacji Prozwierzęcych Zostawiam w archiwum wczorajszy materiał red. Pawła Kaźmierczaka (https://www.facebook.com/reel/1737248560518736). Chyba jednego z nielicznych dziennikarzy, którzy nie kłaniają się żadnym aktywistom. Nawet kiedy mają oni milionowe zasięgi w Internecie lub plecy wśród polityków. Poprzednio zajmował się tematem DIOZ-u, ale tym razem reportaż jest jeszcze bardziej wart odnotowania. O sprawie Morusa pisałem kilka razy, i to zanim media się nim zainteresowały, więc nie będę powtarzał wszystkiego. Przypomnę za to kalendarium wydarzeń, a Wy sami ocenicie, czy mieszkacie w jakkolwiek praworządnym kraju, czy na jakimś dzikim zachodzie, gdzie każdy, kto ma strzelbę/legitymację aktywisty jest całkowicie bezkarny. Choć nie, czekaj. Dziki zachód to akurat zły przykład. Tam mieli jakieś swoje sposoby na okoliczność kradzieży zwierzęcia. Inna sprawa, że tak jak przed aktywistami da się obronić- najczęściej wystarczy przegonić ich spod płotu- tak przed wspomagającą ich policją już się nie da. Szczególnie, gdy ta zmusza właściciela zwierzęcia do wpuszczenia aktywistów a następnie grozi mu środkami przymusu bezpośredniego, jeśli odmówi oddania swojego psa. --- Kalendarium: 1. Członkowie Stowarzyszenia "Poznańska Ochrona Zwierząt" (pełny skład, czyli aż dwie osoby) w obstawie policji z Pobiedzisk wchodzą na posesję właścicieli Morusa. Po przeprowadzeniu amatorskiego badania weterynaryjnego, które trwało łącznie (i dosłownie) poniżej 10 sekund, oznajmiają, że psa zabiorą. Policjant umożliwia im zabranie psa. 2. Morus zostaje przewieziony do różnych przychodni weterynaryjnych. Żadna nie potwierdza żadnego zagrożenia dla jego życia ani zdrowia. Na kartach weterynaryjnych znaleźć można jedynie wzmianki o przypadłościach typowo starczych, co nie powinno dziwić w przypadku 14-letniego psa tej rasy. 3. Urząd Gminy odmawia odebrania Morusa właścicielom. Powołuje się przy tym na epikryzy weterynaryjne. Decyzja zostaje wydana z klauzulą natychmiastowej wykonalności, jednak zostaje całkowicie zignorowana. 4. Prokuratura umarza postępowanie w sprawie rzekomego znęcania nad Morusem nie znajdując znamion czynu zabronionego. Bierze pod uwagę argumenty aktywistów oraz opiekunów psa i za cholerę nie może znaleźć żadnego złego traktowania psa. Aktywiści, co oczywiste, składają zażalenie na decyzję prokuratury. 5. Samorządowe Kolegium Odwoławcze podtrzymuje decyzję Urzędu Gminy. Tym samym staje się ona prawomocna, bo choć istnieje możliwość kolejnego odwołania, do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, aktywiści nie korzystają z niej. Może ich doradcy byli akurat zbyt zajęci, bo mieli zaplanowany wyjazd do Warszawy. 6. Sąd odrzuca zażalenie Stowarzyszenia na umorzenie sprawy przez Prokuraturę. Ścieżka karna zostaje wyczerpana a właściciele Morusa nie doczekali się nawet postawienia zarzutów jakkolwiek złego traktowania psa. Bo, najzwyczajniej w świecie, nie było podstaw do karania ich. 7. Prokuratura wydaje postanowienie o przeszukaniu kilku lokalizacji, w których mógł przebywać Morus. W żadnym z nich psa nie ma. Jednocześnie Pani Prezes Stowarzyszenia dostaje zarzuty z art. 284 kodeksu karnego, czyli przywłaszczenia. Tylko i to niewiele zmienia, bo Morus nadal przebywa w nieznanym miejscu. O ile żyje oczywiście... Dodatkowo, siedziba Stowarzyszenia okazuje się być poniekąd wirtualna, bo nikt nie jest w niej nawet widywany. A już na pewno nie żadne zwierzęta. Podobnie samochód, którym aktywiści się poruszają- wynajęty. Z kolei mężczyzna biorący udział w zabieraniu Morusa właścicielom jest nieuchwytny nawet dla policji. Teraz tylko czekać, aż intelektualne zaplecze tego konkretnego Stowarzyszenia zacznie chodzić po sejmowych spędach, politycznych kongresach lub ministerstwie sprawiedliwości. Tak jak robiło to wcześniej, gdy wszystkie fakty świadczyły przeciwko nim... --- I niech ktoś jeszcze napisze, że jemu to się na pewno nie przytrafi. Że on zachowałby się tak lub inaczej, a później podjął różne działania. W tej konkretnej sytuacji zabór psa umożliwili policjanci- nie dało się z nimi szarpać, bo to skończyłoby się w areszcie. Z kolei zdjęcie zatrzymanego nakręcałoby zrzutkę pieniędzy pt. "patrzcie, oprawca w kajdankach". Nie wiem też jakim skończonym <przekleństwo> trzeba być, żeby cynicznie krzywdzić ludzi i ich zwierzęta pod przykrywką działalności charytatywnej, ale to przecież nie jest ani pierwszy, ani nawet setny raz, gdy pseudo-aktywiści fundują całym rodzinom gehennę. Może czas przestać się dziwić. Ciąg dalszy nastąpi, bo skoro już zacząłem relacjonować jakąś historię, to muszę doczekać jej finału. Co ani miłe, ani przyjemne nie jest. Właściwie przez takie oczekiwanie na finał od wielu lat nie mogę się wygrzebać z tego bagna zwanego pseudo-ochroną zwierząt. Gdyby ktoś chciał zostawić napiwek dla autora strony, można to zrobić o tutaj: https://suppi.pl/czarnalistapro I ja wiem, że różni aktywiści potrafią straszyć. Że mają swoje koneksje, niezłe budżety i możliwość przeciągnięcia kogoś przez wszystkie instancje wszystkich instytucji. Ale milczenie tutaj nie pomaga. Wręcz powoduje kolejne, coraz to gorsze przypadki, kiedy ofiarami petbiznesu padają niewinni ludzie i ich zwierzęta. Nie bójcie się publikować dokumentów czy nagrań. Jeśli nie dla własnego sumienia, to chociaż w trosce o kolejnych ludzi, którzy znajdą się w podobnej sytuacji.
  12. Czarna Lista Organizacji Prozwierzęcych A to jest Pan Komendant Wielkopolskiej Policji. Tomasz Olczyk się nazywa i jest nadinspektorem. Wrzucam tu jego zdjęcie, bo według teorii sześciu stopni do każdego na świecie można dotrzeć poprzez sześć kolejnych osób. A gość siedzi gdzieś w Poznaniu, więc może wystarczą z dwa stopnie, półtora nawet. Poza tym nikt nie lubi widzieć swojej facjaty w Internecie, w negatywnym kontekście. Może zwróci to jego uwagę. To co dzieje się od pewnego czasu w Wielkopolsce to jest jakiś ponury żart. Całe lata obserwuję jak działają te krzywe akcje z zabieraniem ludziom zwierząt i niewiele potrafi mnie zaskoczyć, ale i tak zagotowałem się trochę. Bo obejrzałem nagranie jak policjanci z Pobiedzisk pomagają ukraść ludziom starego psa. I słowa "ukraść" używam tutaj z premedytacją. Bo to była legalna kradzież a nie żadna "interwencja". Jestem też prawie pewien, że gdyby to nagranie trafiło do sieci, to ktoś tam "na górze" jednak powiedziałby kilka słów tym dołowym funkcjonariuszom. Że nie powinni wyłączać mózgu na widok 24-letniej aktywistki. Że wcale nie muszą wykonywać jej poleceń a bezrefleksyjne słuchanie każdego, kto nazwie się "obrońcą zwierząt" może czasem doprowadzać do krzywdy tych zwierząt. Poniżej trzy historie, sam nie wiem która gorsza. --- 1. Pod dom właścicieli Morusa podjeżdża patrol policji oraz dwoje młodych aktywistów. Właściciel Morusa jeszcze zza bramy informuje, że nie życzy sobie na swojej posesji żadnych domorosłych "inspektorów". Czego chyba nie zarejestrował w głowie, to że jeszcze przed bramą policjant mówi "to tutaj trzeba tego pieska odebrać". Zanim go zobaczył, zanim ktokolwiek go zobaczył. Właściciel psa zgadza się na wejście policjantów na swój teren, ale ci od razu wpuszczają aktywistów. Policjant uspokaja, że on wszystkiego pilnuje. Ale chwilę później już oświadcza, że on się na zwierzętach nie zna a "ci ludzie na pewno są przeszkoleni". Aktywiści przeprowadzają badanie psa- trwa ono, dosłownie, poniżej 10 sekund. Po kilkunastu minutach dyskusji oświadczają, że psa zabiorą, bo nie ma wody w misce. A chwilę wcześniej, zarówno aktywiści, jak i policjanci, widzieli wodę w misce. Została im ona pokazana palcem. Właściciel, wyraźnie wkurzony, ironizował: "myślicie, że to ja z tych misek wpie*dalam?". Dzisiaj już zapadła decyzja odmawiająca odebrania Morusa właścicielom, ale nie wiadomo gdzie przebywa. Aktywiści nie chcą go zwrócić. Policjanci z Pobiedzisk umywają ręce. 2. Młoda dziewczyna musiała uciekać z domu, bo padła ofiarą przemocy domowej. Zabrała ze sobą dzieci, ale psa- suczki o imieniu Luna- nie dała już rady. Jej partnerowi postawiono zarzuty znęcania nad rodziną a on sam udał się na odwyk, choć ponoć tylko po to, żeby zdobyć okoliczność łagodzącą przed odsiadką. Nie pierwszą zresztą. Do psa przyjeżdżała kiedy mogła. Prosiła też ludzi, żeby wpadli do niego choćby na chwilę, zabrać na spacer. Z pomocą lokalnej organizacji znalazła psu nowy dom, ale na dwa dni przed tym pies został skradziony przez znajomych jej partnera. Przy okazji próbowano rozkręcić nagonkę na nią, że pies w złych warunkach przebywał. Dziewczyna udała się pod adres przebywania psa, jako pełnoprawna właścicielka, wezwała policję z Poznania. Ale niezbyt trzeźwe towarzystwo okazało "dokument" z nazwiskiem G. Bielawskiego- wielokrotnie skazywanego za kradzieże zwierząt oszusta. I policja odmówiła pomocy w odzyskaniu zwierzęcia Po wyjściu policji ludzie przetrzymujący psa nagrali dziewczynie serię wiadomości głosowych, gdzie słowo kurtyzana odmieniane jest przez wszystkie przypadki a oni sami drwią z niej, że policja jej nie pomogła. 3. Kolejna sytuacja miała miejsce w Swarzędzu. To tam do właścicieli 14-letniej suki o imieniu Kawa przyjechali aktywiści z policją. Że niby suka za chuda i pewnie głodzona. Tylko w tej historii był zwrot akcji w postaci nawiązania kontaktu z policją przez lekarza weterynarii, który psem się od dawna opiekuje. W państwie, który nie jest z mokrej tektury, opinia lekarza- przedstawiciela zawodu zaufania publicznego- byłaby więcej warta niż opinia 24-letniej samozwańczej aktywistki. Przynajmniej dla policjanta, który jest przecież funkcjonariuszem publicznym. Ale w Wielkopolsce oni zdają się być zakodowani na rzecz służenia każdemu, kto ma "fundacja" w nazwie. Aktywiści psa zabrali, niby tylko na badania. Czternaście lat spędzonych z rodziną zostało w kilka minut przerwane a pies wywieziony w nieznanym kierunku. Obecnie policja nie wie gdzie pies przebywa, bo to już nie ich sprawa. Właścicielce psa pozostało pisanie komentarzy w Internecie. A za każdy płaciła 1 zł, bo tylko na stronie pomagam pl, gdzie zbierane są pieniądze dla jej psa, mogła to zrobić. Teraz będzie można przerzucać się zawiadomieniami i zażaleniami, bo papier wszystko przyjmie. Tylko Kawa chodzi po tym świecie już dłużej, niż psy jej wielkości w ogóle żyją. Podobnie zresztą Morus- jego właściciel powinien dawać rady jak utrzymać psa w tak dobrej kondycji aż do tak podeszłego wieku. --- Jakiś czas temu aby obronić się przed kradzieżą zwierzęcia należało nie wpuszczać do domu aktywistów. Nie bez powodu niektórzy z nich zmienili modus operandi i zaczęli włamywać się po zmroku na czyjeś posesje. Można było zaprosić policjanta, pokazać mu jak pies mieszka i czuje się, przedstawić dokumenty, i to załatwiało sprawę. A dzisiaj coś się zmieniło, przynajmniej w Wielkopolsce. Ludzie bez żadnych uprawnień kontrolnych, bez żadnej wiedzy fachowej a co gorsza bez dobrych intencji są pod rygorem użycia środków przymusu bezpośredniego wprowadzani zwyczajnym ludziom na posesje. Przez policjantów. Jak się przed tym bronić? Nie wiem. Może policji też już nie wolno wpuszczać. Przynajmniej w promieniu do 100 km od Poznania. Byłoby miło, gdyby Pan ze zdjęcia przekazał swoim podwładnym, że pomaganie w kradzieżach to jakby niekoniecznie ich zakres obowiązków. W przeciwieństwie do udzielania pomocy w odzyskiwaniu skradzionych zwierząt. Ciąg dalszy nastąpi. Tutaj można zostawić napiwek autorowi strony, bo przynajmniej nie da się go zastraszyć telefonem do redaktora naczelnego, czy jak tam obecnie blokuje się pisanie o tych sprawach. Link: https://suppi.pl/czarnalistapro Za wszelkie wsparcie dozgonne dzięki. Zawsze miło wiedzieć, że warto śledzić te patologiczne odnosi petbiznesu. Inaczej ktoś mógłby pomyśleć, że takie sprawy nie istnieją...
  13. Łukasz Litewka · Drodzy Państwo, wstałem dziś rano i dowiedziałem się, że jestem najgorszym posłem z 460. Życzeń śmierci już nie liczę - możesz się starać, a i tak na końcu dostają ci, którzy coś robią - najlepiej nie robić nic. Czemu, jestem najgorszy? Dobre pytanie. Czemu dziś w niedzielę wszystkie fundacje, stowarzyszenia i azyle mówią jak jeden mąż, że 18 marca przestaną istnieć? To niestety nie jest pytanie do mnie bo nie mogę odpowiadać, za to jak kto prowadzi swoje media społecznościowe, ale odpowiem: NIE PRZESTANĄ. O tym oczywiście większość z Was dowie się dopiero 19 marca, wstaniecie jak każdego dnia i dalej zobaczycie, że wszyscy będą dalej robić jakże potrzebną i ciężką pracę dla zwierząt w Polsce. I chwała im za to, bo to państwo jest niewydolne, co udowodnili wszyscy w ostatnich miesiącach. Ale trochę o samej ustawie: Ustawa z 21 listopada 2025 r. o zdrowiu zwierząt (Dz.U. poz. 1795) ORAZ ZARZUT, że „likwiduje organizacje ochrony zwierząt, domy tymczasowe i azyle”. Jej rdzeń dotyczy: - nadzoru weterynaryjnego, - rejestracji i zatwierdzania „zakładów”, - zwalczania chorób, - kompetencji Inspekcji Weterynaryjnej. Nie jest to ustawa o działalności NGO: fundacjach, stowarzyszeniach czy azylach. Czy w ustawie jest zapis o likwidacji organizacji? Nie. W całym tekście nie ma przepisu zakazującego działalności organizacji ochrony zwierząt ani domów tymczasowych jako formy pomocy. Co się faktycznie zmienia w obszarze schronisk? Ustawa nowelizuje ustawę o ochronie zwierząt i redefiniuje „schronisko dla zwierząt” jako „zakład” w rozumieniu prawa UE Schronisko staje się formalnie „zakładem” podlegającym: rejestracji, nadzorowi weterynaryjnemu, wymogom sanitarnym i bioasekuracyjnym. - OD SIEBIE DOPISZĘ „NARESZCIE” - już nigdy drugiego Sobolewa. Każdy „zakład”: - musi zostać wpisany do rejestru, - może zostać wykreślony, jeśli nie spełnia wymogów (np. art. 59–60, decyzje o zakazie działalności) A domy tymczasowe i azyle? W ustawie nie ma wprost pojęcia „dom tymczasowy”. Problem interpretacyjny może wynikać z tego: jeżeli dom tymczasowy jest uznany za „zakład, w którym utrzymywane są zwierzęta” w rozumieniu rozporządzenia 2016/429, to może podlegać obowiązkowi rejestracji. To nie jest likwidacja. Ustawa: -nie zakazuje działalności organizacji, -nie likwiduje domów tymczasowych, -nie wprowadza automatycznej penalizacji pomocy zwierzętom. To jest regulacja – nie kasacja. Rozumiem jednak, że dla wielu niezależnie co napiszę i tak zdania nie zmienią. Zostawiam Was więc z trzema pytaniami: -Który konkretnie artykuł ustawy wprowadza zakaz działalności organizacji? -Czy minister wydał już rozporządzenie rozszerzające obowiązek rejestracji na domy tymczasowe? -Jakie wymogi techniczne miałyby być niemożliwe do spełnienia przez NGO? Bez odpowiedzi na te trzy punkty hasło o „likwidacji” pozostaje tezą publicystyczną. I na koniec: wszyscy się znamy, wszyscy ze sobą rozmawiamy - politycy, fundacje, organizacje, adwokaci, stowarzyszenia. Komisje, spotkania, prywatne rozmowy by coś zmienić na lepsze. Narracja „Przepchnięte po cichu”? Temat znany wszystkim od dawna. Szanuję prace każdego, kto kocha zwierzęta, ale proszę o współpracę, a nie manipulacje. Nie chcę robić z siebie ofiary i się użalać nad sobą, po dzisiejszej skali życzeń zastanawiam się tylko: dlaczego?
  14. Mieszko Eichelberger Organizacja DIOZ rwie szaty na temat "nowej" ustawy o zdrowiu zwierząt. Choć ustawa faktycznie jest implementacją przepisów unijnych (rozporządzenie 2016/429), wprowadza ona rygory, które uderzają w nieformalny sposób funkcjonowania wielu organizacji. 1. Rejestracja i nadzór nad "azylami" (Art. 13 i 14) Do tej pory wiele organizacji prowadziło tzw. domy tymczasowe lub prywatne przytuliska, które nie figurowały w oficjalnych rejestrach jako schroniska. Nowe przepisy wprowadzają szeroką definicję „zakładu utrzymującego zwierzęta”. Problem dla organizacji: Każde miejsce, gdzie przetrzymywane są zwierzęta, musi zostać zgłoszone do powiatowego lekarza weterynarii (PLW). To oznacza konieczność spełnienia wyśrubowanych norm sanitarnych i budowlanych, co dla mniejszych podmiotów jest finansowo nieudźwignięte. 2. Zmiany w ustawie o ochronie zwierząt (Art. 72 nowej ustawy) Nowelizacja dodaje do art. 11 ustawy o ochronie zwierząt zapisy o obowiązkowych kontrolach. Konkret: PLW musi skontrolować schronisko/azyl przynajmniej raz w roku. Jeśli stwierdzi uchybienia, może natychmiast wydać zakaz przyjmowania nowych zwierząt. Dla organizacji żyjących z interwencji i szybkich odbiorów, taki zakaz paraliżuje ich statutową działalność. 3. Zaostrzenie przepisów o "odbiorach interwencyjnych" Choć ustawa o zdrowiu zwierząt skupia się na chorobach, to pośrednio uderza w organizacje poprzez wymogi bioasekuracji. Zagrożenie: Jeśli organizacja odbiera zwierzę z gospodarstwa, gdzie panuje np. podejrzenie choroby zakaźnej, a nie posiada zatwierdzonego miejsca kwarantanny zgodnego z nowymi unijnymi standardami, może zostać ukarana, a zwierzęta mogą zostać poddane utylizacji (zabiciu z urzędu) ze względu na zagrożenie epizootyczne. 4. Przymusowe znakowanie i ewidencja Nowe przepisy wymagają, aby każde zwierzę w schronisku/azylu było niezwłocznie oznakowane (czip) i wpisane do bazy. Argument organizacji: Twierdzą one, że koszty administracyjne i biurokracja (obowiązek raportowania zmian w ciągu kilku dni) odciągną środki i czas od realnej pomocy zwierzętom. 5. "Bat" w postaci kar pieniężnych (Rozdział 14) Ustawa wprowadza bardzo wysokie kary pieniężne za brak zgłoszenia zakładu lub nieprzestrzeganie wymogów dokumentacyjnych. Kary te są nakładane w drodze decyzji administracyjnej (często z rygorem natychmiastowej wykonalności), co oznacza, że organizacja najpierw musi zapłacić, a potem może latami sądzić się o zwrot. Podsumowanie – dlaczego ludzie z DIOZ krzyczą o "krzywdzie"? Dla rzetelnych, dużych podmiotów te zmiany to po prostu biurokracja. Jednak dla organizacji, które opierają swoją działalność na: - Emocjonalnych interwencjach (często na granicy prawa), - Braku stałej infrastruktury spełniającej normy weterynaryjne, - Masowym gromadzeniu zwierząt w nieprzystosowanych miejscach, Nowe przepisy są realnym zagrożeniem dla takich organizacji. Państwo zyskuje narzędzie, by "zamknąć" taką organizację nie za to, że źle traktuje zwierzęta, ale za to, że ich azyl nie spełnia wymogów technicznych unijnego "Prawa o zdrowiu zwierząt". Z perspektywy państwa jest to porządkowanie szarej strefy, z perspektywy organizacji – zamach na ich niezależność i możliwość szybkiego reagowania.
  15. Pracownik Inspekcji Weterynaryjnej Przeczytałam przed chwilą oświadczenie dyrektora Schroniska dla Zwierząt w Skałowie. Wrzucę w komentarzu za chwilę, żebyście też mogli przeczytać, kto jeszcze nie widział. Znowu mnie to poruszyło, bo wiem, że Skałowo miało mnóstwo kontroli, że te kontrole znajdowały nieprawidłowości i tylko to były nieprawidłowości niewpływające na dobrostan zwierząt. Żaden podmiot nadzorowany przez IW, taki w którym prowadzona jest działalność nie powie, że nigdy nie miał nieprawidłowości. Czasem jest tak, że tych nieprawidłowości nie piszemy w protokole i to być może jest błąd. Pracy jest dużo, więc dajemy zalecenia, mówimy, żeby sprzątnęli, bo właśnie nie chcemy bawić się w rekontrole. Nie znam nikogo, kto nigdy nie powiedział np na kontroli w gospodarstwie np o w tym kojcu dla cieląt jest brudno, proszę dościelić słomy. Dzisiaj znowu byłam na kontroli dobrostanu w gospodarstwie bydła i to takim na wniosek. Cielak był uwiązany. Pytam się, gdzie jest kojec dla cielęcia. A to nie opłaca się, go do kojca, bo on tu luzem chodzi i mamkę ssie. Szczerze to mnie w tym momencie nie interesuje co się opłaca czy nie opłaca. Kojec ma być, albo cielak ma być luzem cały czas. Oczywiście kojec był, ale jak łazienka u Solskich z Kogla Mogla. W trakcie kontroli było sprzątanie, meblowanie i zanim napisałam protokół to już było czysto. Tylko, że ja nie wiem, czy jutro tego cielaka znowu nie przywiąże. Nie wiem też jak będzie za tydzień, czy cielak nie zostanie sprzedany. Jeden plus, że kolczyki były. Może pojadę na kolejną kontrolę tam za jakiś czas, jak nie zapomnę, jak będę miała kiedy. Nudzić się nie będę. W kolejce czeka już kolejny wniosek. Tak sobie teraz pomyślałam, że jak się poseł jeden z drugim wypowiada o pracy w Inspekcji Weterynaryjnej to powinien pojechać na kilka takich kontroli z nami. Powinien z tymi ludźmi też rozmawiać. Protokół z nieprawidłowościami zrobić, postępowanie administracyjne prowadzić, czekać na uwagi do protokołu, decyzję napisać, ale taką dobrą decyzję co to by jej Wojewódzki Lekarz Weterynarii nie uchylił od razu. Albo jeszcze te tytuły wykonawcze robił i grzywny w celu przymuszenia. I pojechałby do tej wsi to by te wszystkie psy i koty zobaczył. Porozmawiał z ludźmi, którzy mówią, że te psy to oni wzięli, bo się błąkały a gmina ich nie chce odłowić. Gmina w budżecie zabezpieczyła znowu 5000 na cały rok, odłowi jednego psa a reszty nie widzi. Koty się mnożą, zaraz będzie 15 nowych i do zimy zostanie 5. Czy to są koty wolno żyjące czy koty niewidzialne?
  16. Schronisko dla Zwierząt w Skałowie Dzień dobry. To będzie dłuższa historia, ale czuję, że nadszedł moment, by wyjść z cienia i powiedzieć kilka słów od siebie. Nazywam się Robert Lampasiak. Do końca 2024 roku pracowałem na dużej fermie zwierząt gospodarskich. Po jej zamknięciu długo zastanawiałem się, czy nie zmienić całkowicie swojej zawodowej drogi. Ostatecznie w marcu 2025 roku złożyłem dokumenty i postanowiłem spróbować swoich sił w konkursie na stanowisko dyrektora schroniska. Dokumenty zostały przyjęte pozytywnie. Rozmowa kwalifikacyjna. I dwa dni później telefon: „Wygrał Pan”. Szok. Niedowierzanie. I pytanie, które pojawiło się natychmiast - czy dam radę? 1 kwietnia rozpocząłem pracę. Już pierwszy tydzień utwierdził mnie w przekonaniu, że trafiłem w wyjątkowe miejsce. Pięknie położone schronisko, dużo zieleni, wybiegi, zadbane pawilony i przemyślana infrastruktura. Ale to nie budynki robią różnicę. Najważniejsi są ludzie. Opiekunki, które znają każdego psa z imienia i historii, potrafią opowiedzieć o jego lękach, potrzebach i małych zwycięstwach. Pani technik, która nie zwalnia tempa między lecznicami. Zawsze pomocne biuro. Behawiorystka, zoopsycholog. Wiele adopcji, ciągły ruch, życie. I wolontariusze - ogromny szacunek i ukłon w ich stronę. To dzięki nim serce tego miejsca bije jeszcze mocniej. Pomyślałem wtedy: w takim zespole można działać. Można wprowadzać zmiany, które od dawna chodziły mi po głowie. Wiedziałem z mediów społecznościowych, że schronisko wcześniej mierzyło się z falą hejtu i krytyki. Na miejscu nie widziałem jednak potwierdzenia tych zarzutów. Pierwsza część mojej umowy minęła szybko. Sprawy przycichły. Schronisko pracowało pełną parą - przyjęcia zwierząt, rekordowe adopcje, wizyty weterynaryjne. Były też te trudniejsze dni - naturalne odejścia, eutanazje. To bolesna, ale nieodłączna część tej pracy. Takie jest życie. W międzyczasie następowały zmiany - nowa pani technik, zmiany wśród lekarzy weterynarii, kolejne nieudane nabory na stanowisko lekarza. Zastanawiałem się, dlaczego w tak dobrze funkcjonującej jednostce brakuje chętnych. Odpowiedź przyszła po Nowym Roku. Demony wróciły. Pod koniec stycznia i na początku lutego pojawiła się seria wystąpień publicznych szargających dobre imię schroniska. Początkowo myślałem: to mnie nie dotyczy, to sprawy sprzed mojego zatrudnienia. Ale kiedy spojrzałem w twarze opiekunek, zobaczyłem smutek i napięcie. Zamiast rozmów przy śniadaniu o codziennych sprawach - telefony, drżące ręce, stres. Co się dzieje? Otworzyłem transmisję z posiedzenia komisji w Sejmie. Wystąpienia przedstawicielek fundacji Mondo Cane – pani Katarzyny Śliwy- Łobacz i pani Aleksandry Śniecikowskiej. Padają słowa: „Skałowo - najgorsze schronisko”. Zadałem sobie proste pytanie: czy panie były u nas? Słyszę, że jedna z nich była jedynie pod bramą. To skąd te osądy? Skąd te „fakty”? Dlaczego my? Chcę to wyjaśnić u źródła. Dlatego zapraszam Panie do odwiedzenia Schroniska w Skałowie. Być może stanę przed Wami sam. Być może część pracowników nie będzie chciała uczestniczyć w tej wizycie - ze zmęczenia, ze stresu, z obawy przed kolejną falą oskarżeń. Rozumiem to. Wiem też, że mogą paść pytania, na które odpowiem: nie wiem. Być może uznają mnie Panie za niekompetentnego, niedoświadczonego, pozbawionego empatii. Być może znajdą się błędy w dokumentach, niedociągnięcia, sprawy do poprawy. Być może zobaczą Panie psa starego, schorowanego, niewidomego, po operacjach, u kresu życia. Być może uznają Panie, że pomieszczenia dla kotów nie spełniają oczekiwań. Że opieka weterynaryjna powinna wyglądać inaczej. Ale przyjedźcie. Porozmawiajmy. Chcę zrozumieć, dlaczego to schronisko stało się celem. Dlaczego moje dziewczyny pracują w napięciu i smutku. Jako wieloletnie działaczki prozwierzęce doskonale Panie wiedzą, że zwierzęta wyczuwają emocje. One również źle znoszą stres i atmosferę ciągłego zagrożenia. A to przecież one są tu najważniejsze. Tworzymy zespół - pracownicy i wolontariusze. Ludzie zaangażowani, oddani, wrażliwi. Nie pozwolę ich niszczyć ani obrażać. Każdy atak na schronisko uderza bezpośrednio w nich. A oni nie powinni czuć się zaszczuci. Powinni mieć przestrzeń, by spokojnie robić to, co robią najlepiej - opiekować się swoimi podopiecznymi. Zapraszam Panie serdecznie. Drzwi są otwarte. Proszę o uszanowanie i nie komentowanie apelu. Robert Lampasiak, Dyrektor Schroniska dla Zwierząt w Skałowie
  17. Pracownik Inspekcji Weterynaryjnej Uwaga tłumaczę spisek o likwidowaniu organizacji! Spać miałam wczoraj a mnie tu bombardujecie informacjami, że DIOZ twierdzi, że państwo ich chce zlikwidować i że będą musieli mieć zamrażarkę na zwłoki. Tak, w każdym „sanktuarium” i „azylu” podstawa to zamrażarka, tak było w Pogotowiu dla zwierząt i tak jest też pewnie w każdym tym miejscu o pięknej nazwie, gdzie chodzą wolontariusze, patrzą i nie widzą. DIOZ od kilku dni podobno sprząta, porządek w magazynie z darami zrobili, bo im tam myszy weszły itd. Chyba się szykują na te zapowiedziane kontrole. Szkoda, że PIW Mińsk tam nie pojedzie. Jestem osobiście fanką PIW Mińsk i ja bym im pomnik stawiała zamiast Grzegorzowi, chociaż Kryśka z DIOZ się odpaliła i gada, że Grzegorz to święty. Może ona nie widziała w jakim stanie był Misiek, który z kojca na złomowisku trafił do mniejszego kojca w PDZ? Jakby co to zdjęcia na stronie Schroniska w Zawierciu. A teraz konkrety. Zgodnie z przepisami azyle to placówki dla zwierząt dzikich, niebezpiecznych i inwazyjnych. Nie ma azyli dla piesków. Może być dla szopa, jenota, tygrysa… To, że ktoś się nazwie Azylem to tak jakby przedszkole nazywało się Uniwersytet, ale nadal ma spełniać wymagania dla przedszkola. Tak samo jak coś będzie spełniało definicje schroniska i będzie działać jak schronisko to zgodnie z przepisami będzie podlegało pod nadzór nawet jak nazwie się Centrum badań nad lotami kosmicznymi psów do Niemiec. I nie pomoże żadna wrzeszcząca Aleksandra, że IW nie ma prawa kontrolować hoteliku Beaty. Hoteliki też wchodzą pod nadzór. Będą się rejestrować i będą w kontrolach planowanych. Może to i dobrze, bo ledwie to w piątek afera z jakąś norą pod Bełchatowem, gdzie przecież pieski były organizacyjne i prywatne i ludzie tam te psy zostawiali i też chodzili i nie widzieli. A co jeszcze? Jeszcze stajnie, ośrodki jeździeckie, zakłady tresury. Będzie też uregulowane, że każdy kto wozi swoje zwierzęta poza Polskę i wymaga świadectwa zdrowia będzie już u nas rejestrowany. To w przypadku właścicieli koniowatych żadna nowość… Więc ja się pytam po co wrzeszczący aktywiści łazicie do tych Sejmów i po co do polityków dzwonicie? Przecież było w Sejmie czytanie ustawy o zdrowiu zwierząt, było głosowanie… a Prezydent podpisał ją w 17 grudnia 2025 r. A ta ustawa nic innego nie robi jak doprecyzowuje i wdraża nam rozporządzenie unijne, które obowiązuje od 2021 roku. Jest takie i nazywa się AHL. Jeszcze pozostaje, żeby do 18 marca 2026 Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi wydał wszystkie rozporządzenia z wymaganiami szczegółowymi dla tych działalności i hej! Niech się dzieje. IW tak się rozpędziła z kontrolami schronisk, że zaraz będzie ich 1000! Dajmy jeszcze 1000 kontroli u tych co krzyczą, że zamrażarki będą sprawdzać i będzie dopiero szał, bo się okaże, że zbiórka na Ślepkę aktywna a Ślepka od roku w zamrażarce.
  18. Prezydent Karol Nawrocki podpisał 12 grudnia 2025 r. ustawę z 21 listopada 2025 r. o zdrowiu zwierząt. Dostosowuje ona polskie przepisy do unijnego prawa. Ustawa o zdrowiu zwierząt wprowadza szereg ułatwień dla hodowców, w tym np. tańsze przemieszczanie świń oraz szybsze reagowanie na epidemie. Zmiany dotyczą również lekarzy weterynarii. Ustawa wchodzi w życie z 3-miesięcznym vacatio legis. Polska dostosowuje przepisy krajowe do przepisów unijnych w zakresie ochrony zwierząt Zakres regulacji - od zwalczania salmonelli po produkty uboczne z hodowli zwierząt Co jeszcze reguluje nowa ustawa o zdrowiu zwierząt? Tańsze i sprawniejsze przemieszczanie świń - ułatwienia dla hodowców w związku z przeciwdziałaniem ASF Szybsza reakcja służb na ogniska epidemiczne rozwiń > Polska dostosowuje przepisy krajowe do przepisów unijnych w zakresie ochrony zwierząt Prezydent RP złożył swój podpis pod ustawą z dnia 21 listopada 2025 r. o zdrowiu zwierząt. Jest to w pewnym sensie przełomowy akt prawny, który ma fundamentalne znaczenie dla całego systemu ochrony zwierząt w Polsce. Głównym powodem dla wprowadzenia nowych przepisów była konieczność dostosowania polskiego prawa do regulacji obowiązujących w Unii Europejskiej. Nowa ustawa ma za cel prawidłowe stosowanie rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady nr 2016/429, znanego jako "Animal Health Law", czyli unijne prawo o zdrowiu zwierząt. Jest to kompleksowa regulacja mająca zastąpić większość przepisów dotychczasowej ustawy o ochronie zdrowia zwierząt oraz zwalczaniu chorób zakaźnych zwierząt. Podkreślenia wymaga, że Polska jako państwo członkowskie Unii Europejskiej zobowiązana jest do implementowania wspólnotowych przepisów dotyczących zdrowia zwierząt. Ta nowa podpisana przez Prezydenta ustawa jest odpowiedzią na wymagania unijnej legislacji i jednocześnie wprowadza rozwiązania, które mają usprawnić codzienne funkcjonowanie hodowców zwierząt i służb weterynaryjnych. Zakres regulacji - od zwalczania salmonelli po produkty uboczne z hodowli zwierząt Ustawa o zdrowiu zwierząt ma zapewnić stosowanie nie tylko wspomnianego rozporządzenia unijnego nr 2016/429, ale i szeregu innych unijnych aktów prawnych. Chodzi między innymi o rozporządzenie nr 999/2001 ustanawiające zasady dotyczące zapobiegania, kontroli i zwalczania niektórych pasażowalnych gąbczastych encefalopatii - to groźne choroby, które mogą przenosić się między zwierzętami i stanowić zagrożenie dla zdrowia publicznego. Innym ważnym elementem nowej ustawy jest realizacja rozporządzenia UE nr 2160/2003 w sprawie zwalczania salmonelli i innych określonych odzwierzęcych czynników chorobotwórczych przenoszonych przez żywność. Salmonella pozostaje wciąż jednym z najczęstszych patogenów wywołujących zatrucia pokarmowe u ludzi, dlatego skuteczne zwalczanie tej bakterii u zwierząt hodowlanych ma istotne znaczenie dla bezpieczeństwa żywności. Ustawa obejmuje również przepisy sanitarne dotyczące produktów ubocznych pochodzenia zwierzęcego oraz produktów pochodnych, które nie są przeznaczone do spożycia przez ludzi (rozporządzenie nr 1069/2009). Ta kwestia jest z kolei ważna z punktu widzenia utylizacji odpadów zwierzęcych oraz zapobiegania rozprzestrzenianiu się chorób. Nowa ustawa implementuje także dyrektywę nr 2003/99/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 17 listopada 2003 r. w sprawie monitorowania chorób odzwierzęcych i odzwierzęcych czynników chorobotwórczych, zmieniającą decyzję Rady 90/424/EWG i uchylającą dyrektywę Rady 92/117/EWG. Ten system monitoringu pozwala na wczesne wykrywanie zagrożeń epidemiologicznych i niezwłoczne reagowanie w przypadkach pojawiania się ognisk chorobowych. Co jeszcze reguluje nowa ustawa o zdrowiu zwierząt? Ustawa o zdrowiu zwierząt określa zadania jednostek odpowiedzialnych za ochronę zdrowia zwierząt oraz zwalczanie chorób. Główną rolę w tym systemie pełni Państwowa Inspekcja Weterynaryjna, która w nowej ustawie ma określone w przejrzysty sposób kompetencje i obowiązki. Dzięki temu służby weterynaryjne będą mogły skuteczniej wykonywać swoje zadania. Nowe przepisy regulują także zasady szeroko rozumianego zwalczania chorób zwierząt w zakresie, który nie jest objęty bezpośrednio regulacjami unijnymi. To istotne uzupełnienie minimum unijnego, które musiało być wprowadzone. Dzięki temu ustawa jest bardziej dostosowana do polskich realiów i specyfiki krajowego sektora hodowlanego. Istotnym elementem ustawy są przepisy dotyczące wypłat odszkodowań przyznawanych w związku ze skutkami zwalczania chorób zwierząt. Hodowcy, którzy ponoszą straty w wyniku działań podejmowanych przez służby weterynaryjne, mogą liczyć na rekompensatę finansową. Jasne zasady przyznawania odszkodowań zwiększają poczucie bezpieczeństwa producentów zwierzęcych w razie stwierdzenia ogniska epidemii. Co bardzo ważne w kontekście ostatnich lat, ustawa obejmuje także kompleksowe rozwiązania dotyczące zwalczania chorób zwierząt dzikich. To szczególnie istotne na tle afrykańskiego pomoru świń (ASF), który rozprzestrzenia się głównie za pośrednictwem dzików. Skuteczna kontrola populacji dzikich zwierząt i monitoring ich stanu zdrowia stanowią kluczowy element strategii zwalczania chorób zakaźnych. Nowe prawo, aby mogło być egzekwowane, przewiduje także sankcje za naruszenie przepisów ustawy. System kar ma działać odstraszająco i zapewnić przestrzeganie regulacji przez wszystkie podmioty uczestniczące w łańcuchu produkcji zwierzęcej. Tańsze i sprawniejsze przemieszczanie świń - ułatwienia dla hodowców w związku z przeciwdziałaniem ASF Jednym z najważniejszych nowych rozwiązań zawartych w ustawie jest ustanowienie alternatywnego systemu transportu świń. To odpowiedź na postulaty hodowców, którzy od lat skarżyli się na wysokie koszty i skomplikowane procedury związane z przemieszczaniem zwierząt. Nowy system ma w praktyce obniżyć koszty ponoszone przez hodowców. Dla wielu gospodarstw rolnych, szczególnie tych mniejszych, każda oszczędność ma ogromne znaczenie dla rentowności produkcji zwierzęcej. Uproszczenia procedur przemieszczania świń pozwoli również zaoszczędzić czas, który hodowcy będą mogli przeznaczyć na inne działania związane z prowadzenie gospodarstwa. Alternatywny system przemieszczania ma również usprawnić logistykę transportu zwierząt na terenie całego kraju. Szybsze i tańsze przemieszczania świń przełoży się na lepsze funkcjonowanie rynku trzody chlewnej i może pozytywnie wpłynąć na konkurencyjność polskich producentów. Szybsza reakcja służb na ogniska epidemiczne Kolejną istotną zmianą jest skrócenie terminu dokonywania zgłoszeń do komputerowej bazy danych zdarzeń dotyczących zwierząt. Dotyczy to między innymi przemieszczania zwierząt i innych zdarzeń, które muszą być rejestrowane w systemie informatycznym. Krótszy termin zgłaszania będzie obowiązywał szczególnie w sytuacji zagrożenia lub wystąpienia choroby z kategorii A, którą objęte są najgroźniejsze choroby zakaźne zwierząt. Do tej kategorii jest zaliczana przykładowo pryszczyca - choroba wirusowa, która może powodować ogromne straty ekonomiczne i wymaga masowego uboju zwierząt. Sprawniejsze przekazywanie informacji do centralnej bazy danych pozwoli służbom weterynarii na natychmiastową reakcję w przypadku wykrycia ogniska choroby. Im szybciej zostaną wówczas podjęte działania, tym mniejsze będzie ryzyko rozprzestrzeniania się epidemii na kolejne gospodarstwa. To rozwiązanie ma przyczynić się do ograniczenia strat wśród indywidualnych hodowców, jak i całego sektora produkcji zwierzęcej. Ułatwienia dla lekarzy weterynarii Ustawa o zdrowiu zwierząt posiada ważną część przepisów dotyczącą zmian mających na celu ułatwienie działania samorządu lekarzy weterynarii. Nowe przepisy usprawniają procedury wydawania zaświadczeń o prawie do wykonywania zawodu lekarza weterynarii przez okręgowe rady lekarsko-weterynaryjne. Uproszczeniu ulegnie również proces wydawania dyplomów lekarzom weterynarii, którzy uzyskali tytuł specjalisty. Za wydawania tych dokumentów odpowiada Komisja do spraw Specjalizacji Lekarzy Weterynarii. Dzięki nowym rozwiązaniom cały proces będzie przebiegać sprawniej, co przełoży się na szybsze uzyskiwanie niezbędnych dokumentów przez lekarzy weterynarii. Zmiany te są istotne dla perspektywy całego systemu opieki weterynaryjnej w Polsce. Sprawnie funkcjonujący samorząd zawodowy i uproszczone procedury administracyjne pozwalają lekarzom weterynarii skupić się na ochronie zdrowia zwierząt. Kiedy nowa ustawa zacznie obowiązywać? Ustawa o zdrowiu zwierząt niemal w całości wejdzie w życie po upływie 3-ech miesięcy od ogłoszenia w Dzienniku Ustaw. Taki okres vacatio legis ma umożliwić zainteresowanym - hodowcom, służbom weterynaryjnym, samorządom zawodowym na przygotowanie się do stosowania nowych norm prawnych. Podstawa prawna Ustawa z dnia 21 listopada 2025 r. o zdrowiu zwierząt
  19. Joanna Karjalainen Korporacje weterynaryjne zrujnowały już wiele krajów, teraz wchodzą do Polski. Bardzo Was proszę o udostępnienia i przesyłanie informacji do mediów i polityków, inaczej za kilka lat będziemy w podobnej sytuacji w Polsce. https://www.facebook.com/reel/1448474623656019
  20. UnforgettableKangaroo4255 Sieci korporacyjne w weterynarii Temat przejmowania polskiego rynku weterynaryjnego przez międzynarodowe sieci był już poruszany na tym forum. Warto jednak do niego wracać, ponieważ zmiany zachodzą bardzo dynamicznie. Coraz więcej klinik, przychodni i gabinetów funkcjonuje w strukturach dużych, zagranicznych korporacji, mimo że z zewnątrz mogą sprawiać wrażenie niezależnych, prywatnych placówek. Świadomy wybór miejsca leczenia swojego zwierzęcia ma znaczenie. Dobrze wiedzieć, czy trafiamy do niezależnego, polskiego przedsiębiorcy, czy do podmiotu należącego do międzynarodowej grupy kapitałowej. Poniżej znajduje się pełna lista placówek należących do sieci korporacyjnych. Warto również uwzględnić: – Evidensia (IVC) w Warszawie – Ziviropolis w Warszawie Świadomość właścicieli zwierząt to element realnego wpływu na kształt rynku weterynaryjnego w Polsce.
  21. Pomagajmy psiakom ! Stowarzyszenie Nasze Cztery Łapy w Makowie Mazowieckim Tel : 533 902 461 Santander Bank : 78 1090 2590 0000 0001 4473 1711 Zapraszamy do przekazania swojego 1,5 % podatku na pomoc naszym psiakom. Zbieramy za pośrednictwem Fundacji Młodzi Młodym Psiaki do adopcji: https://www.facebook.com/profile.php?id=100069759835565
  22. Schronisko Dla Zwierząt W Zawierciu Misiek z interwencji trafił pod naszą opiekę… Zapewne wielu z Was go pamięta. To właśnie Misiek – pies odebrany rok temu przez Fundację Hope – Zapomniane Zwierzaki oraz Pogotowie dla Zwierząt z posesji w Zawierciu. Po roku od tamtej interwencji Misiek ponownie został odebrany z Pogotowia dla Zwierząt w Kuflewie – jako jeden z 7 psów w najgorszym stanie – i trafił do Schroniska Małe Boże. Pod naszą opiekę trafił na leczenie. Misiek to duży owczarek. Bardzo zagubiony, bardzo smutny… Został do nas dostarczony przez Schronisko po diagnostyce dermatologicznej i rozpoczętym leczeniu. Stan psa: pies brudny, zaniedbany, z wieloma dredami częściowo wygolony, z ranami na pysku nowotwór jądra prawy kanał słuchowy z obecnością wydzieliny ropnej sierść silnie skołtuniona i sfilcowana rozległe, przewlekłe zmiany skórne wokół oczu łysienie, strupy, nadżerki i sączące rany zmiany skórne na kufie i w okolicy uszu umiarkowany kamień nazębny Wdrożyliśmy leczenie: antybiotykoterapia leki do uszu + czyszczenie usunięcie dredów z całego ciała kąpiel w szamponie leczniczym zaopatrzenie ran maścią z jonami srebra Czekamy na wyniki badań , które otrzymamy ze Schroniska Małe Boże -pobrane zostały włosy do badania trychologicznego, które pozwolą na dokładniejszą diagnostykę. Misiek ma za sobą bardzo trudną historię… Teraz walczymy o jego zdrowie i komfort. Trzymajcie kciuki za Miśka Bardzo ich potrzebuje. Leczenie finansowane jest przez @schronisko Małe Boże.
  23. Ewelina Kowalczyk UWAGA! Będzie długo. I tylko osoby o otwartym umyśle przeczytają tekst ze zrozumieniem . Usiądż zatem i przeczytaj do końca. SCHRONISKA, FUNDACJE KONTRA HODOWLE Brutalna prawda o systemie, którego nie chcemy widzieć. Jeżeli naprawdę chcemy mówić o odpowiedzialności — to przestańmy udawać, że patologia istnieje tylko po jednej stronie. Bo nie istnieje. I wygląda tak: Emocjonalne zdjęcia. Dramatyczne nagłówki. „Suka znaleziona przywiązana do drzewa z maluchami.” „Wybiegł pod samochód, cudem przeżył.” „Właśnie znaleźliśmy w lesie.” Kamera już włączona. Ujęcie idealne. Głos łamiący się w odpowiednim momencie. Muzyka w tle. Ludzie płaczą. Udostępniają. Wpłacają. A później okazuje się, że: – suka była od dawna w placówce, – historia została „podrasowana”, – sytuacja nie była przypadkowa, – film był nagrany wcześniej, – pies „uratowany z ulicy” był już wcześniej pod opieką. Nie mówię, że wszędzie. Ale mechanizm istnieje. Bo dramat sprzedaje się lepiej niż transparentność. Są miejsca, gdzie psy miesiącami nie są wydawane, bo każda zbiórka to pieniądz. Są miejsca, gdzie rotacja jest szybka i kontrola żadna. Są sytuacje, gdzie rozmnażanie „zdarza się” akurat tam, gdzie publicznie walczy się z hodowlą. I teraz druga strona medalu. Pseudohodowla. „Rodowód niepotrzebny.” „Po co papiery, przecież to tylko papierek.” „Zarejestrowani w Burku i Kocurku.” Albo w ogóle bez rejestracji. Józek ma suczkę. Józek ma kolegę z psem. „Zrobimy miot, coś się zarobi.” Sprzedaż odbywa się w ładnym domku. Pokazana jedna suka. Czysta kanapa. Uśmiech. A za ogrodzeniem? Garaż. Druga działka. Kilka suk krytych co cieczkę. Szczeniaki po 500–1000 zł. Bez badań. Bez prześwietleń. Bez testów genetycznych. Bez wiedzy o inbredzie. Bez świadomości, że suka mogła być kryta własnym bratem. Jedna pani kupi i będzie szczęśliwa. Jej pies będzie zdrowy — może. Ale trzy z tego miotu? Choroby genetyczne. Padaczka. Problemy neurologiczne. Śmierć w młodym wieku. Tylko że tej pani to nie dotyczy. Ona mówi: „Mój jest zdrowy.” I broni systemu, który napędziła. A co z resztą? Wartość psa: 500 zł. „Jadę na wakacje.” „Nie chcę już.” „Oddam.” „Przywiążę.” Bo coś, co kosztowało mniej niż telewizor, nie ma dla wielu ludzi tej samej wartości. I tak koło się zamyka. Schronisko się zapełnia. Fundacja robi zbiórkę. Józek robi kolejny miot. Ludzie kupują tanio. Ludzie wpłacają emocjonalnie. A odpowiedzialność? Rozmyta. To nie hodowca, który robi RTG, badania, selekcję i inwestuje własne pieniądze, zapełnia schroniska. To popyt na taniość. To brak edukacji. To brak myślenia przy zakupie. Dopóki będziemy mówić: „Byle taniej.” „Rodowód niepotrzebny.” „Wszyscy hodowcy to zło.” Dopóty będziemy mieć: – pełne schroniska, – pseudohodowle, – reżyserowane dramaty, – i system, który żywi się emocją. Najłatwiej jest wskazać palcem hodowlę. Najtrudniej spojrzeć w lustro i zapytać: Czy ja nie napędzam tego mechanizmu? Bo prawda jest niewygodna. Nie system jest winny. Nie rasa. Nie idea hodowli. Winny jest człowiek, który chce tanio, szybko i bez odpowiedzialności. A TERAZ PIENIĄDZE. Bo o nich wszyscy krzyczą, ale mało kto liczy. Najczęstszy zarzut wobec hodowcy: „Zarabia na psach.” Dobrze. To policzmy. Hodowca: – płaci za badania genetyczne, – płaci za RTG bioder i łokci, rzepek , badania oczu i inne w zależności od rasy – płaci za testy, przeglądy, weterynarzy, – inwestuje w szkolenia, seminaria, wiedzę, – buduje i modernizuje infrastrukturę, – naprawia szkody (bo psy niszczą — to normalne), – inwestuje w karmę wysokiej jakości, suplementację, opiekę okołoporodową, – często rezygnuje z etatu, stabilnej pracy, urlopów. Sprzeda szczeniaki? Te pieniądze wracają w psy. W kolejne badania. W selekcję. W poprawę warunków. W rozwój. To nie jest system dotacji. To nie jest system zbiórek. To nie jest budżet z gminy. To jest własne ryzyko finansowe. Jeśli coś się nie sprzeda — strata jest jego. Jeśli suka wymaga cesarki — płaci on. Jeśli szczeniak zachoruje — pokrywa on. Jeśli trzeba coś przebudować — inwestuje on. Na własny rachunek. Bez gwarancji zysku. A teraz druga strona. Fundacje i schroniska funkcjonują dzięki: – wpłatom prywatnym, – zbiórkom, – 1,5% podatku, – dotacjom, – budżetom gminnym. To są pieniądze ludzi. To są pieniądze publiczne. I mimo tego bardzo często widzimy: – przepełnione boksy, – dramatyczne warunki, – brak transparentności, – psy latami bez adopcji. I tu trzeba zadać pytanie, które jest niewygodne: Dlaczego przy stałym finansowaniu warunki bywają opłakane, a przy prywatnym ryzyku finansowym hodowca potrafi utrzymać wysoki standard? Nie mówię, że każda fundacja jest zła. Nie mówię, że każde schronisko to patologia. Ale przestańmy udawać, że tylko jedna strona obraca pieniędzmi. Hodowca nie bierze od nikogo złotówki „na utrzymanie”. Nie dostaje budżetu za to, że ma psy. Nie dostaje pieniędzy za dramat. On bierze odpowiedzialność. Jeśli coś pójdzie źle — płaci z własnej kieszeni. Jeśli coś się zawali — to jego strata. I może właśnie dlatego dobra hodowla pilnuje jakości. Bo za błędy płaci sama. A system finansowany emocją… nie zawsze rozlicza się z efektów. I NA KONIEC – CO Z TYM ZROBIĆ? Zamiast wojny hodowle kontra fundacje, zacznijmy mówić o jakości. Bo prawda jest taka: Jeżeli przestaną istnieć dobrzy, odpowiedzialni hodowcy — powstanie próżnia. A próżnia zawsze wypełnia się patologią. Jeżeli zniszczymy prawowite hodowle, jeżeli ludzie przestaną je wspierać, jeżeli damy się przekonać, że „rodowód nie ma znaczenia” i że „papier to tylko papier” — to w ich miejsce wejdzie taniość. Wejdą rozmnażalnie. Wejdą garaże. Wejdą mioty bez badań, bez selekcji, bez wiedzy. Bo popyt nie zniknie. Ludzie nadal będą chcieli psa. Pytanie brzmi: od kogo go kupią? Dobry hodowca to nie jest sprzedawca szczeniaka. To człowiek, który: – zna linie genetyczne, – selekcjonuje temperament, – bada zdrowie, – planuje skojarzenia, – inwestuje własne pieniądze, – i nie znika po sprzedaży. To ktoś, kto odbierze telefon po roku. Po dwóch. Po pięciu. To ktoś, kto nadal będzie myślał o dobrostanie tego psa, mimo że fizycznie mieszka on już u Ciebie. To ktoś, kto w razie problemu pomoże. Doradzi. Wesprze. To relacja na lata. Wspierając dobre hodowle, wspierasz: – zdrowie ras, – przewidywalność charakteru, – selekcję eliminującą wady, – odpowiedzialność finansowaną prywatnie, – system, który nie żyje z dramatu, tylko z jakości. Jeżeli naprawdę zależy Ci na psach — nie wspieraj taniości. Sprawdzaj hodowle. Odwiedzaj. Czytaj umowy. Pytaj o badania. Patrz na warunki. Bo rasa nie przetrwa na emocji. Rasa przetrwa na selekcji. A kiedy system zaczyna niszczyć prawowitych hodowców, to nie kończy się to „ratowaniem świata”. Kończy się to rozmnażalnią poza kontrolą. I wtedy naprawdę nikt już nie wygra. Ani pies. Ani człowiek. KASTRACJA jako super rozwiązanie - CZY OBY NAPEWNO? W przestrzeni publicznej coraz częściej pojawia się narracja, że rozwiązaniem problemu bezdomności psów ma być obowiązkowa kastracja. Brzmi prosto. Brzmi radykalnie. Brzmi jak szybkie rozwiązanie. Ale czy rzeczywiście jest to działanie w imię dobrostanu psa? Kastracja, czyli chirurgiczne usunięcie narządów rozrodczych, to poważna ingerencja w organizm. Zmienia gospodarkę hormonalną, metabolizm, zachowanie i zdrowie psa na całe życie. Badania, m.in. publikacje dr Chris Zink, wskazują, że kastracja może zwiększać ryzyko wielu schorzeń — od problemów ortopedycznych, przez choroby metaboliczne, aż po niektóre nowotwory. Nie każdy pies zniesie ją dobrze. Szczególnie psy wrażliwe, lękowe czy niestabilne emocjonalnie mogą po utracie hormonów stać się jeszcze bardziej wycofane i niepewne. I kto weżmie za to odpowiedzialność ? A przecież dobrostan psa to nie tylko brak szczeniąt. To także zdrowie fizyczne, stabilność emocjonalna i komfort życia. Pojawia się też pytanie praktyczne: kto miałby kontrolować obowiązek kastracji? Kto będzie sprawdzał psy w małych miejscowościach, gospodarstwach, na wsiach? Czy dziś ktoś skutecznie egzekwuje już istniejące przepisy? Odpowiedź niestety znamy. Co więcej — całkowicie pomija się alternatywę, o której mówi się zdecydowanie za rzadko. Sterylizacja, czyli zabieg uniemożliwiający rozmnażanie przy zachowaniu naturalnej gospodarki hormonalnej, pozwala ograniczyć nieplanowane mioty bez ingerowania w fizjologię psa w tak radykalny sposób. Może więc zamiast wprowadzać jednowymiarowe rozwiązania, warto mówić o edukacji, odpowiedzialności i dopasowanych metodach. Bo dobrostan psa to nie hasło. To decyzje, które uwzględniają całego psa — jego ciało, psychikę i życie. Ale prawdziwy problem leży gdzie indziej Do tej pory w Polsce nie powstały przepisy, które realnie regulowałyby rozmnażanie psów poza kontrolą. Zamiast tego powstały dziesiątki pseudo-związków hodowlanych — organizacji bez realnego nadzoru, bez kontroli warunków, bez weryfikacji zdrowia czy dobrostanu psów. Tak zwane „związki burka i kocurka”. Prawo mówi jedno: można rozmnażać psy, ale nie wolno ich sprzedawać poza zarejestrowanymi hodowlami. A rzeczywistość? Szczenięta sprzedawane są codziennie przez zwyklych kowalskich zza płotu. W ogłoszeniach. W internecie. Na targowiskach. Z ręki do ręki. Bez dokumentów. Bez nadzoru. Bez odpowiedzialności. I najważniejsze pytanie: ile osób zostało realnie ukaranych za nielegalną sprzedaż szczeniąt? Odpowiedź jest brutalna: praktycznie nikt. To pokazuje jasno — problemem nie jest brak kolejnych zakazów. Problemem jest brak egzekwowania tych, które już istnieją. Można kastrować wszystkie psy w kraju. Można wprowadzać nowe przepisy. Można mnożyć obowiązki. Ale dopóki rozmnażanie poza kontrolą będzie funkcjonowało bez nadzoru, dopóty problem nie zniknie. Bo prawdziwy problem nie leży w psach. Leży w braku nadzoru nad ludźmi.
×
×
  • Create New...