Jump to content
Dogomania

bunia2010

Members
  • Posts

    291
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by bunia2010

  1. Polski Związek Instruktorów i Przewodników Psów Służbowych Zostań we Wdzydzach na dłużej i trenuj z najlepszymi! Bierzesz udział w Dogmagedonie? Nie pakuj się od razu po przekroczeniu linii mety! Mamy dla Ciebie i Twojego czworonoga idealne przedłużenie tej przygody. Serdecznie zapraszamy na szkolenie specjalistyczne GRYF K9, które odbędzie się w dniach 14–16 września w uroczych, kaszubskich Wdzydzach To doskonała okazja, aby pod okiem profesjonalistów wejść na wyższy poziom relacji i pracy z psem. Ważne informacje: Start zapisów:już od 1 lipca Termin szkolenia: 14–16 września Lokalizacja: Wdzydze (piękne okoliczności przyrody gwarantowane!) Wszystkie informacje dotyczące szkolenia oraz instruktorów będą dostępne w wydarzeniu od 1 lipca Liczba miejsc jest ograniczona, a chętnych po Dogmagedonie na pewno nie zabraknie, więc warto zaklepać termin od razu na początku lipca Wykorzystajcie ten czas na maksa – sportowe emocje na zawodach, a potem solidna dawka wiedzy i specjalistycznego treningu. Do zobaczenia we Wdzydzach
  2. Kasia Nowacka DIOZ Krystyna, Krysia, Kryśka! Opętana i agresywna DUSI Kobietę w CIĄŻY Jak wiemy osoby prowadzące Dioz są osobami, które powinny być odizolowane od społeczeństwa. Krystyna niby krucha kobiecina przedstawiona jako starsza babka, która kocha zwierzęta. Jak można powiedzieć, że ktoś kocha zwierzęta jak ktoś nie kocha własnej córki. Traumy z dzieciństwa Krystyny nie zostały przepracowane, a wręcz uznane przez nią jako dobry sposób na chowanie dziecka. Poprzez bicie i znęcanie się psychiczne uzyskasz wspaniałe efekty rodzicielstwa. Mówi się tylko raz, a potem ręka, noga i mózg na ścianie. Takie motto życiowe ma matka wobec swojej córki!!! Jak można nazwać zwierzolubem osobę, która z premedytacją próbuje udusić kobietę w ciąży poprzez dociskanie jej głowy do klatki piersiowej. Mimo próśb Roksany, Kryśka Sadystka nie chciała puścić Elżbieta Hampel (https://www.facebook.com/share/v/1C83gfGNyC/). Dioz załatwia sprawy w taki sam sposób od lat. Zaczynając na wysłaniu rzeszy pelikanów w celu hejtowania kończąc na zastraszaniu i pobiciu. Ela chciała odzyskać swoje zwierzę, które Konrad celowo ukrył w swoim mieszkaniu wiedząc, że Ona będzie ich szukać. Kryśka oburzona musiała przywieźć zwierzętom karmę bo Konrad je został w mieszkaniu bez niczego. Mogą zdechnąć z głodu, ale Elka ich nie dostanie! P.S. Nagranie udostępnione za zgodą pokrzywdzonej!
  3. Kasia Nowacka DIOZ Najczęstsze miejsca przeprowadzanych interwencji pokazują, jak ciężko uzyskać jakąkolwiek w tym kraju pomoc. Cztery Kobiety, które zwyczajnie potrzebują pomocy zostały bezczelnie i oficjalnie wystawione publicznie w socjal mediach DIOZU w celu hejtowania. Na jednym z nagrań widać starszą kobietę, która zachowuje się w sposób mogący świadczyć o silnym kryzysie emocjonalnym. Być może wymaga pomocy lekarskiej lub psychologicznej. Tego nie wiem i nie zamierzam diagnozować. Natomiast wiem jedno. Po opublikowaniu jej wizerunku przez organizację rozpoczęła się lawina komentarzy. „Jeb w tył głowy…” „Zaje**ć starą…” „Kamieniem przycisnąć.” „Dlaczego nikt jej jeszcze nie uderzył?” „Stara k…” „Baba jeb…” To tylko część komentarzy. Czy naprawdę tak powinny wyglądać skutki działalności organizacji, która deklaruje ratowanie zwierząt? Profesjonalna organizacja powinna przede wszystkim zabezpieczyć zwierzęta, współpracować z policją, lekarzem weterynarii oraz – jeżeli zachowanie właściciela wskazuje na poważny kryzys – zawiadomić odpowiednie służby, takie jak ośrodek pomocy społecznej, zespół interwencji kryzysowej czy służby medyczne. Celem powinno być: uratowanie zwierząt, zapewnienie pomocy człowiekowi, przekazanie sprawy właściwym instytucjom. Nie wywołanie internetowego linczu. Bo sposób przedstawienia interwencji ma ogromne znaczenie. Można napisać: „Odebraliśmy zwierzęta. Kobieta prawdopodobnie potrzebuje również wsparcia odpowiednich służb. Sprawa została zgłoszona właściwym instytucjom.” A można opublikować emocjonalny materiał z wizerunkiem człowieka i pozwolić, aby tysiące osób zrobiły resztę. Takie komentarze nie pomagają zwierzętom. One niszczą ludzi. To nie jest pierwszy raz, gdy wokół głośnych interwencji pojawiają się fale nienawiści. W przestrzeni publicznej opisywano już sprawę nastolatka, który po nagłośnieniu wobec niego bardzo poważnych oskarżeń miał podjąć próbę samobójczą. Niezależnie od wszystkich okoliczności tej sprawy pokazuje ona, jak poważne konsekwencje może mieć publiczne piętnowanie człowieka. Od miesięcy podobny mechanizm dotyka również osób, które publicznie zadają pytania dotyczące działalności DIOZ lub przedstawiają dokumenty i informacje krytyczne wobec organizacji. Zamiast merytorycznej dyskusji często pojawiają się wyzwiska, groźby, ośmieszanie i przedstawianie tych osób jako „wrogów zwierząt”, co prowadzi do kolejnych fal internetowego hejtu. Ratowanie zwierząt nie wymaga publicznego upokarzania ludzi. Fundacja mająca status organizacji pożytku publicznego powinna dawać przykład odpowiedzialności, empatii i szacunku – zarówno wobec zwierząt, jak i wobec człowieka. Bo jeśli po każdej interwencji najgłośniejsze stają się groźby, wyzwiska i nawoływanie do przemocy, to warto zadać pytanie: Czy naprawdę o pomoc zwierzętom tutaj chodzi?
  4. Czarna Lista Organizacji Prozwierzęcych Wracam sobie znad morza, gdzie przez tydzień relaksacyjnie zbierałem bursztynki, patrzę, a tu cyk- reklama mojej książki na stronie Empiku A skoro spędziłem nad nią rok czasu, to też zareklamuję: Oto i ona. Pierwsza, jedyna i być może ostatnia tych rozmiarów publikacja o szeroko rozumianym petbiznesie. Na pewno pierwsza i na pewno jedyna, a czy ostatnia, to trochę zależy od Was. Jakoś koło roku temu zaproponowano mi napisanie książki na temat mechanizmów i przepisów dotyczących zwierząt. No i na temat niektórych organizacji zajmujących się ich ochroną, co oczywiste. I ja wtedy powiedziałem "jasne, żaden problem". I jeszcze pomyślałem "w sumie jak usiądę w piątek, to do poniedziałku wszystko będzie gotowe". Jak się okazało, to tak nie działa. Zamiast jednego weekendu spędziłem nad tym wiele, wiele tygodni. Samo pisanie szło całkiem nieźle, ale zrobiłem dość spory błąd techniczny, i np. cytowałem z pamięci słowa różnych aktywistów, żeby później dowiedzieć się, że każdy cytat musi mieć odpowiednie źródło. I weź tu szukaj co jakaś działaczka powiedziała 7 lat wcześniej. Ostatecznie wszystko się udało, za co chcę podziękować dwójce niesamowitych redaktorów, którzy trzymali pieczę nad tym, żeby całość była udokumentowana, posiadała te wszystkie odnośniki, kwity i nie tylko. Nawet bardziej muszę podziękować ludziom, których przez rok nękałem wiadomościami typu "ej, znajdź mi zażalenie na postanowienie prokuratury z października 2019, bo miałem i gdzieś mi zniknęło". Bez ich pomocy byłby co najwyżej post w Internecie, nie książka. Może to jedynie moje wrażenie, ale social media mają spory wpływ na umiejętność pisania. Lata maksymalnego streszczania wypowiedzi, próby mieszczenia się w limitach znaków czy zawierania tezy, argumentacji i wniosków końcowych już w samym nagłówku sprawiają, że później ciężko przestawić się na jakkolwiek głębszą formę. Ale mam nadzieję, że to udało się, i to w całkiem przystępnej formie. Sama książka opisuje schematy i niespójne przepisy sterujące środowiskiem polskiej ochrony zwierząt- od tej ciemnej strony. Nie brakuje w niej przykładów opartych na faktycznych wydarzeniach, historii konkretnych ludzi i zwierząt, oraz organizacji, które w swoich założeniach miały je chronić. Tylko w trakcie działalności troszkę te zamierzenia im się pomieszały. Ale nie będę spoilerował. Kto ma ochotę, ten przeczyta. Link do strony Empiku zostawiam w komentarzu. Przy czym jeśli ktoś chciałby zrobić z tego prezent dla betonowych kibiców tych- jak to ładnie jest nazywane- "kontrowersyjnych organizacji", to niekoniecznie spodoba im się. Choć byłoby super, gdyby właśnie oni przeczytali.. https://www.empik.com/jak-zarobic-na-zwierzetach-patologie-petbiznesu-kowalski-michal,p1743624461,ksiazka-p
  5. Aktualności Poszukiwania - skuteczność i bezpieczeństwo Zakończyła się III edycja szkolenia TROPIK-9, dedykowana działaniom poszukiwawczym i pościgowym. Funkcjonariusze pionów kryminalnych i prewencyjnych, wspierani przez policyjne konie oraz psy służbowe, doskonalili się w odnajdywaniu osób zaginionych oraz szukaniu i zatrzymywaniu uciekinierów ukrywających się przed wymiarem sprawiedliwości. Program realizowany jest dzięki wsparciu Funduszy Europejskich. W dniach 15-20 czerwca 2026 roku uczestnicy warsztatów mierzyli się z wyzwaniami, jakie niosą ze sobą akcje w trudnym otoczeniu, gdzie kluczową rolę odgrywa presja czasu oraz sprawna organizacja pracy. Program szkolenia objął naukę zaawansowanej orientacji w terenie oraz wykorzystanie nowoczesnych technologii, w tym aplikacji poszukiwawczej SIRON, która znacząco usprawnia koordynację działań i obieg informacji. Duży nacisk w trakcie szkolenia położony jest na bezpieczeństwo policjantów. Ważnym elementem ćwiczeń była taktyka sprawdzania budynków i poruszanie się w zróżnicowanym terenie w sytuacjach, gdy poszukiwana osoba może być uzbrojona lub niebezpieczna. Dodatkowo funkcjonariusze podnosili swoje kwalifikacje z zakresu pierwszej pomocy przedmedycznej, ze szczególnym uwzględnieniem technik tamowania masywnych krwotoków. Manewry realizowano przy aktywnym wykorzystaniu koni i psów służbowych. Niezastąpiony psi nos wielokrotnie ułatwia pracę policyjnym tropicielom, a konie dzięki swoim wyczulonym zmysłom i długim nogom świetnie sprawdzają się w sytuacjach gdzie kluczowe jest przeszukiwanie dużych masywów leśnych. Przedsięwzięcie, zrealizowali funkcjonariusze Wydziału Poszukiwań i Identyfikacji Osób Biura Kryminalnego i Wydziału Prewencji Biura Prewencji Komendy Głównej Policji dzięki środkom z Funduszy Europejskich. Jako eksperci podczas tej edycji w gościnnym CKB "Rozłogi" swoją wiedzą dzielili się antropolog sądowa i biologiczna dr n. med. i n. o zdr. Agata Thannhäuser z Katedry Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, członkowie Wielkopolskiej Grupy Poszukiwawczo-Ratowniczej, ratownicy z Paramedyk Simulation, i funkcjonariusze Żandarmerii Wojskowej. (Tekst i zdjęcia: Małgorzata Aurelia Małkińska / Gazeta Policyjna)
  6. Barwa24 Afera wokół DIOZ. Gdzie kończy się ratowanie zwierząt, a zaczyna system oparty na emocjach, zbiórkach i bezkarności? Zobacz komentarze. Przeczytaj post: Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt przez lata był dla wielu osób symbolem bezkompromisowej walki o psy, koty i inne skrzywdzone zwierzęta. Drastyczne zdjęcia, emocjonalne opisy, transmisje z interwencji, dramatyczne zbiórki i jasny podział świata: z jednej strony „oprawcy”, z drugiej „ratownicy”. Dziś wokół DIOZ narasta jednak jedno z najpoważniejszych pytań w polskim środowisku prozwierzęcym: czy za pięknymi hasłami o ratowaniu zwierząt nie powstał mechanizm, w którym cierpienie zwierząt, emocje darczyńców i publiczny lincz stały się elementami bardzo dochodowego systemu? Sprawa nie jest już tylko internetową awanturą. Działalność DIOZ bada Prokuratura Okręgowa w Świdnicy, a śledztwo dotyczy licznych zawiadomień osób, które czują się pokrzywdzone działaniami organizacji. Według komunikatów prokuratury wyjaśniane są między innymi kwestie możliwego bezprawnego przywłaszczania zwierząt przez osoby sugerujące, że działają w ramach instytucji publicznej. To ważne, bo DIOZ — mimo nazwy brzmiącej urzędowo — nie jest żadnym państwowym inspektoratem, tylko organizacją pozarządową. [-> 1] Śledczy sprawdzają również, co działo się z odebranymi zwierzętami po interwencjach oraz jak wyglądały kwestie finansowe. Media informowały, że pod lupą znalazły się internetowe zbiórki, przepływy pieniędzy i sposób wydatkowania środków wpłacanych przez ludzi przekonanych, że pomagają konkretnym zwierzętom. Według informacji podanych przez Kanał Zero w kwietniu 2026 roku śledztwo zostało przedłużone co najmniej do września 2026 roku, przesłuchano ponad 90 świadków, a prokuratura analizuje m.in. dane od platform crowdfundingowych i przepływy środków. [-> 2] To nie są drobne wątpliwości. To pytania o zaufanie publiczne. O to, czy osoba wpłacająca 10, 50 albo 500 złotych na „ratowanie” konkretnego psa miała pewność, że jej pieniądze rzeczywiście trafiły tam, gdzie obiecywano. O to, czy dramatyczne opisy zbiórek były pełną prawdą, czy tylko skutecznym narzędziem do wywoływania emocji. O to, czy zwierzęta były odbierane zawsze wtedy, gdy realnie groziło im niebezpieczeństwo, czy czasem również wtedy, gdy bardziej liczył się materiał do internetu. Jednym z najbardziej wstrząsających elementów tej sprawy są relacje właścicieli zwierząt i byłych osób związanych z organizacją. W reportażach TVN „Uwaga!” oraz materiałach Kanału Zero pojawiają się zarzuty dotyczące siłowego odbierania zwierząt, braku przejrzystości, presji w internecie, tworzenia jednostronnej narracji i publicznego piętnowania ludzi, zanim ich sprawy zostały rzetelnie wyjaśnione. [-> 3] Trzeba powiedzieć jasno: jeżeli ktoś znęca się nad zwierzęciem, powinien ponieść konsekwencje. Nie ma tu żadnego usprawiedliwienia. Ale równie jasno trzeba powiedzieć drugą rzecz: ochrona zwierząt nie może oznaczać samowoli. Nie może oznaczać wchodzenia na cudzą posesję, zabierania zwierzęcia, publikowania czyjegoś wizerunku, uruchamiania internetowego tłumu i zbierania pieniędzy bez pełnej przejrzystości. W październiku 2025 roku zapadł prawomocny wyrok w sprawie jednej z interwencji DIOZ. Konrad Kuźmiński i Eryk Złoty zostali uznani winnymi kradzieży psa i ukarani grzywnami po 600 zł. DIOZ tłumaczył, że zwierzę było ratowane z bardzo złych warunków, w mrozie, przy budzie bez odpowiedniego zabezpieczenia. Sąd uznał jednak, że konkretna interwencja była niezgodna z prawem. Po tym wyroku organizacja ogłosiła zakończenie działalności ratunkowej. [-> 4] Ta sprawa pokazuje, jak cienka jest granica między konieczną interwencją a naruszeniem prawa. Polska ustawa o ochronie zwierząt przewiduje możliwość interwencyjnego odebrania zwierzęcia, ale nie daje organizacjom społecznych nieograniczonej władzy. To nie jest licencja na prywatne akcje pokazowe. To narzędzie na sytuacje naprawdę niecierpiące zwłoki, kiedy dalsze pozostawanie zwierzęcia u właściciela zagraża jego życiu lub zdrowiu. [-> 5] DIOZ odpiera zarzuty. Przedstawiciele organizacji twierdzą, że są ofiarami nagonki, zemsty i ataków osób, którym przeszkadza ich skuteczność. Podkreślają, że ratowali zwierzęta tam, gdzie państwo zawodziło, i że bez organizacji społecznych wiele dramatów nigdy nie ujrzałoby światła dziennego. Tę wersję również trzeba odnotować, bo do czasu prawomocnych rozstrzygnięć nie wolno nikogo skazywać publicystycznie zamiast sądu. Ale jedno jest pewne już dziś: organizacja, która działa w oparciu o zaufanie społeczne, musi być przejrzysta jak szkło. Każda złotówka ze zbiórek powinna być możliwa do rozliczenia. Każde odebrane zwierzę powinno mieć pełną dokumentację. Każda interwencja powinna mieć podstawę prawną, a nie tylko emocjonalny opis w internecie. Każdy darczyńca ma prawo wiedzieć, komu i na co naprawdę przekazuje pieniądze. Bo walka o zwierzęta nie może być przykrywką dla chaosu. Nie może być biznesem opartym na łzach, lajku, oburzeniu i wpłatach robionych pod wpływem chwili. Nie może być też narzędziem do niszczenia ludzi w internecie, zanim ich sprawę ocenią właściwe organy. Ta afera powinna być ostrzeżeniem dla wszystkich: dla organizacji prozwierzęcych, darczyńców, samorządów, mediów i zwykłych ludzi, którzy z dobrego serca wpłacają pieniądze na pomoc zwierzętom. Pomagać trzeba. Reagować trzeba. Ratować zwierzęta trzeba. Ale pomagać trzeba uczciwie. Reagować trzeba zgodnie z prawem. A ratowanie zwierząt nie może nigdy stać się maszynką do pieniędzy, internetowego linczu i budowania prywatnej potęgi na cudzym dramacie. Sprawa DIOZ nadal jest rozwojowa. Prokuratura prowadzi postępowanie, część zarzutów pozostaje na etapie wyjaśniania, a organizacja zaprzecza oskarżeniom. Dlatego dziś najważniejsze są nie emocje, tylko fakty, dokumenty i rozliczenie — zarówno tych, którzy mogli krzywdzić zwierzęta, jak i tych, którzy pod hasłem ich obrony mogli przekroczyć granice prawa. Źródła do podlinkowania w artykule: [1] Prokuratura Okręgowa w Świdnicy oficjalnie informowała, że prowadzi postępowanie dotyczące licznych zawiadomień osób pokrzywdzonych działalnością DIOZ, a także że DIOZ nie jest instytucją publiczną. [2] Kanał Zero podał, że śledztwo zostało przedłużone co najmniej do września 2026 roku, przesłuchano ponad 90 świadków, a sprawdzane są m.in. zbiórki, przepływy finansowe i dane z platform crowdfundingowych. [3] TVN24/Uwaga! informowały o śledztwie CBŚP i prokuratury oraz o wątpliwościach dotyczących interwencji i zbiórek DIOZ. Kanał Zero opisywał relacje byłych wolontariuszy i pracowników oraz zarzuty dotyczące funkcjonowania organizacji. [4] Świdnica24 oraz TVN24 opisywały prawomocny wyrok w sprawie interwencji w Brąszewicach, w której Konrad Kuźmiński i Eryk Złoty zostali uznani winnymi kradzieży psa i ukarani grzywnami. [5] Interia/Zielona wskazywała, że DIOZ jest organizacją pozarządową, a nie państwową jednostką, oraz opisywała zasady interwencyjnego odbioru zwierząt i konieczność działania w ramach procedur.
  7. Przypominamy o bardzo ważnym i obowiązkowym wymogu rejestracji w Powiatowym Inspektoracie Weterynarii (PIW). Czas na dopełnienie formalności mija 18 czerwca 2026 roku. Poniżej znajdziecie najważniejsze informacje dotyczące tego, kogo dotyczy obowiązek oraz jak przejść przez cały proces rejestracji. Kogo dokładnie dotyczy ten obowiązek? Rejestracja jest obowiązkowa dla bardzo szerokiej grupy posiadaczy psów. Musisz złożyć wniosek, jeśli jesteś: - Czynnym hodowcą z nadanym przydomkiem hodowlanym - Właścicielem reproduktora - Posiadasz psa/sukę z uprawnieniami hodowlanymi (nawet jeśli nie masz zarejestrowanego przydomka hodowlanego, twoje plany się zmieniły i nie zamierzasz hodować lub Twój reproduktor nigdy nie krył i nie będzie, ale status psa hodowlanego w bazie ZKwP jest wciąż aktywny) - Jesteś współwłaścicielem psa i zwierzę realnie, na co dzień przebywa u Ciebie. Ważna uwaga dotycząca liczby zwierząt We wniosku wykazujemy faktyczną liczbę wszystkich zwierząt lądowych przebywających w miejscu ich utrzymywania. Mając psy na zasadzie współwłasności, wykazujesz wszystkie te, które fizycznie mieszkają u Ciebie. Jeżeli w danym miejscu przebywają również inne zwierzęta (na przykład koty), je także należy uwzględnić w zgłoszeniu. Każdy współwłaściciel, u którego przebywają zwierzęta hodowlane musi być zarejestrowany we właściwym dla swojego miejsca zamieszkania Powiatowym Inspektoracie Weterynarii. Jak przejść przez proces rejestracji krok po kroku? Krok 1: Pobranie odpowiedniego wniosku W pierwszej kolejności wejdź na stronę internetową swojego lokalnego PIW i pobierz właściwy druk wniosku jeśli jest zamieszczony na stronie (jeśli nie należy pobrać go osobiście w siedzibie PIW). Dokładna nazwa wniosku na stronach poszczególnych oddziałów PIW może różnić się w zależności od konkretnego powiatu. Przykładowe nazewnictwo: W powiecie wrocławskim szukaj dokumentu: „Wniosek o rejestrację lub aktualizację danych zakładu utrzymującego zwierzęta lądowe”. W powiecie strzelińskim jest to: „ZGŁOSZENIE REJESTRACJI/WNIOSEK O ZATWIERDZENIE”. Natomiast w powiecie oławskim formularz funkcjonuje pod nazwą: „Rejestracja/aktualizacja danych zakładu hodowli psów, kotów i fretek”. (Dla ułatwienia wniosek powiatu wrocławskiego oraz powiatów ościennych zamieszczamy poniżej jeśli są dostępne) Krok 2: Przygotowanie danych lokalizacyjnych Podczas wypełniania pobranego wniosku niezbędne jest precyzyjne określenie lokalizacji. Należy wejść w aplikację Google Maps, postawić pinezkę w dokładnym miejscu przebywania zwierząt i spisać wygenerowane współrzędne geograficzne. Krok 3: Ustalenie i wniesienie opłaty skarbowej Opłaty rejestracyjne nie są ujednolicone i różnią się w zależności od powiatu. Zawsze najlepiej zadzwonić do swojego lokalnego PIW, aby upewnić się co do aktualnej kwoty i ewentualnie numeru konta. Przykładowo w powiecie wrocławskim oraz dzierżoniowskim koszt rejestracji wynosi 10 złotych, a w powiatach świdnickim i oławskim opłata ta wynosi 17 złotych. Z kolei powiaty strzeliński, oleśnicki oraz trzebnicki nie pobierają za tę czynność żadnej opłaty. Sytuacja może być dynamiczna, dlatego koniecznie upewnij się bezpośrednio w swoim inspektoracie, czy wymagane jest wniesienie opłaty oraz na jaki rachunek należy ją przelać. Krok 4: Wybór sposobu dostarczenia dokumentów Gotowy wniosek wraz z ewentualnym dowodem wniesienia opłaty musisz dostarczyć do urzędu. Masz do wyboru trzy ścieżki: wysyłkę tradycyjną pocztą, złożenie dokumentów osobiście w siedzibie lokalnego PIW lub przesłanie ich przez e-Doręczenia. Ta ostatnia metoda sprawdza się na pewno w powiecie wrocławskim, jednak w przypadku innych powiatów warto najpierw skontaktować się z urzędem i upewnić, czy na pewno obsługują już tę formę korespondencji. Zalecamy nie zostawiać formalności na ostatnią chwilę! W razie jakichkolwiek wątpliwości będziecie mieli czas na spokojny kontakt telefoniczny z urzędem
  8. Pierwsze to badania, czy wszystko w porzadku. Bo taki nagly brak apetytu moze swiadczyc o problemach zdrowotnych. Jak wyniki wyjda dobre to mozna probowac ze zmiana karmy.
  9. Weronika Kaczmarek Wracamy do sprawy Morusa Gdzie jest Morus? bezpodstawnie zabranego przez Poznańską Ochroną Zwierząt i jej "prezesową" Angelike Wasilewską. I niestety, to co się dzieje, coraz trudniej nazwać inaczej niż jawnym lekceważeniem prawa i ludzi. Mijają dwa lata od momentu, kiedy pies został odebrany swoim właścicielom. Bez podstaw. Bez zagrożenia. Bez uzasadnienia. A fakty są jasne: * Urząd Miasta odmówił odebrania psa rodzinie, * lekarz weterynarii nie stwierdził żadnych zaniedbań, * prokuratura umorzyła sprawę - brak znamion przestępstwa. A mimo to Morus nadal nie wrócił do domu. W czerwcu 2025 roku zapadł prawomocny wyrok sądu: pies ma zostać zwrócony w ciągu 7 dni do czasu wyjaśnienia sprawy. Wyrok nie został wykonany!!!!!! Zamiast tego mamy chaos, sprzeczne wersje i brak jakiejkolwiek odpowiedzialności: - raz słyszymy, że nie wiadomo, komu wydano psa ( oświadczenia prezesowej z 11/2025 na sprawie sądowej ) - innym razem, że… pies uciekł (sprawa z 03/2026 , podobno uciekl na spacerze dzień przed sprawą....ciekawa historia ) To już nie jest niekompetencja. To jest sytuacja, która wymaga natychmiastowych wyjaśnień. Jak organizacja, która deklaruje ochronę zwierząt, może nie wiedzieć, co dzieje się z powierzonym jej psem? Gdzie jest dokumentacja? Gdzie są umowy adopcyjne? Kto odpowiada za Morusa? Bo odpowiedzialność jest tu kluczowa i nie da się od niej uciec. Podmiot, który samowolnie odbiera zwierzę, bierze pełną odpowiedzialność za jego los. Nie „częściową”. Nie „warunkową”. Pełną !!! Zatem pytanie do starosty Jan Grabkowski jakim prawem to Stowarzyszenie ( czyt. twór) nadal funkcjonuje? Jakim prawem działa twór, który łamie prawo? Jakim prawem działa twór, który w statucie ma ochronę zwierząt a nie przestrzega żadnych procedur, nie pilnuje zwierząt ani nie prowadzi stosownej dokumentacji? Dziś mamy sytuację, w której: - ignoruje się prawomocny wyrok sądu z 06/2025 ( art.244 kk ) - przedstawia się wzajemnie wykluczające wersje wydarzeń, - nie przedstawia się żadnych wiarygodnych dowodów. To nie tylko podważa wiarygodność, to budzi poważne wątpliwości, czy nie dochodzi do świadomego wprowadzania Sądu w błąd! Bo jeśli jedna wersja mówi, że nie wiadomo, gdzie jest pies, a druga, że uciekł - to która jest prawdziwa? A może żadna!!!! Nie można też zapominać o tym, co najważniejsze: zwierzę to nie przedmiot, który można „zgubić”, „oddać” bez śladu albo zignorować wyrok sądu. Morus to żywa istota! Ma właścicieli! Ma dom! I ma prawo tam wrócić! Dziś to już nie jest tylko sprawa jednego psa - (podobny los spotkał również Kawe Gdzie jest Kawa ) To sprawa odpowiedzialności, prawa i granic, których nie wolno przekraczać - nawet pod hasłem „ochrony zwierząt”. Bo jeśli prawo można tak łatwo zignorować, to znaczy, że problem jest znacznie większy niż jedna sprawa.I ktoś w końcu będzie musiał za to odpowiedzieć. TOZ, który zwrócił sie w imieniu rodziny do "prezesowej" o ludzkie podejscie do sprawy spotkal się jedynie z brakiem empatii i bezczelnością "prezesowej" , a jak brzmiala jej odpowiedź? " Prędzej piekło zamarznie niż powiem gdzie są psy ( Morus i Kawa) Pozdrawiam Pewna Siebie Angela" Zatem warto zadać pytanie - kim jest osoba, której nawet nie drgnie powieka, że zabrała komuś bezprawnie członka rodziny, zabrała kogoś kto był w tej rodzinie od kilkunastu lat, kogoś kogo wychowano od szczeniaka Na każdym kroku uwidacznia sie problem systemowy z którym muszą się mierzyć właściciele zwierząt w walce z patoorganizacjami. Sprawy ciągną sie latami, nikt z "góry" się nie zastanawia, że przez ten czas, właściciele tracą nie tylko zdrowie i pieniądze ale przede wszystkim więź z ukochanym czworonogiem. Że zwierzę traktowane jest jak rzecz i jeśli jego wartość wyceniona jest na mniej niż 800 zł, to uznaje się to jako wykroczenie a nie przestępstwo. Otóż NIE, mili Państwo, przypominam, że wedle Ustawy o Ochronie Zwierzat PIES NIE JEST RZECZĄ Jego bezprawne odebranie oraz brak jego zwrotu nie może być oceniane wyłącznie przez pryzmat wartości materialnej! A to, że dzieje sie inaczej.... to wina systemu, którego nikt nie naprawia od wielu lat. Zatem wysyłam zapytania do wszystkich oznaczonych instytucji panstwowych, polityków, starosty.... jak długo właściciele Morusa i Kawy będą skazani na tułaczkę po Sądach? Kiedy odzyskają psa? Jak długo Państwo będzie tolerowalo takie twory jak Poznańska Ochrona Zwierząt a Sądy - takie persony jak ANGELIKA WASILEWSKA ???? Mam również nadzieję, że Sąd w Gnieźnie podejdzie do sprawy poważnie i dostrzeże z jakim mataczeniem, butą i arogancją ma do czynienia. A ta sprawa powinna mieć tylko jedno zakonczenie : * powrotem psa/ów do właścicieli * wnioskiem o ukaranie Stowarzyszenia POZ * zdelegalizowaniem Stowarzyszenia POZ W listopadzie 2025 Sąd nakazal zwrot psa właścicielom, ale co było do przewidzenia... POZ odwołała sie od tego wyroku. II sprawa marzec /26. Kolejna sprawa wyznaczona na...... sierpień/26. Czy Morus i Kawa żyją ? a jak żyją, to czy zdążą jeszcze zobaczyć swoich właścicieli? Sejm Rzeczypospolitej Polskiej Kancelaria Prezydenta RP Małgorzata Tracz Marcin Kierwiński Konfederacja Prawo i Sprawiedliwość Koalicja Obywatelska Kobiety Lewicy Ministerstwo Sprawiedliwości Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji Doda Helsińska Fundacja Praw Człowieka p.s. Do prezes Mondo Cane!!!Proszę nie brnąć w tę wojenke... dla dobra psów! @Sara Balcerowicz - "gratulujemy" reprezentowania tak "wybitnych" jednostek do jakich należy Angelika W.
  10. Katarzyna Chruściel Dziś nie wytrzymałam. Dzisiaj chciałabym wam opowiedzieć moją historię. Prawdopodobnie można byłoby na ten temat książkę napisać a ja spróbuję to zrobić w jednym poście. Jestem hodowcą FCI, któremu ostatnio życie się dosyć mocno posypało, ja tego nie ukrywam. Posiadłam psy wartościowe FCI których nie kryje, bo nie chce bawić się w walkę o klienta. Więc wszystkie moje suki hodowlane są w tym momencie na przerwie świątecznej czy jak to zwał. Po prostu no nie są kryte, nie mają dzieci, mają uprawnienia, mają wszystko do tego żeby je mieć ale ich nie mają. I nie dlatego że nie mogą, tylko dlatego że ja nie kryję psów po to żeby potem za bezcen oddawać, żeby wypchnąć to cokolwiek, co mi urodziło na kiełbasę. Z 6 na 7 marca nawiedziło mnie stowarzyszenie Poznańska ochrona zwierząt. Przyznam się szczerze że nie bardzo siedziałam w tych wszystkich fundacjach, stowarzyszeniach i nie miałam pojęcia kto to jest. Przyjechali do mnie w środku nocy za parę minut 22:00. Byłam wtedy w domu sama, byłam zdziwiona I jak podeszłam do bramy i zobaczyłam uzbrojonych trzech funkcjonariuszy, jak to się niby mówi to byłam też wystraszona, bo wiedziałam jak daleko mam do dojścia do domu. Zawsze wcześniej mówiłam żeby nie wpuszczać nikogo kto nie ma nakazu, przyjeżdża z fundacji czy stowarzyszeń i tak dalej bo oni nie mają żadnych podstaw żeby tak się pojawić. I co sama zrobiłam ??? jak powiedzieli mi że chcą zobaczyć pieski bo dostali zgłoszenie że moje pieski są w złym stanie, a ja przecież wiem że moje psy są w dobrym stanie i nie mam czego ukrywać, powiedziałam okej no to wejdźcie. Byłam święcie przekonana że wejdą i zobaczył że psy są w dobrym stanie i wyjdą niestety tak się nie stało. Ta banda złodziei zaczęła patrzeć na moje psy jak na żyłę złota. Kiedy to zauważyłam to po prostu zwyczajnie wezwałam policję i powiedziałam żeby się nie rozpraszali po moim podwórku, chcę mieć ich w kupie żeby mieć ich na oku, bo zaczęli mi zaglądać dosłownie wszędzie. Bardzo szybko przyjechała policja nie ukrywam, że przez telefon byłam bardzo zaniepokojona i bardzo wystraszona poprosiłam policję wręcz o to żeby przyjechali i nie zostawiali mnie z bandą złodziei. Policja przyjechała oni przedstawili sprawę tak, że policja jest po prostu asystą co bym ja im krzywdy nie zrobiła no i policja przyjęła taką wersję no bo w sumie to tak ich do tego zmusili. Przyszli do mnie do domu i powiedzieli mi że zabierają mi wszystkie moje psy. Nie mogłam sobie z tym poradzić zupełnie więc dostałam ataku paniki i zaczęłam słabnąć i wiecie co jedyną osobą która wezwała karetkę był pan funkcjonariusz policji. Bo ten skurwysynom z pozu było to na rękę że Kaśka za chwilę będzie nieprzytomna a oni zrobią wszystko co mogą zrobić według swojej myśli, a Kaśka nie zareaguje. W momencie kiedy zadzwoniłam niezdolna do rozmowy, do swoich rodziców żeby do mnie przyjechali i tak naprawdę to pan policjant z nimi rozmawiał żeby wytłumaczyć im co się stało i dlaczego mają przyjechać to ta zgraja tych złodziei była już bardzo zdenerwowana że ktokolwiek ma się tam pojawić. A że sprawa przyjęła dłuższy etap bo Kaśka po prostu zanie mogła to im było nie po drodze, bo to za długo trwało więc zaczęli na moim podwórku robić co chcą. Wyciągali psy robi im perfidne zdjęcia nie wiem gdzie, nie wiem jak, przekładali te psy żeby zrobić jak najbardziej niekorzystne zdjęcia dla mnie. Wkładali psy w boksy gdzie nie było w ogóle psów przez całą zimę. Po czym jak wrzucili na swoją stronę i ludzie pytali. No dobra pokazujecie miejsce a gdzie są psy??? Nie pokazali ani jednego mojego psa wiecie dlaczego. Dlatego że moje psy wyglądały idealnie. Ciężko robić materiał na psach które są szczęśliwe, zadowolone, nieagresywne, nie wydygane, nie zdygane, upasione, wyczesane i czyste. No ciężko robić w zbiórki na takich psach. Ale ale przecież to nie stanowi problemu żeby je zabrać i sprzedać tego samego dnia albo tej samej nocy. Ja od 6 marca nie śpię, nie śpię nocami, martwię się o siebie, o swoje dziecko, o swoje życie a przede wszystkim martwię się o to że przyjadą w nocy i zabiorą mi moje psy, bo już raz chcieli to zrobić. Sprawa jest zgłoszona na policję usiłowanie przywłaszczenia kradzieży psów nieważne jak to przypiszą oni chcieli mi ukraść psy i wszystkie psy które były już na ich aucie były warte ponad 200 000 zł. Przypadek nie sądzę. Dlaczego my zwykli szarży ludzie po prostu się na to godzimy? Dlaczego my im na to dajemy przyzwolenie???? Próbowali zrobić ze mnie oprawce strasznego człowieka, który nawywijał we Wrocławiu. A wiecie co ja robiłam we Wrocławiu? Ratowałam psy przed głodową śmiercią na łańcuchu w lesie. Otworzyłam okno życia dla psów jako jedna jedyna i pierwsza w Polsce. Otworzyłam okna życia dla psów ze swojej własnej kieszeni. Utrzymywałam psy które mi wkładali do klatki. Tak się traktuje ludzi którzy za swoje własne pieniądze ratują istoty skazany na śmierć. Nie mogę sobie poradzić z tą całą sytuacją. Nie zasługuje na to, na takie traktowanie, na to wszystko co się wydarzyło. Policja która okazała się być po prostu cudownym organem w tym momencie nie pozwoliła im na kradzież moich psów. I dzięki tej policji ja mam psy ze sobą, nie było podstaw na odbiór tych psów. W nocy był powiatowy lekarz weterynarii który stwierdził że psy powinny zostać w miejscu gdzie są. Na kolejne dni miałam kontrolę. Pierwsza była z inspekcji weterynaryjnej a druga zkwp mojego oddziału Wrocław. Obie te kontrole przeszłam bez zarzutu. To dlaczego ktoś o 22:00 w nocy zakłócał mi spokój twierdząc że moje psy są w złym stanie i zrobił z tego taką otoczkę straszną otoczkę która była dla mnie bardzo niekorzystna. Tylko i wyłącznie w tą otoczkę nie uwierzyli ci ludzie którzy mnie znają którzy u mnie bywają i wiedzą jak ważne są dla mnie psy. Ja tak tylko nadmienię że moje dziecko czasami rano jak chce śniadanie a ja mówię że za chwilę to ona mówi tak tak bo najpierw musisz nakarmić swoje pieski. Zapowiadam wielką walkę nie pozwolę tym skurwysynnom tak działać ja może jestem silna może nie moje zdrowie podupadło od 6 marca. Ale nie na tyle żeby się nie dać i żeby nie pokazać innym ludziom żeby też się nie dali. Ja nie jestem dosyć mocno silnym człowiekiem znaczy przynajmniej wszyscy mnie tak odbierają ale nikt nie zna mnie w środku w środku jestem miękka jak gąbka jestem bardzo słabym psychicznie człowiekiem który się wiecznie uśmiecha i udaje że wszystko jest okej to co oni mi zrobili tego się nie da opisać. Ale skoro już oni zaczęli ze mną tą walkę to ja ją skończę i mam nadzieję że wy wszyscy hodowcy i ludzie dobrej woli pomożecie mi w tym. Nie jestem sama związek kynologiczny obiecał mi pomoc finansową jeżeli chodzi o prawników. I za to jestem im ogromnie wdzięczna. W tej chwili to prawdopodobnie będzie się ciągnęła sprawa za sprawą na to potrzeba finansowo i funduszy i dzięki Bogu mój związek do którego należę nie zostawiaj mnie z tym wszystkim samej. Wiecie co to znaczy budzić się w środku nocy bo psy szczekają??? Wychodzić z latarką i patrzeć czy nie stoi ktoś kto przecina siatkę i zabiera ci psy???? Wiecie co to znaczy martwić się o swoje własne życie bo ktoś kto odjeżdżał nie odbierając ci psów bo policja mu na to nie pozwoliła groził ci???? Wiesz jak jest miło mieszkać w domu gdzie jesteś tylko ty i twoje dziecko które musisz obronić i 20 parę psów które wszystkich kochają???? To jest coś czego nie życzę nikomu najgorszemu wrogowi nie życzę tego co mnie spotkało. Będę oszustów i złodziei trzeba tępić. I okazuje się że pod przykrywką cudownej fundacji czy stowarzyszenia wśród nas ludzi z Płocka są tacy ludzie którzy kradną innym zwierzęta dla swoich zysków. Która z tych fundacji za własne pieniądze zrobiła okno życia dla psów takie jak ja zrobiłam ileś lat temu wyadoptowałam ponad 70 psów wysterylizowanych i wykastrowanych A wiecie za czyje pieniądze za moje moja pani weterynarz płakała jak przynosiła mi w zębach pieniądze a skąd je miałam akurat poszedł mi mi od kotów i zamiast wykorzystać te pieniądze na koty na ich kuwety na na siebie przede wszystkim bo po prostu przy nich chodziłam to ja te pieniądze zanosiłam w zębach do pani weterynarz za kastrację i sterylizację nie moich psów. Wrzucam wam kilka psów z ostatnich dni moich tych dzień po interwencji która miała się u mnie dokonać...
  11. Pracownik Inspekcji Weterynaryjnej Sprowadzenie psa z kraju trzeciego (spoza UE) na terytorium Unii Europejskiej wymaga dopełnienia szeregu wymogów weterynaryjnych i dokumentacyjnych, aby uniknąć kwarantanny lub zawrócenia zwierzęcia. Przepisy różnią się w zależności od kraju, z którego pies pochodzi. 1. Mikroczip (Identyfikacja) Pies musi posiadać mikroczip spełniający normy ISO 11784 lub ISO 11785. Ważne: Szczepienie przeciwko wściekliźnie musi zostać wykonane po wszczepieniu mikroczipa, w przeciwnym razie jest nieważne. 2. Szczepienie przeciwko wściekliźnie Pies musi zostać zaszczepiony przeciwko wściekliźnie przez upoważnionego lekarza weterynarii. Szczepienie musi być ważne (przeprowadzone zgodnie z zaleceniami producenta szczepionki). Jeśli jest to pierwsze szczepienie lub było robione po upływie terminu ważności poprzedniego, odczekuje się 21 dni przed podróżą. 3. Świadectwo zdrowia (Dokumenty) Pies przywożony z kraju trzeciego nie może podróżować na podstawie paszportu wydanego w tym kraju. Wymagane jest: Świadectwo zdrowia: Wystawione przez urzędowego lekarza weterynarii w kraju wysyłki. 4. Miareczkowanie przeciwciał (dotyczy krajów wysokiego ryzyka) W przypadku krajów trzecich o wysokim ryzyku wścieklizny (niewymienionych w załączniku II do rozporządzenia 998/2003/WE), wymagane jest badanie poziomu przeciwciał przeciwko wściekliźnie. Procedura: Krew pobiera lekarz weterynarii, a badanie wykonuje laboratorium zatwierdzone przez UE. Wynik: Miano przeciwciał musi wynosić co najmniej 0,5 IU/ml. Czas: Próbkę pobiera się min. 30 dni po szczepieniu i na 3 miesiące przed przywozem do UE. Pies zaopatrzony w świadectwo zdrowia, w którym wpisane jest miejsce przeznaczenia podlega kontroli na granicy UE i w systemie pojawia się CHED. CHED (ang. Common Health Entry Document, pol. Wspólny Zdrowotny Dokument Wejścia) to obowiązkowy dokument elektroniczny służący do zgłoszenia zwierzęcia organom kontrolnym na granicy UE. To jak pies może być legalnie sprowadzony z kraju trzeciego jak tych CHEDów nie ma?
  12. LavenderSalamander2915 Przeanalizowałam przepisy prawne dotyczące interwencyjnego odbierania zwierząt przez organizacje społeczne i jedno jest pewne: tryb interwencyjny nie jest dowolnym narzędziem, z którego można korzystać według własnego uznania. To rozwiązanie wyjątkowe, przewidziane wyłącznie na sytuacje, w których dalsze pozostawienie zwierzęcia u właściciela albo opiekuna realnie zagraża jego życiu lub zdrowiu. Nie jest to tryb do rozstrzygania sporów, oceniania ludzi „na oko”, wywierania presji ani budowania medialnych interwencji. Z przepisów jasno wynika też, że nie każda osoba działająca pod szyldem fundacji czy stowarzyszenia może podejmować takie czynności. Ustawa mówi o upoważnionym przedstawicielu organizacji społecznej, a więc nie o dowolnym wolontariuszu, sympatyku czy osobie, która po prostu pojawia się na miejscu i powołuje się na ochronę zwierząt. Co równie istotne, organizacja po odebraniu zwierzęcia nie może sama „zamknąć sprawy” i działać całkowicie poza kontrolą. Powinno nastąpić niezwłoczne zawiadomienie właściwego organu gminy, a następnie sprawa powinna zostać poddana formalnej procedurze administracyjnej. Interwencyjny odbiór zwierzęcia nie oznacza przecież, że organizacja staje się organem państwa i może samodzielnie decydować o wszystkim. Warto też jasno powiedzieć, że samo używanie nazw takich jak „azyl”, „ośrodek ratunkowy” czy „miejsce tymczasowego pobytu” nie może oznaczać braku jakiejkolwiek kontroli. Jeżeli zwierzęta są tam faktycznie przetrzymywane, to powinny mieć zapewnione warunki zgodne z prawem i zasadami humanitarnego traktowania. Działalność pod hasłem ratowania zwierząt nie może oznaczać zwolnienia z odpowiedzialności, przejrzystości i nadzoru. Pomoc zwierzętom jest potrzebna. Ale właśnie dlatego powinna być wykonywana zgodnie z prawem, a nie poza nim. Bo tam, gdzie pojawia się brak kontroli, brak jasnych procedur i przekonanie, że „cel uświęca środki”, bardzo łatwo o nadużycia. Jak powinien wyglądać prawidłowy tryb interwencyjnego odbioru zwierzęcia: 1) zgłoszenie lub ujawnienie sytuacji wskazującej na zagrożenie życia lub zdrowia zwierzęcia, 2) ocena, czy rzeczywiście zachodzi przypadek niecierpiący zwłoki, 3) interwencyjne odebranie zwierzęcia wyłącznie przez podmiot wskazany w ustawie, w tym upoważnionego przedstawiciela organizacji społecznej, 4) niezwłoczne zawiadomienie wójta, burmistrza albo prezydenta miasta, 5) wszczęcie i przeprowadzenie postępowania administracyjnego przez właściwy organ, 6) wydanie decyzji o czasowym odebraniu zwierzęcia, 7) przekazanie zwierzęcia do miejsca przewidzianego ustawą, zależnie od jego rodzaju, np.: * do schroniska dla zwierząt — w przypadku zwierząt domowych, takich jak psy i koty, * do gospodarstwa rolnego wskazanego przez wójta — w przypadku zwierząt gospodarskich, np. koni, krów, kóz czy świń, * do ogrodu zoologicznego, azylu dla zwierząt albo Centralnego Azylu dla Zwierząt — w przypadku innych kategorii zwierząt wskazanych w ustawie, * wyjątkowo, gdy nie ma zgody takiego podmiotu albo istnieją inne przeszkody — do innej osoby prawnej, jednostki organizacyjnej lub osoby fizycznej, która jest w stanie zapewnić zwierzęciu właściwą opiekę, dalsze postępowanie wyjaśniające, a w razie potrzeby również karne, 9) ostateczne rozstrzygnięcie o dalszym losie zwierzęcia zgodnie z prawem, a nie wyłącznie decyzją organizacji. Ochrona zwierząt tak. Bezkarność i samowola — nie.
  13. Stare ale jare.... Nie ma chyba drugiej takiej domeny, na której łatwo można zarobić setki tysięcy złotych. To pozorowana pomoc zwierzętom poprzez pseudo interwencje (kradzieże) lub internetowe zbiórki pieniędzy (wyłudzanie).
  14. Puchałke  2 lata pytania o psa Trampa i co zapostowali po 2 latach bo kanał zero nagłośnił? XD coś w stanie SŁUCHAJCIE KOCHANI PIES BYŁ W ABSOLUTNIE NAJGORSZYM STANIE, PIŁ MOCZ BO WŁAŚCICIEL TAK MU KAZAŁ, BYŁ NIELECZONY, ALE WYLECZYLIŚMY I ZDECH ZE STAROŚCI W WIEKU 7 LAT ch... że właściciel pełną dokumentację z sądu udostępnił co absolutnie obala pierdolenie oszustów z #dioz
  15. AuthenticRaccoon6651 · #OTOZ Jestem ciekawa na jakiej podstawie była ta "interwencja" Bo psiak nie wygląda na chorego czy zaniedbanego w jakikolwiek sposób. Zauważyłam że pseudo inspektorzy jeżdżą sobie po domach i namawiają ludzi na podpisanie zrzeczen bo u nich "będzie lepiej" to już jest jakaś paranoja serio... (niewygodne komentarze oczywiscie zostaly przez OTOZ usuniete)
  16. Psie sprawy, ludzkie sprawy. · 27.03.2019 – tą datę zapamiętam do końca swoich dni To wtedy zniszczono moje życie. W dniu wczorajszym Sąd Okręgowy w Poznaniu podtrzymał wyrok Sądu Rejonowego w Pile uznając mnie NIEWINNĄ. Mamy także wyrok Sądu Rejonowego w Pile z dnia 24.02.2026 ( II K 184/24) uznającego przedstawicieli Fundacji Mondo Cane zarządzających interwencją: Aleksandry Ś, Anny C. i Małgorzaty K. za winne przywłaszczenia psów i skazujący je na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata. Pani Prezes Mondo Cone osobiście pofatygowała się do Poznania na sprawę odwoławczą. Udowadniała tam swój brak znajomości z biegłą Dorotą Wiland, z którą się znają - a jednak nie znają. Chwaliła się ilością prowadzonych przez nich spraw – ponad 170 i żadnej nie przegrali. Nie zapomniała również wspomnieć o swoich wizytach w Sejmie. Zastanawiam się dzisiaj ile z tych spraw wygrali, bo ludzie nie mieli siły się bronić. Nie mieli finansów na adwokata. Ile razy do wygrania sprawy przyczyniła się nie-znajoma biegła. Dzisiaj po 7 latach walki mogłabym odetchnąć – tylko że wiem, że to jeszcze nie koniec. Widziałam w poprzednich postach, że część osób nie orientuje się w sprawie. Oto krótkie kalendarium: 27.03.2019 – w godzinach porannych odbierany jest schroniskowy pies Ares, przebywający w moim hoteliku, a będący pod opieką Aleksandry Ś, dzisiaj członka Zarządu Fundacji Mondo Cane ( jest to o tyle istotne, że ta sama pani twierdziła później podczas zeznań, że mnie nie znała) Około godziny 15 rozpoczyna się interwencja. Na terenie posesji, jak i w moim mieszkaniu nie ma nikogo. Panie „inspektorki” poruszają się swobodnie po całym terenie. Później podczas zeznań mówią: zostałyśmy wpuszczone. Dzisiaj sam Sąd zauważa, że była to nieprawda. Rozpoczyna się hejt w internecie i zbiórka. Ja otrzymuję pierwsze zapytania od znajomych co się dzieje i pierwsze groźby. Jestem przerażona, bo właśnie wracam do domu z Poznania i nie wiem co się dzieje z moimi psami. Dojeżdżam do domu. Razem ze mną pojawia się policja. Czekamy na technika kryminalistyki, który ma robić dokumentację zdjęciową. Dzisiaj jestem za nią ogromnie wdzięczna bo zostaje ona w sprzeczności z tym ,co pokazała Fundacja. Około godziny 22 wszystkie psy zostają wywiezione busem typu blaszak w klatkach w nieznanym mi kierunku. Oczywiście tylko te rasowe. Te nierasowe pozostają. 28.03.2019 – budzi mnie w domu cisza. To kolejna rzecz, której nigdy nie zapomnę. Poddaję się. Popadam w odrętwienie – nie wiem nic. Nie mam już nic. Stawiają mnie na nogi moi znajomi i oddział ZKwP w Bydgoszczy. To oni sprawiają, że zaczynam walczyć o swoje psy. Zupełnie obce mi osoby ślą mi słowa wsparcia i pomagają. Część znajomych z wystaw osądza mnie na podstawie zdjęć w necie. Zamykam hotel dla psów. Zamykam social media. Moja psychika w tamtym momencie nie wytrzymała fali hejtu. A w necie króluje zdjęcie wyżlicy - tylko zapomniano i ciągle zapomina się wspomnieć, że nie była ona moją własnością, przebywała w hotelu, a właścicielka mieszkała 5 minut ode mnie. I zapomina się również wspomnieć o tym, że miała kontakt z psem Aresem - tym, który został odebrany w dniu interwencji, który ciągle miał biegunki i w prezencie zostawił nam lamblie. Dzięki pani Maji dowiaduję się gdzie są moje psy – Klinika Wąsiatycza w Poznaniu. Dowiaduję się, że psom nic nie jest, są zdrowe, a personel dziwi się dlaczego tu trafiły. Część psów trafia do domów (bez żadnych umów) część psów pozostaje w klinice, gdzie mieszkają w klatkach i są wyprowadzane 3-4 razy dziennie po 5 minut na trawnik przed kliniką. To było to cudowne polepszenie warunków. 2 papillony trafiają do oddalonego ponad 500 km miejsca, gdzie mieszka jeszcze inne 500 zwierząt. A pani, która je odebrała zeznaje przed Sądem, że przyjechały brudne, zaniedbane i chore. Chyba zapomniano jej powiedzieć, że przed trafieniem do niej psy przebywały tydzień w Klinice Wąsiatycza. W następnych dniach składam zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa oraz do Urzędu Miasta informację o niewyrażeniu zgody na odbiór psów. W UM wszyscy są zdziwieni – nikt nic nie wiedział o sprawie. Dzięki namowom znajomych zakładam zbiórkę – i to dzięki waszej pomocy udało się zbierać fundusze na pierwszy etap pomocy adwokackiej. I tego też nigdy nie zapomnę. To była bardzo potrzebna i bardzo wymierna pomoc, która w tamtej chwili była bardzo potrzebna – i za to raz jeszcze DZIĘKUJĘ! Wielkanoc 2019 roku spędzam już z częścią swoich psów – udało się odzyskać 9 z nich. Cieszę się ogromnie. I jednocześnie boję. Czy znowu mi nikt ich nie odbierze. Cały czas płyną do mnie groźby: spalenia, podpalenia domu, zakopania w rowie z wapnem, zamknięcia w klatce… Nie mogę ich publikować, bo za te zdjęcia usunięto moje poprzednie konto. Zaczynają się kontrole u mnie w domu: MOPS (bo mam niepełnoletnie dzieci), US (bo jeżdżę na wystawy) PIW ( bo mam hodowlę). Żadna nie wykazuje nieprawidłowości. Sprawa o znęcanie się zostaje prawomocnie umorzona. Sprawa administracyjna – wyrok dostajemy w prezencie gwiazdkowym – odmowa odbioru zwierząt (tak, sprawa trwała 10 miesięcy). SKO podtrzymuje wyrok. Wydawałoby się, że mogę odetchnąć. I nagle nadchodzi rok 2021 – okazuje się, że gdzieś tam w Brzezinach wznowiono postępowanie przeciwko mnie (czym chwali się sama Prezes w mediach społecznościowych – pozwoliłam sobie dołączyć screen jej wypowiedzi). Co jest podstawą? Nowy dowód? Nie. Nawet nie opinia (kolejna) biegłego profesora weterynarii (kolejna korzystna dla nas). Podstawą jest opinia pani zoopsycholog Doroty Wiland, która nie tylko nigdy nie widziała zwierząt, skrytykowała działania Prezydenta Miasta Piły, Sądu Rejonowego i Okręgowego, ale wysunęła wiele dziwnych wniosków, np. że należy podejrzewać, że pies rasy flat coated retriever mógł nie mieć zaspokajanych swoich naturalnych potrzeb. Czyli co – nie polował na kaczki? Takich absurdów jest więcej, a opinia kosztowała podatników niemałe pieniądze. Kolejna rzecz, której nie zapomnę do końca życia – widoku pani Prokurator w Brzezinach oraz pani Prezes Fundacji MC i pani Aleksandry Ś. Siedzących w jednym rzędzie za biurkiem z uśmiechem stawiające mi zarzuty za kamień na zębach, ich zdaniem za długie pazurki i kołtun za uchem… Całe postępowanie zaczyna się na nowo. Dla mnie cały horror. Ale tym razem zaczyna być nieco inaczej. Część osób z interwencji wycofuje się ze swoich zeznań o fatalnych warunkach i potrzebie odbioru psów. Trafia do nas oryginalne nagranie z początku interwencji, które od razu przekazujemy do Sądu. Trafiają do nas screeny rozmów, które pokazują ustalanie zeznań, zmowę i nakłanianie do mówienia nieprawdy. 4 świadków potwierdza prawdziwość tych screenów. Powołany zostaje kolejny biegły, który nie tylko wystawia kolejną opinię (znowu na moją korzyść) , ale odpowiada na pytania podczas sprawy – sprawy, która nagle przez pytania oskarżyciela posiłkowego zamieniła się na sprawę przeciwko wszystkim hodowcom, którzy rozmnażają zwierzęta. Wygrywamy sprawę w sądzie okręgowym. W dniu 12 marca odbywa się sprawa odwoławcza w Sądzie Okręgowym w Poznaniu. W dniu 18 marca poznajemy wyrok – podtrzymanie wyroku Sądu Rejonowego w Pile. I tak wygląda gorzki smak zwycięstwa. Mogłabym zacytować Kubę Sienkiewicza: „to już jest koniec, nie ma już nic, jesteśmy wolni, możemy już iść” Tylko dokąd. I wiem, że to na pewno nie jest koniec… Zostają obawy, czy Pani Prezes po raz kolejny ruszy swoje znajomości u góry? Czy po raz kolejny pojawi się narracja: straszny hodowca i dobra organizacja? Tak. Jestem hodowcą i rozmnażam psy bo potrzebuję ich do pracy. Bo sama mogę zadbać o ich socjal i wychowanie. Ale staram się robić to z głową i pełną odpowiedzialnością. A dzisiaj sam wizerunek organizacji w mediach społecznościowych się zmienił. Absurdalnie – dzięki celebrytom. Ludzie zaczynają otwierać oczy. Czas pokaże. Na chwilę obecną łapiemy oddech. Po 7 latach mamy prawo. I dziękujemy, że przez tyle lat byliście obok i wspieraliście. Nie wymienię tutaj wszystkich - bo mogłabym kogoś pominąć i nie chcę, abyście stali się celem ataku fundacji. Ale Wy wiecie Chociaż Czarna Lista Organizacji Prozwierzęcych mogę spokojnie oznaczyć dziękuję za otwarcie mi oczu, wsparcie i czasami kopniaka do dalszego działania. Dzięki za Twój zdrowy rozsądek i chęć szukania prawdy.
  17. Czarna Lista Organizacji Prozwierzęcych 7 lat gehenny Magdaleny i jej rodziny dobiega końca. Co prawda straciła wszystkie oszczędności, musiała zaciągnąć kredyty a przy okazji dorobiła się rozrusznika serca, ale jest już bliżej finału, niż kiedykolwiek była. I to jest sukces w tej jednej z najbardziej obrzydliwych, zakłamanych akcji, jakie fundacyjne działaczki mogły wymyślić. Historię opisywałem już kilka razy- opublikowałem dokumenty oraz nagrania- więc nie wiem czy jest sens wszystko powtarzać. Może jedynie przedstawię głównych uczestników: Z jednej strony jest Magdalena, hodowczyni prowadząca hotel dla zwierząt, organizatorka dogoterapii dla niepełnosprawnych, osoba, która w roli handlera na wystawach przejechała Europę wzdłuż i wszerz. Z drugiej strony jest Fundacja Mondo Cane. Jeśli ktoś nie wie, to jest ta taka "polityczna" organizacja. Tam gdzie są politycy, tam są i działaczki MC. Parlamentarny Zespół ds. Zwierząt, Nadzwyczajna Komisja Sejmowa, Seminaria Ministerstwa Sprawiedliwości- gdzie by nie spojrzeć, tam są i one. Ale sedno historii jest zupełnie inne. Siedem lat temu aktywistki zabrały zwierzęta należące do Magdaleny, następnie część z nich odzyskała prokuratura, ale trzy z nich gdzieś "zniknęły". Rozpoczęła się batalia sądowa. W jednej ze spraw Magdalena została skazana, w drugiej- mimo dwóch umorzeń (interweniowała sama "góra")- skierowano do sądu akt oskarżenia. Na podstawie opinii biegłej "zoopsycholog", która od lat jest zaprzyjaźniona z Fundacją- wystawia im opinie, kibicuje w mediach społecznościowych i do szefowej MC mówi per "Kasiu". Równolegle toczyła się sprawa o przywłaszczenie trzech psów, których mimo nakazów wydanych przez prokuraturę nie udało się odzyskać. O ich los można pytać np. w Fundacji Przystań Ocalenie, na Śląsku. W sumie zabawnie (śmiech przez łzy) to wyszło, bo szefowa tej Fundacji zeznała, jakoby psy trafiły do niej bardzo zaniedbane. Brudne i śmierdzące. Zapomniała, że trafiły do niej spod opieki Fundacji Mondo Cane, a nie Magdaleny. Ale mniejsza o to. Zmierzam do brzegu, bo wiem, że nikt nie lubi przesadnie długich postów. W trakcie tej prawniczej bitwy, gdzie obie strony składały kolejne wnioski dowodowe i zażalenia, na jaw wyszło nagranie z przebiegu całej "interwencji". Przez całe lata utrzymywane było w tajemnicy, aż jedna z byłych działaczek MC postanowiła przekazać wideo Magdalenie. I to nagranie zmieniło wszystko. Do mnie dopiero teraz dociera, że gdyby nie kilka minut nagranego komórką filmu, to dzisiaj Magda mogłaby być w więzieniu, choć nigdy nikomu żadnej krzywdy nie zrobiła. Zwyczajnie sąd uwierzyłby w zeznania aktywistek, a te były jednoznaczne. Aktywistki przed policją, prokuraturą i sądem zgodnie (nawet przesadnie zgodnie) zeznawały, że przy jednym psie to myślały, że on właściwie nie żyje, że wszędzie były odchody, że "cały tabun psów ruszył na nie, że aż nie wiedziały ile ich jest". A nagranie pokazało coś odwrotnego. "Martwy" pies przyglądał im się z zainteresowaniem, "wszechobecne odchody" były dosłownie jedną psią kupą, a "tabun" okazał się być czterema psami małej rasy. Niemal wszystko co aktywistki przez lata opowiadały, i to nie tylko w Internecie, było kłamstwem. Wczoraj Magdalena została prawomocnie uniewinniona. Po siedmiu latach permanentnego stresu i zawoalowanych gróźb ze strony aktywistek. Takich, że wiecie: "hehe, niedługo zobaczysz", "wkrótce się okaże". No to właśnie okazało się. Niewinna. Prawomocnie. Trochę wcześniej trzy działaczki Fundacji Mondo Cane (Aleksandra Ś, Anna C. oraz Małgorzata K. - pozdrawiam) usłyszały wyrok przywłaszczenia psów. Sąd wymierzył im karę roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata. Jeszcze nieprawomocnie, ale przypominam, że mówimy o organizacji uznawanej za "nietykalną". 7, słownie: siedem, urwa, lat, na udowadnianie swojej niewinności. I nadal wszystko oparte o farta, że ktoś ujawnił nagranie. Przecież same by go nie pokazały. Tak jak nie wspomniały, że w hotelu Magdaleny trzymały psa, którego (zaraźliwą!) chorobę ukrywały przed nią. Ale o tym jeszcze będzie okazja porozmawiać, również w sądzie. Puenta? Nie ma puenty. To jest najbardziej jaskrawy, ordynarny przykład, że gdzie grupa aktywistów- wspólnie i w porozumieniu- coś sobie ubzdura, tam oskarżany przez nich właściciel zwierzęcia jest praktycznie bez szans. A nawet jeśli wygra, to w sumie tak jakby przegrał. Ale to nie znaczy, że należy się poddawać... --- Cała historia, razem z tymi wszystkimi kulisami i niuansami, będzie opisana w mojej książce. Ma być w wersji drukowanej, audio i e-booka. Premiera wkrótce. Gdyby ktoś chciał wesprzeć te całe lata trzymania ręki na pulsie w tego typu sprawach, może zostawić symboliczną kawę, o tutaj: https://suppi.pl/czarnalistapro Zasadniczo to wszystko jest już napisane (co było trudne) i zweryfikowane źródłami (co było jeszcze trudniejsze), teraz trwa praca pani edytor oraz działu językowego, czyli jak rozumiem ludzi, którzy faktycznie wiedzą jak używać interpunkcji. Dla mnie, to, od zawsze, zagadka.
  18. Prawda o DIOZ 2.0 Jakby ktoś jeszcze nie był pewien o co nam chodzi, gdy piszemy, że zwierzęta w DIOZ służą za rekwizyty do wyciągania kolejnych milionów złotych od naiwniaków. Chodzi o to, co widać na zdjęciu poniżej. Nie, kota w tym stanie nie trzyma się jedną ręką na potrzeby zrobienia sobie selfie. W zasadzie w ogóle się go nie trzyma, bo sterylizacja to wbrew pozorom całkiem inwazyjny zabieg, a i anestezja nie jest tu bez znaczenia. Nie do końca wiadomo co jest głupsze. Tak przedmiotowe traktowanie zwierząt, czy publiczne chwalenie się w tym. Trochę pociesza, że pod wpisem DIOZ-u nie brakuje krytycznych komentarzy (choć oczywiście wszystkie znikną). Ale z drugiej strony hej, mowa jest o DIOZ-ie. Jedynej organizacji, której członkowie mają "odruch bezwarunkowy" bicia zwierząt, gdy te denerwują się podczas sesji zdjęciowych i bycia obmacywanym po chorobowo zmienionych genitaliach przez "prawie weterynarza". Może zwyczajnie nie powinniśmy się już dziwić? Albo wręcz doceniać, gdy jakieś zwierzę w DIOZ jest tylko źle traktowane, ale jednak pozostaje żywe?
×
×
  • Create New...