-
Posts
292 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by bunia2010
-
Ekopatologia Media o Karolinie Piech ... "... 3 lutego Sąd Rejonowy w Oławie uznał Karolinę P., pochodzącą z Jelcza-Laskowic, za winną wszystkich zarzucanych jej czynów i wymierzył karę łączną 8 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata, przy czym zobowiązał oskarżoną do informowania sądu o przebiegu okresu próby. Sąd orzekł też wobec Karoliny P. obowiązek naprawienia wyrządzonej szkody poprzez zapłatę na rzecz właściciela psa 1200 zł - taką wartość psa sąd przyjął na podstawie wyceny biegłego. Do tego orzeczono zakaz zajmowania przez Karolinę P. stanowisk w stowarzyszeniach i organizacjach, których celem jest ochrona praw zwierząt - na okres 3 lat. Nadto Karolina P. musi zapłacić nawiązkę w kwocie 5 tys. zł na rzecz oławskiego stowarzyszenia "Podaj łapę". Jeżeli chodzi o Magdalenę Ł., sąd uznał ją za winną zakłócenia miru domowego (wejścia na prywatną posesję, skąd zabrano psa) i wymierzył jej karę grzywny w wysokości 2 tys. zł. Sąd zasądził też zapłacenie kosztów sądowych - od Karoliny P. w wysokości 5363 zł, a od Magdaleny Ł. - 1954 zł ..." " ... Sąd orzekł też podanie wyroku do publicznej wiadomości poprzez wywieszenie go na tablicy ogłoszeniowej Sądu Rejonowego w Oławie oraz Urzędu Miejskiego w Siechnicach na 3 miesiące, a także opublikowanie wyroku w "Gazecie Powiatowej - Wiadomości Oławskie". - Zarzuty, które zostały postawione obu oskarżonym, są słuszne - uzasadniała wyrok sędzia Dorota Grzywacz. - W ocenie sądu zabór psa był tu bezprawny. Nie zachodził w niniejszej sytuacji ani stan wyższej konieczności, ani żadna inna okoliczność uzasadniająca ten zabór. Nie zostały spełnione warunki tzw. interwencyjnego odbioru zwierzęcia. ..."
-
„Ależ pana zrobili…”. Czy prawo własności do psa nie jest prawem obywatelskim? Z Wiesławem SZYMOŃSKIM, właścicielem psa Seli, którego przywłaszczyła fundacja zajmująca się… ochroną zwierząt, rozmawia Roman CIEPLIŃSKI. – Czy może pan opisać sytuację, kiedy to do pańskiego mieszkania zapukali sympatyczni i uczynni ludzie zapewniający, że niosą bezinteresowną pomoc dla czworonogów? – To się wydarzyło 14 sierpnia 2023 roku. O 21.30 dwie osoby zapukały do moich drzwi. Przedstawili się, że są z Fundacji Pańska Łaska. Mieli identyfikatory na zawieszkach. Wydawało mi się wówczas, że mieli dobre intencje. Tego dnia byłem zmęczony, bo wróciłem z moim psiakiem, z czteromiesięczną suczką Seli, z dwudniowej wycieczki nad Narew. Może dlatego wpuściłem ich do środka, mimo późnej godziny. – Jak się zaczęła ta rozmowa i jaki był jej efekt? – Rozmowa zaczęła się bardzo przyjaźnie. Grzegorz Bielawski i towarzysząca mu pani usiedli. Ja w tym czasie mojego pieska, a jest to chart whippet, trzymałem na ręku, bo otwierając drzwi na wszelki wypadek podniosłem go. To był jeszcze szczeniak. Oznajmili mi, że „mieli jakiś sygnał, żeby sprawdzić, co się dzieje z psem”. Ja odpowiedziałem – a co się może dziać? Byliśmy na wycieczce i pies jest zmęczony. Na co oni, że mieli sygnał, by sprawdzić warunki psa. Więc im pokazałem te warunki. Posłanie i zabawki, które do dziś są w tym samym miejscu. Pokazałem karmę, także smakołyki, bo Sali była w trakcie nauki chodzenia przy nodze, czy też innych umiejętności. Po czym oni stwierdzili, że w zasadzie wszystko jest dobrze. Ale zapytali, czy przypadkiem nie zgodziłbym się na przebadanie psa? Trochę mnie to zastanowiło, ale dało znać o sobie wieczorne zmęczenie i odbyta podróż. Zapytałem, o jakie badania chodzi. Uzyskałem informację, że to badania kompleksowe; robi się badania krwi, usg, ponadto pies miałby być poddany obserwacji behawiorystycznej. Zaproponowali, że wezmą psa na te badania i trzy dni później, to jest 17 sierpnia, psa mi oddadzą. Zapytałem, jak będzie ten odbiór wyglądał, na co oni, że przywiozą psa w to samo miejsce, czyli do mojego mieszkania. Dodali też, że badania te są bardzo drogie, bo kosztują od 1000 do 1500 złotych. Pomyślałem wtedy, że chyba naprawdę są takie organizacje, które bezinteresownie pomagają, a ja mam szansę sprawdzić, czy badania wykażą coś, czego wcześniej lekarz weterynarii nie stwierdził. Może jest to dobra okazja? A pies był parę dni wcześniej w gabinecie weterynaryjnym. Pomyślałem: może w końcu coś w naszym kraju się zmienia na lepsze? – Przekazał pan tym osobom swojego pieska, a czy otrzymał pan jakieś pokwitowanie? – Tak, mam pokwitowanie. Pokwitowanie wystawił Grzegorz Bielawski. Nie ma tam adnotacji, że coś z psem jest nie tak. Napisał, że pies ma błyszczącą sierść i jest szczupły, ale wie pan, jak to w przypadku chartów jest z tą szczupłością… Pies do jedzenia i picia miał dostęp 24 godziny na dobę… Wskazano tam też datę zwrotu psa. Zrobili zdjęcie. Oni zeszli na dół, a ja im psa zaniosłem do samochodu. Przekazałem smycz i jego kołderkę z jego zapachem, którą zawsze miał w samochodzie. Bielawski stał przed autem, pił wodę. Odebrał psa i powiedział, że 17 sierpnia psa odda. – A co się wydarzyło w dniu, kiedy pieska mieli panu zwrócić? – Od rana zacząłem dzwonić, ale jeszcze nie bardzo nerwowo, bo przecież te osoby, w tym kobieta, która była z Bielawskim, wydawały mi się wiarygodne. Budziły zaufanie. Ale ja ich źle oceniłem. Teraz to już wiem. Mogłem im podziękować i zamknąć drzwi. Teraz nawet prokurator się z tego śmieje. – Panie Wiesławie, jeszcze wrócimy do zachowania instytucji państwa, jeśli chodzi o pana sprawę… Ale faktem jest, że tego psa panu nie oddano. Czy uzyskał pan jakiekolwiek połączenie z tą fundacją? – Próbowałem mailowo, próbowałem telefonicznie i nie wiem, po ilu telefonach, pod wieczór ktoś odebrał w końcu w fundacji. Nie był to Bielawski. Później napisałem maila. No i dostałem odpowiedź. Ale dopiero 3 listopada. Poinformowano mnie, że „zwierzę zatrzymano czasowo zgodnie z podstawą prawną, czyli artykułem 7 ustawy o ochronie zwierząt z 1997 roku i zwrócone zostanie zgodnie z artykułem 7 tej ustawy”. – Dostał pan informację o „podstawie prawnej” faktycznego przywłaszczenia pana psa dopiero po trzech miesiącach. Czy włączyło się panu światełko ostrzegawcze? – To się stało już wcześniej. Najpierw zgłosiłem się do Urzędu Miasta w dzielnicy Wola w Warszawie, konkretnie do Wydziału Środowiska. Zgłosiłem się, by urząd mi pomógł odzyskać psa. – Jakie działania podjął urząd? – Fundacja przekazała urzędowi miasta krótką notatkę, że na podstawie art. 7 wspomnianej ustawy zatrzymali psa. Nie dostarczyli jednak żadnych dokumentów, których wymagał urząd. Urząd 10 stycznia 2024 roku, prawie pół roku po zabraniu psa, wezwał fundację o dostarczenie dokumentów. Fundacja przez całe postępowanie działała opieszale. 22 stycznia wpłynęło pismo do fundacji wnoszące o przesłuchanie świadków: Marii Ostrowskiej, to chyba ta pani, która była u mnie 14 sierpnia, Grzegorza Bielawskiego oraz trzecią osobę z fundacji. 12 lutego 2024 r. wpłynął wniosek fundacji o wydanie decyzji o wydanie psa. Ja także dołączyłem własne dowody, w tym opinię lekarza weterynarii, że mój pies był w dobrym stanie i nic mu nie dolegało oraz nośniki z materiałami fotograficznymi. Przedstawiłem też swoich świadków, którzy świadczyli, że pies był w dobrej kondycji. – Czy wszyscy ci świadkowie zostali przesłuchani? – Wszyscy moi świadkowie zostali przesłuchani. – A świadkowie tej fundacji? – Nie, proszę pana. – Dlaczego? – Bo się nie stawiali. Pani Maria Ostrowska była dwukrotnie wzywana tutaj do urzędu. W końcu WOŚ wysłał wezwanie do Trzcianki. Także Bielawski był dwukrotnie wzywany. Żadna z tych osób się nie stawiła. – Jaki jest finał działań podjętych przez samorządowców na Woli w pańskiej sprawie? – Wydział Ochrony Środowiska wydał decyzję odmowną w sprawie „czasowego odebrania psa” oraz nakazał oddanie pieska właścicielowi z rygorem natychmiastowej wykonalności, ale od tej decyzji Fundacja Pańska Łaska się odwołała do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Warszawie. Skutek był taki, że SKO odrzuciło skargę Pańskiej Łaski. Zwróciłem się listownie, mailowo o zwrot psa, telefonicznie też. Reakcji nie było, ale mając już decyzję o zwrocie psa, ponownie zwróciłem się do policji o interwencję. Wcześniej zgłosiłem policji przywłaszczenie psa, ale bezskutecznie, bo jeszcze nie miałem decyzji… W listopadzie 2024 roku zgłosiłem na policji zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Wszczęto postepowanie. Zgłosiłem się też do prokuratury. Ta z kolei wydała prokuratorski nakaz wydania psa przez fundację i odesłała nakaz do policji w miejscowości, gdzie znajduje się siedziba fundacji. No i do dziś praktycznie nie ma żadnej informacji… – Muszę pana o to zapytać… Kiedy dowiedział się pan, że Grzegorz Bielawski, znany wcześniej także z niesławnej działalności w innej organizacji o nazwie Pogotowie dla Zwierząt, znajduje się w więzieniu? – Na pewno w 2024 roku. Po żmudnych poszukiwaniach znalazłem tę informacje w Internecie. Wtedy zdałem sobie sprawę, w jakiej jestem sytuacji i z kim mam do czynienia. WOŚ wydał decyzję o zwrocie psa i nadał jej rygor natychmiastowej wykonalności, SKO ją potwierdziło. Najprawdopodobniej fundacja ma prawo odwołać się teraz do sądu i – jak mi się wydaje – odwoła się. Czekamy więc na sąd. Jednocześnie, jakże wolno jednak, trwa postępowanie prowadzone przez policję. – A czy wie pan, co się w tej chwili dzieje z pana pieskiem? – Z informacji, które uzyskał WOŚ na Woli wynika, że jedna z osób powiązanych z fundacją „miała psa przez jeden dzień, i że go wykąpała, była z nim u lekarza weterynarii, że zbadano go i, że jakoby był wychudzony. Co ciekawe, kobieta ta odmówiła wskazania miejsca, gdzie się znajduje pies. Pani ta powiedziała, że odbędzie się sprawa sądowa, że „pies znajduje się w dobrych rękach i radzi właścicielowi (czyli mnie), żebym się pieska zrzekł na rzecz fundacji”. – Coś niebywałego… Wykorzystał pan chyba już prawie wszystkie ścieżki dochodzenia swoich praw, z wyjątkiem sądu. Co pan sądzi na temat skuteczności polskich instytucji, które powinny chronić prawa obywateli? Do dzisiaj wprzęgnięte do pańskiej sprawy zostały takie instytucje jak: samorząd, Samorządowe Kolegium Odwoławcze, policja i prokuratura… – Jako człowiek osiągnąłem już pewien etap, mam sześćdziesiąt sześć lat, no i ten pies miał mi wreszcie dawać radość i spokój w moim życiu. I tak było, do czasu aż się pojawiła ta fundacja, która praktycznie całkowicie zburzyła mi ten spokój. Odbiło się to wszystko na moim zdrowiu, mam problemy ze snem, nieustannie o tym wszystkim myślę. To wszystko co się wydarzyło, świadczy przede wszystkim o nieskuteczności, o bezradności tych instytucji. O bezradności systemu. Instytucja zajmująca się ratowaniem zwierząt powinna działać, to oczywiste. Ale to powinna być instytucja powołana przez państwo, a nie fundacje, które generalnie wykorzystują zbiórki ogłaszane w mediach społecznościowych. I nie wiadomo, czy pieniądze idą na żyjące zwierzęta, czy na zwierzę, którego nie ma. Z informacji, które odnalazłem w Internecie wynika, że niektóre fundacje, w tym także ta Pańska Łaska, tymi zwierzętami po prostu handlują. Półtora roku nie mam mojego psiaka. Nie wierzę, że przebywa on jakoby w tamtej rodzinie tymczasowej… Nie wiem, czy go kiedykolwiek odzyskam, bo możliwe jest, że został przehandlowany… Natomiast chciałbym dojść do jakiejś sprawiedliwości. – A jak pan sądzi, dlaczego niektóre fundacje, czy stowarzyszenia jakoby prozwierzęce, w tym takie jak Pańska Łaska, czy wcześniej Pogotowie dla Zwierząt są bezkarne, dlaczego ciągle działają, mimo tak wielu nieprawidłowości, wręcz kradzieży zwierząt…? – Nie jestem w stanie ocenić wszystkich organizacji, ale jedno już wiem, że Grzegorz Bielawski i otaczająca go świta wykorzystuje system, który jest dziurawy i pozwala tym ludziom działać w Polsce jak sądy, bo oni sami decydują skutecznie, czy komuś zabrać zwierzę. Używają do tego podstępnych metod, by wyłudzić zwierzęta w dobrym stanie. Zgadzam się ze stwierdzeniem, że niektóre fundacje wykorzystując swój status, okradają właścicieli zwierząt. Jest w Polsce Rzecznik Praw Obywatelskich, ale nie ma rzecznika praw zwierzęcych, a może rzecznika praw właścicieli zwierząt. W mojej sprawie napisałem nawet do Rzecznika Praw Obywatelskich, ale odpisano mi, że oni nie zajmują się takimi sprawami, nie mają nad tym kontroli… – Z praw obywatelskich wykluczają więc prawa własności do zwierząt? Dziwne… – Instytucja samorządowa, która starała mi się pomóc, moim zdaniem dobrze to robiła, ale okazała się w tym systemie nieskuteczna. Niektórzy mówią: to jest tylko zwierzę… Ale przecież w wielu przypadkach to jest aż członek rodziny. Jestem bezsilny. Nie wiem, co dalej mogę zrobić? Może pan mi coś podpowie? – Nie wiem, co odpowiedzieć. Może pańska historia powinna być przestrogą dla innych osób? Mnie jako dziennikarza najbardziej zadziwia bezsilność instytucji państwa, bo przecież wiadomo, kiedy, gdzie i kto, wiadomo w jakich okolicznościach i… nic się nie dzieje. Nie ma konsekwencji. – W pewnym momencie zadzwoniłem do prokuratury. Prowadziłem rozmowę telefoniczną z pewną młodą panią prokurator, no i ona… uśmiała się wysłuchawszy mnie. Powiedziała: ależ pana zrobili… Jeżeli takie jest podejście prokuratora, to co możemy osiągnąć? I jeszcze coś na koniec: obawiam się, że gdybym tego wszystkiego nie przeżył, najprawdopodobniej wspierałbym takie organizacje jak Pańska Łaska. Bo generalnie mam zaufanie do ludzi. Ten pies był ze mną bardzo zżyty. A ja z nim. Od pierwszego momentu, kiedy jako szczeniak do mnie podbiegł, wiedziałem że to ten. Człowiek często, kiedy bierze odpowiedzialność za takiego szczeniaczka, przejmuje rolę jego matki. Błyskawicznie wytwarza się silna więź. Tę więź Bielawski rozdarł. I niestety obawiam się, że on po wyjściu z więzienia, co się już stało, wrócił na te same tory. Żródło: https://24kurier.pl/ekurier/ależ-pana-zrobili-czy-prawo-własności-do-psa-nie-jest-prawem-obywatelskim
-
Stowarzyszenie Rott.PL Będzie długo, ale musi być. Minęło kilka tygodni. Nie pisałam, nie napisaliśmy relacji do dzisiaj. Dlaczego? Bo dla nas wrażliwców nic nie jest czarno-białe. Szczególnie w sferze emocji. Trzeba było poukładać sobie w głowie. Żeby nie pisać w ogromnych emocjach. Teraz emocje nadal są, ale trochę poukładane. 09.01 2026 r. na fb tzw. Domu Rottweilera pojawiła się informacja, że opiekunka Anita vel Klaudia jest nagle w szpitalu i nie wiadomo kiedy wróci. Że osoby, które umieściły tam psy, czy to prywatne, czy organizacje proszone są o ich zabranie. Przyjechali, zabrali. Te czyjeś. Psy prywatne Klaudii zabezpieczyła rodzina. Przynajmniej taka jest informacja. Zostały te niczyje: azjatka Moli, dwójka rottkopodobnych Mika i Gruby i Ares bernardyn. Po Aresa miała przyjechać właścicielka, ale w ostatniej chwili zrezygnowała, nie ma gdzie zabrać agresywnego psa. Pojechałyśmy z Martą Marta Falba w dwa samochody, teoretycznie zabrać azjatkę, bo kompletnie nie było już więcej miejsca u niej lub u mnie w siedzibie Stowarzyszenia. Było - 16. To co zobaczyłyśmy zmroziło nas. Zastałyśmy te psy w kojcach, kojcach, które wyglądały jak jedna wielka kloaka. W budach nigdy, poprostu nigdy, nie było słomy. Psy żyły na dechach w budach i chodziły po gównach (nie da się inaczej tego napisać). Budy nieocieplone. Dwójka Mika i Gruby (gruby jest ogromny), mama i synek miały jedną małą budę. Może to i dobrze, bo w te okropne mrozy mogły się przytulić i ogrzać. Azjatka miała budę dla pikusia. Benek sporą, ale dechy. Makabrycznie wylękniona, każde podniesienie odrobinę ręki powodowało, że albo wpychała się do tej budki albo leżała na zasranych deskach. Niestety na próby polubownego założenia obroży lub pętli ze smyczy reagowała paniczną ucieczką. Próbowałyśmy w tym mrozie 4 godziny. Nie chcieliśmy siłowo z takim psem. W końcu dostała uspokajające leki, dałyśmy jej spokój na dwie godziny i w tym czasie zawiozłyśmy rottkobusem dwójkę przesympatycznych rottkowych do nas do domu, do ciepłego garażu, który nigdy nie był garażem, tylko pokojem dla tych co trzeba im pomóc. Miał tam zamieszkać inny pies, ale trudno, musi poczekać, nie mogły trafić do schroniska. Wróciłyśmy z nadzieją, że azjatka przysnęła, no, ale co było do przewidzenia - nie. Zbyt duże emocje. Darła na nas japę. W akcie desperacji zadzwoniłam do Sebastiana Sebastian Majer. Ciemno, mróz. Przyjechał szybko. Załadowaliśmy bardzo grzecznie dziewczynę do klatki i fruuu do Marty. No, ale jeszcze bernardyn niezbyt przyjemny w kontakcie. Porzucony, co z nim. Wkręciłam na emocjach Sebastiana, żeby zabrał go do siebie do swojego Stowarzyszenia Stowarzyszenie Narwiański Psi Patrol, hotel dla psów, odławianie , aleeeee. Sebastian przestrzeń ma, natomiast nie miał kojca. Rozmowa z ojcem i bratem, możemy zabrać, ale chłopczyk potrzebuje domu, zresztą inne dzieci zabrane też. Nooooo, to jest majątek Klaudii... pytamy a psy, no psy są porzucone i bezpańskie. Kilka chwil uświadomienia, że to kurw...jednak może nie do końca tak. Niestety bernaedyn dostał najmniejszy kojec, inne dzieci nic. Mimo, że benio na zbiórce na kojec uzbierał ponad 4 tysiące. Trudno. Reasumując, psy zabrane, nie trafiły do schroniska. *Fakty!* Z przekazu osoby - Paulina Schulz: dwa dni nie mogła dodzwonić się do Klaudii w ustaleniu terminu odbioru swoich piesków z hotelu. Zaniepokojeni z Jej tatą pojechali, dom zamknięty, radyjko gra. Pojechali na policję do Serocka zgłosić, że może Pani coś się stało, bo i radio i światełko. Policjant poinformował Paulinę, że Klaudia Mechowska jest zatrzymana na 2 miesiące, a oni mogą rano (-16) przyjechać, bo będzie rodzina i psy wyda. Paulina z Tatą pojechali, jako, że okno było wybite weszli do środka i w nocy jeszcze zabrali swoje psy i powiadomili policję o tym fakcie. Z informacji Pauliny psy były w makabrycznym stanie. Obok w małej klatce był jeszcze piesek samojed. W dwa dni na lecznie swoich psów wydali ponad 1000 zł. Inna osoba, jeśli będzie chciała to się ujawni odebrała skrajnie zabiedzonego psa. Koty dramat. Trzech psów los jest nieznany, łącznie z azjatą z OTOZ. Ze strony rodziny zero zero współpracy lub pomocy. 2 worki gównianej karmy. Ten mały kojec, Sebastian musiał sam w te mrozy rozkładać i przewozić. Napisałam to wszystko, bo nie ma naszej zgody na pseudopomagaczy!Pseudoschroniska są teraz ratowane i mega cudownie, ale pseudopomagacze to też zaraza. I nie, Klaudia nie zachorowała teraz. Klaudia od lat jest uzależniona i umiała pięknie to kryć. Tylko nikt nie słuchał, bo jeśli colowiek się powiedziało to hejt. Tak jak zdanie Pani z OTOZ w korespondencji z Martą „ były w jawnym konflikcie” to Marta nie jest wiarygodna. A ja na koniec zapytam Państwa z OTOZ Warszawa: kiedy ostatnio widziałyście na oczy azjatę, którego oddałyście tej osobie pod opiekę? Bo ja wiem. Że minimum rok go nie widziałyście. To tyle. Dzieciaki zbierają się w sobie do życia. Azjatce Moli duuużo trzeba jeszcze. I nie, Anita vel Klaudia nie jest to nagle biedna delikatna kobietka, którą życie dojechało. To jest osoba działająca permanentnie i świadomie w kierunku własnej korzyści. Aaa gdzie są trzy agresywne psy?????: Boy, Rem, Fox, nie ma. Zostały uśpione. Jakim prawem? Bez opinii behawiorysty i w kontekście Foxa właścicielki? Bo te dwa to bezdomne dzieciaki to mogła zrobić co chciała? My/ja chcieliśmy ich wziąć do nas, to Klaudia napisała, że woli ich uśpić niż mi dac. I tak zrobiła.... Bardzo mocno sprawdzajcie komu powierzacie życie podopiecznych... Dom Rottweilera to nie jest fundacja, stowarzyszenie. To prywatna osoba. Zrobicie z tym co chcecie, natomiast nie ma we mnie, nie ma w nas zgody na krzywdę psów i ludzi. Katarzyna Pudo
-
Animal Patrol (lipiec 2025) 8 lat temu usłyszeliśmy o tym miejscu. Wtedy udały się tylko i aż te działania: Nielegalna hodowla lisów została zlikwidowana, sprawą zajęła się policja. Mieszkańcy odetchnęli z ulgą https://dziennikpolski24.pl/raciborsko-koniec.../ar/11953906 Setki psów jednak utknęły w tym piekle na kolejne lata aż do wiosny 2022 r. Wówczas determinacja kilku osób, w tym przedstawicieli Wydziału Środowiska UMiG Wieliczka doprowadziła do rozpoczęcia procesu karnego przeciwko pseudohodowcy ale przede wszystkim w obronie przetrzymywanych tam psów. Pamiętnej wiosny 2022 r. odebraliśmy 37 psów – nieskończone podziękowania za przejęcie kosztownej opieki i pracy nad nimi dla Przygarnij Psiaka Fundacja Skrzydlaty Pies Skawińskie Stowarzyszenie Pomocy dla Zwierząt Człowiek i pies Załoga Bulldoga Stowarzyszenie Owczarkowa Skarpeta Oprócz jednego owczarka Olka (nie pokona swojej traumy) i suni owczarki Alfy każdy z tych psów zaznał lub nadal zaznaje normalności i zdrowia w dobrych domach. W wyniku zawiadomienia rozpoczął się proces, podczas którego przesłuchano prawie 40 świadków, zebrano opinie profesjonalistów i biegłego sądowego, odbyło się kilkanaście posiedzeń, zgromadzono ogromne ilości dokumentacji. Było warto, cała przyroda i wszystkie zwierzęta zawsze zasługują na głos i na walkę o ich dobrostan niszczony wyłącznie przez ludzi i na walkę przeciwko tym ludziom, którzy kierowani najniższymi pobudkami krzywdzą je w okrutny, prymitywny sposób traktując gorzej niż przedmioty. I tak po niemal 3 latach procesu sądowego wczoraj, 14 lipca zapadł wyrok w pierwszej instancji ale za to jaki! Gdyby każdy sąd potrafił takie wyroki ogłaszać a do tego tak dogłębnie i empatycznie uzasadniać, rzeczywistość wyglądałaby zupełnie inaczej! Oskarżony usłyszał: 1 rok bezwzględnego pozbawienia wolności, 15 lat zakazu posiadania zwierząt, 15 lat zakazu prowadzenia działalności związanej z wykorzystaniem zwierząt, nawiązkę 12 tysięcy na rzecz Stowarzyszenia Dog Rescue, zwrot kosztów reprezentacji i postępowania. Do tego Sędzia zdecydowała o podaniu wyroku do publicznej wiadomości jako sprawę ważną społecznie!! Czekamy na uprawomocnienie się wyroku. Kolejne, niezależne postępowania wycelowane w to miejsce i w obronie zwierząt tam przetrzymywanych są w toku. Bo ta pseudohodowla nadal prężnie działa i nie jest to niestety odpowiedzialność tylko jednej, wczoraj skazanej osoby. Obecnie ta pseudohodowla „przebranżowiła się” na pieski małe i modne. Sądząc po ilości szczeniąt wystawianych do sprzedaży psów musi tam być około 100… Zanim dołożysz swoje pięć groszy do takich interesów prosimy o odrobinę refleksji, poszukania wiarygodnych informacji o tym czym jest rasa psa, jego rodowód, czym jest legalna, nadzorowana hodowla. Więc jeśli czytasz ogłoszenie sprzedaży szczeniaczka cokapoo, po king charles spaniel i pudel toy red brown albo innym "poo" sprowadzonym z Chin to w absurdalny sposób wydajesz swoje 2000 zł na kundelka, z bardzo złych warunków, w niewiadomym stanie, po chorych rodzicach i przyczyniasz się do utrzymywania takich pseudohodowli i… spłaty wynagrodzenia adwokata osoby skazanej. Wszystko to wydarzyło się w imieniu setek tych, które tam umierały latami w cierpieniu a także po to, aby ten człowiek został ukarany i nie miał więcej możliwości posiadania żadnych zwierząt.
-
Fundacja Dla Zwierząt La Fauna - interwencje i adopcje · !!! PILNE !!! Szukamy domów tymczasowych dla 20 psiaków odebranych interwencyjnie! Odebrane dzisiaj. Nie znamy ich, nie wiemy czy się dogadają z kotami, dziećmi - nie pytajcie o to. Jutro będzie je oglądał weterynarz. Część suczek ma guzy na listwach mlecznych, przepukliny... Szukamy ludzi w Krakowie i okolicy, którzy są w stanie pomóc. To pudelki, cavaliery, westy, yorkopodobne(?), jakieś cocapoo czy inne wymysły pseuducha (przepraszamy, ale emocje sięgają zenitu). Mnożyły się bez żadnej kontroli. PSIAKI NIE SĄ DO ADOPCJI! W pierwszej kolejności szukamy domów tymczasowych, które skłonne będą ostatecznie psiaka adoptować, kiedy sprawa się zakończy. Nie ma w nich agresji. Jest przerażenie, ale szybko odzyskują wiarę w człowieka. Nie chcemy ich trzymać w hotelowych boksach. Należy im się kanapa i bliskość człowieka. Tego nigdy nie miały... ZDECYDOWANE OSOBY Z KRAKOWA I BLISKICH OKOLIC PROSIMY O WYPEŁNIENIE ANKIETY: https://tinyurl.com/tymczasdlapsa Więcej opowiemy jak emocje opadną... Nie będziemy ukrywać, że bardzo ale to bardzo potrzebujemy finansowego wsparcia, a nasza zrzutka idzie jak po grudzie. Bardzo prosimy, pomóżcie nam https://www.ratujemyzwierzaki.pl/naprzetrwaniee Na miejscu działała także Fundacja dla Szczeniąt Judyta oraz Schronisko w Borku- Fundacja Straż Obrony Praw Zwierząt . Dziękujemy za współpracę i za nowe znajomości. Szkoda, że nawiązane w tak okropnej sytuacji. Podziękowania także dla Przygarnij Psiaka i Vegvisir Foundation
-
Przygarnij Psiaka Mamy Déjà vu. TRAGEDIA PSÓW Z GNOJOWISKA TRWA NADAL. Od kilku lat Animal Patrol przy współpracy z Gminą Wieliczka zajmuje się sprawą pseudohodowli z Wieliczki. 29.01.2026 Policja wkroczyła na posesję w ramach rutynowej kontroli związanej z akcją mrozy...to co ukazało się ich oczom przeszło kolejny raz najgorsze wyobrażenie... wezwali wsparcie: PIW, Inspekcję Weterynaryjną, Straż Miejską. Wszystko zdalnie po godzinach pracy nadzorowała Pani Olga z Urzędu z wydziału Ochrony Środowiska. Objęliśmy opieką zwierzęta z zagrożeniem życia dzięki gotowości ARWET Lecznica Weterynaryjna . Zwierzęta które przejmujemy pod opiekę: 3 spaniele bez grama tłuszczu i nikłą ilością sierści: szkielety pokryte pasożytami, dredami i RANAMI. 1 przerażona shiba przeprasza że żyje 1 cavapoo lub coś w tym stylu (pies jest łysy, ciężko określić) chodzący SZKIELET z licznymi ranami 6 kotów rasy brytyjskiej pogryzione, zapchlone, przerażone, zarobaczone, dredy, wyłysienia i rozdrapane rany. 5 psów rasy DRED (nie znamy tej rasy chyba Goldendoodle - całkowicie dzikie i zadredzone) SZKIELETY pokryte dredami. Choroby dopiero wyjdą.: https://zrzutka.pl/9y87zp Upodlone POTWORNIE śmierdzą i są w ciężkim stanie. Miasto i Gmina Wieliczka pokryje koszty obdukcji, wstepnych diagnostyk i badań czyli na start to co najgorsze ♡!!! W zwiazku z tym że zwierzeta jednak przechodzą pod naszą opiekę nasze koszty około: - testy pcr kotów - 6x echo serca - sterylizacja/kastracja 16 zwierząt - utrzymanie /karma/ żwirek i ewentualnie dalsze leczenie chorób niezdiagnozowanych a jak wiemy rasowych zwierzęta lubią chorować.. Ale przed nami miesiące walki o psychikę Dredów Wesprzyj tą walkę. Przy takiej ilości zwierząt nie będzie łatwo i szybko. xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx 23 psy zostały zabezpieczone w Schronisko w Borku- Fundacja Straż Obrony Praw Zwierząt na podstawie współpracy z Gmina Wieliczka Dodatkowo dziękujemy ogromnie Vet4U za wsparcie fizyczno/lekarskie. Dredy są całkowicie wystraszone i były agresywne a cała akcja wywozu trwała po zmroku. Bez ich pomocy wydobycie psów by się nie odbyło- psy bały się też oprawców. A tak było w tym miejscu 4 lata temu. https://facebook.com/events/s/wyrwane-z-gnoju-owczarki-pozna/1109077863297086/ nic się nie zmieniło Najbardziej dobija fakt, że to się NIE kończy. Na miejscu pozostało blisko 150 zwierząt ... I w tej sprawia już od lat działa niezawodne @Animal Patrol https://www.facebook.com/share/p/1FtiZk3Yzb/ Dziękujemy za gotowość transportu podczas gdy my byliśmy w pracy: Anetce, Moni, Karolina Godyń i Zuzu
-
Jan Kowalski Tym razem nie schronisko a patohodowla spod Wieliczki Tydzień temu odebrali stamtąd ponad 20 psów w najgorszym stanie. Śledzę ich od tygodnia. Ten brązowy, który nie chodzi ze strachu to potworny widok. Na miejscu do dziś zostało tam...150 psów 4 lata temu zabierali stamtąd psy z podobnych warunków. Sprawa w toku, ale oprawcom nie przeszkadzało to żeby odbudować w ciągu kilku lat o hodowle na nowo. Na miejscu jest też Judyta. Organizacje chyba już są mocno przytkane. Szukają domów tymczasowych z okolic Krakowa. Zobaczcie zaplecze piesków z olxa. Cavapoo, maltipoo i inne modne poo.. https://www.facebook.com/share/p/188VKCyJyy/ https://www.facebook.com/share/v/16xxXfrdKD/ https://www.facebook.com/maciej.senderowski/videos/1430764095367193/?app=fbl https://www.facebook.com/share/r/1ECrTe5Ncd/
-
Domowa hodowla? Zarejestrowana? Pies z dokumentami? Brzmi profesjonalnie, przekonująco i na pierwszy rzut oka nie wzbudza żadnych podejrzeń, wręcz przeciwnie - ma się wrażenie, że trafiło się na miejsce idealne! O czym mowa? O Stowarzyszeniach, które zrzeszają hodowle psów. Prawda jest taka, bez długich wstępów i przypisów prawnych, że organizacja kynologiczna jest tylko jedna na każdy kraj. W Polsce jest to ZKwP (Związek Kynologiczny w Polsce). Następnie, każda taka organizacja, jest członkiem organizacji międzynarodowej - nadrzędnej, czyli w naszym wypadku FCI. I kropka. Dzięki temu wszystkie hodowle są w piramidzie sprawowania kontroli, panują te same przepisy, wzorzec rasy. wymogi i standardy. A wartość dokumentu psa jest międzynarodowa . Dziś pod lupą są właśnie polskie stowarzyszenia, kluby i fan cluby kotków i piesków, małych i dużych, miłośników, fanów, hodowców i właścicieli... Stowarzyszenia są polskie, regionalne, krajowe, ogólnopolskie... a nawet więcej! Międzynarodowe, centralne, niezależne, profesjonalne, wspierające i społeczne! I wszystkie podkreślają, że zrzeszone z nimi hodowle hodują psy "RASOWE". Ale nie przedłużając - stowarzyszenia wymienione Nie działają one pod nadzorem międzynarodowej jednostki kynologicznej FCI. Oczywiście są to legalne hodowle powstałe dzięki ustawie z 2012 r Działają same sobie lub w porozumieniu z innymi stowarzyszeniami tego samego rodzaju. Natomiast słowo "kynologia" jest bardzo ważne w tej kwestii. Termin ten jest bowiem nadużywany w stowarzyszeniach - wszystkie informują, że tak bardzo wspierają kynologię i rasowość psa, a nie mają nawet wzorca, do którego mogą się odwołać (bo wzorców FCI nie akceptują, przynajmniej nie publicznie) lub mają swoje własne. I tak oto mamy stowarzyszenia mniejsze i większe, których metryki i rodowody nie świadczą o rasowości psa, a często nawet - niestety - wydawane są psom, które są hybrydami, mixem rożnych ras. Oto spis: ACF - International Association of Cynology and Felinology (nowa nazwa stowarzyszenia PZPiKR) ANAREX – Anarex Klub Psów Rasowych Cane & Gatto - Związek Hodowców Psów i Kotów Rasowych Cane & Gatto Canis e Catus - Ogólnopolski Niezależny Związek Miłośników i Hodowców Psów i Kotów Rasowych Canis Felis - Club Rasowych Psów i Kotów Canis Felis Collar Club – Ogólnopolskie Stowarzyszenie Kota i Psa Rasowego Dogs & Cats International Club - Stowarzyszenie Dogs & Cats International Club DZHP - Dolnośląski Związek Hodowców Psów Dogs Of The World - Centralne Stowarzyszenie Hodowców Psów Rasowych "Dogs Of The World" DOMI - Stowarzyszenie Miłośników Zwierząt - DOMI Domin - Stowarzyszenie Miłośników Zwierząt "Domin" FHZR – Fanklub Hodowców Zwierząt Rasowych w Mysłowicach FOK - Federacja Organizacji Kynologicznych IDA - International Dog Breeders Association - Międzynarodowe Stowarzyszenie Hodowców Psów ISPiKR - Inowrocławskie Stowarzyszenie Psa i Kota Rasowego KHPR - Klub Hodowców Psa Rasowego KHRPiK - Klub Hodowców Rasowych Psów i Kotów KHRPiK "Pies i Kot" - Klub Hodowców Rasowych Psów i Kotów "Pies i Kot" KHRON - Klub Hodowców Rasy Owczarek Niemiecki Klub Yorka OKMP – Otyński Klub Miłośników Psów ON Fan Club - Fan Club Owczarka Niemieckiego OSHPiKR - Ogólnopolskie Stowarzyszenie Hodowców Psów i Kotów Rasowych "Cztery Łapy" OSHPR - Ogólnopolskie Stowarzyszenie Hodowców Psów Rasowych "Kennel Union" OSPiK - Ogólnopolskie Stowarzyszenie Psa I Kota "Rodowodowy Pupil" OSPiKR - Ogólnokrajowe Stowarzyszenie Psa i Kota Rasowego "Protection" OSPPiKR - Ogólnokrajowe Stowarzyszenie Przyjaciół Psa i Kota Rasowego OSPR Kennel Club - Ogólnopolskie Stowarzyszenie Psa Rasowego "Kennel Club" PETRUS – Stowarzyszenie Psów i Kotów Rasowych Polskie Porozumienie Kynologiczne PFK - Polska Federacja Kynologiczna PKK - Polski Klub Kynologiczny PKMPR - Polski Klub Miłośników Psów Rasowych PKPR-PZK - Polski Klub Psa Rasowego - Polski Związek Kynologiczny PPK - Polskie Porozumienie Kynologiczne PSHPiKR - Profesjonalne Stowarzyszenie Hodowców Psów i Kotów Rasowych PSPP - Polskie Stowarzyszenie Psa Przyjaciela PUK - Polska Unia Kynologiczna PZPiKR - Polski Związek Psa i Kota Rasowego SHiPPR - Stowarzyszenie Hodowców i Przyjaciół Psów Rasowych SHiMPR "Golden" - Stowarzyszenie Hodowców i Miłośników Psów Rasowych "Golden" SHPiK - Stowarzyszenie Hodowców Psów i Kotów "Dog & Cat" SHPiKR - Stowarzyszenie Hodowców Psów i Kotów Rasowych SHPiKR "Max" – Stowarzyszenie Hodowców Psów i Kotów Rasowych „Max” SHPR - Stowarzyszenie Hodowców Psów Rasowych SHPR „As” – Stowarzyszenie Hodowców Psów Rasowych „As” SHPR "Happy Dog"- Stowarzyszenie Hodowców Psów Rasowych "Happy Dog" SHPR "Varius Canis" - Stowarzyszenie Hodowców Psów Rasowych "Varius Canis" SHPRMiD - Stowarzyszenie Hodowców Psów Rasowych Małych i Dużych SHRPiK - Stowarzyszenie Hodowców Rasowych Psów i Kotów SHZR "Pies i Kot" - Stowarzyszenie Hodowców Zwierząt Rasowych "Pies i Kot" SKHP - Stowarzyszenie Klub Hodowców Psów SKPiKR OOS - Stowarzyszenie Klub Psa i Kota Rasowego Ogólnokrajowa Organizacja Społeczna SMHPR OOS - Stowarzyszenie Miłośników Hodowców Psa Rasowego Ogólnokrajowa Organizacja Społeczna SMiHP - Stowarzyszenie Miłośników i Hodowców Psów "Klub Little Dog" SMiHPMR - Stowarzyszenie Miłośników i Hodowców Psów Małych Ras "Fafik" SMiHPiKMR - Stowarzyszenie Miłośników i Hodowców Psów i Kotów Małych Ras "Little Dog" SMiHPiKR - Stowarzyszenie Miłośników i Hodowców Psów i Kotów Rasowych SMZR - Stowarzyszenie Miłośników Zwierząt Rasowych SPCMZ - Stowarzyszenie Polskie Centrum Miłośników Zwierząt SPPR - Stowarzyszenie Przyjaciół Psów Rasowych SWHPR - Stowarzyszenie Wielkopolskich Hodowców Psów Rasowych SWKiPR - Stowarzyszenie Właścicieli Kotów i Psów Rasowych SWPiKR "Lovers" – Stowarzyszenie Właścicieli Psów i Kotów Rasowych „Lovers” SWWZR – Stowarzyszenie Wspierające Właścicieli Zwierząt Rasowych WSHPR - Wielkopolskie Stowarzyszenie Psów Rasowych (dawniej: Stowarzyszenie Czworonożni Przyjaciele) ZHPiKR - Związek Hodowców Psów i Kotów Rasowych ZHPR - Związek Hodowców Psów Rasowych ZK.PL - Związek Kynologiczny PL (Nie mylić ze Związek Kynologiczny w Polsce) ZMPiKR - Związek Miłośników Psów i Kotów Rasowych ZPR - Związek Psów Rasowych ZWPR - Związek Właścicieli Psów Rasowych A na dokładkę, aby zamknąć listę, oto kilka stowarzyszeń sprofilowanych wyłącznie na hodowle kotów: KMKB - Klub Miłośników Kota Brytyjskiego "Carroll SHKB - Stowarzyszenie Hodowców Kotów Brytyjskich SKD - Stowarzyszenie Kota Domowego ZHK – Związek Hodowców Kotów z Wieliczki Proszę więc nie sugerować się przynależeniem danej hodowli do jakiegoś stowarzyszenia, które z kolei przynależy do jakiegoś związku, a związek ten do klubów zagranicznych. O rasowości psa w Polsce, świadczą dokumenty wydane przez ZKwP, które należy do FCi i koniec. Nie ma innej alternatywy, nie ma innej drogi do posiadania psa z prawdziwym rodowodem Katarzyna Wiśniewska Piękne słowa
-
Sławomir Pawlak Kiedy wszyscy patrzą na jedną organizację i pompują medialną burzę, w tym samym czasie po cichu zamyka się schronisko w Wągrodnie. Bez fleszy. Bez konferencji. Bez kamer. Psy znikają. Nie ma jasnej informacji, gdzie zostały wywiezione. Nie ma publicznej listy przekazań. Nie ma transparentnego komunikatu. Gdzie są psy z Wągrodna, panie starosto? Gdzie są psy z Wągrodna, panie wojewodo? Co ustaliła Inspekcja Weterynaryjna? Co się stało z tymi psami? Gdzie zniknęły? Wszyscy hejtowaliście Pogotowie dla Zwierząt. Wszyscy byliście pierwsi do kontroli, do kamer, do ostrych słów. A w tym samym czasie kolejne patoschronisko zamknęło się po cichu i dziś nie ma jasnej odpowiedzi, gdzie są zwierzęta. Jeśli żyją – pokażcie je. Jeśli zostały przekazane – wskażcie miejsca. Jeśli wszystko odbyło się zgodnie z prawem – przedstawcie dokumenty. Zwierzęta nie mogą znikać bez śladu. Nie pozwolimy, żeby ta sprawa została zamieciona pod dywan.
-
Marta Lichnerowicz Rolnik utrzymujący Highland cattle czy koniki polskie w chowie wolnowybiegowym ma na co dzień kontrole, donosy i wizyty organizacji „prozwierzęcych”. Każde upapranie błotem, każda zima, każde zdjęcie wyrwane z kontekstu stają się pretekstem do interwencji, zawiadomień i medialnej nagonki. Tymczasem gdy organizacja odbiera 22 krowy i niemal natychmiast sprzedaje je do rzeźni, bydło nagle przestaje kogokolwiek interesować. Nie ma oburzenia. Nie ma pytań. Nie ma zbiórek. Nie ma dramatycznych postów. Zwierzęta, które jeszcze wczoraj były „ratowane”, znikają z narracji, bo nie pasują do dalszego ciągu historii. Samotna wdowa żyje w zimnym, zaniedbanym domu, z najniższej emerytury po pracy w PGR. Bez ogrzewania, bez realnego wsparcia systemowego. W takiej sytuacji Pogotowie dla Zwierząt czy inny DIOZ odbierze jej siłą, bez policji bez PIW „starego Pimpka” – psa, kota, a nawet kury, które znoszą jajka będące dla niej podstawą wyżywienia. Biegła Dorota W. napisze opinię, z której będzie wynikać, że kura „cierpiała psychicznie najbardziej na świecie”, ponieważ była „wykorzystywana”. Emerytka zostanie symbolicznie ochrzczona „kurzą sutenerką”. Kot – według tej samej narracji – ofiarą nielegalnej pracy przymusowej, polegającej na łowieniu myszy. Pies natomiast ma cierpieć dlatego, że je kaszę ze skwarkami z jednej miski razem z właścicielką. Ale kiedy ten sam syf, brud i urągające warunki dotyczą kolegi z układów, sytuacja nagle wygląda inaczej. To już „co innego”, „to nie odpady poubojowe to BARF”. To, że zbiera miliony na zbiórkach, że ma dwie ręce do pracy, że obiektywnie nic nie usprawiedliwia "opisanego ustawami "rażacego niechlujstwa" – nie ma znaczenia. On „się pogubił”. „Wszyscy są źli”. „On jest empatą”. „Nie hejtujcie”. „Musimy pomóc”. „To skomplikowane”. Mechanizm identyczny jak w przypadku polityków bijących żony – u nich zawsze jest „skomplikowanie”. Hipokryzja w tym środowisku nie dziwi mnie od dawna. W końcu to ja jestem „tą złą”, bo jestem hodowcą i trenerem, chociaż tymczasowałam, wykastrowałam i zaczipowałam, rekami współpracujących lekarzy, więcej zwierząt niż połowa pomagaczek z Facebooka. Ale to wciąż nie jest najgorsze. Najgorsze jest to, że przez takie mendy obrywają dobre organizacje i porządni ludzie a nie ci, którzy ten system realnie napędzają, spuszczając psy w patologię, chaos i cierpienie.. Wczoraj jakiś degenerat groził powieszeniem Malgorzata Judyta Brzezinska z Judyty. Inne osoby – nakręcone przez rozhisteryzowaną Beatę Krupianik – zasypywały mnie groźbami na Messengerze. Zastanawiam się poważnie, czy zgłaszać to na policję, czy raczej wysłać okólnik po szpitalach psychiatrycznych z pytaniem, czy komuś nie uciekli pacjenci. Beata złap te jorki bo naprawdę lepiej aby wpłacały na lepszy cel niż na nawiązki za pogróżki u mnie. Tym bardziej, że jak się wkurzę to dostaniesz za podżeganie - one się wprost na panią Beatke powołują. W ochronie zwierząt nie powinno być miejsca ani dla ludzi z wyrokami za kradzieże, oddających zwierzeta do rzeźni - bo nawet jesli zwierze trzeba uśmiercic to ktoś kochający zwierzęta powinien dac dobrą śmierć - czyli eutanacje, a nie na zabiciu zwierząt zarobić. Nie ma tu też miejsca dla osób „pogubionych”, które przez własny chaos dopuszczają się znęcania. Nic – absolutnie nic – nie usprawiedliwia skandalicznych warunków w Sekłaku a potem w Kuflewie. Tak samo jak nic nie usprawiedliwia gróźb wobec kogokolwiek, kto ma inne zdanie albo po prostu rzetelnie wykonuje swoją pracę. Napiszcie teksty z zarzutami i faktami na swoich tablicach - jeśli będzie tam prawda nie trzeba się obawiać pozwów! Jeśli zarzucacie komuś kradzież funduszy, brak kastracji czy handel psami i nie macie dowodów musicie liczyć się z odszkodowaniami. Groźby ściga z urzędu policja na wniosek pokrzywdzonych. To właśnie przez ludzi z podwójnymi standardami, walczących wyłącznie o własne interesy, cierpią wszyscy: – ci, którzy ośmielają się mówić głośno, – ci, którzy naprawdę wykonują dobrą, rzetelną pracę, – dobre NGO-sy, takie jak moim zdaniem Judyta, a także setki małych, lokalnych inicjatyw, domów tymczasowych i ludzi działających uczciwie, bez medialnego parasola ochronnego i zaplecza układów. Tymczasem mijają lata, a obrazki jak ze zdjęć wciąż są codziennością. Hyclownie-mordownie funkcjonują pod szyldem „schronisk” utrzymywanych z gminnych pieniędzy. Działają zbieracze – w aureoli lajków, wzruszających opisów i fałszywego „ratowania”, za które nikt nie ponosi realnej odpowiedzialności. A wokół nich tłum ludzi, którzy nie potrafią czytać, myśleć ani wyciągać wniosków, za to potrafią bezrefleksyjnie klikać. Nie będzie lepiej. Będzie gorzej. I co najbardziej ironiczne – w pewnym momencie okaże się, że najlepsze projekty dotyczące ochrony zwierząt składają organizacje rolnicze. Dlaczego? Bo mówią jednym głosem. Bo aby być rolnikiem, trzeba ukończyć kurs i zdać państwowy egzamin. Aby hodować zwierzęta, otrzymywać dopłaty i na nich zarabiać, trzeba mieć elementarną wiedzę, znać procedury i spełniać konkretne wymagania dotyczące dobrostanu. Tymczasem aby „pomagać zwierzętom”, wystarczy, że coś nam się wydaje dobre i mieć sektę wyznawców z social mediów. Bez wiedzy. Bez kompetencji. Bez odpowiedzialności. Bez konsekwencji. I to jest dziś jeden z największych problemów systemowych ochrony zwierząt w Polsce. P.S. nie mam wyłączonego komentowania. Jednak dyskutuje tylko z ludźmi, których przyjęłam do znajomych - czyli takimi, z którymi chce miec kontakt i skądś kojarze. To selekcja, ktora robie bo nie mam zamiaru na darmo dyskutować z rozhisteryzowanymi panienkami, którym się cos wydaje. Nie interesuje mnie opinia czy frustracja Karyn z fejsbooka dlatego nie trace czasu na dyskusje z nimi na moim wallu. Musicie z tym teraz żyć…
-
-
Marta Lichnerowicz Ludzie tacy jak Bielawski nie chcą darów. Oni chcą kasę! Zobaczcie - to co inni braliby ze łzami w oczach - pieluchy, karma weterynaryjna, ubranka, zabawki interaktywne czy legowiska lub transportery. Wszystko niszczeje. Po kontroli pewnie poszło w śmieci. Zdjęcia pochodzą z oficjalnego raportu PIW z 29-30.01.2026 Empata, tak Beatko tak empata traktuje naprawdę dobre i potrzebne dary dla zwierząt... Empata trzyma psy tak jak na tym zdjęciu - nieosłonięte kojce na polu. To ja chyba wole być tą złą...
-
Marta Lichnerowicz jest z Silva Lupus i Lichnerowicz Kennel FCI. Poniedziałkowy, bardzo przydługi post dla ambitnych – w pierwszym komentarzu znajdziecie streszczenie. Od kilku dni zadaję sobie to pytanie i jedyne, co sensownego przychodzi mi do głowy, to sparafrazowanie papieża Franciszka: „Wszyscy jesteśmy winni”. Hodowcy – bez względu na przynależność klubową i organizacyjną. Lekarze weterynarii. Kupujący. Zaczęło się dawno temu. Jeszcze przed słynną nowelizacją z 2012 roku było łatwiej – funkcjonowały w praktyce dwie organizacje. Jeśli ktoś był poza nimi, wiadomo było, że to pseudo. A jednak już wtedy w samym Związku Kynologicznym istniały hodowle o tragicznych warunkach. Do dziś nie zapomnę hodowli ZKwP Beaty S. w Zbychowie, gdzie psy stały na łańcuchach w rozpadających się budach. Tuż obok funkcjonowała hodowla poza strukturami – z profesjonalną psiarnią, kilkoma rasami: jack russell terriery, goldeny, labradory, buldogi angielskie. Kontrast był uderzający. Obie te „hodowczynie”, które dzielił jedynie płot, zapisały się w historii patologii. Pierwsza miała psy odbierane dwukrotnie, kilkukrotnie zmieniała lokalizację. Do dziś pozostaje członkiem ZKwP, a jej oddział macierzysty znajduje się ponad 500 kilometrów od miejsca faktycznego prowadzenia hodowli. Podobno poprawiła warunki. Podobno tragedii już nie ma. Tylko pytanie brzmi: czy „tragedii nie ma” to ma być standard najstarszej organizacji kynologicznej w Polsce, z tradycjami i statusem członka FCI? Druga – Izabela U. – gdy okazało się, że biznes na psach przynosi ogromne dochody, rozpoczęła masową produkcję. Miałam nieprzyjemność odwiedzać jej dwie różne lokalizacje. Z przeprowadzki na przeprowadzkę warunki bytowe psów były coraz gorsze, a wille – coraz większe. Po nowelizacji z 2012 roku założyła Ogólnopolskie Stowarzyszenie Miłośników Psów i Kotów Rasowych. Kilka lat temu jej przybytek został zlikwidowany: na terenie posesji znaleziono ponad 300 zwłok psów zakopanych w ziemi, los pozostałych do dziś pozostaje nieznany. I w tym momencie dochodzimy do słynnej nowelizacji z 2012 roku. Podczas konsultacji społecznych brylowały te same twarze, które widzimy również dziś. Kłótnie, popisy, chwaliposty na Dogomanii – Facebook w Polsce dopiero raczkował. Jako Fundacja Dobrych Zwierząt złożyłam wówczas jedną uwagę: wpisanie do ustawy zapisu, że pies rasowy to pies ze stowarzyszenia hodowców, zalegalizuje patologie. To był zły pomysł. Wszechwiedzący posłowie – z Pawłem Suskim i jego ówczesną asystentką na czele – wiedzieli lepiej niż praktycy. Oczywiście miałam rację. Stowarzyszenie Izabeli U. powstało już 29 lutego 2012 roku. Nowelizacja pozwoliła jej monetyzować nie tylko własną fabrykę psów, ale także pobierać opłaty od członków i za pseudorodowody – wyłącznie po to, by legalnie sprzedawać pseudorasowe psy. Takich stowarzyszeń powstały setki. Nowela nie zawierała nawet obowiązku rejestracji w KRS – wystarczyło siedem osób i wpis w starostwie. Fabryki psów ruszyły pełną parą. Organizacje społeczne skupiły się wówczas głównie na walce z patoschroniskami. Niewydolna inspekcja weterynaryjna nie radziła sobie z podstawowymi kontrolami schronisk, a o kontrolowaniu pseudohodowli można było zapomnieć. Nawet jeśli kontrola się odbywała – dopóki nie było zwłok i były szczepienia przeciwko wściekliźnie, wszystko uznawano za legalne, a dobrostan za „zachowany”. Organizacje zbierały dowody. Sama odwiedziłam dziesiątki takich miejsc, robiąc zdjęcia i sporządzając dokumentację. Psy trafiały do zlikwidowanych chlewów – bo to był szybki i łatwy dochód. Rolnicy przerabiali chlewy na psiarnie. Popyt na pseudorasowe maltańczyki i yorki nie spada do dziś. Wystarczy spojrzeć na ogłoszenia organizacji likwidujących pseudohodowle – pojawia się wysyp „Dżesik” i „Sandr”, które „już jadą po pieska”, a gdy go nie dostają, robią internetową awanturę. I tu dochodzimy do kolejnego problemu: nabywców. Dlaczego pani kupiła? „Bo było mi szkoda”. „Bo chciałam uratować”. Tylko że w ten sposób nie ratuje – tylko napędza biznes. Czy kupujemy narkotyki, by spuścić je w toalecie i uchronić kogoś przed przedawkowaniem? Czy wykupujemy czas prostytutki, by mogła odpocząć? Nie – bo to napędza przestępczy proceder. Tak samo działa kupowanie psów od handlarzy. Cena zawsze czyni cuda. Ludzie idą tam, gdzie taniej, ufają miłej pani, która udaje miłość do piesków, a za drobną opłatą – albo gratis – dostarcza psa pod drzwi. Po kilku dniach pies choruje i zaczyna się dramat: rachunki za leczenie idą w tysiące złotych, a pies zostaje chory do końca życia, bo parwowiroza zostawia trwały ślad. Z czasem organizacjom udaje się zamknąć niektóre pseudohodowle. Wyroki skazujące i zmiana linii orzeczniczej dają efekt kuli śnieżnej. Zdjęcia skrajnie zaniedbanych, martwych psów wzmacniają narrację: „zobaczcie – tylko u nas jest dobrze”. Sama długo tak myślałam, patrząc na własne podwórko, jednocześnie mając w pamięci obrazy pseudohodowli. Pojawia się prosty podział: my dobrzy – oni źli. I wtedy zaczyna się polowanie na czarownice. Pogotowie dla Zwierząt odbiera z domu zadbane yorki – nawet na filmach z interwencji widać, że psy są świeżo po groomerze i mieszkają w domu. Sąd stwierdza bezzasadność odbioru, nakazuje zwrot – psy „rozpływają się”. W innej sprawie organizacja Romy J. wchodzi do domu hodowcy: jest bałagan, ale czyste hawańczyki w kojcu, brak podstaw do odbioru. Dochodzi do wymuszenia – hodowca traci przytomność, psy zostają zabrane bez udzielenia pomocy. Lata mijają, zapadają kolejne wyroki nakazujące zwrot psów, ale część z nich znika. Hodowczyni nie ma środków na procesy cywilne. Najgłośniejsza sprawa dotyczy Magdaleny D., prowadzącej hodowlę i domowy hotel dla psów. Fundacja Mondo Cane umieściła u niej psa Aresa, chorego na lamblię, o czym hotel nie został poinformowany. W tym samym czasie przebywał tam wyżeł weimarski. Oba psy miały biegunki, oba miały właścicieli, a hotel – jak każdy hotel – sprawował nad nimi czasową opiekę. Pod nieobecność właścicieli fundacja wchodzi do domu, przeszukuje pomieszczenia, wzywa policję i dokonuje odbioru nie tylko chorego psa, ale wszystkich psów w hodowli. Zostają dwa – „nic niewarte kundelki”. Bo przecież, według tej logiki, hodowca znęca się tylko nad rasowymi, cennymi psami. Po kilku dniach okazuje się, że fakty nie są takie, jak przedstawiała je fundacja. Hodowczyni zostaje skazana wyłącznie za brak leczenia nieswojego psa. Reszta zarzutów zostaje umorzona. Psy nie wróciły do dziś. Ta interwencja całkowicie zantagonizowała środowisko hodowców i organizacji prozwierzęcych. Trudno się dziwić, skoro ta sama fundacja publicznie groziła hodowcom, twierdząc, że wystarczy wylana miska wody, by odebrać psa, a podróżowanie na wystawy to „szczególna forma znęcania”. Nie można było pozwolić, by w czasie, gdy prawdziwe fabryki psów pozostają nietknięte, nękano dobrych hodowców. Z tego powodu prowadziłam szkolenia, tłumacząc zawiłości ustawy o ochronie zwierząt. Słynny list z Ministerstwa Rolnictwa, krążący po internecie, jest odpowiedzią na mój wniosek o udostępnienie informacji publicznej. I tu dochodzimy do sedna. Patologiczne działania patologicznych organizacji doprowadziły do okopania się porządnych hodowców, jednocześnie – przypadkiem – dając parasol ochronny prawdziwym patologiom w Związku Kynologicznym. Narracja „oni kradną psy” kontra „oni się znęcają” stała się kalką naszej sceny politycznej. A prawda jest prostsza: patologie są po obu stronach. Ich eliminowanie nie powinno jednak należeć do prywatnych osób. Od tego jest państwo – a konkretnie inspekcja weterynaryjna. I tu mamy kolejną patologię: urząd skrajnie niewydolny, pozbawiony realnych uprawnień. Urzędnicy zamiast pracy w terenie piszą decyzje zza biurka, a kontrole – jeśli w ogóle się odbywają – bywają groteskowe. Przykład z dziś: PIW w Chojnicach. Kontrola hodowli prowadzonej w kontenerach w blaszanym garażu przy minusowych temperaturach. Wniosek: „psom na głowę nie pada”. Przepisów – według inspektorki – brak. Tymczasem art. 9 ustawy o ochronie zwierząt mówi jasno: „Kto utrzymuje zwierzę domowe, ma obowiązek zapewnić mu pomieszczenie chroniące je PRZED ZIMNEM, upałami i opadami atmosferycznymi,, Z DOSTĘPEM DO ŚWIATŁA DZIENNEGO, umożliwiające swobodną zmianę pozycji ciała, a także odpowiednią karmę i stały dostęp do wody.” To nie jest tekst trudny do zrozumienia – o ile zna się ustawę, na podstawie której powinno się pracować. Skrajna niekompetencja inspekcji sprawia, że ludzie biorą sprawy w swoje ręce. Tam, gdzie państwo nie działa, wchodzą obywatele. Jedni kierują się odruchem serca, inni chęcią zysku. Wśród nich znajdą się zarówno ludzie uczciwi, jak i kanalie. Podsumowując: jedyną drogą wyjścia jest głęboka reforma inspekcji weterynaryjnej albo stworzenie nowej służby – z realnymi uprawnieniami, możliwością mandatowania i kierowania wniosków o ukaranie. Do tego czasu nie ma się co dziwić, że obywatele, wykorzystując obowiązujące przepisy, będą zrzeszać się w organizacjach i działać na własną rękę. Dlatego dziś potrzebny jest balans. Zamiast wojny – współpraca. Może więc czas na krzyżowe kontrole: organizacje społeczne wraz z PIW do hodowli, a organizacje hodowców wraz z PIW do schronisk i przytulisk? Dobra, żartowałam Ale może dobrzy hodowcy pokażą dobrą wolę i chociaż na czas mrozów pomogą zmarzniętym psom w schroniskach czy pod opieką NGO-sów. Nie każdy może zabrać psa, ale każdy może dostarczyć ubranko, kupić karmę, pomóc realnie, zamiast toczyć kolejne wojny w internecie. Wszak wszyscy kochamy psy... Może wreszcie czas pozbyć się śmieci po obu stronach, zamiast ratować układy towarzysko-biznesowo-polityczne. Obie strony – i hodowcy, i organizacje – deklarują dziś jedno: potrzebę państwowej, niezależnej służby kontrolującej dobrostan zwierząt. I tych w fundacjach, i tych w gospodarstwach, i tych w hodowlach. Być może to jest moment, by wspólnie zacząć lobbować na rzecz jej utworzenia. W bezmiarze patologii, z jakimi mamy dziś do czynienia, taka służba – wyposażona w realne uprawnienia mandatowe – sama by się sfinansowała. To naprawdę łatwe do policzenia. Przed nami jeszcze tydzień mrozów. A potem – roztopy. I kolejne zadanie: liczenie zamarzniętych psów oraz poszukiwanie miejsc zakopywania zwłok – zarówno w patoschroniskach, jak i w hodowlach, bez względu na przynależność organizacyjną. Bo obowiązku ewidencji psów wciąż nie ma. Tak samo jak obowiązku rozliczenia się z tego, co stało się ze zwierzętami. Z nadzieją – i niecierpliwością – czekamy na wejście w życie europejskiego prawa dobrostanowego. Ono również ograniczy patologie na wszystkich poziomach: od fundacji po hodowle. Niestety, wiele psów tego momentu już nie doczeka.
-
Kolejne psy są ratowane i zabierane w bezpieczne miejsce. Trwa interwencja służb i organizacji prozwierzęcych w pseudohodowli pod Wieliczką. Podczas piątkowej kontroli powiatowy inspektor weterynarii i policja nakazali natychmiastowe odebranie zwierząt. W fatalnych warunkach wciąż przetrzymywanych jest ponad 150 psów — chorych, wychudzonych, zaniedbanych. Mają trafić m.in. do schroniska w Borku i do Fundacji „Judyta”. Ponad 150 psów do natychmiastowego odebrania W Raciborsku od rana trwały próby odebrania ponad 150 psów. O pseudohodowli słyszeli wszyscy w okolicy. Mieszkańcy mówią wprost: warunki, w jakich żyją zwierzęta, są dramatyczne i sytuacja musi się natychmiast zakończyć. Na miejscu pojawiła się straż miejska, policja, przedstawiciele gminy i organizacji prozwierzęcych. Właściciele nie chcieli otworzyć drzwi. Kontrola: rażące zaniedbania Policja oraz powiatowy inspektorat weterynarii stwierdzili poważne nieprawidłowości, polegające na niewłaściwej opiece nad zwierzętami. Psy są zaniedbane, chore i wychudzone — część z nich znajdowała się w pomieszczeniach pełnych brudu i odchodów. Śledczy prowadzą w tej sprawie dochodzenie. Pierwsze psy trafiły już do schroniska Kilkadziesiąt psów zostało już przyjętych do schroniska w Borku. W tragicznym stanie trafił tam m.in. spaniel z dużym guzem i licznymi ranami. Wolontariusze podkreślają, że wiele zwierząt ma dredy, skrajne wychudzenie i objawy długotrwałego zaniedbania. W schronisku powoli dochodzą do siebie. Wkrótce będą gotowe do adopcji — potrzebują jednak cierpliwych i doświadczonych opiekunów. – To psy, które nigdy nie zaznały miłości. Nie wiedzą, czym jest smycz czy głaskanie – mówią pracownicy. Lata pseudohodowli i wcześniejsze wyroki Właściciel prowadził pseudohodowlę od około ośmiu lat. W przeszłości dwukrotnie prowadzono wobec niego postępowania w sprawie znęcania się nad zwierzętami, a w ubiegłym roku zapadł nieprawomocny wyrok. Mimo to nadal zajmował się hodowlą. Minister sprawiedliwości podkreśla, że obecne przepisy wymagają zmian — zdarzają się sytuacje, w których osoby z zarzutami wciąż mogą dysponować zwierzętami, a bezwzględne kary pozbawienia wolności za znęcanie się nad nimi są rzadkością. Mieszkańcy: „Problem zamiatany pod dywan” Mieszkańcy mówią, że liczą na przełom — że społeczeństwo zacznie reagować na takie przypadki, zamiast je ignorować. – Do tej pory ten problem był zamiatany pod dywan – słyszymy na miejscu. 155 psów do pilnego zabezpieczenia W bezpieczne miejsca ma zostać zabranych łącznie 155 psów. Trafią do schronisk i fundacji, które zapewnią im leczenie, opiekę i szansę na nowy dom.
-
Schronisko w Borku- Fundacja Straż Obrony Praw Zwierząt 149 - to liczba odebranych dusz z pseudohodowli pod Wieliczką Wracamy właśnie z miejsca gdzie dziesiątki psów przez długi czas, przeżywały horror… Jesteśmy wycieńczeni, na miejscu byliśmy ponad 10 godzin ale udało się!!! Mamy to! Jesteśmy szczęśliwi, że dziś wszystkie psiaki zasną zaopiekowane i bezpieczne Z całego serca DZIĘKUJEMY Fundacja Dla Zwierząt La Fauna - interwencje i adopcje , Fundacja dla Szczeniąt Judyta , Przygarnij Psiaka oraz @Fundacja Vegvisir Wspólnymi siłami udało nam się zabezpieczyć wszystkie psy!! Wracajcie bezpiecznie! Dziś czeka nas wszystkich długa noc ale warto PILNIE BĘDĄ POTRZEBNE DOMY TYMCZASOWE- kontakt: 574-335-112
-
-
-
-
-
Marta Lichnerowicz Będzie bardzo, bardzo długo, ale dokładnie – tylko dla ludzi, którzy potrafią czytać ze zrozumieniem. Dawno, dawno temu, gdy Grzegorz Bielawski zaczynał swoją karierę „szeryfa” od zwierząt, był ulubionym partnerem wszelkiej maści reporterów, którzy chcieli robić programy o znęcaniu się nad zwierzętami. Często widywaliśmy go w telewizji. Kiedy stał się znany i rozpoznawalny, oprócz bycia współzałożycielem Pogotowia dla Zwierząt, założył własną firmę medialną WET-MEDIA, która rozliczała się z telewizjami za realizację programów. A było tego sporo – w każdym z nich nasz bohater ratował zwierzęta z rąk złych ludzi. Były to czasy sprzed Facebooka, sprzed kamer w każdym telefonie. To, co dziś widzimy codziennie na rolkach na Facebooku, kiedyś można było oglądać wyłącznie w telewizji. • TVN „UWAGA!” – materiały z lat 2011, 2014, 2015, 2017, 2021 (różne reportaże interwencyjne i systemowe). Tutaj Grzegorz Bielawski jest pozytywnym bohaterem. Zresztą w rozmowach prywatnych jeden z dziennikarzy stacji nie ukrywał, że Grzegorz „dobrze się sprzedaje” i że lubią robić z nim programy, bo wie, jak pokazać temat, żeby wzbudzić emocje. Należy zaznaczyć, że Pogotowie dla Zwierząt było zakładane przez słynnego Zenona Jażdżewskiego, z którym zarówno fundacja Mondo Cane, jak i sam Bielawski medialnie staczali batalię. Na razie zostawmy ten wątek – jednak jest on dość istotny dla późniejszych spraw. Równolegle z medialnym kreowaniem Grzegorza Bielawskiego na bohatera zaczynają pojawiać się różnego rodzaju kontrowersje. Pierwsza, o jakiej pamiętam, dotyczy owczarki Kory, która została zabrana z posesji w czasie, gdy właściciele byli w pracy. Oficjalnie – z powodu zaniedbania leczenia zapalenia ucha, co jednak nie zostało potwierdzone dokumentacją. Właścicielom nie postawiono żadnych zarzutów. Leczyli psa, ale każdy, kto miał psa z chronicznym zapaleniem ucha, wie, że to bywa walka trwająca czasem całe życie psa. Co ciekawe, Kora zaledwie po kilku tygodniach w Pogotowiu została uśpiona „z powodów humanitarnych”. Niesamowite – właścicielom zabrano psa, bo nie udało im się go wyleczyć, mimo że leczyli, a w Pogotowiu z tego samego powodu psa uśpiono. Więcej na ten temat: https://www.facebook.com/kora.owczarek.5 https://interwencja.polsatnews.pl/.../wlasciciel-psa.../ Razem z Bielawskim w tamtym czasie działali Dawid Fabijański oraz Dominika Sadowińska. Ta druga zajmowała się „obsługą prawną” Pogotowia. Co ciekawe, widnieje też w KRS OTOZ Animals jako była prokurentka oraz jako była członkini zarządu Mondo Cane Kolejna sprawa to historia, która dotyka mnie osobiście. Interwencja w centrum Gdańska: owczarki niemieckie w katastrofalnym stanie, odbiór jak najbardziej uzasadniony, potężny materiał zdjęciowy. Psy zabezpiecza PdZ oraz Fundacja Dobrych Zwierząt, którą prowadziłam. Suka w najcięższym stanie trafia do kliniki weterynaryjnej na dwa tygodnie, bo jej stan jest tak ciężki. Psy łyse, bez włosów, trzymane w gołębniku. Oprócz Kejko zabieramy jeszcze Helenkę oraz szczeniaka. Pogotowie organizuje zbiórkę na psy, zaznacza, że wzięło pod opiekę wszystkie psy – co nie było prawdą. Zbierają na obsługę prawną i leczenie. Po dwóch tygodniach okazuje się, że pomimo upływu czasu nikt nie złożył zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa ani wniosku o odebranie, za to ich oprawca zgłosił kradzież. Na koncie PdZ – ogromna kwota na „opiekę i obsługę prawną”, u nas – pusto, a dodatkowo podejrzenie kradzieży rasowych psów, rachunki za hotel i leczenie. Zaczynam szybkie działania wyjaśniające. We własnym imieniu składam zawiadomienie dotyczące psów będących pod moją opieką oraz wniosek o ich odebranie. Po batalii sprawa siada. Grzegorz Bielawski, pomimo wezwań, nie stawia się na przesłuchania, nie przekazuje dokumentacji, a zabrane psy… pojawiają się na niemieckich serwisach ogłoszeniowych. Zresztą jak wiele innych psów odebranych przez Pogotowie. https://www.facebook.com/events/451244788261260/?acontext=%7B%22event_action_history%22%3A[%7B%22mechanism%22%3A%22attachment%22%2C%22surface%22%3A%22newsfeed%22%7D]%2C%22ref_notif_type%22%3Anull%7D Te najmniej medialne trafiają do Skłaka. Przez cały czas wspiera go Mondo Cane. Dostaje nagrodę „Serce dla Zwierząt”, szkoli inspektorów i staje się celebrytą wszystkich tych, którzy lubują się w przebierankach za funkcjonariuszy państwowych i kradzieży zwierząt. No właśnie – równolegle z pompowaniem postaci Grzegorza Bielawskiego na szeryfa i wielkiego wybawcę zwierząt pojawiają się wątpliwości, pierwsze sprawy o przywłaszczenia, pierwsze wyroki. W 2014 r. Pogotowie dla Zwierząt wygrywa konkurs na prowadzenie schroniska w Tomaszowie Mazowieckim. Niby nic skomplikowanego – dostaje schronisko z jakąś infrastrukturą. Trzeba nim po prostu zarządzać tak, żeby się rozwijało, poprawiało warunki i żeby zwierzęta były szczęśliwe. Niemniej, w zasadzie od początku (01.04.2014 r.) zarządzanie budzi zastrzeżenia miłośników zwierząt. Sposób działania, brak stałej opieki weterynaryjnej, nieporządek oraz bestialstwo wobec zwierząt – to główne zarzuty wobec administratora. Wszystko jak zawsze zrzuca się na lokalny układ. Są oczywiście wspierające wizyty Mondo Cane, posła Pawła Suskiego, a przybytkiem zarządza Beata Żółkiewska. To także ciekawa postać, bo dziwnym trafem można ją znaleźć w organach różnych organizacji. Według KRS: – w 2018 r. – wiceprezes Pogotowia dla Zwierząt, – w 2012 r. – członkini zarządu Mondo Cane. Jest też inspektorem OTOZ Animals – czyli kimś obecnym w każdym ciele lobbystycznym wszelkich ustaw dotyczących zwierząt. Po tej porażce Bielawski wraca do Skłaka. No właśnie – Skłak, pierwsza dziupla Bielawskiego. Pseudoschronisko z warunkami urągającymi godności psów. Tak jak dziś słyszymy historie o dobrym serduszku, ratowaniu psów i tym, jaki Grzegorz to wspaniały człowiek. Brzmi to trochę jak sekta – on, wielki szeryf, a wokół wianuszek wyznawczyń. Setki tysięcy na zbiórkach. Fundusze, które pozwoliłyby stworzyć naprawdę godne warunki. Ale Grzegorz jest „chory” – bo nie interesuje go opieka. On kocha adrenalinę i odbiory. Potem codzienność przestaje być atrakcyjna, więc pojawia się syf, zaniedbanie i warunki gorsze niż te, w których zwierzęta były przed odebraniem. Przychodzi rok 2016 – równo dziesięć lat temu dochodzi do interwencji w siedzibie Pogotowia w Skłaku. Warunki tragiczne. Pełna dokumentacja w linku na końcu, negatywna opinia Inspekcji Weterynaryjnej. Bielawski nic nie musi pokazywać – protokół jest w zdjęciach. Identycznie jak teraz: rusza akcja zabierania psów. Na zdjęciu dostrzegam sukę, którą sama ratowałam. Zgodnie z deklaracjami miała już dawno być w adopcji, miała mieć dom. Cały czas siedziała w Skłaku, w szopie, bez ogłoszeń, bez szans. Golnionka trafia do mnie i tutaj spędza w radości resztę życia. Zmarnowanego przez Bielawskiego czasu nic jej nie cofnie. Wtedy wiedziałam, że ten człowiek ma w dupie zwierzęta. Jedyne, co się liczyło, to parcie na szkło. Ego nadal pompują media. Na szczęście zapadają kolejne wyroki, a sam Bielawski ma na plecach komornika ścigającego go za skradzione zwierzęta. Mimo to pociąg do mediów i adrenaliny pcha go dalej. W 2017 r. słynna akcja w Pomiechówku – sprawa Antoniny J. Bielawski umieszcza zwierzęta w innych organizacjach, z którymi do dziś się nie rozliczył za ich „hotelowanie”. No i najsłynniejsza akcja w pseudohodowli w Dobrczu. Mondo Cane i Pogotowie dla Zwierząt brylują w mediach. Jak się okazuje, część psów trafia do Wojtyszek. No właśnie – Wojtyszki. Nazywane obozem śmierci dla zwierząt, największe schronisko w Europie, los tysięcy zwierząt nieznany. To tam, pod koniec 2017 r., trafia Bielawski. Nie mam pojęcia, na jakich zasadach dogaduje się z Siemińskim, ale mieszka na terenie tego obozu koncentracyjnego i pełni funkcję zarządcy. Osobiście blokuje wywóz 70 psów do innego schroniska. Jest agresywny wobec urzędniczek, które chcą skontrolować zwierzęta. Następnego dnia urząd otrzymuje informację, że wszystkie zwierzęta zostały „adoptowane” przez Longina Siemińskiego. Ich los pozostaje nieznany. Jak wspomniałam wcześniej – Bielawski jest syfiarzem. Nie umie zarządzać ani ludźmi, ani pieniędzmi. Ale cokolwiek by nie mówić o Siemińskim – w Wojtyszkach zawsze było czysto i schludnie. Po kilku miesiącach Bielawski wraca do odbiorów zwierząt – trochę hycluje, trochę współpracuje z innymi NGO-sami (z szacunku nie będę ich tu wymieniać). Dziwnym trafem Longin S. zaczyna otrzymywać dane z prowadzonego postępowania – wie więcej, niż miał prawo. Zmienia się retoryka: nagle Wojtyszki z „obozu koncentracyjnego” stają się Hiltonem. W 2018 r. zaczyna się kolejne przedstawienie pt. „Nowelizujemy ustawę o ochronie zwierząt”. Jak zawsze ci sami ludzie: Bielawski, Mondo Cane, OTOZ Animals. Pojawia się słynny list Agnieszki Lechowicz i Tadeusza Wypycha, mówiący wprost o szkodliwości zapisów nowelizacji i o tym, że ustawa działa na rzecz lobbystów. Szybki proces, skazanie, cała batalia. Lobbyści pracują dalej. Pomimo tego, że już dwukrotnie stwierdzono syf i malarię w placówkach Bielawskiego, ten się nie poddaje. Skłak zostaje reaktywowany, a w 2020 r. dochodzi do słynnej interwencji w Radysach. W świetle reflektorów, w objęciach Mondo Cane, OTOZ Animals i innych organizacji Bielawski zabiera psy. Podobnie jak teraz dochodzi do kontroli warunków i – podobnie jak teraz – pomimo ponad milionowej zbiórki warunki są tragiczne. (tu pozostawiam raport PIW bez zmian – jako dokument) Tak, moi drodzy – Bielawski zawsze interesował się tym, żeby zabierać, mieć adrenalinę, a nie sprawować opiekę i zapewniać dobre warunki. Mimo kolejnego miażdżącego raportu PIW może liczyć na wsparcie Katarzyny Śliwy-Łobacz, która z jednej strony hejtuje Inspekcję za „brak kontroli”, ale gdy ta skontroluje „swoich”, nagle staje się mafią, układem albo wykonuje zemstę hycla – wybierzcie najlepszą odpowiedź. Resztę macie na zdjęciach. 2023 – bierze udział w likwidacji Wojtyszek, tych samych, w których pracował. Do odbioru psów używa auta, którego Longin używał do przewozu zwierząt. Przez osoby walczące z Wojtyszkami nazywany „Żółtym karawanem”. Żółty karawan pojawia się w ostatnim raporcie – samotny pies zamknięty w środku, niby „przed mrozem”. Jakby auto i klatka chroniły przed mrozem. 2026 – akcja likwidacji Sobolewa. Znowu tam, gdzie kamery i splendor, tam i Bielawski. Ale po tylu razach wszyscy wiedzą już, że placówka Bielawskiego, przeniesiona z Sekłaka do Kuflewa, to syf i malaria. Miejsce bez kontroli, bez dokumentacji, z warunkami jak w schroniskach z lat 90. Milionowe zbiórki, a infrastruktura gorsza niż w krajach trzeciego świata. Wchodzi kontrola – raport jest miażdżący. Dzisiejszy reportaż https://www.youtube.com/watch?v=XqodLKPqkvg i tłumaczenia Bielawskiego dotyczące „zabezpieczenia zwłok” są po prostu kretyńskie. Wchodzę na Facebooka: kolejne miejsce, kolejne zwłoki, kolejne warunki urągające godności psów, milionowe zbiórki i grono obrońców. Bielawski mesjaszem. Bielawski męczennikiem. Bielawski powinien szkolić inspektorów. I taki zwykły człowiek patrzy na to z boku i przeciera oczy. Bo zwykły człowiek – albo niewygodny, jak Lechowicz i Wypych – za jedno słowo trafia do więzienia. A człowiek z wieloma wyrokami, prowadzący wielokrotnie miejsca gorsze niż najgorsze mordownie, a przy tym – jak wykazano – w ścisłej współpracy z lobby, może liczyć na ochronę, chwałę i status symbolu prozwierzęcego męczeństwa. Bo w tym systemie medialny „ratownik” dostaje immunitet moralny, kamery zastępują kontrolę, emocje przykrywają fakty, a im głośniej ktoś krzyczy o ratowaniu zwierząt, tym mniej realnej odpowiedzialności kiedykolwiek go dotyka. Coś w tym wszystkim jest nie tak. Albo może to ja źle widzę. Na Fot. z Sekłaka - teraz w Kuflewie jest gorzej...
-
Remigiusz Górniak - Twój Starosta · Akcja w Kuflewie to nie był wymysł chorych urzędników chcących rzekomej zemsty za Sobolew. Rozumiem emocje obrońców zwierząt i ich oburzenie, że ktoś śmiał zrobić porządek z tak fajnym schroniskiem. Jesteście wspaniałymi empatycznymi ludźmi. Tylko nie macie pełnej świadomości z czym mamy do czynienia w Kuflewie. To nie jest zwykłe schronisko czy azyl. To element precyzyjnie zaplanowanego modelu biznesowego, na który ktoś wpadł kilkanaście lat temu. Wybiera się losowe miejsce w Polsce i zakłada się nielegalne schronisko. Tworzy się otoczkę wspaniałego, troskliwego miejsca otwartego dla każdego. Wokół tego miejsca gromadzą się ludzie o wielkich sercach, pomagają. Ale gromadzą się przede wszystkim wielkie pieniądze z milionowych zbiórek. Ranne zwięrzęta są fotografowane i mają wzbudzić Wasze emocje. Pieniądze idą. Nie wiadomo jednak gdzie. W Kuflewie nie widać żadnych pieniędzy ze zbiórek. To obraz nędzy i rozpaczy. Gdzie są te pieniądze? Dlaczego ich nie inwestowano w poprawę warunków dla zwierząt? Dlaczego są tam walące się budy i klatki? Jest mnóstwo pytań bez odpowiedzi. Jedno jest pewne - osoba prowadząca Kuflew to wielokrotnie skazany przestępca, który prowadził podobną działalność w wielu miejscach w Polsce. Dziś jego sąsiadami są mieszkańcy powiatu mińskiego. Każdy z nas mógłby być jego sąsiadem. Fakty: Te wielokrotnie skazany za kradzieże człowiek z ciągu kilku lat sprowadził tu, bezpośrednio obok zabudowań mieszkalnych, ponad 200 psów i kotów Nikogo nie pytał o zgodę, nie podlegał żadnej prawnej procedurze - jak sam mówi zrobił to celowo, bo nie chciał bawić się w kontrole legalnego schroniska Odchody zanieczyszczone wirusami i chorobami groźnymi dla ludzi odprowadzane są bezpośrednio do gruntu, co wykazała kontrola PIW, zanieczyszczenia przenikają bezpośrednio do wód gruntowych Martwe zwięrzęta utylizowane są w sąsiedztwie domów, gdzie mieszkają dzieci. Nie ma żadnych dokumentów potwierdzających, że padłe zwierzęta są utylizowane w legalnym miejscu. Gdzie są wywożone zwłoki? Nikt nie wie. Gdzie w nocy z 29 na 30 stycznia w trakcie kontroli PIW zniknęło prawie 200 kg martwych psów z wyłączonych zamrażarek? Nie wiadomo. Czym oddychają sąsiedzi? Co zawiera dym o zapachu palonych włosów i białka? Dlaczego nikt nie wie gdzie dokładnie jest 31 psów zabranych z Sobolewa do Kuflewa?? Co się z nimi stało? Dlaczego sąsiedzi tej placówki mówią, że do placówki zabierano ich zwierzęta, kradnąc je z ich posesji? Dlaczego jednej z sąsiadek zabrano tam labradora, któremu poderżnięto gardło? Gdzie są psy z Ukrainy, na które zebrano 1,5 mln zł? Dlaczego psy jedzą mięso i karmę zanieczyszczoną ptasimi odchodami co stanowi ogromne zagrożenie epidemią salmonelli? Dlaczego obok wyłączonych zamrażarek z martwymi psami znajduje się mielarka i stół do przygotowania posiłków? Szanowni Państwo, Jako Starosta nie mogłem przejść obojętnie, gdy dostałem sygnał o tym miejscu. Niezapowiedziana kontroli PIW ujawniła tragiczne warunki przetrzymywania zwierząt. To jest udokumentowany fakt. Nie mają one nic wspólnego z kolorowymi obrazkami wstawianymi przez różnych celebrytów. Muszę jako starosta bronić mieszkańców, którzy zwrócili się do mnie o pomoc. W sąsiedztwie tego obiektu zwyczajnie nie da się żyć. To jest koszmar setek ludzi. Czy ktoś o nich pomyślał? Nie może być tak w Państwie prawa, że pod pretekstem ochrony biednych zwierząt ludzie są wyłączeni z ochrony prawnej. Czy chcielibyśmy, aby obok naszego domu ktoś inny postawił taką nielegalną placówkę np. gromadzącą martwe zwierzęta?? Oczywiście zwięrzęta są bezbronne i musimy je chronić. Ale nie w takich nielegalnych placówkach prowadzonych przez wielokrotnie skazanego przestępce! Poczuwam się w obowiązku by zająć się wsparciem dla osób, które chcą pomagać zwierzętom bezinteresownie. Robicie świetną pracę. Nie ma jednak zgody na to, by była ona wykorzystywana w przestępczym modelu biznesowym, którego celem nie są zwierzęta. Są one środkiem do zbijania fortun poza jakąkolwiek kontrolą Państwa. Zachęcam Państwa do przeczytania poniższego feletonu o działaniu Pana Bielawskiego.
-
Baza KROPIK (Krajowy Rejestr Oznakowanych Psów i Kotów)
bunia2010 replied to bunia2010's topic in Wszystko o psach
Vet-Alert Fundacja Ochrony Zwierząt Mówimy wprost: TAK dla czipowania i rejestracji. NIE dla kolejnego podatku dla odpowiedzialnych opiekunów. Baza KROPIK (Krajowy Rejestr Oznakowanych Psów i Kotów) ma być początkiem końca patologii i zakończyć trwale #KoszmarZwierząt. KROPIK nie może być listą wypłacalnych obywateli, którzy z własnej kieszeni będą finansować PATOPETBIZNES (PPB). Nie zgadzamy się, by system ścigał Panią Kowalską, a zostawiał w spokoju patoschroniska, patohodowle, patosłużby i patoorganizacje, czyli patozbieraczy środków na zrzutkach... Dlatego przedstawiamy nasz plan: KROPIK 1.0 – Wielka Inwentaryzacja. Zanim udostępnimy dane nasze i naszych zwierząt, domagamy się: SPISU Z NATURY Wszystkich zwierząt przebywających w schroniskach, przytuliskach, azylach, domach tymczasowych itp. Kontrolerzy muszą wejść do każdego kojca i miejsca przebywania zwierząt. Każdy pies i kot musi trafić do jawnej bazy. Każde zwierzę przyjęte do schroniska – wpisane do KROPIK-u w ciągu 24 godzin. Każda zmiana statusu – również aktualizowana w 24 h. Koniec z „martwymi duszami” w ewidencji. Nieprawidłowości (rozbieżności między stanem faktycznym a bazą) muszą skutkować wysokimi karami finansowymi. HODOWLi POD NADZOREM Do KROPIK 1.0 w pierwszej kolejności muszą trafić zwierzęta hodowlane – zarówno z ZKwP, jak i ze stowarzyszeń. Każda hodowla powinna mieć unikalny numer, przypisywany do pochodzących z niej szczeniąt i kociąt. KOŃCA ANONIMOWOŚCI SŁUŻB Żądamy ujęcia w KROPIK 1.0 wszystkich psów wykorzystywanych w służbach mundurowych w Polsce. ŻĄDAMY TRANSPARENTNOŚCI Poprzez publicznie dostępną bazę KROPIK 1.0, zawierającą m.in.: – numer czipa, – zdjęcie, – status kastracji, – pełną historię każdego "bezdomniaka", zwierzęcia hodowlanego oraz psa służbowego (w tym datę i przyczynę zgonu). Dane muszą być aktualizowane w ciągu 24 godzin od każdej zmiany statusu zwierzęcia. Kolejny etap KROPIK - to: "CZIPOBUSY" ruszają w teren. Słusznie zauważyliście w komentarzach, że wiejskie akcje szczepień – mimo ich niskich standardów – są często jedyną szansą na zaszczepienie psów. Nie łudźmy się: nikt nie dowiezie tych zwierząt do miasta na płatne czipowanie. Dlatego żądamy CZIPOBUSÓW – mobilnych punktów, które odwiedzą każdą wieś. Gminy powinny zorganizować akcje tak, by każdy pies mógł zostać zaczipowany i zarejestrowany na miejscu, z możliwością dofinansowania dla osób mniej zamożnych. Efekt KROPIK 1.0 to też: JAWNOŚĆ ZBIÓREK Organizacjo – zbierasz pieniądze na ratowanie lub leczenie zwierzęcia? Podaj numer czipa. Koniec z naciąganiem na „wirtualne” zwierzęta. Na inną kolejność nie ma naszej zgody. Chcemy narzędzia do walki z bezdomnością, a nie kolejnego przygotowania do wprowadzenia kolejnego podatku. Szczegółowy plan (krok po kroku) już wkrótce na naszym blogu, na razie przeczytaj wpis z lipca 2025 o KROPIK-u i jego genezie. Jeśli zgadzasz się z naszą wizją KROPIK-u i chcesz, żebyśmy dalej pilnowali tego tematu – wesprzyj nas: Przekaż 1,5% podatku Fundacji Vet-Alert KRS: 0000559333 Masz inny pomysł? Skomentuj. Udostępnij. Jeśli opiekujesz się zwierzęciem – KROPIK będzie dotyczył także Ciebie https://www.facebook.com/VetAlert