-
Posts
285 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by bunia2010
-
Jan Kowalski Tym razem nie schronisko a patohodowla spod Wieliczki Tydzień temu odebrali stamtąd ponad 20 psów w najgorszym stanie. Śledzę ich od tygodnia. Ten brązowy, który nie chodzi ze strachu to potworny widok. Na miejscu do dziś zostało tam...150 psów 4 lata temu zabierali stamtąd psy z podobnych warunków. Sprawa w toku, ale oprawcom nie przeszkadzało to żeby odbudować w ciągu kilku lat o hodowle na nowo. Na miejscu jest też Judyta. Organizacje chyba już są mocno przytkane. Szukają domów tymczasowych z okolic Krakowa. Zobaczcie zaplecze piesków z olxa. Cavapoo, maltipoo i inne modne poo.. https://www.facebook.com/share/p/188VKCyJyy/ https://www.facebook.com/share/v/16xxXfrdKD/ https://www.facebook.com/maciej.senderowski/videos/1430764095367193/?app=fbl https://www.facebook.com/share/r/1ECrTe5Ncd/
-
Domowa hodowla? Zarejestrowana? Pies z dokumentami? Brzmi profesjonalnie, przekonująco i na pierwszy rzut oka nie wzbudza żadnych podejrzeń, wręcz przeciwnie - ma się wrażenie, że trafiło się na miejsce idealne! O czym mowa? O Stowarzyszeniach, które zrzeszają hodowle psów. Prawda jest taka, bez długich wstępów i przypisów prawnych, że organizacja kynologiczna jest tylko jedna na każdy kraj. W Polsce jest to ZKwP (Związek Kynologiczny w Polsce). Następnie, każda taka organizacja, jest członkiem organizacji międzynarodowej - nadrzędnej, czyli w naszym wypadku FCI. I kropka. Dzięki temu wszystkie hodowle są w piramidzie sprawowania kontroli, panują te same przepisy, wzorzec rasy. wymogi i standardy. A wartość dokumentu psa jest międzynarodowa . Dziś pod lupą są właśnie polskie stowarzyszenia, kluby i fan cluby kotków i piesków, małych i dużych, miłośników, fanów, hodowców i właścicieli... Stowarzyszenia są polskie, regionalne, krajowe, ogólnopolskie... a nawet więcej! Międzynarodowe, centralne, niezależne, profesjonalne, wspierające i społeczne! I wszystkie podkreślają, że zrzeszone z nimi hodowle hodują psy "RASOWE". Ale nie przedłużając - stowarzyszenia wymienione Nie działają one pod nadzorem międzynarodowej jednostki kynologicznej FCI. Oczywiście są to legalne hodowle powstałe dzięki ustawie z 2012 r Działają same sobie lub w porozumieniu z innymi stowarzyszeniami tego samego rodzaju. Natomiast słowo "kynologia" jest bardzo ważne w tej kwestii. Termin ten jest bowiem nadużywany w stowarzyszeniach - wszystkie informują, że tak bardzo wspierają kynologię i rasowość psa, a nie mają nawet wzorca, do którego mogą się odwołać (bo wzorców FCI nie akceptują, przynajmniej nie publicznie) lub mają swoje własne. I tak oto mamy stowarzyszenia mniejsze i większe, których metryki i rodowody nie świadczą o rasowości psa, a często nawet - niestety - wydawane są psom, które są hybrydami, mixem rożnych ras. Oto spis: ACF - International Association of Cynology and Felinology (nowa nazwa stowarzyszenia PZPiKR) ANAREX – Anarex Klub Psów Rasowych Cane & Gatto - Związek Hodowców Psów i Kotów Rasowych Cane & Gatto Canis e Catus - Ogólnopolski Niezależny Związek Miłośników i Hodowców Psów i Kotów Rasowych Canis Felis - Club Rasowych Psów i Kotów Canis Felis Collar Club – Ogólnopolskie Stowarzyszenie Kota i Psa Rasowego Dogs & Cats International Club - Stowarzyszenie Dogs & Cats International Club DZHP - Dolnośląski Związek Hodowców Psów Dogs Of The World - Centralne Stowarzyszenie Hodowców Psów Rasowych "Dogs Of The World" DOMI - Stowarzyszenie Miłośników Zwierząt - DOMI Domin - Stowarzyszenie Miłośników Zwierząt "Domin" FHZR – Fanklub Hodowców Zwierząt Rasowych w Mysłowicach FOK - Federacja Organizacji Kynologicznych IDA - International Dog Breeders Association - Międzynarodowe Stowarzyszenie Hodowców Psów ISPiKR - Inowrocławskie Stowarzyszenie Psa i Kota Rasowego KHPR - Klub Hodowców Psa Rasowego KHRPiK - Klub Hodowców Rasowych Psów i Kotów KHRPiK "Pies i Kot" - Klub Hodowców Rasowych Psów i Kotów "Pies i Kot" KHRON - Klub Hodowców Rasy Owczarek Niemiecki Klub Yorka OKMP – Otyński Klub Miłośników Psów ON Fan Club - Fan Club Owczarka Niemieckiego OSHPiKR - Ogólnopolskie Stowarzyszenie Hodowców Psów i Kotów Rasowych "Cztery Łapy" OSHPR - Ogólnopolskie Stowarzyszenie Hodowców Psów Rasowych "Kennel Union" OSPiK - Ogólnopolskie Stowarzyszenie Psa I Kota "Rodowodowy Pupil" OSPiKR - Ogólnokrajowe Stowarzyszenie Psa i Kota Rasowego "Protection" OSPPiKR - Ogólnokrajowe Stowarzyszenie Przyjaciół Psa i Kota Rasowego OSPR Kennel Club - Ogólnopolskie Stowarzyszenie Psa Rasowego "Kennel Club" PETRUS – Stowarzyszenie Psów i Kotów Rasowych Polskie Porozumienie Kynologiczne PFK - Polska Federacja Kynologiczna PKK - Polski Klub Kynologiczny PKMPR - Polski Klub Miłośników Psów Rasowych PKPR-PZK - Polski Klub Psa Rasowego - Polski Związek Kynologiczny PPK - Polskie Porozumienie Kynologiczne PSHPiKR - Profesjonalne Stowarzyszenie Hodowców Psów i Kotów Rasowych PSPP - Polskie Stowarzyszenie Psa Przyjaciela PUK - Polska Unia Kynologiczna PZPiKR - Polski Związek Psa i Kota Rasowego SHiPPR - Stowarzyszenie Hodowców i Przyjaciół Psów Rasowych SHiMPR "Golden" - Stowarzyszenie Hodowców i Miłośników Psów Rasowych "Golden" SHPiK - Stowarzyszenie Hodowców Psów i Kotów "Dog & Cat" SHPiKR - Stowarzyszenie Hodowców Psów i Kotów Rasowych SHPiKR "Max" – Stowarzyszenie Hodowców Psów i Kotów Rasowych „Max” SHPR - Stowarzyszenie Hodowców Psów Rasowych SHPR „As” – Stowarzyszenie Hodowców Psów Rasowych „As” SHPR "Happy Dog"- Stowarzyszenie Hodowców Psów Rasowych "Happy Dog" SHPR "Varius Canis" - Stowarzyszenie Hodowców Psów Rasowych "Varius Canis" SHPRMiD - Stowarzyszenie Hodowców Psów Rasowych Małych i Dużych SHRPiK - Stowarzyszenie Hodowców Rasowych Psów i Kotów SHZR "Pies i Kot" - Stowarzyszenie Hodowców Zwierząt Rasowych "Pies i Kot" SKHP - Stowarzyszenie Klub Hodowców Psów SKPiKR OOS - Stowarzyszenie Klub Psa i Kota Rasowego Ogólnokrajowa Organizacja Społeczna SMHPR OOS - Stowarzyszenie Miłośników Hodowców Psa Rasowego Ogólnokrajowa Organizacja Społeczna SMiHP - Stowarzyszenie Miłośników i Hodowców Psów "Klub Little Dog" SMiHPMR - Stowarzyszenie Miłośników i Hodowców Psów Małych Ras "Fafik" SMiHPiKMR - Stowarzyszenie Miłośników i Hodowców Psów i Kotów Małych Ras "Little Dog" SMiHPiKR - Stowarzyszenie Miłośników i Hodowców Psów i Kotów Rasowych SMZR - Stowarzyszenie Miłośników Zwierząt Rasowych SPCMZ - Stowarzyszenie Polskie Centrum Miłośników Zwierząt SPPR - Stowarzyszenie Przyjaciół Psów Rasowych SWHPR - Stowarzyszenie Wielkopolskich Hodowców Psów Rasowych SWKiPR - Stowarzyszenie Właścicieli Kotów i Psów Rasowych SWPiKR "Lovers" – Stowarzyszenie Właścicieli Psów i Kotów Rasowych „Lovers” SWWZR – Stowarzyszenie Wspierające Właścicieli Zwierząt Rasowych WSHPR - Wielkopolskie Stowarzyszenie Psów Rasowych (dawniej: Stowarzyszenie Czworonożni Przyjaciele) ZHPiKR - Związek Hodowców Psów i Kotów Rasowych ZHPR - Związek Hodowców Psów Rasowych ZK.PL - Związek Kynologiczny PL (Nie mylić ze Związek Kynologiczny w Polsce) ZMPiKR - Związek Miłośników Psów i Kotów Rasowych ZPR - Związek Psów Rasowych ZWPR - Związek Właścicieli Psów Rasowych A na dokładkę, aby zamknąć listę, oto kilka stowarzyszeń sprofilowanych wyłącznie na hodowle kotów: KMKB - Klub Miłośników Kota Brytyjskiego "Carroll SHKB - Stowarzyszenie Hodowców Kotów Brytyjskich SKD - Stowarzyszenie Kota Domowego ZHK – Związek Hodowców Kotów z Wieliczki Proszę więc nie sugerować się przynależeniem danej hodowli do jakiegoś stowarzyszenia, które z kolei przynależy do jakiegoś związku, a związek ten do klubów zagranicznych. O rasowości psa w Polsce, świadczą dokumenty wydane przez ZKwP, które należy do FCi i koniec. Nie ma innej alternatywy, nie ma innej drogi do posiadania psa z prawdziwym rodowodem Katarzyna Wiśniewska Piękne słowa
-
Sławomir Pawlak Kiedy wszyscy patrzą na jedną organizację i pompują medialną burzę, w tym samym czasie po cichu zamyka się schronisko w Wągrodnie. Bez fleszy. Bez konferencji. Bez kamer. Psy znikają. Nie ma jasnej informacji, gdzie zostały wywiezione. Nie ma publicznej listy przekazań. Nie ma transparentnego komunikatu. Gdzie są psy z Wągrodna, panie starosto? Gdzie są psy z Wągrodna, panie wojewodo? Co ustaliła Inspekcja Weterynaryjna? Co się stało z tymi psami? Gdzie zniknęły? Wszyscy hejtowaliście Pogotowie dla Zwierząt. Wszyscy byliście pierwsi do kontroli, do kamer, do ostrych słów. A w tym samym czasie kolejne patoschronisko zamknęło się po cichu i dziś nie ma jasnej odpowiedzi, gdzie są zwierzęta. Jeśli żyją – pokażcie je. Jeśli zostały przekazane – wskażcie miejsca. Jeśli wszystko odbyło się zgodnie z prawem – przedstawcie dokumenty. Zwierzęta nie mogą znikać bez śladu. Nie pozwolimy, żeby ta sprawa została zamieciona pod dywan.
-
Marta Lichnerowicz Rolnik utrzymujący Highland cattle czy koniki polskie w chowie wolnowybiegowym ma na co dzień kontrole, donosy i wizyty organizacji „prozwierzęcych”. Każde upapranie błotem, każda zima, każde zdjęcie wyrwane z kontekstu stają się pretekstem do interwencji, zawiadomień i medialnej nagonki. Tymczasem gdy organizacja odbiera 22 krowy i niemal natychmiast sprzedaje je do rzeźni, bydło nagle przestaje kogokolwiek interesować. Nie ma oburzenia. Nie ma pytań. Nie ma zbiórek. Nie ma dramatycznych postów. Zwierzęta, które jeszcze wczoraj były „ratowane”, znikają z narracji, bo nie pasują do dalszego ciągu historii. Samotna wdowa żyje w zimnym, zaniedbanym domu, z najniższej emerytury po pracy w PGR. Bez ogrzewania, bez realnego wsparcia systemowego. W takiej sytuacji Pogotowie dla Zwierząt czy inny DIOZ odbierze jej siłą, bez policji bez PIW „starego Pimpka” – psa, kota, a nawet kury, które znoszą jajka będące dla niej podstawą wyżywienia. Biegła Dorota W. napisze opinię, z której będzie wynikać, że kura „cierpiała psychicznie najbardziej na świecie”, ponieważ była „wykorzystywana”. Emerytka zostanie symbolicznie ochrzczona „kurzą sutenerką”. Kot – według tej samej narracji – ofiarą nielegalnej pracy przymusowej, polegającej na łowieniu myszy. Pies natomiast ma cierpieć dlatego, że je kaszę ze skwarkami z jednej miski razem z właścicielką. Ale kiedy ten sam syf, brud i urągające warunki dotyczą kolegi z układów, sytuacja nagle wygląda inaczej. To już „co innego”, „to nie odpady poubojowe to BARF”. To, że zbiera miliony na zbiórkach, że ma dwie ręce do pracy, że obiektywnie nic nie usprawiedliwia "opisanego ustawami "rażacego niechlujstwa" – nie ma znaczenia. On „się pogubił”. „Wszyscy są źli”. „On jest empatą”. „Nie hejtujcie”. „Musimy pomóc”. „To skomplikowane”. Mechanizm identyczny jak w przypadku polityków bijących żony – u nich zawsze jest „skomplikowanie”. Hipokryzja w tym środowisku nie dziwi mnie od dawna. W końcu to ja jestem „tą złą”, bo jestem hodowcą i trenerem, chociaż tymczasowałam, wykastrowałam i zaczipowałam, rekami współpracujących lekarzy, więcej zwierząt niż połowa pomagaczek z Facebooka. Ale to wciąż nie jest najgorsze. Najgorsze jest to, że przez takie mendy obrywają dobre organizacje i porządni ludzie a nie ci, którzy ten system realnie napędzają, spuszczając psy w patologię, chaos i cierpienie.. Wczoraj jakiś degenerat groził powieszeniem Malgorzata Judyta Brzezinska z Judyty. Inne osoby – nakręcone przez rozhisteryzowaną Beatę Krupianik – zasypywały mnie groźbami na Messengerze. Zastanawiam się poważnie, czy zgłaszać to na policję, czy raczej wysłać okólnik po szpitalach psychiatrycznych z pytaniem, czy komuś nie uciekli pacjenci. Beata złap te jorki bo naprawdę lepiej aby wpłacały na lepszy cel niż na nawiązki za pogróżki u mnie. Tym bardziej, że jak się wkurzę to dostaniesz za podżeganie - one się wprost na panią Beatke powołują. W ochronie zwierząt nie powinno być miejsca ani dla ludzi z wyrokami za kradzieże, oddających zwierzeta do rzeźni - bo nawet jesli zwierze trzeba uśmiercic to ktoś kochający zwierzęta powinien dac dobrą śmierć - czyli eutanacje, a nie na zabiciu zwierząt zarobić. Nie ma tu też miejsca dla osób „pogubionych”, które przez własny chaos dopuszczają się znęcania. Nic – absolutnie nic – nie usprawiedliwia skandalicznych warunków w Sekłaku a potem w Kuflewie. Tak samo jak nic nie usprawiedliwia gróźb wobec kogokolwiek, kto ma inne zdanie albo po prostu rzetelnie wykonuje swoją pracę. Napiszcie teksty z zarzutami i faktami na swoich tablicach - jeśli będzie tam prawda nie trzeba się obawiać pozwów! Jeśli zarzucacie komuś kradzież funduszy, brak kastracji czy handel psami i nie macie dowodów musicie liczyć się z odszkodowaniami. Groźby ściga z urzędu policja na wniosek pokrzywdzonych. To właśnie przez ludzi z podwójnymi standardami, walczących wyłącznie o własne interesy, cierpią wszyscy: – ci, którzy ośmielają się mówić głośno, – ci, którzy naprawdę wykonują dobrą, rzetelną pracę, – dobre NGO-sy, takie jak moim zdaniem Judyta, a także setki małych, lokalnych inicjatyw, domów tymczasowych i ludzi działających uczciwie, bez medialnego parasola ochronnego i zaplecza układów. Tymczasem mijają lata, a obrazki jak ze zdjęć wciąż są codziennością. Hyclownie-mordownie funkcjonują pod szyldem „schronisk” utrzymywanych z gminnych pieniędzy. Działają zbieracze – w aureoli lajków, wzruszających opisów i fałszywego „ratowania”, za które nikt nie ponosi realnej odpowiedzialności. A wokół nich tłum ludzi, którzy nie potrafią czytać, myśleć ani wyciągać wniosków, za to potrafią bezrefleksyjnie klikać. Nie będzie lepiej. Będzie gorzej. I co najbardziej ironiczne – w pewnym momencie okaże się, że najlepsze projekty dotyczące ochrony zwierząt składają organizacje rolnicze. Dlaczego? Bo mówią jednym głosem. Bo aby być rolnikiem, trzeba ukończyć kurs i zdać państwowy egzamin. Aby hodować zwierzęta, otrzymywać dopłaty i na nich zarabiać, trzeba mieć elementarną wiedzę, znać procedury i spełniać konkretne wymagania dotyczące dobrostanu. Tymczasem aby „pomagać zwierzętom”, wystarczy, że coś nam się wydaje dobre i mieć sektę wyznawców z social mediów. Bez wiedzy. Bez kompetencji. Bez odpowiedzialności. Bez konsekwencji. I to jest dziś jeden z największych problemów systemowych ochrony zwierząt w Polsce. P.S. nie mam wyłączonego komentowania. Jednak dyskutuje tylko z ludźmi, których przyjęłam do znajomych - czyli takimi, z którymi chce miec kontakt i skądś kojarze. To selekcja, ktora robie bo nie mam zamiaru na darmo dyskutować z rozhisteryzowanymi panienkami, którym się cos wydaje. Nie interesuje mnie opinia czy frustracja Karyn z fejsbooka dlatego nie trace czasu na dyskusje z nimi na moim wallu. Musicie z tym teraz żyć…
-
-
Marta Lichnerowicz Ludzie tacy jak Bielawski nie chcą darów. Oni chcą kasę! Zobaczcie - to co inni braliby ze łzami w oczach - pieluchy, karma weterynaryjna, ubranka, zabawki interaktywne czy legowiska lub transportery. Wszystko niszczeje. Po kontroli pewnie poszło w śmieci. Zdjęcia pochodzą z oficjalnego raportu PIW z 29-30.01.2026 Empata, tak Beatko tak empata traktuje naprawdę dobre i potrzebne dary dla zwierząt... Empata trzyma psy tak jak na tym zdjęciu - nieosłonięte kojce na polu. To ja chyba wole być tą złą...
-
Marta Lichnerowicz jest z Silva Lupus i Lichnerowicz Kennel FCI. Poniedziałkowy, bardzo przydługi post dla ambitnych – w pierwszym komentarzu znajdziecie streszczenie. Od kilku dni zadaję sobie to pytanie i jedyne, co sensownego przychodzi mi do głowy, to sparafrazowanie papieża Franciszka: „Wszyscy jesteśmy winni”. Hodowcy – bez względu na przynależność klubową i organizacyjną. Lekarze weterynarii. Kupujący. Zaczęło się dawno temu. Jeszcze przed słynną nowelizacją z 2012 roku było łatwiej – funkcjonowały w praktyce dwie organizacje. Jeśli ktoś był poza nimi, wiadomo było, że to pseudo. A jednak już wtedy w samym Związku Kynologicznym istniały hodowle o tragicznych warunkach. Do dziś nie zapomnę hodowli ZKwP Beaty S. w Zbychowie, gdzie psy stały na łańcuchach w rozpadających się budach. Tuż obok funkcjonowała hodowla poza strukturami – z profesjonalną psiarnią, kilkoma rasami: jack russell terriery, goldeny, labradory, buldogi angielskie. Kontrast był uderzający. Obie te „hodowczynie”, które dzielił jedynie płot, zapisały się w historii patologii. Pierwsza miała psy odbierane dwukrotnie, kilkukrotnie zmieniała lokalizację. Do dziś pozostaje członkiem ZKwP, a jej oddział macierzysty znajduje się ponad 500 kilometrów od miejsca faktycznego prowadzenia hodowli. Podobno poprawiła warunki. Podobno tragedii już nie ma. Tylko pytanie brzmi: czy „tragedii nie ma” to ma być standard najstarszej organizacji kynologicznej w Polsce, z tradycjami i statusem członka FCI? Druga – Izabela U. – gdy okazało się, że biznes na psach przynosi ogromne dochody, rozpoczęła masową produkcję. Miałam nieprzyjemność odwiedzać jej dwie różne lokalizacje. Z przeprowadzki na przeprowadzkę warunki bytowe psów były coraz gorsze, a wille – coraz większe. Po nowelizacji z 2012 roku założyła Ogólnopolskie Stowarzyszenie Miłośników Psów i Kotów Rasowych. Kilka lat temu jej przybytek został zlikwidowany: na terenie posesji znaleziono ponad 300 zwłok psów zakopanych w ziemi, los pozostałych do dziś pozostaje nieznany. I w tym momencie dochodzimy do słynnej nowelizacji z 2012 roku. Podczas konsultacji społecznych brylowały te same twarze, które widzimy również dziś. Kłótnie, popisy, chwaliposty na Dogomanii – Facebook w Polsce dopiero raczkował. Jako Fundacja Dobrych Zwierząt złożyłam wówczas jedną uwagę: wpisanie do ustawy zapisu, że pies rasowy to pies ze stowarzyszenia hodowców, zalegalizuje patologie. To był zły pomysł. Wszechwiedzący posłowie – z Pawłem Suskim i jego ówczesną asystentką na czele – wiedzieli lepiej niż praktycy. Oczywiście miałam rację. Stowarzyszenie Izabeli U. powstało już 29 lutego 2012 roku. Nowelizacja pozwoliła jej monetyzować nie tylko własną fabrykę psów, ale także pobierać opłaty od członków i za pseudorodowody – wyłącznie po to, by legalnie sprzedawać pseudorasowe psy. Takich stowarzyszeń powstały setki. Nowela nie zawierała nawet obowiązku rejestracji w KRS – wystarczyło siedem osób i wpis w starostwie. Fabryki psów ruszyły pełną parą. Organizacje społeczne skupiły się wówczas głównie na walce z patoschroniskami. Niewydolna inspekcja weterynaryjna nie radziła sobie z podstawowymi kontrolami schronisk, a o kontrolowaniu pseudohodowli można było zapomnieć. Nawet jeśli kontrola się odbywała – dopóki nie było zwłok i były szczepienia przeciwko wściekliźnie, wszystko uznawano za legalne, a dobrostan za „zachowany”. Organizacje zbierały dowody. Sama odwiedziłam dziesiątki takich miejsc, robiąc zdjęcia i sporządzając dokumentację. Psy trafiały do zlikwidowanych chlewów – bo to był szybki i łatwy dochód. Rolnicy przerabiali chlewy na psiarnie. Popyt na pseudorasowe maltańczyki i yorki nie spada do dziś. Wystarczy spojrzeć na ogłoszenia organizacji likwidujących pseudohodowle – pojawia się wysyp „Dżesik” i „Sandr”, które „już jadą po pieska”, a gdy go nie dostają, robią internetową awanturę. I tu dochodzimy do kolejnego problemu: nabywców. Dlaczego pani kupiła? „Bo było mi szkoda”. „Bo chciałam uratować”. Tylko że w ten sposób nie ratuje – tylko napędza biznes. Czy kupujemy narkotyki, by spuścić je w toalecie i uchronić kogoś przed przedawkowaniem? Czy wykupujemy czas prostytutki, by mogła odpocząć? Nie – bo to napędza przestępczy proceder. Tak samo działa kupowanie psów od handlarzy. Cena zawsze czyni cuda. Ludzie idą tam, gdzie taniej, ufają miłej pani, która udaje miłość do piesków, a za drobną opłatą – albo gratis – dostarcza psa pod drzwi. Po kilku dniach pies choruje i zaczyna się dramat: rachunki za leczenie idą w tysiące złotych, a pies zostaje chory do końca życia, bo parwowiroza zostawia trwały ślad. Z czasem organizacjom udaje się zamknąć niektóre pseudohodowle. Wyroki skazujące i zmiana linii orzeczniczej dają efekt kuli śnieżnej. Zdjęcia skrajnie zaniedbanych, martwych psów wzmacniają narrację: „zobaczcie – tylko u nas jest dobrze”. Sama długo tak myślałam, patrząc na własne podwórko, jednocześnie mając w pamięci obrazy pseudohodowli. Pojawia się prosty podział: my dobrzy – oni źli. I wtedy zaczyna się polowanie na czarownice. Pogotowie dla Zwierząt odbiera z domu zadbane yorki – nawet na filmach z interwencji widać, że psy są świeżo po groomerze i mieszkają w domu. Sąd stwierdza bezzasadność odbioru, nakazuje zwrot – psy „rozpływają się”. W innej sprawie organizacja Romy J. wchodzi do domu hodowcy: jest bałagan, ale czyste hawańczyki w kojcu, brak podstaw do odbioru. Dochodzi do wymuszenia – hodowca traci przytomność, psy zostają zabrane bez udzielenia pomocy. Lata mijają, zapadają kolejne wyroki nakazujące zwrot psów, ale część z nich znika. Hodowczyni nie ma środków na procesy cywilne. Najgłośniejsza sprawa dotyczy Magdaleny D., prowadzącej hodowlę i domowy hotel dla psów. Fundacja Mondo Cane umieściła u niej psa Aresa, chorego na lamblię, o czym hotel nie został poinformowany. W tym samym czasie przebywał tam wyżeł weimarski. Oba psy miały biegunki, oba miały właścicieli, a hotel – jak każdy hotel – sprawował nad nimi czasową opiekę. Pod nieobecność właścicieli fundacja wchodzi do domu, przeszukuje pomieszczenia, wzywa policję i dokonuje odbioru nie tylko chorego psa, ale wszystkich psów w hodowli. Zostają dwa – „nic niewarte kundelki”. Bo przecież, według tej logiki, hodowca znęca się tylko nad rasowymi, cennymi psami. Po kilku dniach okazuje się, że fakty nie są takie, jak przedstawiała je fundacja. Hodowczyni zostaje skazana wyłącznie za brak leczenia nieswojego psa. Reszta zarzutów zostaje umorzona. Psy nie wróciły do dziś. Ta interwencja całkowicie zantagonizowała środowisko hodowców i organizacji prozwierzęcych. Trudno się dziwić, skoro ta sama fundacja publicznie groziła hodowcom, twierdząc, że wystarczy wylana miska wody, by odebrać psa, a podróżowanie na wystawy to „szczególna forma znęcania”. Nie można było pozwolić, by w czasie, gdy prawdziwe fabryki psów pozostają nietknięte, nękano dobrych hodowców. Z tego powodu prowadziłam szkolenia, tłumacząc zawiłości ustawy o ochronie zwierząt. Słynny list z Ministerstwa Rolnictwa, krążący po internecie, jest odpowiedzią na mój wniosek o udostępnienie informacji publicznej. I tu dochodzimy do sedna. Patologiczne działania patologicznych organizacji doprowadziły do okopania się porządnych hodowców, jednocześnie – przypadkiem – dając parasol ochronny prawdziwym patologiom w Związku Kynologicznym. Narracja „oni kradną psy” kontra „oni się znęcają” stała się kalką naszej sceny politycznej. A prawda jest prostsza: patologie są po obu stronach. Ich eliminowanie nie powinno jednak należeć do prywatnych osób. Od tego jest państwo – a konkretnie inspekcja weterynaryjna. I tu mamy kolejną patologię: urząd skrajnie niewydolny, pozbawiony realnych uprawnień. Urzędnicy zamiast pracy w terenie piszą decyzje zza biurka, a kontrole – jeśli w ogóle się odbywają – bywają groteskowe. Przykład z dziś: PIW w Chojnicach. Kontrola hodowli prowadzonej w kontenerach w blaszanym garażu przy minusowych temperaturach. Wniosek: „psom na głowę nie pada”. Przepisów – według inspektorki – brak. Tymczasem art. 9 ustawy o ochronie zwierząt mówi jasno: „Kto utrzymuje zwierzę domowe, ma obowiązek zapewnić mu pomieszczenie chroniące je PRZED ZIMNEM, upałami i opadami atmosferycznymi,, Z DOSTĘPEM DO ŚWIATŁA DZIENNEGO, umożliwiające swobodną zmianę pozycji ciała, a także odpowiednią karmę i stały dostęp do wody.” To nie jest tekst trudny do zrozumienia – o ile zna się ustawę, na podstawie której powinno się pracować. Skrajna niekompetencja inspekcji sprawia, że ludzie biorą sprawy w swoje ręce. Tam, gdzie państwo nie działa, wchodzą obywatele. Jedni kierują się odruchem serca, inni chęcią zysku. Wśród nich znajdą się zarówno ludzie uczciwi, jak i kanalie. Podsumowując: jedyną drogą wyjścia jest głęboka reforma inspekcji weterynaryjnej albo stworzenie nowej służby – z realnymi uprawnieniami, możliwością mandatowania i kierowania wniosków o ukaranie. Do tego czasu nie ma się co dziwić, że obywatele, wykorzystując obowiązujące przepisy, będą zrzeszać się w organizacjach i działać na własną rękę. Dlatego dziś potrzebny jest balans. Zamiast wojny – współpraca. Może więc czas na krzyżowe kontrole: organizacje społeczne wraz z PIW do hodowli, a organizacje hodowców wraz z PIW do schronisk i przytulisk? Dobra, żartowałam Ale może dobrzy hodowcy pokażą dobrą wolę i chociaż na czas mrozów pomogą zmarzniętym psom w schroniskach czy pod opieką NGO-sów. Nie każdy może zabrać psa, ale każdy może dostarczyć ubranko, kupić karmę, pomóc realnie, zamiast toczyć kolejne wojny w internecie. Wszak wszyscy kochamy psy... Może wreszcie czas pozbyć się śmieci po obu stronach, zamiast ratować układy towarzysko-biznesowo-polityczne. Obie strony – i hodowcy, i organizacje – deklarują dziś jedno: potrzebę państwowej, niezależnej służby kontrolującej dobrostan zwierząt. I tych w fundacjach, i tych w gospodarstwach, i tych w hodowlach. Być może to jest moment, by wspólnie zacząć lobbować na rzecz jej utworzenia. W bezmiarze patologii, z jakimi mamy dziś do czynienia, taka służba – wyposażona w realne uprawnienia mandatowe – sama by się sfinansowała. To naprawdę łatwe do policzenia. Przed nami jeszcze tydzień mrozów. A potem – roztopy. I kolejne zadanie: liczenie zamarzniętych psów oraz poszukiwanie miejsc zakopywania zwłok – zarówno w patoschroniskach, jak i w hodowlach, bez względu na przynależność organizacyjną. Bo obowiązku ewidencji psów wciąż nie ma. Tak samo jak obowiązku rozliczenia się z tego, co stało się ze zwierzętami. Z nadzieją – i niecierpliwością – czekamy na wejście w życie europejskiego prawa dobrostanowego. Ono również ograniczy patologie na wszystkich poziomach: od fundacji po hodowle. Niestety, wiele psów tego momentu już nie doczeka.
-
Kolejne psy są ratowane i zabierane w bezpieczne miejsce. Trwa interwencja służb i organizacji prozwierzęcych w pseudohodowli pod Wieliczką. Podczas piątkowej kontroli powiatowy inspektor weterynarii i policja nakazali natychmiastowe odebranie zwierząt. W fatalnych warunkach wciąż przetrzymywanych jest ponad 150 psów — chorych, wychudzonych, zaniedbanych. Mają trafić m.in. do schroniska w Borku i do Fundacji „Judyta”. Ponad 150 psów do natychmiastowego odebrania W Raciborsku od rana trwały próby odebrania ponad 150 psów. O pseudohodowli słyszeli wszyscy w okolicy. Mieszkańcy mówią wprost: warunki, w jakich żyją zwierzęta, są dramatyczne i sytuacja musi się natychmiast zakończyć. Na miejscu pojawiła się straż miejska, policja, przedstawiciele gminy i organizacji prozwierzęcych. Właściciele nie chcieli otworzyć drzwi. Kontrola: rażące zaniedbania Policja oraz powiatowy inspektorat weterynarii stwierdzili poważne nieprawidłowości, polegające na niewłaściwej opiece nad zwierzętami. Psy są zaniedbane, chore i wychudzone — część z nich znajdowała się w pomieszczeniach pełnych brudu i odchodów. Śledczy prowadzą w tej sprawie dochodzenie. Pierwsze psy trafiły już do schroniska Kilkadziesiąt psów zostało już przyjętych do schroniska w Borku. W tragicznym stanie trafił tam m.in. spaniel z dużym guzem i licznymi ranami. Wolontariusze podkreślają, że wiele zwierząt ma dredy, skrajne wychudzenie i objawy długotrwałego zaniedbania. W schronisku powoli dochodzą do siebie. Wkrótce będą gotowe do adopcji — potrzebują jednak cierpliwych i doświadczonych opiekunów. – To psy, które nigdy nie zaznały miłości. Nie wiedzą, czym jest smycz czy głaskanie – mówią pracownicy. Lata pseudohodowli i wcześniejsze wyroki Właściciel prowadził pseudohodowlę od około ośmiu lat. W przeszłości dwukrotnie prowadzono wobec niego postępowania w sprawie znęcania się nad zwierzętami, a w ubiegłym roku zapadł nieprawomocny wyrok. Mimo to nadal zajmował się hodowlą. Minister sprawiedliwości podkreśla, że obecne przepisy wymagają zmian — zdarzają się sytuacje, w których osoby z zarzutami wciąż mogą dysponować zwierzętami, a bezwzględne kary pozbawienia wolności za znęcanie się nad nimi są rzadkością. Mieszkańcy: „Problem zamiatany pod dywan” Mieszkańcy mówią, że liczą na przełom — że społeczeństwo zacznie reagować na takie przypadki, zamiast je ignorować. – Do tej pory ten problem był zamiatany pod dywan – słyszymy na miejscu. 155 psów do pilnego zabezpieczenia W bezpieczne miejsca ma zostać zabranych łącznie 155 psów. Trafią do schronisk i fundacji, które zapewnią im leczenie, opiekę i szansę na nowy dom.
-
Schronisko w Borku- Fundacja Straż Obrony Praw Zwierząt 149 - to liczba odebranych dusz z pseudohodowli pod Wieliczką Wracamy właśnie z miejsca gdzie dziesiątki psów przez długi czas, przeżywały horror… Jesteśmy wycieńczeni, na miejscu byliśmy ponad 10 godzin ale udało się!!! Mamy to! Jesteśmy szczęśliwi, że dziś wszystkie psiaki zasną zaopiekowane i bezpieczne Z całego serca DZIĘKUJEMY Fundacja Dla Zwierząt La Fauna - interwencje i adopcje , Fundacja dla Szczeniąt Judyta , Przygarnij Psiaka oraz @Fundacja Vegvisir Wspólnymi siłami udało nam się zabezpieczyć wszystkie psy!! Wracajcie bezpiecznie! Dziś czeka nas wszystkich długa noc ale warto PILNIE BĘDĄ POTRZEBNE DOMY TYMCZASOWE- kontakt: 574-335-112
-
-
-
-
-
Marta Lichnerowicz Będzie bardzo, bardzo długo, ale dokładnie – tylko dla ludzi, którzy potrafią czytać ze zrozumieniem. Dawno, dawno temu, gdy Grzegorz Bielawski zaczynał swoją karierę „szeryfa” od zwierząt, był ulubionym partnerem wszelkiej maści reporterów, którzy chcieli robić programy o znęcaniu się nad zwierzętami. Często widywaliśmy go w telewizji. Kiedy stał się znany i rozpoznawalny, oprócz bycia współzałożycielem Pogotowia dla Zwierząt, założył własną firmę medialną WET-MEDIA, która rozliczała się z telewizjami za realizację programów. A było tego sporo – w każdym z nich nasz bohater ratował zwierzęta z rąk złych ludzi. Były to czasy sprzed Facebooka, sprzed kamer w każdym telefonie. To, co dziś widzimy codziennie na rolkach na Facebooku, kiedyś można było oglądać wyłącznie w telewizji. • TVN „UWAGA!” – materiały z lat 2011, 2014, 2015, 2017, 2021 (różne reportaże interwencyjne i systemowe). Tutaj Grzegorz Bielawski jest pozytywnym bohaterem. Zresztą w rozmowach prywatnych jeden z dziennikarzy stacji nie ukrywał, że Grzegorz „dobrze się sprzedaje” i że lubią robić z nim programy, bo wie, jak pokazać temat, żeby wzbudzić emocje. Należy zaznaczyć, że Pogotowie dla Zwierząt było zakładane przez słynnego Zenona Jażdżewskiego, z którym zarówno fundacja Mondo Cane, jak i sam Bielawski medialnie staczali batalię. Na razie zostawmy ten wątek – jednak jest on dość istotny dla późniejszych spraw. Równolegle z medialnym kreowaniem Grzegorza Bielawskiego na bohatera zaczynają pojawiać się różnego rodzaju kontrowersje. Pierwsza, o jakiej pamiętam, dotyczy owczarki Kory, która została zabrana z posesji w czasie, gdy właściciele byli w pracy. Oficjalnie – z powodu zaniedbania leczenia zapalenia ucha, co jednak nie zostało potwierdzone dokumentacją. Właścicielom nie postawiono żadnych zarzutów. Leczyli psa, ale każdy, kto miał psa z chronicznym zapaleniem ucha, wie, że to bywa walka trwająca czasem całe życie psa. Co ciekawe, Kora zaledwie po kilku tygodniach w Pogotowiu została uśpiona „z powodów humanitarnych”. Niesamowite – właścicielom zabrano psa, bo nie udało im się go wyleczyć, mimo że leczyli, a w Pogotowiu z tego samego powodu psa uśpiono. Więcej na ten temat: https://www.facebook.com/kora.owczarek.5 https://interwencja.polsatnews.pl/.../wlasciciel-psa.../ Razem z Bielawskim w tamtym czasie działali Dawid Fabijański oraz Dominika Sadowińska. Ta druga zajmowała się „obsługą prawną” Pogotowia. Co ciekawe, widnieje też w KRS OTOZ Animals jako była prokurentka oraz jako była członkini zarządu Mondo Cane Kolejna sprawa to historia, która dotyka mnie osobiście. Interwencja w centrum Gdańska: owczarki niemieckie w katastrofalnym stanie, odbiór jak najbardziej uzasadniony, potężny materiał zdjęciowy. Psy zabezpiecza PdZ oraz Fundacja Dobrych Zwierząt, którą prowadziłam. Suka w najcięższym stanie trafia do kliniki weterynaryjnej na dwa tygodnie, bo jej stan jest tak ciężki. Psy łyse, bez włosów, trzymane w gołębniku. Oprócz Kejko zabieramy jeszcze Helenkę oraz szczeniaka. Pogotowie organizuje zbiórkę na psy, zaznacza, że wzięło pod opiekę wszystkie psy – co nie było prawdą. Zbierają na obsługę prawną i leczenie. Po dwóch tygodniach okazuje się, że pomimo upływu czasu nikt nie złożył zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa ani wniosku o odebranie, za to ich oprawca zgłosił kradzież. Na koncie PdZ – ogromna kwota na „opiekę i obsługę prawną”, u nas – pusto, a dodatkowo podejrzenie kradzieży rasowych psów, rachunki za hotel i leczenie. Zaczynam szybkie działania wyjaśniające. We własnym imieniu składam zawiadomienie dotyczące psów będących pod moją opieką oraz wniosek o ich odebranie. Po batalii sprawa siada. Grzegorz Bielawski, pomimo wezwań, nie stawia się na przesłuchania, nie przekazuje dokumentacji, a zabrane psy… pojawiają się na niemieckich serwisach ogłoszeniowych. Zresztą jak wiele innych psów odebranych przez Pogotowie. https://www.facebook.com/events/451244788261260/?acontext=%7B%22event_action_history%22%3A[%7B%22mechanism%22%3A%22attachment%22%2C%22surface%22%3A%22newsfeed%22%7D]%2C%22ref_notif_type%22%3Anull%7D Te najmniej medialne trafiają do Skłaka. Przez cały czas wspiera go Mondo Cane. Dostaje nagrodę „Serce dla Zwierząt”, szkoli inspektorów i staje się celebrytą wszystkich tych, którzy lubują się w przebierankach za funkcjonariuszy państwowych i kradzieży zwierząt. No właśnie – równolegle z pompowaniem postaci Grzegorza Bielawskiego na szeryfa i wielkiego wybawcę zwierząt pojawiają się wątpliwości, pierwsze sprawy o przywłaszczenia, pierwsze wyroki. W 2014 r. Pogotowie dla Zwierząt wygrywa konkurs na prowadzenie schroniska w Tomaszowie Mazowieckim. Niby nic skomplikowanego – dostaje schronisko z jakąś infrastrukturą. Trzeba nim po prostu zarządzać tak, żeby się rozwijało, poprawiało warunki i żeby zwierzęta były szczęśliwe. Niemniej, w zasadzie od początku (01.04.2014 r.) zarządzanie budzi zastrzeżenia miłośników zwierząt. Sposób działania, brak stałej opieki weterynaryjnej, nieporządek oraz bestialstwo wobec zwierząt – to główne zarzuty wobec administratora. Wszystko jak zawsze zrzuca się na lokalny układ. Są oczywiście wspierające wizyty Mondo Cane, posła Pawła Suskiego, a przybytkiem zarządza Beata Żółkiewska. To także ciekawa postać, bo dziwnym trafem można ją znaleźć w organach różnych organizacji. Według KRS: – w 2018 r. – wiceprezes Pogotowia dla Zwierząt, – w 2012 r. – członkini zarządu Mondo Cane. Jest też inspektorem OTOZ Animals – czyli kimś obecnym w każdym ciele lobbystycznym wszelkich ustaw dotyczących zwierząt. Po tej porażce Bielawski wraca do Skłaka. No właśnie – Skłak, pierwsza dziupla Bielawskiego. Pseudoschronisko z warunkami urągającymi godności psów. Tak jak dziś słyszymy historie o dobrym serduszku, ratowaniu psów i tym, jaki Grzegorz to wspaniały człowiek. Brzmi to trochę jak sekta – on, wielki szeryf, a wokół wianuszek wyznawczyń. Setki tysięcy na zbiórkach. Fundusze, które pozwoliłyby stworzyć naprawdę godne warunki. Ale Grzegorz jest „chory” – bo nie interesuje go opieka. On kocha adrenalinę i odbiory. Potem codzienność przestaje być atrakcyjna, więc pojawia się syf, zaniedbanie i warunki gorsze niż te, w których zwierzęta były przed odebraniem. Przychodzi rok 2016 – równo dziesięć lat temu dochodzi do interwencji w siedzibie Pogotowia w Skłaku. Warunki tragiczne. Pełna dokumentacja w linku na końcu, negatywna opinia Inspekcji Weterynaryjnej. Bielawski nic nie musi pokazywać – protokół jest w zdjęciach. Identycznie jak teraz: rusza akcja zabierania psów. Na zdjęciu dostrzegam sukę, którą sama ratowałam. Zgodnie z deklaracjami miała już dawno być w adopcji, miała mieć dom. Cały czas siedziała w Skłaku, w szopie, bez ogłoszeń, bez szans. Golnionka trafia do mnie i tutaj spędza w radości resztę życia. Zmarnowanego przez Bielawskiego czasu nic jej nie cofnie. Wtedy wiedziałam, że ten człowiek ma w dupie zwierzęta. Jedyne, co się liczyło, to parcie na szkło. Ego nadal pompują media. Na szczęście zapadają kolejne wyroki, a sam Bielawski ma na plecach komornika ścigającego go za skradzione zwierzęta. Mimo to pociąg do mediów i adrenaliny pcha go dalej. W 2017 r. słynna akcja w Pomiechówku – sprawa Antoniny J. Bielawski umieszcza zwierzęta w innych organizacjach, z którymi do dziś się nie rozliczył za ich „hotelowanie”. No i najsłynniejsza akcja w pseudohodowli w Dobrczu. Mondo Cane i Pogotowie dla Zwierząt brylują w mediach. Jak się okazuje, część psów trafia do Wojtyszek. No właśnie – Wojtyszki. Nazywane obozem śmierci dla zwierząt, największe schronisko w Europie, los tysięcy zwierząt nieznany. To tam, pod koniec 2017 r., trafia Bielawski. Nie mam pojęcia, na jakich zasadach dogaduje się z Siemińskim, ale mieszka na terenie tego obozu koncentracyjnego i pełni funkcję zarządcy. Osobiście blokuje wywóz 70 psów do innego schroniska. Jest agresywny wobec urzędniczek, które chcą skontrolować zwierzęta. Następnego dnia urząd otrzymuje informację, że wszystkie zwierzęta zostały „adoptowane” przez Longina Siemińskiego. Ich los pozostaje nieznany. Jak wspomniałam wcześniej – Bielawski jest syfiarzem. Nie umie zarządzać ani ludźmi, ani pieniędzmi. Ale cokolwiek by nie mówić o Siemińskim – w Wojtyszkach zawsze było czysto i schludnie. Po kilku miesiącach Bielawski wraca do odbiorów zwierząt – trochę hycluje, trochę współpracuje z innymi NGO-sami (z szacunku nie będę ich tu wymieniać). Dziwnym trafem Longin S. zaczyna otrzymywać dane z prowadzonego postępowania – wie więcej, niż miał prawo. Zmienia się retoryka: nagle Wojtyszki z „obozu koncentracyjnego” stają się Hiltonem. W 2018 r. zaczyna się kolejne przedstawienie pt. „Nowelizujemy ustawę o ochronie zwierząt”. Jak zawsze ci sami ludzie: Bielawski, Mondo Cane, OTOZ Animals. Pojawia się słynny list Agnieszki Lechowicz i Tadeusza Wypycha, mówiący wprost o szkodliwości zapisów nowelizacji i o tym, że ustawa działa na rzecz lobbystów. Szybki proces, skazanie, cała batalia. Lobbyści pracują dalej. Pomimo tego, że już dwukrotnie stwierdzono syf i malarię w placówkach Bielawskiego, ten się nie poddaje. Skłak zostaje reaktywowany, a w 2020 r. dochodzi do słynnej interwencji w Radysach. W świetle reflektorów, w objęciach Mondo Cane, OTOZ Animals i innych organizacji Bielawski zabiera psy. Podobnie jak teraz dochodzi do kontroli warunków i – podobnie jak teraz – pomimo ponad milionowej zbiórki warunki są tragiczne. (tu pozostawiam raport PIW bez zmian – jako dokument) Tak, moi drodzy – Bielawski zawsze interesował się tym, żeby zabierać, mieć adrenalinę, a nie sprawować opiekę i zapewniać dobre warunki. Mimo kolejnego miażdżącego raportu PIW może liczyć na wsparcie Katarzyny Śliwy-Łobacz, która z jednej strony hejtuje Inspekcję za „brak kontroli”, ale gdy ta skontroluje „swoich”, nagle staje się mafią, układem albo wykonuje zemstę hycla – wybierzcie najlepszą odpowiedź. Resztę macie na zdjęciach. 2023 – bierze udział w likwidacji Wojtyszek, tych samych, w których pracował. Do odbioru psów używa auta, którego Longin używał do przewozu zwierząt. Przez osoby walczące z Wojtyszkami nazywany „Żółtym karawanem”. Żółty karawan pojawia się w ostatnim raporcie – samotny pies zamknięty w środku, niby „przed mrozem”. Jakby auto i klatka chroniły przed mrozem. 2026 – akcja likwidacji Sobolewa. Znowu tam, gdzie kamery i splendor, tam i Bielawski. Ale po tylu razach wszyscy wiedzą już, że placówka Bielawskiego, przeniesiona z Sekłaka do Kuflewa, to syf i malaria. Miejsce bez kontroli, bez dokumentacji, z warunkami jak w schroniskach z lat 90. Milionowe zbiórki, a infrastruktura gorsza niż w krajach trzeciego świata. Wchodzi kontrola – raport jest miażdżący. Dzisiejszy reportaż https://www.youtube.com/watch?v=XqodLKPqkvg i tłumaczenia Bielawskiego dotyczące „zabezpieczenia zwłok” są po prostu kretyńskie. Wchodzę na Facebooka: kolejne miejsce, kolejne zwłoki, kolejne warunki urągające godności psów, milionowe zbiórki i grono obrońców. Bielawski mesjaszem. Bielawski męczennikiem. Bielawski powinien szkolić inspektorów. I taki zwykły człowiek patrzy na to z boku i przeciera oczy. Bo zwykły człowiek – albo niewygodny, jak Lechowicz i Wypych – za jedno słowo trafia do więzienia. A człowiek z wieloma wyrokami, prowadzący wielokrotnie miejsca gorsze niż najgorsze mordownie, a przy tym – jak wykazano – w ścisłej współpracy z lobby, może liczyć na ochronę, chwałę i status symbolu prozwierzęcego męczeństwa. Bo w tym systemie medialny „ratownik” dostaje immunitet moralny, kamery zastępują kontrolę, emocje przykrywają fakty, a im głośniej ktoś krzyczy o ratowaniu zwierząt, tym mniej realnej odpowiedzialności kiedykolwiek go dotyka. Coś w tym wszystkim jest nie tak. Albo może to ja źle widzę. Na Fot. z Sekłaka - teraz w Kuflewie jest gorzej...
-
Remigiusz Górniak - Twój Starosta · Akcja w Kuflewie to nie był wymysł chorych urzędników chcących rzekomej zemsty za Sobolew. Rozumiem emocje obrońców zwierząt i ich oburzenie, że ktoś śmiał zrobić porządek z tak fajnym schroniskiem. Jesteście wspaniałymi empatycznymi ludźmi. Tylko nie macie pełnej świadomości z czym mamy do czynienia w Kuflewie. To nie jest zwykłe schronisko czy azyl. To element precyzyjnie zaplanowanego modelu biznesowego, na który ktoś wpadł kilkanaście lat temu. Wybiera się losowe miejsce w Polsce i zakłada się nielegalne schronisko. Tworzy się otoczkę wspaniałego, troskliwego miejsca otwartego dla każdego. Wokół tego miejsca gromadzą się ludzie o wielkich sercach, pomagają. Ale gromadzą się przede wszystkim wielkie pieniądze z milionowych zbiórek. Ranne zwięrzęta są fotografowane i mają wzbudzić Wasze emocje. Pieniądze idą. Nie wiadomo jednak gdzie. W Kuflewie nie widać żadnych pieniędzy ze zbiórek. To obraz nędzy i rozpaczy. Gdzie są te pieniądze? Dlaczego ich nie inwestowano w poprawę warunków dla zwierząt? Dlaczego są tam walące się budy i klatki? Jest mnóstwo pytań bez odpowiedzi. Jedno jest pewne - osoba prowadząca Kuflew to wielokrotnie skazany przestępca, który prowadził podobną działalność w wielu miejscach w Polsce. Dziś jego sąsiadami są mieszkańcy powiatu mińskiego. Każdy z nas mógłby być jego sąsiadem. Fakty: Te wielokrotnie skazany za kradzieże człowiek z ciągu kilku lat sprowadził tu, bezpośrednio obok zabudowań mieszkalnych, ponad 200 psów i kotów Nikogo nie pytał o zgodę, nie podlegał żadnej prawnej procedurze - jak sam mówi zrobił to celowo, bo nie chciał bawić się w kontrole legalnego schroniska Odchody zanieczyszczone wirusami i chorobami groźnymi dla ludzi odprowadzane są bezpośrednio do gruntu, co wykazała kontrola PIW, zanieczyszczenia przenikają bezpośrednio do wód gruntowych Martwe zwięrzęta utylizowane są w sąsiedztwie domów, gdzie mieszkają dzieci. Nie ma żadnych dokumentów potwierdzających, że padłe zwierzęta są utylizowane w legalnym miejscu. Gdzie są wywożone zwłoki? Nikt nie wie. Gdzie w nocy z 29 na 30 stycznia w trakcie kontroli PIW zniknęło prawie 200 kg martwych psów z wyłączonych zamrażarek? Nie wiadomo. Czym oddychają sąsiedzi? Co zawiera dym o zapachu palonych włosów i białka? Dlaczego nikt nie wie gdzie dokładnie jest 31 psów zabranych z Sobolewa do Kuflewa?? Co się z nimi stało? Dlaczego sąsiedzi tej placówki mówią, że do placówki zabierano ich zwierzęta, kradnąc je z ich posesji? Dlaczego jednej z sąsiadek zabrano tam labradora, któremu poderżnięto gardło? Gdzie są psy z Ukrainy, na które zebrano 1,5 mln zł? Dlaczego psy jedzą mięso i karmę zanieczyszczoną ptasimi odchodami co stanowi ogromne zagrożenie epidemią salmonelli? Dlaczego obok wyłączonych zamrażarek z martwymi psami znajduje się mielarka i stół do przygotowania posiłków? Szanowni Państwo, Jako Starosta nie mogłem przejść obojętnie, gdy dostałem sygnał o tym miejscu. Niezapowiedziana kontroli PIW ujawniła tragiczne warunki przetrzymywania zwierząt. To jest udokumentowany fakt. Nie mają one nic wspólnego z kolorowymi obrazkami wstawianymi przez różnych celebrytów. Muszę jako starosta bronić mieszkańców, którzy zwrócili się do mnie o pomoc. W sąsiedztwie tego obiektu zwyczajnie nie da się żyć. To jest koszmar setek ludzi. Czy ktoś o nich pomyślał? Nie może być tak w Państwie prawa, że pod pretekstem ochrony biednych zwierząt ludzie są wyłączeni z ochrony prawnej. Czy chcielibyśmy, aby obok naszego domu ktoś inny postawił taką nielegalną placówkę np. gromadzącą martwe zwierzęta?? Oczywiście zwięrzęta są bezbronne i musimy je chronić. Ale nie w takich nielegalnych placówkach prowadzonych przez wielokrotnie skazanego przestępce! Poczuwam się w obowiązku by zająć się wsparciem dla osób, które chcą pomagać zwierzętom bezinteresownie. Robicie świetną pracę. Nie ma jednak zgody na to, by była ona wykorzystywana w przestępczym modelu biznesowym, którego celem nie są zwierzęta. Są one środkiem do zbijania fortun poza jakąkolwiek kontrolą Państwa. Zachęcam Państwa do przeczytania poniższego feletonu o działaniu Pana Bielawskiego.
-
Baza KROPIK (Krajowy Rejestr Oznakowanych Psów i Kotów)
bunia2010 replied to bunia2010's topic in Wszystko o psach
Vet-Alert Fundacja Ochrony Zwierząt Mówimy wprost: TAK dla czipowania i rejestracji. NIE dla kolejnego podatku dla odpowiedzialnych opiekunów. Baza KROPIK (Krajowy Rejestr Oznakowanych Psów i Kotów) ma być początkiem końca patologii i zakończyć trwale #KoszmarZwierząt. KROPIK nie może być listą wypłacalnych obywateli, którzy z własnej kieszeni będą finansować PATOPETBIZNES (PPB). Nie zgadzamy się, by system ścigał Panią Kowalską, a zostawiał w spokoju patoschroniska, patohodowle, patosłużby i patoorganizacje, czyli patozbieraczy środków na zrzutkach... Dlatego przedstawiamy nasz plan: KROPIK 1.0 – Wielka Inwentaryzacja. Zanim udostępnimy dane nasze i naszych zwierząt, domagamy się: SPISU Z NATURY Wszystkich zwierząt przebywających w schroniskach, przytuliskach, azylach, domach tymczasowych itp. Kontrolerzy muszą wejść do każdego kojca i miejsca przebywania zwierząt. Każdy pies i kot musi trafić do jawnej bazy. Każde zwierzę przyjęte do schroniska – wpisane do KROPIK-u w ciągu 24 godzin. Każda zmiana statusu – również aktualizowana w 24 h. Koniec z „martwymi duszami” w ewidencji. Nieprawidłowości (rozbieżności między stanem faktycznym a bazą) muszą skutkować wysokimi karami finansowymi. HODOWLi POD NADZOREM Do KROPIK 1.0 w pierwszej kolejności muszą trafić zwierzęta hodowlane – zarówno z ZKwP, jak i ze stowarzyszeń. Każda hodowla powinna mieć unikalny numer, przypisywany do pochodzących z niej szczeniąt i kociąt. KOŃCA ANONIMOWOŚCI SŁUŻB Żądamy ujęcia w KROPIK 1.0 wszystkich psów wykorzystywanych w służbach mundurowych w Polsce. ŻĄDAMY TRANSPARENTNOŚCI Poprzez publicznie dostępną bazę KROPIK 1.0, zawierającą m.in.: – numer czipa, – zdjęcie, – status kastracji, – pełną historię każdego "bezdomniaka", zwierzęcia hodowlanego oraz psa służbowego (w tym datę i przyczynę zgonu). Dane muszą być aktualizowane w ciągu 24 godzin od każdej zmiany statusu zwierzęcia. Kolejny etap KROPIK - to: "CZIPOBUSY" ruszają w teren. Słusznie zauważyliście w komentarzach, że wiejskie akcje szczepień – mimo ich niskich standardów – są często jedyną szansą na zaszczepienie psów. Nie łudźmy się: nikt nie dowiezie tych zwierząt do miasta na płatne czipowanie. Dlatego żądamy CZIPOBUSÓW – mobilnych punktów, które odwiedzą każdą wieś. Gminy powinny zorganizować akcje tak, by każdy pies mógł zostać zaczipowany i zarejestrowany na miejscu, z możliwością dofinansowania dla osób mniej zamożnych. Efekt KROPIK 1.0 to też: JAWNOŚĆ ZBIÓREK Organizacjo – zbierasz pieniądze na ratowanie lub leczenie zwierzęcia? Podaj numer czipa. Koniec z naciąganiem na „wirtualne” zwierzęta. Na inną kolejność nie ma naszej zgody. Chcemy narzędzia do walki z bezdomnością, a nie kolejnego przygotowania do wprowadzenia kolejnego podatku. Szczegółowy plan (krok po kroku) już wkrótce na naszym blogu, na razie przeczytaj wpis z lipca 2025 o KROPIK-u i jego genezie. Jeśli zgadzasz się z naszą wizją KROPIK-u i chcesz, żebyśmy dalej pilnowali tego tematu – wesprzyj nas: Przekaż 1,5% podatku Fundacji Vet-Alert KRS: 0000559333 Masz inny pomysł? Skomentuj. Udostępnij. Jeśli opiekujesz się zwierzęciem – KROPIK będzie dotyczył także Ciebie https://www.facebook.com/VetAlert -
Baza KROPIK (Krajowy Rejestr Oznakowanych Psów i Kotów)
bunia2010 posted a topic in Wszystko o psach
Obowiązek znakowania psów i kotów już w 2025 roku? Obowiązek znakowania psów i kotów już w 2025 roku? Unia Europejska przyjmuje nowe przepisy dotyczące psów i kotów: 19 czerwca 2025 roku Parlament Europejski przegłosował projekt pierwszego w historii unijnego rozporządzenia, które ma ujednolicić zasady dotyczące dobrostanu i identyfikacji psów i kotów na terenie całej Wspólnoty. To przełomowy krok, na który od lat czekały organizacje prozwierzęce, lekarze weterynarii i świadomi opiekunowie zwierząt domowych. Nowe prawo może stać się punktem zwrotnym w walce z pseudohodowlami, nielegalnym importem i cierpieniem milionów zwierząt. Projekt rozporządzenia został przyjęty 457 głosami za, przy jedynie 17 przeciw i 86 wstrzymujących się. Pokazuje to szeroki konsensus polityczny wokół potrzeby uregulowania rynku, który dotychczas działał w wielu krajach bez jasno określonych standardów. Oficjalny komunikat Parlamentu Europejskiego> Obowiązkowe czipowanie i rejestracja psów i kotów Najważniejsze zmiany, jakie przewiduje nowe prawo, to przede wszystkim obowiązkowe czipowanie i rejestracja wszystkich psów i kotów przebywających na terenie Unii Europejskiej. Każde zwierzę będzie musiało być oznakowane mikroczipem i wpisane do krajowego rejestru, który będzie zintegrowany z ogólnounijną bazą danych. Co ważne, rejestracja ma dotyczyć również zwierząt wjeżdżających spoza UE, zarówno w celach komercyjnych, jak i niekomercyjnych. To rozwiązanie ma zapobiegać praktyce omijania przepisów przez import zwierząt jako „towarzyszących”, które potem trafiają do sprzedaży. Okres przejściowy dla wejścia w życie obowiązku identyfikacji i rejestracji ma wynosić 5 lat dla psów i 10 lat dla kotów od dnia przyjęcia rozporządzenia. Zakaz sprzedaży psów i kotów w sklepach zoologicznych Wielką zmianą będzie również zakaz sprzedaży psów i kotów w sklepach zoologicznych, które często nie są w stanie zapewnić odpowiednich warunków socjalizacji i opieki. Parlament Europejski podkreśla, że sklep nie jest miejscem, w którym powinno dochodzić do kontaktu człowieka z przyszłym pupilem. Zakaz okrutnych praktyk hodowlanych Nowe przepisy kładą także kres nieetycznym praktykom hodowlanym. Zakazane będą krycia między blisko spokrewnionymi osobnikami (rodzeństwo, rodzice z potomstwem, itd.), a także rozmnażanie zwierząt z cechami anatomicznymi powodującymi cierpienie (np. brachycefaliczne rasy z problemami oddechowymi). Psy i koty po zabiegach okaleczających (np. kopiowanie uszu) nie będą mogły być wystawiane w konkursach. Kontrole weterynaryjne i minimalne standardy Dużym sukcesem organizacji takich jak FVE i FECAVA jest wprowadzenie przepisów dotyczących niezapowiedzianych kontroli w hodowlach przez lekarzy weterynarii. Nowe prawo przewiduje, że każda hodowla (nawet mała) musi spełniać minimalne standardy dobrostanu. Choć posłowie Parlamentu Europejskiego nie przegłosowali zakazu zabiegów prewencyjnych (takich jak kopiowanie ogona), zaznaczyli, że takie praktyki mogą być wykonywane wyłącznie w uzasadnionych przypadkach medycznych przez lekarza weterynarii. Polska rzeczywistość: nadchodzi KROPiK W Polsce również trwają prace nad ustawą o obowiązkowej rejestracji psów i kotów. Ministerstwo Rolnictwa zapowiada, że projekt zostanie skierowany do Sejmu jeszcze w III kwartale 2025 roku. Za wdrożenie systemu KROPiK (Krajowego Rejestru Oznakowanych Psów i Kotów) będzie odpowiadać ARiMR (Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa). Planowane przepisy przewidują: obowiązek oznakowania wszystkich psów i kotów mikroczipem, młode psy będą musiały być zaczipowane do pierwszego szczepienia przeciw wściekliźnie, psy starsze i dorosłe mają być oznakowane i zarejestrowane w ciągu 3 lat od wejścia ustawy, kara za brak rejestracji będzie mogła wynieść nawet 5000 zł. Obecnie trwają prace nad zasadami ochrony danych osobowych i metodami uwierzytelniania użytkowników systemu, aby zapewnić właścicielom zwierząt bezpieczeństwo i prywatność. Możliwe zagrożenia i wyzwania Choć nowe przepisy są krokiem w dobrą stronę, ich wdrożenie może wiązać się z poważnymi wyzwaniami — zarówno logistycznymi, jak i społecznymi. Wśród największych zagrożeń wskazuje się: Wzrost liczby porzuceń zwierząt – Wprowadzenie obowiązku czipowania i rejestracji, zwłaszcza w połączeniu z karami finansowymi (w Polsce nawet do 5000 zł), może doprowadzić do porzucania nieoznakowanych psów i kotów, zwłaszcza na terenach wiejskich lub w gospodarstwach domowych o niskiej świadomości prozwierzęcej. Obawiamy się, że część właścicieli, nie chcąc ponosić kosztów lub odpowiedzialności, wybierze najgorsze możliwe rozwiązanie — porzucenie zwierzęcia. Zniechęcenie do adopcji – Kolejnym poważnym skutkiem może być spadek liczby adopcji. Osoby, które do tej pory rozważały przygarnięcie bezdomnego zwierzęcia, mogą się zniechęcić perspektywą skomplikowanej procedury rejestracji, ponoszenia opłat i ewentualnych kar. W efekcie więcej zwierząt pozostanie w schroniskach, a niektóre mogą nigdy nie znaleźć domu. Niedostosowanie systemu do realiów życia społecznego – Osoby starsze, wykluczone cyfrowo lub mieszkające w rejonach bez dostępu do lekarzy weterynarii, mogą mieć trudność z dopełnieniem formalności związanych z KROPiK. Wymóg elektronicznej rejestracji może okazać się zbyt dużą barierą bez odpowiedniego wsparcia. Obawy dotyczące ochrony danych osobowych – Rejestr KROPiK będzie zawierał wrażliwe dane tysięcy właścicieli zwierząt. Konieczne jest zapewnienie najwyższych standardów ochrony prywatności, aby uniknąć nadużyć i nielegalnego wykorzystywania informacji o obywatelach. Braki kadrowe i organizacyjne – Zarówno w Polsce, jak i w innych krajach UE, wdrożenie nowego prawa będzie wymagało dużych nakładów organizacyjnych. Brakuje jeszcze infrastruktury technicznej, wykwalifikowanego personelu i kampanii informacyjnych. Bez nich system może się przeciążyć, a jego działanie będzie dalekie od zamierzonego. Czy nowe przepisy będą przełomem w ochronie zwierząt? Wprowadzenie nowych przepisów to krok milowy, ale to dopiero początek. Teraz czas na negocjacje z Radą i Komisją Europejską (tzw. trilog), które mają na celu dopracowanie ostatecznego kształtu rozporządzenia. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, nowe prawo może zostać przyjęte i opublikowane jeszcze przed końcem 2025 roku. Czy to szansa na poprawę losu zwierząt domowych w całej Europie i w Polsce? Będziemy monitorować postęp prac legislacyjnych i informować Was na bieżąco o dalszych etapach. Zapraszamy na naszą stronę: Poradnik Weterynaryjny z informacjami na temat zdrowia psów i kotów. Zapisując się na nasz biuletyn otrzymasz przydatne porady prosto do skrzynki mailowej. Wesprzyj nasze działania wpłacając darowiznę lub przekaż 1,5% podatku. Dziękujemy! -
Minister rolnictwa Stefan Krajewski podczas wizyty w Pudwągach koło Kętrzyna powiedział, że schroniska dla zwierząt powinny być prowadzone przez samorządy. Nie mogą być one źródłem dochodu, a prowadzące je podmioty prywatne nie mogą zarabiać na zwierzętach. Szef resortu rolnictwa i rozwoju wsi Stefan Krajewski oraz Główny Lekarz Weterynarii Paweł Meyer odwiedzili w poniedziałek schronisko dla zwierząt w Pudwągach koło Kętrzyna. Prowadzi je kętrzyński samorząd. Znajduje się w nim 150 psów i 14 kotów. W ubiegłym roku nowy dom poprzez adopcję dostało 120 zwierząt. Minister Krajewski ocenił, że „schroniska powinny być w gestii samorządów”. – Prowadzenie schronisk nie powinno być źródłem dochodu. Musimy ponosić koszty, nawet jeśli są coraz wyższe – powiedział minister Krajewski. Dodał, że powszechne czipowanie zwierząt pozwoli zlokalizować ich opiekunów. Baza informacji o zwierzętach i ich opiekunach będzie prowadzona przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Szef MRiRW podkreślił, że nową propozycją resortu jest program pod roboczą nazwą „Pies w Zagrodzie”. – To pieniądze w formie ryczałtu, które będą dostępne dla rolników. Posłużą przygotowaniu odpowiednich kojców dla psów, tak by nie były one trzymane na łańcuchach. Każdy może pomóc Program ma realizować Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Zdaniem Krajewskiego należy także uporządkować kwestię zewnętrznych kontroli w schroniskach. A także używania przez osoby związane z różnymi organizacjami mundurów przypominających mundury państwowych inspekcji. – Każdy, kto ma wiedzę, że są zwierzęta, którym dzieje się krzywda, ma obowiązek poinformować odpowiednie służby. Powinien też mieć prawo do wejścia z tymi służbami na kontrolę. Ale nie może być samowolnych kontroli – zaznaczył minister. Główny Lekarz Weterynarii Paweł Meyer poinformował, że lekarze powiatowi weterynarii wciąż prowadzą niezapowiedziane kontrole w schroniskach dla zwierząt w całej Polsce. Także w związku z trudnymi warunkami pogodowymi. – Do dziś przeprowadziliśmy 430 takich kontroli. W 50 przypadkach stwierdziliśmy nieprawidłowości. Wydaliśmy zalecenia i podmioty prowadzące schroniska na bieżąco wypełniają te zobowiązania – przekazał. Modelowo w Pudwągach Burmistrz Kętrzyna Karol Lizurej zaznaczył, że schronisko w Pudwągach to „modelowy przykład, jak powinna działać tego typu placówka”. – Schronisko prowadzone jest przez miasto Kętrzyn poprzez spółkę miejską. Placówka ma podpisane umowy z 29 gminami. Pracownicy traktują swoje zajęcie jak misję. Kadra kształtowała się przez kilka lat. Dzisiaj możemy śmiało powiedzieć, że żadnej wizyty się nie boimy – stwierdził samorządowiec. Dodał, że wszystkie budy są docieplone. Koszt utrzymania jednego psa w ubiegłym roku wynosił około 25 złotych dziennie. – My nie jesteśmy nastawieni na zysk. Wierzę głęboko, że są prywatne schroniska, które robią naprawdę dobrą robotę. Ale z logicznego punktu widzenia każda prywatna inicjatywa skierowana jest na zysk. W efekcie ten zysk często jest kosztem naszych małych przyjaciół – zaznaczył burmistrz Lizurej. Źródło: Radio Olsztyn
-
Fundacja Krzykosiaki - Psy w Potrzebie
bunia2010 replied to bunia2010's topic in Fundacje i stowarzyszenia
-
Fundacja Krzykosiaki - Psy w Potrzebie
bunia2010 replied to bunia2010's topic in Fundacje i stowarzyszenia
Fundacja Krzykosiaki - Psy w Potrzebie Ostatnie tygodnie pokazały, jak ważna jest przejrzystość i uczciwość w miejscach, które opiekują się zwierzętami... Dlatego niezapowiedziana wizyta Policji i Inspekcji Weterynaryjnej w Krzykosiakach była po prostu potwierdzeniem codziennej pracy:) Kontrola zakończyła się bez żadnych zastrzeżeń Inspektorzy weszli i zobaczyli Krzykosiaki dokładnie takie, jakimi są na co dzień. Dla nas to nie jest zaskoczenie, bo wiemy ile serca Zbyszek wkłada w to miejsce. Tutaj każdy pies ma imię, swoją historię i indywidualne podejście! I tak zawsze było i będzie:) _________________________________________ jeśli chcielibyście wesprzeć Nyguski można zrobić to na parę sposobów: Zbiórka i wsparcie online: www.ratujemyzwierzaki.pl/fundacjakrzykosiaki Konto fundacji: Fundacja Krzykosiaki – Psy w Potrzebie 39 1090 1203 0000 0001 3269 3116 Adres do wysyłki karmy (zwłaszcza mokra, cały czasbardzo potrzebna) Fundacja Krzykosiaki – Psy w Potrzebie Krzykosy 52 62-650 Kłodawa tel. 605 05 25 25 -
Fundacja Krzykosiaki - Psy w Potrzebie
bunia2010 replied to bunia2010's topic in Fundacje i stowarzyszenia
Słowa pani Beaty to najpiękniejszy dowód na to, że szczerość i rzetelna praca z psiakami zawsze się obronią:) Trudno przejść obojętnie obok wszystkich newsów o tym co się dzieje w niektórych schroniskach... widzimy, ile brudu wypływa i jak bardzo podważa to zaufanie do tych, którzy chcą pomagać zwierzętom... Jak wiecie Zbyszek wkłada całe serce w to, żeby każdy pies był zdrowy, zaopiekowany i trafił do najlepszego możliwego domu Pilnuje osobiście każdego badania, chipowania, leków czy etapów adopcji. Tu nie ma decyzji na szybko, czy dróg na skróty. Jest odpowiedzialność, uczciwość i realna troska o każde życie. Dziękujemy za zaufanie i wsparcie. To teraz naprawdę ważne https://www.facebook.com/share/r/1BsrZ7EDws/ -
To miejsce to czyste dobro Przyjeżdżają tu psy po ciężkich przejściach – porzucone, zagubione, nieraz uznane za „trudne”… a Zbyszek potrafi przywrócić im wiarę w ludzi. To człowiek, który oddał życie psiakom i naprawdę ma złote serce Jego historię i Krzykosiaki możecie zobaczyć w poruszających reportażach na YouTube. I teraz… potrzebujemy Waszej pomocy. Razem działamy dla Krzykosiaków, a zbieramy na: wymianę najstarszych, ocieplanych bud, opał, karmę. Możecie pomóc na kilka sposobów: Kupując karmę na stronie naszego partnera @zooexpress.pl Zróbcie tam zakupy, jako miejsce dostawy wpiszcie adres sklepu oraz odbiorcę „Wujek”, a w kod rabatowy wpiszcie „Wujek”: WUJEK DOBRE SERCE Ul. Kartuska 493 80-298 Gdańsk Zostawiając karmę w salonach @blackrazorbarbergdansk – na Chełmie i we Wrzeszczu (Garnizon). Wpłacając na zrzutkę Fundacji Krzykosiaki: https://www.ratujemyzwierzaki.pl/fundacjakrzykosiaki Z całego serducha dziękuję każdemu, kto dorzuci choć małą cegiełkę. Wierzę, że razem wywołamy jeszcze wiele psich uśmiechów. Karmę zawieziemy do Przytuliska jeszcze przed świętami. RAZEM MOŻEMY WIĘCEJ
-
DIOZ (Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt)
bunia2010 replied to bunia2010's topic in Fundacje i stowarzyszenia
Prawda o DIOZ 2.0 Od lat w Polsce funkcjonuje określony model tzw. odbiorów interwencyjnych zwierząt, którego prekursorem był Bielawski. Model ten polegał na masowym odbieraniu zwierząt często na podstawie wybiórczych ocen, presji medialnej lub emocjonalnych narracji, a następnie umieszczaniu ich w miejscach, które, jak dziś widać, zapewniały warunki obiektywnie gorsze niż te, z których zwierzęta zostały odebrane. Praktyka ta została nie tylko utrwalona, ale wręcz rozwinięta przez jego kontynuatorów. Kuźmiński jest bezpośrednim „uczniem” tego systemu stosującym te same mechanizmy, lecz działającym na znacznie większą skalę i dysponującym nieporównywalnie większymi środkami finansowymi. Paradoksalnie, mimo tych zasobów, ujawnione obecnie materiały pokazują skalę zaniedbań, która nie znajduje żadnego racjonalnego usprawiedliwienia. Nagrania i dokumentacja wskazują na karmę walającą się w warunkach sprzyjających pleśnieniu, obecność szczurów i robactwa, przeterminowane leki pozostawione bez utylizacji oraz zamrażarki wypełnione setkami kilogramów zwłok zwierząt. Skala ta ponad 300 kg martwych ciał całkowicie podważa narrację o skutecznej pomocy i trosce o dobrostan zwierząt. Jednocześnie te same organizacje prowadziły intensywne zbiórki finansowe na „leczenie” i „utrzymanie” zwierząt, co rodzi fundamentalne pytanie o rzeczywisty cel tej działalności. Coraz wyraźniej widać, że zwierzęta stały się narzędziami do generowania emocjonalnych przekazów i maksymalizowania wpływów finansowych. Im bardziej drastyczne nagranie, im głośniejsza narracja o „ratowaniu”, tym większy strumień pieniędzy niezależnie od tego, co faktycznie działo się z odebranymi zwierzętami później. W tym mechanizmie szczególnie bulwersujące jest niszczenie osób prywatnych. Ludzie, którzy leczyli zwierzęta, opiekowali się nimi i często znaleźli się jedynie w przejściowo trudnej sytuacji życiowej z powodu choroby, problemów finansowych czy zdarzeń losowych byli publicznie stygmatyzowani, przedstawiani jako patologie, dewianci, a nawet przypisywano im najcięższe, absurdalne zarzuty. Każdy pretekst stawał się wystarczający do odebrania zwierząt, nawet z warunków obiektywnie dobrych, o ile tylko można było zbudować krzykliwy, emocjonalny przekaz. Nie sposób jednak pominąć jeszcze jednego, kluczowego elementu tej układanki odpowiedzialności mediów. Jako inicjatywy i środowiska takie jak Prawda o zwierzętach, Ekopatologia czy Czarna Lista Organizacji Prozwierzęcych przez lata alarmowaliśmy o tych mechanizmach, o nadużyciach, o systemowej patologii odbiorów interwencyjnych. Wielokrotnie zwracaliśmy się do redakcji z prośbą o uwagę, o weryfikację narracji, o rzetelne dziennikarstwo zamiast bezrefleksyjnego powielania emocjonalnych materiałów. Byliśmy ignorowani, marginalizowani lub sprowadzani do roli niewygodnych krytyków. Dopiero dziś, gdy „klocki się rozsypują”, gdy wychodzą na jaw drastyczne fakty, temat nagle staje się medialnie atrakcyjny. Tyle że to, co dziś szokuje opinię publiczną, nie wydarzyło się wczoraj. To efekt wieloletniego milczenia, braku weryfikacji i przyzwolenia na budowanie fałszywych autorytetów pod parasolem medialnej aprobaty. Jeśli media chcą dziś mówić o prawdzie, muszą uczciwie przyznać, że ostrzeżenia były. Odpowiedzialność za obecną sytuację nie spoczywa wyłącznie na osobach i organizacjach, które ten system stworzyły i wykorzystywały, lecz również na tych, którzy przez lata nie chcieli patrzeć im na ręce. Sensacja po fakcie nie zastąpi rzetelności wtedy, gdy można było zapobiec tragedii.