-
Posts
292 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by bunia2010
-
Dramat zwierząt pod Wieliczką. Psy i koty odebrane z pseudohodowli, policja wszczęła postępowanie Policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Wieliczce ujawnili poważne nieprawidłowości w opiece nad zwierzętami na jednej z posesji w gminie Wieliczka. W wyniku interwencji zabezpieczono 33 psy różnych ras oraz 6 kotów. Sprawa ma charakter rozwojowy, a funkcjonariusze wszczęli postępowanie w kierunku znęcania się nad zwierzętami. Do kontroli doszło w czwartek 29 stycznia. Jak informuje policja, dzielnicowi zdecydowali się sprawdzić posesję ze względu na wcześniejsze sygnały o nieprawidłowościach związanych z utrzymywaniem zwierząt w tym miejscu. Na terenie nieruchomości przebywało około 100 psów, z czego blisko 50 na zewnątrz budynków. Na miejsce wezwano m.in. pracowników Powiatowego Inspektoratu Weterynarii oraz przedstawicieli Urzędu Miasta i Gminy Wieliczka. – W związku z ujawnionymi nieprawidłowościami, które mogą nosić znamiona znęcania się nad zwierzętami, Komenda Powiatowa Policji w Wieliczce wszczęła postępowanie z art. 35 ust. 1a ustawy o ochronie zwierząt – poinformował podkom. Paweł Tomasik, rzecznik prasowy Komendanta Powiatowego Policji w Wieliczce. – W wyniku przeprowadzonych działań pracownicy Powiatowego Inspektoratu Weterynarii zabezpieczyli 33 psy różnych ras oraz 6 kotów. Spośród nich 11 zwierząt wymagało pilnej opieki weterynaryjnej i trafiło pod opiekę jednego z krakowskich stowarzyszeń. Pozostałe 28 zwierząt zostało przewiezionych do schroniska na terenie powiatu bocheńskiego – przekazała wielicka policja. Jedną z organizacji zaangażowanych w interwencję jest Schronisko w Borku – Fundacja Straż Obrony Praw Zwierząt, która w mediach społecznościowych poinformowała o dramatycznym stanie odebranych psów i zaapelowała o pomoc na ich leczenie i dalszą opiekę (wpłat można dokonywać na konto: 77 1050 1445 1000 0090 3077 0342). Przedstawiciele schroniska podkreślają, że poza wsparciem finansowym potrzebna jest także pomoc rzeczowa. Najbardziej pilne są obroże dla psów, a także karma, koce i inne podstawowe akcesoria, które pozwolą zapewnić odebranym zwierzętom bezpieczne i godne warunki po dramatycznej interwencji.
-
Mamy Déjà vu. TRAGEDIA PSÓW Z GNOJOWISKA TRWA NADAL. Od kilku lat Animal Patrol przy współpracy z Gminą Wieliczka zajmuje się sprawą pseudohodowli z Wieliczki. 29.01.2026 Policja wkroczyła na posesję w ramach rutynowej kontroli związanej z akcją mrozy...to co ukazało się ich oczom przeszło kolejny raz najgorsze wyobrażenie... wezwali wsparcie: PIW, Inspekcję Weterynaryjną, Straż Miejską. Wszystko zdalnie po godzinach pracy nadzorowała Pani Olga z Urzędu z wydziału Ochrony Środowiska. Objęliśmy opieką zwierzęta z zagrożeniem życia dzięki gotowości ARWET Lecznica Weterynaryjna . Zwierzęta które przejmujemy pod opiekę: 3 spaniele bez grama tłuszczu i nikłą ilością sierści: szkielety pokryte pasożytami, dredami i RANAMI. 1 przerażona shiba przeprasza że żyje 1 cavapoo lub coś w tym stylu (pies jest łysy, ciężko określić) chodzący SZKIELET z licznymi ranami 6 kotów rasy brytyjskiej pogryzione, zapchlone, przerażone, zarobaczone, dredy, wyłysienia i rozdrapane rany. 5 psów rasy DRED (nie znamy tej rasy chyba Goldendoodle - całkowicie dzikie i zadredzone) SZKIELETY pokryte dredami. Choroby dopiero wyjdą.: https://zrzutka.pl/9y87zp Upodlone POTWORNIE śmierdzą i są w ciężkim stanie. Miasto i Gmina Wieliczka pokryje koszty obdukcji, wstepnych diagnostyk i badań czyli na start to co najgorsze ♡!!! W zwiazku z tym że zwierzeta jednak przechodzą pod naszą opiekę nasze koszty około: - testy pcr kotów - 6x echo serca - sterylizacja/kastracja 16 zwierząt - utrzymanie /karma/ żwirek i ewentualnie dalsze leczenie chorób niezdiagnozowanych a jak wiemy rasowych zwierzęta lubią chorować.. Ale przed nami miesiące walki o psychikę Dredów Wesprzyj tą walkę. Przy takiej ilości zwierząt nie będzie łatwo i szybko. xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx 23 psy zostały zabezpieczone w Schronisko w Borku- Fundacja Straż Obrony Praw Zwierząt na podstawie współpracy z Gmina Wieliczka Dodatkowo dziękujemy ogromnie Vet4U za wsparcie fizyczno/lekarskie. Dredy są całkowicie wystraszone i były agresywne a cała akcja wywozu trwała po zmroku. Bez ich pomocy wydobycie psów by się nie odbyło- psy bały się też oprawców. A tak było w tym miejscu 4 lata temu. https://facebook.com/events/s/wyrwane-z-gnoju-owczarki-pozna/1109077863297086/ nic się nie zmieniło Najbardziej dobija fakt, że to się NIE kończy. Na miejscu pozostało blisko 150 zwierząt ... I w tej sprawia już od lat działa niezawodne @Animal Patrol https://www.facebook.com/share/p/1FtiZk3Yzb/ Dziękujemy za gotowość transportu podczas gdy my byliśmy w pracy: Anetce, Moni, Karolina Godyń i Zuzu ♡♡♡
-
Czarna Lista Organizacji Prozwierzęcych Fundacja Mondo Cane kłamie - ciąg dalszy Dla przypomnienia: po 4 latach nieustannej nagonki na właścicielkę psów, jedna z aktywistek biorących udział w "zabieraniu" jej zwierząt dostarczyła do sądu nagranie, które zaprzecza niemal całej narracji prowadzonej przez Fundację Mondo Cane. Prolog tej historii jest w poprzednim poście, zachęcam do przeczytania. I chciałbym, żeby nagranie dotarło do hodowców oraz osób opiekujących się większą liczbą zwierząt. Bo przecież co ja tam mogę wiedzieć. Może widoczne poniżej psy są w stanie zagrożenia życia i bytują w warunkach skrajnego niechlujstwa? Niech wypowie się ktoś z doświadczeniem praktycznym. Jestem też ciekaw czy/jak oni obroniliby się, gdyby cały zastęp działaczek jakiejś organizacji złożył tak jednoznaczne i zbieżne ze sobą zeznania przeciw nim. W mojej skromnej opinii to jest najważniejszy "wyciek" jaki nastąpił w tym patologicznym środowisku od dawna. Bo nie dotyczy pierwszej z brzegu organizacji, a takiej która od lat (z nieznanych mi przyczyn) cieszy się ogromnym wsparciem polityków i prokuratorów. Ale do nich jeszcze dojdziemy. --- Ze strony technicznej: - materiałów jest oczywiście więcej, ale nie ja będę decydował co publikować, a co pokazać dopiero w sądzie. W końcu te sprawy nadal się toczą a ja nauczyłem się już nie wychodzić przed szereg. Niech Fundacja ma jakąś niespodziankę. - zarówno nagrania, jak i treść zeznań, to zasoby Fundacji, więc ta nie może im zaprzeczyć. Zeznania są cytowane dosłownie, co do przecinka. Mogę dodać do nich daty i nazwiska, jakby ktoś chciał się wyprzeć. Aktywistki twierdziły, że zostały wpuszczone- nagranie pokazuje, że przechodzą przez (już wewnętrzny) płot. Mówiły, że tam był "dywan z odchodów", nagranie temu zaprzecza. I tak dalej, i dalej, i niestety dalej. - wideo jest w wysokiej rozdzielczości, którą FB automatycznie zniweluje. Można za to robić stopklatki a te z kolei pozwalają na ocenę czy pies wskazany jako posiadający ranę faktycznie ją miał (spoiler: nie miał, widać go na scenie przy schodach), lub czy ten, który miał być cały w odchodach był brudny jakkolwiek. Słowem: cała narracja Fundacji posypała się jak domek z kart. Choć w sumie niektórzy wiedzieli od dawna, że ta cała akcja to lipa. Teraz powinni wiedzieć wszyscy. --- I jeszcze refleksję mam. Jeżeli 10-ciu aktywistów zgodnie zezna, że miałem wszędzie w domu- za przeproszeniem- nas*ane, a ja powiem, że to nie jest prawda, to komu uwierzy policja, prokuratura i sąd? Bo żeby ufać w nieomylność czy bezstronność wymiaru sprawiedliwości to przecież lat można mieć maksymalnie dwanaście. Jeżeli przy 10-ciu psach, któryś szczeniak faktycznie narobi mi na podłogę, a ktoś sfotografuje kupę z 10-ciu różnych ujęć, to dam radę przekonać publikę, że to jest jedna i ta sama kupa? Bo, że internetowa gawiedź prezentuje g*wniany poziom nie znaczy przecież, że faktycznie zna się na odchodach (lub chociaż ich zdjęciach). A jeżeli jakaś organizacja "prowadzi" 10 różnych spraw, a w jednej z nich można jej udowodnić czarno na białym (albo raczej brakiem ciemno-brązowego na jasno-brązowym), że zwyczajnie kłamie, to jaka jest pewność, że w pozostałych 9-ciu sytuacja jest inna, i w nich na pewno zeznawano samą prawdę i tylko prawdę? Bo moim zdaniem takiej pewności nie ma. --- Ciąg dalszy nastąpi, ponieważ ta jedna sprawa to materiał na książkę. Niespodzianki dla Fundacji również przewidziano. A gdyby w międzyczasie ktoś chciał wesprzeć projekt śledzenia tych krzywych akcji to będę niezmiernie wdzięczny. Tutaj link: https://buycoffee.to/czarnalistapro
-
Ekopatologia Kolejna część inwencji twórczej grupy #mondocane. W tym maratonie bije rekordy niejaka Śniecikowska. Oszust naczelny, pobiła nawet królową madkę w boju. Na Czarna Lista Organizacji Prozwierzęcych całość tej urzekającej historii. U mnie tylko fragmenty, odsyłam zatem do tekstu Listy. A poniżej - złożenie fałszywego zawiadomienia o popełnionych przestępstwach. Przypomnijmy nie jednym, a dwóch (umierający wyżeł, leżący w cierpieniu, nie wstawał, nie reagował). Tak, wyżeł był chory i skonfrontujemy jeszcze tą rzeczywistość - faktyczna przyczyna choroby. A jaki był ten stan zarzutów groomerskich - bajka się rozsypała. - herszt grupy przestępczej, która wtargnęła na posesję (193kk) - niejaka Kuberek, twierdzi, że na teren grupę ratowaczy wpuszczono . Kłania się nie tylko wtargnięcie, ale i składanie fałszywych zeznań. - gwiazdy, w tym jedna podająca się za biegłą i kolejna rzekomo doświadczony dwudziestoletni lek.wet., przeszły siebie w konfabulacji. Tak bardzo chciały udowodnić ZASRANE mieszkanie, że ilość gówna rosła wprost proporcjonalnie do kolejnosci zeznań. Lek.wet jako naczelny mitoman ustalający zeznania ze Śmietnikowska, widział nie 5szt klocków czy może 2szt. ONA WIDZIAŁA DWA CENTYMETRY ZASCHNIĘTEJ WARSTWY NA CAŁEJ POWIERZCHNI mieszkania. Zaschnięta skorupa łajna ... No i ten fetor - od tych gówien oczywiście ... A mnie nadal interesuje czy ten herszt- pasztet Kuberka była tak głodna, że urzędowała w lodówce przez całą interwencję, czy to zachowanie kompulsywne kolejnego oszołoma z zerwanym beretem. Poniżej częśč filmu z interwencji u Magdy D., kobiety na punkcie, której Śmietnikowska ma obsesję. Autor: CLOP. TERAZ ROZUMIECIE jaki był cel nadzierania paskudnej gęby do PK, zeby uruchomić umorzone prawomocnie postępowania, bo PR gubi ich materiały? Ależ jesteśmy gwiazdy w ich posiadaniu, PR i Sąd juz pewnie też Nic nie poginęło gwiazdy, a jak pięknie obnaza waszą działalność przestępczą CzarnaPolewka i Napsitemat.pl coś dla Was. Odsyłam do felietonu Czarnej Listy, moje hejterskie serduszko przy takim szczycie squrwysyństwa i niszczeniu ludziom i ich zwierzętom życia pozwala mi jedynie na ulanie jadu. VIDEO: https://www.facebook.com/share/v/1M1ipXkSbQ/
-
Czarna Lista Organizacji Prozwierzęcych Dzień dobry i proszę o chwilę uwagi, bo to będzie długie, ale jednocześnie jest bardzo ważne. Że aż powstrzymam się od infantylnych żartów czy wątpliwej jakości sarkazmu. Tym razem "wyciek" będzie dotyczył organizacji, która jest dobrze umocowana w sferach politycznych, z niezłymi kontaktami w prokuraturach (z tą generalną włącznie), a której przeważającą częścią działalności jest "walka" w sądach. Zresztą, nawet ich zrzutka ma tytuł "czynimy sprawiedliwość", czy jakoś tak, gdzie punktują kogoż to nie skazali tym razem. Chodzi o Fundację Mondo Cane, i zanim ten wątek się skończy będzie ona musiała zmienić nazwę na #FundacjaMocnoKłamie, żeby mieć coś wspólnego z rzeczywistością. Mówi się, że zanim prawda ubierze buty to kłamstwo zdążyć okrążyć świat. Rzadziej wspomina się, że zdąży też zniszczyć komuś życie, bo tak sobie zażyczy grupa aktywistek. Ale do tego jeszcze dojdziemy. Rozkład jazdy jest taki, że w tym poście opisuję historię, w kolejnych wrzucam materiały. Od zeszłego piątku są one znane Fundacji, więc jeśli tylko zechce się do nich odnieść to droga wolna. Choć oczywiście przysługuje jej prawo do zachowania milczenia, co gorąco polecam. --- Historia jest taka: Dawno, dawno temu, a właściwie w roku 2019. Za górami, lasami a nawet za Poznaniem, miejsce miała tak zwana "interwencja". Fundacja Mondo Cane zabrała z hodowli zrzeszonej w Związku Kynologicznym (a zarazem hotelu dla zwierząt) kilkanaście rasowych psów. I już na wstępie niektórzy mieli wątpliwości, że zabrano tylko psy rasowe, zostawiając kundelki na miejscu, ale to niuanse. Część psów udało się odzyskać poprzez prokuratorskie nakazy przeszukań u członków Fundacji (czy tam w ich Domach Tymczasowych), reszta do dziś jest przedmiotem różnych postępowań. Zarząd Fundacji otrzymał zarzuty przywłaszczenia zwierząt, ale szybciutko je wycofano, bo przecież mowa o nie-byle-kim. Rozpoczęła się batalia sądowa... Sprawy rozdzielono na dwie części. Pierwsza dotyczyła jednego psa, który to miał być "głodzony", jak krzyczały aktywistki gdzie tylko się dało, od Gazety Wyborczej po Parlamentarny Zespół Przyjaciół Zwierząt, a druga dotyczyła pozostałych psów, które to miały przebywać w warunkach skrajnego niechlujstwa, czy tam być bardzo zaniedbane. Pierwsza sprawa zakończyła się uznaniem właścicielki zwierząt winną. Tylko nie żadnego głodzenia a "zaniechania leczenia". W końcu pokazywano zdjęcia przeraźliwie chudego psa i opowiadano, że on praktycznie umierał. Druga sprawa przeciw właścicielce została dwukrotnie umorzona, ale po interwencji Prokuratury Generalnej wróciła na wokandę. Polskie przepisy przewidują coś takiego, gdy pojawiają się nowe dowody, a tutaj, choć nic nowego nie pokazano, ktoś "tam na górze" uznał za stosowne przeciągnąć właścicielkę psów przez jeszcze jeden sąd. Witam w Polsce. W toku wszystkich postępowań- tzn. w urzędzie miasta, na policji, w prokuraturze i w sądzie aktywistki złożyły szereg zeznań. W podobnym tonie wypowiadały się w mediach społecznościowych, gazecie wyborczej a nawet w liście do Zbigniewa Ziobro. Zeznania te były, jak to się mówi w prawniczej nomenklaturze, spójne i logiczne. Rzekłbym, że aż zbyt spójne w niektórych elementach. Całość zmierzała do kolejnego skazania właścicielki zwierząt, aż tu nagle... następuje zwrot akcji. Otóż jedna z aktywistek biorących udział w tej "interwencji" zeznała, w uproszczeniu coś takiego: "no dobra, to wszystko była ściema, sorry". Oczywiście użyła innych słów, ale tak brzmiał przekaz. Pani Prokurator źrenice rozszerzyły się jak 5-złotówki i bardzo się zdenerwowała. Wszak to świadek oskarżenia jest, a właśnie powiedział, że cała ta akcja to było odgórnie ustalone oszustwo. Nikt nie wnikał, czy niepokorny świadek poszedł po rozum do głowy, czy może popadł w konflikt z resztą Fundacji albo zwyczajnie sumienie go ruszyło. Nawróconej aktywistce postawiono zarzuty składania fałszywych zeznań. W Fundacji znów wystrzeliły korki od szampana, bo przecież udało się uciszyć kolejną nieprzychylną im osobę. I pewnie na tym cały proces zakończyłby swój bieg, gdyby nie drugi zwrot akcji. Taki niepodważalny. Na pewno ważniejszy niż czyjeś słowa. Otóż niepokorna aktywistka na potwierdzenie swoich zeznań dostarczyła... nagranie z całej "interwencji". Z niego z kolei wynika, że ona jako jedyna z tego grona powiedziała (ostatecznie, ale jednak) prawdę. Miał być dywan z odchodów, była ponoć jedna kupa (ja tam żadnej nie widzę). Miał być pies z raną na dupie, pies wystawił dupę do obiektywu w wysokiej rozdzielczości i nie miał żadnej rany, nawet ta nieszczęsna wyżlica, co to miała nie umieć podnieść głowy z zagłodzenia wygląda zupełnie inaczej. Słowem: Fundacja i jej poplecznicy kłamali. I żeby jeszcze robili to w Internecie, to przecież tutaj każdy może, ale oni składali te zeznania "pod przysięgą". I zaprzęgnęli sobie do pomocy bardzo ważnych ludzi, których z nieukrywaną przyjemnością będę tu wymieniał z nazwiska, co by mieli okazję poświecić oczami. Stay tuned, bo szambo wybiło. I kłamstwo wcale nie ma krótkich nóg- to konkretne przez 4 lata chodziło sobie po prokuraturach i sądach robiąc przerwy jedynie na znęcanie się nad niesłusznie oskarżoną właścicielką zwierząt. --- Co dalej? Postępowania sądowe będą toczyły się swoim torem, choć nawet wiedząc jakie cuda potrafi wyczyniać wymiar rzekomej sprawiedliwości chyba nie ma innego wyjścia niż uniewinnienie właścicielki zwierząt. A my sobie usiądziemy wygodnie, żeby wspólnie obejrzeć tutaj nagranie z "interwencji" Fundacji Mondo Cane i skonfrontujemy je z relacją i zeznaniami aktywistek. Dla mnie czysta przyjemność, skromnemu gronu czytelników tej strony również powinno się spodobać. Bo tylko prawda jest ciekawa. --- Ja to bym najchętniej usiadł wygodnie, ale ze skrzynką piwa. Na wypadek gdyby aktywistki postanowiły uruchomić starą modłę, że to pewnie spisek lobby futrzarskiego na usługach myśliwych pracujących w rzeźniach pseudo-hodowli psów, czy jak im tam zwykle synapsy się kleją. Jak na złość żadne lobby nigdy nie zechciało mnie sponsorować, więc zostawiam link do mojego serwisu kawowego i z góry wielkie dzięki -> https://buycoffee.to/czarnalistapro CDN...
-
Ruch Ludzi - Prawa Zwierząt · Kiedy ktoś ma wpływ na tworzenie prawa, a jednocześnie stoi za projektami szkodliwymi dla zwierząt – mamy obowiązek o tym mówić. Głośno. ------------------------------ Dzisiaj kilka faktów o fundacji Mondo Cane i jej władzach. 1. Kim jest Katarzyna Śliwa-Łobacz – autorka patologicznego projektu „STOP łańcuchom, pseudohodowlom i bezdomności”? Prezeska Mondo Cane Współautorka nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt z 2011 r. i 2015 r. # Od lat związana z Parlamentarnym Zespołem Przyjaciół Zwierząt przy pośle Pawle Suskim # Osoba realnie wpływająca na kształt złego prawa, obowiązującego do dziś # A dziś – uczestniczka prac Komisji Nadzwyczajnej ds. Zwierząt, która opiniuje projekty ustaw dotyczących zwierząt -------------------- To oznacza, że osoba odpowiedzialna za wcześniejsze błędne regulacje, ponownie współtworzy kolejne rozwiązania prawne. I znów – te rozwiązania nie służą zwierzętom. A tak pisała 29 kwietnia 2021 roku w publicznym poście: „Życie poświęcę i was zaoram. Wszystkich bez wyjątku. I wielu mi pomoże. Nie wiecie jak wielu i jak wpływowych.” Deklaracja, która z ust osoby mającej dostęp do procesu legislacyjnego brzmi jak zapowiedź walki politycznej, nie pomocy zwierzętom. ------------------------------- 2. Skąd te „wpływy”? Tu pojawia się nazwisko znane wszystkim. Wiceprezeską Mondo Cane jest Anna Chodakowska – aktorka, która od lat utrzymuje regularny kontakt z Jarosławem Kaczyńskim, także w sprawach ustaw dotyczących zwierząt. To nie opinia. To jej własne słowa dla WP: „Rozmawiam z nim czasem o ustawach, głównie mailowo.” Chodakowska: popierała Kaczyńskiego publicznie, była członkiem jego komitetu wyborczego, a media od lat opisują ją jako osobę mającą wpływ na prezesa w sprawach dotyczących zwierząt. A skoro Chodakowska jest wiceprezeską Mondo Cane, a jej prezeska zasiada dziś w Komisji Nadzwyczajnej ds. Zwierząt, to ten układ tłumaczy: skąd fundacja miała tak szerokie wejście do Sejmu, dlaczego mogła współtworzyć poprzednie szkodliwe nowelizacje, -------------------------- 3. Dlaczego to ważne? Bo projekt „STOP łańcuchom…” przedstawiany jako „prozwierzęcy”, w rzeczywistości: X nie uderza w źródła bezdomności, X nie ogranicza patologii pseudohodowli, X cementuje błędy poprzednich ustaw, X a przede wszystkim – daje wpływ na prawo tym samym osobom, które przez lata je psuły. Kiedy ktoś deklaruje publicznie, że „zaorze wszystkich” i ma „wpływowych pomocników”, a jednocześnie zasiada w komisji tworzącej prawo — to nie jest działanie dla zwierząt. To jest budowanie politycznego układu, który blokuje dobre projekty i utrwala patologie. ------------------------ Naszym obowiązkiem jest pokazywać te powiązania. Bo zwierzęta nie mają głosu. A złe prawo – niestety – ma twarze. Dziś je widzimy.
-
INFORMACJA dotycząca nielegalnego schroniska w Kuflewie Szanowni Państwo, Wydarzenia ostatnich dni w Sobolewie dotyczące zamknięcia schroniska dla zwierząt wywołały u nas po raz kolejny dyskusję i zapytania, co dalej z nielegalnym schroniskiem dla zwierząt w Kuflewie, w którym obecnie może znajdować się nawet 250 szt. zwierząt. Jak już wielokrotnie informowałem, schronisko w Kuflewie jest prowadzone przez stowarzyszenie bez zezwolenia, które na podstawie ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach wydaje burmistrz Mrozów. Zarządzający nielegalnym schroniskiem nigdy nie starali się o uzyskanie zezwolenia. Być może dlatego, że w obecnej lokalizacji jest to niemożliwe ze względu na niespełnienie warunków rozporządzenia Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z 2004 roku oraz uchwały Rady Gminy Mrozy z 2013 roku w sprawie wymagań, jakie powinny spełniać lokalizacje schronisk dla zwierząt. Prowadzący „schronisko” na stawiane zarzuty lawirują w swoich odpowiedziach, że nie jest to schronisko tylko szpital lub pogotowie dla zwierząt, na co z kolei powinno być wydane stosowne zezwolenie Inspekcji Weterynaryjnej, czego też nie ma, a wręcz jest stwierdzenie o jego nielegalnym prowadzeniu działalności. Oceniając jednoznacznie, że prowadzona działalność jest nielegalna, a w konsekwencji grozi również gminie znacznymi kosztami likwidacji skupiska zwierząt, jako potencjalnie poszkodowany złożyłem w dniu 6 września 2021 roku zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa do Policji i Prokuratury. Po licznej korespondencji z Prokuraturą pismem z dnia 29 lutego 2024 roku dowiedziałem się, że do Sądu trafił akt oskarżenia przeciwko kilku osobom i postępowanie jest w toku, co rokowało, że sprawy idą w dobrym kierunku. Z dużym zaskoczeniem w kwietniu 2024 roku dowiedziałem się w rozmowie z Inspekcją Weterynaryjną, że sprawa w Sądzie toczy się bez udziału gminy Mrozy. Zareagowałem niezwłocznie wnosząc do Sądu wniosek o nadanie gminie statusu poszkodowanego, a w dalszej kolejności oskarżyciela posiłkowego. Na złożony wniosek Sąd w drodze postanowienia z dnia 19 kwietnia 2024 roku odmówił udziału gminy Mrozy w prowadzonym postępowaniu uzasadniając tym, że sprawa toczy się w zakresie zadań będących w kompetencji Inspekcji Weterynaryjnej, a nie zadań gminy wynikających z ustawy o ochronie zwierząt i ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach. Mając odpowiedź z Sądu, z której wynikało, że w trakcie prowadzonego postępowania nie jest rozpatrywana najważniejsza cześć naszego zawiadomienia dotycząca nielegalnego schroniska, pismem z dnia 27 maja 2024 roku zwróciłem się po raz kolejny do Prokuratury o udzielenie informacji o sposobie rozpatrzenia mojego zawiadomienia, bo z treści postanowienia Sądu wynika, że najważniejszy wątek dotyczący utworzenia nielegalnego schroniska został zupełnie pominięty w akcie oskarżenia. Na skierowane pismo nie otrzymałem do dnia dzisiejszego odpowiedzi. Z powtórnym zawiadomieniem Prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez stowarzyszenie postanowiłem zaczekać do zakończenia toczących się dwóch postępowań sądowych, pierwsze z wniosku Prokuratury, drugie z powództwa cywilnego sąsiadów nielegalnego schroniska. Informuję również, że inspekcja weterynaryjna prowadziła kontrole w zakresie dobrostanu zwierząt i dotychczas nie zgłosiła konieczności podjęcia interwencyjnego zabezpieczenia zwierząt, co byłoby obowiązkiem gminy Mrozy. Wszczęcie postępowania w trybie administracyjnym przez burmistrza może być skuteczne jak zostanie ostatecznie zdefiniowany status miejsca, czy jest to schronisko podlegające procedurom ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach z obowiązkami burmistrza, czy placówka medyczna, podlegająca ustawie o weterynarii z obowiązkami Inspekcji Weterynaryjnej. Temat jest bardzo trudny, bo ewidentnie występuje tu przemieszanie słusznych racji prawdziwych przyjaciół zwierząt z ewidentnym łamaniem prawa i naruszaniem dóbr osób trzecich przez podmioty, które nie zawsze mają dobre intencje. Mam nadzieję, że obecne nagłośnienie sprawy spowoduje przyspieszenie prowadzonych postępowań oraz z zadowoleniem przyjmuję zaangażowanie Starosty Mińskiego, który podejmuje działania w ramach Powiatowego Zespołu Zarządzania Kryzysowego, bo jest to właściwy podmiot do podejmowania interwencji w tej sprawie. Z poważaniem, Dariusz Jaszczuk – burmistrz Mrozów Źródło: https://mrozy.pl/aktualnosci/informacja-dotyczaca-nielegalnego-schroniska-w-kuflewie.html
-
Nielegalne schronisko w powiecie mińskim? Nielegalne schronisko na terenie powiatu mińskiego? Po głośnym zamknięciu schroniska „Happy Dog” w Sobolewie odbyła się tam pilna narada służb. Jak informuje starosta miński Remigiusz Górniak, funkcjonujący azyl dla wielu zwierząt nie widnieje w żadnym rejestrze, choć o jego działalności wiedziała m.in. policja. – Placówka działa bezkarnie. Unika kontroli, dlatego że jest po prostu niezarejestrowana – wyjaśnia Górniak. Więcej na RDC: https://web.rdc.pl/aktualnosci/minsk-mazowiecki/nielegalne-schronisko-mrozy-powiat-minski-sobolew-happy-dog-schronisko-zamkniete-protest_lzNNJO53I2U9XGPrMZHr Będzie kontrola w azylu dla zwierząt w Kuflewie. „Działa na granicy prawa” W najbliższy piątek odbędzie się wizytacja w azylu dla zwierząt w Kuflewie (pow. miński) – zdaniem starosty Remigiusza Górniaka, miejsce to działa „na granicy prawa” i nie widniejąc w żadnym rejestrze, unika kontroli. – My nie prowadzimy schroniska. Wpuszczamy jednak inspekcję weterynaryjną – mówi Grzegorz Bielawski, wolontariusz „Pogotowia dla Zwierząt”, które prowadzi kuflewski azyl. Więcej na RDC: https://web.rdc.pl/aktualnosci/minsk-mazowiecki/kuflew-nielegalne-schronisko-powiat-minski-pogotowie-dla-zwierzat-azyl_3cfjOLfDFe7NOXWI4JWW
-
Istnieje wiele organizacji pro-zwierzęcych, które biorą pod swoje skrzydła bezdomne, porzucone lub odebrane interwencyjnie zwierzęta, robią dużo dobrego zapewniając im opiekę i szukając ciepłych domów adopcyjnych. Jednak za każdym razem, gdy historia jednego psa lub kota kończy się happy endem i znajduje on nowy, kochający dom, zaraz na jego miejsce pojawiają się dwa kolejne potrzebujące pomocy, to jak studnia bez dna. Dlatego zależy nam na tym, aby rozwiązać problem bezdomnych zwierząt u źródła, czyli żeby ograniczyć ilość bezdomnych zwierząt. Równie ważna jest dla nas naprawa obecnego systemu, chcemy by w schroniskach lub innych miejscach opieki nad bezdomnymi zwierzętami nie dochodziło do tak licznych patologii. Kilka lat temu Tadeusz Wypych zaczął liczyć. Z jednej strony psy, za których wyłapanie zapłaciły gminy, a z drugiej psy przyjęte do schronisk. I wyszło gigantyczne manko. Manko to powiększa się, gdy doliczyć psy, które w niejasnych okolicznościach znikają już na miejscu, w schroniskach. Są placówki, gdzie liczba zaginionych zwierząt sięga 70–80 proc. Przyjęto je, ale ich nie ma. Gdzie się podziały? Na to pytanie nikt nie potrafi precyzyjnie odpowiedzieć. Część ginie w umieralniach, takich jak ta w gminie Krężel, gdzie w działającej pod szyldem przytuliska stodole stłoczono ponad 200 zwierząt- wycieńczonych, chorych, zagłodzonych, przetrzymywanych razem z padłymi już psami. Zdarza się, że hycel odstawia psy do własnego schroniska, które istnieje tylko pod postacią pieczątki. Co z psami? Może je usypia, a może wypuszcza. To się nawet bardziej opłaca, bo można je wyłapać ponownie i znowu zainkasować pieniądze. Schroniska czy umieralnie? Każda gmina jest odpowiedzialna za to, aby zlikwidować problem bezdomnych psów i kotów na swoim terenie. Najczęściej odbywa się to w ten sposób, że urzędnicy gminni płacą jednorazową opłatę za przyjęcie psa lub kota do schroniska z którym podpisali umowę. Nikt jednak nie sprawdza co się z przyjętym już zwierzęciem dalej dzieje i czy otrzymało ono opiekę w ramach tej opłaty. A warto zdać sobie sprawę, że koszt utrzymania bezdomnego zwierzęcia w schronisku to ekonomiczna strata dla jego właściciela. Kliknij tutaj Brak kontroli dobrostanu zwierząt w schroniskach "Schroniska są formalnie traktowane jak zakłady utylizacji. Taki jest ich status prawny. Z żadnego przepisu nie wynika, że w schronisku trzeba opiekować się zwierzętami. Liczą się tylko normy bezpieczeństwa sanitarno – epidemiologicznego.[…] Gdyby nie ślepota urzędników Inspekcji Weterynaryjnej, tych najbardziej drastycznych przypadków dałoby się uniknąć – dodaje prof. Andrzej Elżanowski, zoolog i działacz pro-zwierzęcy" Kliknij tutaj Raport NIK na temat polskich schronisk W 2000 roku na polecenie Głównego Lekarza Weterynarii skontrolowano wszystkie zarejestrowane schroniska. Oto co wykazał raport NIK po owych kontrolach: w 1999 roku w schroniskach przebywało łącznie 91 tysięcy psów i kotów. Średnio co trzeciego psa w schronisku spotykała śmierć, w tych większych schroniskach powyżej 300 zwierząt- średnio co drugiego. Kliknij tutaj Dlaczego skala bezdomności psów w Polsce jest tak duża w porównaniu do większości krajów europejskich? Myśląc o bezdomnych psach często mamy przed oczami obraz polskiej wsi, w której właściciele nie interesują się swoimi pupilami, a te rozmnażają się bez kontroli. Jednak prawda jest nieco inna, bowiem olbrzymią „produkcją” bezdomnych psów w Polsce zajmują się hodowle, a zwłaszcza pseudo-hodowle. Kliknij tutaj Powstanie patologicznego systemu i możliwości jego naprawy Kolejne nowelizacje ustawy o ochronie zwierząt pogorszyły tylko los bezdomnych psów i kotów ponieważ nie brano pod uwagę całości przepisów dotyczących kwestii bezdomnych zwierząt, co skutkowało brakiem spójności i korelacji z innymi przepisami, tworząc coraz bardziej patologiczny system opieki. Kliknij tutaj Przykłady Można pisać i wyjaśniać wiele ale czasami przykład działa o wiele mocniej na wyobraźnię niż dziesiątki słów, dlatego postanowiłam przedstawić dwa konkretnie przypadki- jedne z wielu, które pokazują skutki patologicznego systemu opieki nad bezdomnymi zwierzętami w naszym kraju. Kliknij tutaj
-
Filip Jan Wąs Zauważam pewną prawidłowość. Nieskromnie powiem, że w sprawach zachowań psów, a już na pewno w sprawach agresji psów, jestem uznawany za jednego z lepszych fachowców w tym kraju - to Wasze słowa, nie moje (choć ja się z nimi zgadzam). Na co dzień jednak mam inne odczucia. Ludzie uważają, że zachowuję się nie tak, wyglądam nie tak, te klatki, te psy, na pewno jest odwrotnie. Ludzie bez pojęcia wierzą, że psy z agresji „leczy” telepatia, że to „pewnie wina człowieka”, że „źle wychowany”. Na nic kompetencje, wiedza, nawet logiczne tłumaczenie, bo tłum używa swojego doświadczenia (czyt. żadnego), empatii i obszarów w mózgu odpowiedzialnych za wyobraźnię, co kieruje Was w stronę przyjemności, poczucia bezpieczeństwa i miłego zdania w temacie. A prawda? Po Waszemu - chuj w to. Podobnie jest w sprawie „ratowaczy” zwierząt, którzy w tym roku z zimy zrobili sobie generator zysków (podrąbałem tekst od Czarnej Listy Organizacji Prozwierzęcych). W żadnej innej materii Polak nie pozwoliłby się robić w chuja - czy chodziłoby o jego mieszkanie, samochód, czy o sytuację, gdy część rządu chciała przepchnąć w ustawie fermy wiatrowe czy fotowoltaikę. Tam Polak od razu wyczuwa przekręt. W kwestii zwierząt - nie. Kilka dni temu poseł na Sejm RP powiedział, że polskie psy, a raczej ich wychudzone truchła, są dostarczane do Chin na mięso, co poparły fundacje i celebryci. Ma to taki sens, jak nielegalny wywóz piasku ciężarówkami z Polski na Saharę w celach zarobkowych. A już na pewno do Chin łatwiej byłoby wysłać kontener broni niż mięso z uśpionych psów. W normalnym toku myślenia zdyskwalifikowaliby się w Waszych oczach i już nigdy byście ani na nich nie zagłosowali, ani nie dali im złotówki. Pomyślelibyście, że świry, wariaty, albo chcą swoje ugrać. To tak, jakby mechanik nagle powiedział Wam, że lepiej dodać wody do baku, bo będzie taniej. Każdy uznałby go za wariata, bo każdy wie, że poniesie realne straty. Natomiast straty w sprawach bezdomności psów Was nie dotyczą. Chcecie zysków - zysków w postaci dobra - a wszyscy ci, którzy o tym wiedzą, wykorzystują Wasze potrzeby, podając Wam to na tacy. Ten mechanizm ma nawet nazwę: Okno Overtona. Poczytajcie. Polacy, którzy dziesiątki lat żyją obok schronisk, nagle są zdumieni, że w schroniskach psy żyją na słomie, w kojcach i w budach. Nie słuchają ekspertów, którzy mówią, że cała akcja jest zła, że generalnie psy ukradziono, nie wiadomo, gdzie są, że istnieją setki zbiórek zakładanych na różne fundacje pod tym samym szyldem, a ci, którzy mieli to zrobić „za darmo”, zebrali już miliony złotych na 150 psów. I o te 150 psów jest afera, na której ci powyżej biją kapitał. Tylko że psów w Polsce jest jeszcze 7 999 850, a ja na tych psach się znam. Wiem jak nikt inny, jak reaguje opiekun psa, bo to moja praca. Prowadzę terapie psów i opiekunów na wzór terapii uzależnień. I to, z czego ja leczę ludzi, oni pielęgnują. Z całą świadomością mogę powiedzieć, że przez swoją karierę uratowałem około 150 epickich przypadków, z którymi żadna z tych fundacji ani „specjalistów” nie dała sobie rady. Zrobiłem to trzydzieści razy taniej niż oni, bez choćby procenta uwielbienia - tak dla porównania. Ale ja nie jestem z bajki. Jestem realny, prawdziwy, taki jak Wy. Próbowano mnie dojechać z każdej strony - nie udało się i pewnie będzie próbowane dalej. Trudno. Bardzo lubię ludzi. Nie czuję zawiści ani złości. Nie mam do Was żalu, że dajecie się robić w bambuko. Nie mam żalu o to, że ja nigdy nie wytłumaczyłbym się z jednej takiej akcji jak oni, ani z jednego tak głupio wypowiedzianego zdania. Walczę o Was, o prawdę. Pani Doda zrobiła to dla siebie, nie dla Was. Gdy zaczęła używać szarych komórek i łączyć fakty, że do jej sukcesu podpinają się organizacje, zaczęła myśleć… i ktoś ją uciszył. Zmieniła front, zero gadki o OPP. Niestety rozpoczęła się apokalipsa, w której w dziki sposób oceniane i kontrolowane jest wszystko. Politycy zaczynają przytakiwać, a nikt nie mówi o tym - a raczej bardzo się tego unika - żeby zacząć kontrolować kontrolujących i zrobić z tym porządek. Dlaczego nigdy żadna z tych fundacji nie przyszła do mnie z zapytaniem, prośbą, pomysłem: „zmieńmy to prawo na lepsze dla zwierząt, żeby nie cierpiały”? Wiecie dlaczego? Bo zmieniłbym to prawo na lepsze dla zwierząt, żeby nie cierpiały. A oni tego nie chcą. Chcą chaosu, bezdomności, pełnego koryta. Chcą dalej prowadzić swoje epickie akcje, żeby Was wykorzystywać. A ja jestem, k**wa, po Waszej stronie. Bo kocham te zwierzęta i kocham ludzi. Tylko że o ludziach i psach wiem więcej niż Wy i oni - i to jest nasza szansa. Niedawno miałem napisać artykuł do gazety o tym, jak to się kręci od 2011 roku, ale teraz wszystko tak wiruje, że nie ma kiedy. Może mój syn będzie miał gorsze zabawki, może będę miał mniej klientów, ale będę pisał prawdę. Bo jestem człowiekiem wiary w prawdę, a człowieka wiary nie złamiesz. Zamierzam dotrzeć do Prezydenta Karol Nawrocki Naświetlić mu i wyjaśnić, co i jak w tym kraju się dzieje. Zrobię to. Zmuszę gościa, żeby się ze mną zobaczył i wysłuchał. Skoro tańczył w gabinecie z Peja Slums Attack , to może pogadać godzinę z Wąsem. Zrobię to dla zwierząt i dla Was. A Wy mi w tym pomożecie.
-
Magdalena Dach A ja się odważę. Dlaczego nikt głośno nie powie, kto stworzył tak fatalną UoOZ? Dlaczego nadal nie możemy się doczekać obowiązku znakowania psów z bazą centralną? Kto pozwolił w tamtej Ustawie na trzymanie psów na łańcuchach? Ci sami, co teraz krzyczą "stop łańcuchom"Kto załatwia swoje prywatne sprawy w Sejmie. Naprawdę myślą, że ludzie mają tak krótką pamięć? Mi nie dają zapominać - ja też nie zapomnę. Przez ostatnie lata zostałam bardzo dokładnie wyedukowana jak działa to środowisko. I tam wcale nie chodzi o dobro zwierząt. I proszę na zdjęciu - współtwórcy bubla z 2012 nadal pokazują się w Sejmie i próbują przepchać kolejnego bubla - i mimo, że ogrom specjalistów mowi wprost - zapisy są niezgodne z prawem, tam liczy się jedno - zwiększenie uprawnień dla NGOsów. Mogę tak długo. Mogę się z wieloma aspektami nie zgadzać, ale też mnie zastanawia dlaczego tacy specjaliści jak Agnieszka czy p.Tadeusz nie są zapraszani do tworzenia prawa. ( to pytanie retoryczne - bo ktoś, kto chociaż trochę poznał temat to wie dlaczego) Elżbieta Andrzejewska W schroniskowej branży działam 26 rok. Przerobiłam wiele pomysłów samorządowych, jeszcze więcej rozmów i spotkań, żeby uzdrowić ten dziurawy system. To jest petbiznes, zwierzęta mają się mnożyć i kasa ma spływać. Sterykobusy, który były moim pomysłem, stoją na kółkach, bo Nie Czipowania nie można się doprosić, bo Nie Kastracji, też Nie Bo jak twierdzi PSL, weterynarze nie będą się bogacić. IW i schroniska = patologia. Mamy prowadzić wszystko elektronicznie ale nie ma programu, a on powinien być jeden dla wszystkich schronisk. A kontrolujący nie znają Kliniki XP. w którym akurat ja ewidencjonuje. Umowy adopcyjne albo zobowiązania do opieki, Jeden obowiązujący wzór. Kastracja obligatoryjna, szkolenia dla wetów w schroniskach. Zakaz prowadzenia schroniska jako działaności gospodarczej. Koniec DT, przechowalni, azyli, bez żadnej kontroli. Kary, Kary, Kary. Pierwsza zaczęłam walkę z Wojtyszkami i zapłaciłam najwyższą cenę. I wcale się Dodzie nie dziwię, jak zobaczyła, ten burdel i brak procedur i patologię,
-
Wrota do tego patobiznesu otworzyła ustawa o ochronie zwierząt i nakaz wyłapywania zwierząt oraz umieszczania ich w schroniskach. Tak, obok schronisk miejskich i gminnych, powstały rentowne hyclownie – jak Białogard czy Wojtyszki – którym poświęciłam siedem lat życia: pisząc setki pism, wykonując prawa pokrzywdzonego w sprawie karnej przed sądem, występując na konferencjach – między innymi w NIK i w Sejmie – analizując każdą fakturę i każdy dokument. I chociaż wielkim nietaktem jest radość z powodu czyjejś śmierci, to dzień, w którym dowiedziałam się, że Longin zmarł, był dniem, w którym otworzyłam szampana. Śmietanka i zamykanie schroniska spadły na celebrytów – dla mnie najważniejsze były psy. Przypominam 3000 – ponad TRZY TYSIĄCE psów w jednym miejscu, zoo, ani jednej budy, po 100 psów na jednym wybiegu i ponad 2 500 (dwa i pół tysiąca) psów o nieznanym losie (poprostu wyparowały z ewidencji). Po latach okazuje się, że gdy Stowarzyszenie Obrona Zwierząt i Fundacja Tadeusza Wypycha , Fundacja Dobrych Zwierząt tonęły w papierach i długach za opłaty sądowe, administracyjne od informacji publicznych, zarzynali prywatne auta dojazdami na rozprwy, inni w tej mordowni pracowali, zarządzali, trzymali psy. Byli to sędziowie ZKwP, ówcześni członkowie Zarządu Głównego, działacze medialnych organizacji prozwierzęcych, hodowcy. Bywali tam politycy. Inspekcja Weterynaryjna nie widziała niczego złego, pomimo że czarno na białym pokazywano dowody na codzienne łamanie prawa. Koperty robiły swoje – lokalny układ był nie do rozbicia. Czemu o tym wspominam? Bo przecież dokładnie tak samo było w Sobolewie. I nagle znów zdziwienie, że wójt nic nie widzi i utrudnia, panie z inspekcji wkurzone – no pewnie, że wkurzone, bo goła pensja jest naprawdę mała, a teraz jeszcze kłopot, bo sprawa karna i może ktoś coś „klepnie”. Tak jest w każdym pato-schronisku. Na przykład na północy, gdzie od lat hyclownie kontroluje IW w postaci nikogo innego jak… szwagierka właściciela. Mówiłam o tym już dziesięć lat temu jako członek Rady ds. Zwierząt przy prezesie NIK. https://www.nik.gov.pl/.../konferencja-nik-o-stanie... Do dziś widzę kilka prostych postulatów do zmian. Dziesięć lat. Setki programów, raportów. Nic. ZERO ZMIAN WDROŻONYCH. https://www.nik.gov.pl/plik/id,9103,vp,11509.pdf I to, co robi Doda, nic nie zmieni – zamknięcie jednego schroniska nadal nie likwiduje luk, które wskazywałam urzędnikom i politykom DZIESIĘĆ LAT TEMU. Ilu z was, teraz wymądrzających się na temat schronisk, zna raporty Wypycha i Agnieszka Lechowicz? Za zachwyt na pierwszym raportem Hycel z 2005 roku omal nie wyleciałam z pierwszej pracy, gdy moja ówczesna szefowa – znana działaczka ogólnopolskiej organizacji – powiedziała: „Wypych to dziad, który siedzi w papierach i nam szkodzi, nie rozumiejąc naszej pracy. Zrobił nam zły PR bo wykazał, że usypiamy 30% psów”. Może siedzi w papierach, ale te papiery mówią jasno: ile zwierząt się zabija, ile „wyparowuje” na drodze między gminą a schroniskiem, ile ginie w schroniskach. Dla tych, którzy zamiast błyszczeć chcą zrozumieć, podsyłam linki: https://www.boz.org.pl/ad_monitor/o_monitorze.htm https://www.boz.org.pl/index.htm Od piętnastu lat monitorowaniem patologii zajmuje się też Agnieszka Lechowicz z Obrony Zwierząt: https://www.obrona-zwierzat.pl/polityka-gmin-wobec... Prawnik, która wygrała dziesiątki spraw z gminami, dziesiątki spraw karnych – odsunięta na boczny plan z powodu konfliktu z Mondo Cane. Więcej tutaj Free Agnieszka Lechowicz Naprawdę nie dziwi was ten zbieg okoliczności? Państwo posłowie – tak z ręką na sercu – kiedy ostatnio wysłaliście zaproszenie na komisję do Agnieszki albo pana Tadeusza? Oni nadal monitorują, składają pozwy, prowadzą sprawy. NIKT tak jak oni nie zna tego systemu od strony dokumentów – gwarantuję. Czemu usiłuje się ich wymazać? Chociaż z drugiej strony – jaki sens maja te spotkania skoro do 20 lat tworzy się coraz gorsze prawo bo nadal nie ma żadnej zapory przeciw lobbystom hyclowskim – jednym albo drugim. Ktoś taki jak Doda nawet nie wie o istnieniu tych ludzi – tymczasem robi sweet focie z autorami obecnego systemu patologii. Znamienne. System prawny wymaga zmian, ale to i tak nie rozwiąże problemów. Problemem jest niewydolna i skorumpowana Inspekcja Weterynaryjna. Inspekcja, w której młodym, ambitnym lekarzom i zootechnikom chcącym zmian każe się zamykać oczy, podpisywać kwity i nie wychylać, bo układ między ubojniami, hyclowniami i pato-schroniskami jest tak silny, że jego zburzenie byłoby katastrofą ekonomiczną. Nigdy nie zapomnę jak na Wojtyszkowych stronach opłakiwano PLW, ktory latami pozwalał im na bezkarne znęcanie się nad zwierzętami. Nawet delegację na pogrzeb wysłali... Zmiany? Bardzo proste. Rozwiążą problem patologii w hodowlach – WSZYSTKICH, gospodarstwach – WSZYSTKICH, schroniskach – WSZYSTKICH. Kontrole wszystkich miejsc gromadzenia zwierząt: w NGO-sach, domach tymczasowych, hotelach, ośrodkach szkoleniowych itd. WPROWADZIĆ SZEROKI TARYFIKATOR MANDATÓW dla Inspekcji Weterynaryjnej. Zatrudnić tam ludzi z wykształceniem zootechnicznym, którzy będą działać w terenie, a nie w biurze. Dodać OBOWIĄZEK noszenia kamer nasobnych w czasie kontroli, i ich zapisów do protokołów kontroli. Do kontroli dobrostanu naprawdę nie potrzeba lekarzy – lekarze mają inne ważne zadania, jak kontrola bezpieczeństwa żywności. Zootechnicy sprawdzą się w tej roli równie dobrze, a katalog wykroczeń i przestępstw zapisanych w ustawie o ochronie zwierząt jest tak duży, że ścieżka: mandat – kontrola – w przypadku braku poprawy skierowanie sprawy do sądu, w krótkim czasie nie tylko dofinansuje inspekcję, ale i ukróci znęcanie się nad zwierzętami. Kolejna patologia: IW nie ma prawa natychmiastowego odbioru zwierząt. Słynny tryb 7.3 U.o.z. Wchodzi lekarz na kontrolę, widzi zwierzę w stanie agonalnym – nie może go zabrać. Musi wezwać organizację albo inny podmiot wymieniony w UoZ i dopiero wtedy można ratować zwierzę. Inaczej tylko ścieżka 7.1 - długa mogąca trwać latami, nawet po śmierci zwierzęcia. Absurd? Pozdrawiam twórców ustawy o ochronie zwierząt. Co dalej? Czy na fali wydarzeń zabierzecie się wreszcie za beton w postaci Inspekcji Weterynaryjnej? Czy – bez względu na władzę – Ministerstwo Rolnictwa będzie broniło status quo? Szum opadnie i nic się nie zmieni. Doda odpuściła, bo nie dała rady psychicznie po dwóch tygodniach, ale zdążyła już zostać zmanipulowana przez tych, którzy od dwudziestu lat tworzą patologiczne prawo. Oficjalna część show właśnie się kończy. Teraz scenę sprzątają inni. Ale o tym – następnym razem.. Autor: Marta Lichnerowicz
-
Nie planowałam się wypowiadać na temat tego, co dzieje się w schroniskach w Polsce, w Sobolewie i Bytomiu, bo po latach walki z wiatrakami w kraju, gdzie w praktyce system ochrony zwierząt nie istnieje, zaczyna się człowiekowi wypalać dusza. Ale piszecie, prosicie, pytacie. Więc mówię. Jestem to winna każdemu domowi tymczasowemu, który ratował psy wyciągane ze schronisk jak z piekła. Jestem to winna każdej osobie, która stała obok mnie przy klatce i płakała, kiedy wyciągałyśmy psa bez nadziei. Jestem to winna fundacjom, z którymi wchodziłam na interwencje, narażając się na gniew ludzi, którym zwierzęta przeszkadzają. Jestem to winna każdej osobie, która podpisywała pisma do gmin, wójtów, inspektoratów i ministerstw, które nie robiły nic poza podbijaniem pieczątek. Jako behawiorystka, która widziała psy połamane psychicznie i fizycznie, mam obowiązek mówić w ich imieniu. To, co się dzieje teraz w Sobolewie czy Bytomiu, to nie jest szok dla ludzi takich jak ja. To jest po prostu moment, w którym Polska zobaczyła to, co dla wielu z nas było rzeczywistością od lat. W Sobolewie ludzie zobaczyli psy stojące we własnym kale, drżące z zimna, patrzące w pustkę. Zobaczyli psy, które nie wiedziały czym jest spacer, dotyk człowieka, dobre słowo. Zobaczyli strach, zapach amoniaku, bezradność i apatię. Dla wielu osób to był pierwszy raz. W Bytomiu psy siedzące w ciemnych boksach z oczami jak dziury wypalone w czaszce. Psy, które nie szczekały, bo straciły sens. Psy, które umierały po cichu, bo nikt nie patrzył. Psy, które żyły tylko dlatego, że w papierach miały numer ewidencyjny. Ale jeśli ktoś myśli, że te dwa miejsca to wyjątki, to ja pytam: gdzie byliście, kiedy były Wojtyszki? Do dziś uważam interwencję w Wojtyszkach za jedno z najgorszych przeżyć w moim życiu. To było wejście do świata, którego się nie zapomina. Do miejsca, w którym w latach świetności pierwszego właściciela psy leżały obok martwych psów. Do miejsca, gdzie żywe zwierzęta bały się podejść do miski, bo wcześniej za to można było oberwać od innego, bardziej zdesperowanego psa. Do miejsca, w którym psy już nie szczekały. Bo szczekanie to prośba o pomoc, a tam już nikt nie prosił, bo nikt nie przychodził. Najgorsze było to, że tam nie było krzyku. Nie było agresji. Nie było histerii. Tam była cisza. Cisza jest gorsza niż krzyk, bo oznacza rezygnację. Wojtyszki były miejscem, w którym psy przestawały żyć jeszcze zanim przestały oddychać. I wszystko to było legalne, finansowane z publicznych pieniędzy, podpisywane przez gminy, które mówiły tylko jedno: w papierach się zgadza. To jest patopet biznes. To jest system, w którym pies oznacza fakturę, kwotę, podpis i przelew. To jest system, w którym gmina płaci za utrzymanie psa, a nikt nie sprawdza czy pies żyje, w jakim stanie żyje, czy umiera z głodu, czy leży martwy od dwóch dni i gnije na betonie. Liczy się tylko to, że faktura została opłacona. Dlatego mówię to bardzo szczerze i bardzo twardo: jako społeczeństwo przegraliśmy. Patrzymy na kolorowe posty o adopcjach i wierzymy, że to jest system, który działa. A prawdziwy system działa jak maszynka do przerobu cierpienia na pieniądze. I powiem jedno bardzo osobiście, jako osoba, która wchodziła tam, gdzie inni nawet nie chcieli patrzeć. Do właścicieli patologicznych schronisk, do ludzi, którzy z cierpienia psów zrobili biznes i karmili się bezkarnością, mówię jedno: nie znacie dnia ani godziny. I na koniec dopowiem coś, co wielu osobom zadrapie sumienie. W świecie zwierząt nie ma tylko jednego zła. Obok schroniskowego patobiznesu wyrósł drugi, równie obrzydliwy mechanizm. Chodzi o pato fundacje, które żerują na cierpieniu zwierząt, zbierają pieniądze w imię walki o psy, a finalnie robią z tego własny biznes. Wykorzystują sytuacje takie jak Sobolewo czy Bytom, żerują na waszym współczuciu i emocjach, ale tak naprawdę niewiele robią, poza napędzaniem własnych kont. I dlatego mówię wprost: jeśli robisz zbiórki na psy i podpierasz się cudzą krzywdą, to powinno się bardzo mocno zastanowić, czy to jest droga, którą chcesz iść. Bo to już nie jest pomoc, tylko handel cierpieniem. Ludzie, sprawdzajcie pięć razy kogo tak naprawdę wspieracie. Zanim klikniecie “wpłać”, zanim udostępnicie “pomóżmy”, zanim zareagujecie emocją. Bo w tej branży są anioły, które oddają wszystko, żeby ratować zwierzęta. Ale są też hieny, które tylko czekają, aż będzie kolejna afera, kolejny dramat, kolejne zdjęcie z martwym psem, żeby odpalić nową zbiórkę. I na tym właśnie polega drugi patobiznes, o którym nikt głośno nie mówi. Mam nadzieję, że Sobolewo, Bytom nie będą zamiecione pod dywan jako afera tygodnia, tylko staną się początkiem końca tego chorego systemu, który zabija zwierzęta w ciszy, legalnie i na oczach gmin, fundacji i społeczeństwa, które udaje, że nic nie widzi. Agnieszka Kostrzewa
-
DIOZ (Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt)
bunia2010 replied to bunia2010's topic in Fundacje i stowarzyszenia
Kancelaria Premiera Fundacja Międzynarodowy Ruch Na Rzecz Zwierząt Viva! ADWOKAT KATARZYNA TOPCZEWSKA NIEODPŁATNIE CZY ZA 350 000 ZŁ? ------------- Kilka pytań, które musimy zadać po Sobolewie. W mediach pojawiła się wypowiedź prawniczki Katarzyny Topczewskiej, w której czytamy: „Dioz.pl zgodził się przyjąć do swojego schroniska wszystkie zwierzęta nieodpłatnie. Będzie szczegółowa inwentaryzacja zwierząt, wszystkie psy zostaną przekazane na podstawie ewidencji.” Brzmi dobrze. Tylko że w tym samym czasie DIOZ uruchomił zbiórkę, która w kilka dni przekroczyła 350 000 zł. To rodzi bardzo poważne pytania: # Jeśli przyjęcie zwierząt było „nieodpłatne” – to na co dokładnie są te pieniądze? # Kto i w jakim trybie będzie rozliczał te środki? # Na jakiej podstawie prawnej zwierzęta zostały przekazane prywatnej organizacji, skoro decyzja o zamknięciu schroniska dotyczyła uchybienia formalnego, a nie przestępstwa? # Gdzie jest publiczna ewidencja psów z Sobolewa? # Kto odpowiada dziś za ich los – gmina, DIOZ, czy nikt? Bo jeśli: – schronisko zamknięto nie za znęcanie się, – zwierzęta nie zostały zabezpieczone systemowo przez państwo, – a jednocześnie ruszyły wielkie zbiórki, to mamy do czynienia nie z rozwiązaniem problemu, ale z jego kolejną komercjalizacją. ---------------------- Zwierzęta nie mogą być „przenoszone z rąk do rąk” bez jasnych procedur, kontroli i odpowiedzialności. Nie mogą być też pretekstem do zbiórek, które nie mają publicznego nadzoru. Nie wystarczy zamknąć jedno schronisko. Trzeba zamknąć SYSTEM, który pozwala, by dramat zwierząt stawał się źródłem pieniędzy. Bo bez zmiany prawa – Sobolew powtórzy się w innym miejscu. -------------------------- Warto dodać jeszcze jedną, kluczową rzecz. Pani Katarzyna Topczewska nie jest osobą z zewnątrz tego systemu. Od 2011 roku bierze udział w tworzeniu i opiniowaniu nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, które nie rozwiązały problemu bezdomności, lecz go pogłębiły i skomercjalizowały. Doskonale wie, że to właśnie te przepisy – tworzone i popierane przez to samo środowisko od lat – są przyczyną dzisiejszego cierpienia zwierząt, chaosu w schroniskach i patologii wokół „ratowania”. Dziś te same osoby wspierają kolejny projekt: „Stop łańcuchom, pseudohodowlom i bezdomności zwierząt” – druk sejmowy nr 700. Ten projekt nie naprawia systemu. On go pogarsza, bo: – przenosi odpowiedzialność z państwa i gmin na organizacje, – odwraca uwagę od systemowych źródeł problemu, – skupia „interwencje” głównie na prywatnych schroniskach, sugerując, że tylko tam zwierzęta cierpią – co nie jest prawdą. Bo złe warunki występują również w schroniskach prowadzonych przez: – samorządy, – organizacje, – podmioty zleceniowe. A największym problemem są wciąż: # około 600 nielegalnych, niezgłoszonych miejsc, w których przebywają zwierzęta bez jakiegokolwiek nadzoru PIW i państwa. Projekt nr 700 nie rozwiązuje tej luki. Przeciwnie – wprowadza zapis, że schroniskami mają zajmować się wyłącznie samorządy i organizacje, co w praktyce: # zamyka rynek usług, # wzmacnia istniejące układy, # i chroni obecny model „ratowania” zamiast go zmieniać. I właśnie dlatego te protesty, te emocje, te „interwencje” nie prowadzą do zmiany prawa – tylko do jego dalszego psucia. Bo jeśli system pozostaje ten sam, to ofiary będą się zmieniać – ale mechanizm pozostanie. ----------------------- Jedyne realne rozwiązanie Projekt „Ucywilizować Traktowanie Bezdomnych Zwierząt” autorstwa Tadeusza Wypycha zakłada: odejście od „wyłapywania” na rzecz znajdowania zwierząt jako mienia, zastosowanie przepisów o rzeczach znalezionych, pełną odpowiedzialność gmin za los każdego zwierzęcia, legalną, kontrolowaną adopcję, lokalną opiekę zamiast hurtowych schronisk, nadzór wojewody i opiekę zastępczą na koszt gmin w razie naruszeń. Ten model: zamyka obieg pieniędzy oparty na bezdomności, przywraca kontrolę nad losem zwierząt, umożliwia rozliczalność wydatków publicznych, tworzy realne ramy do ograniczenia bezdomności. Bez takiej zmiany każda kolejna nowelizacja tylko maskuje problem. -
DIOZ (Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt)
bunia2010 replied to bunia2010's topic in Fundacje i stowarzyszenia
No wlasnie tez sie zdziwilam. Wojtyszki sa i maja sie dobrze. Najpierw dzieki dobremu kontaktowi z poprzednia (skazana) wlascicielka DIOZ schronisko wydzierzawil, a potem kupil mordownie. Ze zlego schroniska na papierze zrobilo sie dobre schronisko. Tylko podobno psy zmiany nie odczuly. Zdecydowanie przyda sie jakas dokladna kontrola.... -
Od kilku dni w Polsce głośno jest o sprawie suczki nazwanej Śnieżynką. Zwierzę znalezione leżące w śniegu, przy torach kolejowych. Widziane wcześniej. Nie przez chwilę. Przez co najmniej dwa dni. I przez ten czas nikt nie zareagował. Dopiero gdy ktoś się zatrzymał, gdy ktoś uznał, że nie można przejść obok obojętnie, uruchomiła się pomoc. Klinika otworzyła się w trybie pilnym. Pojawiło się ciepło, opieka, obecność człowieka. Śnieżynka odeszła nad ranem. Spokojnie. Ale za późno, by mówić o ratunku. (Link poniżej) Wokół tej historii pojawiło się wiele emocji. Także zarzutów, że nie powinno się pokazywać takich nagrań. Że to zbyt trudne do oglądania . Że to epatowanie cierpieniem. Dlatego to ja dziś o tym opowiem. Bo to nie jest tak, jak wielu ludzi myśli. Zwierzęta na mrozie nie zasypiają spokojnie. Zanim przychodzi śmierć, rozgrywa się pełen bólu dramat. I to nie dotyczy tylko psów. Tak samo wygląda to u kotów. Tak samo u zwierząt dzikich. Tak samo u zwierząt gospodarskich pozostawionych bez schronienia. Biologia nie robi wyjątków. Z biologicznego punktu widzenia zamarzanie to proces, a nie jeden moment. Najpierw organizm próbuje się bronić. Mięśnie zaczynają drżeć, bo ciało desperacko próbuje wytworzyć ciepło. Serce bije szybciej, oddech przyspiesza, zużywane są resztki energii. Zwierzę jest niespokojne, przerażone, próbuje się ruszać, zmieniać pozycję, znaleźć miejsce, w którym będzie choć odrobinę mniej boleć. Nie rozumie, dlaczego zimno nie ustępuje. Równocześnie dochodzi do gwałtownego zwężania naczyń krwionośnych w skórze i kończynach. Krew zostaje ściągnięta do wnętrza ciała, by chronić mózg i serce. Łapy, uszy, ogon stają się lodowate i bolesne. Zanim pojawi się drętwienie, pojawia się silny ból wynikający z niedokrwienia tkanek. Zwierzę czuje, że ciało zaczyna je zawodzić. Próbuje wstać. Upada. Próbuje znowu. Coraz wolniej. Coraz słabiej. Coraz bardziej bezradnie. Gdy zapasy energii się kończą, drżenie ustaje. I to jest moment, który bywa mylony ze spokojem. To nie spokój. To wyczerpanie. Organizm nie ma już czym walczyć. Zimno wnika głębiej. Do klatki piersiowej. Do brzucha. Do głowy. Pojawia się dezorientacja, strach, niezrozumienie. Świat przestaje być logiczny. Dźwięki docierają jakby z daleka. Zwierzę nie wie, co się z nim dzieje. Wie tylko, że jest źle. Wraz z dalszym spadkiem temperatury zaburzona zostaje praca serca. Rytm zwalnia i staje się nieregularny. Każdy ból, każdy stres, każdy ruch może być tym ostatnim. U zwierząt starszych, wychudzonych lub chorych ten proces przebiega szybciej. U kociąt, szczeniąt i małych zwierząt jeszcze szybciej, bo ich organizmy tracą ciepło znacznie łatwiej. Na końcu organizm zaczyna się wyłączać. Spada świadomość. Pojawia się senność. Brak reakcji. Z zewnątrz może wyglądać to spokojnie. W środku to biologiczny chaos. Układ nerwowy przestaje działać prawidłowo. Organy przestają ze sobą współpracować. To nie jest sen. To nie jest ulga. To gaszenie się życia w strachu i samotności. I teraz najważniejsze. Zamarzanie nie zabija nagle. Zabija powoli. I daje czas na reakcję! Dlatego ta historia nie jest tylko o jednym psie. Jest o wszystkich zwierzętach, które zimą są zależne od człowieka. O kotach wypuszczanych na mróz bez schronienia. O psach trzymanych na łańcuchach. O zwierzętach gospodarskich pozostawionych bez realnej ochrony przed zimnem. O dzikich zwierzętach, którym odbieramy miejsca schronienia. Jest o nas. O społecznej odpowiedzialności. O tym, że widzieć i odwrócić wzrok to też decyzja. Obojętność zabija równie skutecznie jak porzucenie. Jeśli ten tekst jest trudny do przeczytania, to dobrze. Bo dokładnie tak trudne jest cierpienie zwierzęcia, które nie rozumie, co się z nim dzieje, i które czeka, aż ktoś w końcu się zatrzyma. —————- Proszę.Przekażcie dalej. Bo ktoś to przeczyta dziś jak wyglada cierpienie zamarzających zwierząt, zatrzyma się jutro i uratuje życie. https://www.facebook.com/share/p/17rx9erSem/
-
Ostatnie dni to kubeł zimnej wody wylany na głowy wszystkich, którzy wierzyli, że w Polsce ochroną zwierząt rządzi serce. Obrazy ze schronisk, które przebiły się do mainstreamu, pokazały prawdę tak brudną, że nawet najlepsze filtry z Instagrama jej nie przykryją. Okazało się, że system, który miał ratować, stał się perfekcyjną maszynką do mielenia publicznych pieniędzy, a zwierzę w tym układzie jest tylko towarem, pozycją na fakturze, za którą gmina płaci bez mrugnięcia okiem. I to właśnie my, podatnicy, sponsorujemy ten dramat, przy pełnym aplauzie polityków i celebrytów, którzy jeszcze wczoraj robili sobie zdjęcia z pieskami, zapewniając nas o swojej nieskończonej empatii. Spójrzmy prawdzie w oczy: to, co dzieje się teraz, jest bezpośrednim skutkiem lobbowania za przepisami takimi jak tzw. ustawa łańcuchowa. Przez lata wmawiano nam, że największym problemem polskiej wsi jest łańcuch przy budzie. Oczywiście, nikt przy zdrowych zmysłach nie popiera znęcania się nad zwierzętami, ale pod płaszczykiem walki o dobrostan przemycano rozwiązania dające prywatnym fundacjom i stowarzyszeniom uprawnienia niemal policyjne. Mechanizm stał się patologicznie prosty: organizacja odbiera zwierzę – często pod byle pretekstem – i przejmuje nad nim opiekę. W teorii brzmi szlachetnie. W praktyce oznacza to strumień pieniędzy płynący z gmin do prywatnych kieszeni za utrzymanie odebranych zwierząt. Im więcej interwencji, tym większy obrót. Czy ktoś kontrolował, co dzieje się z tymi psami po odebraniu? Ostatnie afery pokazują dobitnie, że nikt. Gdzie są dzisiaj ci wszyscy łódzcy włodarze z wiceprezydentem Adamem Pustelnikiem na czele, którzy tak chętnie podpisywali się pod postulatami środowisk prozwierzęcych? Gdzie są lokalni politycy, którzy w blasku fleszy wspierali rozszerzanie kompetencji organizacji pozarządowych, nie pytając o mechanizmy kontrolne? Przecież to wy legitymizowaliście system, w którym nadzór nad milionami złotych przekazywanymi schroniskom jest fikcją. To wy uwiarygadnialiście narrację, że państwo jest złe, a organizacje społeczne nieskazitelne. Dziś, gdy społecznicy wchodzą z kamerą do schronisk i pokazują psy brodzące we własnych odchodach, politycy nabierają wody w usta albo udają zaskoczonych. A przecież ostrzeżenia płynęły od dawna – system bez transparentności zawsze zdegeneruje się w biznes. Szczytem cynizmu jest postawa celebrytów formatu Małgorzaty Rozenek, która zapewniała Polaków, że wszystko jest pod kontrolą, a wizytacje urzędników wojewódzkich gwarantują najwyższe standardy. Rzeczywistość zweryfikowała te słowa w najbrutalniejszy sposób. Kontrole, o których mówiono z takim przekonaniem, okazały się wydmuszką. Papier przyjmie wszystko, urzędnik podbije pieczątkę, a pies w kojcu dalej będzie głodował, bo martwy albo chory generuje mniejsze koszty niż zadbany, a stawka dzienna i tak wpłynie na konto. To jest właśnie ten dobrostan, o który walczono w świetle jupiterów? Mamy do czynienia z gigantyczną niespójnością. Te same środowiska, które domagały się masowego odbierania zwierząt „złym ludziom”, dziś protestują przeciwko schroniskom, do których te zwierzęta trafiają. Stworzyli popyt na usługi hoteli i schronisk, dali im narzędzia prawne do pozyskiwania klientów w postaci psów, a teraz załamują ręce nad warunkami, które są efektem przepełnienia i braku nadzoru. To nie jest błąd systemu, to jest jego logiczna konsekwencja. Jeśli zamieniasz empatię w kontrakt biznesowy bez audytu, hodujesz patologię. Jako mieszkańcy mamy prawo wściekać się, widząc, jak nasze wspólne pieniądze są drenowane przez podmioty, które w wielu przypadkach nie powinny dostać ani złotówki. Płacimy za fikcję opieki, podczas gdy politycy uprawiają na tym swój PR. Czas skończyć z tym cyrkiem. Zamiast kolejnych ckliwych ustaw pisanych pod dyktando lobbystów, potrzebujemy brutalnej weryfikacji faktur i wejścia prokuratora tam, gdzie publiczny grosz zamienia się w prywatny zysk kosztem żywych istot. I niech nikt nam nie mydli oczu, że to atak na zwierzęta. To atak na hipokryzję tych, którzy na ich grzbiecie zbudowali sobie kariery. ( Tekst: Fermentacja) https://www.facebook.com/profile.php?id=61575723187678
-
1,5% podatku - kogo warto wspomóc według Fundacji Wzajemnie Pomocni
bunia2010 replied to bunia2010's topic in Organizacje
Nazwa Wzajemnie Pomocni zobowiązuje - tak jak zapowiadałyśmy, rozpoczynamy cykl "kolędowania", podczas którego pokażamy Wam kilka fundacji, które naszym zdaniem robią dobrą robotę i warto je wesprzeć. Zaczynamy od Fundacja Drugie Życie Bulla - to miejsce, w którym schronienie znajdują psy, które często są demonizowane, którym przypisuje się wszystkie najgorsze cechy. Zachęcamy również do wsparcia zbiórki na kontener organizowanej przez tę fundację - link znajdziecie w komentarzu. Oglądajcie i niech się dzieje dobro ps. pod koniec materiału Magda opowiada o dwóch bardzo dziwnych pieskach https://www.facebook.com/share/v/1JYJR2DmBk/ -
Wojtyszki Bis . Takiej podłości jaką zrobił DIOZ, nigdy nie zrobiła w Polsce żadna inna organizacja. Bo żadna inna organizacja by nigdy nie weszła w żadne układy z osobą oskarżoną- winną dramatu/śmierci tysięcy psów. Wojtyszki - mordownia trwa: dzięki DIOZ-owi. Zamiast zamknąć mordownię, o co walczyli inni kilka lat, to DIOZ to zablokował, bo wydzierżawił biznes na psach od wieloletnich oprawców i teraz wraz z Siemińską (układ DIOZ z osobą oskarżoną o tragedię tysięcy psów- to zdrada psich ofiar, to podłość wobec psich ofiar !!) DIOZ wtłacza teraz nowe psy z Gmin do Wojtyszek- w boksy mokre od wieloletnich łez rozpaczy poprzednich psów !!! Jak to jest raj, to jak piekło wygląda ????????? Polska patologia i klakierzy, którzy by swojego piesełka w takie straszne miejsce nie dali, ale gminne psy - to psy gorszego sortu, one mają być wdzięczne za zamknięcie w betonowym boksie na resztę życia !!!!!! POLSKA PATOLOGIA - to też WY- wspierający to tragiczne szaleństwo DIOZ-u robione wyłącznie dla ich kasy. Źródło: https://www.facebook.com/photo/?fbid=6211093292292372&set=a.465974096804349
-
I 2018: Sąd nakazał rozwiązanie stowarzyszenia Pogotowie dla Zwierząt, które "narusza przepisy ustawy o ochronie zwierząt" Mieli pomagać zwierzętom, a odbierali je właścicielom i uśmiercali bez ich zgody - twierdzi poznański sąd. Stowarzyszenie zapowiada odwołanie od wyroku. Naruszania w opinii sędzi Jolanty Ludwiczak miało charakter nagminny i celowy. Stowarzyszenie nie reagowało na wpływające do niego pisma dotyczące uchybień. I dlatego też sędzia Ludwiczak zdecydowała, iż nie ma warunków, by Pogotowie dla Zwierząt mogło zostać przywrócone do funkcjonowania zgodnie z prawem. Postępowanie, dotyczące rozwiązania organizacji mającej siedzibę w Trzciance, zostało rozpoczęte na wniosek starosty czarnkowsko-trzcianeckiego, Tadeusza Teterusa. Z opinią starosty zgodził się poznański sąd, który w lutym wydał decyzję o rozwiązaniu stowarzyszenia. Teraz "Głos Wielkopolski" ujawnia kulisy tej sprawy. Stowarzyszenie zajmowało się m.in odbieraniem właścicielom ich zwierząt, które miały być przetrzymywane w złych warunkach. Jak twierdzi poznański sąd - często bezzasadnym. - W wielu przypadkach lekarz weterynarii nie potwierdzał okoliczności zagrożenia życia i zdrowia stwierdzając, że wystarczające byłoby pouczenie właścicieli w kwestii właściwej opieki i monitorowanie sytuacji - orzekła sędzia Jolanta Ludwiczak. Zdarzało się, że stowarzyszenie w takich przypadkach nie powiadamiało odpowiednich służb oraz nie zwracało zwierząt właścicielom, mimo że było do tego zobligowane decyzją władz samorządowych. W wielu przypadkach, czworonogi były zabierane pod pretekstem badania weterynaryjnego albo szczepienia, po czym zamiast do schroniska, trafiały one w nieznane miejsca. Pogotowie dla Zwierząt nie prowadziło dokumentacji z tych interwencji, ani też nie przedstawiało dowodów na rzekome znęcanie się nad zwierzętami. Zdarzały się też przypadki, w których stowarzyszenie manipulowało nagraniami wideo, a także poddawało badaniom inne zwierzęta niż te odebrane podczas interwencji. Niektóre z nich były również uśmiercane bez zgody właścicieli. Przedstawiciele stowarzyszenia złożyli wniosek o odwołanie od wyroku, argumentując, że sąd nie wziął pod uwagę wszystkich przedstawionych dokumentów.
-
Z 2020: Diler z Pogotowia dla Zwierząt zabiera zwierzęta. Kulisy biznesu animalsów! Diler, ekolog, aktywista prozwierzęcy i organizator interwencji u hodowców uciekał przed policją Audi A6. Animals wpadł z 546 działkami dilerskimi marihuany i trafił do aresztu, a następnie został skazany. Dilerem z policyjnego pościgu w Mszanie w 2015 r. okazał się wówczas 35-letni aktywista Stowarzyszenia na Rzecz Zwierząt Koty, Psy i My, Jakub Sz., który później z prawomocnym wyrokiem sądowym za handel narkotykami został działaczem Pogotowia dla Zwierząt, tego samego, które w listopadzie 2019 r. zostało zdelegalizowane przez sąd, a jego prezes, Grzegorz B. usłyszał kilka wyroków za kradzieże zwierząt szumnie nazywane interwencjami prozwierzecymi. Diler działa nadal, podobnie jak Pogotowie dla Zwierząt Jak ustalił "Świat Rolnika BIZNES" Jakub Sz. działa nieprzerwanie od lat, a w 2020 r. zaplanował kolejne interwencje, tym razem w hodowli psów rasy amerykański staffordshire terier (redakcja jest w posiadaniu nagrania rozmowy Sz. z Powiatowym Lekarzem Weterynarii z Głubczyc), wykorzystując ulubiony przez animalsów art. 7 ust. 3 Ustawy o ochronie zwierząt, tak, by wejść na hodowlę i natychmiastowo zabrać zwierzęta z pominięciem zwyczajnej drogi postępowania administracyjnego i sądowego. Ustaliliśmy też, że po zdelegalizowaniu Pogotowia dla Zwierząt i sądowym zakazie dla byłego prezesa PdZ, Grzegorza B., zajmowania funkcji kierowniczych w organizacjach prozwierzęcych, Pogotowie działa nadal, a telefony przedstawiciela stowarzyszenia w sprawach zwierząt odbiera sam recydywista Grzegorz B., pomimo sądowego zakazu (redakcja jest w posiadaniu takiego nagrania). Dziwna rozmowa aktywisty z weterynarzem – przedstawia się Markowi Szaciłło-Kosowskiemu, Powiatowemu Lekarzowi Weterynarii były diler narkotykowy, który w listopadzie tego roku interwencyjnie zabrał hodowcy byka, jałówkę oraz konia i tymczasowo ulokował zwierzęta na wsi na terenie prywatnym (cała rozmowa telefoniczna w posiadaniu redakcji). W trakcie rozmowy Powiatowy Lekarz Weterynarz informuje Sz. o czynnościach podejmowanych przez urząd w ramach asysty przy interwencji na terenie domu tymczasowego dla zabranych przez Sz. zwierząt. Zaskakuje jednak finał rozmowy, kiedy Sz. mówi, że obok omawianej interwencyjnie posiadłości znajduje się hodowla amstaffów (amerykański staffordshire terier). Animals przyznaje, że nie widział tej hodowli, ale z góry rozważa jak na nią wejść, by w wyjątkowym trybie Ustawy o ochronie zwierząt (art. 7 ust. 3) natychmiastowo zabrać zwierzęta i zabezpieczyć im miejsce przechowania w Stowarzyszeniu Amstaffy Niczyje. (Agnieszka Szubert, prezes Stowarzyszenia Amstaffy Niczyje w piśmie do redakcji "Świata Rolnika BIZNES" oznajmiła, że nie ma nic wspólnego z działalnością interwencyjną Sz.). – mówi Jakub Sz. w zarejestrowanej rozmowie z Powiatowym Lekarzem Weterynarii, proponując mu wspólną interwencję i szukając sprzymierzeńca w instytucji państwowej. – Jakub Sz. zdradza kulisy swoich zamiarów odnośnie hodowli psów rasowych, które polegać mają na zarekwirowaniu hodowli, mimo, że Sz. nie ukrywa, że zna ją jedynie z okna swojego samochodu. Co ciekawe, dodatkowo powołuje się na organizację Amstaffy Niczyje, która nie prowadziła z nim jakichkolwiek ustaleń w tej sprawie, o czym poinformowała redakcję Agnieszka Szubert, prezes Stowarzyszenia Amstaffy Niczyje. Powiatowy Lekarz Weterynarii informuje aktywistę prozwierzęcego, że taki zabór wymaga uruchomienia procedury administracyjnej, na co animals odpowiada mu bez skrępowania, że za fortel może posłużyć mechanizm art. 7 ust. 3 Ustawy o ochronie zwierząt, który stanowi, że w przypadku zagrożenia życia zwierzęcia członek organizacji prozwierzęcej może zabrać zwierzęta w trybie nadzwyczajnym. Jak Jakub Sz. ustalił zagrożenie życia amstaffów na podstawie przyjazdu samochodem obok posesji hodowcy, tego weterynarzowi nie zdradził. – mówi bez zażenowania Sz. w rozmowie z powiatowym weterynarzem, potwierdzając, jak zapis prawny ustawy pozwala z wyjątkowych sytuacji zagrożenia życia zwierząt uczynić pretekst do zabierania ich, omijając procedurę uprzedniego wydawania stosownych decyzji przez organy samorządowe, a zwłaszcza omijając możliwość dania hodowcy sposobności do poprawienia warunków dobrostanu zwierząt w hodowli, jeśli zachodzi taka potrzeba. Artykuł 7 ust. 3 Ustawy o ochronie zwierząt stanowi, że "W przypadkach niecierpiących zwłoki, gdy dalsze pozostawanie zwierzęcia u dotychczasowego właściciela lub opiekuna zagraża jego życiu lub zdrowiu, policjant, strażnik gminny lub upoważniony przedstawiciel organizacji społecznej, której statutowym celem działania jest ochrona zwierząt, odbiera mu zwierzę, zawiadamiając o tym niezwłocznie wójta (burmistrza, prezydenta miasta), celem podjęcia decyzji w przedmiocie odebrania zwierzęcia". – tłumaczy w rozmowie z redakcją "Świata Rolnika BIZNES" Marek Szaciłło-Kosowski, Powiatowy Lekarz Weterynarii w Głubczycach. Główny Lekarz Weterynarii dla "Świata Rolnika BIZNES" Udało nam się skontaktować z ministrem dr Bogdanem Konopką, Głównym Lekarzem Weterynarii, który nie ukrywał zdziwienia z powodu ujawnionego przez naszą redakcję mechanizmu zabierania zwierząt wytrychem z ustawy na tzw. "na 7 i 3". – obiecuje dr Bogdan Konopka, Główny Lekarz Weterynarii. Zdelegalizowane przez sąd Pogotowie dla Zwierząt działa nadal! – przedstawia się Sz. Powiatowemu Lekarzowi Weterynarii, pomimo, że Pogotowie miało przestać istnieć. "Świat Rolnika BIZNES" informował wcześniej, że stowarzyszenie Pogotowie dla Zwierząt zostało w 2019 r. zdelegalizowane za skandaliczne nadużycia w zakresie działań związanych z odbieraniem zwierząt. Do dzisiaj niewyjaśnione zostały losy kilkudziesięciu, prawdopodobnie sprzedanych zwierząt rasowych i ubitych na mięso, zwierząt gospodarskich zarekwirowanych przez Pogotowie. Sam prezes, Grzegorz B., był wielokrotnie skazywany wyrokami sądów (także prawomocnymi) za kradzieże zwierząt ("nielegalne przywłaszczenia"), a w mediach kojarzony był z biznesem budowanym na interwencjach prozwierzęcych, ze względu na rozbudowaną sieć powiązań na linii organizacja-aktywiści-przytulisko-usługi weterynaryjne, których efektem miały być okradane hodowle z drogich psów rasowych, a w przypadku nierasowych zdobywanie pieniędzy (poza rozbudowanym aparatem zbiórek w Social Media) poprzez wystawiane wielotysięczne faktury na samorząd terytorialny za opiekę nad zarekwirowanymi zwierzętami w trybie art. 7. ust. 3 Ustawy o ochronie zwierząt. – wspomina pani Alina, mama pani Zuzanny, której Grzegorz B. w 2008 r. przywłaszczył psy o wartości ok. 80 tys. zł. – informował w 2020 r. plus.gloswielkopolski.pl. To jedna z wielu przegranych przez Grzegorza B. spraw sądowych. Po zdelegalizowaniu Pogotowia dla Zwierząt jako stowarzyszenia rejestrowego w miejscowości związanej z organizacją oraz w gronie znajomych przestępcy Grzegorza B. powstało nowe Pogotowie dla Zwierząt, tym razem jako stowarzyszenie zwykłe, które korzysta z bazy zdelegalizowanego Pogotowia zachowując pozory ciągłości organizacyjnej. – informuje Maria Sowińska, prezes Stowarzyszenia Pokrzywdzeni Przez System i wieloletni opiekun bezdomnych zwierząt. – dodaje Maria Sowińska. Grzegorz B., mając sądowy zakaz pełnienia funkcji w organizacjach prozwierzęcych, nie figuruje we władzach nowego stowarzyszenia Pogotowie dla Zwierząt, którego reprezentantem została wieloletnia znajoma Grzegorza B. i aktywistka zdelegalizowanego Pogotowia, Patrycja Dyńda. To jej numer telefonu figuruje na zrzutkach internetowych czworonogów rzekomo ratowanych przez Pogotowie dla Zwierząt. "Świat Rolnika BIZNES" zadzwonił do reprezentantki Pogotowia, telefon odebrał jednak Grzegorz B., który nie zechciał z nami rozmawiać. Później nie odbierał już telefonów od naszej redakcji. Dlaczego więc Grzegorz B. odbiera telefony Pogotowia dla Zwierząt (stowarzyszenie zwykłe) pod numerem kontaktowym do reprezentanta organizacji, skoro z powodu jego przestępczej działalności zdelegalizowano Pogotowie dla Zwierząt (stowarzyszenie rejestrowe) i zakazano mu działalności we władzach organizacji prozwierzęcych przez 5 lat? Czytaj także: Prezes Pogotowia dla Zwierząt skazany na więzienie! Tak, to właśnie oni "ratowali" najwięcej zwierząt w Polsce. Ile z nich jeszcze żyje? Pani Katarzyna czeka na przyjście Jakuba Sz. w swoim domu… Chociaż Jakub Sz., kiedyś diler, dawny współpracownik Grzegorza B., jeszcze w 2020 r. przedstawił się Powiatowemu Lekarzowi Weterynarii z Głubczyc jako działacz Pogotowia dla Zwierząt, "Świat Rolnika BIZNES" ustalił, że przynajmniej od grudnia 2019 r. stowarzyszenie odcina się od swojego wieloletniego aktywisty, który podobnie jak Grzegorz B. był reklamowany jako obrońca zwierząt w stacji TVN. Co poróżniło Jakuba Sz. z Grzegorzem B.? Interesy? Nie wiadomo. Jakub Sz. nie odpowiedział na żadne z naszych pytań, zarówno dotyczących sprawy dilerskiej, kiedy skazano go za posiadanie ponad pół tysiąca działek marihuany, jak i dotyczących jego obecnej działalności prozwierzęcej oraz planowanego najścia na hodowlę amstaffów w trybie art. 7 ust. 3 Ustawy o ochronie zwierząt. – mówi Katarzyna Sikorska-Hogiel, wieloletni hodowca psów rasowych i członek Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Psa i Kota. – dodaje pani Katarzyna. – puentuje kobieta. O możliwości bezpodstawnej interwencji w jej domu przeprowadzanej przez podającego się za aktywistę Pogotowia dla Zwierząt, Jakuba Sz., Katarzyna Sikorska-Hogiel poinformowała policję. "Świat Rolnika BIZNES" wysłał z kolei zapytania do urzędu miasta w Kietrzu, dotyczące ewentualnych donosów na hodowlę w Wojsławicach Opolskich. Do sprawy hodowli amstaffów wrócimy. Hodowcy o działalności Grzegorza B. i Jakuba Sz. – prozwierzęcych egzekutorów Głos w sprawie zabrał jeden z najbardziej znanych w Polsce kynologów. – mówi Piotr Kłosiński, prezes Polskiego Porozumienia Kynologicznego, członka międzynarodowej World Kennel Union. O komentarz poprosiliśmy także Patrycję Szałkiewicz ze Stowarzyszenie Właścicieli Kotów i Psów Rasowych. – mówi Szałkiewicz, która jest m.in. inspektorem ds. dobrostanu zwierząt w SWKiPR. – dodaje pani Patrycja, hodowca Stowarzyszenia Pit Bull Alkatraz Poland, będącego członkiem Polskiego Porozumienia Kynologicznego, behawiorysta zwierzęcy, instruktor szkolenia psów, technik weterynarii. – twierdzi Szczepan Wójcik, hodowca, prezes Instytutu Gospodarki Rolnej i Fundacji Polska Ziemia. Grzegorz B. drugi raz nie odebrał od nas telefonu, zapewne speszony faktem, że zastaliśmy go pod numerem przedstawiciela stowarzyszenia zwykłego Pogotowie dla Zwierząt pomimo sądowego zakazu pełnienia podobnych funkcji. Jakub Sz. nie odpisał na nasze pytania wysłane mu drogą mailową oraz zadane bezpośrednio na numer komórkowy. Robert Wyrostkiewicz Redaktor naczelny magazynu "Świat Rolnika BIZNES"
-
I zalegle z 2023: Twórca Pogotowia dla Zwierząt w więzieniu W końcu! Po wielu latach bezkarności, lawirowania pomiędzy kolejnymi wyrokami i doprowadzania do tragedii ludzi i ich zwierząt, prekursor pseudo-ochrony zwierząt trafił tam, gdzie jego miejsce! Obecnie spędza zasłużony odpoczynek w jednym z bardziej znanych zakładów karnych w naszym pięknym kraju. I pasuje jak nigdy powiedzenie, że lepiej późno, niż wcale. Grzegorz to idol, legenda, ikona. Idol wszystkich złodziei zwierząt w Polsce, legenda tego przestępczego procederu i ikona petbiznesu. Gdyby napisał książkę, w której szczerze opisałby ilu ludzi udało mu się zniszczyć, ilu prokuratorów wkręcić w krzywe akcje albo ile sądów oszukać- aż bym ją kupił. W sumie to ma teraz sporo czasu, może powinien to przemyśleć. Grzegorz współpracował z co drugą pseudo-organizacją w tym kraju. Nawet nie policzę ile razy próbowaliśmy wyśledzić jakiegoś skradzionego psa, a ślad po nim urywał się na tekście "przekazali go Bielawskiemu". I żeby te zwierzęta trafiały w jakieś lepsze warunki jeszcze. Ale nie. Ten cały "azyl" w Kuflewie to warunki mocno poniżej schroniskowych. Betonowe kojce inspirowane wczesnymi Radysami i dziwne konstrukcje z zardzewiałych kontenerów. Co tam jeszcze? Aha, Grzegorz przecierał szlaki dla wszystkich sobie podobnych od niemal zawsze. Pierwszy wyrok skazujący za przywłaszczenie psów to jego zasługa. Pierwsza delegalizacja stowarzyszenia za nagminne łamanie prawa- jego zasługa. Teraz w sumie też jest pierwszy. Bo przypadki bezwzględnego więzienia dla aktywistów zdarzały się, ale "tylko" za oszustwa lub posiadanie białego proszku. Za zwierzęta jeszcze nigdy. Na szczęście mamy Grzegorza, który odkrywa nieodkryte. Dzięki! Jeżeli ktoś pozostaje w konflikcie prawnym/finansowym lub czuje się pokrzywdzony przez Grzegorza Bielawskiego, Stowarzyszenie Pogotowie dla Zwierząt, Fundację Pańska Łaska lub resztę tych dziwnych tworów, to jest odpowiedni czas aby przypomnieć o sobie w prokuraturze Bo przynajmniej wiadomo gdzie gość przebywa. Nie będzie cyrku z niedostarczonymi wezwaniami czy awizowaniem kolejnych zaproszeń do złożenia wyjaśnień w roli świadka. Choć wątpię, żeby on w ogóle pamiętał gdzie upłynnił te wszystkie kradzione zwierzęta. Tak czy siak, próbować warto. Zawsze to oszczędność kilku miesięcy a i ustalanie wersji wydarzeń z innymi aktywistami chyba nie jest tak proste zza więziennych murów. I proszę się o niego nie martwić. To kawał chłopa jest. Z dwa metry ma, przynajmniej. Bardzo ułatwiało mu to wchodzenie na posesję czy do mieszkań różnych starych, biednych czy chorych ludzi. Swego czasu nawet z pracownicą Inspekcji Weterynaryjnej próbował rozwiązań siłowych, ale uszło mu to płazem- niestety. Proszę się o Grzegorza nie martwić, bo może znajdzie sobie nowych przyjaciół. Ba! Może wyjdzie i otworzy nową Fundację z nimi! W końcu polskie przepisy nie zabraniają być takim "inspektorem ds. zwierząt" komuś po odbyciu wyroku. I to jakiegokolwiek wyroku. Jeżeli ufać współpracownikom Grzegorza, to mamy od niego spokój na najbliższe 8 miesięcy. Problem w tym, że im za cholerę ufać nie można, więc na pewno wcześniej zadzieje się jakaś magia i zobaczymy go na wolności. Być może z obrączką na nodze, albo długiem na kilkadziesiąt tysięcy u anonimowego darczyńcy. Dziwi jedynie, że wszyscy próbują to przemilczeć. Gdzie te media, które przez lata promowały pospolitego kryminalistę? Albo chociaż te aktywistki, które zawsze oburzały się, gdy przestępca był nazywany przestępcą? No nie ma. Zgaduję, że zamierzają milczeć na ten temat przez ponad pół roku a później udawać, że nic się nie wydarzyło. Niech będzie. A w międzyczasie aktyw społeczny powinien pojechać do tego całego Kuflewa i zobaczyć jaki piękny burdel pod nieobecność Grzegorza został. I zestawić sobie to ze zdjęciami z różnych "interwencji" dokonywanych przez zdelegalizowane Pogotowie dla Zwierząt. Bo chodzi o dobro tych zwierząt, prawda? --- Niby świąt jeszcze nie ma, ale prezent już dostałem. Teraz czekam na następne. Chętnie zobaczę raz jeszcze dolnośląskich złodziei zwierząt w kajdanach. Nie pogardzę też sądem nad kilkoma innymi aktywistkami, które zwierząt już nawet nie widują, bo przecież muszą zajmować się mataczeniem lub lobbingiem. Opcjonalne przyjmę jakieś lepsze piwo, wysłać można o tutaj: https://buycoffee.to/czarnalistapro Przez święta nic się tutaj nie pojawi, bo mam świadomość, że te posty miłe i przyjemne nie są zwykle (ten chyba jest wyjątkiem). Ale jakby ktoś chciał pogadać to jestem w okienku messengera. A po świętach podsumujemy ten arcyciekawy rok, bo trochę się wydarzyło...
-