-
Posts
5689 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by a_niusia
-
co to za chirurg? skad jestescie-mozesz napisac na pw. zgoogluj sobie metody tplo, tta i poczytaj. czy chirurg mowil o ktorejs z tych mozliwosci? reonstrukcja wiezadla u psa nie daje tak dobrych rezultatow. bardzo czesto nawracaja kulawizny itd. problem w tym, ze tta czy tplo to twarda ortopedia i niewielu lekarzy ja w pl tak naprawde robi, bo nie potrafia. nie wiem, moze u niewielkiego 10letniego psa rekonstrucja sie sprawdzi. moja suka miala niecale dwa lata, gdy miala operacje, wiec moze to inny przypadek. w kazdym razie zycze szybkiego powrotu do zdrowia.
-
no to w przypadku malego, starszego psa to fatycznie moze wystarczyc.
-
jakiej rasy jest pies? skad jestescie? poczytaj w necie o tta albo tplo. mam suke rasy bardzo aktywnej po operacji tplo. nigdy w zyciu nie zdecydowalabym sie na implant wiezadla.
-
no u nas tez jest taki jeden piesek a wlasciwie diewczyna. odkad tylko odrosla troche od ziemi zaczela ujadac na inne psy i to najczesciej zza nog swjego pana-starszego dziadka. schemat ten sam: najpierw mega napinka i naprezona smycz, a potem jak pies przechodzi obok, to za nogi i dawaj drzec pale. i dzis wlasnie tez to zrobila, byla luzem, moje dwa psy tez byly luzem i musialam z nimi minac tego rozdartego kundla. o ile moja mloda przebiegla sobie na okolo, bo jest jeszcze za mala, zeby sie bawic w pokazowke, to moja druga suka szla przy nodze, normalnie, spokojnie i ten pies zaczal robic takie akcje: podbiega do nas, drze morde na Ronje i spieprza za nogi i tak caly czas:) Ronja ma mentalnosc mlodego buddy i uznala, ze ten kundel to nie jest dla niej przeciwnik i tak lazla patrzac to na mnie to na tego owczara...ale jak owczarzyca postanowila zasadzic sie na mala Grete to niestety, ale juz bylo nawet dla buddy za duzo i dostala po prostu bardzo wychowawcze lanie-troche ja Ronja przeciagela po glebie bo to jest nasz gowniarz i tylko my mozemy go bic:))) w sumie to dla mnie byla taka mocno nieszkodliwa sytuacja, bo Ronisia to jest piesek, ktory bez powodu sie nie unosi, bardzo szybko wraca do odpowiedniego poziomu emocjonalnego i generalnie uwaza, ze przemoc to ostatecznosc. ale bardzo cieawe jest to, ze ten pan nie zabral swojego psa mimo ze mu to zasugerowalam i ciagle powtarzal "mloda jest, bawic sie chce", "ona tak tylko rozmawia" oraz na koncu "oo ten pani tez chce sie bawic, dal sie przekonac" ja Ronka juz trzymala te suke na glebie. spoko, jest zabawa-fajna draka:))) powiem szczerze, ze o ile jeden z moich psow ma troche klopotow z emocjami, ciezko przychodzi mu wyciszanie sie i w ogole trzeba mu pomagac schodzic z wysokich obrotow, to z takim histerykiem i tak bym nie chciala zyc i nie wiem, co kieruje ludzmi, ze doprowadzaja swoje psy do takiego stanu.
-
[quote name='dance_macabre']Nie wiesz co tracisz :shake::evil_lol: Schodki są coraz częściej bo coraz mniej osób ma siłę wsiąść na konia:diabloti: niemniej ostatnio byłam w stajni gdzie trenerka kazała mi wsiąść żeby zobaczyć czy dam rade(pomimo że przyniosłam sobie schodki i mówię że szkoda mi kręgosłupa konia) jak zobaczyła że dam radę to następnym razem mogłam wziąć:roll: poniekąd rozumiem poniekąd nie. Kiedyś jeździłam właśnie na bezterlicówce i potem wsiadłam na normalne to się załamałam, już mi nie było wygodnie a ja akurat zupełnie nie czułam czy siodło jest wygodne czy nie. Ok chyba koniec bo straszny OT się robi i zaraz nam :mad:[/QUOTE] chyba trzeba byc mega lebiega albo mega grubym zeby nie moc wsiasc na konia z ziemi. serio... a jak ktos jest gruby to moim zdaniem nie powinien pchac sie komus na grzbiet tylko najpierw schudnac.
-
[quote name='ulvhedinn'] I widzę wątek poboczny- to już wspomniane wzorce stajenne. Niestety w wielu stajniach konie doznają przemocy, nie pracuje się z nimi, ale je łamie- a pożądane zachowanie wymusza bólem i przymusem. Owszem, przez ładnych parę lat jeździłam i zdążyłam się naoglądać... m.in. w jednej ze stajni, gdzie były prowadzony WF dla studentów, pod siodło dawana była stareńka, wyeksploatowana klacz- dla niej wysiłkiem było zagalopowanie wzdłuż jednej ściany ujeżdżalni - tekst trenerki: "no przywal jej batem, niech się ruszy!!". - a koń po takim krótkim galopie ledwo dyszał. Do dziś żałuję, że poza zrezygnowaniem z zajęć i wyrażeniem oburzenia, nie wpadłam na zrobienie czegoś więcej, zorganizowanie interwencji (to było na tyle dawno, że jeszcze nie znałam tych ludzi i organizacji co dziś i niestety nie miałam aparatu w komórce ). Ale i w dużo bardziej "profesjonalnych" stajniach używa się przemocy, strzał batem i kopniak to norma, używa się sprzętu, który powoduje u konia dyskomfort i cierpienie.... Jeśli dzieciak trafi do takiej stajni, to czego się nauczy?[/QUOTE] ja tez widze ten watek i w sumie mialam tu napisac cos innego, no ale... ja jezdze konno od 9 roku zycia i jakos tak mialam szczescie zaczac w stajni, ktora byla bardzo mala i nawet boksow tam nie bylo, a onie mialy do niej wolny wstep, kiedy chcialy. byla to stajnia znajomego mojej mamy. potem jak doroslam, probowalam znalezc sobie cos fajnego u mnie w miescie czy gdziej blisko i nie powinno to byc problemem, bo jezdzilam dobrze, obycie z konmi mialam itd. ale wszedzie mi bardzo, bardzo wiele przeszkadzalo. na wf na studiach zapisalam sie na konie i w ostatni dzien zrobilam tam mega wielka awanture. szczerze mowiac watpie, zeby to, co sie tam dzialo nadawalo sie na interwencje jakiejs organizacji, ale szczerze mowiac ja w ogole nie rozumiem jak mozna tak traktowac zwierze. w tym roku zaczelam studia podyplomowe i jeden ze zjazdow byl w stajni. caly weeend siedzialam na tylku i obserwowalam prace prawdziwego konskiego cesara milana i naprawde mimo ze wczesniej nie za bardzo interesowalam sie psychika konia, moje zainteresowania to zawsze byly malpy i drapiezniki juz od czasow studiow, to oczy otworzyly mi sie na mnostwo rzeczy i jak pokazano mi takie rzeczy jak np. metody montiego robertsa to naprawde doznalam czegos w rodzaju pozytywnego szoku. i teraz wiem, ze tak jak nie ma dla nas w moim miescie psiej szkoly, tak i nie ma stajni.
-
dobra, ale z drugiej strony obczajcie sobie ile osob, ktore ma psy prosto z hodowli, od 8 tyg zycia ma z nimi problemy nie polegajace wcale na tym, ze pies sie nie skupia.
-
a ja z doswiadczenia wiem, ze operacje odradzaja weci, ktorzy nie umieja jej przeprowadzic. ja na twoim miejscu ratowalabym psa i uderzyla do dr niedzielsiego do wroclawia, bo on robi rzeczy, o ktorych niektorym wetom sie nawet nie snilo.
-
[quote name='magdabroy']A ja z innej beczki :eviltong: a_niusia a skąd imię Tiamat? Miałam sukę o takim imieniu jakieś 15 lat temu ;) tiamat to jest http://pl.wikipedia.org/wiki/Tiamat poniewaz bardzo ciezko o lepsze imie dla psa pletwonurka to zostawilam jej rodowodowe. ale czesto mowie na nia tez tiamina, bo niedobor tiaminy powoduje delirium tremens:)))))
-
ja tam mam takie troche a moze nawet mocno ironiczne podejscie do ludzi "cwiczacych z psem" w miejscach ogolnodostepnych, bo mimo ze sama raczej jestem wyrozumiala i grzeczna dla innych psiarzy, to bardzo czesto zdarzalo sie, ze ci ludzie po prostu byli niemili zupelnie bez potrzeby i probowali zagarnac dla siebie przestrzen publiczna i nie chodzi tylko o innych psiarzy, podbiegaczy, ale tez o matki z dziecmi i nawet ludzi, co chcieli sie na trawie browara napic. "my tu pracujemy" wysyczane przez zeby panieny z borderem to jest serio taka jakby ich wizytowka. np. kilka razy mialam taka sytuacje, ze lasce uciekl border, z ktorym cwiczyla frisbee w parku, przez ktory przechodze idac na spacer lub po ktorym czasem laze z psami jak np nie chce z jakiejs przyczyny isc za wal na laki. i tak: za pierwszym razem bylam sama ze szczeniakiem, border chcial zaatakowac mojego psa, ale nie zrobil tego, bo moja reakcja byla dla niego troche niespodziewana i musial uciekac. za drugim razem podbil do mojego najstarszego psa, ktory byl troche kulawy i musial miec emeryckie spacerki. zostal odpowiednio pogoniony. a za trzecim razem znow napadl na mala grete tylko tym razem juz mu sie udalo. ale...juz bylismy calym stadem i po prostu moje dwie dorosle suki tak pogonily mu kota, ze poszedl w sina dal. moje psy oczywiscie odwolalam. przy zadnej z tych sytuacji nie uslyszalam od wlascicielki zadnych przeprosin. serio nic. pies jej spierdzielal, aby napasc psa, ktory byl w naprawde sporej odleglosci i nie wykazywal nim najmniejszego zainteresowania. i wczoraj wracalam z moimi psami ze spaceru a tam znow on. moje suki najstarsza i najmlodsza lubie sie jeszcze troche pogonic po lace zanim pojdziemy do chaty. i mimo ze gonily sie w odleglosci dlugosci boiska pilkarskiego od nich i to wokol krzaka laska zawolala do mnie "prosze zapiac psy, bo my tu pracujemy". ta propozycja byla absurdalna ze wzgledu na wszystkie powyzsze okolicznosci:))) wiec jej odpowiedzialam, ze mi to nie przeszadza i moga sobie pracowac:))) no to ta laska do mnie "kuur...wiesz do czego sluzy smycz?!!!"-po tym poznalam, ze na bank jest z dogomanii:))))) i w tym momencie jej pies jak zwyle spierdzielil...ale nie do moich bawiacych sie suk, tylko do ronji, ktora siedziala kolo mnie i czeala na reszte druzyny. oczywiscie nie mial poojowych zamiarow, ale ronja zglebila go z klasa i bez nadmiernego emocjonowania sie, bo to mieczak. kolo nas tez jest boisko i przez ostatnie tygodnie, kiedy tiamina moja kurowala uszodzone sciegno, chodzilam z nia tam i robilysmy wechowke i sztuczki, zeby cos od zycia jedna miala. kilka razy zdarzylo sie, ze ktos tam z psem wbil, ale nie w celach wlasnych, tylko "zeby sie pobawily", ale moj pies nie ma problemow z rozpraszaniem sie wsrod innych kundli, wiec po prostu warowalam ja, a wlascicielowi tlumaczylam, ze my tu sie zamykamy, bo mamy niestety chora lapke i musimy unikac szalenstw, ale za kilka tygodni na pewno beda mogli sie spotkac i pobawic. ludzie zawsze zabierali swoje psy, a jeden gosc nawet po pewnym czasie zlapal swojego psa, jak nas spotkal i na wszelki wypadek wypytal, czy juz na pewno wszystko w porzo. oczywiscie moj piesek pogonil jego pieska ja tylko zajrzal mu pod sukienke:)))) ale to juz inna sprawa:))) tak wiec ja uwazam, ze jesli ktos nie ma swojego ogrodzonego terenu, to musi sie liczyc z towarzystwem nawet jesli sobie go nie zyczy, ale mozna tez pojsc na kompromis:)))
-
[quote name='Sybel']To mi przypomniało o wyżle, którego mieliśmy na osiedlu. Piękny, dorodny pies z charakterem, mieszkał w dwóch, czy trzech pokojach z dziewięciorgiem ludzi, w tym dwojgiem dzieci. Wyprowadzała go TYLKO najmłodsza, wtedy jeszcze w gimnazjum dziewczynka była. Pies miał napady agresji, bo był niewybiegany - w ogóle niespuszczany, próbował dominować, prawie odgryzł ucho chłopcu, gdy ten leżał na łóżku i czytał książkę. Rodzina się go bała. W końcu, po chyba trzech latach, wpadli na to, by go oddać. Trafił do faceta, który ma dom z terenem leśnym, zbiornikiem wodnym, jest myśliwym i pracuje z takimi psami. Nagle okazało się, ze pies był super posłuszny, łatwo się szkolił, bo chciał się uczyć, wpatrzony w faceta jak w obrazek, wybiegany, okazał się bardzo dobrym psem w swojej kategorii. Miał pecha, bo poprzedni właściciele go od znajomych jako podrostka dostali, bez pojęcia o rasie. Na szczęscie udało nam się ich namówić na szukanie mu domu, podłożyłyśmy im kilka stron do poczytania na temat psów myśliwskich i zrozumieli, ze u nich pies się dusi.[/QUOTE] no mnie sie strasznie duzo osob pyta ja to jest mozliwe, ze moje pieski nie robia rozpierdu w chacie. dla mnie to jest takie pytanie "ja to mozliwe, ze nie sraja w domu?":))) no normalnie: jak nie ma sezonu na teren to z ranca dostaja taki wycisk na spacerze, ze nie za wiele im sie chce robic rozpierd, bo spia (chya ze greta, ale ona ma 7 miesiecy, wiec pewne rzeczy sa wybaczone poza tym jak nikt ze starszych nie chce z nia siac zametu to tez idzie w kime) a potem po robocie to samo. i teraz tak: nie kazdy to lubi, nie kazdy ma czas...no i nie kazdy musi miec wyzla.
-
[quote name='Czekunia']Dla każdego coś innego, ale myślę, że spokojnie dałabyś radę;-). Ja mam coprawda psy w typie (WNK i weimarka), ale wcale nie jest z nimi tak źle, no chyba że trafiły mi się wyjątkowe egzemplarze. Uwielbiają oczywiście otwarte przestrzenie, wąchanie, szukanie zapachów, przeczesywanie zarośli, ale piłeczka czy ogólnie aportowanie to jest to, co równie mocno lubią. Dzięki znajdowaniu im zajęć na spacerach (owszem - mamy takie typowo "luźne", gdzie pieski sobie beztrosko "pląsają":diabloti:) mogę bez problemu powstrzymać je przed pogonieniem sarny czy zająca. Ostatnio nawet szarpałam się z Zarą, niedaleko nas przebiegła sarna, a Zara tylko spojrzała i wróciła do zabawy ze mną. Jak są ze mną na koniach w terenie, czy na rowerze to też nie myślą o tym, żeby pogonić coś, co akurat wyskoczyło przed nosem. Oczywiście nie są idealne, więc zdarzyło się kilka razy, że pognały za zwierzyną, ale nie taki straszny diabeł:smile:, chyba że Twoje obawy wynikają z czegoś innego.[/QUOTE] z jednej strony tak, ale z drugiej... wyzel niemiecki czy weimarski to sa stworzenia ciete na drapiezniki. zdarza sie, ze na polowaniu spotka taki jakiegos twardziela i wraca z zakrwawionymi uszami i klata do szycia mimo ze jest na codzien ulozonym psem i to czesto nie tylko polujacym, ale tez konkursowym czy nawet trialsowym, a tam to naprawde jest system zero-jedynkowy i eliminuja cie za kazde potkniecie. moja znajoma ma takiego psa i np zalozyli mu raz obroze z gps i okazalo sie, ze mimo ze pies na serio dobrze "zrobiony" to jak wpadl na sarne to sobie ze 150 metrow pogonil dla przyjemnosci za zanim wrocil do dalszej pracy. moje dwie dorosle suki tez sa fajnie zrobione jesli chodzi o sarny itd, na trialsach tiamat wpadla na kozla i bez problemu sie odwolala, w ogole nie bylo mowy o jakimkolwiek gonieniu, bo wiadomo, ze pies wiedzial, po co jest w tym polu itd. jednoczesnie jestem pewna, ze gdyby czysto hipotetycznie biegla sobie, nikt by na nia nie patrzyl i napotkalaby na sarenke, to by sobie ja pogonila dla funu kawalek. tylko ze wlasnie: wszystkie moje psy od pierwszych tygodni z nami sa puszczane bez smyczy, uczone, ze trzeba sie pilnowac itd przez co nabywaja swoistej jak ja to nazywam "inteligencji terenowej" i jednoczesnie bardzo, bardzo szybko maja kontakt ze zwierzyna i to nie jest dla nich taka podjarka jak dla niektorych wyzlow, ktore sarne widza raz na pol roku i przez to nie ma cienia szansy, aby wypracowac odwolywalnosc, bo po prostu pies na wido sarny wpada w niezdrowy stan emocjonalny. kazda z moich suk pogonila nie raz sarne-nie ma na swiecie wyzla, ktory tego nie zrobil. ale przez te wszystkie czynniki, ktore wymienilam, nigdy w zyciu nie musialam np. szukac moich psow 5 km dalej, bo nawet ja miewaly wpadki to mialam 100% pewnosci, ze wroca za chwile do mnie. dla mnie dobrze prowadzony pies mysliwski z gr 7 to jest pies, ktorego nie da sie zgubic na spacerze nawet jak ktos sie bardzo postara. oczywiscie jesli ktos chce psa, dla ktorego sensem zycia jest pilka i kliker to nie tedy droga. co nie oznacza, ze pies mysliwski nie pobiega za pila, nie powiczy sztuczek ani nie pobiega po torze agility. moje pieski robia z nami bardzo, bardzo duzo roznych rzeczy, a moj najstarszy pies to nawet jest perfekcjonista i mega kujonem:)) ale wiadomo, ze to sa przede wszystkim psy dla ludzi bardzo, bardzo aktywnych, ktorzy lubia sie z chaty ruszyc i to nie na 15 minut. i to dla ludzi, dla ktorych aktywnosc nie oznacza stania i rzucania psu pilki na podworzu. i trzeba sie liczyc z pewnymi zachowaniami, ktore wsrod innych ras nie wstepuja np. martwa, twarda stojka, podczas ktorej pies nie reaguje absolutnie na nic, bo jest w zupelnie innym wymiarze i ktora wymaga reakcji ze strony przewodnika-czasem za psem trzeba w krzuny wlezc:))) np. mi sie wydaje, czekunia, ze do was taki wyzel z krwi i kosci by mega pasowal i mielibyscie sporo radosci i podjarki z jego poszczegolnych etapow rozwoju i sadze, ze moglibyscie sie dosyc wkrecic w takie nawet podstawowe, instynktowne szkolenie takiego pieska, bo to jest bardzo, bardzo fajne i np. powiem szczerze, ze my duzo wiekszej podniety doznalismy jak mala greta pierwszy raz sama wypracowala ptaka i utrzymala stojke niz jak nauczyla sie przybijac piatke:)))) ja w zyciu mialam rozne psy, ale odkad moj stary przyprowadzil do chaty pierwszego setera, to mimo ze po drodze rozne kundle sie trafialy, to jednak moje mysli ciagle dazyly do tego, aby miec czarna mende. i pamietam jak wzielam pierwszy raz tiamat na rece i ruszylysmy w trase lublin-wroclaw...nigdy nie czulam sie tak spelniona jak wtedy. pamietam jak hodowczyni zapytala mnie, dlaczego gordon:))) a ja na to, ze cale zycie czealam na czlowiea, z ktorym bede miec setera szkockiego, a nie ojca moich dzieci:))))))) a i jeszcze moze dodam, ze tiamat chodzi luzem po osiedlowych trawnikach mimo ze sa tam koty. w ogole sie nie dygam, ze ktoregos pogoni, bo nie znaczy nie. ronja tez coraz czesciel lata tam luzem mimo ze jest fanem kotow i na bank, gdyby spotala na spacerze, to gdybym nie zobaczyla go pierwsza, to by go pogonila. oczywiscie jak sa w trojke to tylko tiamina moze byc luzem, gdyz to moj pupil i ma specjane wzgledy. ale po prostu: nie ma czegos takiego, ze pojda w dluga za kotkiem i moge im pod tym wzgledem wierzyc.
-
Zuzu, Raven, Hunter i koty plus inne potwory. Zapraszamy
a_niusia replied to evel's topic in Foto Blogi
wiadomo, ze to to inna energia. ale...no wlacha: to nie twoj pies. moze, gdyby byl twoj, to zlapalibyscie lepszy kontakt, a pies polubilby prace tak, aby byc na nia na serio napalonym. -
Zuzu, Raven, Hunter i koty plus inne potwory. Zapraszamy
a_niusia replied to evel's topic in Foto Blogi
a nie sadzisz, ze moze byc tak, ze ty nie potrafisz mu tego z roznych przyczyn wytlumaczyc albo co gorsze on dosonale kuma, o co ci chodzi, ale nie robi tego, co od niego oczekujesz i co prawdopodobnie zrobilby inny pies poniewaz dosyc ostentacyjnie ma cie w dupie/nie powaza cie i generalnie antropomorfizujac troche niezbyt jestes w stanie zdobyc u niego szacun na tyle, aby pracowal z toba? wiem, to brzmi dziwnie, ale czasem warto sie do tego przyznac. ja tez mam psa, tory ma mentalnosc mlodego buddy i jej dewiza to "mam to ww dupie, naskocz mi" i bardzo, bardzo dlugo nie moglam z nia zlapac takiego kontaktu jak bym chciala, ale poniewaz obserwowalam ja w domu na codzien wiedzialam, ze to nie dlatego, ze ronja jest glupia. przeciwnie. szokowalo mnie, ze ten pies do niektorych rzeczy podchodzil nie jak pies i przejawial niemal analityczne wlasciwosci umyslu. wiec tym bardziej rodzila sie we mnie frustracja:))) ale jakos tak wyszlo, ze sie zajebiscie zaprzyjaznilysmy, zaczelysmy sie nawzajem szanowac mimo ze obie wiemy, ze nie jest moim psem i nigdy nie bedzie i teraz zyje nam sie razem zajebiscie i nawet zlapalam sie na tym, ze powiedzialam jej, ze jest moim najslodszym pieskiem oraz co nawet gorsze kazalam dwom pozostalym psom brac z niej przyklad. raz kiedys jeden typek na spacerze zbiorowym chcial dac ronji kawalek kielbaski i mowi do niej "ronja, siad!". ronja patrzy na niego jakby byla glupia. on mowi "no siad!!" ona caly czas patrzy na niego...i w koncu on mowi "co ona nie umie tego?" a moj chlopak na to "umie, ale nie zrobi nawet ja dasz jej 5 kg kielby, bo cie nie szanuje". a on na to "jak to nie szanuje?" a moj tz "bo nie jestes jej przyjacielem". i ten koles tak stal przed nia z ta kielbasa, ona patrzyla na niego coraz bardziej pogardliwie a on do niej "siad, no siad!!". w koncu rona wziela sobie ta kielbe sama, on chcial ja poglaskac a ona odsunela sie od niego z obrzydzeniem na ryju. i aby to sprawdzic ronje zawolala nasza kolezanka, ktora zna i bardzo lubi. i nie miala ciastek ani kielby. kazala jej usiasc, polozyc sie, przybic piatke, obrocic sie i w nagrode ja pougniatala i jeszcze zostala serdecznie wylizana z radosci. wiec...:))) roznie to bywa z psami, ktore maja wszystko w dupie. zwykle wcale nie maja. a co ciekawe jesli chodzi o prace uzytowa nasz wszystko majacy w dupie pies jest tak skoncentrowany na wspolpracy z przewodnikiem, ze az czeka na dalszy jego ruch. zadna z naszych pozostalych suk nie jest az taka mimo ze wszystkie pracuja bardzo fajnie. -
[quote name='asiak_kasia']:loveu: nie zawiodłam sie ani trochę. Ide odebrac wygrany zakład. Dziękuję anusiu ;) a że tak zapytam ile szczeniąt z Twojej hodowli poszło w świat? Zdaje się, że żadne? Bo ich do tej pory nie było? Także wypowiadasz się z perspektywy NABYWCY tak samo jak ja :diabloti: Czy może nabywcy tez dzielą się na tych którzy wiedzą wiecej lub mniej? Może liczą się tylko umowy z 3 cacibami, a te "zwykłe" już nie? No sory anusiu droga, ale jak sama zauwazyłas tu się dyskutuje. Ja od nikogo nie wymagam, żeby mnie klepał po pleckach i się ze mną zgadzał. (A żeby było śmieszniej to po raz kolejny powiem, że zgadzam się ze stanowiskiem czy Rosiczki czy innych nazwijmy to "zwolenników" umowy) A to, że rozumiem tez punkt widzenia Vectry, to koniecznie chcesz mnie postawić po tej drugiej stronie barykady. Tymczasem ja sobie chce byc neutralna, jak Szwajcaria. ;)[/QUOTE] nie chce cie nigdzie postawic. w ogole nie chce misie z toba gadac, bo nie ma z kim. nie mowiac juz o budowaniu barykad. wiec...:))) eot
-
powiem ci kasiu, ze nie sledze cie az tak na dogo, zeby wiedziec, co tam w chacie masz czy mialas(poza tym, ze chyba nawet benedykt 16 wie o twoim rotku, bo soro benedykt to wie to wiadomo, ze cale dogo tez). nie 'walcze z toba", bo zeby walczyc to trzeba miec przeciwnika. w tym watku nikt nie walczy, tu sie dyskutuje i to dosc merytorycznie...poza nietorymi belkoczacymi od rzeczy osobami:))) jednak...no sorry, ale majac zerowe doswiadczenie w tej kwestii, mozesz myslec co chcesz, ale...tylko myslec. ta ja mozesz wyobrazac sobie, jak to jest na ksiezycu.
-
[quote name='Rinuś']Fakt, czytasz ze zrozumieniem :p nie będę Ci tłumaczyć jak Vectra 5x tego samego, przeczytaj ze zrozumieniem ,pomyśl i sama do tego dojdziesz (albo i nie). ps. mam psa bez papieru,może to Ci coś rozjaśni.[/QUOTE] :))) no rozjasnia mi:))) niczego nie musisz mi tlumaczyc, bo nie masz pojecia, o czym rozmawiamy w tym watku.
-
[quote name='Rinuś']Takie, że wiem, że możesz sobie nim podetrzeć tyłek :p bo w labradorach bywają hodowle, które nakazują w umowie , że repa dla suki wybiera sam hodowca ( tylko, że on wybierał przeważnie repa ze swojej hodowli), a właściciel suki miał to gdzieś i pokrył psem, którego on uważał za psa wartościowego i hodowczyni nic nie wskórała swoją umową :p[/QUOTE] ale tobie sie to zdarzylo czy znajomym krolika? ile takich umow podpisalas?
-
a ty rinus jakie masz doswiadczenie w sprawie umow zawieranych z hodowcami?:))))
-
[quote name='Rinuś']ja się zastanawiam ile razy jeszcze to napiszesz? bo w samym tym wątku przeczytałam to już PRZYNAJMNIEJ 3 RAZY. edit. doszedł 4 raz. :mdleje:[/QUOTE] no to i ta troche mniej razy niz tu bylo wspominane o 3 cacibach. a 3 caciby w umowie sa wlasnie z tego powodu, ktory zacytowalas.
-
alez zwykly kowalski kupujacy zwyklego pieska dostanie prosta umowe bez zadnych dodatkowych "nakazow" czy "wymagan". ale ja DOSTANIE. ja dostalam umowe specyficzna ze wzgledu na jakosc psow, ktore mam w domu. na moja najstarsza suke mam umowe dla "zwyklego kowalskiego"-oczywistosci bez dodatowych wymagac.
-
a ja sadze, ze jesli sie komus oddaje efekt wieloletniej pracy hodowlanej nie tylko swojej, ale rowniez hodowcow, ktorzy wyhodowali przodkow twojej suki (a np. moje suki moga sie pochwalic naprawde super przydomkami figurujacymi w rodowodach-absolutna swiatowa czolowka), to masz jak najbardziej prawo rowniez do "zyczen" zawartych w swojej umowie. w pewnych przypadach to, ze dostaniesz od kogos szczenie to serio wyroznienie, bo sa po te szczenieta kolejki wieloletnie i wielokilometrowe z calego swiata. jesli jednak sprzedajesz byle co...to wiadomo, ze nie za bardzo, bo to bez sensu:)))
-
ty w tej dyskusji nie podalas ani jednego merytorycznego argumentu. naprawde ANI JEDNEGO.
-
:))))) w porownaniu z twoim moj polski jest jak u miodka:))))