Tyśka)
Members-
Posts
35751 -
Joined
-
Days Won
144
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Tyśka)
-
Jakiego urwisa?! Aniołeczek :)
-
To ja z Tobą :)
-
:) Na szczęście się uzupełniamy :D
-
O kurcze... jeżeli masz zdjęcia to prześlij... Możliwe, że pochodzą z tego samego domu?
-
A jak już będzie miało się dośc opieki to mięso jak znalazł :)
-
Tora & Lumpek (oboje za Tęczowym Mostem), ich dwóch i Tajga :)
Tyśka) replied to *Magda*'s topic in Owczarek niemiecki
Bo nas nie lubi :D -
To prawda, tutaj wszyscy zapsieni po uszy i ponadto, bo mają psiaki na DT i ratują ciągle psiaczki... Warto poogłaszać na różnych portalach ogłoszeniowych, a i prędzej pies znajdzie dom, jak wstawisz na różne grupy fejsbukowe.
-
Mam tak samo. A i teraz nie mogę zgonić, że pies i kot to porządku utrzymać się nie da:D Tyle tylko, co teraz piachu nie mam tyle:) Ja mam czysto przez może jeden dzień. Potem bałaganik.
-
Brak słów... To znaczy gratulacje :) aleee mogłaby zajrzeć jednak.
-
Tora & Lumpek (oboje za Tęczowym Mostem), ich dwóch i Tajga :)
Tyśka) replied to *Magda*'s topic in Owczarek niemiecki
Dzien dobry! -
Coś za coś :) I tak to dobry interes: nawóz + mleko + darmowe koszenie :)
-
Rokuś za TM [*] Kula zaginęła 1 sierpnia 2022 :(
Tyśka) replied to Ewa Marta's topic in Już w nowym domu
Może i zwolnił, ale i tak nieźle się trzyma dziadeczek :) on wie, że ma dla kogo żyć, więc walczy. Ciepłe pozdrowienia przesyłam. I dużo siły życzę... -
})i({ Baksymilianowo - Blu i Benji podbijają świat })i({
Tyśka) replied to Patikujek's topic in Foto Blogi
Właśnie widzę, że w barach szeroki, dlatego pytam - bo wygląda na sporego psiaka (ale nie grubego :) ) mimo wielkości. Mój też taki: niby nieduży, a waży 15kg. Oby chłopcy się dogadali - ale jak futro nie leci, krew się nie leje to będzie okej :) Zawsze zazdroszczę tym, którzy mają dwa psy. Uważam, że duety dobrze sie chowają, zwłaszcza jak nalezą do towarzyskich psów. -
Najprędzej po 6stym lutym, bo wtedy kończę (mam nadzieję, że kończę!) egzaminy wszelakie. Jednak potrzebuję jeszcze namiarów kontaktowych i na miasto, jakie mam ogłaszać. Najlepiej by było, by do tego czasu właściciele porobili troche ogłoszeń, chociaż na olx, morusku, alegratce, gumtree, lento, FB...
-
ano właśnie :D Jak se wychowasz, tak se masz ;) Hahahaha, to faktycznie trajkot z niego, skoro tak ciągle nadaje :D Może kiedyś będzie pracował w radiu albo w innej pracy, gdzie będzie mógł bawić się głosem:)
-
})i({ Baksymilianowo - Blu i Benji podbijają świat })i({
Tyśka) replied to Patikujek's topic in Foto Blogi
U nas dzisiaj wiosennie... wstałam cała spuchnięta i zapłakana... i w krostach... kocham wiosnę :) Jak Rysiu się sprawuje? Czy jeszcze stres go trzyma? Tak btw. ile waży? - bo wygląda na nieźle nabitego. Co do kotów... one nie są głupie... to my jesteśmy za głupi by je zrozumieć. One nie umieją powiedzieć tak, jak psy, że mają z czymś problem... i mają o wiele delikatniejszą psychikę niż psy. Wykładziny przy zasikańcach należy schować gdzieś głęboko. Wiadome jest, że zwierzę wybierze coś miękkiego niż jakieś podkłady - zwłaszcza że wykładzina pachnie nami, a podkłady to obcy zapach. Mnie tego moja psia tymczasowiczka nauczyła, że generalnie sikać można wszędzie (wszędzie, byleby nie na podkładach), więc wszystko trzeba zabezpieczyć. Wciąz upieram się, abyś zagadała do Magdaleny Nykiel - naprawdę zna się na kotach i może Ci nieźle pomóc. Szkoda kota, bo on też się męczy. Pisałam już chyba, że kocur mój miał tendencje do podsikiwania przed kastracją. Wykastrowałam. Sikał dalej, choć mniej, mniej intenywnie, zdecydowanie rzadziej i mniej smrodliwie. Okazało się, że to wynik problemu behawioralnego , nieradzenie sobie z frustracją, emocjami, nadmierne nakręcanie się na wszystko, nieumiejętność odpoczywania i tworzenia relacji - kontaktów poprzez zaniedbanie... (znaczy: w skrócie, bo to mega złożony problem i na moim kocie mogłabym pracę doktorancką napisać) - tak samo, jak jego (wg nas) bezsensowne rzucanie się na twarz po to tylko by nas pogryźć tak, żeby chociaż polała się krew (serio, moja babcia to w ogóle teraz ma niezłe blizny) albo skok z podłogi z wkurwem by rzucić się na szyję i wszczepić w nią - wynikały z nieradzeniem sobie emocji, a atakował nas regularnie: a to za to, że za głosno na ulicy, a za to, że jakiś ptak zaśpiewał, a za to, że się nakręcił na kurz fruwający pod światło... Dłuuuga, żmudna praca z behawiorystą (przy okazji trafienie na pierdylion znaffców, których posłuchałam i wzięłam drugiego kota - oczywiście pogorszyłam sytuację) i teraz klatki nie ma w użyciu (chociaż wciąż stoją obie w moim pokoju, czyli kocim pokoju wyciszenia). Kot sam się wycisza, a jak jest zmęczony to się uwali w klateczce i śpi... Chociaż jak mój starszy brat przyjeżdża do rodziców, to kocur chodzi nabuzowany - ale kojarzy mojego brata jako tego, który go zawsze nakręcał... Z czasem ataki ustały (na kotkę też). Teraz jak sie zapomni czasem wystarczy słowo DOŚĆ i już... Jednak po śmierci kotki znów zaczął nam lać po kątach - od razu badania na nerki i te sprawy (bo on ma mocno obciążone nerki, wyniki nerkowe zawsze zawyżone). Okazało się, że kot sobie nie radzi ze stratą kotki, z którą na pierwszy rzut oka nie tworzył żadnych wielkich relacji. Były one chłodne - a jednak zaburzona równowaga,świat który miał ułożony nagle zniknął i zaczął nam lać (ataki na nas również wróciły)... i praca od początku: cuda niewidy na uspokojanie, znowu autystycznie ułożony świat, znowu autystycznie przestrzegane rytuały... teraz już jest lepiej. Zdecydowanie. Już nie leje, już nie atakuje, już się przytula (!). Już wracamy do normalności. Serio, kotki są naprawdę skomplikowanymi zwierzątkami. Zdecydowanie bardziej od psów - psia psychika przy kociej jest prosta jak budowa cepa. Aaa, no i kota nie zmusisz do współpracy. Nigdy. A czy rozważałam oddanie drania? Jasne. Nawet na olx wisiało ogłoszenie... ale ostatecznie doszłam do wniosku, że nikt go odpowiedni nie weźmie. A potem trafiłam do Pauli (behawiorystki), która mi dała konkretne wskazówki. I powalczyłam. I nie żałuje, że kot ze mną jest - choć przez jakiś czas myślałam, że wszystkie jego schizy to PRZEZE MNIE i przez to, że nie moge mu zapewnić warunków, jakich potrzebuje. I że go unieszczęśliwiam - a przy okazji siebie i całą moją rodzinę... A to jest naprawdę zajebisty kot, po prostu miał pecha w życiu, że urodził się tam, gdzie się urodził... potrzebował pomocy. Aaaa, kotka też mi lała na początku jak ją wzięłam do mieszkania na studia. Bała się zostawać sama itd - ale u niej to wręcz sprawa prosta: pochowanie wszystkiego, na co może nalać, kuweta druga, obróżka behawioralna, feromony do kontaktu i na początku tak organizowanie życia, by powoli przyzwyczajała się zostawać sama. Koty naprawdę nie czują się komfortowo, lejąc wszędzie... Kotce zdarzało mi gdzieś nalać, jak nie było nikogo dłużej niż 12h na mieszkaniu - no i potem, jak choroba postępowała... ale wtedy i dwójkę zdarzało jej się gubić, i potem robić wszystko pod siebie... ale to już insza inszość. To się rozumie;) Jednak przyznaję, koty nie są dla mnie. Jestem zmęczona pracą nad Kurzykiem i jak pomyślę, że jeszcze raz miałabym to przechodzić (a np. lanie po kątach często się przechodzi, bo koty na niemal każdy problem reagują laniem) to podziękuję. Kurzyk jest moim jedynym, wymarzonym, najukochańszym i najcudowniejszym. Ale ostatnim.