Tyśka)
Members-
Posts
35751 -
Joined
-
Days Won
144
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Tyśka)
-
W tej krainie znajdziesz psa i kota....BDT u Kwiaciarenki
Tyśka) replied to Kejciu's topic in Psy do adopcji
Wiadomo co u kwiaciarenki? -
Dzisiaj mija dokładnie miesiąc, odkąd Borysek potuptał do Swojej Rodziny. Minęło to bardzo, bardzo szybko, a sam psiak przeszedł metamorfozę. Nie jest już tym biedakiem zawieszonym nad kałużą, obojętnym na wszystko. Zaokrągliły mu się boczki, sierść jest bardzo miękka i przyjemna w dotyku, sytuacja kupowo-dietowa została opanowana :) Przestał już urządzać głodówki, zjada z apetytem wszystko co dostanie, również suchą karmę. Zdrowotnie udało się wyjść na prostą, to znaczy dobrze dobrać leki (badania wskazały poprawę), pani doktor jest zadowolona z efektów leczenia. Kulawizna jest i będzie towarzyszyć cały czas, ale nie ma innych oznak bólowych czy reumatycznych. Nie reaguje na zmianę pogody. Biega, bryka, tarza się w trawie, jest zaciekawiony światem, otoczeniem. To, że jest zapatrzony w Pana pisać nie muszę ;) Ale również zaprzyjaźnił się na dobre z psiakami, uwielbia z nimi spacerować, wygrzewać się na trawie oraz spać - zwłaszcza docenia ich towarzystwo, kiedy jest bardziej sennie, deszczowo. Lubi wtedy spać bliziutko nich, a tamci absolutnie nie protestują. Sprawiają wrażenie dobrze zgranej ekipy, nawet mały zazdrośnik nie stroni od kontaktów z Boryskiem. Tuptuś jest niekłopotliwy i grzeczny, już bezproblemowo zostaje na czas pracy Państwa - choć swoich ludzi mocno kocha i garnie się do pieszczot :) Mamy... happy end. Ja z Panem jestem w kontakcie, pan wysyła mi wszystkie informacje, które mnie interesują - i to w pierwszej wolniejszej chwili. Dziękuję, że kibicowaliście Borysowi. Jesteście cudowni :) Bardzo, bardzo proszę o ostateczne rozdysponowanie pieniędzy zebranych na Bazarkach tuptusiowych na potrzeby bezdomnych, potrzebujących psów. Borysek nie potrzebuje ich, nie jest ani biedny ani bezdomny, więc najwyższy czas rozliczyć bazarki. Jestem z Panem umówiona (powtarzam to przy każdej nadarzającej się okazji, że może liczyć na wsparcie... aż mi głupio, że tak to powtarzam ;) ), że jeśli wyskoczy nagła potrzeba sfinansowania operacji/leczenia/konsultacji weterynaryjnej, która będzie kosztowała krocie (czyt.: przerośnie możliwosci finansowe Państwa) to założę zbiórkę na psiaka na przeznaczonym do tego portalu. Wówczas udostępnię całą dokumentację medyczną, lekarstwa, opisy z wizyt, badania itd. na tej zbiórce. :) To zrozumiałe, że sponsorzy mają prawo mieć wgląd do takich rzeczy. A teraz, przepraszam ale nie widzę takiej potrzeby. Pan nie wziął od nas ani złotówki, ja też nie zbierałam pieniędzy na swoje konto. Ba, Borysek nawet nie był na utrzymaniu Dogomaniackim ani chwili. Pies ma WŁAŚCICIELA, a Rodzina ma prawo do prywatności. Tak czy inaczej mam dostęp do tych wszystkich informacji weterynaryjnych (łącznie ze zdjęciem recepty na lekarstwa napisanej odręcznie pismem pani doktor, które dobrze znam), ale ich nie publikuję. Nie widzę takiej potrzeby. Pan ze mną utrzymuje dobrowolnie kontakt i jak tylko mam jakieś pytanie to je zadaję - i niemal od razu dostaję odpowiedź. Nieraz rozmawiam z Panem w nocy, bo wtedy mam czas i wtedy Pan jest uchwytny. I wiem, że Borys jest szczęśliwy i zaopiekowany. Oczywiście, będzie cudownie jakby elficzkowa miała możliwość odwiedzenia Pana i zdania dodatkowej relacji. W końcu jako Wybawicielka Boryska spojrzy bardziej krytycznie na to jak ma się jej były podopieczny :) Jeśli się Jej nie uda to poproszę te same osoby, które robiły przedadopcyjną (i z którymi wspołpracowałam parę lat!) o odwiedziny u Boryska za jakiś czas, ale... jakoś jestem spokojna o los Boryska :) Dla wytrwałych - podsyłam dzisiejszego Boryska :) Trzej muszkieterowie Mam jeszcze filmik. Jeszcze raz, bardzo bardzo dziękuję :)
-
Państwo ze Skylos szkolą też psy i mają hodowlę dość trudnej rasy. Na hotelu (i DT) mają bardzo często bezdomne psy z łatką problemowych, więc też biorą udział w weryfikacji potencjalnych domów. Ale to tak na marginesie. Fajnie, że się dzieje od razu po ogłoszeniu i że możesz wybrzydzać :) Mocno trzymam kciuki za całokształt.
-
Amik ostatnio trochę nabroił. W ferworze zabawy dziabnął jedną wolontariuszkę... w biodro. Miała siniak przez parę dni. Oczywiście, każdy kto go zna, ten wie, że Amik ma specyficzny sposób zabawy: uderzanie zębami o dłoń oraz "kąsania" kogoś w powietrzu przy jego brzuchu, biodrze i wrażliwych miejscach :) I każdy, kto go zna wie, że w momencie silnych emocji Amik mniej myśli i analizuje, i trzeba umieć tak zarządzać emocjami Amika, aby ich nie rozhulać. Krócej mówiąc, te jego "podgryzki" nie są agresywne - choć bywają dość... widowskowe :). Tym uderzaniem zębami o części ciała człowieka nie wyrządza krzywdy, zawsze z wyczuciem, ale ten jeden raz zdarzyła mu się wpadka i nie wyhamował z zębami przed biodrem. I tyle, ale ślad został na chwilę. Amik w ogóle lubi brać dłoń w pysk w celu nawiązania kontaktu, zaproszenia do zabawy. Tak samo bardzo, ale to bardzo lubi robić (chest) vaulty, oczywiście niewyuczone, ale takie wg własnego pomysłu i własnej Amikowej realizacji :) Polega to na odbijaniu się od czyichś bioder/brzucha (to jest MNIEJ WIĘCEJ coś takiego, choć u Amika wygląda to trochę mniej profesjonalnie). Najpierw szaleje po trawie, robi świrki, kółeczka wokół człowieka, biegi i sprinty od człowieka, po czym nagle robi tył-zwrot w stronę opiekuna i skacze na jego biodro, przy skoku ładnie się obraca i pędzi dalej. :) Jest tylko jeden moment, kiedy Amik może wycelować zębami w biodro albo kostki ludzkie celowo. ;) To wtedy, kiedy ktoś wchodzi na JEGO posesję. Bo niestety, nadal jak ktoś nie przestrzega zasad witania się z Amikiem, tylko wchodzi do hotelu jak do siebie (zamiast poczekać aż Amik zostanie zamknięty/przywołany przez Rafała do nogi) to murowane jest, że Amik przywita go zębami wtopionymi w buty albo w kostki. Próbuje też wskoczyć na brzuch (w okolicach wątroby) delikwenta. Trzeba, NAPRAWDĘ trzeba go temperować i pilnować, i nie puszczać samopas przy obcych, zwłaszcza takich którzy totalnie nie umieją czytać psów i dla których pies merdający ogonem oznacza psa, który chce się zaprzyjaźnić/nie ma złych zamiarów/jest w dobrym humorze. Jest jedna jeszcze rzecz. Rafał jest niemal 100% pewny, że gdyby ktoś próbował zrobić jemu krzywdę to Amik stanąłby w obronie NA SERIO i gryzłby NA SERIO. Amik jest tak wpatrzony w Rafała, tak mocno go kocha psim sercem, że byłby wskoczyć w ogień za Rafałem. [ Zresztą, dawno nie słyszałam, aby ktoś opowiadał z taką miłością i dumą... o psie, który u niego pomieszkuje w ramach hotelu ;) ] Na koniec dodam jeszcze, że parę dni temu do hotelu przyjechały dwa psiaki średniej wielkości, pies i sunia i Amik je zaakceptował z marszu. Bawi się z nimi na wybiegu i wszystko przebiega bezkonfliktowo. Amik wśród psów ma teraz swoje sympatie i antypatie, nie tak jak na początku ;) Choć nadal mieszka sam. Problem w tym, że jak jakiś pies od razu mu nie podejdzie to już w ogóle nie ma szans na dogadanie, więc tutaj szybka piłka: zaiskrzy albo nie zaiskrzy. Zapoznanie z psami zawsze wygląda tak samo. Amik idzie na wprost do nowego, pewny siebie i z wysoko uniesionym pyskiem oraz ogonem, staje w prowokacyjnej pozie tuż nad pyskiem drugiego, z miną "FIKASZ?!" i jeśli jakiś pies odpowie na zaczepkę... to już wiadomo, że się nie polubią. A jeśli to zignorują to wszystko jest w porządku, Amik zapisuje nowego psa do klubu swoich kumpli :) I co ciekawe, Amik wśród prawdziwych kumpli miał jamnikowatą Zosię, 15kg puchatego samca oraz... niepełnosprawnego 2letniego psa w typie owczarka niemieckiego, który ma guza mózgu, który się zawiesza nieraz, który ma ataki padaczki i mnóstwo problemów neurologicznych... i wobec nawet tego ostatniego nie podskakuje, szanuje jego granice. Ale to tylko dlatego że ten biedny niepełnosprytek nie odpowiedział na zaczepkę Amika na dzieńdobry.
-
Pieniądze na wyróżnienie ogłoszenia dotarły, dziękuję. Od paru dni nie miałam dostępu do konta, więc dopiero mogłam potwierdzić. Przepraszam za zwłokę ;).
-
Forest, pies kochający całym sobą - znalazł własny dom!
Tyśka) replied to supergoga's topic in Już w nowym domu
Bakusiowa wpłaciła na moje konto 18,- - wyróżniłam więc Foresta na miesiąc (17,81). Pakiet MAXI :) Wyróżnione na Lublin. Po kliknięciu na grafikę foto ukaże się w pełnym rozmiarze. -
Wczoraj wieczorem (31.08.2020) Rafał przesłał mi fakturę. Kolejna wystawiona na Stowarzyszenie Aktywna Gmina+ Za sierpniowe hotelowanie wyszło 310zł. Tym samym ze zbiórki na ratujemyzwierzaki.pl zostało: 647,24zł. Od listopada będziemy opłacać hotel z dogomaniackich pieniędzy zebranych na konto skarbniczki Oriona. Rafał dziekuje też za regularny zakup karmy dla Amika. Niestety, nie wszyscy o tym pamiętają, a miesięcznie w hotelu schodzi około 300kg. Chcę pomóc Rafałowi i na dniach postaram się o zorganizowanie zbiórki dla jego bezdomniakowych podopiecznych.
-
Tak. :) Tak, wizyta kontrolna się odbyła w minionym tygodniu, wszystko jest w porządku: weterynaryjnie, jak i życiowo. Nie dalej jak dzisiaj rozmawiałam z Panem, ale... brakuje mi czasu ;) Przepraszam, więcej postaram się napisać jutro, bo dzisiaj już nie mam za bardzo jak to zrobić.Zaglądam zza stosu dokumentów, które muszę do jutra przeczytać. :)
-
Z Wodzisławia Śląskiego przeniosłam ogłoszenie do Oświęcimia: https://www.olx.pl/oferta/w-malym-ciele-wielki-duch-nieduzy-pelny-entuzjazmu-orion-CID103-IDCVYPq.html A z Kalisza do Koła: https://www.olx.pl/oferta/duzy-pies-w-malym-formacie-kto-szuka-przyjaciela-na-dobre-i-na-zle-CID103-IDDvcRx.html I Mińska Mazowieckiego do Warki: https://www.olx.pl/oferta/cudowny-zastrzyk-energii-nieduzy-pogodny-pies-CID103-IDD63zH.html
-
Niestety nie wiem, jestem aktywna na olx, a ostatnio tym bardziej. Codziennie dodaję tam minimum 3 ogłoszenia (w ostatnim tygodniu po 5-6 każdego dnia), być może dlatego dostałam taki prezent. Od lat jestem na olx, stale na swoim koncie mam po min. 35 ogłoszeń jednocześnie i po raz pierwszy dostałam taki rabat. Niestety, skończył się przed czasem, dzisiaj miał być ostatni dzień, ale już zniknęła promocja.
-
Albo czekamy na telefon od Pani :) Może się zastanawiają jeszcze i zadzwonią po debacie rodzinnej ;) Jankamałpa, absolutnie nie oceniam Twojej rozmowy z Państwem. Wiadomo, że podczas krótkiej rozmowy nie da się wszystkiego od razu dowiedzieć. Napisałam pytania, bo wiem, że czasem umykają, a może warto je zadać w przyszłości: przy kolejnej albo jeszcze dalszej rozmowie... ;) Po prostu różne mity krążą w psim świecie, łącznie z tym, że dwa psy to same plusy, bo zajmą się sobą i to tak jakby się miało jednego psa albo tylko pół, bo nie musimy tyle poświęcać dla nich czasu. A poświęcać trzeba 2x więcej właśnie, zwłaszcza jeśli każdy pies preferuje inny typ spacerów. Do tego znaleźć czas na spacery z psami indywidualne, bez dzieci, takie 1 na 1, co może być ciężkie do organizacji (nie niemożliwe, ale trudne). Po prostu warto jak najwięcej przegadać. Ten dom może okazać się dobrym domem dla Poli, zwłaszcza jak wywarł na Tobie bardzo dobre wrażenie. Bo znam też dobre psie domy z małymi dziećmi, ale ludzie są ogromnymi psiarzami, z ugruntowaną wiedzą o psich potrzebach i nie wierzących w mity krążące jak "pies adoptowany jest wierniejszy", "kundelki są najmądrzejsze", "dwa psy mają siebie, w duecie są grzeczniejsze i nie potrzebują tyle czasu, aby się nimi zajmować" itd itd. I absolutnie nie chciałam, abyś poczuła się, że oceniam, krytykuję czy się wymądrzam. Wiem, że w rozmowie naprawdę może sporo umknąć, zwłaszcza jak ktoś nie opowiada sam z siebie, odpowiada lakonicznie i czeka na te pytania od opiekuna psa ;) Sama nieraz muszę zapisac jakieś pytanie albo właśnie podpowiedzi uzyskane na forum (dzięki dyskusjom na wątku), aby nie zapomnieć o coś zapytać przy kolejnej rozmowie z daną rodziną. Generalnie na porządną rozmowę telefoniczną trzeba mieć sporo czasu, aby faktycznie czegoś konkretnego się dowiedzieć i tłumaczyć celowość wszystkich pytań, opowiedziec o psie i jego potrzebach, zbudowaniu jakiejś nici porozumienia, zaufania, relacji z człowiekiem... Ja zawsze powtarzam, że wszystkie pytania mają na celu nie kontrolowanie, a poznanie jak najlepsze tak, aby wszyscy byli szczęśliwi. Ludzie to też rozumieją jak wiedzą po co zadaję jakieś pytanie, że wszystko ma jakiś sens i inaczej już rozmowa wygląda... no ale taka rozmowa, naprawdę rozmowa zajmuje minimum 20-30minut. I często nie jest to ta pierwsza, ale ta druga albo nawet trzecia. To tylko się wydaje takie "a co to trudnego w odbieraniu telefonów", ja przy 2-3 psach nie wyrabiałam z rozmowami (wystarczy jak takich telefonów byłoby 2 dziennie przy dwóch psach to już godzinę byłam w plecy :) ), a nie chciałam kogoś traktować po macoszemu, zadawać pytania jak na przesłuchaniu, ale naprawdę traktować indywidualnie, poprowadzić jak najlepiej rozmowę. No chyba, że ktoś totalnie mi się nie spodobał (np. pijak, dziecko robiące żarty) to zbywałam od razu. Trzymam kciuki za telefony i za znalezienie najlepszego domku dla Polci. Wiem, że jeśli to nie ten to inny domek jest pisany suczce. I szanuję Cię za to, co robisz dla psiaków, zwłaszcza dla Poli. Wzięłaś na swoje barki niełatwe zadanie... :) Wspieram Cię naprawdę. I wracaj szybko do zdrowia, jankamałpa. Zadbaj o siebie, odpoczywaj w miarę możliwości.
-
Ja widziałam swego czasu, że ktoś taką kicię szukał, zaginęła jej :( Może to ta zaginiona? Czy będziecie szukać jej właściciela? Dziękuję, Baltimoore. Ledwo napisałam na Dogomanii o drapaku i zgłosiła mi się wstępnie moja znajoma, że być może dałaby radę odebrać drapak i wziąć go dla swoich wiejskich bezdomniaków. Dopiero później przeczytałam wypowiedzi Baltimoore. Na razie więc zarezerwowałam dla niej, tak do końca przyszłego tygodnia. Natomiast jak zrezygnuje to będzie dla Was, bo ona na razie kombinuje transport i da mi znać. W weekend nie miałam czasu postu edytować :(. Przepraszam, niepotrzebnie ogłosiłam to w kilku miejscach na raz. Akurat ten drapak jest takim przechodnim drapakiem, znalazłam go na śmietniku berlińskim w nienagannym stanie, podarowałam bratu, który przygarnął kotkę, teraz on oddaje drapak dla bezdomniaków.
-
kiyoshi, spokojnie... nie bierz wszystkiego do siebie :) W moich pytaniach naprawdę nie było uszczypliwości ;) Po prostu zastanawiam się czy pani wie na co się porywa i o to mi chodziło w niefortunnie zadanym pytaniu "po co tyle psów". Bo z Polą trzeba będzie jeździć do lekarza - a w Zwierzyńcu nie ma dobrego... Z Polą być może nie będzie mogła pójść na taki sam spacer jak z aktualnym psem (żadnych skoków, biegów po twardym itd.), będzie musiała wyprowadzać je osobno. I poza tym przy małych dzieciach znalezienie czasu dla każdego psa z OSOBNA codziennie + miejsca, gdzie może odpocząć od dzieci i drugiego psa trochę może okazać się nierealne. A początkowo Pola powinna mieć szansę decydowania czy chcę mieć kontakt z psem i/lub z dziećmi. Później zresztą też. No i zrozumiałam, że pani myśli o adopcji dwóch kolejnych psów, a nie jednego... Ostatnio odwiedziły mnie siostrzenice, przemiłe strasznie i bardzo zwierzolubne. Lat 4 i 8 - i niestety ciągle chciały glaskać psa i go tulić. Pies - anioł, nie powiedział im nic, moje tłumaczenia, próby przekierowania uwagi dziewczynek nic nie dawały. Nie ciągnęły za ogon ani sierść, nie krzyczały, nie biły. Ale ciągle chciały bawić się w obecności psa, przytulać go i całować. No i były głośne - jak to dzieci. Głośno krzyczały psu do ucha że go kochają, bo jest mięćiutki taki, głośno się bawiły. Nawet chciały towarzyszyć mi w strzyżeniu. Widać, że lubią zwierzaki i że w domu są uczone takiej miłości do psów. Ich własny pies jest bardzo otwarty, cierpliwy, ciągle pogodny, wszędobylski i lubiący być w centrum uwagi... do tego większy ... no przy takiej opiece czuje się dobrze... ale mó jest delikatniejszej struktury, bardziej wycofany, lękowy... i jemu takie pieszczoty bardzo bardzo dokuczały. Zresztą, hałas wytwarzany przez dwa bąble również. Odsypiał potem tę wizytę parę dni, choć dzieci lubi i się do nich garnie jak są ciut starsze albo mniej "wszędobylskie", bardziej pokorne i ciche ;) Tutaj ciągle szukał u mnie pomocy, nie radził sobie z sytuacją. Zastanawiam się po prostu jaki Pani ma pomysł na to, aby pogodzić to wszystko. Psa z dziećmi też nie można zostawiać nawet na minutę - a takie maluchy to są w kilku miejscach naraz. Wiadomo, że wizyta p/a wiele powie, będzie można zaobserwować te relacje psio-ludzkie... ale po prostu zadałam pytania, które mi zaświdrowały od razu w głowie. Jakoś rodzina z tak maleńkimi dziećmi średnio mi pasuje dla Polci. Do psa otwartego, przebojowego - tak. Natomiast nie mówię absolutnie że "nie" i zaciskam kciuki :) Faktycznie dużym atutem jest tutaj odległość - dobrze byłoby, aby Państwo odwiedzili hotelik przed adopcją, poznali Polcię. MOIM ZDANIEM. ;) PS: Nie zgodzę się, że dwa psy chowają się lepiej niż jeden... nie zawsze, to nie reguła :) Ale to temat na inną dyskusję.