-
Posts
3716 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by wawer
-
Bili tak, żeby zabić! Arni ma cudowny dom!!! Arni za TM
wawer replied to bumel's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Ku pamięci, bo tak krótko z nami był... To tylko pies, tak mówisz, tylko pies... A ja ci powiem Że pies to czasem więcej jest niż człowiek On nie ma duszy, mówisz... Popatrz jeszcze raz Psia dusza większa jest od psa My mamy dusze kieszonkowe Maleńka dusza, wielki człowiek Psia dusza się nie mieści w psie I kiedy się uśmiechasz do niej Ona się huśta na ogonie A kiedy się pożegnać trzeba I psu czas iść do psiego nieba To niedaleko pies wyrusza Przecież przy tobie jest psie niebo Z tobą zostaje jego dusza... -
Smutno się zrobiło u Szefuńcia... :-(. Operacja nie była długa, ale Doktorowi nie udało się wyciąć wszystkiego. Nie mogł się udać :-(. Dzisiaj zadzwonił, żeby podać wyniki histopatologii. Szefik ma złośiwy nowotwór o nazwie, której nie powtórzę (masekto-coś tam albo w tym stylu), który dzieli się na trzy stadia. U pieska jest już drugie. Pan Doktor zlecił dodatkowe badania, które wykażą, czy można to leczyć chemią pastylkową. Choroba polega na naciekaniu tkanki nowotworowej na mięśnia i po prostu krąży po organizmie. Dlatego, pomijając bliskie sąsiedztwo nosa, i tak nie udałoby się tego wyciąć :-(. Ech, jeszcze nie ma roku, jak jest u nas... :wallbash: Tyle ta psina przeszła, tyle ciałka zostawiła na stole operacyjnym... Taki wesoły, kochany piesek... :wallbash:. Jedno wiem na pewno - nie poddam go długotrwałej, uciążliwej terapii agonalnej, nie będę męczyć choroby. Będzie leczony tylko wtedy, gdy będzie to faktyczne leczenie. Niech sobie hasa póki ciałeczko mu na to pozwoli, póki wola życia będzie go u nas trzymać. Jak już nie da dłużej i zostanie tylko cierpienie, to... :wallbash:. Kochajmy kundelki, tak krótko nam mogą towarzyszyć, tak krótko nas cieszą.... I póki są...:iloveyou::iloveyou::iloveyou:
-
Posłanko posagowe, jak najbardziej! Ma się bardzo dobrze, bo na ogół zawsze jest czymś przykryte. Upranie, a właściwie wysuszenie go zajmuje czasem i dwa tygodnie, bo powłoczka się nie zdejmuje. Dlatego szanujemy szefowy posag i wygląda prawie jak nowy. Narośl miał od samego początku. Kiedy byliśmy wcześniej w Nowym Dworze, wyskrobano próbkę do biopsji, ale ta nic nie wykazała. Narośli jest w sumie trzy, ale ostatnio Doktor powiedział, że to są różne przypadki. W międzyczasie rosła aż zajęła pół pyszczka z tej jednej strony (widać ją trochę na zdjęciach). Stało się to dość szybko, więc poszliśmy do naszego lekarza wawerskiego. Szefiec dostał antybiotyki, w wyniku których narośl się zmniejszyła, ale nadal ma ochotę rosnąć. Pan Doktor przepisał teraz Szefowi nową maść i umówiliśmy się na kolejną wizytę w końcu listopada. Będzie kolejna biopsja, tym razem głębsza, w znieczuleniu (chyba to rodzaj zabiegu, bo jak inaczej "znieczulić" psa?). Pet też wpadnie na oględziny po operacji. Będzie więc szansa na kolejne, miłe spotkanie.
-
Nam też było baaardzo miło zrobić niespodziankę ;) i spotkać przyjaciół. No, i poznaliśmy Chmurkę, którą Szef wręcz przyparł do ściany, tak mu się to poznawanie spodobało :evil_lol:. Szefik ma narośl koło noska, któą próbujemy - na razie bezskutecznie - zdiagnozować. Niestety, rozrasta się :(. Dla tych, którzy chcą się przekonać, czy Nutusia mówi prawdę, kilka zdjęć z cyklu "nie ma to, jak przyjaciele". Dziękujemy za miłe słowa i pozdrawiamy zwierzolubnych! [IMG]http://imageshack.us/scaled/landing/26/petszef201206061mini.jpg[/IMG][IMG]http://imageshack.us/scaled/landing/600/petszef201206063.jpg[/IMG][IMG]http://imageshack.us/scaled/landing/705/201208261mini.jpg[/IMG][IMG]http://imageshack.us/scaled/landing/571/201208262mini.jpg[/IMG]
-
Po powrocie Szef był tak zmęczony wrażeniami, że głównie spał. Dopiero na drugi dzień zachowywał się jak zawsze. Arnold był obojęny, za to Pet wyraźnie zainteresował się nowymi zapachami i chciał przeprowadzić dokładną ich inspekcję. Szef się na to nie zgodził i, kiedy nos Peta zanadto zbliżył się do jego, obolałego po dwukrotnej punkcji sąsiadującego z noskiem guza, pokazał zęby i ostro zawarczał. Pet się nie pogniewał ani w ogóle nie zareagował. Odsunął się tylko i po wszystkim. Pewnie próbowałby polizać rany, ale jak nie, to nie :). Teraz jest już dawno po przeżyciach i mały zapomniał chyba o wycieczce.
-
Po badaniach - szczęśliwy, że już koniec - uciekł na swoje stare miejsce pod biurkiem, na przejściowy tapczanik. [IMG]http://desmond.imageshack.us/Himg535/scaled.php?server=535&filename=2012042811mini.jpg&res=landing[/IMG] Inny, niż wtedy, gdy on tam mieszkał, bo tamten zabrał ze sobą do domu i nadal go zamieszkuje, co widać na kolejnym, dzisiejszym zdjęciu. [IMG]http://desmond.imageshack.us/Himg441/scaled.php?server=441&filename=201204292mini.jpg&res=landing[/IMG] Szefik trochę się zmęczył wizytą, bo to i podróż samochodem, a gorąco było, i przeżyć co niemiara, i stresu troszkę. Chyba się też bał, że go zostawimy, bo na samym początku wizyty, kiedy obwąchał poczekalnię i jeszcze nie widział Doktorów, chciał szybko wyjść. A na koniec, kiedy padło hasło pożegnania, pierwszy wyskoczył na ulicę i był bardzo szczęśliwy z tego powodu. Grzecznie pożegnał się z Doktorami, ale... w domu najlepiej, wiadomo. Potem zapadł w spokojny, bezpieczny sen i dopiero dzisiaj "odparował" po wycieczce.
-
Powitanie z Doktorami i naszą kochaną Nutusią. [IMG]http://desmond.imageshack.us/Himg593/scaled.php?server=593&filename=201204289znutusiipdokto.jpg&res=landing[/IMG] [IMG]http://desmond.imageshack.us/Himg801/scaled.php?server=801&filename=2012042810mini.jpg&res=landing[/IMG] Szefunia przyjęto praktycznie po godzinach - pomimo Wielkiej Majówki! Przytulankom i miziankom nie byłoby końca, gdyby nie "zboczenie zawodowe", czyli chęć przyjrzenia się psiakowi "od środka". Kontrolę po operacji i ogólny przegląd przebiegłu sprawnie, w wykonaniu całej ekipy przychodni. Szef nie omieszkał postraszyć swoich "rodziców" ząbkami, zwłaszcza, że jedno z badań było naprawdę bolesne i trzeba było użyć kagańca. Zestresował się więc, ale ogólnie dzielnie zniósł zabiegi. [IMG]http://desmond.imageshack.us/Himg832/scaled.php?server=832&filename=2012042812mini.jpg&res=landing[/IMG] [IMG]http://desmond.imageshack.us/Himg402/scaled.php?server=402&filename=2012042813mini.jpg&res=landing[/IMG]
-
Wczoraj Szef pojechał do Nowego Dworu z wizytą do swoich Doktorów, którzy uratowali mu życie. Tam został poddany przeglądowi technicznemu, wymiziany i wygłaskany. Kontrola wypadła ogólnie dobrze, ale jeszcze poczekamy na część wyników. Oto krótki fotoreportaż z wizyty. Szefuś w drodze do Nowego Dworu: [IMG]http://desmond.imageshack.us/Himg593/scaled.php?server=593&filename=201204281mini.jpg&res=landing[/IMG] [IMG]http://desmond.imageshack.us/Himg217/scaled.php?server=217&filename=201204284mini.jpg&res=landing[/IMG] Szef rozpoznaje "stare śmiecie", na któych spędził pół roku: [IMG]http://desmond.imageshack.us/Himg268/scaled.php?server=268&filename=201204286mini.jpg&res=landing[/IMG] [IMG]http://desmond.imageshack.us/Himg809/scaled.php?server=809&filename=201204288mini.jpg&res=landing[/IMG]
-
Za pozdrowionka dziękujemy i w drugą stronę wszystkim nasze przekazujemy :). Szef właśnie zamierzył się na mnie z zębami, bo mu chciałam plecki zmierzyć. Może uda się tym razem kubraczek mu kupić. O, taki [IMG]http://farm8.staticflickr.com/7198/6838016084_3261fc6d39_z.jpg[/IMG] tu można m. in. kupić [URL]http://www.dogomania.pl/threads/224656-Psio-koci-bazarek-kosze-wiklinowe-obroze-ubranka-na-moje-tymczasy-23.03[/URL]. Jak mnie znowu megii nie wykoleguje, bo ona wszystkie kubraczki wykupuje. Chyba ma stado do ubrania :). Zęby zębalca tylko mnie dotknęły, psiak jednak podwarknął i zatańczył parę razy w kółko zanim się do końca opamiętał. On ma naprawdę waleczną i niepokorną duszyczkę, a plecki wyjątkowo wrażliwe na dotyk. Chwilę wcześniej całego go obmierzałam i nic nie miał przeciwko, a potem... chyba się nie zorientował i musiałam go zaskoczyć. Na szczęście, panuje trochę nad tą szczęką. Przeprosił i poszedł na dwór do Peta :).
-
Wątek już powoli cichnie, co jest oczywistą oczywistością ;). Szef ma już dom, a zasadą jest, że "nie mów nikomu, co się dzieje w twoim domu" :). Szef nic nie powie, nie zdradza tajemnic, ale donosi, że w sobotę zaliczył swoją pierwszą tu kąpiel, bo nareszcie remont powoli się kończy i można już psy kąpać. Kąpióła była w kagańcu, tak na wszelki wypadek i wypadła pozytywnie. Niewiele zresztą tego było do kąpania - w porównaniu z takim Arnoldem na przykład :):):). Wprawdzie małą próbę wyskoczenia z wanny Szefuś chciał podjąć, ale zrezygnował zawczasu, bo za mało łapek z tyłu, żeby się odbić :(. Kaganiec wybił go nieco z pewności siebie, tylko łapkami wierzgał, kiedy syn go na górę wnosił po schodach. Sam tam nie wchodzi, bo tych schodów jednak za dużo. Ale ochotę ma i już parę razy podchodził, żeby za Petem wybrać się na wycieczkę... :eviltong: Szef bardzo polubił spacery na smyczy. W ogóle, teraz dużo przebywa na dworze, bo ciepło się zrobiło. Jeszcze bardziej lubi leżeć w domu, w słoneczku, przed drzwiami balkonowymi i patrzeć sobie na zewnątrz. Pewnie mu to przypomina wyjście z lecznicy. Ale tam był ruch, a tu... psa z kulawą nogą ledwie czasami widać :):):). Mimo to, dobrze mu, żarełko smakuje, zdrówko dopisuje, więc chyba czas wyciszyć wątek... Jeszcze tylko wizytę u Doktorów złożymy, ale to nie teraz. Może po świętach, bo teraz sprzątanie i paliwo takie drogie :(.
-
Szefuś wciąż jest bojowy, ale udziela się już tylko głosem. Szczeka zajadle na każdego, kto wchodzi do domu i udaje, że chce ugryźć aż do momentu zetknięcia nogi z jego nosem, a nawet trochę dłużej. To mnie właśnie zastanawia, czy z węchem u niego wszystko w porządku. Po zaprzestaniu jazgotu jeszcze sobie mamrocze pod nosem. Nie może odpuścić tego mamrotu nawet, kiedy już się radośnie wita. Nie do wszystkich tak samo jazgocze, ale już nie gryzie. Z psami - jak widać na zdjęciach - pełna zgoda. Swój wyprawowy tapczanik w zasadzie porzucił na rzecz największych, czyli Arnoldowych koszyków. Jak śpi tam konkurencja, to przychodzi popiszczeć na skargę albo pakuje się obok niej. Jak Arnold go dotknie łapą, to mu jeszcze podwarkuje :), ale nie ma w tym agresji. Zresztą, Arnold jest wycofany i ugodowy. Nie reaguje na zaczepki i nie udziela w psich zabawach.
-
[IMG]http://desmond.imageshack.us/Himg600/scaled.php?server=600&filename=201203104mini.jpg&res=medium[/IMG][IMG]http://desmond.imageshack.us/Himg195/scaled.php?server=195&filename=201203106mini.jpg&res=medium[/IMG][IMG]http://desmond.imageshack.us/Himg534/scaled.php?server=534&filename=201203108mini.jpg&res=medium[/IMG]
-
Szef jest udomowiony. Jedyne, co jeszcze można mu mieć za złe, to nadgorliwe pilnowanie domu przed... domownikami :crazyeye:! Szczeka na każdego, kto tylko wchodzi do domu, nawet nocą :razz:. Ten nocny wrzask nikomu nie odpowiada, ale chyba już mu tak zostanie :). Skoro koledzy nie są rychliwi i się nie odzywają, to mały, biedny Szefuś musi ;). Parę pozdrowionek z Arnoldowego posłanka Szef i koledzy przesyłają (patrzcie, jaka komitywa!): czarny to Arnold, większy płowy to Pet, mały rudy w łatki to Szef.[IMG]http://desmond.imageshack.us/Himg208/scaled.php?server=208&filename=arnold201203102mini.jpg&res=medium[/IMG][IMG]http://desmond.imageshack.us/Himg716/scaled.php?server=716&filename=201203109mini.jpg&res=medium[/IMG][IMG]http://desmond.imageshack.us/Himg651/scaled.php?server=651&filename=201203102mini.jpg&res=medium[/IMG]
-
O co właściwie jest ta kłótnia, bo chyba gdzieś już odbiła od sedna? O opiekę nad psami? O uczciwość ataK? O jej rozliczenia bazarków i funduszy psów pod jej opieką? Jakich funduszy? Gdzie ich główne źródło poza skromnymi i nie wystarczającymi deklaracjami? Kto daje fanty na bazarki ataK? Kto oprócz niej je organizuje? Mnóstwo pytań, bo dążę do sedna. U ataK jest bezpłatny DT. Prawie całkowicie bezpłatny, założony na prośbę Szami, która nie miała co zrobić z mnóstwem szczeniaków bez opieki. Atka weszła na dogo niedawno, bo ktoś (kaja69?) zasugerował jej, że w ten sposób można pomóc w zbieraniu funduszy i w znalezieniu domów dla psiaków. Gdyby nie to, gdyby miała wystarczające dochody, nawet byście o ataK nie usłyszeli. I gdzie byście wtedy poszli się pokłócić? O głównie jej pieniądze? Bo sprzedaż własnych rzeczy na bazarkach jest niczym innym jak zwykłą sprzedażą w rozumieniu kodeksu cywilnego. Osoba kupująca nie ma formalnego prawa domagać się od sprzedawcy, aby przekazała zebrane w ten sposób fundusze na jakikolwiek cel. To tylko społeczna umowa na tym forum, że taki cel przyświeca sprzedawcy. Wiele osób wchodzi tu przez FB głównie po to, by kupować okazyjnie, a "przy okazji" (cytat z jakiegoś postu nowej forumowiczki) pomóc zwierzakom. Nikt nie robi łaski, jeśli coś kupi, a to do niego trafi. Jeśli nie trafia w umówionym czasie, ma prawo domagać się zwrotu zapłaty i wtedy powinien ją otrzymać. Ewentualnie może się umówić na zwrot zakupionego towaru. Nikt tu sprzedający niczego nie musi formalnie dokumentować ani się rozliczać dopóki sprzedaje rzeczy używane w rozumieniu przepisów o podatku dochodowym, a i wtedy rozlicza się tylko z fiskusem. Kupujący ma prawo złożyć donos obywatelski, jeśli podejrzewa, że oferta nie spełnia definicji rzeczy używanej. Poza tym NIE MA PRAWA domagać się przekazania zarobionych przez sprzedawcę pieniędzy na jakikolwiek cel. A jak kupi jednorazowo za więcej niż 1000 zł, to on, nie sprzedawca, ma obowiązek zapłacić do fiskusa 2% podatku od czynności cywilnoprawnych. Sprzedawcy to nie interesuje i nie dotyczy. Najwyżej można go zbanować albo można od niego nie nie kupować. Ale na pewno nie można go obrażać i sugerować nieuczciwość. Jak uważacie, że ataK źle opiekuje się psami, to je sobie weźcie, o ile ich prawni opiekunowie się zgodzą. Ale najpierw musicie mieć formalne prawo to sprawdzić.
-
Chwilę dłuższą tu nie zaglądałam... ale się porobiło :crazyeye::crazyeye::crazyeye:! Miałam szczerą i prawdziwą przyjemność poznać atkę i jej Rodzinkę wielonożną. Nie twierdzę absolutnie, że dobrze się znamy, ale tak nam się gadało, jakby to było kawał życia. AtaK to niezwykła osoba, która tylko z serca zajmuje się bezdomniakami i bierze praktycznie wszystko, co jej przyniosą. Bo tam, gdzie mieszka, chociaż to całkiem duże miasto, brak takich, jak Ona ludzi. Jestem pełna podziwu dla Niej i dla Jej Rodziny, która z równym poświęceniem i miłością zajmuje się tymi zwierzakami. To naprawdę niełatwe, jeśli ma się na praktycznie samotnym utrzymaniu trójkę dzieci i ciągle nawalający dom. Do tego brak stałego dochodu. A przecież te ukochane zwierzątka są wszędzie i - jak to szczeniaki i młodziaki - ćwiczą swoje zęby na czym popadnie i załatwiają się w dowolnym miejscu. Takich zniszczeń żaden bazarek nie powetuje, bo tej dziewczynie na bieżące potrzeby bardzo skromnie i pewnie nie wystarcza. Na pewno jest więcej takich osób na dogo i wszystkie one zasługują na Wielki Szacunek. Zwłaszcza, kiedy wyprzedają się własne, przez lata kolekcjonowane rzeczy oraz wartościowe i nierzadko rodzinne pamiątki po to, by dać kolejnemu pyszczkowi coś do jedzenia. Nie mam żadnych wątpliwości co do przeznaczenia zbieranych przez ataK funduszy i będę bronić Jej uczciwości i już! :mad: Faktem jest, że rozliczenia na wątkach uzupełnić trzeba, bo trzeba i atka sama to przyznała. Ale z całą powagą składam Jej propozycję - Atuś, dziewczyno, jak już uporasz się z tą matematyczną, bezpłatną przeszłością swojej gromadki, załóż całkowicie odpłatny, domowy i usługowy DT zamiast hotelu dla każdego, kto tylko chce Cię wrobić w kolejny zasikany dywan. Nie musisz być taka honorowa i poświęcać wszystko, co masz i co masz w kredycie, żeby pomagać zwierzakom. Uczyń z tego swoje opodatkowane źródło utrzymania z rynkową stawką dzienną czy miesięczną. Tak, jak to czyni wielu tu obecnych dogomaniaków i nikt im tego nie zarzuca i nie ma za złe. Nie będziesz musiała się rozliczać na wątkach. Podasz cenę, weźmiesz swoje i fiskus Cię rozliczy. A darczyńcy sami będą się martwić, skąd wziąć pieniądze na hotelik i sami będą się z tego rozliczać na dogo. Ty pokryjesz koszty utrzymania podopiecznych, a z różnicy będziesz mogła wyremontować choćby kawałek kaloryfera i kupić nową kanapę, bo poprzednią szczeniaki pogryzły. Wszyscy będą zadowoleni, bo zapłacą, a Ty nie będziesz tracić nerwów, czasu i ciągle psującego się komputera na (jednak konieczne ;)) rozliczenia. Proste? Nie żartuję
-
Podrzucę Korabiewice; dzisiaj na Onet: [URL]http://wiadomosci.onet.pl/regionalne/warszawa/pomoc-dla-b-schroniska-w-korabiewicach,1,5027898,region-wiadomosc.html[/URL]. Dzięki za mizianki i pozdrowionka! Wszystkim fanom Szef mówi "Wrrrrrr, hau, hau, wrrrrrrr" :). Zdjęć nie mogę robić, bo syn pożyczył aparat na urlop, ale wiosną będą nowe. Też pozdrawiamy!
-
Szefcio jest kochany :iloveyou:. Do roli kaprala dał się sprowadzić, do szeregowca chyba jego niepokorna duszyczka by nie pozwoliła ;). Lubi sobie pomamrotać pod nosem albo nawet ostro poszczekać, jak usłyszy kogoś otwierającego drzwi, ale z zębami już się nie rzuca. Szczek na ogół zamienia się w słodkie powitanie, kiedy dobiegnie już do domownika i... wstydzi się, że nie poznał. Ale tego też się nauczy, o ile nie ma jednak problemu z węchem. Jak zrobi się ciepło i Doktorzy nie będą mieli nic przeciwko, to zawieziemy Szefula na wizytę. Obcałują się i obejrzą może to, co ja w mięzyczasie zauważam, a co może być pozostałością wypadku, o ile nie przejdzie w międzyczasie. W każdym razie, pilności medycznej żadnej nie ma ;). Poza tym, piesek już wie, że jest ostatni w kolejce do jedzenia i tak się w tej kolejce zapamiętał, że raz zdarzyło mu się nie zjeść kolacji, bo się... bał :crazyeye:! Nie mnie, tylko kolegów. Raczej bał się zjeść im jedzenie, bo ich samych to się nie boi wcale. Liżą się wzajemnie z Petem i kolegują w najlepsze, nie ma między nimi zgrzytów. Szef umie wołać, kiedy czuje potrzebę, a to znaczy, że był uczony. Na co dzień nie musi, bo często wychodzi na dwór, ale raz go przypiliło jeszcze przed porannym wyjściem i wyciągnął mnie stanowczo z łóżka. Czyli, że chyba miał dom. Może tylko z niego uciekł na spacer i wtedy stało się nieszczęście? On naprawdę lubi ludzi, jest pogodny, chociaż i zaszczekać lubi. Nie boi się stróżować, a przecież wie, że jest malutki. Kocha pana i panią, wymiziuje się na życzenie i stara nie robić kłopotów. Jeszcze uczy się zwyczajów domowych, ale jest u nas dopiero miesiąc - ma dużo czasu. ;)