-
Posts
10410 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
44
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by WiosnaA
-
Poker,dokładnie tak..nie wszyscy,ale znaczna większość z nas była grupą psiolubnych "wariatów". Z grubsza troszkę relacji . Z opowieści Jamora wiedziałam, że obszar po jakim poruszał się Moris był bardzo rozległy.Nie znając bliżej zwyczajów Morisa,ani terenu miasta, na wstępie założyliśmy,że w małej grupie nic nie zdziałamy. Przy wcześniejszym łapaniu strzał nie był możliwy zupełnie,zbyt duże ryzyko.Uzgodniliśmy,że trzeba wykorzystać i przygotować te tereny częściowo ogrodzone i opcję strzału wziąć pod uwagę.Okres po Świętach,kiedy ruch jest mniejszy w tej okolicy miał duże znaczenie,wygodniej też było w tropieniu i rozpracowaniu kryjówek Moriska.Jak się później okazało było ich bardzo wiele. Całość tej akcji zorganizowała się wręcz expresowo. W biegu kupiłam dużą klatkę dopasowaną do mojego samochodu,który się zepsuł po przejechaniu 70km i trzeba było zawracać do domu,przepakować do samochodu męża,zmienić klatkę na mniejszą i dotarliśmy już jako ostatni. Nieustannie tropiliśmy Morisa,poznawaliśmy jego drogi poruszania,robiliśmy zasadzki,uszczelnialiśmy ogrodzenia na placach i zbudowaliśmy dużą "budę" gdzie była sterta żelastwa,bo tam Morisek najczęściej sypiał i odpoczywał.Właśnie To miejsce uznaliśmy,że będzie najlepsze żeby go złapać.Morisek uważał jednak inaczej i przestał tam przychodzić. W kolejnych kryjówkach,gdy my tylko coś "ulepszaliśmy",to Moris od razu udawał się w inne.To było niesamowite,że nawet najmniejsza zmiana powodowała, że "nowość" zaraz wyczuwał i tam już nie wracał. Z wielkim bólem,ale nie dostawał jedzenia w miejscu wcześniejszej stołówki i uparcie kładliśmy pachnące rzeczy do dużej "budy",że się przełamie i z głodu zacznie tam wchodzić.Jednak nie wchodził.Traciliśmy powoli nadzieję z "budą",traciliśmy Moriska z oczu wiele razy,wiele razy nas zmylił i w pole wyprowadzał.Nauczył się tego widać perfekcyjnie,żeby móc odpocząć i przetrwać tyle lat.To bardzo czujny i inteligentny pies. Była sytuacja.że mieliśmy Moriska na zamkniętej posesji,ale ogrodzenie blisko 1,50m nie było jemu przeszkodą. Mróz,śnieg,mordercze kilometry i godziny na nogach dawały porządnie w kość wszystkim, o nerwach nie wspomnę.Przemoczeni,zziębnięci po kilku godzinach snu ruszaliśmy dalej reperować płoty,robić barierki i mieć na oku Moriska. Udało się,z głodu ,zmęczenia zaskoczył. Zbliżała się zerowa dla nas godzina,wszyscy na stanowiskach wcześniej rozdzielonych i przyszło najgorsze....ostatnie minuty,jesteśmy tak blisko.... Dzwoni telefon.....babcia z rowerem!...słabo....lepszej godziny do karmienia wybrać nie mogła....masakra!....elficzkowa ratunku!...pędzi ratować wszystko!...babcia cwana,zauważa nasze "uszczelniacze" ,wypytuje,podejrzewa łapankę,znów jej się "odwidziało"... stoi 20 minut!...a my już się tylko modlimy,żeby chociaż elficzkowej udało się zmylić,bo na prawdę i prośby czasu nie ma...jeśli zagwiżdże,Moris wyleci i wszystko spalone.....w tamtej chwili ja bym słowa z siebie nie wydusiła.....udaje się elficzkowej!...babcia opieszale,ale się jednak oddala... Zaczynamy...10 minut i mamy Moriska! Teraz jak to piszę,to mi znów ręce latają....."Widmo" babci i Jej córy po telefonie elficzkowej od początku nad nami wisiało,że wpadnie i psiaki rozgoni. Jeśli ktoś wcześniej nie zrozumiał dlaczego data Jamora była ukryta...właśnie dlatego.Pisać nie mogłyśmy,bo wątek czytany i nam groziła,że nie pozwoli psów zabrać,rozgoni...na wieść o tym sam Jamor powiedział,że babcia z miotłą przywitać może. Do ostatniej chwili było pod górkę,co rusz jakieś problemy,ale to już mamy za sobą. Złapanie Moriska było trudne,ale wyprowadzenie jego na prostą nie wiem,czy nie będzie jeszcze trudniejsze. Dlatego zwracam się do Was znów z wielką prośbą,tym razem o trzymanie kciuków za Moriska i za mnie.
-
Wczoraj wyszedł na chwilę z małej klatki,może zbadać teren w garażu, czy jest możliwość dać nogę,nie wiem. Siedzi cały czas w tej co podróżował,nic nie jadł,nie wiem czy pił,wychodził dwa razy na siku.Podchodzę na metr do niego, to odchyla na bok główkę i leży bez ruchu,boi się biedak.Ma ciepło i niech odsypia swoją tułaczkę,powolutku będziemy się poznawać. Przed chwilą mąż opowiedział mi sen jaki dziś miał...hehe...że Morisek bawił się z naszymi psami na górze i buźki mężowi dawał,ale zaraz mąż sobie przypomniał,że Moris przecież jeszcze nie szczepiony,że dopiero co przyjechał. Ciekawe kiedy w realu taki moment nadejdzie,czy w ogóle to będzie możliwe. Morisek wyglądał na dużego psa,sierść stercząca na szyi i klata wyglądała na dużą,ale faktycznie to maluch,a raczej średniak z 16kg na oko,szyja chudziutka.
-
Kochani, dziękuję za tyle ciepłych słów w moją stronę,ale na prawdę nic sama bym nie zdziałała, gdybym nie dostała wsparcia od wielu osób. To jest zasługa na prawdę dużego grona ludzi i wsparcie z Góry,że nam się udało. Jesteśmy już w domku. Morisek- od dziś takie imię dostał od nas dawny Rudy.Ma nowy rozdział w życiu więc i imię nowe. W podróży nie mieliśmy z Nim żadnego problemu, siedział cichutko i zmieniał tylko boczki do leżenia. Noc dziś spędza w garażu-ma tam ciepło,leży posłanie, porozkładane koce,duża otwarta klatka z materacem-do wyboru,niziutki duży karton pełen piasku gdyby chciał siku,oczywiście pyszne jedzonko i woda.Jak wnieśliśmy do garażu,to siedział bez ruchu w małej klatce której podróżował i pewnie się czuje jakby porwali go kosmici.Przed chwilą zajrzałam do niego i zwiedzał już garaż,jak zagadałam to stał i słuchał.Zajrzę jeszcze,ale dziś dam mu spokój,niech odpoczywa. Jak już wiecie Morisek mnie ujął najmocniej z całej trójki i Jego los leży mi ogromnie na sercu.Dlatego też zdecydowaliśmy wspólnie z mężem,że damy mu dt.Przynajmniej spróbujemy. Pies jest dziki,bardzo bardzo mocno boi się ludzi i tylko przebywając blisko człowieka może się uda to zmienić.Mamy taką nadzieję. Murka gotowa była przyjąć Moriska,ale ma sporo pracy z tamtą dwójką i w czasie podróży uzgodniliśmy jeśli w podróży nie będzie problemów,to zabiorę na razie jego do siebie. Nie wiem czy dam radę,czy podołam wyzwaniu,ale będę się bardzo starać,żeby się poczuł bezpiecznie i nie żył już w ciągłym strachu jak było do tej pory. Na dzień dzisiejszy nie wiem również jak długo Morisek będzie mógł mieszkać u mnie,ponieważ od wielu spraw to zależne,ale o tym już później. Złapanie Moriska,to było mega,mega wyzwanie.Aż sama nie dowierzam,że się jednak udało. Szukałam pomocy i udało się znaleźć Wspaniałych Ludzi,którzy nie odmówili pomocy i zjechali się do Tomaszowa z różnych stron Polski z bardzo,bardzo daleka.Nie chcieli jednak by o nich pisano,chcą być anonimowi, dlatego też nie mogłam nic pisać o naszych planach. Dziś już jestem strasznie zmęczona i pozwólcie,że szerzej o akcji napiszę jutro,a dziś tylko w skrócie. Jamora tym razem nie było. Moriska udało się złapać na strzał oddany we wcześniej zbudowanej przez nas ogromnej "budzie" w której się znalazł. Człowiek,który celny strzał oddał jechał z drugiego końca Polski(dosłownie).Zrobił,to całkowicie Gratis!Chce pozostać anonimowy i ja to uszanuję. Ludzie,którzy przyjechali również z daleka, z odległych stron kraju,żeby przygotować teren i całą resztę do akcji zrobili to także gratisowo. Napiszę tylko,ze Kłaniam się Im bardzo nisko i jestem Wszystkim Ogromnie wdzięczna! Było nas 9 osób. Koszta tej akcji jaki poniosłam,to koszt pokoi jakie musiałam wynająć dla 8 osób.Część z nas było 2 noce.Zapłaciłam 330zł,ale nie wzięłam żadnego rachunku i tę sumę muszę wziąć na siebie robiąc jakiś bazarek. Myślę,że dziewczyny z Tomaszowa,które znają Morisa potwierdzą,że nie poradzilibyśmy gdyby nas było mało. Za nasz dojazd i powrót z Moriskiem mąż ma zapisane km i paragony z cpn. Mąż padł już,a ja idę jeszcze do Moriska i również uciekam. Podziękuję bardzo mocno cioci elficzkowej za nieocenioną pomoc na miejscu i całokształt! Dla Tyś(ki),że pokazała światu Te psiaki i że na własne oczy mogliśmy zobaczyć jaki jest ogrom problemów tam u Nich! Dla shoto,za pierwsze akcje i pomoc Jamorowi! I ogólnie Dziewczynom,że psiaki z głodu nie poumierały! Dla Wszystkich odwiedzających wątek za wsparcie finansowe,psychiczne ,rady i mocne kciuki!
-
Tinka cieczkę miała w czerwcu i jeśli teraz nie było,a tylko chwilowe amory amanta,to lada moment się może pojawić,....Tinko,wytrzymaj dwa tygodnie!...z jednej strony dobrze,z drugiej martwię się trochę. Ciekawe jak tam maluchy się czują i czy robią jakieś postępy...nie męczę jednak Mureczki. Rudziku....
-
Dano,pięknie dziękuję za życzenia! Dla Ciebie i Bliskich przesyłam również Serdeczności Świąteczne oraz wszelkiej pomyślności w Nowym 2017 Roku. Dla Murzynia poproszę o specjalną porcję głasków od cioci wiosennej. Barutku [*] pamiętam o Tobie,byłeś kuzynem naszej Ajriski [*].....cudowne psiaki.... pewnie razem po Tęczowych łąkach teraz biegają.
-
Edytowałam rozliczenie wydatków z pieniążków bazarkowych,ponieważ kupiłam dla psiaków Kalm Aid i wysłałam do Murki,żeby łatwiej im było znosić cały stres związany ze zmianą w ich życiu. Wysłałam też pudło swoich ciastek wątróbkowych ,może im posmakują,to będzie lepiej Murce oswajać. Zaraz odszukam zakup i tu wstawię potwierdzenie, Najpierw kupiłam w Zooart,ale okazało się,że trzeba czekać, zrezygnowałam więc i kupiłam na allegro. PayU Twoja wpłata została przekazana sprzedającemu 75maria08 na jego rachunek w PayU. Transakcja Kalm Aid dla NERWOWYCH Psów i Kotów 250 ml (5171553204) Do zapłaty W tym koszt dostawy 75,20 zł 17,00 zł Zapłacono 75,20 zł Płacący wiosenna17 Odbiorca 75maria08 Data 2016-12-19 13:19:57 Płatność 658393338 Adres do wysyłki Katarzyna Mróz Krzemień Drugi 111 23-304 Dzwola Polska Wiadomość dla Sprzedającego Brak PayU nie pobiera opłaty od realizacji usługi.
-
Dotarły dziś pieniążki z UK i wzięłam się za rozliczenia,żeby nie odkładać i mi nic nie umknęło. Z bazarku córki w UK (dołożyła od siebie grosiki do równego) mamy 1200zł na odłowienie. Z całego serca Dziękujemy i Ofiarodawcom i Kupującym za tę ogromną pomoc! Córci również bardzo gorąco dziękuję! Swój bazarek również oficjalnie w końcu muszę rozliczyć i przedstawić na wątku,(poniżej wątek),bo kupujący nie wiedzą gdzie potwierdzenia szukać. Utarg dla dzikusków wyniósł na mim bazarku - 813,20zł. Wspólnie z córą udało się nam zebrać 2013,20zł Rozliczenie pieniążków z tych dwóch bazarków: 1100zł -pierwsze odławianie/opłacone 17.12.16 500zł - drugi wyjazd na odławianie/opłacone 22.12.16 130,45zł- z bazarku wpłacone wcześniej na konto psiaków 75,20zł - kupiłam Kal Aid dla psiaków i wysłałam do Murki (potwierdzenie wstawię) Razem ubyło z mojego konta - 1805,65zł 2013,20zł - 1805,65zł = 207,55zł....tyle zostało na moim koncie na dzień 22.12.16 Nie wiem czy mam przelewać,czy zaczekają u mnie dla Jamora za następne odławianie w styczniu,a tylko adnotację zrobicie?
-
Tyś(ka),naprawdę nie otwiera Ci się potwierdzenie jak robisz kopiuj i wklejasz link w nowym okienku? Zdjęcie umiem wstawić,ale nie mam jak zrobić,bo mam elektroniczne potwierdzenie z banku,nie na papierze. Nawet gdyby,to nie chciałabym "świecić" na fotosiku swoim nr konta i danymi...pomyślę jak to zrobić inaczej jeśli kopiowanie tego linku faktycznie nie będzie u Was widoczne.
-
Nie takie wiadomości chciałabym przynieść,ale pewnych rzeczy przeskoczyć się nie da. Rudasek kochany, niestety ale Święta będzie spędzał samotnie... Myśleliśmy,że się uda teraz znowu pojechać,.... Jamor jednak dostał reprymendę od żony,że do domu nie wpuści jak teraz pojedzie.Jest ciągle w rozjazdach i zaległości domowych ma dużo,no i hotel,a żona sama....mówi,że chce w domu jeszcze pomieszkać. Dopiero po Nowym Roku. Bardzo,bardzo żałuję ,że wcześniej nie udało się ruszyć tematu.
-
Za odłowienie dla Jamora założyłam swoimi pieniążkami i 17.12.16 zrobiłam pierwszy przelew za dwóję na 1100zł (Jamor jeszcze spuścił z dojazdu). Za drugie odłowienie do zapłaty za dojazd 500zł- choć nieudana próba,ale tak było umówione. Dziś -22.12.16 przelew zrobiłam. Pomimo, iż nie udało się nam złapać Rudego,to wiem ile pracy i wysiłku Jamor w to włożył i już od siebie za to ogromne zaangażowanie dołożyłam 100zł gratis. Potwierdzenie wpłat dla Jamora, ( trzeba skopiować link do nowego okienka,mi się otworzyło,-jeżeli Wam nie uda się otworzyć,to podpowiedzcie jak takie potwierdzenie z banku mam wstawić ?) nr1 file:///C:/Users/Ania/AppData/Local/Temp/pko_trans_details_20161222_114224.pdf nr2 file:///C:/Users/Ania/AppData/Local/Temp/pko_trans_details_20161222_114116.pdf edit. Aha,Jamor na dogo nie bywa żeby osobiście potwierdzić,więc piszcie jeśli trzeba potwierdzenie od Niego,to poproszę,żeby na jakiejś kartce dla mnie podpisał.Faktury oczywiście nie brałam,bo koszty byłyby dużo wyższe.
-
Murko,dziękuję za info. Tysiu,bo Ty najbardziej się chyba martwiłaś,więc na dobranoc....z bazarku mojej córki w UK będziemy mieć dla psiaków 1100zł z hakiem. (pieniążki są w drodze).Jak tylko dotrą napiszę dokładnie. Wspaniali tam są ludzie i mocno kciuki za nasze pieski również trzymają. Wspólnie można wiele zrobić dobrego.
-
Tysiu,myślę,że Murka się nie pogniewa jak wstawimy wszystkie zdjęcia,zrobiła je dla nas,odciążymy ją z czasem. Psiaki są zestresowane na zdjęciach,bo to pierwsze spotkania ze smyczą. Murka jak obrobi się ze zwierzakami to na pewno wszystko o pieskach napisze. ed.Co do wieku,to może ja nie do końca w temacie i chyba namieszałam Murce,...że to syn i mamusia
-
Anulko, nie przejdzie tam z ludźmi.....Jamor dziś na jednej z posesji gdzie był Rudy pyta,czy dadzą radę (starsi Państwo) zadzwonić do niego gdyby pies znów się pojawił...Pani mówi,że tak oczywiście.....Jamor pojechał w inne miejsce za Rudym i po jakimś czasie wraca,a Pani mówi,że był Pana pies jakieś 20 mnin temu....ręce opadły Jamorowi. Płot u nich połatał,sieci rozłożył,wszystko wyjaśnił,..zgodzili się pomóc...
-
Czwartek Jamor już zdaje relację mi na spokojnie...umawiam się,że pojedzie raz jeszcze.....i znowu czekanie...organizowanie i przygotowywanie "pola" żeby akcję zakończyć w końcu sukcesem....Jamor chce dodatkową zasadzkę,żeby ktoś przygotował,pisze nawet ogromną instrukcję jak to zmontować,ale brak człowieka...jest ciężko,sto telefonów nie pomaga,..znieczulica w tym mieście,a dziewczyny same nie zrobią,shoto mąż chory... Jamor swoje kontakty próbuje uruchomić...jednak udaje się i Tyśka znajduje chłopaka,który to zrobi...w niedzielę chłopak montuje..uff...znów ruszamy we wtorek na wieczór...Rudy jest sprytny i Jamor chce więcej mieć czasu na niego...może po nocy się uda,....nerwy nie ziemskie u wszystkich,bo Rudy w odległe tereny zapuszcza się częsciej,a w budzie już nie nocuje wcale...i choć tych gwoździ w niej już nie ma i słomą jest wyłożona to czasemdziewczyny widzą jak leży na ziemi....przychodzi w porze jedzenia albo i nie przychodzi...dziewczyny jeżdżą na zwiady dwa razy dziennie...i sto myśli nam się kłębi po głowach....Wola Boska!.... Jamor na miejscu we wtorek...śladu po Rudym nie ma..są, ale stare sprzed blisko doby...pobliskie okolice przeczesuje i czysto..w środku nocy zapuszcza się w dalsze tereny...raniutko namierza Rudzielca...trzepie kilometry za nim ogromne...łata dziury i stawia płoty w dwóch namierzonych posesjach z suniami z cieczką,bo właśnie z jednej Rudy przez dziurę mu czmychnął...posesje przygotowane,właścicieli zgodę ma również..jest już południe...współczuję i żal mi już tego Chłopa...żal suni dogowej-szkielet! na łańcuchu spotkanej przez Niego...Rudy cały czas łazi,a Jamor za nim....wszystkie drogi Rudego Jamor rozszyfrował,dobrze go poznał,ale chwicić nie ma sposobności...strzelić i owszem,bo blisko godzinę siedział na ulicy i patrzył na Jamora,ale miejsce niebezpieczne...obsikał mu nawet kilka razy samochód...jest znów ciemno i Jamor już myślał,że się udało,że ma ancymona na tej jednej z posesji,z siatką się udało,....ale po czasie patrzy,że łapy białej nie widać... to nie Rudy a inny kundel z nim walczy w siatce...zawód i złość,ale co zrobić....sieci już poplątane, noc się zbliża i Jamor odpuszcza, musi wracać do domu...15-16 godzin dziś dla Rudego poświęcił jak nie lepiej...nie wiem skąd ma tyle sił w sobie.. .Rudziczek zostaje...... Trafiłam na ten wątek przypadkiem i los tych psów nie dawał mi spokoju z każdym dniem coraz bardziej,a już Rudy ujął tak mocno jak dawno żaden pies. Po prostu mi szkoda ich bardzo i wiem,że wielu z Was również ich los leży na sercu. Przynajmniej spróbować im dać szansę,taką jak inne psy dostają. Zdaję sobie sprawę,że wiele osób może mieć inne spojrzenie co do pomocy akurat tym psiakom z powodu kosztów jakie są poniesione,ale wiem też,że wielu z nas w razie choroby ratowałoby/ratuje własnego psa nie licząc się (albo i licząc poprzez zadłużenia) z finansami i nieba by przychyliło,żeby psiak tylko wyzdrowiał. Rudy,Tinka i Lisek są niczyje i nie mieli nikogo,kto by o nich walczył...Tyśka pokazała je światu, w ich imieniu prosząc o pomoc. Jeszcze raz chcemy spróbować... Jamor zna drogę Rudego, sunie z cieczką przynętą . Będę robić bazarki choćby do następnego grudnia,żeby pomóc dla niego.
-
Kochani! BARDZO BARDZO WSZYSTKICH WAS MOCNO PRZEPRASZAM!,że musiałam posunąć się Aż do kłamstwa, ale sytuacja w pewnym momencie do tego zmusiła! Jednak po dzisiejszym dniu, dzięki dyplomacji i darze przekonywania cioci elficzkowej z wielką ulgą mogę Wam napisać na czym stoimy...dla mnie okropne to było ,że nie mogłam z Wami wszystkim tutaj się dzielić. Nie mam superowych Wam wiadomości,po części tylko......Tinka i Lisek bezpieczne, Rudy niestety jest wciąż na wolności. Nie umiem ,i zresztą nie mogę w dwóch słowach napisać,bo sytuacja była skomplikowana i problemy złożone,no i dotyczy dużych finansów,dla trzech psiaków na życie. Dziewczyny pewnie od siebie coś jeszcze napiszą i długie czytanie Was czeka. Jamor nie odwołał pierwszego terminu z 14.12. Akcje dwie mieliśmy. Wczoraj i dziś była druga,ale pomimo ogromnych wysiłków Jamora niestety bez powodzenia. Z pierwszej można by film sensacyjny nakręcić. Nie mam lekkiego pióra więc choć skrótowo i co najważniejsze opiszę. 1. Zaczęły się schody jak elficzkowa powiedziała dla starszej Pani dokarmiającej,żeby psom jeść we środę nie dawała i do nich nie przychodziła,bo będziemy je łapać....Na tę wieść Pani ogromnie się wzburzyła i słyszeć nie chciała o żadnym łapaniu...nie pozwoli i koniec!..ani jej córka nie pozwoli!..wręcz z awanturą do elficzkowej!...wątek był czytany,bo Panie wiedziały o naszych ruchach i Ta pędem roztrzęsiona do mnie dzwoni...na tym temat Pań już zakończę i więcej nie wrócę..i wszystko jest na dobrej drodze dzięki elficzkowej. Nogi mi się ugięły....telefon do Jamora o całej sprawie ,że może być jazda,no i że psów już w niedzielę nie było widać...uzgadniamy późną nocą z Jamorem ,że wyruszy we wtorek na wieczór (w dzień nie mógł)...zaklepujemy z nim hotel żeby choć trochę mógł kimnąć...w międzyczasie setki telefonów do dziewczyn na miejscu...shoto w pogotowiu ma być od chwili wjazdu Jamora do miasta...Murka z Mężem w najwyższej gotowości! - Wam za te akcje,za Waszą Dobroć,będę wdzięczna dozgonnie! Na wątku w niedzielę piszę,co piszę...muszę,bo jak wyżej......dni są wiecznością! Wtorek wieczór Jamor przyjeżdża na miejsce,shoto w pogotowiu...ale Jamor od razu sam namierza psiaki i shoto nie musi przyjeżdżać...widzi Rudego w budzie (później się okazuje,że spał tam na 5cm sterczących! gwoździach/wkrętach) Tinka i Rudy idą jednak sobie na spacer...łapie więc najmniejszego Liska...jest po pierwszej w nocy...i nie ma kto przejąć liska!..Jamor mówi mi szukać kogoś...ostatecznie,że weźmie do hotelu,gdzie sam spać będzie i kocem klatkę nakryje,. niektórzy z Was znają "gadki" Jamora...lipa jak diabli myślę, Dzwonię w środku nocy do Murki,wiem,że nie śpią,czekają ...nie ma sprawy,mąż się szykuje....kurcze,trochę długo to potrwa zanim dojedzie,a Jamor zmęczony i czekać trzeba....budzę elficzkową i ratuj kobieto!..ratuje,Jamor sam kilka km wiezie liska do Jej garażu...uff..w międzyczasie odwołuję przyjazd Męża Murki....Jamor idzie odpocząć,ale nie pośpi,..bo shoto myślała,że on poluje i 5 rano go budzi...,no więc wcześnie znowu startuje...rozkłada sieci i stawia klatkę ....już prawie ma Tinkę,ale buch, wpada tam jej adorator!...kurcze,zawadza jak diabli Jamorowi,sadzi na niego....ale to pikuś!,..bo kolejny sms Jamora zwalił mnie z nóg....9 rano, biały dzień,na 10 min odszedł w inną stronę za psami...i w międzyczasie Ukrainiec zakosił Jamorowi ogromne sieci!!!.....makabra!!! Jamor gna na granicę,po trasie list gończy za ukraińcem wysyła do policji, i czeka na mecie na złodzieja!....policja w stan najwyższej gotowości postawiona!..chwała policjantom!,złodziej namierzony!!,.ma sam odwieźć co ukradł na miejsce!!...Jamor wraca z granicy na miejsce psów i czeka,aż złodziej odwiezie te siatki...w międzyczasie łapie Tinkę i też zawozi do elficzkowej...ufff-jest już dwójka...Rudy sam krąży,jest głodny,i Jamor capnął by go już ze dwa razy,są szanse,ale nie ma czym,..klatka wciąż stoi i Rudy prawie wszedł do niej,ale nie całkiem,bo brzdęk go wypłoszył....Jamor czeka...ściągam już męża Murki,jedzie,jest ślisko...z siebie wychodzę,dla mnie minuty jak godziny,ale ja się nie liczę....dzwonię do shoto,może już coś wiadomo,nic...czekają i siedzą już żartują z Jamorem -shoto mówi,że przeprowadzać się będzie do Warki..hihi...ważne,że złodziej wiezie siatki!,....wszyscy czekamy,..oni widzą biednego Rudzika,a złodziej się wlecze i wlecze!,.daleko już widać dał dyla!...oby szybciej,oby choć dowiózł!...no chyba wiezie do licha we właściwą stronę?,myśl mi przychodzi...ale tu też była jazda i szerszy temat...łeb pęka,bo to Rudzik i jego oczy właśnie mnie tu ściągnęły...koszmar!..Jamor ma sytuacje do złapania,ale bezradny..strzelanie przecież odpada....uff,są siatki!....ale jest po 15, pora późna i Rudy już se gdzieś poszedł...Jamor jednak rusza do akcji...Boże dopomóż nam!...mój telefon czerwony......nie jest łatwo z Rudziem,bo skąd biedak ma wiedzieć,że to przyjaciele,a nie oprawcy są za nim....godziny lecą,noc ciemna,a mi zawał już grozi...Jamor pewnie wypruty,-myśli o Nim przychodzą....złodziej namieszał,czas cenny i okazje na Rudego nam zabrał,złość bierze wszystkich...shoto zziębnięta już jedzie do domu po ciężkim dniu... przekazuje mi info,że Jamor już szans nie widzi,ale jeszcze się trochę przyczai...mąż Murki pół dnia w Tomaszowie i z dwójką również jedzie do domu zahaczając o weta po drodze,bo czekał na nasze psiaki....Jamor zostaje na placu boju,ale na pusto...okolice 23 jedzie zmęczony okropnie do domu..Rudzik zostaje samiutki...serce na milion kawałków mi pęka...przez złodzieja tyle godzin stracone i pies niezłapany przez niego! Nie zostawię Rudziczka na pastwę,to już postanowiłam sobie jak tylko go zobaczyłam...tak strasznie szkoda mi jego. cdn.