-
Posts
10410 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
44
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by WiosnaA
-
Przez Morisa wczoraj byłam bliska zawału. Sprzątam sobie górę domu,łażę to góra to dół i robię swoje,a wszystkie psy odpoczywają na parterze.Po jakimś czasie zeszłam zrobić kawę,psiaki swoim zwyczajem meldują się zaraz w kuchni,ostatnio Morisek również,zwłaszcza słysząc otwieranie lodówki.Tym razem go nie ma więc wołam,ale nie przychodzi.W pierwszej chwili się nie dziwię,bo z zawołaniem różnie bywa.Myślę,pewnie się zaszył na dole,więc próbuję go zwabić,ale cisza.Schodzę,a jego nie ma na dole,wołam,sprawdzam wszędzie i nic.Obleciałam calutki dom pięć razy i nie ma,wyskoczyłam na podwórko i nie ma,długa smycz podwórkowa leży na dole.Normalnie spanikowałam i pomyślałam,że Moris mi uciekł przez uchylony lufcik.Nigdy co prawda nie próbował bo i szpara wąska,ale w jego wypadku na punkcie ucieczki mam "fiołka".Sąsiadki pytam,czy nie widziała Morisa,mówi,że nie.Cała w nerwach szybko dzwonię do męża po pomoc.A ten diabeł rogaty(znaczy mąż) przyjechał do domu i cichaczem,nic mi nie mówiąc wziął z dołu Moriska i pojechali na spacer!....i spacerują sobie koledzy w najlepsze.Myślałam,że wyjdę z siebie i stanę obok. We wtorek mieli fachowcy zacząć robić nam ogrodzenie,ale jak to z fachowcami bywa...nie wyrobili się i w poniedziałek niby mają zawitać.
-
Podczytuję Was troszkę,ale na pisanie czasu brakuje. Miałam na tymczasie maltańczyka i na początku też był problem niemiłych gazów jakby co najmniej owczarek puścił,a i koo różne bywało. Mój wet na wstępie zapytał co maluch je,że może ma za ciężkie jedzonko.Dawałam to samo co Tinkowi-puszki animondy wołowina z kurczakiem i sucha Josera Sensi Plus.Doradził zmienić karmę dla malucha na lżejszą typu królik lub sam drób i inną suchą.Po zmianie puszek i suchej gazy ustały i brzuszek się unormował.Gotowałam czasami chudego kurczaka(bez skór,bo mój Amik nie może) i też żadnych gazików maltańczyk nie miał. Przed przyjazdem do mnie jadł tylko puszki Applaws,ale dla mnie za drogie były. Maluchy mają delikatniejsze brzuszki. Sybisiu,o Shadku piszę,spróbuj może przez tydzień -dwa podać jakieś leciutkie jedzonko.
-
Jeszcze niedawno było tak....salon Morisowi znajomy,bo pewnie setny już raz go obchodziliśmy. Jak załapie,że smaczki wyjątkowe-znaczy najpyszniejsze,to raczył wejść, ale nie zwiedzać. Teraz jest już zdecydowanie lepiej na parterze. Wejście na samą górę do innych pokoi z bardzo mocno zachętą być musi i to migiem na dół zaraz zbiega.
-
Elik,oby tak było! Leżący pies w kuchni przy nogach człowieka.....nam wszystkim niby codzienny widok i najnormalniejsza rzecz w świecie! Moriskowi normalne to nie było i dużo czasu zajęło zanim się odważył,...ale doczekaliśmy się!!...hura! Któregoś dnia mąż mnie woła,...szybko,szybko, choć coś zobaczysz....ale cicho i powoli - mówi....nie wiedziałam o co mu chodzi,co mąż taki podniecony...za pierwszym razem jak weszłam do kuchni,to Morisek oczywiście od razu wstał, kilka następnych razy również,...ale w końcu chyba uznał,że nie zawsze musi się zrywać.... coraz częściej bywa już taki widok.
-
Szronik "postoję..poczekam.. a teraz .mam dom :).
WiosnaA replied to Onaa's topic in Już w nowym domu
Zaglądam czasami do Szroniczka,fajny piesek z niego. Anecik,mam nadzieję,że się nie pogniewasz,że troszkę kolorku Szroniczkowi "rzuciłam". A tu śliczny... kocha piłeczkę, -
Ciocie,dlaczego mnie nikt nie upomniał za post rozliczeniowy...był u mnie wciąż nieuzupełniony!...oczom własnym nie wierzyłam,że nie naniosłam rozliczeń i wyglądało jakby pieniążki Promyczkowe wciąż u mnie wisiały....chyba za dużo na głowie mam ostatnie czasy. Stan konta 0zł...naniosłam potwierdzenia przelewów w rozliczeniu. I jeszcze słowo odnośnie wcześniejszej przesyłki,która dotarła do Moli@ uszkodzona,bo też swego wpisu nie znalazłam. Reklamacja nie została uwzględniona,ponieważ nie był spisany protokół przy odbiorze.
-
Dziś na porannym spacerze Moriskiem zachwyciła się jedna Pani,same ochy i achy w jego kierunku.Mąż był z Morisem i mówił,że Morisek bardzo ładnie się zachowywał,spokojnie pozwolił się pogłaskać dla Pani.Pani mówiła,że jest z psiarskiej rodziny,córka ma psiaki,ona ma jednego i chce przygarnąć jeszcze jednego.Rozmawiali o Morisku,Pani niby bardzo zainteresowana,ale rozstali się nie wymieniwszy telefonów....buu. Mężowi później dopiero przyszło do głowy,że powinien poprosić o telefon,bo Pani przemiła i z Białegostoku. Żałuję,może byłaby szansa. Na żywo Morisek bardzo podoba się ludziom,ale do tej pory nie trafiliśmy na nikogo,kto szuka psa do adopcji.
-
Pani Irenka przesyła Wszystkim Promyczkowym Ciociom cieplutkie pozdrowienia.(mam zgodę na pełne foto) Słoneczko nasze świeci coraz bardziej sreberkiem i nam młodnieje.. Promyś pachnący,mięciutki,wypucowany... znów był w SPA - a co se będziemy żałować mówi Pani Irenka i po kolei swoich chłopaków prowadza do Salonu Psiej Piękności. Promyk miewa się świetnie,porusza się doskonale nie tylko w domku,ale również po chodniku.Utykanie na łapkę na razie więcej się nie powtórzyło.Jest największym przytulakiem na świecie mówi P.Irenka,co ją niezmiernie cieszy.Poznaje znajomych P.Irenki na odległość i leci szybko nadstawiając główkę po głaski.Pocieszny jest bardzo i wzbudza ogólny zachwyt u ludzi.Dobrze im się razem żyje.
-
Ciocie,dziękuję za miłe słowa,ale Wy nie mnie wychwalajcie......Brawa ogromne należą się przede wszystkim Moriskowi! Bez jego współpracy,to moje chęci i "tuptanie" nic by pewnie nie dały . Moris dosyć fajnie się otwiera i robi postępy,co ciekawsze próbuje Wam pokazać na filmikach,ale robi też kroki do tyłu w codziennych sytuacjach.Na szczęście nie trwają one długo.I tak np.Moris umie już się cieszyć na widok przyjeżdżającego do domu męża.Czy to w domu,czy na podwórku biegnie czasami do niego wesoły z merdającym ogonem!,..by na drugi dzień rano nie ruszyć się z miejsca na jego widok.Umie w domu odważnie przyjść na zawołanie,umie poruszać się dosyć swobodnie po parterze domu,czasem głaskanie bardzo mu się podoba.Ale bardzo często jest również tak ,że w tych samych sytuacjach Moris jest zupełnie inny,cofa się unikając bliskiego kontaktu z nami,znikąd pojawia się obawa i niepewność,jakby przypominał sobie,że przecież musi być ostrożny we wszystkim. Wiem ,że z Moriskiem musimy pracować codziennie,musi mieć nowe wyzwania i ciągłe powtarzanie sytuacji już mu znanych.To już sprawdzone,bo jak 2-3 dni pofolgujemy,to popada w stagnację,więcej wtedy śpi,więcej zaszywa się na dole.Zaczyna się bać czegoś co wydawało się,że już ma w miarę opanowane.Masażu nie zrobię dwa dni i już dotyk inaczej przyjmuje.Każdy drobny krok na otwartość nas cieszy,ale jak odzywa się ten "drugi" Moris to smuci.I choć czasem padam na nos,bo żmudne to wszystko i "w kółko Macieju" z nim trzeba,to musimy próbować dalej skoro się podjęłam. Na dzień dzisiejszy i z dotychczasowych obserwacji wydaje mi się,że nieustanne ćwiczenia pozwalają Morisowi na otwieranie się i poznawanie kolejnych rzeczy.Pomimo,że wielu sytuacji jeszcze się obawia,jest niepewny, to jest psem mocniejszego charakteru i nasza praca powoduje w pewnym sensie jego ciągłe myślenie (opłaci się wejść?,warto to zrobić?może coś mi się stanie?itd.) a tym samym wysiłek i napływ nowych - innych informacji do główki. Systematyczne utrwalanie raz przełamanych barier i utwierdzanie go w przekonaniu do tych nowych rzeczy, może pozwoli Morisowi kiedyś na zmianę "wcześniejszego myślenia" o ostrożności,a zakodują się "nowe myśli" w główce?,..że z człowiekiem wcale źle nie jest. Taka moja własna teoria mi chodzi po głowie co do Morisa,może błędna,ale w niektórych sprawach zadziałała, zobaczymy jak z człowiekiem będzie. Ale czy da się na zawsze wykorzenić te "stare myśli" z zachowania u dzikiego psa?,..nie wiem,..wszyscy mi mówili,że niestety się nie da,że pewne zachowania z dzikości pozostaną do końca.....a jak będzie, to zapewne czas pokaże.
-
Zapewne chciałaś zapytać beze mnie,.. Aby ostatnimi czasy tradycji stało się zadość,wszystkie moje plany w ostatniej chwili wzięło w łeb... i samolocik poleciał beze mnie...już drugi raz zresztą...i tylko kasy szkoda wydanej na bilet. Ale nic to, aby zdrowie. Jedyna korzyść,że mąż nauczył się spacerować z Morisem...hihi....i codziennie robią przynajmniej jeden wspólny wypad. W tym duecie, to jednak Morisek kieruje ruchem i wybiera kierunek drogi...hihi...mąż mówi,że inaczej siada i nie chce kroku zrobić.Morisek ma swój charakter i czuje słabość męża.
-
U Morisonka wszystko ok. Z ogłoszeń natomiast głucha cisza... Nie wpisałam do rozliczeń karmy-puszki,którą kupowałam na początku czerwca więc teraz wstawiam do rozliczenia.Kilka dni temu kupiłam karmę suchą Josera SensiPlus ,żeby jedzonka chłopakom nie zabrakło.Doliczyłam tym razem też Moriskowi żwacze,które bardzo lubi, uszka też są pyszne, do kostek wiązanych powoli się przekonuje,ale dopiero wówczas jak Amik zacznie ją ciamkać. 131,20zł...24sztx800g puszki Animonda (7.06.17) https://postimg.org/image/bp7ekndfn/ 10zł.....pakiet ogłoszeń wykupionych na bazarku u Onaa 144,60zł....15kg Josera SensiPlus+500g żwacze (26.06.17) https://postimg.org/image/5bd9ka283/ Rozliczenie na pierwszej stronie.
-
Nie wiem.Przed wizytą u weta siedziało,ale nie mogłam uchwycić,żeby wyjąć. Później "ulotniło się" ,wet oglądał dokładnie i szkła nie było już widać. Ogromne!..dużo go kosztowało zanim położył się w innym miejscu niż swoje ,nie licząc podłogi na korytarzu. Pozdrawiamy Was serdecznie! Wszędzie mu pozwolę,aby tylko chciał wybierać. Zaproszę Was jeszcze na mój bazarek dla Braci Mniejszych. Tysiu,tu jest fancik od Ciebie.
-
Łapka widać,że boli jak Moris wstaje po dłuższym odpoczynku. Unosi ją na chwilę do góry,albo delikatnie utyka przez krótki czas.Jak przejdzie się trochę i rozchodzi,to idzie normalnie. Sprawdzałam w okularach i z latarką, szkła nie widać,które było wcześniej,rozcięcie też prawie już nie widoczne,poduszka normalnie wygląda. Może jakiś okruszek szkła został jednak pod skórą i kłuje? Zobaczę jak będzie jutro.
-
Jestem na zaproszenie,ale finansowo pomóc nie mogę. Anecik, przeurocze malizny trafiły do Ciebie.Dobrych i mądrych domków im życzę!
-
Może i lepiej niż było pod krzaczkiem, Moris od trzech dni w końcu przełamał barierę i chyba stwierdził,że dwa inne pokoje w domu też mogą być i nie tylko jego posłanko na dole jest fajne.Wczoraj co rusz testował na zmianę... Myślałam,że nigdy to się nie stanie,bo długo trwało zachęcanie i różne podchody, ale się opłaciło,..cieszę się jak nie wiem co!. Chociaż dół domu wciąż jest jego azylem,to ostatnie zachowanie Morisa napawa mnie optymistycznie. Łapka niestety lekko dokucza Moriskowi ,szkła nie widać,ale może głębiej wlazło.
-
Zapraszam serdecznie na bazarek dla podopiecznych SBM. Trwa tylko 3 dni! .
-
Moris to nie byle facet....nie przetrwałby tyle lat na ulicy, gdyby nie umiał sam sobie radzić, powiedział na koniec wizyty P.Doktor. Obejrzał poduszkę Morisa,rozcięcie jest,ale szkła już nie było....wyjął pewnie,bo ciągle tą łapką się zajmował. Gdyby nie wyjazd pewnie nie śpieszyłabym się z wizytą,ale gdyby zaczęło się coś tam "babrać",to nie chciałabym z dodatkowym kłopotem męża zostawiać. Za wizytę P.Doktor nam nic nie policzył. "Większego Duszka" mam teraz, mówił P.Doktor,( w sumie faktycznie trochę podobni,Moris jest tylko grubszej budowy kości). Pamięta Dusia i b.często pyta co słychać u niego.
-
Nie dzwoniłam do Moli@,bo ma sporą gromadkę na głowie u siebie,a Morisek mocno absorbujący czasowo chociażby ze względu na spacerki,on nawet siku nie zrobi na swoim podwórku. Mikuniu,dziękuję za chęć pomocy, w kojcu Moriska zostawić nie mogę..spać bym nie mogła przez te dwa tygodnie. Podzwoniłam po znajomych,ale nie łatwo znaleźć kącik w domu dla normalnego pieska, a co dopiero dla Moriska z wieloma ograniczeniami. Długo debatowaliśmy z mężem na temat Morisa i mojego wyjazdu,oddania go na tym etapie oswajania gdzieś w nowe miejsce na te 2-3 tygodnie,..co innego,gdyby to był dom docelowy...no nie możemy mu tego zrobić...a jechać muszę....trudne to wszystko. Podjęliśmy decyzję,że Moris zostanie na miejscu,a mąż podejmie się opieki,choć z nim jest problem innej natury,bo mąż z naszymi psami nigdy nie chodzi.Niemniej jednak się zgodził i dziś zaczęliśmy lekcje (dla męża) spacerowania z Morisem.Moris nieswój,speszony nową sytuacją,ale w domu ogólnie męża lubi,a ten mocno wczuł się w rolę i mam nadzieję,że obaj chłopcy dadzą radę....mają tydzień na naukę. Żeby ten Morisonek wiedział ile mi siwych włosów przybyło za jego sprawą...