TERESA BORCZ
Members-
Posts
4154 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by TERESA BORCZ
-
Lista psiaków w wielkiej potrzebie!Prosimy o pomoc!
TERESA BORCZ replied to Klaudus__'s topic in Już w nowym domu
Urodzinowe serdeczności dla paulinken!!!!! Szkoda że te urodziny raz w roku, ale by się spłaciło budryskowe długi!!!! Polecam szefom imieniny paulinken także!!! Mało jestem na dogo zajęta bardzo aktywnymi zabiegami tymczasków, nie doczekałam się konta budryskowego, a coś chciałam ulżyć, kasy niewiele ale posyłam w tej chwili do lecznicy najmniejsze długi 2 psinek rutki 31 zł i weny 40 zł/ jak dotrą proszę usunąć z listy / po za tym cudny jamniorek wyleczony z łysinki po ranie, odpchlony odrobaczony i kochany czeka na dom u mnie / harris przecudowny zadbany i kochany oraz wykastrowany (!!!!!)czeka na dom u psiapsiółki mojej -
dzięki za wskazówkę, narazie wydałam niewiele z otrzymanej sumy 460 zł, na transport już mam nadzieję do końca miesiąca 2 x po 50 zł na miesięczny komunikacyjny bilet plus 2 razy po 10 zł tzw emergency aby z dość odległego miejsca autobusowego dotrzeć do oczekujacej pani HALINKI, to wyjątkowy wydatek (aura!!) bo biegiem z DROPSIKIEM nie zdążyłabym zupełnie, rachunek za zakupione leki i te zamówione których nie bylło dostanę dziś po wpisaniu mojego już nazwiska i imienia psiaka, Pierwszy raz się rozliczam, bo zawsze korzystałam z własnych środków, postaram się to zrobić jak najrzetelniej, następne rachunki dostarczane będą sukcesywnie, Wczoraj nie dotarliśmy do pani HALINKI, w drodze z zalanego deszczem KRAKOWA stracilismy sporo czasu, a nie miałam sumienia jeszcze raz opózniać powrotu naszej przyjaciółki na łono rodziny, za to nadrobiliśmy w domku sporo/ Nie mogę odkryć dlaczego DROPSIK nadzwyczaj chętnie , radośnie , z poszczekiwaniem i podskokami biega na c z t e r e c h ł a p i n k a c h po krakowskim korytarzu, to niewiarygodne co on tam wyprawia, może dlatego że przestrzeń ogromna, a może już tak się cieszy że opuszcza torbę/ Wczoraj tak się zagalopował że nie mogłam go dogonić a na końcu korytarza jest inny mniejszy ze schodami, mało nie umarlam ze strachu że się zabije leciałam za nim a on najnormalniej na świecie po ośmiu schodkach zbiegł nie przewracając się, dopadłam do dopiero na malutkim zakręcie do następnych 4 schodów, podżyłam ogromnego strachu ale jeszcze większej radości!!!! Jeszcze czemuś nie mogę uwierzyć: Drops już dwa razy bardzo się z torby wyrywał w czasie oczekiwania na panią Halinkę, wyjęty z torby pobiegł kawałek na czterech!!!! i pięknym strumieniem się wysiusiał, wczoraj po długim oczekiwaniu na autobus w Gliwicach bardzo się wyrywał i poszczekiwał, odeszłam na trawkę i sytuacja się powtórzyła, nie kropelki ale strumyczek, coś mi wygląda na to że jak i z chodzeniem jakiś maleńki przełom następuje, będę obserwować z ogromniastą nadzieją, a teraz jedziemy za niedługo do pani Halinki, znów ją będzie gonił i popędzał do kuchenki szczekaniem artystycznie modulowanym po kocie chrupki, terrorysta mały!Wygląda przy tych awanturkach jak śmiertelnie głodny, a już tyle przytył że muszę wyhamować, bo robi się za ciężki/ No i pięknie wita nasze odwiedzające nas cioteczki Monisię i hebanową, rozpoznaje je bezbłędnie/ DROPSIK budzi powszechny zachwyt swym nienagannym zachowaniem w częśtych autobusowych wojażach, albo obserwuje wszystko kręcąc łepkiem dookoła, albo podsypa wtulony w mój polarkowy rękaw pochrapując dyskretnie/
-
Ale sie porobiło, DROPS jak gwiazda ma swego fotografa i to jakiego!!! On bardzo daje się lubić, a i pracuje na swoja przyszłość wytrwale i pogodnie, coraz częściej sam podnosi tyłeczek , wspina sie nałapeczki i spaceruje, krócej lub dłużej, to nie ma znaczenia, grunt że ma taka możliwość i ją wykorzystuje, W krakowskim domu przespaceruje zawsze korytarz wzdłuż i wszerz w ogromnym pośpiechu, robi to tak radośnie!! Teraz tylko masaćwiczeń a by te próby stały sie nawykiem, a potem juz tylko normalnośćią/ Narazie wspieramy pięknisia wszelkimi sposobami, kupiłam kilka naturalnych środków, bardzo pomocnych, i potrzebuję wskazówki na kogo wystawiać rachunki, na schronisko, fundację, na mnie, narazie je zbieram, przesyłka dotarła, w poniedziałek pojdziemy na konkrene bardzo badania, materialy i obserwacjii sporo juz mamy,
-
Łysa MIKROSUNIA potrzebuje wsparcia finansowego.
TERESA BORCZ replied to MaDi's topic in Już w nowym domu
bardzo byłam zapracowana i nareszcie znalazłam chwilkę czasu, pieniążki nadzwyczaj szybciutko wylądowały na koncie, i natychmiast zrobiłam z części użytek, zakupiłam wszelkie środki naturalne które uznałam za najodpowiedniejsze i najefektywniejsze dla jej stanu/ zostawiłam rezerwę na inne potrzeby gdyby takie wynikły, Sunia już nie ma taryfy ulgowej, jest w miarę przyzwyczajona do mnie i pozwala robić wszelkie konieczne zabiegi, narazie jest ich kilka dziennie, niektóre powtarzane 2 razy, pierwsze rezultaty już są widoczne, mimo że czasu jak dotąd było mało/ Nie ma juz żadnych śladów po krostach, skóra już jest przyjemna, nie lepiąca się do dłoni ,temperatura skóry jest stabilna, nie ma momentów z mocno podniesioną temperaturą, zapach jest już zupełnie neutralny, na całej powierzchni skóry pojawil się bardzo delikatny meszek, nawet na napiętej skórze łepetynki, meszek w rożnych miejscach ma różne natężenie, w jednych jest gęściejszy i silniejszy, w innych dardzo jeszcze delikatny, narazie jestem pełna optymizmu i powtarzam zabiegi aż do skutku wyrazistego na tyle by wyrażnie rozpoznać te zmiany będzie można na zdjęciu/ ponieważ dziś jeszcze czekają na zabiegi ostatnie Dropsik i Perełka, napiszę w wolnej chwili dokładnie co kupiłam i jak stosuję, narazie jestem pełna zapału zachęcona pierwszymi zmianami/ -
podgladam skromnie wątek RUDZIA i bardzo sie cieszę z sukcesu, sierść na łapeczce można bardzo szybko przywrocić do normy, napiszę o tym ale teraz bardzo się spieszę, co do domku to sprawdza się zawsze powiedzenie śpiesz sie powoli, znajdzie sie napewno odpowiedni domek, ale dopiero wtedy jak już nie bedzie żadnych watpliwości, może zmieńcie tytuł wątku na bardziej optymistyczny???
-
Księżniczki już w DS! Wszystkim dziękujemy za pomoc! :)
TERESA BORCZ replied to Lili8522's topic in Już w nowym domu
Nareszcie dotarłam do domu, ostatnio rzadko w nim bywam z powodu rehabilitacji DROPSIKA, a jak już jestem to robie po kilka rozmaitych czasochłonnych zabiegów dziennie trzem psiakom które trzeba ratować, ale i Wam wam się należy trochę dobrych wieści, Sunie są bardzo ze soba zżyte, właściwe nierozłączne, i bardzo skromne, starsza spokojna, młodsza z racji wieku nieco bardziej ruchliwa ale obie w nowej sytuacji nieco zdziwione, są miłe i delikatne, bardzo dobrze się stało że zostały zabrane z tej ulicy, narazie je trzeba obserwować, aby przygotować odpowiednie ogłoszenia/Mamy sporo czasu bo ten wakacyjny okres niezbyt sprzyja adopcjom, napewno będą do tego bardzo starannie przygotowane, martwi mnie tylko co stało się ze szczeniakami , czy się gdzies nie poniewieraja bez mamy/ Mamy zrobione komórką całkiem fajne zdjątka obu , może ktoś poda numer komórki i potrafi wstawić to podeślemy/ -
Księżniczki już w DS! Wszystkim dziękujemy za pomoc! :)
TERESA BORCZ replied to Lili8522's topic in Już w nowym domu
no nareszcie fajne wieści, działamy , jutro dam znać gdzie i o której je dowieżć, mam nr telefonu, trzymam kciuki aby wszystko poszło jak planowane ! -
są naprawde dobre wieści a lepsze napewno będą jak włączymy odpowiednie leki, po zakończonych szczęśliwie wszechstronnych obserwacjach Drops jest taki szczęśliwy że energia go wręcz rozsadza, dziś zauważyłam że biegając na tych 4 łapkach po bardzo długim zabytkowym korytarzu krakowskiej kamienicy potykał się z powodu zawrotnej prędkości, on w tych przednich łapkach zawarł cała energię i tak parł do przodu że tylne nie nadążały,i ja też, napewno nie będzie się potykał jak zwolni tempo, będę go jednak może nieco hamować smyczką i zobaczymy czy nie zrobi się z tych 39 69 kroków lub więcej, najważniejsze jest że podnosi się na nóżki sam o własnych siłach czyli bodzce emocjonalne są dość silne/ Tak się nabiegał i naszczekał radośnie że potem w autobusie spał cały rozkosznie przyklejony do niemal zimowego polarka , było strasznie zimno i lało jak z cebra, opóznienia autobusu po godzinie i więcej/ Pani Halinka go nauczyła że z kuchenki wynosi poczęstuneczki, teraz nie da spokoju aż wymusi na niej zwielokrotnione porcje, szkoda że Monisi nie było by nagrała jego przemówienia do pani Halinki mające ją zmusić do kursu do kuchni, przemawiał modulując swe szczekanka jak orator na mównicy, co gorsza to już jest stały rytuał, zdolna bestia jeśli chodzi o papu zawsze wie skąd przyjdzie i domaga się bardzo głośno! A pani lubi spokoj, sama jest winna że obudziła w nim małego terrorystę/ to zdjęcie jest rewelacyjne, a może nam MONISIA w poniedziałek uchwyci zmyślne figury jakie kombinuje z nadzwyczajnej rozkoszy łaskotania za uszkiem / Dziś rozochocony szaleństwami i zabawą nasiusiał pani Halince na kozetkę, ale za to że w jednym miejscu a nie kropelkowo w biegu po calutkiej wybaczono mu, i tak dobrze że tylko kozetkę bo raz zrobił super wysoką fontannę w proteście przed wyproszeniem a raczej wyniesieniem z pokoju i obsiusiał poważną panią rejent i akt notarialny, ale to na szczęście , oczywiście znow miał wybaczone bo miła pani ma psiaka i wykazała zrozumienie ! Jutro sobota, więc mnóstwo ćwiczeń i masaży w domu łacznie z kapielą ozonową i dużo chodzenia z wózeczkiem w domu, a w niedzielę na działkowych wykoszonych alejkach, tam jest wielkie pole do popisu!
-
wielkie dzięki za pamięć i wyrazy wsparcia, PROMYCZEK żył dzięki Wam wszystkim choć ten krótki wycinek czasu z jego życia , tak jak powinien żyć taki kochany psinek, udało mi się go wyleczyć i utrzymać na najlepszym z możliwych poziomie, tak że pieniążki oferowane przez sponsorów posłużyć mogły innym fundacyjnym psiakom/ Teraz kiedy jest ze mną tylko pamięć o nim, staram się przywrócić do normalnego życia następne psiaki, zapraszam na watek sparaliżowanego DROPSA i zupełnie łysiutkiej PEREŁKI, wasza obecność doda wysiłkom energii/
-
Lisunia ma sie dobrze, mniej tu pisze o niej ostatnio bo mam dwa przypadki wymagające ogromnej opieki, DROPSA z paraliżem na intensywnej terapi w domu i w gabinecie katowickim ( co cieszy już są jakieś pozytywne efekty) no i te biedna Perełke łysiuteńka kompletnie, muszę jej "dorobic" super fryzurę przed zimą,/ No i przeżyłam ogromna rozpacz bo naturalną śmiercią zgasł mi w ramionach najukochańszy i najbardziej wypracowany PROMYCZEK przyjechał w wieku 16 lat w stanie maksymalnego wycieńczenia to psiak z bardzo znanego wątku, najbardziej chyba w kraju skrzywdzony, miał być 2 tygodnie na leczeniu, został na półtora roku, raczej na stałe, przeżył te miesiące w warunkach które miały mu wynagrodzić wszelkie krzywdy, ale wg mnie to za mało, to był cudowny pies , bardzo się do niego przywiązałam i rozstanie było ogromnie bolesne, Lisunia widząc moja rozpacz starała się dostać do twarzy pod dłonie oparta obiema łapeczkami o moje ramiona, tak wzruszajaco się przytulała, popiskiwała jak by rozumiała że tak trzeba To bardzo wrażliwa sunia i bardzo delikatna/ bardzo spragniona jak najbliższego kontaktu z człowiekiem, tak cudownie się wtula we mnie jak tylko znajdzie okazję a robi to tak skromnie, nie nachalnie że wzrusza ogromnie/ Teraz już nabrała ciałka , sierść się jej błyszczy pięknie, ale mnie się wydaje że ma smutne oczy mimo ze staram się jej zapewniać jak największy komfort/ Ciałko przybiera masy a pyszczek pozostaje taki skromniutki, że co spojrzę na nię sięgam po przysmaki/ nie wszystkie jej zalety da sie opisać w ogłoszeniu, ona ogromnie zyskuje w bezpośrednim kontakcie, ma tyle uroku, może po wakacjach prędzej się znajdzie jej wielbicielka czy wielbiciel, kto ją przygarnie zyska wiele radości/
-
Łysa MIKROSUNIA potrzebuje wsparcia finansowego.
TERESA BORCZ replied to MaDi's topic in Już w nowym domu
Pereleczka pięknie przyjmuje z jednej ręki przysmaki a z drugiej głaski, dziś chyba zdziwiona długą nieobecnością a może i steskniona głasków i przysmaków dała mi z własnej nieprzymuszonej woli łapunię, to cieszy bo nie chcę by zabieig dla niej okazywały sie niemiłą ingerencją w jej spokój , Dzis nareszcie udało mi się zrobić jej własne zakupy, już nie pożyczamy od gliwickiej SZARUNI nic więcej oprócz doświadczenia z jej przypadku/ Jutro napiszę całą listę co używam, jak i dlaczego może jeszcze ktos skorzysta, dzisiejszych porannych smarowidełek nie zlizała, była jej skóra też jakby chłodniejsza, wychłodzona jest też pięknie po ozonku/ Na PEREŁCE wypróbujemy ulepszony, bardziej efektywny sposób aplikowania olejku z drzewa herbacianego, Farmaceutka dziś uznała pomysł za idealny, tym bardziej ze substancja nośna będzie zakupiony dziś olej kokosowy który sam w sobie jest przewspaniałym lekiem, więc działanie będzie spotęgowane/ Jestem pełna nadziei że terapia sie uda, musi się udać,a teraz pozna kolacja/ -
Drops absolutnie jest pożeraczem serc , w autobusie też go podgłaskują i wszyscy pytają czemu taki leniuszek, ochoczo wyjaśniam siejąc wroga propagandę dla ludzi nieodpowiedzialnych krzywdzących psiaki i reklamę najbliższych schronisk gdzie można zaoferować pomoc albo zabrać psika na miejsce straconych własnych , DROPS swą sympatyczną mordką zachęca absolutnie a przy tym jest tak grzeczny i ułożony że budzi zainteresowanie a podróż jest długa więc działa bardzo pozytywnie na rzecz zwierzaków!!! Dziś miał taki meteo humorek nie za wesoły ale i tak aktywny mimo wszystko, zdjęcia miał superowe , sami oceńcie co za pozy, a z Moni to jest super fotograf!!! Dropsik właśnie czeka na super kolację i się niecierpliwi, ale niestety musi ostygnąć, dziś zaspaliśmy oboje po podróży z Katowic wpadliśmy w oberwanie chmury, dało nam popalić, ale choć tyle dobrze że DROPS jako jedyny z mojej psikowej ekipy nie boi się wyładowań atmosferyczznych, zmoczeni i zmęczeni jakoś powróciliśmy do normy i on własnie pilnuje by nikt inny nie dostał pysznej michy jako pierwszy/ Jutro jadę do Krakowa autem TVN, na krótko, po nagraniach jadę od razu do pani Halinki, a potem do domku, może uda sie wygospodarować nieco czasu na mizianka z FELKĄ??? mam nadzieję że będziemy jakoś w kontakcie/ pieluszki od Monisi superowe, nareszcie ich nie ściąga, no mały nam przytyl o ok 2 kg, w zasadzie wszystki się przydaję bo i na mniejsze znalazłam dobrą metodę, staram się zabezpieczać go tylko na drogę by uniknąć odparzeń/dzisiaj w czasie krótkiego czekania na pania Halinkę, szalał by go z torby wyjąć , co zrobiłam w nadziei że pobiega, ale on poprostu stanął i po raz pierwszy się wysiusiał strumykiem w jednym miejscu/ to może być przypadek ale i może być początkiem zmian na lepsze, normalnie siusia bezwiednie kropelkami, idąc lub leżąc/ zabawne ale i tak prozaiczna czynnośc jak pupilkowe siusianie może cieszyć/
-
Zajrzałam do IRYSKA ma prawie większe szanse niz Drops choć widzicie jak DROPS szaleje w pomaganiu nam w rehabilitacji i jestem pewna że wkrótce bedzie śmigał/ wszystko zależy od zaaktywizowania wątku Iryska i znalezieniu miejsca w pobliżu nas, pomogłabym ale narazie u mnie już się nic nie wciśnie, popytam gdzieś dookoła, bo warto to młody psiak i uroczy a w schronie to koniec / JEGO REHABILITACJA NIE TRWAŁA BY DŁUGO!! jak tu pomóc, kto ma pomysł?? komórkowe fotki DROPSA w bąblowej kapieli są niewyrazne, może zrobie nowe po ulepszeniu oświetlenia, warto zobaczyć mordelkę zachwyconą w wodzie!
-
Łysa MIKROSUNIA potrzebuje wsparcia finansowego.
TERESA BORCZ replied to MaDi's topic in Już w nowym domu
dzis po powrocie z zabiegow DROPSA, malutka zniecierpliwiona brakiem uwagi na sobie przy ogólnych powitaniach witała się ze mną po raz pierwszy a własnej inicjatywy już takimi dziwnymi odgłosami ni to warczonkiem ni szczekankiem, super, jest coraz lepiej, nawet nie bała się już smarowania, i co najważniejsze nic nie zlizuje z siebie z tych smarowideł/ Mydełko oliwkowo laurowe,jeśli nacieram, pozostawiam z 15, 20 minut a potem zmywam, na tak oczyszczoną skórę idą propolis w areozolu i 2 rodzaje smarowidełek, ale / trzeba czasu, narazie nie widzę krostek/ jutro robię sama nowe smarowidło, oby było efektywne/ Teraz idziemy na wieczorne podkarmianie smakołykami, ona już ufa, połyka jak leci a przedtem obwąchiwała, już się nauczyła że tu dostaje dobrości, a że w dobrościach czasem śmierdzące siarką leki to nie szkodzi!!! -
właśnie sprawdziłam ząbalki, są w porządku, musiała to być gra świateł, no nie wiem czy on by sobie dał coś spiłować, choć do walk to by sie nadawał!!tylko nam pozwala sobie coś robić, dzisiaj nie odstępuje mnie na krok i dobijał się do komputerowego pokoiku, w końcu wpuszczony zaanektował wiklinową budkę kotki PUSI, no i jak zwykle poradził sobie ze "wsiadaniem "do budki, leży cudownie zwinięty , po całodziennych wyczynach, a kocia tylko obserwuje w wysokości stołu, sama łobuzica w czasie mojej telefonicznej rozmowy napisała część pw do cioteczki ingi mm w istotnej sprawie To jest kocica kochająca spacerowanie po komputerze!!! A miała mieć padaczkę emocjonalną!!! Pewno z braku dostępu do komputera???
-
Jeszcze jest psiczek klejnotowy, ale wszystko po kolei ząbki ma nieco do czyszczenia ale nie są takie złe, pieluszki małe próby nie wytrzymują , dawałam po dwie od góry i dołu, strasznie sie wierci w tej torbie i nic tego nie wytrzymuje, spróbujemy większe, zapomniałam napisać że łobuziak próbuje nowej formy podpieszczania, takiego podszczypywania przednimi drobnymi zębami, ale bardzo to robi delikatnie i zabawnie, rozwija się nam !!
-
Cudownie że dostał pieluszki, zakładam mu je tylko na podroż, nie chcę by go krępowały w domu, tu każdy swobodny ruch się liczy a wolność szeroko pojęta najbardziej, dajĘ sobie jakoś rady/ Dzisiaj odwiedziła DROPSIAKA Monisia z pieluszkami i cioteczka hebanowa ze wspaniałymi profesjonalnymi radami/ Z obiema mogłam się podzielić oszałamiającą radością Przyjechałam nieco wcześniej dzięki sprawności kierowcy autobusu musiałam nieco poczekać na dojście pani Halinki, więc postawiłam moje słodkie brzmię w torbie na schodku a sama usiadłam na wyższym, Drops zachęcony normalnym podłożem wyrywał się ze swego legowiska w torbie a ja pomyślałam co mu zaszkodzi jak sobie posiedzi na stopniu, i dałam mu te szansę , posiedział minutkę a potem najzwyczajniej w świecie wspiął się na wszystkie łapki i wspaniale zszedł z ok 15 cm stopnia nie załamując przy tej operacji tylnich łapek, no i przebiegł sobie radośnie ku trawce, zdążyłam policzyć ok 7 kroków na 4 łapinkach bez podwijania stópek, powaliła go na kolaneczka dopiero zmiana podłoża na żwirowo piaskowe, TO BYŁ DLA MNIE SZCZYT SZCZĘŚCIA!!!probówałam jeszcze kilkakrotnie i operacja się powtarzała , ale ponieważ ukierunkowałam go inaczej, na dłuższą trasę przebiegł po zejściu ze schodka bezporoblemowym 11 kroków w stylu mistrzowskim, no i przy okazji załatwił sprawy siusiankowe/ Choć był już zmęczony, powtórzył to także przy pani Halince jeszcze dwa razy / nabrałam jeszcze większego zapału/ ten ozon mu służy, jest bardzo pobudzony, silny aktywny, a dziś miał zabieg ozonowy niewiele przed wyjazdem do KATOWIC, poznał cioteczkę Monisię i z daleka poszczekiwał na jej widok, chyba pamiętał że to ciocia od poczestunków i pieszczot, Był dziś bardzo żywy, aktywny także w czasie zabiegów i najwyrażniej sabat cioteczek nastrajał go optymistycznie bo starał się być w centrum uwagi/ To niezwykle wdzięczny pacjent, zjednujący sobie serca wszystkich dookoła, dobrze że mimo trudności znalazło się wyjście i mogłyśmy się nim zajać, WIERZĘ GŁĘBOKO ŻE BĘDZIE CHODZIŁ/ Jutro powtórka wszelkich działań, a dziś jeszcze domowe zabiegi oprócz kąpieli, ciekawe czym nas zadziwi jutro!!
-
Łysa MIKROSUNIA potrzebuje wsparcia finansowego.
TERESA BORCZ replied to MaDi's topic in Już w nowym domu
pisze szybciutko, bo już pędzę do KATOWIC z Dropsiakiem , ale mam dobre wieści więc nie zwlekam, PEREŁKA DAŁA SIĘ JUŻ BEZSTRESOWO WŁADOWAĆ DO BULGOTAJĄCEJ WIELKIMI OZONOWYMI BĄBLAMI WANNY, nie przerażał jej już jakoś tragicznie warczący agregat i temperatura wody , po jakimś czasie widać było że taki masaż z ziołami sprawia jej przyjemność bo stała grzecznie przez ok 40 minut/ Reszta zabiegów po powrocie z rehabilitacji!! -
Cudownie że wpadła nas odwiedzić ciocia Monisia!! Podniosła mnie bardzo na duchu,no i mamy fotki,, mało tego dostarczę jej starsze z komórki mojej i nowe do wstawienia , tak że cioteczki beda miały DROPSIAKA "POD OKIEM" stale, Pani Halinka też ma jakieś w swojej komórce, szkoda że światło w gabinecie nie sprzyjało ukazaniu jak pięknie zarasta kremową luksusową sierścią łysy dotąd grzbiecik pięknoty, buzieńka jak widać już wygojona, Wózeczek jest faajny, trzeba tylko podregulować w praktyce szerokość , wysokość dołożyć gumeczki na stópki, w gabinecie mało czasu i miejsca do rozpędu i dokładniejszej obserwacji, trzeba tez tam każdą minutę wykorzystać na zbawienne zabiegi, teraz w domku poćwiczymy jak należy, on też był nieco zestresowany nadzwyczajnym w gabinecie ożywieniem i aparatem, DROPSIK JEST ABSOLUTNIE IDEALNYM PSIAKIEM JEŚLI CHODZI O CIERPLIWOŚĆ I PRZYWIAŻANIE, ZNOSI ABSOLUTNIE WSZYSTKO JAKBY ROZUMIAŁ O CO W TYM WSZYSTKIM CHODZI!!!! W autobusie podgryzał listki ozdobne z bukiecika od cioteczki Monisi, widać potrzeba zasygnalizowana musiała być zaspokojona, dostał w domu świeżo ścięte , soczyste "trawki" z zasianej w skrzynce dla psików i kociaków pszenicy, robiliśmy też następną kapiel ozonową, z ziółkami, dobrze że sierść nie zafarbowała , znosi to cudownie i mam zdjęcia , ocenimy dziś z Moni czy są dość wyrażne, zobaczycie być może te oazę spokoju w bąbelkach/ A teraz do torby!!! i lecimy na autobus do KATOWIC/ Lubi to swoje super legowisko w torbie, jak biorę ją do reki to pcha sie niecierpliwie!!
-
Łysa MIKROSUNIA potrzebuje wsparcia finansowego.
TERESA BORCZ replied to MaDi's topic in Już w nowym domu
Perełka się nareszcie otworzyła, nie trzęsie się już na widok kogokolwiek a od wczoraj wita mnie wstając i macha nawet ogoneczkiem, dobrze bo bałam się że to potrwa dlużej, i utrudni terapie bo taka w stresie przynosi mniej korzyści narazie trzymam ją w miejscu gdzie stale przechodzę by sie do tego przyzwyczaiła, w korytarzu na niskiej szafeczce, tam ma wszystko czego jej trzeba łącznie z zabawkami, a nie jest zagrożona wizytami innych tymczasków, za każdym moim przejściem jest wymiziana i poskrobana za uszkiem i dostaje coś dobrego, je pieknie i nareszcie zabiera z apetytem wszelkie smakołyki już z ręki, dotąd wolała jeść z miseczek i w samotności, teraz już nie musze wychodzić aby jadła, odstawiam wszelkie suchotki i smaczki sztuczne , dostanie jadło jak w najlepszej restauracji, i smaczki witaminizowane domowej roboty, uzupełniane ziarnami zawierajacymi wszelkie omegi/ Nareszcie mogę pomału ją przyzwyczajać do przeprowadzki do jej pokoiki z koteczką/ Może dzisiaj zrobie jej zakupy w zielarskiej aptece specjalnie dla niej bo dotąd dzieliła się z nią preparatami sunia w nieco lżejszym stanie, ale też z ogromnym polem do popisu dla opiekunki, nie będą to wielkie kwoty ale leki pomocne bo u Szaruni jest już kolosalna poprawa/ Zobacze ile wyniesie rachunek i podam/ Dzisiaj znów obie mają kapiele ozonowe z dodatkiem ziół/ -
Dropsik wczoraj jak zwykle był na zabiegach, a w domu mial następne, staram się zająć caly czas pozostałymi tymczaskami podwójnie by zagłuszyć ból po PROMALKU, Dropsik bardzo pięknie znosi zabiegi nawet te buczące agregatki, a coraz częściej podnosi tyłeczek i przechodzi kilka kroków na 4 łapkach, wczoraj udało mu się 3 razy tak że nawet zdążyłam policzyć kroki ZROBIŁ 2 RAZY PO CZTERY I RAZ PIĘĆ!!! To wielka pociecha, on ma silna wolę i staram się to wykorzystać, ponieważ się juzż do mnie przywiazał bardzo, stara sie być zawsze jak najbliżej, / Bardzo go nęci wersalka , zwłaszcza że widzi obok mnie inne psiki, szczeka i chce wejść za wszelka cenę, a ja nie ułatwiam mu tego, biorac go poprostu na kolana/ On stara się wesprzeć na tylnich łapkach i dostać sie do nas, narazie nie idzie mu to łatwo, ale to jest wspaniałe ćwiczenie dla tych coraz aktywniejszych łapek, napina te już odzyskane mięśnie a o to chodzi, ale najważniejsze są bodzce centralne starające się uruchomić te łapiątka, Staje się coraz bardziej psem poprostu szczęśliwym, wolnym ,najedzonym, do syta a nawet z przesadą, kochanym a to wyzwala coraz bardziej chęć zabawy, a zabawa to też ćwiczenia wartościowe/ Coraz częściej kładzie sie na plecach i harcuje czterema łapkami z przepięknym uśmiechem , to cieszy także panią Halinkę!!! Oby tak dalej i byle szybciej do sukcesu, bo i Alwarek czeka/
-
Dzieki za link poczytam i pomysle jak pomóc, ona jest wierna kopią pszczyńskiego rodzynka który był u mnie ok 10 miesięcy i już odszedł za tm, narazie mam ponad norme tymczasków ale może poszukam wśród znajomych dobrego serca/
-
Zdjęcia z wątku PROMYCZKOWEJ towarzyszki Lisuni okazały się pamiatką, archiwalną, z wielka rozpaczą, nie do opisania muszę powiadomić cioteczki śledzące losy tego cuda że wczoraj zmuszona byłam towarzyszyć mu w drodze na TĘCZOWY MOST:placz::placz::placz:, przekroczył go zalewany strumieniami łez dokładnie 0 3,39 i nic nie mogłam zrobić choć dałabym wszystko by jeszcze trochę mi dał szczęścia i radości, a ja jemu, tak jak to robił przez półtora roku u mnie , przyszedł w wieku 16 lat i pozwolił się odbudować ze stanu jaki wszyscy znacie do normalności, nawet można było już rozpoznać jego rasę to był albo prawie był Bolończyk, Podawane miał starannie i dożywotnio wszystkie leki przepisane na serduszko, i na nic więcej nie chorował, w sobote pojawił się dziwny objaw neurologiczny w tylnej łapce, : podwijanie stopy i lekki niedowład, przestał kontrolować oddawanie moczu, nie pomogły masaże, i suplementy, stan postępował, mimo że podawałam mu wszystkie jego przysmaki, nie chciał jesć ani pić, ale jeszcze mnie jak zwykle wołał gdy znikałam mu z pola widzenia, w niedzielę już byl spokojny i tylko podsypiał, nie jadł już nic, wodę z glukozą podawałam mu sama łyżeczka w nadziei że to tylko chwilowe osłabienie/ Kilkakrotnie w nocy od kilku tygodni zdarzały mu się omdlenia w czasie snu, dlatego zawsze spał obok mnie, na poduszce przy twarzy bym to mogla kontrolować, brałam go wtedy na ręce zupelnie bezwładnego ale przytulany, wybudzony wracal do normy, lekarz prowadzący poinformowany powiedział że przy jego chorobie taki stan nie jest zaskoczeniem i trzeba pilnować,więc pilnowałam i świetnie sobie radziliśmy/ Wczoraj było bardzo widoczne że zbliża się kres naszego wspólnego pięknego szcześcia, słabł coraz bardziej i gasł w objęciach spokojnie i bez cierpienia/ Dzięki opatrzności nie cierpiał wogóle, nie potrafiłabym zdecydować o skróceniu ewentualnego cierpienia w razie potrzeby, leżal w moich objęciach patrząc mi w oczy cudownymi koraliczkami, przytulany,zalewany łzami, w nadziei że rano pobiegnę po jakaś radę do weta, nie zdążyłam ale i tak niewiele by mógl wet pomóc bo wszystko psineczek mój ukochany dostawał bardzo skrupulatnie / Wiedziałam że taki dzień musi nadejść w końcu, z racji wieku ale mimo doświadczenia nie przypuszczałam że będzie to tak tragicznie trudny czas dla mnie, nie mogę się pogodzić z tym że go juz nie ma:-(:-(:-(JEST TAK OKROPNA CISZA W DOMU, JUŻ MNIE NIE NAWOLUJE,!!! Mało tu cioteczek ostatnio zagląda, bo wiedzą że jest psiak kochany i bezpieczny a tyle jeszcze bied wymaga uwagi, tak bardzo bym chciała napisać coś innego, że pięknie je i biega, że jest dalej szczęśliwy, on juŻ napewno jest ale w swoim raju, ale ja nie wyobrażam sobie że go bedę mogła zapomnieć/ w spadku po ukochanym moim PROMYCZKU mamy zdobyte przy jego ratowaniu doświadczenie, które służy ratowaniu innych psiaków, ale niestety moje Uukochane sloneczko zgasło !!!:placz::placz::placz:
-
Łysa MIKROSUNIA potrzebuje wsparcia finansowego.
TERESA BORCZ replied to MaDi's topic in Już w nowym domu
jestem dziewczyny, strasznie przepraszam za opóżnienie, ale przeżywam rozpacz ogromną, ODSZEDŁ MÓJ PROMYCZEK ukochany tymczasek, wszedł juz w osiemnasty rok, od ok półtora roku u mnie po straszliwych krzywdach jakie go spotkały do czasu interwencyjnego odebrania w Kościanie koło Poznania/ właściwie to maleńkie wysuszone polanko, bez sierści i sterczącą z odwodnienia skórą , z oczami zapadniętymi w głąb czaszki , 16 letnie i chore mogło już nie zyć, takie zreszta robiło wrażenia jak otrzymałam go z rąk wolontariuszy poznańskich PÓŁTORA ROKU TEMU, odżył , wypiękniał , był cudownym Bolończykiem, w końcu udało się go rozpoznać po wszelkich kuracjach/ psiak się przywiązał, ja jeszcze bardziej, był cudownym owocem koszmarnej pracy, nie dałam go już do adopcji, został u nie na stałe , i chciałam go mieć jak najdłużej i dać mu jak najwięcej szczęścia i miłości dla wyrównania doznanych krzywd, Ale natura ma swoje prawa, wiek przyblizył nas do TM , nic nie dało się zrobić, odchodził spokojnie, bez cierpienia i to moja jedyna pociecha, że nie musiałam podejmować decyzji o skróceniu ewentualnych cierpień, nie potrafiłabym absolutnie/ W niedziele tylko spokojnie podsypiał, nie wołał mnie jak zwykle , nie poszczekiwał, nie chciał jeść, mimo baterii najukochańszych przysmaków przed nochalkiem, nawet pić nie chciał, tylko nieco z łyżeczki,cały czas zdawałam sobie sprawę z tego co się dzieje, trzymałam go stale w objęciach, i tak odeszło moje największe psikowe szczęście o godz 03,39 a ja mimo całej świadomości że tak w końcu musiało być, nie mogę sie pozbierać ani opisać ogromu rozpaczy/ mam wiele tymczasków, wszystkie są mi drogie ale i tak mieszkanie w tej chwili bez PROMYCZKA jest takie ciche i puste, ogromnie mi ciężko i smutno/ Ten psiak był w tak strasznym stanie kiedy go otrzymałam, a ja tak zdeterminowana by dać mu tyle szczęścia ile mogloby jego krzywdy wynagrodzić, że szukałam wszelkich możliwych naturalnych środków by go przywrócić do normalności, i udało mi się wspaniale , dlatego doświadczenie przy ratowaniu tego malutkiego szczęścia posłuży teraz wielu innym psiakom, także PEREŁCE Perełeczka stale jeszcze sie boi ale dziś zauważyłam juz zmiane w jej zachowaniu, przyjmuje przysmaczki już z mojej ręki, a dotad musiałam posdunąć miseczke i odejsć, dopiero zjadła, nie usuwa się też od głaskania, no i widać wyrażnie wreszcie mnie akceptuje, sama zaczyna szukac kontaktu, mogę ją spokojnie tym mydełkiem nacierać zostawiam to na ok 15, do 20 minut, a potem zmywam, dziś spróbuję to zrobić w kąpieli ozonowej z dodatkiem naparu nagietkowego, ale pomalutku by się nie bała bo ten agregacik ozonowy jest bardzo głośny, Perełka ma kłopoty jelitowe, ale opanuję to bardzo szybko, nie wiem czy przyczyną nie jest sucha karma, narazie nie będę jej tego dawać, tylko gotowane i nutriplant forte/ Czekam też kiedy się oswoi ze swoim miejscem, narazie siedzi bez ruchu i opuszcza je tylko jak jest w pomieszczeniu sama, nie ma kłopotów między nia i innymi tymczaskami, na szczęście, jest cicha i spokojna, niepokoi mnie temperatura jej skóry ale dziś działamy tym ozonem, ochłodzimy, nie drapie sie wcale/ Ma apetyt szczególnie na dobre rzeczy, i fajnie będę ją odpowiednio mogła wspierać dietą/ narazie aby ja zachęcić do normalnej egzystencji, miseczki z przysmakami i wodą stawiam oraz dalej od jej legowiska, jak pospaceruje to zobaczy ze jest bezpieczna, a do tego tylko dobre papu ja zachęci,po schodach jeszcze ja muszę znosić, ale to minie!!! -
dziewczyny kochane , u mnie to już tak jest z psiakami wielka radość miesza się z ogromną rozpaczą, nie było mnie chwilkę bo niestety tak jak piszę z wielką rozpaczą towarzyszyłam i ja i moje psiki naszemu ukochanemu PROMYCZKOWI, w drodze do przekroczenia TĘCZOWEGO MOSTU, najdziwniejsze jest to że wszystkie moje tymczaski chyba zdawały sobie sprawę z tego co sie dzieje bo pokazywało to ich nadzwyczajne zachowanie / Promyczek to był jeden z najbardziej skrzywdzonych psiaków w kraju/ Przyjechał do mnie z okolic Poznania w wieku ok 16 lat, w stanie tragicznym, nie wiem czy ktoś pamięta jeszcze ten wątek / oczywiście w bezmiarze komfortu i miłości żył sobie jak pączek w maśle w był psiakiem nadzwyczajnym, w końcu tak się poprawił i ożył, a nawet zniknęło koszmarne usztywnienie tylnich łapek, ze można było nareszcie rozpoznać jakiej był rasy To był Bolończyk/ Był u mnie ok roku i pięciu miesięcy, i stale żyłam w trwodze że to już, choć cieszył się zdrowiem , podtrzymywanym też dożywotnimi lekami na serduszko, reszta była w porządku/ Psiczek mój ukochany odszedł dziś w nocy o godz 03,39 bez cierpienia w moich objęciach, nie potrafię opisać jaki żal pozostawił po sobie, chociaż wiedziałam że taki moment musi nadejść, wkroczył w 18 rok życia/ NAJGORSZE ŻE BYŁAM GOTOWA ZROBIC WSZYSTKO ABY TEN 18 ROK PRZEKROCZYŁ I JESZCZE ZA MNA POBIEGAŁ JAK ZWYKLE PO MIESZKANIU, ALE NIESTETY, NIE BYŁO ŻADNEJ PRZYCZYNY POZA TĄ NIEUNIKNIONĄ STAROŚCIĄ, NIC NIE MOGŁAM ZROBIĆ WIEM O TYM ALE SIEDZĘ I NIE MOGĘ SIE Z TYM POGODZIĆ!! zaraz odpłynę razem z komputerem/ Dropsik ma się wspaniale, i wczoraj nawet nie okazywał zazdrości jak trzymałam w objęciach przez większość dnia i nocy PROMYCZKA, podgłaskiwany dla równowagi był spokojny i nawet pokazał kilka razy że samodzielnie już choć nie na długo podnosi kuperek i przebiega kilka kroków na 4 łapiątkach, ( znowu nie mogę uwierzyć, ale zauważyła te próby także moja siostra, więc napewno nie jest to tylko moje pobożne życzenie!)włączyłam mu jeszcze jeden typ ćwiczenia, aby nieco eliminować to plątanie łapek no i powtarzam te kąpiele ozonowe, mięśnie którym groził zanik są już odbudowane i sprężyste, niemniej jednak walczymy dalej, jedziemy jeszcze raz do Krakowa i się w końcu z cioteczką spotkamy, dziś jak zwykle zabiegi w Katowicach , bez KRAKOWA no i w domu też zdwojone, przynajmniej zajmą pustkę po moim promyczkowycm szczęściu/