Jump to content
Dogomania

marako

Members
  • Posts

    2783
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by marako

  1. Ja dziś w pracy musiłam być, więc Szila z mężem, ale już przez telefon doniósł mi, że go przywitała razem ze wszystkimi psami jak wrócił z zakupów, już chętnie się porusza (jak ma po co, czyli na spacer itp.). Teraz zajodynowana, kaftanik po przeróbce kolejnej już nareszcie zakrywa porządnie szwy. Ma dobry humor, macha kikucikiem, na spacerki wstaje sama i węszy razem z psami, szczeka na kota sąsiadów. Teraz to już naprawdę odliczanie dni do zdjęcia szwów, bo widzę, że jest nieźle i będzie już tylko lepiej. Grace zaraz będzie musiała przeżyć zmianę opatrunku, ale chyba nie jest źle, bo dziś udając, że nie pójdzie z nami do lasu, bo taka biedna, skręciła na kompostownik sąsiada (przez dziurę w płocie, przez siebie kiedyś zrobioną). Więc chyba też jest lepiej z nią.
  2. [quote name='Nikaragua']A nie zakładasz jej kołnierza? [/QUOTE] Od jakiegoś czasu zamiast kołnierzy stosujemy kaftaniki. Szila ma uszyty na miarę, z klapą na szew z boku. Niestety ta "miara" wyszła trochę kuso i musiałam go trochę przerobić, a jutro doszyję jeszcze kawałek, bo jednak klapka nie do końca zakrywa szew boczny. Jakby kaftanik nie sprawdzał się, to może nawet założę jej kołnierz, bo jakiś mam, nawet chyba dobrej wielkości (nie jest duży, ale Szila ma małą mordkę).
  3. [quote name='wilczy zew']:multi: :multi: zawsze wiedziałam,że nie ma to jak żółte tabletki[/QUOTE] Brzmi to co najmniej jak żółte papiery... No a jak ciąg dalszy futryny?... Chodzisz z guziorem? Nie martw się, mnie Honda grzmotnęła dziś twardym łbem w łuk brwiowy jak rozpinałam buty.
  4. [quote name='wilczy zew']a nie udawały,że mocno śpią? mieliśmy psa,który zaczynał chrapać[/QUOTE] Cwaniak. Ale chyba wiedziały, co robią, bo mocno śpiącego, to bym przesunęła mimo 40 kg wagi, a zapierającego się, jakby to miejsce było jego od zawsze, a mnie jakoby nie zna, to już trudniej.
  5. To trzymam kciuki za piątek i oby domek okazał się tym najlepszym z najlepszych, takim, jaki dziewczyny opisaly po wizycie przedadopcyjnej. Kaja Kocha Was teraz bardzo, Anulo, więc będzie trudno się jej przestawić na nowych ludzi (pamiętamy, jak było we Wrocławiu). Trzeba ich uczulić na to, by pilnowali jej jak oka w głowie. Jak poczuje się bezpieczna i kochana, za jakiś czas na pewno okaże i im swoje przywiązanie. Teraz jednak przed nią trudne dni rozstania z najukochańszmi. Sama nie wiem, czy cieszyć się, czy smucić... Chyba jednak cieszyć, bo dt pozostanie dt.
  6. A z ciekawostek: jak wczoraj wieczorem przyniosłam materac, pościel, przysunęłam do legowiska Szili i poszłam zamknąć okno, to wracam i co widzę? Moje 3 czarnule leżą na materacu - Grace centralnie, Honda z tyłu, Tajga z przodu i dwie pierwsze ani myślą zejść, ani się przesunąć. Tylko Tajga zareagowała. A materac dla gości wąski, więc trochę mnie kosztowało je poprzesuwać, żeby się zmieścić, bo udawały, że nie wiedzą o co chodzi.
  7. Może po prostu pożałowała swoich słów, że i tak psa zabierze, jak nawet nie jej i dlatego zrobiła inaczej, nie skontaktowała się z wolontariuszką.
  8. [quote name='zerduszko'] Ktoś ją chciał przeciąć na pół? ;([/QUOTE] Na to wygląda - po drugiej stronie też jest długa blizna, ale już nie była ruszana, bo jest cienka i "zdrowa". Dzisiejszą noc spędziłam z mordką Szili w ręce! Nie byłam w stanie założyć jej kaftanika, bo jak ona nie chce wstać, to nie ma możliwości jej do tego namówić. Na dwór wynosimy ją na "noszach" i stawiamy do pionu, wtedy dopiero wstaje na łapki i nawet całkiem żwawo chodzi, ale sama nie chce /raczej nie może/ się podnieść. Wczoraj po wieczornym sikaniu tak szybko się położyła, że nie miałam jak jej założyć kubraka, na leżąco to niemożliwe przy jej obrażeniach. Dotychczas nie interesowała się szwami, więc leżała wietrząc ranę, ale już jest żwawsza, więc bałam się, że zechce to wylizywać, czy podgryzać. Na wszelki wypadek więc przyniosłam na dół mój materac i położyłam się spać przy niej. Mam czuły sen, więc wszelkie mlaskanie mnie budzi. I rzeczywiście - zaczęła się interesować szwami. No to kimałam z jej mordką w ręce, a jak zasypiałam a ona zabierała głowę, to budziłam się i mogłam ją odwodzić od ciamkania rany. (kilka lat temu aż przez 3 noce spałam ze szczurzycą pod dłonią, bo po drugim rozgryzieniu szwów i kolejnym szyciu wet powiedział, że już jak się rozejdzie, to po niej). Dziś już Szila ma założony kubraczek, więc jakoś damy radę. Jest na środkach p/bólowych, u lekarza była dość aktywna, chętnie spacerowała po gabinecie. Niestety do auta i z auta też na "noszach", dobrze, że jeździ ze mną mąż, bo pod dom nawet czasem noszę ją sama, ale do auta trudniej wnieść. Na jutro mam doustne przeciwbólowe, pojutrze akurat mój wet ma dyżur, więc obejrzy wszystko dokładnie. No a we wtorek już wszyscy do pracy (ja niestety też jutro, buu).
  9. Cudne wszystkie! A jak przypomnę sobie Birmę na początku, to nie mogę uwierzyć, że to ona. No i wreszcie Janis zadbana i kochana, przy kominku, a nie w jakiejś łazience, nie mówiąc już o schronie.
  10. Grace miała wycinane po pazurze i czyszczone miejsca ich wyrastania w obu łapach lewych - w miejscu pazurów są dziury, w które podczas zmiany opatrunków wlewam jodynę, a później maść. Wczoraj próbowała chodzić na 2 łapach, ale nie udawało jej się, a nie mogła stawać na żadną z tych 2 chorych. Ale dziś już chodzi, jak musi, choć kuśtyka na obie łapy. Wciąż szuka mojej obecności, żeby się przytulić i polizać, no i otrzymać porcję głasków. Szila też lepiej się czuje, jak jestem blisko i ją głaszczę, wyciąga łapkę i drapię ją w tę łapkę, po uszkach i szyjce. Widzę po minie, że jest jej wtedy lepiej. Jutro jedziemy w południe na zastrzyk, więc nowy środek znów mocniej zadziała i będzie ulga. Z każdą godziną jest lepiej, jutro - pojutrze na pewno już sunia będzie w o wiele lepszej formie.
  11. Marchew rozgotowuję i ucieram drobno, do tego rozklejony ryż. Moje lubią wszystko, więc i to połykają. No i chyba działa to jak klajster i po paru godzinach przestaje lecieć rzadkie, a po dalszych paru pojawia się już prawie normalny wałeczek, tylko lekko luźny. Ja nigdy nie mam w domu nic medycznego, do najbliższej apteki wiele kilometrów, a marchew i ryż jakoś zwykle są. Gdybym miała leki, pewnie podawałabym, bo to i szybciej i konkretniej, bez długiej zabawy w gotowanie. Jak pies nie lubi, można dodać ciut kurczaczka rozdrobnionego, dla smaku.
  12. Jak już nie mm wyjścia, gotuję marchwiankę. Pomaga niemowlętom, jakoś zawsze pomaga też moim dziewczynom, jak się sr...a przyczepi i nie chce zaprzestać. Podaję z rozklejonym ryżem.
  13. [quote name='malawaszka']o matko ale to wygląda :mdleje: szczerze mówiąc to ja bym się nie zdecydowała na takie cięcie przez grzbiet dla samej kosmetyki[/QUOTE] To nie tak do końca chyba dla samej kosmetyki. Ta tkanka, co była, w centralnym miejscu, na dużym obszarze niekoniecznie była bezpieczna na przyszłość, całkiem martwa, biała, zdegenerowana. Nie wyobrażam sobie np. rozerwać tę tkankę w jakimś wypadku, czy choćby o jakiś drut, czy gałąź. Nie drążyłam tematu, ale chyba dla samej kosmetyki wet nie powiedziałby, że warto to usunąć. Jego słowa, że nie wygląda to za ciekawie zrozumiałam tak, że nie tylko ze względów estetycznych nie było za ciekawe. On nie jest z tych, co lubią ciąć wszystko, jak leci. Nawet z tą przepukliną powiedział, żeby nie ruszać, że niektórzy tną, ale on by tego nie ruszał.
  14. A zaglądałaś na wątek suczek z wrocławskiego schroniska? Może są tam opisane, bo dziewczyny, które chodzą do schronu znają i opisuję je dość dokładnie (dawno tam nie zaglądałam, więc nie kojarzę tych suń)..
  15. Z auta wynieśliśmy ją w kapie zaścielonej na siedzeniu, bo inaczej baliśmy się ją uszkodzić, a nie drgnęła nawet zachęcana do wyjścia z auta. Wczoraj nie chciała wychodzić na sii, tylko leżała i leżała. Rano na szczęście znalazłam kałużę, w dodatku kawałek od legowiska, nachlapane przy jej misce z wodą, więc nerki pracują i panna kontroluje sytuację. Rano też nie chciała wychodzić za żadne skarby. Około południa jednak zdecydowaliśmy, że musi się trochę ruszać i przenieśliśmy ją z legowiskiem na taras. Jak zapachniało jej powietrze, to wstała i przeszliśmy się kilkanaście metrów, na smyczy, żeby nie chciała obijać się o krzaki czy kłaść na ziemi. Zrbiła siku, a ja parę fotek. [IMG]http://img19.imageshack.us/img19/5125/miniblizn3.jpg[/IMG] A to obie rekonwalescentki: [IMG]http://img4.imageshack.us/img4/2751/miniblizn2.jpg[/IMG] No i brzuch (2 sutki z listwy i sterylka): [IMG]http://img339.imageshack.us/img339/2746/miniblizn1.jpg[/IMG]
  16. [quote name='farmerka63']...chciałabym mieć choć rozmiar 40.... :shake:[/QUOTE] I nie jesteś odosobniona w tym chceniu...
  17. Dzięki, że jesteście. Z Grace mam jutro dyspensę, bo nie ma żadnego z wetów "moich", dostałam maści, opatrywałam już te palce wiele razy, antybiotyk mam już doustny. Ale w niedzielę Szila na zastrzyk i pokazać się musi. Może więc w którymś momencie obie "wskoczą" w te same terminy. Mam nadzieję, że jutro wszystko będzie OK, bo na wszelki wypadek zostawił wenflon, jakby coś się działo, żeby przyjechać na kroplówkę. Malawaszko, opłaciłam gotówką, tak zawsze u nich jest. Liczę się z tym, że poczekam na ewentualny zwrot (muszę określić ile na jaką fakturę, no i czy wszystko mogę wpisać nie wiem). Ostatnio doszły (w wigilię): 20 zł od Liki, 126 zł od Malawaszki za fakturę. Dzięki! Ponieważ te 126 zł na fakturze zawierały, jak mniemam tylko leki na zatrzymanie laktacji (galastop na 7 dni i enroxil), czyli 2 i 3 wizytę, a nie ujęte tam było odrobaczanie, odpchlanie i USG, czyli wizyta 1, dzień po przyjeździe Szili, więc wolałabym z tych 70 zł od Liki wykorzystać +/-50 zł na tamte rzeczy, a 20 zostawić na dalsze drobne, które dojdą. Jak oczywiście darczyńca się zgadza.
  18. Uff, już po wszystkim. Trwało to całą wieczność, "głupi jaś" o 11:00, później reszta środków, a wybudzenie dopiero po 15:00. Odebrałam ją dopiero o 16:30 - wet chciał już ją widzieć w pełni przytomną zanim ją mi wyda. Podrutowana cała - szwów nie liczyłam, ale kilkadziesiąt, tak na pierwszy ogląd. Ale jest na środkach przeciwbólowych, spokojna, jak przerywam głaski, to łapką się dopomina. Przypadkowo poznana u weta Pani, która szyje kubraczki do wszystkich wrocławskich lecznic sprezentowała jej dziś kubrak uszyty na miarę, ze specjalną klapką zasłaniającą szwy na plecach (po usuwaniu martwicy wokół tej starej blizny), tak, żeby nie drażniły jej węzły i nie mogła się dostać do rany. Oprócz sterylki też oczywiście usunięte 2 sutki z jednej z listw mlecznych, te z guzkami. Po ogoleniu przed zabiegiem okazało się, że ma uwięźniętą przepuklinę pępkową, ale raczej doktor doradził, żeby ją tak zostawić, bo nie wystawała na zewnątrz, w niczym nie powinna w tym stanie przeszkadzać; takie zwykle zostawia się w spokoju. Koszty niebotyczne (600 zł), ale wet rozłoży mi na 2 faktury, sterylkową i niesterylkową. Muzę szybko zgłosić na sterylkowym. Licząc czas zabiegu i ilość szwów, nie dziwię się, że tyle to kosztowało. Tak w ogóle, to po ogoleniu okazało się, że ta blizna rozciągała się równo po obu stronach i oczywiście na górze - prawie jakby Szila była wtedy przepołowiona i jakoś trudno mi wyobrazić sobie, by tak regularna blizna pochodziła od psich zębów - chyba, że została rozerwana przez ciągnięcie z dwóch stron. Biedna, ile musiała się nacierpieć! No i teraz bardzo mi jej żal, bo znowu pocięta. Ale już teraz będzie tylko lepiej. Szczególnie trudno będzie przetrzymać te pierwsze dni, no i później do zdjęcia szwów. Moja Grace też niewyraźna - kuleje na obie łapy, w zasadzie nie chodzi, tyle, co na siku pod dom. No i muszę teraz jeździć z nimi na zmianę, co drugi dzień z każdą, a więc codziennie z którąś mam wyprawę 60 km.
  19. Jej mina chyba pokazuje zdziwienie, co też Pańcia wyprawia z nią omotując ukochaną sunię w sweterek (zwłaszcza lewą łapkę).
  20. I pojawiłam się (uciekł mi wątek z subskrypcji, to i nie zaglądałam, a teraz wpis na wątku Saszki mnie tu skierował). Zadeklarowałam tylko 10 zł, bo to na pewno będę w stanie zawsze przelać. Mam kilka jeszcze zobowiązań, do tego 3 swoje duże panny, w tym jedna na stałych lekach i jedna duża tymczasowiczka, więc nie chcę deklarować za duzo, jesli miałabym się nie wywiązać. Ale jak mogę, to będę czasem wysyłać 20 zł. Dziś puszczę przelew za grudzień, a gdzieś w połowie stycznia za styczeń.
  21. [quote name='malawaszka']super, że się ośmieliła pochodzić w końcu :) [B]teraz pójdzie z górki[/B] :)[/QUOTE] Jasnowidz z Ciebie. Właśnie znów dołączyła do reszty i równo darła japę z nimi na dworze, a wyszła przez taras. Jak je wołałam, to moje siedziały już pod drzwiami tarasu, a ona jeszcze darła się z przodu działki. Skorzystałam i zawołałam ją przez jeszcze inne drzwi od tarasu, którymi wchodzi się do innego pokoju niż salon. W ten sposób chcąc nie chcąc musiała przejść się po mieszkaniu. Tak, jak nie lubię ujadania psów, tak widzę, że tym razem ma ono uzdrawiającą moc i Szila nabiera odwagi. Dziś nawet chyba trochę za daleko się posunęła, bo zawarkotała na Hondę, jak ta zbliżyła się do jej legowiska. Oby żadnej z moich nie chciało się odpowiedzieć siłowo (Honda się wycofała, a ostatnio jest dość mocna i sięga po władzę w sforze).
  22. Nie mogę się tylko doczekać, aż odrosną jej włosy. Jednak sznupowe owłosienie to jest to. Za to dziś muszę obciachać Hondę, bo już zarosla jak niedźwiedź, no i niestety zauważyłam na brzuchu, bliżej pach sporo filców. To efekt mokrych spacerów i braku rozczesywania przez dłuższy czas ostatnio. Wciąż odkładam to na jutro, bo to w przypadku Hondy wielki wyczyn dać radę z jej kudłami - ma ich tyle, co 3 przeciętne sznaucery, a dorastają do długości kilkunastu cm. Ale wciąż mi żal widoku mopa, gdy położy się na plecach i robi słodką minkę, łapki jak zajączek składa, albo wyciera nimi pysk, jakby się myła. Jutro pod nóż idzie Grace - będzie miała robione palce (wycinane chore pazury do zera i czyszczone dokładnie, pod narkozą). Pojutrze o 11:00 Szila. Mam stracha.
  23. On musi być zwyżlonym sznupem - raz, że wzrost - ok. 55 w kłębie, sylwetka nieco dłuższa, dwa - kościec nie taki mocny jak u sznaucera, trzy - niesamowita chęć tropienia, zarówno dolnym, jak i górnym wiatrem.
×
×
  • Create New...