Jump to content
Dogomania

marako

Members
  • Posts

    2783
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by marako

  1. Już nie było wcale kupek. Rano też na spacerku nie zrobiła. No i na razie nie ma "cofek", jest spokojna, jak się do niej podchodzi powolutku i głaszcze.
  2. Jak na wieczór, to nieźle. Daje się głaskać bez napinania wszystkich mięśni. Ale jak na ogrodzie smycz już się napręży, panikuje i już chce wracać do domu. Przełożyłam jej legowisko blisko legowisk psów, ale bardziej pod schody, żeby się dobrze czuła. Obserwować stamtąd też może. Cieszę się, że legowisko zostało po yorkach (takie w formie jakby fotela, w sam raz na jej wymiary), bo na pewno przyjemniej jej jest niż na płaskim.
  3. Tak czy owak, jeśli lekarze dobrzy, znają się na swoim fachu, to trzeba być dobrej myśli. Na ile się da pomóc, pomogą. Te 2 dni to już niewiele, najbardziej dotkliwa była kwarantanna. Czekamy na jutrzejsze, oby pomyślne wieści. Trzymamy kciuki, żeby Niunia dobrze zniosła zabieg.
  4. Po Shilę przyjechali ludzie z Krakowa za Wrocław, z trójką małych dzieci w aucie, więc nie było im łatwo. Sugerowałam, że może jakiś transport się kiedyś znajdzie, ale woleli już mieć sunię u siebie i przyjechali, w zimowych warunkach. Pani, której suni szukaliśmy ostatnio na Psiaku przywiozła ją z Warszawy do Wrocławia. A znam przypadki że z Olsztyna na Śląsk ktoś jechał po sznaucera do adopcji. Albo z Gdańska pociągiem na Śląsk. Ja kiedyś 2 pociągami i autobusem jechałam 7 godzin po psa na dt (+ to samo w drugą stronę), bo miał trafić do schronu, a też nie jestem pierwszej młodości. Po Tajgę (naszą rezydentkę) jechaliśmy też do Warszawy, zimą. Jak ktoś się przywiąże do myśli, że piesek jest właśnie do niego dopasowany, to pojedzie. I to od razu dobrze świadczy o domku. Bo jak ktoś chce pod drzwi psa, to może go nie szanować - lekko przyszło, lekko poszło.
  5. Uff, jak dobrze, że będzie zaopiekowana. Cały czas myślałam, co robić, ale wiem, że nie dałabym rady. W każdym razie czułam się podle.
  6. Poker, cieszę się, że to napisałaś, one są bardzo sprytne jak chcą uciec. Tylko szczelne zabezpieczenie jest w stanie to uniemożliwić, a trzeba wziąć pod uwagę "awarię" sprzętu - a to pęknie kółko, a to karabińczyk nie odbije. A najważniejsze, żeby pies kręcący młynki się nie wyślizgnął. I jak, Gabrysiu, już po sterylce? Była dziś?
  7. Myślę, że przełożono zabieg, bo przecież ktoś by napisał coś, gdyby to miało być już. Na początku z powodu wyrzutów sumienia, że ona tyle musi czekać, zabieg ustalono na tuż po kwarantannie. A teraz, cóż, odleżała się sprawa. Jakieś mam przeczucia tego typu. A kto pisał, że przełożony z wtorku na środę? To ta osoba może coś wie...
  8. Jeśli chodzi o mnie, to ja mam trudności z leczeniem psów (30 km do weta, a pracuję też 30 km od domu, więc musi wchodzić w grę drugi wyjazd po pracy. Dlatego też jeśli chodzi o socjalizację, odkarmienie, zabiegi pielęgnacyjne, piszę się na to i to też nie jest lekko, bo mam 3 psy swoje, w tym właśnie z kłopotami zdrowotnymi. W przypadku leczenia - odpadam, bo zupełnie nie dam rady - i tak sypiam od miesiąca po 4-5 godzin i już ledwie ciągnę, tak wykańczają mnie jazdy dodatkowe. No i mój mąż już nie kupi tego, że "pies szybko znajdzie dom", co jest argumentem koronnym. Myślę, że skoro sunia jest czyjaś, należy negocjować z ludźmi, żeby ją przetrzymali, dopóki nie znajdzie się inny dom dla niej, albo chociaż przez jakiś rozsądny czas, żeby taki dom znaleźć, a nie tak lekko podejmowali decyzję o zabiciu zwierzęcia. Co to za wet, który ludzi nie objedzie za takie pomysły. Jak to postać cukrzycy, że takie słowa padły i taki termin. To przede wszystkim trzeba wiedzieć. No i podać ją na wątek jakichś plaskatych, albo jakichś yorków, bo sznaucera to ja nie widzę żadnego w tej suni. A może spece od Shitzaków mają jakieś domki łatwiej osiągalne. Ostatnio wysyp sznupów jest ogromny i wszystko pozatykane.
  9. [quote name='AnkaG']Weź w strzykawkę smektę i do pyszczka wlej.[/QUOTE] Tak zrobię, dzięki za podpowiedź. Zakropię oczko przy okazji, że będzie na rękach. Ale jak znowu będzie cyrk, jak wczoraj, to nie wiem, czy ją złapię na ręce...
  10. Figa chyba rzeczywiście tak dumała, że dzieci zostawiła bez opieki. To co miała biedna robić. Tylko rwać do domu. Ponowię pytanie Saththy, czy reszta stadka za Tobą pobiegła?
  11. Okazuje się, że miałam w domu tę smectę, bo kupowałam kiedyś przy podobnej okazji, ale nie pamiętałam na co to było. Jak będę w domu o 17:00 to podam, ale nie będę miała czasu pilnować, żeby wypiła/zjadła, bo muszę zaraz pędzić do Wrocławia - przyjeżdżam tylko wyprowadzić psy.
  12. [quote name='malawaszka']haha i tu Was zdziwię :lol: jak czeszę czy trymuję Figę czy Dropsa siedząc z nimi na podłodze, jak to wczoraj robiłam, to Furiatka się non stop kręci koło mnie, zaczepia łapą, wdzięczy się, ociera się o moje plecy, wpycha się pod ręce i chce żeby ją czesać też :lol:[/QUOTE] To całkiem jak moja zazdrośnica, Honda.
  13. Ciekawa jestem, jakie to "największe działo argumentacyjne", może odgapiłabym od Ciebie i podziałałoby na mojego? Myślę, Gabrysiu, ze będzie dobrze. Tylko rzeczywiście trzeba ją mieć tak upiętą, żeby nie wybrała "wolności". Jak już zasmakuje w pozytywach bycia domową suczką, to nie będzie z tym problemu, ale to musi potrwać. No i jak znajdzie ds w innym miejscu, to już nie będzie jej tak ciągnąć, jak do "starych kątów". Ja w takim razie odczekam, żeby się upewnić, że wszystko z Muchą OK, wtedy będę mogła wziąć pod uwagę "scenariusz B" - innego czarnucha w potrzebie.
  14. Jakie podobne się rzeczywiście zrobiły! Tylko Oskarowi uszy odstają. Jak był zarośnięty wyglądał na duuużo większego od Felixa, a są chyba podobnej wielkości.
  15. Poker, chyba będzie jak z Kredką - rano do przodu, wieczorem do tyłu. Dziś rano dała podejść do siebie, pogłaskać, nie zwiewała na spacerku w panice, a na koniec weszła do domu mimo, że stałam w wiatrołapie. Fakt, weszła ze strachem w oczach, ale jednak chyba nie aż takim wielkim, skoro to zrobiła. Niestety załatwia się na rzadko, za drugim razem całkiem płynnie. Malizna, żeby się nie odwodniła. Nie mam nic na wstrzymanie tego, więc gotuję marchwiankę z rozgotowanym ryżem, co zawsze pomagało w tej sytuacji. Zapytam jadąc do pracy w aptece - co mi dadzą, wezmę. Ale podam to dopiero ok. 17:00.
  16. [quote name='mari23']jak się nie uda - umów go z moim - dwunastkę mamy, więc Twój powie: uff.... tylko tyle, nie jest tak źle, niech będzie...;) [/QUOTE] Mój też ma problemy z tym i w pierwszym dniu naburmuszony chodzi i parę słów muszę wysłuchać. Gdybym pytała go przed, na pewno nie wyraziłby zgody, więc stawiam go przed faktem dokonanym, albo prawie dokonanym mówiąc, że jadę po kolejnego psa, bo muszę mu pomóc i koniec. Mój argument koronny jest taki że pies SZYBKO znajdzie dom stały, a sytuacja wymagała, żeby go wziąć, bo wszystkie dt zapsione okropnie. Ale już na drugi dzień tz zaczyna przeżywać wszelkie wzloty i upadki w socjalizacji takiego nowego.
  17. Mucha jest śliczna i w takim typie, który szybciutko znajduje ds. Ważne, żeby przyzwyczaiła się do domowych warunków: zachowanie czystości (to akurat nie będzie trudne, bo w końcu załatwia się "w terenie", a także polubiła kontakt z człowiekiem, to wtedy domki będą się o nią biły. Ona nie jest aż tak dzika jak moja obecna mała, która musiała przeżyć jakąś traumę związaną z człowiekiem. Poker, Gabrysiu, ja też zawsze bardzo przeżywam to, co się dzieje w tych spłoszonych, zestresowanych główkach i ciałkach, ściska mnie w gardle, jak o tym myślę. Tu też w domu waham się, co lepsze dla mojej maleńkiej dzikiej tymczasowiczki, czy jednak brać ją wbrew jej woli na ręce, głaskać, przytulać, żeby się przełamała, czy zostawić na "dojrzewanie" (ale wtedy lęki mogą się potęgować, a ona może tkwić w dzikości, więc mimo, że stosuję tę taktykę, to mam dylemat).
  18. Teraz siedzi pod biurkiem tz, które jest zabudowane, tak, ze ma z 3 stron ścianki i oczywiście dach z blatu. Ale na jedzenie wyszła, pokazałam jej, że kładę obok biurka i że idę sobie, to wyszła i zjadła. No i oczywiście znowu się schowała. Muszę i tak założyć jej szelki, nieco je jeszcze poskracam, bo były tak na oko zwężane i miały trochę luzu. Najlepiej byłoby, zeby miała na stałe linkę przypiętą, ale boję się, że się zaplącze i udusi, jak mnie nie będzie. Ona najbardziej boi się tego przypinania linki. Jak już jest przypięta, to OK. Na ogrodzie wystraszyła się, bo biegła i linka naglę szarpnęła nią, bo się skończył luz. Jak zaczęła się wić, to nagle się uwolniła.
  19. [quote name='gabriela.boczarska']A może ja bym ją wzięła na tymczasa? co? Zawsze to znajoma osoba. Chłopa bym jakoś przekonała - jak moją Miśkę wzięłam-to "krzywo" na nią patrzył, a teraz to zakochany w niej po uszy, to i Muchę też pokocha. co Ty na to Marako? Czy lepiej dla niej żeby u Ciebie była?[/QUOTE] Gabrysiu, na pewno Mucha lepiej by się czuła u Ciebie, bo Cię zna. Tyle, że zapewne chciałaby nawiewać, bo byłaby na "swoim" terytorium, a to nie wiem, czy udałoby Ci się opanować te zapędy. Jak ją weźmiesz po sterylce, to zobaczysz, jak się sprawy mają. Jak ją przywieziesz, dobrze. Jak zostanie u Ciebie, też dobrze, jeśli będzie akceptowana przez wszystkich domowników. Przemyśl to na spokojnie. Ja w razie czego mam przecież teraz ślepaczkę Jogę na tymczasie, 3 swoje, a w dodatku jest jeszcze w potrzebie w Oławie biedak, o którym też myślę, żeby mu pomóc.
  20. No po południu - regres. Miałam kłopoty, żeby ją upiąć na linkę, pokazywała zęby i uciekała. Z wrażenia, że ją chcę przypiąć zrobiła w pewnym momencie, jak zapędziłam ją w róg, qoo, miękką ze śluzem, na szczęście nie całkiem rzadką. Ale to pikuś. Bo na ogrodzie małpa wymiksowała się z szelek i obroży- nie wiem, jak to zrobiła. No i za żadne skarby nie chciała wejść do domu, tylko łaziła za Hondą krok w krok. Jak ja głaskałam Hondę, ona była pół metra od nas, ale jak tylko wyciągałam rękę, zwiewała. Otworzyłam wszystkie drzwi do domu, próbowałam ją zapędzić, ale spryciara wiała. A tu robi się ciemno. Jak zostawiłam w spokoju, siadała tuż przy którychś drzwiach i siedziała. Ale wejść za nic w świecie nie chciała nawet za Hondą. Ta zabawa trwała z pół godziny, aż wreszcie wbiegła do domu. Szybko pozamykałam drzwi i już jest. Ale nie chcę jej zakładać na razie szelek, niech odsapnie. A już było tak miło, wyglądało, że jest postęp. Jak Poker zauważyła, ona jednak sobie wybrała kontakt z psami (które i tak traktują ją jak dziwoląga, Tajga przed nią ucieka, a pozostałe nic nie mówią, ale też żadnych gestów w żadną stronę nie robią). Grace mogłaby się nią chcieć zaopiekować, ale Joga wybrała Hondę, która nie wie, jak ma reagować, więc milczy jak sfinks.
  21. Biedna, naprawdę to dla takiego psiaka szok ogromny. A jeszcze do tego operacja z porcją cierpień, gojenie się, cały jej wolny świat unicestwiony. Zawsze trudno to przetrwać, te pierwsze dni, współczuję malutkiej. Później już rzeczywiście będzie tylko lepiej, ale to trwa w czasie. To w takim razie kiedy będzie "do wzięcia"? Ja środy mam tradycyjnie cały dzień poza domem, aż do 21:30, jedynie w połowie dnia przyjeżdżam na 15 minut wyprowadzić psy. W ten czwartek mam wywiadówki i też dochodzi mi druga jazda do Wrocławia; wracam bardzo późno i jeszcze o 21:00 pędzę do weta z Grace. Więc musimy wszystko ustalić z dużą dokładnością, ale w zasadzie tak od piątku dla mnie byłoby najlepiej. Bo jak czwartek, to o 22:00 dopiero bym mogła, a wracam do domu tylko spać, bo rano w piątek o 6:30 jadę do pracy i trudno byłoby ogarnąć w takim pośpiechu całe to towarzystwo, do którego doszedł nowy pies.
  22. [quote name='Saththa']uwielbiam te zdjęcia bez głów:lol:[/QUOTE] Mogłam dać też bez tułowia, ale takich zastrzeżeń nie było, zresztą jakoś mi tak szybciej wszystkie na ten sam wymiar poziomy zmniejszać, a tak musiałabym w pionie.
  23. No, ja też jestem, bo wcześniej nie wiedziałam, że wątek istnieje. Ale fajne chłopaki, Felix taki grzeczniusi, aż nie spodziewałam się, aż miło czytać, że tak ładnie umie się zachować. Śliczny. Oskar - fajnie widzieć takie postępy, że najpierw ani centymetra sam nie szedł, a teraz już biega. Trzymam kciuki za opanowanie sikania na zewnątrz. Ja mam 5 m taśmy śliskiej, z decathlona, wszyłam mocny karabińczyk z jakiejś zepsutej smyczy. Puszczam luzem, Joga łazi gdzie chce. Jak napotykała na opór, też reagowała wielkim strachem, a jak ciągnie taśmę luźno, to jest o wiele odważniejsza.
  24. [quote name='Saththa'] U mnie wczoraj był mróz i mi moja Magnolia co to juz liście miała zwiędła :( i te liście jej tak smętnie wiszą:([/QUOTE] Już liście wypuściła? Chyba za szybko, moja jeszcze tylko mają pączki aksamitne, liści niet. U mnie w garażu dalie i kanny szaleją, wyłażą z ziemi, ale przecież ich nie wysadzę do gruntu przed majem.
  25. Od rana mam rogala na twarzy - rano zastałam Jogę w salonie, na legowisku dużych psów. Uciekała bardzo powoli, jak mnie zobaczyła. A później znowu zajrzała zza węgła. Śniadanie zjadła w salonie pod schodami! Nie musiałam zanosić do kąta. A tu dowód,że ona nie boi się dużych psów - a szczególnie przyciąga ją Honda. [IMG]http://img545.imageshack.us/img545/262/taras1.jpg[/IMG] [IMG]http://img443.imageshack.us/img443/7200/taras2.jpg[/IMG] [IMG]http://img822.imageshack.us/img822/1993/taras4.jpg[/IMG] [IMG]http://img163.imageshack.us/img163/612/taras5.jpg[/IMG] Właśnie na polu pracuje traktor, duże pobiegły poszczekać a za nimi mała też wyszła (mam otwarte drzwi tarasowe). Ciągnie za sobą 5 m linki, więc zawsze łatwo ją przyciągnąć i wiem, gdzie jest. Ale nie męczę swoją osobą za bardzo, podchodzę pogłaskać, dać smaczka i niestety też zakropić oczko. Ale ona znosi to spokojnie.
×
×
  • Create New...