w sprawę Morii było zaangażowanych wiele osób :) i każdy ma wielkie zasługi, to była praca zbiorowa
- Asia jkp - podniosła alarm, że natychmiast trzeba ją łapać, bo ona dzika i w ciąży, zaraz pójdzie w las, urodzi w norze i będą dzikie szczeniaki
- nasza ekipa poszukiwawcza (WMNN, Boogi, kmk, Skarpetka, ja, jkp też jej szukała) - wydeptaliśmy kilometry przeczesując zarośla i las na Morasku,
finalna akcja łapania była zaiste godna sfilmowania :D
- panowie ochroniarze z kampusu i dozorcy - którzy rozglądali się także za tą dzikuską
- studenci z kampusu, którzy ją dokarmiali
- studenci (Darek, Dorota, Kasia, Bartek i inni) - wygospodarowali dla Morki i jej dzieci miejsce u siebie i pomagali się nimi zajmować
- tata WMNN - błyskawicznie przysłał do Poznania specjalny transport z materiałami potrzebnymi do zbudowania kojca dla mamuśki i jej dzieci
- nasza super-szefowa Supergoga - wkurzona na nas z pewnego powodu, nie odmówiła pomocy Morii i jej dzieciakom, finansując z kasy Fundacji całą gromadkę, a potem wielomiesięczny pobyt suni w hotelu (a wydatki były ogromne)
- Michał z hotelu - Moria u niego miała spokój i we własnym niewymuszonym tempie uczyła się, że człowiek nie jest taki straszny
- osoby nie biorące udziału osobiście, ale dzielnie wspierające nas duchowo i na wątku
- i ostatnie ogniowo - Paulina, która dała Morii dom i cierpliwie, z miłością stara się zapewnić jej dobre życie :)
mam nadzieję, że wymieniłam wszystkich - jeśli kogoś pominęłam, to proszę się upomnieć!
my tego nie robimy zazwyczaj.... tzn. nie wymieniamy po kolei co-kto-zrobił, nie potrzebujemy podziękowań.... ale tak jakoś dziś sobie pomyślałam: ile osób pracowało nad tym, żeby biedna dzika sunia miała nie musiała się błąkać sama po tym świecie.... głodna, przestraszona.... a jeszcze te szczeniaki.....
warto było!
prawda?