-
Posts
13273 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by mmd
-
Elżbieto, o tym zawsze się myśli - ze słońce nie zgasło, że ptaki śpiewają, że świat nie zmienił się nic a nic. Mój TZ właśnie to miał na myśli. Nas też to dotyczy. W sobotę miałam przypływ wściekłości, że ludzie do mnie coś mówią o pierdołach (ich zdaniem ważnych), a ja przecież właśnie myślę o czymś, czego nie rozumiem i co jest jedyną istotną rzeczą - warczałam na każdego, kto podszedł. Wiem, Wuniu... Nie chodzi tylko o regulaminy itp. - po prostu niech te pieniądze idą dalej ratować braci i siostry Lakusia. On był takim kochanym psiakiem, a to jeszcze jedna dobra rzecz, którą zrobi tu na ziemi. Tak czuję i tak to rozumiem. Może gdzieś umiera psiak, któremu to pomoże. To tylko pieniądze, ale czasem ratują życie.
-
A tu jeszcze wklejam Wam bardzo mądrą wypowiedx psychologa (bo link może wciąć) z http://www.psychologia.net.pl/porady.php?level=45 Witam, mam problem, dzisiaj rano umarł mój pies na stole operacyjnym, To ja go tam zaniosłam. Tak się bardzo bala iść. Podał jej narkozę. A ja na to patrzyłam. Widziałam jak zasypia, nie może się poruszać. Już wtedy czułam ze to jest koniec, że żegnam się ze swoja Megusią. Z drugiej strony wiem, że jeżeli nie poddałabym jej operacji umarłaby jutro lub pojutrze. Dwie noce nie przespałam, ostatnią leżała ze mną w łóżku z otwartymi oczami. Nie mogła chyba spać. Wiem, że cierpiała. Ale to ja zaprowadziłam ją do weterynarza. Nie mogę sobie tego przebaczyć. Czuje się jak morderca. Tata pojechał po jej ciało. Ja nie mogłam. Ale odchodziła na moich rękach... Nie wiem, co mam robić, nie wyobrażam sobie życia bez niej. Po 16 latach razem. Była dla nas czyś więcej niz. psem. To ona jednoczyła nasza rodzinę. Najgorsze jest to, że nikt mi nie współczuje. Tylko na forum. Ale to jest takie powierzchowne. Tylko rodzina do mnie zadzwoniła. Nie mam żadnych przyjaciół. Nie wiem, co robić. Ona umarła. Nie mogę, po prostu czuje się jak morderca. Proszę polecić mi jakieś leki antydepresyjne, czy jakieś takie. Usypiające nie działają nawet w nadmiarze. Jak mam teraz żyć? To życie nie ma sensu. Nie mogę tez zaopiekować się nowym zwierzakiem. Tak się źle czuje. Proszę o pomoc. odpowiada Ela Kalinowska, psycholog Witam, to, co Pani przeżywa jest naturalną reakcją na stratę - smutek, poczucie winy, poczucie, że życie straciło sens, ze pojawiła się w życiu "czarna dziura", której już nic nie zapełni... Człowiek jest już tak "skonstruowany", że przeżywa boleśnie rozstanie z czymś/kimś, kto był ważny, z kim wcześniej nawiązał bliską więź emocjonalną. Jest rzeczą uznaną społecznie, że nosimy żałobę po osobach, które odeszły. Żałoba jest wyrazem właśnie przeżyć związanych ze stratą - smutku, rozpaczy. Jest też przyjęte, ze ten stan po stracie bliskiej osoby trwa dość długo (ok. roku). To też pokazuje, ze straty nie da się przeżyć szybko, że potrzeba czasu na zaakceptowanie i pogodzenie się nią. Gdy umiera zwierzę, nie nosimy żałoby, nie jest to uznane w społecznym zwyczaju, ale uczucia związane ze stratą mogą być podobne. To zupełnie naturalne, że między Panią a Pani psem wywiązała się więź emocjonalna. Często tak się dzieje, ze zwierzę staje się jeszcze jednym domownikiem, kimś, kto należy do rodziny. Zresztą takie przywiązanie człowieka do psa i psa do człowieka bardzo służy obu stronom. To jest dobra i ważna więź. Ale jak w przypadku każdej więzi boli, gdy trzeba się rozstać. A rozstać się trzeba, zwierzęta domowe żyją zazwyczaj krócej niż ludzie. Dla psa 16 lat to dużo. Można powiedzieć, ze ten pies dożył późnej starości i pewnie był na swój psi sposób szczęśliwy, bo miał czułą i troskliwą opiekę do końca. Pisze Pani, że stan psa był taki, ze śmierci należało się spodziewać w ciągu najbliższych dni, choć próbowała mu Pani pomóc i w tej sytuacji. Poszliście do weterynarza "na operację", a nie na uśpienie. Wygląda to tak, że na tamten moment, kiedy Pani się na to decydowała, był cień nadziei, ze ta operacja coś może zmienić na lepsze. Nie mogła mieć Pani pewności, że pies umrze, mogła Pani podejrzewać, że tak się stanie, ale żeby mieć pewność, trzeba by znać przyszłość. Czucie się jak "morderca" jest częścią przeżywania straty, jest takim "niepogodzeniem" się ze stratą, a nie reakcją na to, co rzeczywiście Pani zrobiła. W rzeczywistości Pani ratowała swojego psa, ale ratowała go Pani w sytuacji, gdy ratować go już się nie dało. To, że ukochany pies umierał na Pani rękach może być dodatkowo obciążające. Czasem łatwiej poradzić sobie z zalewającymi uczuciami, jak się nie jest świadkiem śmierci. Jak się jest o tego umierania jakoś zdystansowanym Była Pani przy tym, więc może łatwo uruchamiać się myślenie typu "mogłam coś zrobić"; "mogłam jakoś zapobiec", ale tak naprawdę nie mogła Pani, bo jeśli byłaby taka możliwość, pewnie by Pani z niej skorzystała. Gdy dokonujemy wyborów, wybieramy w danej sytuacji możliwość dla nas najlepszą, przy czym do oceny tego, co jest najlepsze używamy dostępnej nam wiedzy. Czasem po fakcie okazuje się, że może coś innego byłoby lepsze, ale wtedy jesteśmy już w innej sytuacji i dysponujemy zupełnie inną wiedzą np. poszerzoną o informacje o skutkach takiego a nie innego, naszego działania. Ludzie często zarzucają sobie, ze zrobili coś źle, uznają coś za błędy opierając się o tę dodatkową wiedzę wynikającą z doświadczenia i łatwo zapominają, że w momencie decyzji tego doświadczenia jeszcze nie było. Pies odszedł i jest to strata, którą trzeba przeżyć, przeboleć, przepłakać na to potrzeba czasu. Z czasem emocje te uspokoją się i będzie Pani mogła spokojnie spać. Teraz jednak jest czas na przepłakanie starty i raczej nie trzeba od siebie wymagać "pełnej sprawności" ani radości. Jeśli uważa Pani, że emocje, jakie Pani przeżywa są tak wielkie, ze uniemożliwiają Pani normalne życie, np. nie pozwalają pracować czy uczyć się, nie może Pani ani spać, ani jeść, ani zadbać o siebie, wskazana byłaby konsultacja z lekarzem psychiatrą, aby ocenił czy i jakie leki mogłaby Pani zacząć brać, aby móc lepiej sobie radzić z tym, co Pani przeżywa. Warto przy tym pamiętać, że funkcją tych leków nie jest zupełne zagłuszenie emocji, jakie są w Pani, bo zagłuszanie przeżywania prowadzi tylko do utrwalenia tego stanu. Dlatego zupełnie niewskazane byłoby radzenie sobie za pomocą alkoholu lub dużych dawek leków branych bez konsultacji z lekarzem - tak może Pani sobie bardziej zaszkodzić, niż pomóc. Jeśli Pani się wybierze do lekarza, dobrze żeby to był specjalista psychiatra, a nie lekarz rodzinny, ponieważ dobranie właściwego rodzaju i dawki leków jest rzeczą trudną i specjalista jest do tego lepiej przygotowany. Jeśli rozmowa na forum internetowym była dla Pani pomocna, to warto dalej korzystać z tej formy pomagania sobie. Pewnie najlepiej byłoby, gdyby to było forum związane z jakimś portalem dla osób kochających psy czy hodujących zwierzęta domowe. Na pewno w takim gronie znajdzie Pani osoby, które przeżyły śmierć swojego czworonożnego przyjaciela i będą rozumiały Pani emocje.
-
Ja Wam odpowiem tak: kiedy rok temu odszedł mój drugi pies, od jednej z dogomaniaczek dostałam wiersz na pociechę. I napisała mi, że tak bedzie - że w nowym psie będzie trochę z jednego, trochę z drugiego. Nie szukałam podobnego do żadnego z nich, po prostu trochę przypadkiem i trochę wbrew sobie (bo chciałam starszego psa) przygarnęłam dziecko wyrzuconej na bruk ciężarnej jamniczki. Minął rok, Kelbi ma 13 miesięcy. I wiecie co - widzę w nim rzytulaśność Axla i mądrość Kłopota. Po śmierci Lakusia ciągle płaczę, a to diabelstwo na codzień rozbrykane, siada grzecznie i wylizuje mi łzy, a kiedy mówię, że jest mi źle i nie bedziemy się bawić - kładzie się koło mnie i trzyma pyszczek na mojej twarzy albo na piersi. Nie szukam w nim podobieństwa, nie porównuję, po prostu patrzę na niego i wiem, że mam po co żyć, że choć kocham moje zmarłe psiaki, że choć czasem mnie aż dusi z bólu - jest on - Kelbi, który mnie kocha i rozumie. A to ten wiersz: [FONT=Verdana][FONT=Arial]Zapłacz kiedy odejdzie, jeśli cię serce zaboli, że to o wiele za wcześnie choć może i z Bożej woli. Zapłacz bo dla płaczących niebo bywa łaskawsze lecz niech uwierzą wierzący że on nie odszedł na zawsze. Zapłacz kiedy odejdzie, uroń łzę jedną i drugą, i-przestań nim słonce wzejdzie , bo on nie odszedł na długo. Potem rozglądnij się wkoło ale nie patrz w górę , patrz nisko i-może wystarczy zawołać on może być już tu blisko... A jeśli ktoś mi zarzuci, że świat widzę w krzywym lusterku, to ja powtórzę : on wróci ! choć może i w innym futerku... [/FONT][/FONT]
-
Ostatnio sprzątaliśmy rzeczy po mojej mamie i mój TZ powiedział "jakie to przygnębiające, że ktoś odchodzi, a później sprzątasz i jest tak, że po tej jego życiowej krzątaninie, która ktoś uważał za ważną, nie zostaje w końcu żaden ślad". Ale przecież zostaje, człowiek czy pies tak długo istnieje dokąd pamiętamy... Dobrze, że jesteście tutaj, każdy post to dla Ani wsparcie. Dla mnie nadal to zdumiewające, że Lakusia znało tyle osób. Nie sądziłam, że będzie tu tyle takich wzruszających wpisów. Naprawdę to bardzo wiele znaczy, przynajmniej dla mnie.
-
Tolo już w DS na zawsze-dziękuje wszystkim pomagającym!
mmd replied to Lu_Gosiak's topic in Już w nowym domu
Komuś padła komórka :) Lu - przypominam że jutro trzeba mi przypomniec o gumtree ;) -
No dobrze, wyraziłam swoje zdanie, ale do dzielenia kasy się nie bedę mieszać, bo właściwie wszystko jedno gdzie pójdzie, każdy pies potrzebuje. Cokolwiek zrobicie będzie dobrze.
-
A może to jest tak, że Lakuś miał swoją misję tu z nami, którą wypełnił i odszedł. Może miał zapisane w gwiazdach, że znajdzie swoje miejsce na ziemi i dopiero odejdzie. Dał tyle radości - najpierw swoim wyzdrowieniem, później cudownym charakterem, tym, że podbił serce Ani. Lakuś uruchomił w ludziach, którzy byli z nim blisko związani masę uczuć i wrażliwości. A to, że boli nas tutaj to dalszy ciąg. Wolę czuć rozpacz niż być kawałkiem drewna, które nic nie czuje. Aniu, odezwij się tu czasem, pisz nie tylko maile do mnie. Tu każdy Cię zrozumie, jestes wśród przyjaciół, kochana.
-
To znalazłam na zbiorczym wątku psów które odeszły w tym roku, gdzie Maupa4 wstawiła Lakusia. Tak wielu dogomaniaków Go znało choć tu nie pisali... to jakaś pociecha
-
Nasze psy i inne zwierzęta, które odeszły w 2010 roku ...
mmd replied to Maupa4's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Żegnaj mój kochany:( Dzisiaj dołączył do Ciebie Canis, miły i dobry sznaucerek, przyjaciel moich psów - również już za TM -
Tolo już w DS na zawsze-dziękuje wszystkim pomagającym!
mmd replied to Lu_Gosiak's topic in Już w nowym domu
Może Wrocław. Zdjęć może być max 4, więc trzeba zdecydować które ze starych zostają. I może zmienić tekst, na ten Ra_duni. Może to mu przyniesie szczęście? Jutro skończy się wyróżnienie, więc myśl intensywnie. A co do pomagania... na razie mam dużo złych, destrukcyjnych myśli. Pomogłam Lakusiowi i co? I go nie ma, a ja za to nienawidzę samą siebie. Rozważam długi urlop od dogo. Oczywiście deklaracje, Tolkowe ogłoszenia i to, co zaczęłam nadal pociągnę. Na nowe nie mam siły. Przynajmniej teraz. -
Zajrzałam na wątki. Wątek Loni się nie otwierał, tu nowy link: [url]http://www.dogomania.pl/threads/186740-Lonia-cierpia%C5%82a-na-wysypsku-teraz-czeka-na-DOM-ma-ma%C5%82o-czasu-Radomsko[/url] Psina jest śliczna, moje zastrzeżenia budzi fakt, że pieniądze są zbierane na TOZ, a ja jakoś nie mam przekonania do zbiórek na konta fundacji itp. Przykro mi, ale nie bedę ukrywac swoich poglądów.
-
Tolo już w DS na zawsze-dziękuje wszystkim pomagającym!
mmd replied to Lu_Gosiak's topic in Już w nowym domu
[quote name='Lu_Gosiak']dobrze, ze sie przyczolgalas juz:calus:brakowalo tu Ciebie[/QUOTE] Żyję, ale chyba tylko z przyzwyczajenia. Dzisiaj po południu pies sąsiadki, którego znałam od lat, odszedł za TM. W lecznicy, w której był Lucky. Uśpiony przez wetkę, która opiekowała się Lakusiem. Już nawet płakać nie mogę:( [B]Gumtree krakowskie jest wyróżnione[/B]. Do jutra. Co robimy dalej? -
Śpij aniołeczku kochany. Dzisiaj dołączył do Ciebie kolejny piesek - mojej sasiadki. Byłam z nim do końca. Odszedł w lecznicy, do której Lakuś przyjechał z Rawy, dokładnie w tym miejscu, gdzie Lakuś był diagnozowany. Tak mi było przykro patrzeć na znajome miejsca. Była tam pani weterynarz, która w lutym wyprowadziła do mnie na smyczce Lakusia, kiedy zabierałam go do Ani. Biegajcie za Tęczowym Mostem, już wolni od bólu i szczęśliwi
-
Tolo już w DS na zawsze-dziękuje wszystkim pomagającym!
mmd replied to Lu_Gosiak's topic in Już w nowym domu
Doczołgałam się. Na razie witam i znikam. Spać trzeba. -
Sparaliżowany Czucz-> Kochali Go Wszyscy... teraz za TM [*]
mmd replied to demi's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Ale właściwie co mu jest? To piasek, kamień, czy coś gorszego? Boże, jak się martwię :( Już mam czarne scenariusze :(:( Napiszcie, że on nie jest ciężko chory, błagam -
Sparaliżowany Czucz-> Kochali Go Wszyscy... teraz za TM [*]
mmd replied to demi's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Już zamówiłam. Dodałam że to bardzo pilne. -
Może to zabrzmi jak nietakt, ale reguły dogomanii są jasne i musimy rozdysponować pozostałe pieniądze po Lakusiu. Ktoś w końcu musi to napisać, więc będę pierwsza. Było wielu darczyńców i powinni się wypowiedzieć, ja mam prośbę, aby całość przeszła na Kundelkową Skarbonkę, która wsparła również Lakusia, jak i wiele biednych, potrzebujących psów. Tu podlinkowany banerek, jeśli ktoś chce zajrzeć, a nie wie o co chodzi: Co o tym myślicie?
-
Sparaliżowany Czucz-> Kochali Go Wszyscy... teraz za TM [*]
mmd replied to demi's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
[quote name='demi']z Czuczkiem jest bardzo nie fajnie.... Nie dość, ze czasem mam problem połączenia się z mózgiem i w nd wykąpałam go na wieczór całego i zapakowałam w pieluszke ceratową molicare i sobie okropnie jajka odpażył:( To w poniedziałek wieczorem zaczął sikać moczem z krwią!!!! JEst teraz u niuśki, 2 tygodnie. Oni wszystcy tam załamani, widok krwi fajny nie jest... Wziełąm go z niuśką do wetek moich, pobrały mu mocz prosto z pęcherza i czekamy na wyniki, podstawowe są w miare ok, jeszcze na jakieś wymazy czy coś czekamy. Podejrzewałysmy go też o kamienie czy pasek w nerkach, ale na szczeście nie ma. Je teraz urinodog i cyclonaminę, do tego dostał Convenie, najdroższy antybiotyk z możliwych... Na razie poprawy nie ma, w moczu pojawiać sie zaczeły skrzepy, czyli to na pewno krew. JEszcze w przyszłym tygodniu mam dowieźć jego mocz:( eh... OKROPNIE PROSZE WSZYSTKICH KTÓRZY MOGĄ O PIELUSZKI SENI- ONE PRZEPUSZCZAJĄ POWIETRZE, A JA MAM CERATOWE. KTO MOŻE NAM POMÓC! Boże, tylko nie to! W środę zmarł nagle Lucky, proszę niech to nie będzie nic złego, bo już łez mi brakuje:((( Nie widziałam wcześniej tego, bo nie wchodziłam kilka dni na dogo. Asiu, postaram się złapać cie telefonicznie bo moge te seni zamowic, ale dzis sobota, cholera... -
[quote name='polubek']ja też dzisiaj mam egzaminy a z amnie nikt się nie uczył[/QUOTE] Tak wyszło, że za mnie też nie. Wunia nauczyła się za dwóch to i piątkę pewnie dostanie. A ja sobie egzamin wolę zdać troszkę później i dzisiaj nie poszłam, bo mam niedowład mózgu, za ostro przyćpałam uspokajacze w celu znieczulenia po Lakusiu. Tak mnie zlasowało, że szok. Ale już odstawka. Zbieram się.
-
Mówiłam to i powtarzam Ci Aniu nadal: Tamte 4 czy 5 lat było podłym, nieszczęśliwym życiem. Teraz te kilka miesięcy u Ciebie to był dla Lakunia raj. Mógł się cieszyć tym cudownym życiem dłużej, i to jest przewrotność losu, która rozdziera serce. Jednak nic nie zmieni tego, że nie odszedł sam, w zimnie, z głodu, popychany i przeganiany... miał dom, miał Ciebie, przez te niecałe 4 miesiące dostał taką masę miłości, ile nawet żyjące 15 lat psy nie mają. Nawet te, które mają normalne domy, ot są, ale przecież z tych naszych rozmów wiem, ile robiłaś. Prawie nikt nie siedzi z psem 24 godz. na dobę, nikt nie karmi psa łyżeczką, nie daje psu 5 misek różnego jedzenia do wyboru, nikt nie zakłada specjalnie rolet w okna, żeby pies miał chłodniej, nie nastawia budzika na co chwilę w nocy, zeby dawać pić... a to tylko kilka rzeczy, które mi się przypomniały. Byłaś jego wybawcą, miłością życia i aniołem. Teraz On będzie Twoim.
-
Niedawno skończyłam rozmawiać z Anią. Nie wiem kiedy tu wejdzie:( Wszystkie rzeczy Lakusia, ugotowany dzisiaj rosołek dla niego, jego kocyk, kołderka - to wszystko leży... Lucky będzie pochowany w lesie, do którego miał jeździć już po tym wszystkim, nigdy tam nie był, bo ciągle a to deszcz, a to wirus.... Nie mogę uwierzyć, że już nie będzie nowych zdjęć, że nie zobaczę tej uśmiechniętej mordki Dlaczego tak? Lucky miał bardzo wysoki mocznik, Ania mi przeczytała, że dziś mu skoczył grubo ponad 200. Ale przecież mocznica nie zabija natychmiast... po powrocie z tych kroplówek wszedł do domu, miał dobry humor i nagle... dziwnie odetchnął, raz drugi, trzeci i właściwie to był koniec, później reanimacja w lecznicy, ale to już za późno. Wetka mówiła zaraz po zabiegu, że mocno krwawił, może coś sie wysączyło do wewnątrz i jakiś zator... mam poczucie winy, że chciałam tej kastracji, zeby wszystko było już ok a nie jest została ogromna pustka nawet nie potrafię opisać co czuję
-
nie mogę się pozbierać dlaczego Lucky? dlaczego teraz? byłam z nim najbardziej związana ze wszystkich psów z dogo, kochałam go, nadal go kocham... bałam się kastrować mojego psa, bo mam wrażenie jakiejś klątwy czerwca - a to uderzyło z zupełnie innej strony miało być dobrze, Lucky miał żyć 10 lat, Ania mu przygotowała pokoik, roletę w oknie, żeby nie miał za gorąco jeszcze dziś się cieszyłam, że ma domek jakiego żaden pies nie ma :( dlaczego on....