Mój Cezar nie przepadał za kotami, ale oba kocury, trafiając do mnie jako kocięta, uznały go chyba za tatusia. Chodziły za nim krok w krok. Niezapomniany widok - wołam wieczorem do kuchni Ceza, ten wbiega, a za nim ledwo ledwo ciągnie się nieprzytomnie zaspane Rysiątko - tatuś wstał to dzidzia też się poczuła zobowiązana :) ( obaj u mnie w awatarku)
Rudy Rydz przepiękny:) Ja jednak chyba bardziej gustuję w boksiach. Z końmi nie miałam praktycznie kontaktu.
A Zuzia taka podobna do mojego Cezka, że się nie mogę napatrzeć :) :) :) ( nawet ma podobnie pazurki pościerane:evil_lol:)