Jump to content
Dogomania

madziara1983

Members
  • Content Count

    2,460
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

10 Good

6 Followers

About madziara1983

  • Rank
    Advanced Member
  • Birthday 01/21/1983

Contact Methods

  • AIM
    10025145
  • ICQ
    497336639

Converted

  • Location
    zgorzelec

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Sama nie wiem co myśleć już.... zupełnie nie dociera do mnie ,że umarł ,ciągle myślę ,że go nie ma..... Co do spacerów i Bazyla to sama wiesz ,że krótkie spacery by go unieszczęśliwiły bo poprostu lubił długie spacery i tyle jak Hektor chyba prędzej by padł na ulicy niż zrezygnował z miejsc ,które lubił i długiego spaceru... Dziś w jakimś programie słyszałam ciekawą rzecz,nie wiem kto to powiedział bo słuchałam ale facet powiedział,, że przedłużanie życia na silę to egoizm,a sprawienie żeby życie było szczęśliwe choć na chwile to miłość,, ciekawe to.. Ja jestem tak naparwde do tej pory w szoku bo to stało się tak nagle. Dzień jak co dzień ,a nagle w kilka minut pies nie żyje. Pamiętam każdą chwile ,każda sekundę. Pamiętam te jego oczy bo tylko oczy zdążył otworzyć jak go złapało i nawet nie był w stanie się już poruszyć natychmiast nastąpiła głęboka utrata przytomności , jest mi to bardzo bliski bo jak byłam w ciąży to dziecko było ułożone w pozycji miednicowej ,a ja mam bardzo chore nerki i znacznie obniżone co pogarszało sprawę bo dziecko głową uciskało własnie tą chora nerkę ,która na usg wyglądała jak wielka czarna dziura była gigantycznie powiększona ciągle leżałam w szpitalu były ryzyko ,że nerka przestanie pracować i tylko czekanie do momentu kiedy będzie można zrobić cesarkę... i wtedy ta nerka mnie tak bolała ,że mdlałam z bólu, najpierw zaczynałam wymiotować ,a po wymiotach utraty przytomności i jego musiał własnie taki ból złapać. Mam do siebie pretensje ,że nie reanimowałam go do końca ,że to ja się poddałam... ale byłam w takim szoku ,że nie wiedziałam czy dzwonić do weterynarza czy reanimować, nie wierzyłam ,że to sie dzieje naprawde,że dopiero co sie położył cały i zdrowy w dobrym nastroju ,a teraz własnie umiera i jest nieprzytomny i nie wie ,że ja jestem ,że chciałam mu pomóc i mi sie nie udało bo sie poddałam...On się nigdy nie poddawał, zresztą nikt mu nie dawał szans jak go wzięłam ale on sie nigdy nie poddał...a ja się poddałam, nie weterynarza, nie przewlekła choroba była przyczyna tylko to ,że sie poddałam . Wiem może by sie nie udało gdybym reanimowała nawet godzinę ale wtedy bym wiedziała ,że zrobiłam wszystko. Mój ojciec był reanimowany godzine i się nie udało ale był... a ja sie poddałam...pozwoliłam mu umrzeć...Wiem,że mam wielu znajomych weterynarza i każdy mówi,że nie było szans w tak nagłes sytaucji i ,że nawet gdyby był sprzęt do reanimacji to się często nie udaje ale co z tego może by sie udało...
  2. No własnie ja też ciągle myślę ,że może coś przeoczyłam ,że w tym roku jeszcze nie zrobiliśmy badań kontrolnych krwi jak zawsze.... ,że ciągle w ostatnich dniach myślałam ,że Hektor jest stary ,że nie ma już tak dużo czasu przed sobą bo było widać ,że sie starzeje poprostu,jest mniej aktywny ,czasem chwile odpoczywa na spacerze ale był w doskonałej formie ,wiadomo ,że 10 letni pies szybciej się męczy i aktywność sie zmniejsza z wiekiem , a może własnie to były pierwsze objawy ,że cos mu dokuczało tylko nie pokazywał po sobie i tak na okrągło całymi dniami, myślę czytam szukam...i tak w koło..
  3. Ciągle się zastanawiam jak to możliwe,że był i nie ma ,umarł nagle ,niespodziewanie...Pies ,po którym nie było widać nawet jego wieku,który czuł sie dobrze... Gdyby chorował na serce, na płuca gdyby miał jakakolwiek chorobę przewlekłą to człowiek by jakoś  rozumiał ,że w tym wieku już nie będzie można go zupełnie wyleczyć,że w końcu sie pogorszy  ... ale nie mogę się zupłenie z tym pogodzić,że był i nie ma.. Miałam się ubierac akurat na długi spacer jak zawsze i koniec...
  4. Boli bardzo,tak naprawdę dopiero po jego śmierci widzę ile Hektora było w moim życiu.... Mieszkanie daleko od miasta daleko wszędzie ale mieszkałam tu tylko dla niego, bo tu miał duży balkon ,cały dzień słońce, duży park, mały park dla zwierząt gdzie chodziliśmy odwiedzać krowy ,świnie, bociany chore, stadnina koni. Oczywiście mieszkanie nisko bo Misiu był stary w domu,dla niego ponad połowa domu . Mieszkaliśmy sami ja ,Inga i Misiu . Inga malutka jeszcze choć ciągle szuka, pokazuje palcem na jego zdjęcia, jak przychodzimy ze spaceru to patrzy dlaczego go nie ma dlaczego nie czeka... Domofon ciągle wyłączony bo Hektor sie denerwował, nie lubił... Dywany rozłożone w całym domu  bo przecież miał dysplazje i ciężko mu było wstawać z podłogi. Codziennie rano robiłam kasze dla dziecka, wstawiałam wodę i wtedy ja ubierałam zakładałam nosidło na plecy i razem z Hektorem szliśmy po bułki do piekarni....dwa razy w tygodniu było tam ciasto ,które Misiu uwielbiał i tego dnia też było...wiedział ,że to dla niego i jak zje śniadanie to dostanie nagrodę. Bywało ciężko, samemu z małym dzieckiem i dużym psem jest trudno. Ona w domu nie potrzebowała dużo miejsca bo dopiero zaczyna chodzić więc wszystko było wolne dla niego żeby mógł mieć materac w obu pokojach bo zależy gdzie spędzaliśmy więcej czasu, żeby miał dużo miejsca na swoje zabawki...on lubił burdel robić ,taki juz był. Podziwiam go tak bardzo ,że zawsze dawał jasno znać ,że nie życzy sobie kontaktu z dziećmi ,a on bez problemu zaakceptował członka rodziny, bez problemu mógł się wyciszyć, dziecko płakało a on spał sobie obok wiedział ,że dzieci czasem płaczą... wiedział ,że każdy ma swoje zabawki choć czasem podkradał i jej zabawki czasem kupowałam im 2 takie same tylko innych kolorach żeby było sprawiedliwie... ten pies zmienił całe moje życie był zawsze. Teraz wychodzę do sklepu i odruchowo ide droga w której po drodze będzie sklep zoologiczny żeby kupić mu nagrodę, ide do miasta i myślę co by mu kupić... bo mieliśmy taka zasadę ,ze jak musiałam gdzieś czasem na dłużej iść to zawsze dostawał nagrodę...i zawsze wiedział kiedy... Zresztą ostanie dwa lata prawie ciągle spędzaliśmy czas razem... Najpierw ciąża zagrożona więc siedziałam w domu poza chodzeniem po lekarzach, mieliśmy dużo czasu dla siebie, później, rozwód i zostaliśmy sami... a ostanie tygodnie nie chciałam wychodzić nigdzie na dłużej niz 2 godziny żeby Misiu sam nie musiał siedzieć ,żebyśmy mogli siedzieć wszyscy razem na balkonie... Wcześniej prawie wszędzie chodził ze mną ,ale był już za stary.. Jak siedzieliśmy w domu to on patrzył ciągle na mnie i czekał kiedy do niego przyjdę, kiedy dziecko pójdzie spać i będziemy sobie razem sami siedzieć, kiedy pójdziemy na długi spacer.. nigdy się nie narzucał nie protestował wiedział ,że każdy ma swoja kolejność ,że czasem śniadanie się spóźni, czasem spacer przesunie, a on zawsze wszystko rozumiał doskonale..... Zawsze wiedział ,że jak będzie ładna pogoda to pójdziemy wszyscy razem na długi spacer.. jak tylko słyszał Misiu Ty tez to wył z radości ,że on też razem obok wózka...wszystkich pilnował...tak bardzo sie cieszył...Tak bardzo czekaliśmy na wiosnę i ja i on, na spacery naszymi najdłuższymi trasami, na czas razem, nawet dzień wcześniej w pięknym słońcu na balkonie tak sobie myślałam na dniach ojciec zacznie zabierać dziecko do siebie do domu i wtedy znów będziemy mieli czas dla nas jak kiedyś sami.... planowałam ,że zadzwonię do znajomego taksówkarz i zabiorę Hektora na pole tam gdzie kiedyś mieszkaliśmy tam gdzie tak bardzo lubił chodzić... Ptaki zaczynały śpiewać bzy miały pierwsze pąki... cieszyłam sie bo Misiu lubił ptaki ,lubił kwiaty.. jak kwitnie bez za oknem to zawsze z wiatrem zapach leci do domu ,a Misiu zawsze leżał z zamkniętymi oczami bo słońce raziło i wąchał bez... Nawet parasol na balkonie był specjalnie dla niego żeby cały dzień na słońcu nie leżał...oddała bym wszystko żeby odszedł w każdą inna porę roku tylko nie wiosnę... On kochał wiosnę i późne lato... to był jego czas tak bardzo czekał na pierwsze promienie słońca.. miał zawsze zimowo-jessienna depresje ale jak szła wiosna to wszystko sie zmieniało ,znów długie spacery ,balkon...Tyle razem przeżyliśmy przez te lata ,najpierw walka o jego życie, później walka o sprawność,później walka żeby mógł żyć jak każdy pies... wszystkie moje choroby,tyle przeprowadzek... ostanie mieszkanie było cudowne na zadupiu za domem pole parter z ogródkiem oczywiście tylko dla Hektora ale po kilku miesiącach musieliśmy się znów przeprowadzić bo Hektor zaczął chorować odrazu wiedziałam ,że coś jest w mieszkaniu ,natychmiast weterynarz testy alergiczne alergia na pleśnie roztocza i grzyby. A tam w koło drzewa,kwiaty,pola i wilgoć stary dom ,stare mury i wilgoć... Było pięknie gniazdo na oknie pisklęta, koty przychodziły od sąsiadów na nasz ogródek łapać słońce, dzięcioły pukały w drzewa. Po przeprowadzce natychmiast ustąpiły wszystkie objawy alergii.. tutaj tez nie było lekko bo mam uszkodzony kręgosłup przepuchliny itp... daleko do sklepu, daleko do miasta ,wszędzie daleko ale Hektor miał wszystko jak lubił. Czasem bolał mnie tak kręgosłup wieczorami ,że bałam się czy następnego dnia rano dam rade wstać i wyjść z nim na spacer z dzieckiem na plecach ale jakoś leciało, dzień za dniem jakoś sie udawało.. Wiedziałam ,że on juz nie ma dużo czasu ale myślałam ,że to mało czasu to miesiące a nie tylko krótka chwila.... Wiedziałam ,że jakos damy rady. Jakos od kad sie poznaliśmy nasze życie nigdy nie było lekkie ale chyba oboje się do tego przyzwyczailiśmy...i tak leciał dzień za dniem. Wiedziałam ,że damy rade jak zawsze...bałam się ale dało rade przeżyć..raz było lepiej raz gorzej ale zawsze jakoś było.. zawsze on był...czasem sie boje ,że on widział jak ciężko jest wiedział ,że jestem chora i nie chciał byc problemem.. ale nigdy nie był, nigdy nawet tak nie pomyślałam, choć wiecznie w koło słuchałam oddaj psa nie dasz rady,zacznij się leczyć długo tak nie pociągniesz...a tak naprawdę on dawał więcej niż cokolwiek innego..dawał w zamian tak dużo..a teraz nie ma go..mogę wyjechać ,mogę wyjść i przyjść kiedy będę chciała, mogę robić co chcę ale bez niego nic nie ma takiej wartości....On rozumiał ,że jest ciężko dlatego zawsze czekał na swoja kolej i nigdy sie nie narzucał.. tylko patrzył na mnie z każdego miejsca w domu bo zawsze miał materace żeby mógł wszystko widzieć.. leżał i patrzył i czekał kiedy do niego przyjdę...
  5. Na pewno ciesze się,że był skremowany i ,że urna jest w domu i mam taką małą urnę na szyje serduszko żeby zawsze mógł ze mną chodzić wszędzie. Gdybym go pochowała gdzieś do ziemi to nie zniosła bym myśli ,że leży gdzieś sam ,że mu na pewno zimno bo nie lubił jak mu zimno. Kochał słońce mówiliśmy na niego łapacz słońca bo jak tylko przychodziły pierwsze promienie to odrazu szedł na balkon zając swoje miejsce.Ciesze się ,że mój weterynarz rzucił wszystko jak zadzwoniłam i był u mnie po 10 minutach. Ciesze się ,że pan z krematorium traktował go z szacunkiem i jak oddawano mi prochy to najpierw dostałam czerwoną róże ,kartę taką duża ,,na pamiątkę Hektorowi,, z wierszem ,,Tęczowy Most,, Prochy były ładnie zapakowana i odbyło się to poprostu w ładny sposób ,Pan powiedział kilka słów o śmierci itp. Nie wiem jak to jest ale po śmierci mojego taty tez odczuwać coś podobnego jak z Hektorem ,że on nie umarł tylko go poprostu nie ma tutaj. Ciągle myślę co mogło być znakiem ,tego zdarzenia ale on czuł się tak dobrze ,wiadomo nie jak szczeniak ale jak na swój wiek i to wszystko co przeszedł był w znakomitej kondycji o wiele lepszej niż psy moich znajomych w jego wieku ,które nigdy nie chorowały. Pamiętam ,że kilka ostatnich dni przed miałam straszne sny i wiedziałam ,że coś się stanie ale zupełnie nie obstawiałam ,że chodzi o Hektora bo on czuł sie całkiem dobrze, bardzo długo nie mieliśmy nawet kulawizny na koniec stycznia był u mnie weterynarz żeby go zaszczepić tez mówił ,że ma doskonała formę . Ja nawet go nie zabierałam na szczepienie do weterynarza tylko wszystko w domu żeby eis już nie denerwował. Ja zawsze myślałam ,że  on będzie odchodził pomału,ze ciągle coś mu dolegało i poprostu pomału się to zacznie pogarszać z wiekiem i będziemy się tak żegnać, nigdy eis nie spodziewałam ,że tak juz nagle pies który skacze biega, szczeka na mnie żebym jedzenie mu szybciej robiła tak sobie umrze był i nie ma..   Tęczowy Most  ,,W tej części nieba jest miejsce zwane Tęczowym Mostem.  Kiedy odchodzi zwierzę, które było szczególnie bliskie komuś,  kto pozostał po tej stronie, udaje się na Tęczowy Most. Są tam łąki i wzgórza,  na których wszyscy nasi przyjaciele mogą bawić się i biegać razem.  Mają tam dostatek jedzenia, wody i słońca, jest im ciepło i przytulnie.  Wszystkie zwierzęta, które były chore i stare  powracają w czasy młodości i zdrowia, Te które były ranne lub okaleczone są znów całe i silne,  takie, jakimi je pamiętamy marząc o czasach i dniach, które przeminęły.  Zwierzęta są szczęśliwe i zadowolone, z jednym małym wyjątkiem:  każde z nich tęskni do tej jedynej, wyjątkowej osoby,  która pozostała po tamtej stronie. Biegają i bawią się razem, lecz przychodzi taki dzień,  gdy jedno z nich nagle zatrzymuje się i spogląda w dal.  Jego lśniące oczy są skupione, a jego ciało drży.  Nagle opuszcza grupę, pędząc ponad zieloną trawą,  a jego nogi poruszają się wciąż szybciej i szybciej.  To właśnie Ty zostałeś dostrzeżony. Kiedy Ty i Twój najlepszy przyjaciel wreszcie się spotykacie,  obejmujecie się w radosnym uścisku, by nigdy już się nie rozłączyć.  Deszcz szczęśliwych pocałunków pada na Twoją twarz,  Twoje ręce znów pieszczą ukochany łeb. Patrzysz znów w ufne oczy swego przyjaciela,  który na tak długo opuścił Twe życie,  ale nigdy nie opuścił Twego serca.  A potem przekraczacie Tęczowy Most - już razem... Paul C.Dahm tłumaczenie: Dorota Nowak,,
  6. Strasznie jest ogólnie ,pusto w domu ,cisza.... Pamiętam jak kilka dni przed śmiercią siedziałam z nim na materacu i tak sobie myślałam. ...Misiu jak ja Ci dziękuje ,ze ty jesteś taki wyjątkowy i zrozumiałeś ,ze w domu jest dziecko choć wcześniej nie lubił bardzo towarzystwa dzieci.... i nigdy nawet nie zawarczał na nią choć byłam przygotowana na to ,że będzie mu trudno... dlatego ,ze był stary i dlatego ,ze nigdy dzieci nie lubił. A on po pierwszym dniu szoku zachowywał się jak by dziecko było z nami od zawsze..Dziecko,tez go szuka patrzy na miejsce jego i pokazuje palcem na ścianę tam gdzie są jego zdjęcia powieszone... Chodzę naszymi trasami i zupełnie do mnie nie dociera,że on już nie żyje,że już nigdy razem tędy nie będziemy szli... Smycz nadal lezy na swoim miejscu,miski nadal stoją...strasznie..
  7. życie jest jednostajne. Ja poluję na kury, ludzie polują na mnie. Wszystkie kury są do siebie podobne i wszyscy ludzie są do siebie podobni. To mnie trochę nudzi. Lecz jeślibyś mnie oswoił, moje Ŝycie nabrałoby blasku. Z daleka będę rozpoznawał twoje kroki - tak różne od innych. Na dźwięk cudzych kroków chowam się pod ziemię. Twoje kroki wywabią mnie z jamy jak dźwięki muzyki. Spójrz! Widzisz tam łany zboża? Nie jem chleba. Dla mnie zboże jest nieużyteczne. Łany zboża nic mi nie mówią. To smutne! Lecz ty masz złociste włosy. Jeśli mnie oswoisz, to będzie cudownie. Zboże, które jest złociste, będzie mi przypominało ciebie. I będę kochać szum wiatru w zbożu... Mały Książę Lis zamilkł i długo przypatrywał się Małemu Księciu. - Proszę cię... oswój mnie - powiedział. - Bardzo chętnie - odpowiedział Mały Książę - lecz nie mam dużo czasu. Muszę znaleźć przyjaciół i nauczyć się wielu rzeczy. - Poznaje się tylko to, co się oswoi - powiedział lis. - Ludzie mają zbyt mało czasu, aby cokolwiek poznać. Kupują w sklepach rzeczy gotowe. A ponieważ nie ma magazynów z przyjaciółmi, więc ludzie nie mają przyjaciół. Jeśli chcesz mieć przyjaciela, oswój mnie! - A jak się to robi? - spytał Mały Książę. - Trzeba być bardzo cierpliwym. Na początku siądziesz w pewnej odległości ode mnie, ot tak, na trawie. Będę spoglądać na ciebie kątem oka, a ty nic nie powiesz. Mowa jest źródłem nieporozumień. Lecz każdego dnia będziesz mógł siadać trochę bliżej... Następnego dnia Mały Książę przyszedł na oznaczone miejsce. - Lepiej jest przychodzić o tej samej godzinie. Gdy będziesz miał przyjść na przykład o czwartej po południu, już od trzeciej zacznę odczuwać radość. Im bardziej czas będzie posuwać się naprzód, tym będę szczęśliwszy. O czwartej będę podniecony i zaniepokojony: poznam cenę szczęścia! A jeśli przyjdziesz nieoczekiwanie, nie będę mógł się przygotowywać... Potrzebny jest obrządek. - Co znaczy "obrządek"? - spytał Mały Książę. - To także coś całkiem zapomnianego - odpowiedział lis. - Dzięki obrządkowi pewien dzień odróżnia się od innych, pewna godzina od innych godzin. Moi myśliwi, na przykład, mają swój rytuał. W czwartek tańczą z wioskowymi dziewczętami. Stąd czwartek jest cudownym dniem! Podchodzę aż pod winnice. Gdyby myśliwi nie mieli tego zwyczaju w oznaczonym czasie, wszystkie dni byłyby do siebie podobne, a ja nie miałbym wakacji. W ten sposób Mały Książę oswoił lisa. A gdy godzina rozstania była bliska, lis powiedział: - Ach, będę płakać! - To twoja wina - odpowiedział Mały Książę - nie życzyłem ci nic złego. Sam chciałeś, abym cię oswoił... - Oczywiście - odparł lis. - Ale będziesz płakać? - Oczywiście. - A więc nic nie zyskałeś na oswojeniu? - Zyskałem coś ze względu na kolor zboża - powiedział lis, a później dorzucił: - Idź jeszcze raz zobaczyć róże. Zrozumiesz wtedy, że twoja róża jest jedyna na świecie. Gdy przyjdziesz pożegnać się ze mną, zrobię ci prezent z pewnej tajemnicy. Mały Książę poszedł zobaczyć się z różami. - Nie jesteście podobne do mojej róży, nie macie jeszcze żadnej wartości - powiedział różom. Nikt was nie oswoił i wy nie oswoiłyście nikogo. Jesteście takie, jakim był dawniej lis. Był zwykłym lisem, podobnym do stu tysięcy innych lisów. Lecz zrobiłem go swoim przyjacielem i teraz jest dla mnie jedyny na świecie. Róże bardzo się zawstydziły. - Jesteście piękne, lecz próżne - powiedział im jeszcze. - Nie można dla was poświęcić życia. Oczywiście moja róża wydawałaby się zwykłemu przechodniowi podobna do was. Lecz dla mnie ona jedna ma większe znaczenie niż wy wszystkie razem, ponieważ ją właśnie podlewałem. Ponieważ ją przykrywałem kloszem. Ponieważ ją właśnie osłaniałem. Ponieważ właśnie dla jej bezpieczeństwa zabijałem gąsienice (z wyjątkiem dwóch czy trzech, z których chciałem mieć motyle). Ponieważ słuchałem jej skarg, jej wychwalań się, a czasem jej milczenia. Ponieważ... jest moją różą. Powrócił do lisa. - żegnaj - powiedział. - żegnaj - odpowiedział lis. - A oto mój sekret. Jest bardzo prosty: dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu. - Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu - powtórzył Mały Książę, aby zapamiętać. - Twoja róża ma dla ciebie tak wielkie znaczenie, ponieważ poświęciłeś jej wiele czasu. - Ponieważ poświęciłem jej wiele czasu... - powtórzył Mały Książę, aby zapamiętać. - Ludzie zapomnieli o tej prawdzie - rzekł lis. - Lecz tobie nie wolno zapomnieć. Stajesz się odpowiedzialny na zawsze za to, co oswoiłeś. Jesteś odpowiedzialny za twoją różę. - Jestem odpowiedzialny za moją różę... - powtórzył Mały Książę, aby zapamiętać.         dziekuje Ci maciaszku ,że jesteś
  8. Łatwo było mi napisać o jego śmierci bo byłam w szoku a teraz nie mam siły bez niego żyć. Codziennie tylko czekam aż minie kolejny dzień, nie jestem w stanie nic robić.
  9. Kochani dziękuje wam wszystkim za waszą pomoc która pozwoliła uratować życie mojego psa i pozwoliła mu normalnie żyć. Niestety dziś o godzinie 17.45 Hektor zmarł nagle bez zadnych objawów tego dnia czuł się tak dobrze,biegał do ostanich swoich dni nic nie zapowiadało tego co sie stanie wiadomo starzał sie jak kazdy z nas ale był w doskonałej kondycji. W ostanim roku zadnej kulawizny ,żadnych problemów wiekszych poza tymi uchyłkami ale w ostanich miesiacach nawet i z tym nie było problemu...................... 9.01.2005-22.04.2015
  10. Witaj... u mnie to nie bede pisac bo moje zdrowie to jakis koszmar...od 2009roku a Misiek daje rade :-)
  11. Powiem tak, ze stawami  o  dziwo jest luz. Poza tym ,ze raz na jakiś czas zdarzaja sie lekkie kulawizny ale radzi sobie z nimi najzwyklejszy Carprodyl :-) Mamy tylko problem z jelitem i tyłkiem zdarzają sie nie trzymania kalu podczas snu przez te uchyłki ale poza tym pies do tej pory biega i do tej pory na dlugie spacery chodzi :-) no nic nie mowie ale juz 10 lat na karku kto by pomyślał, no ale prawda jest taka ze to tylko dzięki pomocy ludzi ,których tu poznałam...Nie dawno tez urodziłam dziecko i balam sie czy Miniu sie ogarnie ale dziadek dał rade choc na poczatku placz dziecka byl dla niego takim szoliem ze zerwal sie z miejsca i nie wiedzial czy ma uciekac czy na wojna sie szykowac czy co robic a teraz nic go nie rusza ..
  12. cześć wszystkim , pamiętacie jeszcze o nas :-) U nas jakoś leci ,Miniu daje rade pomimo wieku dziadziusiowego juz ;-)
×
×
  • Create New...