Jump to content
Dogomania

Sybel

Members
  • Posts

    2501
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Sybel

  1. Taaa... Mój dziadek, facet, który przezył obóz, co opłacił dożywotnią bulimią, świetny pływak, chórzysta operowy, obieżyświat (w tamtych czasach mu się udawało zwiedzać Afrykę i Europę), skończył skomląc o śmierć, z kilkoma nieudanymi próbami samobójczymi za sobą, bo miał 3 wylewy i przez wiele lat walczył z rakiem. W końcu to go położyło, zmarł w moje pierwsze urodziny. Nie dane mu było umrzeć spokojnie i bez bólu. Nie fer. Jego żona miała szczęście, bowiem babcia umarła w 2008 na udar, 3 dni leżała w szpitalu. To był koniec lutego, babcia najpierw z nami zdołała pogadać, a potem aż do końca opowiadała, ze widzi wiosnę, że kwiaty kwitną, że bociany... Tak można umierać... Do końca elegancka, wolna.
  2. Jak poszłam wykastrować mojego poprzedniego psa, akurat weterynarz zamykał w pokoju obok młodziutkiego boksera. Był strasznie wzburzony. Okazało się, ze pies ma niecałe 2 lata, a jego "pan", kark w stylu redneck, przylazł go uspić, bo "dał się pogryźć". Pies został zaatakowany przez innego i się poddał, więc dostał wyrok śmierci. Wet powiedział, że facet nie musi czekać, on psa uśpi i zutylizuje - więc psa wykastrował i znalazł mu nowy dom.
  3. Tyle, że było lepiej, a tę energię włożyć w już urodzone i podrośnięte psy. Po prostu. Ewentualnie zostawić najsilniejszego, a resztę uśpić. Wiesz, sytuacja z psami jest, jaka jest. Po co dodawać kolejne, kiedy można było zminimalizować problem w pierwszej dobie? Być fer wobec pozostałych?
  4. O! Suuupeeer! Ciekawe, ile znajdziemy powieszonych na drzewie, utopionych, lub oddanych do schroniska, bo "alergia" :) Wspaniałe :) Bohaterskie :)
  5. Ja nieuśpienia nie mogę ocenić. Po prostu często rozmawiam z mamą, która więcej, niż ja jest w domu i wiele razy doszłyśmy do wniosku, ze sterylka aborcyjna, gdyby się sunia w ciązy trafiła - owszem, ale my nie dały byśmy rady uśpić szczeniąt. Mamy jednak możliwości je wychować i kilka domów, co do których wiem, że gdybyśmy popracowały nad nimi, domki by pękły i psy wzięły. Jednak inna sprawa to namawianie ludzi do nieuśpienia szczeniąt. Jeśli ktoś nie ma warunków, powinien sluchac własnego sumienia, a nie nawiedzonego człowieczka, który dzięki szczeniakom będzie miał powód, by zabłysnąć swoją "dobrocią".
  6. Teraz umyć, uczesać, poznać... A jak on z nóżkami? Tylne troszkę odkłada, ktoś patrzył, czy wszystko ok ze stawami? Mam na myśli dysplazję głównie.
  7. Oddać do adopcji, poszukać DT, który może pozwolić sobie na opiekę nad kolejnym psem. Ja tak robiłam, jak nagle zamiast 2 psów miałam 4.
  8. Daj im czas na dotarcie się. Z czasem zaczną się na siebie otwierać. Zachowujsie się normalnie, nie ingerujcie w ich stosunki, chyba, ze zrobi się niemiło - ale nie musi tak być. Poczująm się za siebie odpowiedzialne za jakiś czas. Za ile - zalezy tylko od nich i od waszych zachęt.
  9. Może tak: traktujcie psa tak samo, jak dawniej, nadal się nim zajmujcie, niech nie odczuwa za bardzo podziału zainteresowania między dwa psy. Jesli mała nocuje w garazu, niech duży też tam nocuje - nie powinno być tak, że jeden pies jest izolowany od drugiego, nawet jeśli zamknięcie ma inny cel. Przez to albo mała, albo duży może zacząć kojarzyć, że skoro są od siebie izolowane, to stanowią dla siebie zagrożenie. Powinny jak najwięcej czasu spędzać razem. Poza tym nie rozumiem jednego - jeśli psy spią na dworze, to powinny miec ciepłe budy, w których spokojnie mogły by spac nawet zimą. Nie rozumiem, czemu mała jest zamykana w garażu.
  10. W zasadzie teren mają ogromny, ale myślę, ze u nich to kwestia wieku i spokrewnienia, bo tam to stado sióstr z młodymi przychodzi oraz ich gach. Szefuje wielka, wysterylizowana kocica, podlegają jej dwie siostry, a im dalej młodzi. Gach dostaje lanie od wszystkich, ale w zamian za młode chyba godzi się na to. Myslę, ze dowodząca rządzi, bo jest pupilką ciotki - tak obstawiam. Ciotka nie dała rady wysterylizowac reszty, bo się połapały, ze z tym łapaniem to coś nie tak i są teraz baaardzo ostrożne. No, ale już nie offtopikuję.
  11. W Łodzi w sumie jest to sensownie rozpisane: [url]http://bip.uml.lodz.pl/index.php?str=83&id=18685[/url] Symbol:[B]LXXIV/1431/06[/B] [QUOTE]§ 2.1. Do obowiązków osób utrzymujących lub sprawujących opiekę nad psami i innymi zwierzętami domowymi należy: 1) stały i skuteczny dozór nad psami i innymi zwierzętami domowymi; zwolnienie od tego obowiązku może nastąpić tylko wówczas, gdy zwierzęta te znajdują się na terenie ogrodzonym, w sposób uniemożliwiający jego opuszczenie; 2) w miejscach publicznych – prowadzenie psów na uwięzi; 3) prowadzenie psów agresywnych - w tym wszystkich psów ras wymienionych w rozporządzeniu Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 28 kwietnia 2003 r. w sprawie wykazu ras psów uznawanych za agresywne (Dz. U. Nr 77, poz. 687) - oraz mieszańców tych ras, a także psów uznawanych ze względu na ich wielkość za niebezpieczne dla otoczenia wyłącznie przez osoby pełnoletnie - na uwięzi oraz w założonych kagańcach; 4) podczas wyprowadzania psów poza centralny rejon miasta ograniczony ulicami: Gdańską, Radwańską, Brzeźną, Abramowskiego, Kilińskiego, Północną i Ogrodową, w miejscach, gdzie nie stwarza to zagrożenia, dopuszcza się czasowe uwolnienie psa z uwięzi, gdy opiekun psa ma możliwość sprawowania bezpośredniej kontroli nad jego zachowaniem; wyjątek ten nie dotyczy psów wymienionych w pkt 3; 5) nie wprowadzanie psów i innych zwierząt domowych do odpowiednio oznaczonych obiektów użyteczności publicznej, do których zakazano wprowadzania zwierząt (wzór oznaczenia stanowi załącznik do niniejszej uchwały); 6) nie wprowadzanie psów i innych zwierząt domowych na tereny placów gier i zabaw oraz piaskownic; 7) niedopuszczanie do zakłócania spokoju domowego przez zwierzęta domowe. 2. Obowiązki określone w ust. 1 nie dotyczą osób utrzymujących zwierzęta wykorzystywane do celów specjalnych tzn. których profesjonalna tresura oraz używanie odbywa się na podstawie odrębnych przepisów, regulujących szczegółowe zasady działania jednostek Polskich Sił Zbrojnych, Policji, Straży Granicznej i innych formacji podległych Ministrowi Spraw Wewnętrznych i Administracji, służb kontroli celnej, ratownictwa oraz regulujących zasady szkolenia i wykorzystania psów – przewodników osób ociemniałych. [B] [/B] § 3. Organizator imprez publicznych z udziałem psów i innych zwierząt domowych (jak np. wystawy psów, pokazy tresury) może po uzgodnieniu z Wydziałem Spraw Społecznych Urzędu Miasta Łodzi odstąpić od zasad zawartych w przepisach gminnych, określając inne zasady w regulaminie imprezy. § 4. Inne obowiązki osób utrzymujących lub sprawujących opiekę nad psami i innymi zwierzętami domowymi określa odrębna uchwała Nr LXII/1159/06 Rady Miejskiej w Łodzi z dnia 1 lutego 2006 r. w sprawie wprowadzenia „Regulaminu utrzymania czystości i porządku na terenie Miasta Łodzi” z późniejszymi zmianami. § 5. Kto nie wykonuje obowiązków określonych w niniejszej uchwale podlega karze grzywny na podstawie art. 77 Kodeksu wykroczeń. Postępowanie toczy się według przepisów Kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia. [B] [/B] [/QUOTE]
  12. No tak... Bo koty podwórkowe wcale nie tworzą sobie grup rodzinnych. Owszem, są niezależne, ale np. na działce mojej ciotki od kilku lat istnieje stadko, gdzie każdy zna swoje miejsce, pewne kotki maja pierwszeństwo przed innymi, jest jeden ogromny kocur i kilka mniejszych, które trzymają się na obrzeżu. Jednak u nich jest wyraźna hierarchia. Zawsze wiadomo, kto zaraz dostanie w pysk. To tak na marginesie. Bez wilków i ludzi ;)
  13. No to szczerze mówiąc pekam z dumy :)
  14. Przerobili psa na robodoga... Wygląda troszkę tak, jakby komuś zwinęła wielkie galoty i pochrzaniła, na który zestaw łap się zakłada... Swoją drogą ciekawa jestem, jak ona teraz chodzi :| Tak mi się przypomniał kolega z liceum, który kiedyś złamał sobie obie ręce i miał je zagipsowane aż po barki. Zastanawiałyśmy się wtedy z koleżankami, jak on się załatwia... Maaaaamooo... Siiikuuu... To taka dygresja. Zdrowiej, piękna, jesteś wspaniała :)
  15. Ja pamietam ceny w Pucku, trzykrotnie wyższe, niż w Łodzi, do tego weta flirtującego z panienkami stazystkami. No myslałam, ze wyjdę z siebie, szczególnie, jak racunek dostałam w wysokosci ponad 200 zł za zastrzyk, wizytę i seans namęitnych szeptanek.
  16. Ja się tak zastanawiam cały czas, dlaczego wererynarz, który operował tę sunię z wodogłowiem, podjął się tego... Kupa forsy, jak dla mnie to naciąganie naiwnych ludzi kosztem cierpienia zwierzaka. No, ale nie byłam przy tym, to subiektynwa ocena. Tak jeszcze co do karmienia psów, jak się ma ileś tam dużych zwierząt - wydaje mi się, że każdy decyduje się na tyle, ile może utrzymać. I wkurzają mnie sytuacje, kiedy ktoś pojawia sie na takich stronach, jak dogomania i zaczyna prosić o wsparcie dla swoich psów, bo nie ma domu, ma iles tam psów (plus szczeniaki) i nie stac go na wykarmienie. Z tym też się tu spotkałam i takie podejście jest karygodne.
  17. Cóż, jesli o ceny chodzi, to u nas w Łodzi osiedlowy wet zażądał za kastrację psa do 20kg 380 zł, a duża, renomowana lecznica - 180 zł. Ta sama duża lecznica pierwszą wizytę Tyfusa zrobiła za darmo, bo wtedy był u nas godzinę, znaleziony, zabiedzony i robaczywy. Lecznica teraz działa w ramach akcji sterylizacja i podziwiam ich. Tak że to też trzeba trafić. Zresztą to samo jest u ludzi. Moja mama, której właśnie w listopadzie wycięto raka jelita lezała na sali z dziewczyną, która miała 26 lat i straciła całe jelito grube. Nie mogła się wypróżnić 35 dni, a lekarz ją odsyłał z kwitkiem, bo "symulantka". Dopiero jak trafiła na dobrego specjalistę, ten biegiem ją dał na oeprację, bo okazało się, ze jelito obumarło... Tak że zawsze po pierwsze człowiek powinien robić rozeznanie, jakie badania on lub pies powinien mieć przeprowadzone, żeby się nie dać wpuścic w kanał. Poza tym rozeznanie w cenach i jakości usług.
  18. Cóz, ja mam to szczęscie, że u mnie w domu wszyscy pracujemy, tzn. ja, mój facet, siostra, jej facet i moi rodzice, wspiera nas ciotka, która również zarabia. Na polskie warunki wszyscy zarabiamy przyzwoicie. Czasem pomimo tego cieżko nam się wyrobić, ale zawsze jest kasa na pilne sprawy, choć bysmy mieli spod ziemi wykopać. Tak naprawdę według rozumowania "pies to kasa" na 40 milionów obywateli może 10 by mogło sobie na psa pozwolic. Jak juz kilka razy pisałam, to nie jest kwestia kasy, to jest kwestia mentalności. Ja wiem, że jesli bym nie miała możliwości wyżywić moich psów, na łbie bym stanęła, zeby znaleźć im jak najlepsze domy, a nie oddać do schroniska. Ludzie oddają psy, bo stare, bo zmienii kolor mieszkania, bo "alergia", bo "ugryzł", bo się popsuł... Miałam psy baaardzo trudne i bardzo agresywne, raz rozważałam nawet uśpienie, ale szybko się przekonałam, że to kwestia pracy, upory i oddania psu, a nie tylko i wyłacznie właśnej wygody. Dla wyjasnienia - pies, którego uspienie w rodzinie rozważaliśmy, był bardzo agresywny i zwichrowany, ale pomogła kastracja i kilka wcale nie tak wielkich zmian w podejściu do niego. Nie lubię i nie popieram walki o psie życie w trybie bohaterstwa i poświęcenia (tak samo, jak i o ludzkie czasem okrótnie jest walczyć, choć szans nie ma). Za duzo to kosztuje pacjenta, który zamienia się w ofiarę cudzych ambicji.
  19. Ewentualnie mozna jeszcze ten drugi posiłek dawać koło 16, zeby w nocy klocka nie było na podłodze... W każdym razie się sprawdza :)
  20. No wiem... Ja do tej pory, a mineło juz 5 lat, żałuję, że raz jeden z uspieniem nie zdążyłam i pies skonał mi na rękach. Młody był, miał 5 lat i wet nie wiedział, co sie dzieje. Pies wymiotował czymś czarnym, nie jadł, leciało mu z tyłka tez to czarne, bolało go - no cierpiał. Kroplówka, badanie krwi, RTG, USG, umówiona operacja brzucha, zeby zobaczyc, co się dzieje. Teraz wiem, ze najpewniej pies miał wgłobienie lub połknął piankę do uszczelniania okien, która nie wychodzi na prześwietleniach. W sumie nie wiedzielismy nawet, że jest aż tak źle, ale do tej pory mam wyrzuty sumienia i nie mogę sobie darować. Troszkę tez nie rozumiem tego szału z najstarszymi psami. Nie fer wobec młodych, które w efekcie mogą się stać dwunastoletnią suką, co całe życie spedziła w schronie. Sama biorę akurat psy z ulicy na zasadzie co sie przybłąka, to jest, ale gdybym miała wybrać psa na dt, wzięła bym coś, co ma szanse, pójdzie w ludzi i zrobi miejsce następnemu. Czasem trzeba umiec wybrać, choć są to trudne wybory.
  21. Co do tej wspomnianej suni z wodogłowiem - gdyby trafiła do mnie, uspiła bym ją. Pewnie będzie oburzenie, ale naprawdę, z czystego szacunku dla psiego zycia uśpiła bym ją, a forsę zainwestowała w psa, który rokuje nadzieje na cokolwiek. A tak co? Sunia się nacierpiała jak cholera. Przeciez od poczatku widac było, ze małe ma szanse i lepiej dac jej odejść spokojnie. A tak? "Bohaterstwo", bo ludzie się nie poddali, bo nadzieja, bo walczyli, bla bla bla. Śmierć NIE JEST zła. Śmierć to element życia, czasem najlepsze wyjscie. Tak samo był tu wątek, że pies cierpi, że właściciel nie chce jechac do weta, wet przyjeżdża do psa. Mówiłam, zeby psa uśpił, pies miał 16 lat, potworne bóle brzucha, nie jadł, nie pił, wył z bólu. Nie, bo przyjaciel. Odszedł po 2 czy 3 dniach cierpien, a ja usłyszałam, że jestem zła, bo mówiłam od początku o uśpieniu, zamiast serwowaniu cierpienia... Akurat ja sterylizuję wszystko, co się rusza. Tak dla pewnosci.
  22. Zgadzam się z dziewczynami. Sama raz uśpilam ukochanego, dwunastoletniego psa z rakiem prostaty - oczywiście, mogłam operowac, mogłam zastrzyki i kroplówki dawać. Pies zacewnikowany, w pieluszcze, w kołnierzu, z wenflonem, każdy krok sprawiał ból. Uspiłam, bo był moim przyjacielem, bo zasłużył na godne odejscie. Sama bym tak chciała, a nie miesiącami wegetować w szpitalu. To tak co do leczenia na siłę, co do zatracania sie w ratowaniu życia przy rezygnacji z jakości zycia. Z innej beczki - jak się zyje bardzo rasowemu, bardzo drogiemu psu trzymanemu w bardzo drogim domu przez baaardzo bogatych ludzi, z którymi prawie nie ma kontaktu, bo wyprowadzają go służący, bo ma człowieka od karmienia, innego od wychowania, innego od czesania? Takiego psa poznał mój tata w Londynie, jak naprawiał cos tam. Pies podszedł, a tata zaczął się z nim bawic -pies był zachwycony, a pańcia wpadła w panikę, że się pobrudzi, ze krzywde zrobi. A jak się zyje psu, który dostaje jeden czy dwa "resztkowe" posiłki dziennie, ale spędza dzień z panem, bawi się, towarzyszy na każdym kroku, ma pieszczoty i swoja połowę łóżka? Ten drogi może zostac uspiony z marszu, jak się "popsuje", za to ten zwykły spokojnie może być leczony miesiącami, bo człowiekowi umiera przyjaciel. To nie jest kwestia kasy, a podejścia. Kasa tak naprawdę nie ma tu nic do rzeczy.
  23. Mam blokowe pupilki i poza tym, że aktualnie jeden nie toleruje innych psów, nad czym ciężko pracujemy z efektami, to nie służą do zapewniania rozrywki, a są po prostu towarzyszami, motywacją do aktywnosci, odpowiedzialności. Mają długie spacery, moje poprzednie psy miały prawo się ubrudzić, wytarzać (oczywiście potem było pranie, bo padlina w domu z ogrodem też raczej nie jest tolerowana) podczas zabawy z innymi psami. Te też mają prawo, ale ze względu na swoje przejscia nie korzystają z prawa do zabaw z innymi psami. I drą pyski, jak mają ochote. Nie uogólniajmy.
  24. Wiesz, to jest tak, że człowiek chce miec towarzysza. Ilu ludzi nie stać na leczenie samych siebie, ilu umiera w męczarniach, bo nie moga sobie pozwolic na przyspieszenie badań, a państwowo to trwa np. 6 miesięcy, kiedy nowotwór zabija w 4. Ile osób nie jest w stanie wykupic leków, bo jesli je wykupi, nie stać ich na jedzenie, o rachunkach nie wspominam. Tacy ludzie też chcą chociaż dac zwierzakowi dach, przyjaźń, ciepło, nie chcą np. latami wegetowac sami, wolą z psem czy kotem. Akurat moja mama miała w listopadzie wycinany guz jelita i udało jej się załatwic operację w dwa tygodnie po wykryciu, bo poszła płatnie do profesora na konsultacje... Bo się bała, bo jej zależało. Gdyby była w takiej samej sytuacji bez pieniędzy - cóż, może teraz by leżała po zabiegu... Inna sprawa, ze pies nigdy nie był towarem luksusowym, jesli o szarego Burka chodzi. Psy rasowe - owszem, były zarezerwowane dla baaardzo bogatych, ale zwykły podwórzowiec był towarzyszem biedoty właśnie. Miały się same wyżywić, miały same o siebie zadbać. No i w niektórych miejscach nadal tak jest. Ja osobiście uważam, że powino byc coś takiego, jak brytyjski Blue Cross - nie stać kogos na leczenie zwierzaka, to prosi ich o pomoc. U mnie jest super wet, który np. mi nie skasował wizyty w niedzielę po 22, a wizyta obejmowała zastrzyk przeciwbólowy, nowy opatrunek złamanej łapy i ciastko. Poza tym jesli kogos nie stac, wet rozkłada płatnosć na raty lub leczy w zamian za wyprowadzanie psów u niego na DT, sprzątanie lecznicy itd. Owszem, nie jest fajnie patrzeć na psa z ogromnym guzem na głowie, którego na dodatek nikt nie leczy, ale to chyba nie zależy tylko od kasy, ale od podejścia "a po co leczyc?", a to jest nieco inna bajka. U mnie w domu były lata, kiedy naprawdę ciężko było związać koniec z końcem, ale i tak psy były w domu i w razie potrzeby robilo się zbiórkę po dalszej rodzinie. Z psa w życiu byśmy nie zrezygnowali z powodu kasy.
  25. Oby :) Ja tam wierzę, że zawsze wszystko dobrze się kończy. W ten sposób zaczarowałam między innymi strach, śmierć, a także egzaminy :) Wierzę, że szczęście zawsze czyha choćby na końcu drogi. Mogę wierzyć za wszystkich chętnych :) Zresztą, ostatnio byłam na spacerze z moimi dwoma psami, akurat spotkałam dwie znajome z trzema psami, z których dwa to moja robota :) To ładuje baterie na dłużej. Niestety mam domy raczej w blokach i raczej dla małych psów. Jedyna znajoma, która miała wielką sukę, wariację na temat kaukaza, teraz nie może wziąc psa, bo jej prawie dziewięćdziesięcioletnia mama miała zawał i nie miał by kto się wielkopsem zająć :( Tak że mogę co najwyżej pobyć czyjąś czarownicą i pozaklinać los :)
×
×
  • Create New...