Jump to content
Dogomania

Sybel

Members
  • Posts

    2501
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Sybel

  1. Mam emulsję do ciała i do kąpieli emolium, gotowe w paczce szpitalnej. Teraz chodzę i myślę, co jeszcze kupić. Brakuje na pewno pieluch tetrowych, dokupię coś na pupę, mam parę niedrapek... No zobaczymy, co jeszcze. Kupilam też dwa smoczki takie dla noworodka, nie chcemy używać, ale na czarną godzinę chyba warto mieć. Ludwa, ja napisałam, że względnie dobrze, bo babka zostala ukarana, czyli jej wina nie przeszła niezauważona. To dla mnie stosunkowo dobry wynik. Gdyby nikt tego nie nagral, dzieciak mógł by być bity latami, a tak ma szanse na normalne życie. Jasne, to się nie powinno było w ogóle wydarzyć, ale w ogólnym rozrachunku nie wyszło tragicznie.
  2. O ile wiem, to się wydarzyło rok temu, laska siedzi. Co do stwierdzenia, czy Bóg jest, czy nie - przecież dał nam wolną wolę tym samym godząc się na wszelkie zachowanie. Teraz to do nas należy regulowanie, czy taka osoba odpowie za swoje czyny. Tu odpowiedziała, a więc w końcu wyszło dobrze (mniej więcej, względnie). Z innych: do pupy puder czy krem, czy puder i krem? I jakie, żebym nie wyhodowała sobie dziecka z zadkiem pawiana?
  3. Generalnie karmienie na spacerach jest fajną opcją, jeśli z czasem umie się jednak posiłki przenieść do domu. Po prostu miałam takiego znajomego, który nauczył swoją sukę jeszcze jako szczeniaka tak jeść, ale potem nie zdołał jej tego oduczyć. Suka przez 17 lat nie chciała jeśc w domu, więc zima, deszcz, mróz, gołoledź czy upał, facet musiał iść psa nakarmić na pola, bo tylko tam akceptowała michę. Także z tym ostrożnie, bo może się okazać, ze to kijaszek z dwoma końcami. Moze jedne z dwóch posiłków na dworze był by opcją?
  4. Może warto zrobić z wychodzenia zabawę? U mnie to jest taka "rozmowa" z psami, nakręcanie przez chwilę, dzięki której nie miałam psa przez 30 lat, który by nie lubił wychodzić na spacer. Po pierwsze hasła "idziemy siusiu", "spacer", "spacerek", które padają w "dyskusji". Pytamy psy, czy chcą iść, ale pewnie nie chcą (podkreślamy bardzo mocno "chcą", bo one znają to słowo, kojarzą je z jedzeniem i spacerem), bardzo entuzjastycznie do nich mówimy, zaczynamy się z nimi bawić piłką, czy czymś, tak że to jest radosne wydarzenie. Potem my zakładamy buty plotąc do psów trzy po trzy, one się strasznie nakręcają, następnie je wołamy, jest komenda siad, łapa - wtedy zakładamy szelki - i wymarsz, cały czas się przy tym cieszymy jak głupki. Przynajmniej tak to wygląda przy nowych psach w domu, po jakimś czasie one się na pierwsze pojawienie się słowa SPACER same cieszą. Mam przy tym porównanie, jak to wygląda u moich teściów, którzy są raczej zblazowani i nie cieszą się na spacer - Majka nie lubi się ubierać, nie rozumie słowa spacer, nie cieszy się, wręcz się kładzie, chowa pod łóżkiem, choć spacery same w sobie uwielbia. Moje psy nawet na działce się cieszą na hasło spacer i przestrzegają rytuały wyjściowego. Dlatego warto coś takiego wprowadzić na stałe. Jak to nie pomoże, to ja niestety innych pomysłów nie mam, ale moze ktoś inny coś podrzuci.
  5. A ja mam klatkę tylko na szczury, moje psy jakoś nigdy nie miały żadnej i nie wiem, jak by to było z klatką - z drugiej strony nigdy nie było takiej potrzeby, bo mieszkanie jest dostosowane do psów i ich potrzeb przez te 30 lat z nimi :)
  6. SBD, znam trzech chłopców, "kuzyniątka" mojego TZ, mają 6, 10 i 11 lat i nie jarzą. Zupełnie. Są koszmarne, jak ja się po raz pierwszy pojawiłam, zaczęły się nabijać, że nie wymawiam R - więc ja zaczęłam się nabijać, że jeden wygląda jak dziewczyna, drugi ma zęby jak łopaty, a trzeci jest gruby - potem zapytałam, czy było im fajnie. Byli w szoku. Jeden, dziesięciolatek, jest tak agresywny, że coś strasznego, rodzice go leją, karzą za wszystko, nauczycielka mu w drugiej klasie groziła policją, bo sobie z nim nie radziła. To jest możliwe niestety, tym bardziej, że jak tym dzieciakiem opiekowała się babcia, to go na 8h sadzała przed TV bez kontroli i oglądał, co było. Odłaczysz go od telewizji, wpada w amok. Karą jego rodziców za złe zachowanie jest zakaz wychodzenia na dwór - a powinien być własnie zakaz TV i komputera, jak już. I takich dzieci są tysiące. Ja się nie dziwię, ze te ośmiolatki to zrobiły, choć to cholernie boli, bo mój syn bedzie pewnie miał chcąc nie chcąc takich kolegów - jego zamierzamy wychować w poszanowaniu dla zwierząt, bo u nas ich sporo.
  7. No niestety dzieci są okrutne. Pastwią się nad rówieśnikami, to czemu nie nad zwierzętami... Wiele dzieci nie zna i nie rozumie pewnych granic, bo nikt ich nie nauczył - bo kto miał? W trzydziestoosobowej klasie? W domu, przy telewizorze, ze zmęczonymi rodzicami w trybie "daj mi spokój"? Akurat znam takie dzieci i wiem, że nie rozumieją, że pewnych rzeczy się nie robi. Ja akurat robię tak, że jeśli te dzieci przekroczą granicę wobec mnie, ja ją przekraczam wobec nich - bywa, że jest płacz, ale więcej tego nie robią. Może to i paskudne, ale osobiscie bym posadziła autorów powyższego dramatu gołymi tyłkami na mrowisku i przytrzymała kwadransik. Niech się uczą, jak to fajnie.
  8. Koci, wiem, ale dobry : [url]http://kwejk.pl/obrazek/1143362/[/url]
  9. A ja mój najukochańszy filmik śmieciowy :) [url]http://www.youtube.com/watch?v=PuA6ZjpEJys[/url] Uwielbiam go :D
  10. Może rozróżnijmy, czym jest dziecko, a czym, przyjmijmy, młody człowiek. Dziecko jest tak do 12-14 lat (przynajmniej ja tak to widzę), nie umiem myśleć o piętnastoletnim gościu z łysą pałą, dresem i nadmiarem źle ukierunkowanego testosteronu niesterowanego mózgiem jak o dziecku.
  11. Lepiej jechać na wszelki wypadek, po co się stresować.
  12. Zawsze można podkolorować w stylu "ktoś się znęca nad zwierzęciem podlegającym ochronie" czy jakoś tak. Ja np. mam teraz nad oknem łazienkowym gniazdo pustułek, które podlegają ochronie czynnej, więc regularnie podglądam, czy nic im się nie dzieje, czy nikt ich nie niepokoi (bo są głośne). Ja je osobiście uwielbiam, bo wypłoszyły gołębie, które mi obsrywały okna. Gdyby coś się działo, zadzwoniła bym po SM, a jeśli odmówili by działania, urządziła bym im piekło. Z drugiej strony dziś Schronisko Medor opublikowało coś takiego na fb (szukaja teraz świadków i będą działać): [h=6]Przed chwilą zatelefonowała mieszkanka Zgierza ,że była świadkiem sprzedaży szczeniaków na rynku przy ul Aleksandrowskiej ,została wezwana Straż Miejska.Psy były w klatce po królikach,strażnicy nie dopatrzyli się łamania Ustawy o ochronie Zwierzat art.10 ZABRANIA SIĘ:1.WPROWADZANIA DO OBROTU ZWIERZĄT DOMOWYCH NA TARGOWISKACH,TARGACH I GIEŁDACH 3.WPROWADZANIA DO OBROTU PSÓW I KOTÓW POZA MIEJSCAMI ICH CHOWU LUB HODOWLI.Odwieźli pana do domu z pieskami,ktoś zapytał pana czy pieski będą małe? na co pani strażniczka odpowiedziała "nie będą duże ,bo znam psa".Apelujemy do innych świadków zdarzenia,o interwencję w tej sprawie.Postawa Straży Miejskiej ,istotnie bardzo służebna rola dla mieszkańców[/h]
  13. Wiele lat temu moja ciotka pracowała latem w zoo. Przylazła babcia z wnuczkiem, wnuczek zaczął ładować paluchy bodajże do surykatek, czy innych małych zwierzątek z ostrymi zębami. Obok była tabliczka "uwaga, zwierzęta gryzą", na co ciotka zwróciła kobiecie uwagę. Baba zbyła ciotkę wzruszeniem ramion i tekstem "co ty tam wiesz", po czym rozległ się wrzask dzieciaczka, który właśnie stracił palec. Też metoda wychowawcza, tylko pytanie, kogo tu wychowywać, dlaczego dzieciak obrywa za głupotę dorosłego? I najgorsze - co wyrośnie z tego dzieciaka...
  14. Co do tego jeża - dużo rozsądniejszym rozwiązaniem było by po prostu złapać dzieciaka za rękę i wezwać policję lub straż miejską. W ten sposób dzieciak został by ukarany, jego rodzice również, miał by nauczkę do końca życia, a nie został by skopany / kopnięty. Takie zachowanie, jak opisane, wobec dziecka pokazuje po prostu poziom osoby reagującej, który widocznie jest baaaardzo niski. Problem widocznie z kontrolą agresji, no ale widać nie każdy może się poszczycić byciem osobą cywilizowaną. Owszem, są sytuacje, kiedy sama mam ochotę dać komuś w mordę, ale na tym polega właśnie samokontrola - nie robię tego, bo takie są ogólnie przyjęte normy dla osób kulturalnych i przestrzegających ogólnie przyjętych zasad. Gdyby każdy tak reagował, ze widzi coś, co może jest złe, a moze po prostu mu nie pasuje, mieli byśmy po prostu dzicz. Że o złych wzorcach dla dzieciaka nie wspomnę.
  15. a_niusia, ale to nie chodzi o żarcie jednej bułeczki - przynajmniej nie dla mnie. Ja to rozumiem jako po prostu przebywanie z psem, dotykanie go, brudzenie się z nim, np. na spacerze. Moj syn będzie miał bezpośredni kontakt z 3 szczurami i 4 psami, na czym mi zależy, bo mam w otoczeniu dzieciaki z hoplem na punkcie czystości. Te dzieci są non stop chore, a genialny lekarz zaczął już jednemu dziewięciolatkowi podawać sterydy dla zdrowia (na co ja bym się za żadne skarby nie zgodziła). Zresztą, jeśli rodzice idą z dziećmi na spacer do parku i jest ciągle "nie biegaj, bo się spocisz, nie szalej, bo się pobrudzisz", to takie dziecko potem jest przekonane, że świat to straszne miejsce i mamy takiego detektywa Monka, jeśli kojarzycie tę postać. Dla mnie masakra, dzieciak ma być brudny (nie mam na myśli niemytego, tylko mogącego się uświnić podczas zabawy), ale szczęśliwy. A nie, że się uchlapał ketchupem i już histeria, ze musi pod prysznic (widziałam taką akcję), albo nie wyjdzie na dwór, bo ma buty niewypastowane (trzylatek znajomych). Brudząc się dzieciak poznaje świat, niech się babrze w błocie, zrywa trawę, trze na betonie niedojrzałe owoce, kasztany, robi breję z kredy czy cegieł - ale niech będzie szczęśliwy, kreatywny, a przy okazji niech się uodparnia na zarazki i inne takie. Wpakuje but w kupę, to potem wie, że ma na to uważać. Wlezie w kaloszach do osuszonego stawu pełnego błota, to już potem wie, że guma moze się zassać i ciężko buty wyciągnąć (to ja w wieku 8 lat, za namową kuzyna...). Jeśli się zdarzy, ze moje szuczry jakimś cudem znajdą się zbyt blisko mojego talerza, jedzenia nie tknę, bo wiem, ze szczur wpakował się najpierw łapami np. do kosza, a potem na talerz. Dla mnie to jest po prostu niehigieniczne i nie do przejścia, choć znam ludzi, którym to w ogóle nie przeszkadza - każdy ma swój tok myślenia. Z drugiej strony znam gościa, który tak bardzo dba o higienę, ze jego twarz zaczęła wyglądać jak pizza - zbyt często myta nie radzi sobie z tym, co w powietrzu i gość jest delikatnie mówiąc mało atrakcyjny, ale zajoba na tle czystości ma, ze aż strach.
  16. No ja też psu z michy nie wyjadam, a więc on mnie z talerza też nie, ale tak samo mój mąż - też nie je z mojego talerza, ani ja z jego. Dla nas to prosta zasada zachowania odrobiny własnej przestrzeni, nawet nie liczy się tu higiena, a prywatność po prostu. U nas po domu latają trzy szczury. Jeśli muszą kupę, wracają do klatki, a jak nie zdążą, lecą za piec, bo tam jest często sprzątane ze względu na sadzę, piec stoi na płytkach, wiec łatwo sprzątnąć. Zaskakująco czyste zwierzaki. Jak mój syn się urodzi (już moze za 4 tygodnie - ufufuf), to szczury nie będą miały dostępu do jego rzeczy, bo jeszcze się podekscytują i podleją z wrażenia - tak już mają. Teraz wszystkie trzy śpią za kanapą, totalne aniołki :)
  17. Taka informacja od znajomej dentystki - w naszych ustach jest więcej bakterii, niż w naszych odbytach (wiem, mało apetyczne). Dla brzydzących się - przypomnijcie to sobie podczas pocałunku :D
  18. A ja wpadłam pogratulować :) Subskrybuję Niechciane i Zapomniane na FB i akurat mi wyskoczył njus, ze mała już w nowym domu, więc przybywam niniejszym z gratulacjami. Boska jest :) Co do sikania - to minie, Kaktus mojej siostry potrafił być tak podekscytowany dniem, że zasypiał i zlewał się przez sen, np. do łóżka lub pod nogami gości. W sumie jeszcze w zeszłą sobotę mu się z wrażenia zdażyło, podglądał mnie w łazience z piłeczką w pysku, był zaaferowany, ze odwiedziły go moje psy i nagle poszło strumieniem, a ten spojrzał i zdziwiony, ze hej. Nie zdarzało mu się ostatnio, ma już dwa lata, ale tak się zaaferował, że poleciało samo. Przedtem ilekroć się zlał, Młoda lub jej TZ natychmiast z nim wychodzili. No i nauczył się. Mniej więcej. No nad emocjami nie panuje, a jak ma gości, jest tak szczęśliwy, że samo leci.
  19. Też miałam takie badanie w cały swiat jedno, ale zaraz poszłam do innego lekarza, żeby skontrolować na wszelki wypadek i już wyszło normalnie. To było w 20. tygodniu, badanie wykazało rozstrzał od 17 do 19 tygodnia, za mało płynu itd, a 4 dni później, na dobrym sprzęcie wyszedł równo 21 tydzień i idealna ilosć płynu. A co ja się nastresowałam przez te 4 dni...
  20. Magda, to który to tydzień? U mnie na USG w 30. wyszło jakieś 1630 gram, wymiary też w sam raz. Teraz, w 34. waży pewnie z 2400, czy coś koło tego. Duże to Twoje cudo :)
  21. Nie znam się na kotach, słyszałam tylko, że sterylka pomaga, jeśli kot lub kotka nagle się wkręca na znaczenie terenu. U mnie był problem ze szczurami, którym się przestawiło, że one śpią z nami, a nie w klatce, na dodatek zaczęły lać na łóżko. Kupiliśmy kapę, szczury są zrzucane z łóżka, problem zniknął.
  22. Ja dostałam taki psiuczek Acerin Menthol, całkiem ok, jeśli się stosuje przy otwartych oknach. Do tego nogi do góry, a najpierw do miski z lodowatą wodą. Plus masażyk kostek w wykonaniu TZ lub innej jednostki masującej (może być z dmuchaniem na nunie :D ). No i woda tylko niegazowana, jak najmniej soli w jedzeniu, bo to wszystko sprzyja odkładaniu wody w organizmie. Mi nawet dłonie spuchły ostatnio na spacerze, a nogi na maksa, aż do ud. Poczułam się, jakbym sie z moją jedną babcią na nogi zamieniła :| Dziś za to młody mniej aktywny, a mnie nieco brzuch w dół ciągnie, więc się martwię, zobaczę, co się będzie działo do wieczora. Zaczynamy zaraz 34 tydzień... Uh...
  23. Avril jest absolutnie boska :) Swoją drogą jest coś takiego, przynajmniej u mnie, ze w jakiś sposób obecnosć drugiego psa w domu ułatwia pogodzenie się ze stratą. Jakby nagle z dnia na dzień dom miał się stać tak totalnie pusty, to chyba bym nie podołała, a jak mam kogoś, kogo i tak trzeba nakarmić, wyprowadzić... Jest łatwiej, bo trzeba się zebrać. Tak samo było, jak umarła moja Babcia, miałyśmy trzy psy - gdyby nie one, siedziały byśmy i robiły wielkie nic, tylko wyły. A tak trzeba było wstać, wyjść, zająć się i jakoś poszło. I na dodatek dwa tygodnie po śmierci Babci najstarsza suka dostała udaru z żalu i potem był miesiąc leczenia, stawiania jej na nogi. Po pół roku w końcu umarła na zawał w czasie upałów i znowu był ból, ale dwa pozostałe psy utrzymały nas w pionie. A po miesiącu, chyba siłą rozpędu, rozstałam się z moim ówczesnym facetem, co znowu bardzo bolało i znowu te psy jako plasterki na duszę. Bez nich bym nie dała rady. Półtora roku temu na dwa tygodnie przed onkologiczną operacją mojej mamy też była akcja z psami. Bardzo się bałyśmy tamtej operacji, bo nie było wiadomo, co z niej wyjdzie - złośliwy, niezłośliwy? No stres ogromny, więc co? Znalazłyśmy równolegle dwa szczeniaki i w domu wylądowały cztery psy, była wielka akcja szukania im domów i jakoś ten straszny czas zleciał. Gabryśka poszła do nowego domu na dwa dni przed zabiegiem mamy, który to okazał się w miarę szybki, rakj wyszedł niezłośliwy, a miałyśmy za to satysfakcję, ze dwa dzieciaki uratowane. Dla mnie psy są naprawdę jak terapia na wszystko, pomagają się zebrać, motywują, utrzymują dyscyplinę, zmuszają do rozsądnego zachowania, do zachowania spokoju.
  24. Wiem, jak mój Pucel umarł (nagle, a miał 5 lat), to już po 2 tygodniach był u nas nowy psiak z adopcji. Jakoś tak... Pomogło, przestałam wyć po nocach i myśleć o tym, jak mój ukochany pies cierpiał. Kogo planujesz adoptować?
  25. Wiesz, mam na myśli pierwszy post w tym wątku - argumentacja, ze pies umiera, jest dla mnie głupia. Każdy umiera. Nie ma tu mowy o innych opcjach, jak agresja czy ciężka choroba, a jest tylko tekst, że pies żyje krótko, więc lepiej go nie mieć w ogóle. Dla mnie bzdura i głupota. Mam prawo do takiej opinii, tak samo, jak ktoś inny ma prawo do własnych odczuć.
×
×
  • Create New...