-
Posts
2501 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Sybel
-
A ja mam coś o szczurach i chciała bym, zeby moje też takie były, jesli chodzi o kąpiel... A nie wrzask i płacz, jakby mordowali... [video]http://www.wykop.pl/link/1162169/lysy-szczur-bierze-kapiel/[/video]
-
A co ma robic taka herbata? Tak pytam, bo nie słyszałam o takiej opcji ;)
-
Mój dalmat na początku tak miał, że wpadał w amok na widok innych psów i wtedy gryzł, co popadnie. Masakra totalna, ale po kastracji mu to przeszło, facet był hiper naładowany testosteronem, wiecznie by żarł, rżnął i zagryzał, ze tak to ujmę, na dodatek nie miał żadnych podstaw wychowawczych - z naszych obserwacji wynikało, że pierwszy rok spędził w klatce, bo miał zerowe umiejętności socjalne, o życiu w domu czy na łące nie miał bladego pojecia - po pierwszym całodniowym szaleństwie na działce zasnął w autobusie tak mocno, ze dopiero, jak nasza suka na niego zeskoczyła, odzyskał przytomność, a potem spał jak kamień całą noc. Wychowanie takiego gościa bez odjajczenia dla mnie osobiście jest niemożliwe, nie jestem specjalistką, więc może są jakieś tam metody, ale zdecydowanie kastracja uratowała chłopakowi życie, bo bylo tak źle, że rozważaliśmy uśpienie z powodu agresji, a pies skończył jako wspaniały przyjaciel. Co do facetów, to są dwie skrajne postawy, które zauważyłam u moich psów. Większość dała by się np. za mojego męża pokroić, uwielbiają go, jest ich szefem, obrońcą i idolem. Z drugiej strony był u nas pies, który na widok faceta dostawał zajoba, bo został kiedyś zamknięty przez dwóch takich w garażu i przez dobę lub dwie był katowany (nie wiem, jak przeżył). Do końca życia usiłował atakować mężczyzn, którzy np. nieśli dzieci lub małe psy - próbował ratować te słabe stworzenia. Wydaje mi się, że agresja tego typu częściej występuje wobec mężczyzn, niż kobiet, ale pewnie akurat z takimi psami się stykałam.
-
Hope-młody malamutek potrzebuje wsparcia na hotelik
Sybel replied to ares-ka's topic in Już w nowym domu
No, było by miło ;) Uwielbiam malamuty, haszczaki, samoyedy i inne północniaki, a do tego psy pierwotne i każda ilość zdjęć mile widziana :) Sama nie mogę wziąć (w tej chwili z psów mam trzy szczury), więc to takie troszkę lizanie przez szybkę, ale chociaż tyle :) -
Ja mieszkam w bloku, w najlepszym momencie miałam cztery psy za jednym zamachem, w tym dwa szczeniaki. Normalnie mam dwa psy, trzeci wpada w odwiedziny (jeden ze szczeniaków, ale ma już 2 lata). Plusy: * psy mogą się od siebie uczyć dobrych zachowań, u nas bylo to między innymi wycieranie łap po spacerach, porządek podczas posiłków, bo nowy pies w stadzie łapał zasady od stałych bywalców * maja zajęcie, potrafią godzinami się ganiać, bawić, tarmosić * takie stado, jeśli słucha, daje dużo satysfakcji, szczególnie na spacerach, kiedy ludzie widzą np. jedną osobę z czterema karnymi psami Minusy: * mogą demolować mieszkanie, szczególnie na początku, więc warto je przystosować do stada * mogą się od siebie uczyć też złych nawyków, np. jeden daje nogę, to reszta za nim * jeśli jeden zacznie świrowac np. za kotem, reszta też może się nakręcić, dlatego trzeba pamiętać o pracy z każdym osobno To takie, co na szybko przyszly mi do glowy. W tej chwili nie wyobrażam sobie jednego psa w domu, z minimum dwójką jest naprawdę fajnie. Jesli są to małe psy, jak u mnie (10 i 15 kg), to też nie ma problemu z ich siłą zniszczenia, jak były jeszcze szczyle, to niestety bywało nalane, przeżute jakieś elementy umeblowania czy garderoby, a starsze psy miewały dość szaleństw młodzieży (warto więc pomyśleć, czy jest miejsce, gdzie starszy pies może się schować przed rozhulanym młodzikiem). Spacery ze stadem są fajne, np. trzy psy ciągnące jeden patyk, albo goniące jedną śnieżkę to super sprawa. Raz mi sie zdarzyło, ze szlam z trzema sama i nagle wybiegly dwa koty, jeden w lewo, drugi w prawo - wtedy był problem, bo część mojej ekipy leciała za jednym kotem, część za drugim a ja stałam w środku walcząc ze smyczami...
-
Magda, dokładnie. Na patologii były laski w 41. tygodniu, po dwóch turach oksytocyny szły na stół, jak nic się nie działo, ale wiedziały, że tak może być. Gorzej tak, jak pisze Blanka - z fotela na stół, tego się najbardziej boję. No ale na razie czekamy. Ja generalnie panikuję jakoś, kupiłam sobie dziś wreszcie no spę, żeby troszkę te przepowiadające złagodzić, obcięłam się, zrobiłam obiad dla całej rodziny, a zaraz chyba pójdę skręcać szuflady od łóżka, bo mam strasznego speeda. No i tu, gdzie siedzę, jestem otoczona przez dwa psy żujące śmierdzące żwacze, więc klimat powalający :D A sama im dałam, dopiero po fakcie sobie przypomniałam, jak to cuchnie.
-
Hope-młody malamutek potrzebuje wsparcia na hotelik
Sybel replied to ares-ka's topic in Już w nowym domu
Przyzwyczajcie się, xxxx tak ma, ze zadaje dziwne pytania ;) Kaktus piękny, też mamy jednego Kaktusa w domu, miał być Tyfus, ale zmutował ;) Nie mogę nic dla pięknego zrobić, ale ślad zostawiam, bo fotki po prostu cudowne, a model powalający :) -
Jak w tym bliższym szpitalu masz zaufanych lekarzy, to chyba lepiej tam jednak, pewniej i bardziej znajomo. Ja w sumie też nie wiem, niby nie ma wskazań do CC, ale cholera wie, jak się sprawa potoczy - Mlody może uznać, że on nie wychodzi, bo nie, może się zaklinować i wiadomo, różnie bywa. Na dodatek usłyszałam o porodzie kleszczowym i sobie wkręciłam (durna baba ze mnie, na dodatek z nadmiarem wyobraźni). Także zobaczymy, jak to będzie.
-
Jasne, wiadomo, każdy pies jest inny, każdy ma inne możliwości i potrzeby i nie zawsze można pozwolić na dzikie swawole. Moja suka, jak miala 13 lat i była po udarze, też była w strefie chronionej, bo po prostu się szybko męczyła, stresowała, była słabiutka. Tak samo Fel, jak był po operacji składania miednicy i nóżki, choć moja suka, trzy razy od niego większa, usiłowała wtedy używać go do froterowania podłogi - rozpędzała się, wskakiwala na niego i radosnie się na nim ślizgała. No i trzeba bylo chłoptasia bronić. Nawet myśleliśmy o wózeczku dla niego, bo nie było wiadomo, czy będzie chodził, ale taryfa ulgowa zniknęła w chwili, gdy zastaliśmy go na wysokim stole wpierdzielającego wielki sernik. Teraz nasz pan kaleka wskakuje np. na wysokie biurko, jeśli stoją na nim szczury w kontenerku...
-
Oj, to w sumie współczuję, przynajmniej z mojej perspektywy, bo cesarki się boję jak ognia. Trzymam kciuki :)
-
Ej, z tym spier***** to jest coś na rzeczy, jak na nas leci Omar, wielki żółty postschroniskowy kundel, to moja siostra zawsze mu wysyczy to słowo klucz i pies robi w tył zwrot. No czary normalnie :] A nasz bardzo głośny i upierdliwy sąsiad Urwis chyba choruje - coś nie szczeka, spowolniał. Może to kwestia wieku, bo ma kilkanaście lat, ale tak od trzech tygodni jest po prostu cisza, nie ma ciągłego ujadania i ryku jego pańci "Urwis do cholery", na który zresztą pies nie reaguje kompletnie. Żal mi go, że chyba chory, ale taka bloga cisza...
-
Dziewczyny, ja bez dziecka się budzę o 4.30 - 5.00 i zasnąć nie mogę :D Za godzinę idę do fryzjera, żeby się ogarnąć nieco teraz, bo po porodzie może być ciężko, ale w tej chwili nie wiem, jak usiedzę, bo oczy mi się kleją okropnie. W ogóle dziś dziwny dzień, w nocy miałam twardy brzuch i mam lekkie skurcze, ale nadal przepowiadające jakby. No i jestem nabuzowana, z jednej strony stres jakiś, napięcie, z drugiej głupawka. Także nie wiem, czy to tylko fałszywy alarm, czy nagle będę leciała do szpitala. Bardzo dziwnie.
-
U nas to samo, co u Omry: jak Filip się bawi z Kaktusem, który waży prawie 30 kg, to jest warkot i szaleństwo, choć zwykle są po dwóch stronach gumowej zabawki, a jak ma się bawić z Felem, który waży 10kg i ma słabsze tylne nóżki (dawno temu połamane wraz z miednicą w wypadku), to go delikatnie podgryza po szyi i przednich łapach. Majkę, swojego wzrostu i wagi (około 15 kg) adoruje, jeśli uda mu się tę kobietę - gumę dogonić. Za to Majka z Felem się nie bawi, ona usiłuje się bawić Felem - lata wokół i drze mu się do ucha, zeby ją zauważył, kradnie mu zabawki, a on wtedy idzie pod krzesło i czeka, aż fala jej namiętności względem Puchacza minie. Uwielbiam na to patrzeć :D Jeszcze nie spiknęliśmy Majki z Kaktusem, bardzo jestem ciekawa, jak to będzie wyglądało.
-
A można prosić o jakieś namiary na historię Kry? Bo ja w ogóle nie wiem, o co biega :|
-
Asiunia, zazdroszczę, ja dopiero w piątek idę na kontrolę i chciała bym usłyszeć to, co Ty :)
-
Evel, bo Ty nie wiesz, ale psy - WSZYSTKIE PSY - są ze szkła i trzeba z nimi jak z jajkiem, bo się za podniesiony głos obrażą, popłaczą i pójdą do kąta kwilić w cichości :P
-
Ta, też mnie kiedyś napadła baba na spacerze, akurat szłam z dalmatyńczykiem, który zobaczył innego psa i postanowił go zlikwidować. Był w obroży i na halterze, więc nie przemielił tamtego psa, tylko usiadł na komendę. Baba się na mnie wydarła, ze ona jest z TOZu (wątpię) i mi psa odbierze. Zamknęła się, jak na nią ryknęłam, ze było działać, jak pies był bezdomny i chory, a nie teraz się szasta, jak pies jest pod opieką, wyleczony, wykastrowany i uczony życia we w miarę cywilizowany sposób. Jakoś zabrakło jej argumentów. Xxxx52, zainstaluj sobie mozillę firefox w wersji polskiej, popoprawia Ci choć połowę błędów, to może da sie Twoje posty zrozumieć. Na razie tylko się domyślamy i strzelamy, o co też może chodzić w Twoich wypowiedziach.
-
No, ja się doczekać nie mogę. Boję się jak diabli, liczę na to, że Młody wylezie choć dzień przed terminem, żebym nie musiała na to nieszczęsne OCP wracać... Na dodatek przenosimy się w weekend ze Zgierza do Łodzi, do mojej mamy, żeby byc bliżej szpitala i poszukac tu przez zaprzyjaźnioną przychodnię położną środowiskową. Łóżko sobie kupiliśmy ogromne, żeby Mlody się miał po czym turlać, zaraz będziemy składać jego łóżeczko, a na dodatek szukamy mieszkania dla siebie (chcemy się na rodzinę na swoim załapać). Także ten rok będzie dla nas rokiem wielkich zmian - ślub, dziecko, mieszkanie... Nagle dorastamy, mamy już prawie 28 lat, ale dotychczas to było na zasadzie "praca w tygodniu, imprezy w weekend i jakoś to będzie", a teraz planujemy, układamy sobie życie... Magda, 2 razy w tygodniu.
-
Do mnie dziś dotarło, ze mam termin za 19 dni. To już straszliwie blisko... Wczoraj było KTG, wsjo ok, poza tym, ze najpierw czekałam na pielęgniarkę pół godziny, potem badanie, a potem pół godziny czekania na stempel jakiegokolwiek lekarza... Irytujące po prostu.
-
U nas to samo, choc mój obecny agresor był tak zmaltretowany, że nam zasnął w wannie, bo znalazłyśmy go pod koniec listopada, a gorąca kąpiel swoje robi :) Szczególnie, jak trwa godzinę... Teraz to lubi, bo potem jest wycieranie, a wycieranie to mega zabawa z ganianką, pilkami i w ogóle demolką - no ale czego się nie robi, żeby psa wyluzować :P Na początku, jak stawiał opór, to były korekty całkiem solidne, bo albo on, albo moja ręka... Z Puclem, dalmatyńczykiem, było gorzej, bo on usiłował wygryźć sobie drogę do drzwi przez pierwsze kilka kąpieli, więc jedna osoba trzymała za obrożę i kaganiec i usilowała uspokoić, a druga biegiem myła. Ale nie nagradzaliśmy go za kąpiel, musial to przeżyć i w końcu nawet polubił.
-
Jakie metody, jak nie pozytywne? Wyobrażasz sobie układać agresora klikerem i ciasteczkiem? Ja nie. Mozna stosować umiejętnie dławik, halter, kolczatkę - dają dobre efekty, pracowałam z tym i dzięki tym narzędziom mam w miarę spokojne psy po ciężkich traumach. Owszem, należy nagradzać za dobre zachowanie, ale trzeba korygować złe. Pies nie jest ze szkła, nic mu się nie stanie, jeśli czasem ktoś pokaże w jasny i czytelny sposób, że pewnych granic się nie przekracza, bo ich przekroczenie oznacza poczucie dyskomfortu, czyli np. ucisk dławika. Żaden z moich agresorów nie musiał być np. kąpany w kagańcu, może za pierwszym razem, tuż po znalezieniu, jak nie bylo jeszcze wiadomo, jaki pies jest, poza tym, że potwornie brudny. Także te cuuudooowne metody jedynie pozytywne są o kant d**y rozbić, jeśli pies ma naprawdę ciężką traumę za sobą lub po prostu jest agresywny, bo tak mu łatwiej. Omry, my chyba jesteśmy tez oboje z mężem słabi i szczur nas umie urobić jak plastelinę. Jak jest awantura, Kacper od razu ucieka do nas na kolana i się chowa, on jest taki "pupilek naszej pani", bo my go uratujemy... Belzebub jest w ogóle tak okropnie grubaśny, że nie da się go dobrze objąć jedną ręką pod pachami, choć skubaniec nadal skoczny - nie wiem, jak mu wyregulować żarcie, może on tak po prostu ma. A Melek... Melek jest dziwny, raz pieszczoszek, raz agresor, zależy od humoru. Dziwak z niego, najchętniej by siedział caly dzień w brodziku i się pluskał.
-
Suka moich teściów, zresztą średnio wychowana, bo wiecznie puszczana luzem na zasadzie "musi się wybiegać", już zostawiła na płotach dwa kagańce w komplecie z szelkami. Jeden udało się odzyskać, drugi nadal gdzieś tam wisi. Majka jest dosłownie z gumy, ona się ze wszystkiego potrafi wypakować, więc w tej chwili szelki są zawsze lekko luźne, jak się powiesi, żeby mogła wyleźć.
-
Omry, u nas jest tak, że Kacper - jedyny łaciaty - dostaje taaakie lanie od obu czarnuchów, że sierść leci na wszystkie strony. On jest najmniejszy, najbardziej do nas lgnie, jest o połowę chudszy od największego, Belzebuba, który po prostu czasem tak ma, że lata za Kacperskim i go leje naprawdę solidnie, więc są wrzaski i kępki białego futra latające po okolicy. Melchior czasem też Kacpra przetrzepie, więc musimy rozdzielać. Jak włażą na łóżko, co jest zabronione, też wracają na moment do klatki. Tylko na Kacpra to nie działa, bo on po prostu chce spać z nami i kropka. Btw., czy Twoje szczury bardzo linieją? Jak wczoraj wymienialiśmy podkład, to po prostu tyle sierści latało, że w szoku byłam, ze cokolwiek na tych naszych piekielnikach zostało. Na dodatek mój TZ chyba odwrotnie ustawił kuwetę po myciu, bo szczury zawsze spały po lewej stronie, a po prawej miały toaletę, a teraz im się przestawiły strony po ponad pół roku. No i nie wiem, jak to będzie z ich bieganiem, jak Młody przyjdzie na świat, jakoś trzeba będzie im teren ogrodzić, a oni tak uwielbiają siedzieć w mokrym brodziku i się pluskać. Piranha, ja wiem, my jesteśmy oboje z TZ teoretykami. Dzieci kuzynek mojego męża nie mają z nami łatwo, są potwornie rozpuszczone, a my im nie pozwalamy wejść sobie na głowę, sterroryzować się itd. Jak to będzie z naszym - nie wiem. Mam termin za 19 dni, więc wkrótce zacznę sprawdzać w praktyce, jak to u nas wygląda ;)
-
Nie wiem, ja pewnie będę złą matką, tak jak jestem złą pańcią, bo dzieciaka nie będę tylko i wyłącznie nagradzać i wychowywać bezstresowo, tak samo, jak nie wychowuję tak moich zwierząt (nie obrażajcie się za zestawienie, Młody bedzie moim pierwszym dzieckiem, a psów już miałam kilka i z nimi mam większe doświadczenie). Jeśli coś przeskrobie, będzie kara, ale też nie przegięta, po prostu taka, żeby ją dostrzegł, ale żeby nie pozostawiła traumy, tylko żeby się na przyszłość kojarzyła odpowiednio. Moje psy w sumie są rzadko nagradzane smakołykami, za to baaardzo często głosem i pieszczotą - to je satysfakcjonuje. Za to szczury zawsze są nagradzane przede wszystkim jedzeniem, bo to jest dla nich najcenniejsze i najbardziej satysfakcjonujące (ten dziki pęd ogonów na szelest folii od wafli ryżowych - bezcenne :D ). Jeśli przegną z szaleństwami lub się pobiją, karnie lądują w klatce i rozumieją to. Nie można być wyłącznie pozytywnym, bo to nie stawia pewnych granic: to jest dobre, właściwe, a to złe, niepożądane. Swoją drogą, jak teraz chodzę po sklepach i kompletuję wyprawkę dla Młodego, mam wątpliwą przyjemność "podziwiać" występy rozwrzeszczanych maluchów drących się "JA CHCĘĘĘĘĘ!", to za każdym razem w końcu pada z mojej lub mojego TZ tekst "nasz taki nie będzie, po moim trupie". Serio, straszne są te dzieciaki, które rodzice zapychają kolejną zabawką, byle się wreszcie zamknęły.
-
Magda, mi pani doktor powiedziała, że jeśli są do 10 razy na dzień, to są ok, jak bardzo przeszkadzają, można wziąć no spę. Też takie miewam, co gorsza, raz miałam taką dłuższą sesję w nocy, myślałam, ze rodzę dosłownie, na dodatek pojawiła się lekka laktacja. Potem przeszło. Po wysiłku bywają większe, niż normalnie, przynajmniej u mnie.