-
Posts
2501 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Sybel
-
Ja widziałam coś takiego u wyżła. Skończyło się tak, że prawie odgryzł dzieciakowi ucho - agresja w nim narastała przez trzy lata, uważam, że i tak był świętej cierpliwości. Pies mieszkał w dwóch pokojach z dziewięciorgiem domowników, wyprowadzała go na spacer Marysia, jedyna osoba, która go kochała, a która miała wtedy 12 lat i naprawdę ledwo takiego kucyka utrzymywała. Pies był agresywny na spacerach, nadpobudliwy, w końcu właśnie eksplodował. Potem trzy tygodnie żył na silnych środkach zamulajacych, żeby nikomu nie zrobić krzywdy, a rodzina w tym czasie biegiem szukała mu nowego domu. W końcu wylądował na wielkiej posiadłości z lasem i stawem, gdzie biega non stop, a do tego nauczył się komend i jest psem leśniczego. Tak to właśnie moze się - w najlepszym wypadku, wliczając nawet ucho dzieciaka - skończyć. Inaczej może być uśpienie. Znajomy weterynarz tak już kilka psów uratował, bo "Agresywny, trzeba uśpić", a to był między innymi ośmiomiesięczny bokser niewybiegany. I szukaj tu teraz biegiem psom domów... Może poradź tej dziewczynie, zeby poczytała takie fora, jak to... Poznaj ją z kimś, kto ma fajne, aktywne psy, sam ma np. dzieci i zorganizujcie wypady psio-dziecięce z bieganiem, może nauką dzieci, jak szkolić psy, czy coś w tym stylu. Wypady na okoliczne pola czy lasy, jeśli macie. No bo z dzieckiem chyba wychodzi, co?
-
Jest cierpienie, które można uśmierzyć i jest takie, kiedy WIDZISZ, że to koniec, że choćbyś wlewała hektolitry leków, zwierzę nie ma szans żyć. Wziełam psa, który miał jeździć na wózku - miał przetrąconą miednicę i połamane tylne łapy, bo jego poprzednia pani po pijaku wpakowała Felicjana pod koła samochodu. Przez kilka miesięcy był rehabilitowany, cierpiał, ale była nadzieja, ze albo wózek, albo nawet własne łapy. Zestaw to z poprzednim wspomnieniem - psem z rakiem prostaty. Nie trzeba mieć IQ jak Doda, żeby wyłapac drobną różnicę między terminalnym stadium raka a kalectwem. Agresory, które wiele fundacji by uśpiło, też miałam (no, mam w zasadzie jednego) i uspienie wchodziło w grę tylko, gdyby zagroził zdrowiu kogoś spoza rodziny, bo rodzina do dzikusów przywykła i wie, jak sobie z takim zdziczałym psem radzić. Co innego uśpić, kiedy pies umiera, tylko zmniejszyć liczbę godzin cierpienia, a co innego uśpić zwierzę, które może sprawnie funkcjonowac przez ileś lat bez szczególnej opieki. To są dla niektórych niewyczuwalne granice, moze czasem duża dawka empatii jest wskazana, ale dla mnie to są gigantyczne różnice.
-
Powiedział wyraźnie, że pies cierpi, jest wrakiem, rak go zeżera. Nie moze patrzeć na jego ból. Obejrzyj jeszcze raz, co?
-
Ja nie praktykuję żadnej religii, bo nie czuję takiej potrzeby - tu ktoś może powiedzieć, że jestem uboga duchowo, upośledzona emocjonalnie i tak dalej, choć gwarantuję, że sromotnie się pomylą Ci, co tak stwierdzą. Wiem, że śmierć jest często najlepszym, co może się zwierzęciu lub człowiekowi zdarzyć. Uśpiłam w życiu jednego psa, który miał - jakże naturalne - cewnik z powodu raka prostaty wielkosci grejfruta. Sikał krwią, kwilił z bólu przy każdym kroku, o ile udało mu się jakiś wykonać. Poza cewnikiem miał też pieluchę, zeby nie kapał na siebie, kołnierz, zeby nie zdejmował cewnika i wenflon, zeby dostawac przeciwbóle, po których nadal kwilił. Cierpiał. Ten niegdyś wielki, dumny towarzysz, który trafił do mnie skatowany przez jakieś bydlaki, przeżył godnie całe życie, nagle stał się kłębkiem bólu. I teraz tak, miałam do wyboru dac mu wegetować jeszcze tydzień lub miesiac z cewnikiem, który wywoływał ból albo pozbyć się cewnika i pozwolic mu dogorywac w bólu krócej, bo zatrucie organizmu, nieodprowadzanie moczu itd. Uśpiłam, bo to był Przyjaciel, który stał się cieniem samego siebie. Drugi pies nie zdążył dostać zastrzyku, umierał topiąc się we własnej krwi i kalem który wyłaził mu przełykiem, bo, jak to weterynarz stweirdził "coś sie zatkało". Cieszę się, ze umarł, bo cierpiał, ale wolała bym oszczędzić mu kilku godzin mordęgi - zaczął umierać w środku nocy, kilka godzin po kroplówce, po cichu, kiedy wszyscy zmęczeni zasnęli. I człowiek - mój dziadek, dumny, postawny mężczyzna, który zjadany rakiem usiłował wielokrotnie popełnić samobójstwo przegryzajac żyły, chomikując tabletki w policzkach, by wziać więcej, tnąc się. Błagał o śmierć, któa szła do niego pół roku. Medycyna dała moc przedłużania życia, ocalania najsłabszych - powina też dać prawo do godnej śmierci. Człowiek jako istota odpowiedzialna za zwierzę ma obowiązek podjąć różne decyzje - leczymy, nie leczymy, jeśli leczymy, ale jest coraz gorzej, to dajemy zwierzęciu skowyczeć z bólu, czy pozwalamy mu odejść? Mamy taką możliwość i moje sumienie w pełni na nią pozwala. Skoro już kombinujemy z przedłuzaniem życia w sposób sztuczny, nabyliśmy prawo do sztucznego wywołania śmierci, by nie skazywać na dalsze cierpienie istot, które są od nas zależne.
-
nie mam jak pomóc, wysłałam wiadomość do Szajbus, ona dość sporo działa,może pomoże. Ja mam wszystkie znajome psie domy zatkane na full, nie mam ani prawa jazdy, ani samochodu. Jedynie wiadomosci mogę słać, bo nawet z czasem mam cieniutko :/
-
Sunia Chińskiego Grzywacza. Dejzi-nasze słoneczko już za TM
Sybel replied to Kana's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Miałysmy z koleżanką w pracy rozrywkę: znajdź koniec włochatego psa i początek łysego psa... :] One są takie fajne, takie świrki pchłowate :> Co do panny Troll - tam, gdzie zbierze się stadko ciepłych, dobrych serc, znajdzie się też takie skwierczące, kwiczące i marudzące stworzenie, które wie lepiej, wie więcej i wie na sto procent. Akurat wczoraj miałam z moim TŻem rozmowę o przyswajaniu wiadomości - są tacy, co uwierzą, że g*wno lata na motylich skrzydłach, jesli ktoś im to przekonująco powie. Są tez tacy, jak Kana, którzy nie dadzą sobie kitu wcisnąc i drążą i drążą. I takim Ludziom nalezy się szacunek. -
Belgia-jej uroda zniewala.Sunia ma dom.
Sybel replied to Agnieszka(Visenna)'s topic in Już w nowym domu
Belgia doprowadziła do płaczu swoim widokiem całą moją rodzinę. Dwa lata temu, po 12 wspaniałych latach, pożeganlismy naszą piękną Fifi - dosłownie bliźniaczkę Belgii. Wiecie, jakie to krępujuące, kiedy cała rodzina chlipie do komputera? :D Belgia jest cudowna, ta "rasa" to najwspanialsze psy na swiecie. Jeśli razem z wyglądem Belgia odziedziczyła w genach taki charakterek, jak Fifi, to mogę zagwarantować, że sprawi komuś ogromną frajdę. -
Belgia-jej uroda zniewala.Sunia ma dom.
Sybel replied to Agnieszka(Visenna)'s topic in Już w nowym domu
Belgia doprowadziła do płaczu swoim widokiem całą moją rodzinę. Dwa lata temu, po 12 wspaniałych latach, pożeganlismy naszą piękną Fifi - dosłownie bliźniaczkę Belgii. Wiecie, jakie to krępujuące, kiedy cała rodzina chlipie do komputera? :D Belgia jest cudowna, ta "rasa" to najwspanialsze psy na swiecie. Jeśli razem z wyglądem Belgia odziedziczyła w genach taki charakterek, jak Fifi, to mogę zagwarantować, że sprawi komuś ogromną frajdę. -
Belgia-jej uroda zniewala.Sunia ma dom.
Sybel replied to Agnieszka(Visenna)'s topic in Już w nowym domu
Belgia doprowadziła do płaczu swoim widokiem całą moją rodzinę. Dwa lata temu, po 12 wspaniałych latach, pożeganlismy naszą piękną Fifi - dosłownie bliźniaczkę Belgii. Wiecie, jakie to krępujuące, kiedy cała rodzina chlipie do komputera? :D Belgia jest cudowna, ta "rasa" to najwspanialsze psy na swiecie. Jeśli razem z wyglądem Belgia odziedziczyła w genach taki charakterek, jak Fifi, to mogę zagwarantować, że sprawi komuś ogromną frajdę. -
Fiodor i Sara zaginęły!Szczecin i okolice - POMOCY!
Sybel replied to polciuaa's topic in Już w nowym domu
Myslałam raczej o kontakcie z opiekunem Iry i skonsultowaniu z nim tego pod kątem ewentualnego szukania zwłok w lesie, bo oni to robili w bardzo ekstremalnych warunkach i MOŻE przypadkiem znają kogoś, kto byłby w stanie wytropić psa. To jest chociaż jakaś konkretna postać, może chociaż coś mądrego doradzi, w końcu szukają zawodowo... Dla spokoju sumienia, bo wierzę całym sercem, ze i Fiodor i Sara maja się dobrze. Czytałam wątek dziś w pracy (bo mam nudną pracę wybitnie :P ) od momentu zaginięcia towarzystwa i wiem, że o psach była mowa. Jednak moze warto po prostu mailowo kiedys skonsultowac... Co do Polska The Times i tym podobnych - może dramatyczny apel o pomoc i opis Waszych poszukiwań by zainteresował któregoś wydawcę. Akaurat wczoraj na onecie znalazłam artykuł człowieka, który opowiadał o zyciu i smierci psa z Palucha, Bacy. Tak więc pomyslałam, że a nuż... Wiem, że musicie być niezmiernie wyczerpani, ogromnie Was podziwiam. Uważam, że poszukiwania mogły by objąć w jakimś stopniu cała Polskę, bo psy potrafią czasem przemierzać ogromne odległości, jeśli uznają to za stosowne. Nigdy nie wiadomo, czy nie postanowiły przejechać się pociągiem czy autobusem... -
Fiodor i Sara zaginęły!Szczecin i okolice - POMOCY!
Sybel replied to polciuaa's topic in Już w nowym domu
Trzymam kciuki za psiska, aż serce pęka, jak się patrzy na ich radosne zdjęcia, a potem przychodzi myśl, że cholera wie, co je spotkało... Agnieszko, a może porozmawiaj z ludźmi z organizacji IRASIAD, oni mają psa tropiącego na emeryturze, moze pomogą po godzinach jakoś. Prowadzą dom pomocy psom w potrzebie, są wrażliwi na ich los, więc może jak nie Ira , to jakiś inny zaprzyjaźniony pies tropiący jakoś pomoże. Ira jest zdaje się psem do gruzowisk, więc może warto przeszukac dla świętego spokoju tereny, co do których istnieje podejrzenie, że psy mogły zostać zabite. Może też ogłoszenia w Polska The Times albo na prozwierzęcych stronach onetu, wp, interii, gazety.pl ? Można wysłać gotowy tekst ze zdjęciami, chwytający za serce, pisany w narracji trzeciej osoby, w formie sprawozdania z poszukiwań. Gdyby moje chłopaki zaginęły, chyba bym umarła z rozpaczy. To są takie pierdoły saskie, że nie miały by najmniejszych szans... Najgorszy koszmar psiarza. -
Sunia Chińskiego Grzywacza. Dejzi-nasze słoneczko już za TM
Sybel replied to Kana's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Greven, wygląda jak I (lub 7) RP robione metodą "połacz kropki linią, jak w zabawach graficznych dla dzieci. Biedne te psy, cholery można dostać. Kiedyś w Łodzi był wysyp porzuconych dalmatynczyków. Bez tatuażu, za to z entropium jak ta lala ( u mojego ukochanego maleństwa między innymi), ropomaciczem (u suni wziętej przez znajomych) lub po prostu nadmiaru szczeniąt (rok przed moim się suka z młodym błąkała, ale nie zdołałam ich złapać niestety, a zima była i nie wiem, jak skończyły). Wiem, ze były trzymane w klatkach, na pół zdziczałe i schorowane. Być może chów wsobny sądząc po entropium i chyba jakiejś wadzie konstrukcyjnej jelit, którą wet u mojego zbyt późno zdiagnozował... To jakieś 9-10 lat temu było, ale gdybym bydlaka dopadła, też bym mu dała pomieszkać w klatce na dworze na golasa z tekturą zamiast karmy. Tak ze dwa lata na dobry początek. -
Mój dalmat w tym wieku ważył 29 kg (duży był, ale nie spasiony, a mocno zbudowany - taki koń)... To już kolejny taki, kilka lat temu w Łodzi był jeden, na stronie schronu jest. Miał tak złe wyniki krwi, ze podejrzewano białaczkę - okazało się, że sam się trawił. Jak doszedł do siebie, były drobne problemy z potrzebą dominacji, ale trafił do dobrego domku w końcu.
-
Sunia Chińskiego Grzywacza. Dejzi-nasze słoneczko już za TM
Sybel replied to Kana's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Nie szaleję za tą rasą, bo taka mało psia na oko jest, ale mała jest boska po prostu. Cudo, choć nieco naburmuszonego gremilna przypomina :D Co do sterylki - my z moim TZ za sterylkę Maji (znalezionej według ogłoszenia autorstwa mojego Kochania 31 kwietnia...) zapłacilismy 120 zł. W całkiem sporym mieście, jakim jest Łódź. A Maja to tak ze 12 kg waży. Odjajczenie naszych trzech chłopaków to było tak 80-120 zł za sztukę... Ile by to w Trójmieście kosztowało... A ja marzyłam o zamieszkaniu w Sopocie :| -
Jeśli o nagradzanie chodzi, to skoro małą nudzą przysmaki, moze zainteresuje ją zabawka. Po moich psach wiem, że choćby miały tony zabawek, bawią się tylko wybranymi (np. tylko niebieksim kółkiem, a różowym nie, bo NIE i kropka). Tak więc zainwestuj moze w jedną fajną, odporną piłkę (w Kakadu kupiłam takie ze sznurkiem, sznurek usunęłam, a do środka można wrzucic czasem psie ciacha i te piłki są obecnie najukochańszymi zabawkami moich chłopaków). Jesli masz w okolicy jakiś duzy sklep zoologiczny, poszukaj tam piłki. Pomacaj, czy według Ciebie guma wytrzyma ząbki małej, a przy tym czy jest spręzysta, zeby masować podniebienie, bo malucha aż do wymiany zębów będzie swędziało. Można też uzyć gryzaków ze ściegien i traktowac je jako szybko zużywające się zabawki do nauki. Podobno dobre są też mrożone ręczniki i szmaty, bo sa twrade i zimne i łagodzą swedzenie (nie wiem, nie testowałam, tylko zasłyszana teoria). Do szkolenia potrzeba jeszcze cierpliwości. Dużo. Ogromne ilości cierpliwości, łagodności i konsekwencji, żeby pies się w Tobie zakochał, uważał Cię za fascynujące zjawisko, za którym warto pójśc w ogień. Co do alergii - jada mleko lub produkty mleczne? Psy miewają na to ostrą alergię skórną własnie.
-
Czego się spodziewacie po "polskich buntownikach" od siedmiu boleści? Dla nich dziecko, kobieta, pies, osoba starsza, niepełnosprawna, o nieco ciemniejszej karnacji lub po prostu podejrzewana, że słabsza, jest podczłowiekiem, przedmiotem lub g***em niestety. Taki "człowiek", jak ci z forum, nie powinien mieć prawa do prokreacji i posiadania dzieci, do "opieki" nad zwierzęciem - ale ma. Niestety. Ma się czym pochwalić, bo walnął psa. Pies, słaby i zastarszony, nie miał jak się bronić, nie miał odwagi. Pokazał kumplom, jaki "macho" z niego. Taki "mężczyzna" sika ze strachu, jak ktoś silniejszy mu pokaże, gdzie jego miejsce. Wiecie, kompleks maleńkości się ma, nie ma się czym pochwalić, na samochód takiego gnoja nie stać, to sobie strzelił pseudo pittbula czy innego "morderce" i szpanuje, jak nad "bestią" panuje. Kto w tym układzie jest bestią, chyba nie musze tłumaczyć. Dodam tylko, że jak czytam takie wypowiedzi, dosłownie narasta we mnie agresja i nienawiść, które naprawde niezbyt często goszczą w moim sercu. Ugh...
-
Wczoraj razem z moim TZ naleźliśmy na Widzewie w okolicy krańcówki tramwajowej Augustów małą, ważącą jakieś 10 kg sunieczkę. Sunia ma umaszczenie bardzo ciemno brązowe, prawie czarne, biały krawacik i przetrąconą - najpewniej skręconą lub obitą - prawą tylną łapkę. Ma jakieś 2-3 lata i wspaniały charakter, choć wobec innych psów jest dość bojowa - pogoniła dwa dalmatyńczyki. Ponieważ mamy 4 psy, nie mamy warunków, żeby ją przechować, więc trafiła wczoraj na Marmurową razem z workiem karmy. Rozważyliśmy wszelkie możliwości pomocy i uznaliśmy, że mimo wszystko schronisko będzie najlepszym wyjściem. Podejrzewamy co prawda, że mogła zostać wyrzucona z samochodu, dlatego minimum kilka godzin leżała przy przejściu podziemnym w jednym miejscu i tracąc nadzieję czekała na opiekuna... Jeśli jest ktoś, kto bywa w schronie dość często i mógł ją spotkać, bardzo proszę o wieści, bo pomimo świadomości, ze inaczej nie jestemw stanie pomóc, mam ogromne wyrzuty sumienia, że ona tam trafiła. Liczyła, że ją weźmiemy, a potem wylądowała w schronie, ale naprawdę nie mamy jak jej wziąć.
-
Ewa, Kasia zobowiązała się do opieki paliatywnej, jak zrozumiałam. Nigdzie nie powiedziała, że weźmie psa tylko pod warunkiem, że do - powiedzmy - 30 kwietnia bedzie "po sprawie". Kilkuletnia opieka nad bardzo chorym psem jest dużym obciązeniem finansowym i fizycznym. Kasia wyraziła przecież swoją nadzieję, ze Aza będzie żyła we względnym zdrowiu kilka lat, a ona zaopiekuje się nią do czasu, aż znajdzie się ktoś, kto zajmie się nią przez kolejne lata. Jest to całkiem zrozumiałe, jesli działa sie jako hospicjum i dom tymczasowy. Pies wymagajacy intensywnej opieki przez iles tam lat blokuje mozliwośc pomocy krótkoterminowej iluś tam psom w potrzebie, które w tym czasie mogły by sie przez dom Kasi przewinąc. Lepiej, zeby tkwiła w budzie na mrozie, czy była podleczana jak setki innych psów z dogo w ciepłym tymczasie?
-
W zeszłym roku w lipcu umarła moja ukochana Fifi. Przyjechali po nią Państwo z cmentarza na Malowniczej w Łodzi. Mnie przy tym nie było, jednak moja mama z nimi rozmawiała. Podobno według polskiego prawa nie można tworzyć nowych cmentarzy dla zwierząt, bo cmentarze moga być jedynie wyznaniowe. Nie wiem, czy faktycznie istnieje taki zapis, a warto by było wiedzieć, bo jak dla mnie własciciel psa ma w zasadzie spory problem w naszym cudownym kraju z oddaniem symbolicznego hołdu wieloletniemu towarzyszowi i członkowi rodziny. Przecież nie wolno psa pochowac na łące, w ogródku czy na działce, bo jest to zabronione. Nowe cmentarze nie powstają, bo ludzie ich nie chcą, a poza tym są niewyznaniowe, więc nie mogą istnieć. To co? Oddać do utylizacji? Mnie osobiscie to boli i wolę złamać prawo zakopując psa pod ukochanym drzewkiem, żeby spokojnie spoczywał w cieniu w ziemi, którą znał i kochał, niż wrzucić do pieca na odpady. Przeciez nie był odpadem...
-
Żal Azy, ogromnie żal :/ Jednak lektura tego wątku pozostawia niesmak, jakiego nawet na dogo od dawna nie zaznałam. Kasia, rozsądna decyzja i rozsądne uzasadnienie Twojej decyzji, którą w pełni rozumiem i popieram. Gdzie psina przebywa? Jaki jest jej faktyczny stan zdrowia? Co ze stanem prawnym ewentualnej sprawy przeciw jej katowi? Temida, Bary - miałam wątpliwa przyjemność poznać Wasz styl "rozmowy" na wątku, który jakiś czas temu założyłam i musze przyznać, że Wasz obraz internetowy jest dla mnie raczej odpychający. Zakładam, ze w życiu jesteście dobrymi ludźmi, ale to, co reprezentujecie tutaj, szczególnie Bary, to całkowita pogarda dla innych użytkowników forum, spychanie najistotniejszej kwestii, jaką jest Aza lub inny pies na dalszy plan na rzecz obrzucania błotem i eksplozji "logiki", "elokwencji" i tym podobnych, niekoniecznie poprawnie i rozsądnie użytych zabiegów, by zgnieśc współrozmówców. Tak oboje grzmieliscie na wątku suni z cmentarza na Dołach, że pojedziecie, sprawdzicie... Aż zaczęłam wierzyć, że obiecacie taniec na nosie z klaskaniem uszami, byle tylko przekrzyczec innych. Nadal nic nie wiadomo. Temido, forum jest nie tylko po to, by zorganizować ratunek dla zwierzęcia, ale też by zapewnić forum uzytkowników informacje o dalszym losie psa, a ojego stanie zdrowia, o jego portfelu, o jego perpsektywach. Zamykanie watków, mieszkanie, dezinformacja - to szkodzi psu, a co za tym idzie, szkodzi też Twojej reputacji, co znów moze zaszkodzić koljenym psom, bo ludzie Ci nei zaufają. I takie błedne koło się zamyka.
-
Starszy "owczarek polski" na Retkini - nie dajmy mu zamarznać...
Sybel replied to Sybel's topic in Już w nowym domu
Ja moje psy dzis po 7 minutach spaceru musiałam dosłownie pod pachami targac do domu, bo usiłowały chodzić bez używania nóg. Nie wiem, jak ten pies ma przeżyć... Moja ciotka aktualnie nie bywa na Retkini, ma pod opieką swojego partnera po udarze (pan po 70-tce) z trzema psiakami, więc nie mam jak jej poprosić o pomoc. W tej chwili mogę tylko trzymac kciuki.... -
Uszatek mix ON już bezpieczny w hotelu. ZA TM (*)(*)
Sybel replied to Pianka's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Do końca miesiąca mam na koncie 300 zł, co w święta nieco boli, więc się nie dorzucę niestety. Nie czytałam wątku, ale mam taki jeden malutki i w pierwszej chwili dość drogi, ale wydajny pomysł - moja sunia miała ogromne, reumatyczne (i nie tylko) bóle stawów. Dostawała na to Arthroflex. Duża butelka w sklepie (typu Kakadu, czyli chyba dośc drogim) kosztuje około 100 zł, ale może w cenie hurtowej by była tańsza... Arthroflex wzmacnia chrząstki i stawy, mojej suni wyeliminował bóle, a miała poważne problemy z powodu zmian w kręgosłupie. Może taki preparat dodawany do dwóch posiłków by pięknemu pomógł choć odrobinkę? Fiśce, która ważyła około 25 kg, taka butla starczała na ponad 2 miesiące. Taka sugestia, bo akurat sama inaczej zupełnie nie mam jak pomóc... -
Starszy "owczarek polski" na Retkini - nie dajmy mu zamarznać...
Sybel replied to Sybel's topic in Już w nowym domu
Proszę... Zauważcie go... Ten pies jest stary, musi dostać szansę choćby na zdjecia. Czy jest tu ktokolwiek z Retkini? -
Moja ciocia dziś dzwoniła, w okolicy falowca na Olimpijskiej podobno błąka się dość spory, raczej siwawy owczarek "polski". Pies jest podobno baaardzo sympatyczny, z każdym idzie na spacer, a już za człowiekiem z psem to z tak ogromnym entuzjazmem, ze serce pęka. Oczywiście kochane ludziska na psa leją... Ciocia nie wie, czy dzwonić po schronisko, po straż dla zwierząt czy po kogo, dlatego zaoferowałam dobre serca na dogo. Idą podobno ogromne mrozy, może więc znajdzie się ciepłe serce, które go przytuli i ogrzeje przed Gwiazdką? A 24.12 pełne miłości Dziękuję gwarantowane... Osobiście psa nie widziałam, bo jestem na Dołach i mam gigantyczne urwanie czachy. Wiem, ze pies nocuje na klatce mojej ciotki na Olimpijskiej. Może ktoś chociaż tam mieszka i byłby w stanie fotki pstryknąć? Wstydź się przyznać, numeru nie znam, ale to jest długaśny budynek z przejściem. Błagam o pomoc!!