Jump to content
Dogomania

Ewa Marta

Members
  • Posts

    29111
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    30

Everything posted by Ewa Marta

  1. [quote name='mysza 1']Mam bardzo mieszane uczucia- dwoje małych dzieci w tym niemowlak, mieszkanie czyli konieczność spacerów plus bardzo żywiołowy pies- nie widzę tego. Poza tym, jak można oddać własnego psa? Ale nic, zobaczymy czy zadzwoni, bo to, że zapytała jeszcze nie przesądza o niczym ;)[/QUOTE] Pani oddała swojego psa, bo nie lubił dzieci, zamiast postarać sie o to, żeby je zaakceptował:-( A co zrobi, jak niemowlę okaże się uczulone na Bruna? Komu tym razem go odda? Ja tego jakoś nie widzę:-( Sorry za szczerość.... Nie wyobrażam sobie sytuacji, że oddaję członka swojej Rodziny, bo nie lubi innego i nikt mi nie wytłumaczy, że pies to co innego. Mam psa, który najpierw był w schronisku, potem w dużej rodzinie, w końcu rodzina postanowila oddac go do schroniska, wylądowal więc u mojego Jacka i siedzial po 14 godzin sam w domu. Wzięłam go pełna obaw, bo pies podobno uciekał, był niezdyscyplinowany. Ale groziło mu schronisko, więc nie umialam na to pozwolić. I mam w tej chwili wrogo nastawionego do Sama syna, ale za to przekochanego, supergrzecznego i najwierniejszego kundla na świecie. Na początku było ciężko. Płakałam z bezsilności, bo nie słuchał mnie i widać było, że jest bardzo smutny. Ale wzięłam go wiedząc, że mogą byc problemy. Dlatego nie rzucam słów ot tak, sama wiem, że czasami jest ciężko, mimo to twardo uważam, że psa sie nie oddaje tak łatwo.
  2. [quote name='Luczater']Ewcia, uwierz mi Inka ma swojego Anioła Stróża ;). Zresztą jak prześledzisz cały wątek Inki, to sama dojdziesz do takiego wniosku. Myślę, że w święta właśnie ją widziałaś. Cóż to dla niej 7 km, dużo więcej kilometrów przebiegła i w dużo krótszym czasie. Swoją drogą, dziwne ....... prawdopodobnie właśnie Ty widziałaś "moją" Inkę. Za dużo tych zbiegów okoliczności :shake:.[/QUOTE] Teresko, to nie zbiegi okoliczności, tylko szczęśliwe zrządzenia losu:-) Fajnie, że sie tak losy ludziom kochającym zwierzaki tak przeplatają... Jacek nie ma jak zajrzeć na wątek, ale ja w zasadzie jestem pewna, że to byla ona! Wątek przeczytałam i właśnie dlatego o tym napisałam. Zatkało mnie, jak czytałam, że uciekła ze smyczą, skojarzyłam to z tą sytuacją pod moim balkonem i dopóki nie przeczytałam, że szczęśliwie sie odnalazła, gardło miałam ściśnięte strasznie. Najważniejsze, że teraz jest szczęśłiwa i lepszego dla niej domku nie można sobie wymarzyć. Zazdroszczę jej, że ma obok siebie Beniusię:-) To niesamowita sunia, jestem pewna, że jeszcze wiele zastraszonych sierot wyprowadzi na prostą:-)
  3. [quote name='gallegro']Skwituję to fragmentem tekstu piosenki: "Każdy ma jakiegoś bzika, każdy jakieś hobby ma. A ja w domu mam...(...)" W tym miejscu pokuszę się o małą improwizację i do wyboru mamy: wrażliwość / obojętność / dobroć / bezduszność / odpowiedzialność / lekkomyślność * * niewłaściwe skreślić Każdy ma jakiegoś bzika... Prawdopodobieństwo, że to była Inka jest odwrotnie proporcjonalnie do prawdopodobieństwa, że to był inny psiak, a więc zastanówmy się.... Jakie jest prawdopodobieństwo, że właśnie w tym czasie, w tej okolicy, podobnej wielkości pies (ba, nawet sunia), z ciągnącą się smyczą, ucieka innemu opiekunowi? Moim zdaniem znikome...[/QUOTE] Jeśli to ona, to jej Anioł Stróż musi mieć naprawdę niezłe znajomości tam na górze.... Tyle ruchliwych ulic musiala przebiec i tak długi dystans pokonać... Chcialabym, żeby to byla ona, bo wiem, że jest teraz przeszczęśliwą i nieuszkodzoną przez żaden samochod sunieczką. Tak, czy inaczej zapytam wieczorem Jacka, może on powie, że na bank ona albo, że z całą pewnością nie... To prawda, każdy z nas ma jakiegoś bzika, a ja tego swojego lubię wyjątkowo;-)
  4. Syn niestety kiepsko musiał ssać, skoro nie wyssał dogochoroby:-) A może to po prostu zazdrość, bo od kiedy w domu są psy, poświęcam im masę czasu i nagle on nie jest jedynym konsumentem mojego wolnego czasu:-) Mieszkam przy Nowoursynowskiej, w okolicach Nugat. Nie pamiętam koloru smyczy i obróżki niestety, a Jacek ma problemy z kolorami, więc i on nie pomoże. Na pewno jednak różniły się kolorem od suni, bo jakoś tak obróżka i smycz rzuciła mi się od razu w oczy, a jestem krótkowidzem i z daleka kiepsko widzę. Mieszkam na 3 piętrze, więc odległość jak dla mnie była spora. Mała nie rzucała się na psy, nie wyglądala na przerażoną, ale zwinnie starała się od nich uwolnić, skupiona była na opędzaniu się i zrzucaniu z siebie tego mniejszego. Duży raczej asystował, bo miał małe szanse na dostanie się do niej. Była szybka, pełna sił. Czy warczała, nie wiem, bo wołałam Jacka, a potem ubierałam się w pośpiechu. Może dzisiaj ściągnę Jacka na skypa i wrzucę mu wątek Inki, żeby obejrzał zdjęcia. Bardzo się o nią martwiłam, myślałam, co przeżywają jej właściciele, którym uciekła:-( Szukaliśmy jej długo, ale pojechaliśmy w stronę Kabat. Może ona pobiegła właśnie w stronę Żwirki i wtedy nie mieliśmy szans ani my, ani spotkani psiarze na spotkanie jej. Kocham zwierzaki, boleję nad tym, jak cierpią i mam szczęście, że mój Jacek jakoś to akceptuje, a nawet mnie w tym wspiera. Ale moje przygotowanie świąt w tym roku pozostawiało wiele do życzenia, bo 23 grudnia wieźliśmy bezdomnego Lemona do hotelu w Serocku i wypadło mi ponad 5 godzin czasu, a 26 właśnie ganialiśy sunię:-) Rodzina znacząco na mnie patrzyła, kiedy usprawiedliwiałam się dlaczego nie ze wszystkim się wyrobiłam, ale co tam. Dla nich mogę być wariatem, dobrze mi z tym:-)
  5. Cześć Bruniątko.... Piękniejesz, wiesz? Widać, że ten tymczas bardzo Ci służy:-)
  6. [quote name='gusia0106']Napiszę do Kosu, coś mi się kojarzy, że ona jest z Pruszkowa, albo co najmniej tam bywa;)[/QUOTE] Oj trzymam mocno kciuki!!!! Ja nie dam rady pojechać do Pruszkowa. Mam codzienne wizyty u weta z psami mojej koleżanki. Wczoraj tak sie zakopałam, że mnie jacyś ochroniarze wypychali. Koszmarnie się jeździ:-( A może warto Panu wysłać wyraźniejsze zdjęcia na maila, żeby określił jak bardzo jest zdecydowany na Lemonka? Mam nadzieję, że to ktoś fajny...
  7. Świat jest jednak mały:-) Teraz okazało się, że znamy się z Luczter;-) Poznałyśmy się przy okazji próby wykradania szczeniaczka z mieliniarskiego domu w jej miejscowości. W końcu sunia zostala wykupiona, a Teresa z przejęcia zgubiła kluczyki do swojej bramy i razem z Neigh próbowałyśmy przeskoczyć przez wysokie ogrodzenie, żeby dostać się do niej na posesję;-) Na szczęście uratował nas sąsiad Tereski i pomógł otworzyć bramę..... pamiętasz tę akcję Teresa? Męczy mnie, czy ta sunia spod mojego balkonu, to rzeczywiście byla Inka. Czy ona mogła mieć jeszcze zapach cieczki? Bo ten nasz osiedlowy dyżurny mały psiak rzuca się na wszystko, co się rusza, a już jak atrakcyjnie pachnie, to nie ma zmiłuj. Było zresztą o nim tu ostatnio, ktoś myślał, że biedny psiak się zgubił przy Nugat i szukał mu DT;-) Zapytałam syna, czy jak wypadliśmy z domu łapać sunię wyglądąl przez balkon, żeby coś zobaczyć i czy mógłby rozpoznać na zdjęciach sunię. Niestety nie spotkało się to ze zrozumieniem, usłyszałam, że to jest choroba psychiczna i że staję się powoli Violettą Villas..... Syn jakoś nie podziela mojej miłości do czworonogów, a szkoda, bo na bank zaprosiłabym do naszej rodziny jakąś trzecią bidę...
  8. Jestem pod wielkim wrażeniem całej historii Ineczki i tego, co zrobiliście dla kolejnego psiaka!!! Nie mogę się oprzeć wrażeniu i gdyby to rzeczywiście byla prawda, byłoby mi łatwiej.... Otóż 26 grudnia rano, w czasie szykowania obiadu świątecznego, wystawiałam na balkon garnek. Mieszkam na Ursynowie... I nagle przed swoim balkonem zobaczyłam małą czarną sunię, łudząco podobną do Inki. Miała na sobie obróżkę i ciągnącą się smycz. Obok niej bardzo namolnie kręciły sie dwa psy, jeden dyżurny osiedlowy nieduży kremowy, drugi więszy, nieznany mi. Krzyknęłam do mojego TZ-a, żeby natychmiast przybiegł do mnie i patrzył, w którą stronę lecą a ja popędziłam ubierać się. Jacek zobaczył, że psy skaczą na sunię ostro, a ona się broni i zwinnie ucieka, więc podjął decyzję, że ruszamy razem samochodem, bo na piechotę jej nie dogonię. Zjechaliśmy na dół i wyjechaliśmy z garażu, trwało to pewnie ze 3 minuty. Suni i małego psa nie było, ale zostal duży, który starał się chyba znaleźć ich tropć i biec po ulicy. Jechaliśmy rozglądając się dookoła. Krążyliśmy małymi uliczkami, zatrzymywaliśy sie koło psiarzy i prosiliśmy, żeby w razie czego łapali suńkę i przede wszystkim sprawdzili, czy ma adresówkę. Niestety nie udało się nam jej znaleźć:-( Bardzo się martwiłam o nią, myślałam, że ma cieczkę i że psy ją gwałcą, a ona zestresowana nie znajdzie drogi do domu. Zastanawiam się teraz, czy to możliwe, żeby zdołała tyle przebiec i być na Ursynowie... Gdyby to była ona, ciężar spadłby mi z serca, bo martwię się, czy znalazła drogę do domu. Kiedy przyjedzie w sobotę mój Jacek, pokażę mu zdjęcia i filmik z Inką i zapytam, co on o tym sądzi. Nie wiem, jaki kolor smyczy miała, skupiłam się na niej... Tak, czy inaczej chciałam tylko napisać, że Beniusia jak zawsze jest niezawodna i naprawdę nie mogę wyjść z podziwu nad jej nadprzyrodzonymi zdolnościami. Jest NIESAMOWITA!!!!! Oczywiście Inka jest wspaniała, ale jestem pewna, że bez pomocy Beni, nie otworzyklaby się tak niewiarygodnie.
  9. A cóż to za nowe piękności u Was? Bo chyba Inka doszła niedawno?
  10. O matko, ile piękna i nieszczęścia w jednym:-( Czy dobrze rozumiem, że młodziutka sunia idzie do Megi i opiekuje się nią Mysza, a pozostałe psiaki nadal szukają miejsca? U Megi narazie miejsca dla samców nie ma (rozumiem, trudno z hoteliku zrobić ring do walki dominujących samców...)
  11. [quote name='Sol_1']A jaki jest obecnie dojazd do Bobrowca?? Da radę się przebić przez zaspy bez jeepa i napędu na 4 koła? ;)[/QUOTE] Da się, tylko trzeba uważać przy wjeździe na parking przy lecznicy. Chyba, że będzie odśnieżone, wtedy luz:-) Po drodze tylko uważaj, bo odśnieżone jest dosyć wąsko i jak jedzie autobus, to trzeba uważać, żeby się razem zmieścić:-)
  12. [quote name='Sol_1']A jaki jest obecnie dojazd do Bobrowca?? Da radę się przebić przez zaspy bez jeepa i napędu na 4 koła? ;)[/QUOTE] Da się, tylko trzeba uważać przy wjeździe na parking przy lecznicy. Chyba, że będzie odśnieżone, wtedy luz:-) Po drodze tylko uważaj, bo odśnieżone jest dosyć wąsko i jak jedzie autobus, to trzeba uważać, żeby się razem zmieścić:-)
  13. [quote name='ankekoval']Hej Ja byłam u Stefana w sobotę:) zabrałam go też na spacer:) Zawiozłam mu mięsko i trochę przekąsek. Oczywiście tez sie rozczuliłam nad jego klegami z sąsiednich boksów. Trzy z nich czekają też na adopcję.... Jeden /sasiad Stefana/ jest bardzo stay i ślepy, drugi szczeniak Flap -przekochany 1 roczny psiak i ułozony grzeczny Zefir, który jest już pół roku w Bobrowcu.... Stefan chyba lubi koleżków ale jest bardzo zazdrosny; kiedy karmiłam inne psy szczekał z zazdroscią.... Sfefan jest w dobrej formie. Rozmawiałam z Panią Doktor, jak skończy leczenie to go umyja i wyczeszą - jego sierść jest w fatalnym stanie. Poza tym jest przesympatycznym dzikuskiem-trzeba go trzymac na smyczy, żeby nie uciekł..... przy tym bardzo ufny - moze za bardzo -lgnie do każdego..... Podjedę do niego w tygodniu jeszcze i zawiozę chłopakom troszke przekąsek.... Jeśli bedzie trzeba opłacę z pieniażków . które uzbieraliśmy jeszcze dodatkowo w ppracy jego umycie i wyczesanie sierści.....[/QUOTE] Super, że coś zrobią z tą sierścią. Moim zdaniem on się męczy. Trudno powiedzieć co znajdą po wyczesaniu sierści, ale może mieć jakieś rany. Nie wiem, czy uda im sie go wyczesać. Nie wiem, czy n ie skończy się na goleniu, ale to nie w taką pogodę. Zefir jest tam pół roku? Niesamowite, taki fajny psiak:-( Mam nadzieję że ten szczeniaczek szybko znajdzie dom, bo to wielka przylepa. A Stefan jest rzeczywiście fajnym dzikuskiem, na szczęście bardzo dobrze nastawionym do ludzi.
  14. MOże warto poprosić lekarza, żeby zobaczyli jego oczy. Na przedostatnim zdjęciu widać zacieki od płynu, któy mu z oczu wycieka. Może to jakieś zapalenie spojówek, czy coś, chociaż oczy ma ładne. Mimo to, jak już jest w klinice, może ktoś mógłby zerknąć na nie. Jak wróciłam ze Stefanem ze spaceru, pan doktor odśnieżal wyjazd, żebym mogła wyjechać. Zostałam chwilę w pomieszczeniu z psami, pogłaskałam wszystkie, które tam było. No nie, poza jednym obok Stefana, który leżal i niewiele kontaktował. Jest tam tez prześliczny i skamlący szczeniaczek. Nie wytrzymalam i otworzyłam do niego drzwi i wzięłam malucha na ręce. Wtulil się i byl przeszczęśliwy, że ktoś sie nim interesuje. ja sie nie nadaję do takich spacerów, przeżywam potem każdą taką bidę:-(
  15. Dzięki kosu33, już wrzucilam:-)
  16. [quote name='megii1']Jeżeli chodzi o Telekarme to jak u nich się zamówi dostarczą szybko do nas:) My też u nich zamawiamy.[/QUOTE] Megi, a może Leminiada przelałaby Wam pieniądze i zamówilibyście razem ze swoją karmą? Wtedy chyba nie ma kosztów transportu i łatwiej Wam odebrac wszystko za jednym zamachem. Co o tymn sądziecie? Lemon wspaniale wygląda. To rzeczywiście zupełnie nie ten pies, którego wieźliśmy do Megi. Dziękujemy za opiekę nad nim:-)
  17. [quote name='gusia0106']Wczoraj na wieczornym spacerze trzy strzały - jeden po drugim więc....[/QUOTE] Dzisiaj też... Najpierw o 14 i moje dwa psy wiały przez ulicę:-( Potem wyszłam o 18:20, żeby pospacerować przed światełkiem..... I znowu łubut jeden po drugim strzał. Jak już dobiegaliśy do klatki, to tuż obok nas jakis kretyn strzelił, więc puściłam wiązankę, aż sie nasz pan dozorca zdziwił. Szlag niech trafi tych bezmózgowców:-(
  18. Byłam u Stefana.... To przekochany pies! Tak się ucieszył, że ktoś go zabiera na spacer, że zapomniałam w sekundę o tym, jak sie prawie zakopałam po drodze:-) Na początku mało go interesowało kto jest na drugim końcu smyczy. Ciągnął bardzo i siusiał, siusiał i siusiał:-) Potem jeszcze dwa razy zrobił wielkiego kupala. I dopiero wtedy zaczął merdać ogonem, reagować na mój głos i na smakołyki, które mu dawałam. Na smyczy ciągnie, ale to dlatego, że go rozpiera energia, żeby się poruszać. Na psy zza płotów reaguje zaciekawieniem, raz tylko szczeknął na jednego, ale nieagresywnie. Byliśmy ponad pół godziny, doszliśmy do lasu i tam pospacerowaliśmy. Jest stale uśmiechnięty, ciągle merda ogonkiem,. Niespokojny byl dwa razy - raz, jak go przywiązalam na smyczy do drzewa, żeby pstryknąć kilka zdjęć. Na początku nawet piłką chciał się bawić ale po chwili zaczął się szarpać więc sesja zdjęciowa szybko się skończyla i poszliśmy dalej. Drugi raz zaplątal łapę w smycz i pochyliłam się nad nim, żeby delikatnie mu ją wyjąć. Kiedy wyjmowałam smycz i podniosłam szybko ręke do góry, skulił się szybko i był przestraszony. Natychmniast kucnęłam, wygłaskałam go i już było dobrze. Uwielbia, jak się go drapie koło uszu i po całym ciele. Z tym kołtunem musi mu byc gorąco w pomieszczeniu i swędzieć go. Jak już zrobi się cieplej, koniecznie trzeba pomyśleć o ogoleniu mu tego wszystkiego. Teraz uciekam, będę wieczorem i mogłabym komuś przesłać zdjęcia, żeby je wrzucić, czy ktoś mi pomoże? Zostawiłam mu ucho do gryzienia. Wziął je już w boksie w pyszczek i koniecznie chciał z nim i ze mną iść stamtąd:-) FAAAAAAJNY JEST.......
  19. [quote name='gusia0106']Ale kupiłam też Manusan, o który prosiła mnie Nutusia dla Toski. Jeśli znacie historię to wiecie jak tam jest - pies, na DT, który choruje bez przerwy, kasy nie ma ani grosza prócz jednorazowych wpłat z bazarków, a ilość leków i wizyt u weta jakie Magda robi z Toscą.....no szkoda gadać mówiąc w skrócie. Czy zgodzilibyście się, żeby Manusan dać Tosce w prezencie i nie brać od Magdy za niego kasy? Plis :oops: [/QUOTE] Gusiu, to piękny gest i jestem jak najbardziej za!!! Miałam przyjemność poznać Magdę i Toskę i kiedy widzę, jak pięknie ta dziewczyna walczy o sunię, łapie mnie coś za gardło. Z tak strasznego stanu ją wyprowadziła, że jeżeli tylko są fundusze na pomoc, to uważam, że trzeba to zrobić i już! Marlej ma wokół siebie grupę zakochanych ciotek, niech i Toska uszczknie z tego odrobinę:-) Zwłaszcza, że jest kochana...
  20. [quote name='Greven']O psa trzeba walczyć... do granic rozsądku. Najważniejsza jest gusia, jej bezpieczeństwo. [/QUOTE] Kochani, proponuję uznać, że powyższe zdanie jest naszym wyznacznikiem i że wszyscy zdajemy sobie sprawę że ta sprawa nie ma jeszcze szczęśliwego zakończenia i że może być różnie. Narazie jednak Gusia mówi o szansie dla Marleja i bardzo Was proszę, nie zastanawiajmy się, czy i kiedy powinna go uśpić. Dla mnie oczywiste jest, że w przypadku utrzymania się agresji trzeba będzie powrócić do tematu i że jest to jeden z możliwych scenariuszy. Jeśli Gusia będzie tego chciała, będę z nią w takej sytuacji u lekarza. Ale ciągle mam nadzieję, że on się uspokoi po tych kilku dniach wariactwa i że może coś z tego jeszcze będzie. To wspaniały pies, ale musi mieć jakiekolwiek szanse na adopcję. Pozwólmy popracować jeszcze Gusi i Piotrowi nad nim, co?
  21. Jak dam radę, to podjadę. Idę na jego wątek, żeby się czegoś dowiedzieć. Edit: Myślałam, że w niedzielę, jak będę jechac do Stefanka... Dzisiaj nie ma szans, jutro spróbuję namówić syna, żeby mi mój samochód zostawił. Problem w tym, że juz mu go obiecalam na cały dzień.... Będe śłedziła na kiedy sie umawiacie i jak będę mogłą, to dam znać.
  22. A czy wiadomo, kto w razie czego wyprowadzi Tinkę i zaopiekuje się nią, jeśli starsza Pani się rozchoruje? Bardzo obawiam się, że jeśłi coś się stanie, to Tinka znów wyląduje na lodzie:-( Czy ta Pani ma rodzinę która w razie czego weźmie Tinkę do siebie? Wybaczcie pytanie, ale znam sytuację, w której po kilku miesiącach pies wrócił do schroniska, bo starsza Pani zaniemogła i poszła na długo do szpitala:-(
  23. [quote name='ankekoval']Hej Ewa umówmy się proszę na odwiedziny Stefana w weekend tak, żeby sie nie zdublować w tym samym czasie- co myślisz??? Może ja pojadę w sobotę a Ty w niedzielę - lub odwrotnie.... Daj znać jak Twoje plany. Pozdrawiam! p.s. Nasza firma też zebrała spora sumę pieniążków na ewentualne dalsze hotele dla niego.... Mam nadzieję, ze jednak znajdziemy dom! Pozdrawiam![/QUOTE] Aniu, w takim razie ja postaram sie wpaść w niedzielę. Sobotę poświęcę moim psiakom, zrobimy sobie super długi spacer na skarpę. W niedzielę pojechałabym przed południem wyprowadzić Stefana, pewnie między godziną 11, a 14. Wezmę dłuższą smycz, a najlepiej zepnę dwie długieżeby chłopak miał szansę pochasać trochę. Zabiorę mu jakieś ucho do gryzienia, żeby potem miał zajęcie w lecznicy:-) No i jakieś inne smakołyki, które dam mu na spacerze;-)
  24. No nie jest fajnie:-( A co z tym polepszaczem nastroju Gusiu? Myślę że warto o nim pomyśleć teraz... Przeczytałam artykuł, którego link podała tu Asior i zastanawiam się, czy może zamiast RC dla owczarków, nie kupić Marlejowi Fitminu (niedrogi, z dobrym składem i ponoć super pyszny) To pozwoliłoby zaoszczędzić trochę kasy i kupić ten lek. Myśłcie dziewczyny. jakby co, to Jacek do 15 stycznia jest w Niemczech. Gdyby tam było taniej, to mógłby może poszukać tego leku.
  25. To rzeczywiście ciężka sytuacja... Z jednej strony dobro i bezpieczeństwo psa, z drugiej ktoś, kto ewidentnie dba o niego i chce w jej pojęciu jak najlepiej..... Mnie martwi, czy on jest zdrowy. Ostatnio bezdomny Stefan z budowy po potrąceniu przez samochód trafil do kliniki. Okazało się, że oprócz urazu łapy, ma mopzne zapalenie pęcherza, zapewne od spania na mrozie. A jak ten biedak wytrzymuje te mrozy? Na innym wątku jest zagłodzony boksio, który ma odmrożone jejeczka i konieczna jest kastracja:-( Może warto o tym powiedzieć tej Pani?
×
×
  • Create New...