-
Posts
29115 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
30
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Ewa Marta
-
Idolek odszedł za TM:-( Nie chciał już walczyć...
Ewa Marta replied to Ewa Marta's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
i kolejne zdjęcia... -
Idolek odszedł za TM:-( Nie chciał już walczyć...
Ewa Marta replied to Ewa Marta's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Dzisiaj Idol po raz pierwszy dostanie leki w kuleczce z karmy z puszki. Mam nadzieję, że posmakuje mu ta zmiana. Okazuje się, że to wielki zazdrośnik. Kiedy jest na ręach i próbuje podejść do niego jakiś pies, robi się bardzo groźny i wystawia zęby udając bardzo groźnego psa:-) Ewidentnie mial kiedyś fajny domek i z nieznanych nam powodów stracił go. Po spacerze i śniadaniu układa się na nogach Pani Eulalii i siedzi tak pó godzinki przyjmując pieszczoty. Dopiero potem idzie na wybrane przez siebie miejsce w kuchni i zasypia na poduszce. Nie boi sie podnoszenia do góry, siadania na kolanach, bardzo to lubi. Wrzucam trochę zdjęć z dzisiejszego spaceru i z wieczornej wizyty w domu. Chcąc pokazać Wam, jak się tuli do człowieka, wrzucam zdjęcia Idola w objęciach swojej opiekunki (za jej zgodą oczywiście) i moje z nim. Aparat trochę go rozpraszał, bez lampy zachowuje się bardziej swobodnie, co chwilę rozdaje buziaki i mruczy sobie zadowolony, że ktoś się nim interesuje:-) [FONT=Calibri]Nie boję się Ciebie[FONT=Wingdings][FONT=Wingdings]J[/FONT][/FONT] Idealny sposób porozumiewania się z opiekunką[FONT=Wingdings][FONT=Wingdings]J[/FONT][/FONT] Temu dużemu Rudemu też wyszczekam co o nim myślę[FONT=Wingdings][FONT=Wingdings]J[/FONT][/FONT] Dobrze wiem, gdzie stanąć, żeby załapać się na smakowity kąsek [/FONT] -
MAJA - ONkowata sunia już zdrowka! Już w domku :)
Ewa Marta replied to gusia0106's topic in Już w nowym domu
No pewnie, że miała farta:-) U Ronji to sama czasami pomieszkałabym na DT;-) Zapomniałam napisać, że łasuch z niej wielki i cokolwiek człowiek ma do jedzenia, znika w sekundę w jej pyszczku. Narazie nie rozumie jeszcze, że jedzenie nie zniknie i jak zje jedno, to niebawem pojawi się kolejne. Ronja mówi, że ma smutne oczka. Sama nie wiem, pyszczek uśmiechał się tak szeroko, że i oczy robiły się radośniejsze:-) Faaajna jest, naprawdę:-) -
MAJA - ONkowata sunia już zdrowka! Już w domku :)
Ewa Marta replied to gusia0106's topic in Już w nowym domu
A ja chciałam napisać, że kilka dni temu widziałam Majeczkę w jej DT. Jest przeuroczą i bardzo mądrą sunią. Do tego tak pięknie i delikatnie domaga się uwagi (popiskując cichutko), że nie dałam rady i wygłaskałam słonko gołymi rękami:-) Potem umyłam porządnie ręce i chyba nic mi nie jest;-) Ronja też nie może się jej oprzeć i przytula piękny pyszczek. A Maja jest CZARUJĄCA!!!! Jak już wyjdzie z tych wszystkich chorób, będzie jeszcze ładniejsza, ale już teraz oczarowuje całą sobą. Bardzo towarzyska i grzeczna, reaguje na swoje imię, jest posłuszna i mocno trzymam kciuki za jej zdrowie i domek na zawsze:-) -
Ania była właśnie u Rufusa. Nasz kochany psiak jest grzeczny w klinice, dopuszcza do siebie wszystkich w lecznicy. Niesamowicie się ucieszył, kiedy zobaczył Anię i w chwili rozstania nie bardzo chciał ją puścić. Popiskiwał, chcial iść z nią. W związku z tym pani doktor powiedziała, że jak nie musimy do niego jeździć, to lepiej zostawić go na kilka dni i nie odwiedzać. Oni wychodzą z nim na spacer, ma doskonałą opiekę, więc nie musimy się o nic martwić. Oni rozumieją, że chcemy pomóc, ale pokazując sie mu raczej przeszkadzamy:-( Okazało się, że dobrze zrobiłyśmy decydując się na badanie krwi. Chłopak ma kiepski wskaźnik dotyczący wątroby. Pani doktor zaleciła branie Essentiale forte przez 2 tygodnie (2 razy po 2 tabletki), a potem znowu badanie krwi, żeby sprawdzić jak wygląda wątroba. Opakowanie 50 sztuk kosztuje prawie 30 złotych. Nie mamy w tej chwili tyle pieniędzy, dlatego poprosiłam wspaniałego Anioła:-) z innego wątku o możliwość pożyczenia jednego opakowania przeznaczonego dla innego psiaka. Tamten ma zapas leku na 100 dni, mam więc nadzieję, że do tego czasu zbierzemy jakieś pieniądze i oddamy Essential. Jakby nie patrzeć, każda złotówka jest w tej chwili dla nas ważna. Cieszę się, że wiemy co mu dolega i że nie jest to nic bardzo poważnego. Sądzę, że po Essentialu wyniki poprawią się. Bardzo Wam dziękujemy za pomoc, za to, że jesteście tu z nami. jestem pewna, że Rufus znajdzie dom, bo jak się okazuje jest pogodnym, kochanym psiakiem, któremu potrzeba tylko stabilizacji i własnego miejsca na ziemi. Poszukamy mu takiego, to właśnie mu obiecałam na ucho, kiedy już spał:-) A może ktoś z Was ma szansę załatwić Essentiale taniej? Będziemy wdzięczne za każda możliwość, która pozwoli nam zaoszczędzić parę groszy...
-
Jest naprawdę piękny, ale sama Ronja wiesz, że czasami psiak jest zjawiskowy, a domu znaleźć nie może:-( Tak jak Polo...
-
[IMG]http://img705.imageshack.us/img705/5623/87067698.jpg[/IMG] I jak go nie kochać:-) [IMG]http://img519.imageshack.us/img519/8580/96200020.jpg[/IMG] [IMG]http://img705.imageshack.us/img705/3112/79655940.jpg[/IMG] :-)
-
Kochani, jest tak, jak napisała Ania. Rufus zaskoczyl mnie bardzo tym, że ruszyl do mnie radośnie i natychmiast chciał mi dawać buzi. Jest niesamowicie energiczny i roześmiany. Do samochodu wszedł bez problemu, ale w środku nie wiedzial koło której z nas siedzieć:-) Łądował sie do przodu i znowu bral się za całowanie. Po chwili szedł do Ani i powtórka całowania:-) W końcu dał się jakoś spacyfikować i siedział z tyłu, ale widać, że energią mógłby zarażać:-) Jest super! Przemiły i kochany naprawdę. W przychodni był jak dla mnie zadziwiająco grzeczny, a Panią Grażynę Szapołowską zauroczył mądrymi oczami:-) Chciała go głaskać ale namówiłyśmy ją, żeby podziwiała go z daleka. Dostał bolesny zastrzyk usypiający i w momencie, kiedy pani doktor mu go robiła, wskoczył Ani i mnie na ręce. Bal się, ale nie wykazał agresji, raczej panikę, co jest normalne w takiej sytuacji. Aniu, jesteś pewna, że zapłaciłyśmy za 4 dni, a nie za 3? Pani doktor zszyje go tak, żeby nie trzeba mu było zdejmować szwów, w związku z tym po kilku dniach można chłopaka zabierać do Patrycji. Narazie zobaczymy jak wyglądaja jego wyniki. Kochani, ja wiem, że oszczędzamy każdą złotówkę, długo biłyśmy się z myślami z tymi badaniami. Doszłyśmy jednak z Anią i z pania doktor do wniosku, że podstawowe badania trzeba mu zrobić, inaczej nic nie wiemy o jego stanie zdrowia. Udało nam sie namówić Panią doktor na zmianę stawki dobowej z 30, na 25 złotych. Obiecałyśmy, że będziemy dwa razy dziennie przyjeżdżać do Rufuska i wyprowadzać go na spacer. Zaraz wkleję kilka zdjęć z dzisiaj, Robienie mu ich nie jest łatwe, bo on przemieszcza się w zawrotnym tempie. Uwierzcie mi, spotkanie z nim to murowane zauroczenie:-)
-
Idolek odszedł za TM:-( Nie chciał już walczyć...
Ewa Marta replied to Ewa Marta's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Kochani, dzisiaj jakaś Pani dzwoniła do Pani Eulalii i pytała o szczepienia psiaka, o to, czy ma szczepienia zapisane w książeczkę i pytała jak się Idolek czuje. Czy to Ty Mru? Pytam, bo Panie E. nie dosłyszała jak się ktos przedstawiał:-) Na prośbę pani E. kupiłam małemu dzisiaj dwie puszki karmy nerkowej. Kończymy podawanie nawet odrobiny kurczaka i leki Idolek będzie dostawał w tej karmie z puszki. Pani E. zamrozi na małe porcyjki karmę z otwartej puszki i starczy na kilka dni. Kupiłam dwie różne karmy, bo wet powiedział, że przy takiej ilości nie ma znaczenia, czy będzie ta sama, czy inna, a lepiej sprawdzić, która mu bardziej smakuje. Wydałam 21 złotych i jeśłi pozwolicie, odpiszę to od 80 złotych, które dostałam na wydatki dla Idolka. a to zakupione puszki:-) -
Próbowałam wczoraj tłumaczyć jej to kolejny raz... Ten DT to taki dom, w którym dobro zwierząt jest na pierwszym miejscu, dlatego ona się tym tak martwi. Najśmieszniejsze jest to, że pozostałe psiaki przepadają przede wszystkim za opiekunką, dopiero potem w hierarchii stoi opiekun. Sonieczka wybrała inaczej, byc może przez swoje wcześniejsze doświadczenia. Ja obłaskawiam ją już tyle czasu i też dopiero teraz podeszła, a Jacek wszedł, usiadł, wyciągnął rękę z ciasteczkiem i podeszła do niego... Sonia rzeczywiście woli facetów i to staram sie naszej wspaniałej dziewczynie tłumaczyć. Podchodzi do niej z taką samą miłością i cierpliwością jak jej TZ. Ja zresztą uważam, że Sonia dobrze się z nią czuje, tyle, że jak ma ich dwoje obok siebie, to idzie do..... opiekuna:-) Wczorajszy widok Sonieczki był plastrem miodu na moje serce:-) Taka wyprostowana, chodząca sobie gdzie chce i piękna!!!
-
[quote name='irenaka']Podpisuję się pod każdym Twoim słowem Ewo, uważam jednak, że nie ma sensu dyskusja na ten temat. To tak jakby ktoś chciał Cię przekonywać, że jazda hulajnogą jest bardziej komfortowa niż mercedesem. Byłam chyba jedną z nielicznych osób które wierzyły, że Sonia ma szansę na odrobinę normalności. Część ludzi uważała, że powinna zostać w hotelu, że buda to wszystko co powinna mieć i najlepiej dać jej święty spokój. Ja nie żałuję swojej decyzji, wiem, że teraz Sonia cieszy się z dotyku człowieka, że powoli mija strach przed kontaktami z ludźmi. Powoli, małymi kroczkami otwiera się i widać, że zabawa z psami jej nie wystarcza, że kontakt z człowiekiem staje się bardzo ważny i potrzebny. Wegetacja Soni w hotelu w żaden sposób by jej nie pomogła. Ona w tej chwili ma dopiero szansę na odrobinę normalności. Boję się tego co Ty, że jeżeli znajdzie się dla niej dom, to się cofnie i mając tego świadomość czuję się jak saper na polu minowym. Oddanie Soni do [FONT=Tahoma]jakiegokolwiek[/FONT] domu będzie dla niej szokiem a dla mnie [FONT=Tahoma]niekończącym[/FONT] się stresem, czy ludzie podołają, czy stać ich będzie na tyle wyrzeczeń, cierpliwości i miłości dla Soni aby ponownie zaufała. Czas pokaże, co dla Soni szykują tam w górze. Jeszcze raz podkreślam, że decyzja o przenosinach Soni była tylko moja i biorę za to pełną odpowiedzialność. Mam nadzieję Ewo, że nie[FONT=Tahoma]zdenerwowałaś[/FONT] się zbytnio, bo obie wiemy, że DT Soni to ludzie z nieprawdopodobnym oddaniem dla swoich [FONT=Tahoma]podopiecznych[/FONT] i z całą pewnością robią wszystko dla dobra Soni, chylę czoła przed ich oddaniem i ciężką pracą. To jaka jest dzisiaj Sonia zawdzięczamy tylko im. Bywam w DT Soni i widzę ile pracy wkładają w nią opiekunowie. I tak jak Ty Irenko uważam, że to była najlepsza decyzja dla Sonieczki. Musimy mieć świadomość, że zmiana miejsca będzie dla niej stresem, ale jestem pewna, że mając w tej chwili takie doświadczenia z człowiekiem, łatwiej zniesie to wszystko. Niedawno odjeżdżał do DS jej towarzysz zabaw. Przyznam teraz głośno, że spać nie mogłam zamartwiając się, jak ona to zniesie, czy się nie zamknie w kokon... Owszem była bardzo smutna kilka dni, lekko się wycofała, ale po kilku dniach okazało się, że Sonia wyszła z tego i potrafiła w tym stadzie znaleźć sobie kolejnego przyjaciela!!! Biega z nim jak szalona na spacerach, bawi się jak szczeniak:-) Kiedyś myślałam, że zmiany nie są dobre. Teraz widzę, że one wzmacniają psa, jeśli czuje się kochany. I również uważam, że to była najlepsza dla Soni decyzja:-)
-
To już dzisiaj....
-
Idolek odszedł za TM:-( Nie chciał już walczyć...
Ewa Marta replied to Ewa Marta's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
[quote name='Kociabanda2']Szczęściarz kochany :loveu: z tego Idolka. Oby tak dalej :)[/QUOTE] Ze Stefana, który znalazł u Ciebie cudowny DT też jest szczęściarz:-) Te psy niewiarygodnie odżywają, kiedy poczują, że komus na nich zależy... -
Idolek odszedł za TM:-( Nie chciał już walczyć...
Ewa Marta replied to Ewa Marta's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Dzisiaj Idol przywitał mnie biegnąc do mnie w podskokach:-) Byłam w takim szoku, bo spodziewałam sie jego dreptania i merdającego ogonka, a zobaczyłam rozbrykanego psa, skaczącego sobie radośnie, ogon latał mu ze dwa razy szybciej, niz normalnie:-) Do tego w krótkim czasie, kiedy pod opieką trzech osób chodzil sobie z przypiętą puszczoną luzem smyczą obwąchiwal wszystkie kąty, odchodził 2-3 metry od nas, ale po chwili szybko wracał. Widać że się pilnuje, ale jednocześnie ma chęć na zwiedzanie, poznawanie nowych zapachów na górce. Słuchajcie, to nie ten sam pies:-) Do tego zjada wszystko co dostaje z apetytem, nie zostawia nic w miseczce i załapał, że jak na koniec spaceru rozdają smakołyki, to trzeba ustawic sie strategicznie blisko nóg karmiącego, wtedy można załapac się na więcej:-) Jedyny zgrzyt, to kiedy wzięłam go jak zawsze na ręce i Idolek mruczal sobie zadowolony, mój Sam nie wytrzymal nerwowo i kiedy stawiałam Idola na ziemii, pokazal mu zęby. Nic się nie stało, ale doszliśmy do wniosku, że muszę mniej okazywać mu uczucia, bo stanie się wrogiem Sama i kiedyś może coś się stać. Sam toleruje głaskanie innych psów, ale branie na ręce, kiedy on nigdy nie był brany (33 kg to za dużo jak dla mnie) budzi jego wielką zazdrość. Bardzo żałuję, że nie miałam aparatu, bo Idolek skakal dzisiaj i pląsał, jakby mu lat ubyło:-) Mniej się trzęsie i raźniej spaceruje. Jest kapitalny jednym słowem:-) I bardzo wyraźnie widać, że odżył po lekach i w domu, gdzie ma ciepło, swoje miejsce i dużo czułości:-) -
Romi, jeśli nie widzisz różnicy pomiędzy przebywaniem w najlepszym nawet hoteliku, ale z dala od mieszkania a tym, że Sonieczka mieszka w tej chwili na prawach "członka stada" w domu obok ludzi, to nie umiem znaleźć argumentów, żeby Cię przekonać, że to była decyzja najlepsza z możliwych. Kiedyś myśleliśy, że Sonia nie może mieszkac w mieszkaniu. Teraz okazuje się, że znakomicie funkcjonuje w domu z ludźmi, nie wdaje się w żadne zatargi z innymi psami. Potrafi wejść na łóżko, w którym śpi człowiek, nie stresują ją dźwięki dnia codziennego w domu... Wybacz, ale to przy psie takim jak Sonia wiadomości bezcenne. Dają większe możliwości szukania jej domu. W jaki sposób Sonia byłaby o wiele dalej w Niepołomicach, jeśli nie dostałaby tych wszystkich możliwości? Żyłaby sobie zadowolona, ale obok, bo nie musiałaby być tak blisko ludzi. Być może kolejna zmiana domu w jej życiu spowoduje, że znowu się cofnie, ale jestem pewna, że łatwiej potem dojdzie do siebie. Dlaczego? Bo ona bardzo obserwuje to, co dzieje się dookola niej. Najpierw uciekała do swojego kojca w każdej sytuacji, która ją niepokoiła, teraz kojec stoi niewykorzystany i zmknięty, bo Sonieczka nie ma zamiaru tam wracać. Nie potrzebuje już samotności z dala od człowieka, bo tym, z którymi mieszka uwierzyła. I choć pewnie nigdy nie będzie psem skaczącym komuś na kolana i łaszącym się, to jeśli znajdzie czuły i kochający dom, wiadomo już, że po jakimś czasie przystosuje się do życia. Gdybyś zobaczył dzisiaj jej pyszczek i oczy - była spokojna i doskonale wiedziała, że może, ale nie musi do nas podchodzić. W trakcie wizyty wielokrotnie przechodziła sobie po pokoju w różne miejsca, ale ani razu nie wyszła dalej!
-
Przecudne są razem:-) To takie wspaniale, kiedy sunia ma szansę na spokojne, bezstresowe macierzyństwo..... Mam nadzieję że wygrywacie z robalami:-)
-
Idolek odszedł za TM:-( Nie chciał już walczyć...
Ewa Marta replied to Ewa Marta's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Zdrówko dopisuje, jak najbardziej:-) Idolek coraz częściej jasno określa innym psiakom w domu, gdzie jest jego teren i gdzie nie powinny mu przeszkadzać w drzemce. Zdarza mu się obszczekać któreś, kiedy podchodzi za blisko jego siedliska koło kaloryfera. Poza tym wczoraj ani razu nie załatwił się w domu!!!! Leki zaczynają jednak działać:-) -
Będę tuż po 15 u Rufusa, a Ty Aniu jak pisałaś będziesz u niego już o 13. Czy on będzie na czczo?
-
Widziałam dzisiaj Sonieczkę na żywo. To nie ta sama sunia... Ona nareszcie przestała marzyć o tym, żeby się zapaść, żeby jej nie było. Kiedy weszłam, została w pokoju, w którym byłe wszystkie psiaki i domownicy. Usiadłam i zaczęłam rozdawać smakołyki i nagle... okazało się, że Sonieczka podchodzi powoli od tyłu:-) najpierw, żeby jej nie stresować, dawalam jej smakołyk z ręki, ale nie patrzyłam na nią. Brała, a raz polizala mnie po pustej ręce:-) Rozmawialiśmy z jej opiekunami, a ja w trakcie miziałam wszystkei zwierzaki, które podchodzily i Sonieczka spokojnie położyła się w swoim miejscu, troszkę z boku. Kiedy jednak bralam do ręki pudelko ze smaczkami, od razu podchodziła, wprawdzie na odległość metra, ale tak, żeby zdołać wychylić łepek i wziąć jedzenie z ręki. Potem miala trudniej, bo trzymalam smakołyk blisko siebie. W końcu przyszła:-) I tak sobie byłyśmy w jednym pokoju, a w pewnym momencie nawet na jednym materacu:-) Sonia na nim leżała, a ja powolutku usiadłam. Nie uciekła!!!! Reaguje pięnie na swoje imię, jej wzrok nie jest juz taki przerażony. Jest nieufna - to na pewno, ale kilka razy powąchala moją rękę, a raz udało mi się ją delikatnie pogłaskać. Widać jednak, że najważniejszy jest dla niej opiekun, za nim wodzi wzrokiem i z nim jest związana. Na dzień dzisiejszy jakoś sobie ułożyła, że to jest jej dom i jest tam bezpieczna. Jak to będzie, kiedy znajdzie ten naprawdę docelowy - trudno powiedzieć. Jej opiekun mówi, że najbardziej martwi się, że pojedzie, a potem ktoś ją odda z powrotem i jak ona wtedy zaufa od nowa.... Narazie jednak Sonieczka pozbyła się tej porażającej ją traumy i strachu przed wszystkimi ludźmi. Mojego Jacka też jakoś tolerowala i podchodzila po smakołyki. Oboje doszliśmy do wniosku, że na ten moment nie boi się już tak potwornie, ale też ludzie nie budzą w niej sympatii na tyle dużej, żeby do niech lgnąć, czy zaczepiać. W stosunku jednak do tego, co było jeszcze niedawno, to olbrzymia różnica. Ona obserwuje wszystko dokoła, uszka ma postawione i przestała się tak potwornie bać.
-
[quote name='Luczater']Dziękuję za sprostowanie. Przeprosiny, jeśli już, to należą się między innymi Ewci ... ona również należała do tego klubu :p .[/QUOTE] Teresko, to ja powiedziałam Ani, żeby napisała, że wpłaca Luczater:-) Wydawalo mi się, że wiemy doskonale, że pieniążki zostały po akcji zbieranie na Karmelka. Przyznam, że ani ja, ani moja przyjaciółka Ania J. nie mamy problemu z tym pod jakim hasłem pieniądze docierają do Rufusa. Najważniejsze, że są:-) Ale oczywiście jak sobie życzysz, to Ania zmieni zapis;-) Mam tremę przed poniedziałkiem, wtedy wieziemy Rufuska do kliniki na kastrację. Trzymam kciuki, żeby wyniki miał dobre i żeby kastracja doszla do skutku. No i żeby nie szczekał, bo tam zdaje się nie bardzo mogą trzymac takie szczekające psiaki... A on tak bardzo potrzebuje kontaktu z człowiekiem.... Narazie najbardziej z Anią ale jesteśmy dobrej myśłi i wierzymy, że pokocha jeszcze kogoś:-) Bardzo dziękuję wszystkim, którym los tego pięnego psiaka nie jest obojętny. Wystarczy mu tej tułaczki, za moment pojedzie do Patrycji, a stamtąd mam nadzieję do własnego domu, gdzie w końcu zakotwiczy na dłużej...
-
Napisalam długi post i mi go wcięło..... Więc już krótko dopytam, czy to znaczy, że na wydatki Stefana pozostało 182 złote?
-
[quote name='ankekoval']Pani weterynarz powiedział, że dla Azylu ceny są niżesz - ok 220 zł. Na konto azylu już wpłynęło tyle pieniążków, ze mogliby to sfinansować... Co myślicie - czy to dobra decyzja- ta kastracja???[/QUOTE] Poprawka do mojego poprzedniego postu. Okazuje się, że Azyl owszem miał finansować, ale z zebranych przez nas pieniędzy:-( Pytanie ile ta kastracja kosztowała... Czy można prosić o wklejenie skanu faktury za poszczególne pozycje? W poście 370 Sol- pisała, że zapłaciła za pobyt psa do dnia 18 stycznia. Podala konkretne kwoty. A tu jeszcze jeden cytat z rozliczeniem: [quote name='ankekoval']Chciałbym podsumować wydatki na Stefana w lecznicy w el-wet'cie w Bobrowcu: I tydzień pobytu Stefana od 4 do 11.stycznia +antybiotyk na tydzień opłaciłam osobiście - 243zł /4.01/ II tydzień pobytu od 11-18 stycznia + badania opłaciła SOL - coś ponad 300zł -o ile pamiętam w ostatnią sobotę 16.stycznia zapłaciłam kolejne 121 zł za karmę Tak więc najbliższy tydzień od 19 do 26 stycznia jest nieopłacony -może Fundacja mogłaby pokryć te koszty? + ewentualnie kastrację Stefana. Taubi czy możemy się tak umówić?[/QUOTE]
-
[quote name='Kociabanda2'][B]Ewa Marta[/B] dobrze zrozumiałam? Azyl miał pokryć koszty kastracji i ostatniego tygodnia pobytu? Jej... już mnie głowa o tych finansów boli :/[/QUOTE] No ja tak zrozumiałam z wcześniejszych postów. W pewnym momencie Ania chyba tak pisała. Dogo działa mi bardzo wolno, bo bym poszukała....
-
Raczej nie jest na minusie, bo Azyl zgodził się na sfinansowanie kastracji i pobytu kolejnego tygodnia, za który zapłacił... Droga ta klinika i jeśli kastracja kosztowala 250 zł, to mnie trochę dziwi... Podobno miało byc tanio ze względu na to, że to pies Azylu. Ja u mojego weta w Warszawie załatwialam kastracje dużego psa za 200. W poniedziałek ksatrujemy kolejnego dużego na Kosiarzy za 160. Rozumiem, że Azyl zażądał wyboru kliniki i nie wyrazil zgody na to, żebyśmy szukali sami, ale byłam pewna, że to oznacza ulgowe ceny, a nie zdzieranie:-( Czy uda się poprosić o to, żeby jasno napisali co finansowali oni, co poszło z naszych skladkowych i na ile zwrotu po okazaniu rachunków można liczyć? Bo już odliczenie samej kastracji daje nam plus... Szkoda, że taki zgrzyt powstał na koniec... Psiak cudowny, dostał wspaniały DT, w którym zostanie przetestowany w każdej sytuacji - to przecież bezcenne informacje do szukania stałego domu.