-
Posts
29251 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
31
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Ewa Marta
-
Bardzo serdecznie dziękujemy kado za wpłatę 30 zł stałej na marzec Swoją stałą marcową 30 zł też wpłaciłam. Kilka dni temu pojawiła sie nadzieja, bo zadzwoniła bardzo fajna Pani w sprawie Brawurki do Alaskan. Bałyśmy się cieszyć, więc spokojnie czekałyśmy na rozwój sytuacji. Niestety Pani po pierwszej rozmowie i wymianie kilku smsów przestała się odzywać:(
-
Na koncie Gucia pojawiło się 103 zł z bazarku Poker Bardzo, naprawdę z całego serca dziękujemy (Ellig i ja) Ci Poker za to, że zauważyłaś naszego podopiecznego. Szczęśliwie wyniki wyszły nieźle, ale Gucio to starszy psiak i w każdej chwili może coś u niego wyskoczyć. Tym ważniejsze dla nas jest stworzenie u niego poduszki finansowej, żeby mieć na jego badania i leczenie.
-
Chciałabym wysłać Wolfikowi 100 zł na razie. Będe myśleć gdzie jeszcze znaleźć dla niego fundusze. W pośpiechu wysłałam przelew do agat, ale udało się wycofać go z banku. Wpłacam na konto ZEA, bo widzę, że większość tak robi. Kochani, kto ile może - wpłacajcie. Jeśli Palladia będzie na niego dobrze działała, to potrzebne będą spore pieniądze:(
-
Palladię należy podawać w rękawiczkach gumowych z tego co pamiętam, bo może przenikać przez skórę. Kilka lat temu była bardzo droga, nie wiem jak teraz. No, ale bywa skuteczna, opóźnia rozrost niektórych nowotworów. Agata, podlicz finanse Wolfika. Przydałaby się jakaś zbiórka na jego leczenie. Może Tola zgodziłaby się zrobić mając dokumentację od weta?
-
Rokuś za TM [*] Kula zaginęła 1 sierpnia 2022 :(
Ewa Marta replied to Ewa Marta's topic in Już w nowym domu
Dzisiaj pożegnaliśmy ukochaną Peruszkę. Od dłuższego czasu chorowała. Cushing, niewydolność nerek i bardzo chore serduszko. Była cały czas leczona, pod opieką wetów. Niestety kilka ostatnich dni było bardzo żle. Nie była w stanie jeść, wymiotowała, widać było, że leki nie działają. Nie było już możliwości robić kroplówek, bo żyłki pękały, a skóra była jak pergamin. Ostatnie miesiące woziłam ją w wózeczku, bo bardzo chciała być z nami na spacerach, ale siły starczało na kilka minut dreptania. Wózeczek pokochała. Układała się zawinięta w kocyki i obserwowała otoczenie. Czasami jakiś większy pies podchodził się przywitać, bardzo to lubiła. Peruszeńka była chudziutka, skóra i kości mimo, że karmiłam ją kilka razy dziennie. Ostatnie dni jadła tylko suszoną pierś indyka i kaczki. Sama jej suszyłam, żeby nie była za twarda. Ciasteczka, paszteciki, gotowany indyk i gotowane jedzenie ją odrzucały. Rano byliśmy z Jackiem u weta z Peruszką. Zbadali ją i powiedzieli, że nic więcej nie da się zrobić. Oboje wiedzieliśmy, że nie pozwolimy jej się męczyć… Umarła w domu, w moich ramionach, do końca kochana bezgranicznie. Płaczemy po niej bardzo, mam wrażenie, że ktoś wyrwał mi kawał serca. Była cudowna, kochana, dobra, oddana, wierna, troskliwa, dzielna i najgrzeczniejsza. Przeżyła prawie 17 lat… Do zobaczenie najwspanialszą suniu