Ja i tak nie wszystko pisałam, bo by się tu wszyscy wykończyli.
W czwartek, 30 kwietnia, odezwał się do Kasi ten pan Przemek spod Gdańska. Że chciałby porozmawiać i kiedy zadzwonić, żeby spokojnie. Kasia do mnie, ja mówię gadaj z nim, może się okazać, że dom świetny i blisko.
Zadzwonił w piątek rano. Pani Anna oczywiście też wiedziała o tym. A Ogórek już na walizkach.
Długo rozmawiali, brzmiał bardzo rozsądnie. Powiedział, że wieczorem usiądzie z całą rodziną, przedyskutuje temat, bo to decyzja na całe życie psa, i w sobotę da znać. A Ogórek już na walizkach.
Ja z Kasią rozmawiałam jeszcze dłużej, na koniec powiedziałam, żeby go zwalić i jechać do Szczekocin, bo dwie sprawy. Po pierwsze bieganie i rower, to nie bardzo dla Ogórka. Po drugie dwuletnie dziecko - Ogóś by nie ugryzł na bank, ale gdyby było natrętne, to mógłby warknąć i wtedy nie wiadomo, co na to mamusia, bo mamusie są różne, a pies miał być kumplem dla faceta, nie dla całej rodziny wymarzonym przyjacielem. A Pani Anny jestem pewna, że na Ogósia krzywo nie spojrzy nigdy.
I chwała Bogu, że taką decyzję podjęłyśmy, bo skończyły się przedwyjazdowe nerwy, a facet nie odezwał się więcej :D