-
Posts
5821 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by bonsai_88
-
Zuzu, Raven, Hunter i koty plus inne potwory. Zapraszamy
bonsai_88 replied to evel's topic in Foto Blogi
Panbazyl mój "grubas" to nawet podobny wielkościowo do twoich labków jest ;). Porównywana na żywo była wielkości suki goldena [no, fakt, że dość sporej suki], ale od psa trochę mniejsza ;). Ale wiadomo - akurat nasze psiaki mają zupełnie inną budowę ciała... u mnie oba to anorektyki chodzące z natury :D -
Zuzu, Raven, Hunter i koty plus inne potwory. Zapraszamy
bonsai_88 replied to evel's topic in Foto Blogi
To wy macie szczypiorki, nie psy ;)... Ja postanowiłam "zeszczypiorkować" Birmę [i siebie również, ale gorzej mi idzie ;)] po ziemie, bo kudłata mi już 20 kg przekroczyła! Już ja nam przykleję pępki do krzyża, a co..... -
Moją wiochę znaleźmy już rok temu, ale najpierw potwornie długo się zastanawialiśmy nad kupnem, a później trzeba było przeczekać zimę :(. Swoją drogą furtki w najbliższym czasie MUSZĄ zostać doprowadzone do ładu... pół biedy, że Rocki ucieka... pół biedy, że teoretycznie kudłata też by mogła... Ale jak sobie wyobrażę Smoka na wolności i tych biednych ludzi narażonych na starcie z nim ;)... A Birma mogła by tylko w teori, bo żeby sama się beze mnie ruszyła gdziekolwiek ktoś musiałby podejść pod samą otwratą furtkę [odległość 5-10 m wystarcza do idelanego olania człowieka... a podjazd mamy 50 m do furtki] albo wziąć ją na smycz i wyprowadzić siłą ;). Co jak co, ale akurat z niej zawsze był pies wybitnie NIE stworzony do ucieczek po za zasięg wzroku :).
-
Vectra ja nic nie zostawiam - dopiero za najwcześniej 3 tygodnie tam zamieszkam ;). A na poważnie - Rocki albo sam otwiera furtkę[bo jedną z nich umie] albo ucieka cholera wie którędy. Po ucieczce mama zazwyczaj zostawia furtki otwarte, żeby mógł spokojnie wejść na podwórko. Za to jesli chodzi o dom, to tam na razie nie ma co ukraść, więc otwierania furtek się mama nie boi :D.
-
Powiadasz? To moze byś mnie odwiedziła..... tylko wiesz, przecież nie będę tulić obcej baby :D. Mam nowe wieści z placu boju - Rokuś pooowoooli przestaje uciekać dalej niż... Na Drugą Stronę Furtki. Wyłazi za furtkę, siada i dalej grzecznie pilnuje podwórka. W sumie to dobrze, że od furtki do drogi mamy jeszcze dobre 50 m :P. Po za tym mama doszła do wniosku, że Rocki był bity. Boi się mężczyzn trzymających coś w ręku [ja na pewno widziałam, że boi się wysokich meżczyzn], bał się nawet jej, jak podniosła kij do rzucenia :(. Mamy też postępy jeśli chodzi o samopoczucie na podwórku. Rokuś po raz pierwszy odkąd go znamy położył sięna środku podwórka :). Mama rozłożyła sobie krzesło do czytania książki, a on położył się obok mniej i padł..... zasnął i chrapał aż nam się świerki trzęsły ;). To dla nas spory sukces, bo wcześniej spał się tylko przy budzie i obok wejścia do stodoły. Ogólnie reszta podwórka dla mnie istniała wyłącznie jako kawąłek placu do biegania i spory kawał płotu do podkopania ;). Za najnowszych wieści u kudłatej zaś.... paskuda mnie prawie do zawału serca doprowadziła. Po pierwsze wczoraj - cierpiałam sobie grzecznie na bezsenność o 2 w nocy, a ta wariatka... zesła z łóżka! Najpierw wrzasnęłam z podskokiem [prawie pod sufitem wylądowałam], później musiałam uspokoić wystarszone dziecko, później kolejny wrzask [bo od tyłu coś zimnego mnie maznęło po łydce]... całość operacji zakończyłam uspokojeniem wystraszonego psa, bo bidulka aż zasnąć nie umiała :D.
-
Asiaczek tylko krowa Milka miała hasło "Śmiało, bądźmy delikatni", a Birma ma hasło "Jak jej nie przytulisz to cię zjem" ;).
-
Jak reagujecie na chamstwo innych psiarzy?
bonsai_88 replied to Gosia>>>'s topic in Wszystko o psach
[quote name='Visenna']No i co w tym takiego dziwnego? Są Yorki ( zwłaszcza suczki) które jak pada, to w ogole nie chcą wyjść z klatki, a wyciągnięte na dwór kiedy jest mróz wręcz piszczą i chcą wracać natychmiast, nie ma mowy żeby się załatwiły. Rozumiem że na siłę psa ciągnąć, tak? Czy pozwolić lać na dywan, bo nauczenie psa kuwety to wielka ujma na honorze?[/QUOTE] Nie tylko yorki tak mają ;). Aż żałuję, że nie robią wystarczająco dużych kuwet, bo moja kudłata [20 kg radosnego psa] też wyczynia takie cyrki jak pada ;). Oj, byłaby szczęśliwa dziewczynka, gdybym jej nie zmuszała do wychodzenia z domu w deszcz :D. -
Agmarek aż tak źle nie jest - Birma da się na chwilę zamknąć w pokoju... no i muszę przyznać, że raczej zdarza mi się, żeby u mnie listonosz na herbatce siedzi :D. Ps. Za to kumpli od mojego taty... no cóż, bywało....
-
Dzisiejsze wieści były jeszcze lepsze.... Rocki miał dzisiaj po raz pierwszy od lat spacer luzem, bez smyczy! Mama dzisiaj odważyła się go zabrać na nasze łąki bez smyczy. Chwaliła go, że nie odbiegał nigdzie daleko i ładnie wracał na zawołanie :). Fakt, że kluczowe w tym wszystkim było miejsce spaceru - na łąkach kompletnie nikt się nie pojawia, w dzień nie ma tam również żadnych zwierząt z lasu, a do tego są całkowicie odgrodzone od reszty wsi przez nasz dom... dzięki temu wszystkiemu praktycznie nie ma żadnych bodźców, które mogły by rozpraszać Blondynka :). Niestety Rokuś nadal jest naszym wioskowym psem samowyprowadzającym - ucieczki ma dość mocno zakodowane, a na dodatek.... nie chce przebywać na podwórku! Mama mówi, że jak rano zwieje, to po 15-30 minutach wraca i siedzi przed furtką, ale wejść specjalnie nie chce. Najwyraźniej podwórko za mocno mu się kojarzy z zamknięciem cały czas. Co prawda powoli wszystko się poprawia [wcześniej zwiewał na pół dnia, teraz tylko szybko sprawdza swoje kąciki], ale pewnie z wyeliminowaniem ucieczek będzie spora praca. Wcześniej ludzie z wioski bardzo się wkurzali na uciekającego Rockiego - nie dziwię im się w najmniejszym stopniu, to jednak jest kawał psa... Teraz zaś zobaczyli, że mama się stara opanować jego ucieczki, dba o Rokusia, wyprowadza go. W efekcie jak mama nie zauważy ucieczki Rockiego [mama ciągle nocuje w wiosce obok, dom nadal nawet do tego się nie nadaje] to potrafią go zaprowadzić na podwórko i z uśmiechem na ustach jej później powiedzieć, że już chłopak ma poranną wycieczkę za sobą. Po za tym mama chwaliła się też, że jak ktoś do niej przychodzi to psiak nie kładzie się już na swoim miejscu przy budzie, tylko koło niej - pilnuje chłopak i koniec ;). A żeby nie było, że o kudłatej nic nie piszę to.... kudłata bez zmian :D. Juz od dawien dawna jest grzecznym, kochanym i łagodnym psiakiem. No, tylko czasami chce mi zjeść gości, ale tylko do momentu aż ich przytulę - wariatka ubzdurała sobie, że muszę każdego wchodzącego do domu przytulić. Jak przytulę, to znaczy że wchodzi przyjaciel.... Jak nie przytulę, to pewnie jakiś włamywacz-morderca podstępem włamuje mi się do domu i trzeba bronić. W sumie jest to nie duży problem w porównaniu z jej wszystkimi wcześniejszymi odchyłami. Acha... podbiegających psów do dzisiaj nie znosi, ale już nie próbuje zagryźć jak tylko będzie miała szansę dosięgnąć. Teraz nawet pozwala się obwąchać i czasami [jeśli pies jej się nie spodoba] odgania od siebie, ale nie gryzie :). Ostatnio nawet ścięła się z jedną puszczoną do niej luzem suką i ograniczyła się wyłącznie do oplucia! Może dla większości ludzi nawet takie zachowanie u psów być brane pod uwagę jako trudne, ale dla mnie, po tym co z kudłatą miałam kiedyś, to sam luzik i pełen relaks :D.
-
Evel popieram zdecydowanie ;). Zawsze byłam zdania, że każdy POTRZEBUJE stresu... Jedyna sztuka jest w tym, żeby umieć dobrać poziom stresu do konkretnego osobnika [zwierzęcia czy człowieka - to już obojętne]. Na przykład po Birmie zdarza mi się jechać jak po burej suce i wariatka wiele sobie z tego nie robi. Wie, że pańcia czasami jak się wścieknie to obiecuje skalpowanie/uduszenie/inne poćwiartowanie i wtedy lepiej przez chwilę być grzeczną. Za to przy Bianeczce samo powiedzenie "oj, nieładnie" powodowało sikanie ze strachu... a ja po prostu delikatniej nie umiałam jej pokazać, kiedy robić coś nie tak. Podobne doświadczenia miałam przy koniach na praktykach - jednego z nich mogłam porządnie wyczyścić tylko mając przy sobie palcat [i to używany tylko przy czyszczeniu przednich kopyt - postawiony "na sztorc" kłuł go w pachę, jak Jamnik próbował się na mnie położyć], za to do innego konia bez porządnego kija do obrony nie mogłam nawet wejść żeby mu owsa nasypać. Był to ogier na pełnej dawce żywieniowej, praktycznie nie wychodzący z boksu - z czystych nudów i rozsadzającej go energii atakował jak tylko człowiek się do niego zbliżał... Z wszystkich koni tam najbardziej było mi żal tego jednego, bo jego zachowanie wynikało z czystego zaniedbania właścicielki :(.
-
Kiedyś z zaproszenia skorzystam ;). Na szczęście z młodym aż tak źle nie jest - po za paroma przypadkami pogryzień [pamiętasz ten cudny wiek u dzieci, jak mają tylko 4 ząbki ;)?] jest ogólnie grzeczny... Już dawno wyszłam z założenia po pierwsze mojemu dziecko możne wszystko, pod warunkiem, że ja nie twierdzę inaczej... a po drugie nigdy w życiu nie wierzyłam w wychowanie bezstresowe - ani u psów, ani u dzieci :D.
-
I słusznie - no bo kto taki śmie zostawić biednego pieska samego w samochodzie... toż to moze być dla niego niebezpieczne - a gdyby tak zadławił się kawałkiem tapicerki ;)?
-
Panbazyl aż mam się ochotę też do ciebie wybrać - skoro masz pomieszczenia przygotowane dla agresywnych psów i dzieci to reszta otoczenia powinna być zabezpieczona przed moimi potworami ;).
-
Chyba jednak postawię na tradycyjne metody... jakąś tak wydają mi się przyjemniejsze :evil_lol:
-
[url]https://fbcdn-sphotos-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash3/s720x720/530474_405249282823146_100000142346866_1737809_1778993208_n.jpg[/url] Toż to wygląda prawie jak orzech laskowy.,.. taki prosto z krzaczka :D.
-
Panbazyl kryzys jak każdy - minie ;). Ja jeszcze do imion wrócę - pewnemu znajomemu obiecałam, że kolejnego syna nazwę.... Wilk ;). To stare, słowiańskie imię i jakby w urzędzie nie chcieli mi przyjąć to mam się do niego zgłosić - facet jest historykiem. Niech mi jeszcze znajdzie ojca dla tego drugiego syna, bo sama choćbym chciała to nie dam rady :D.
-
Melduję, że Rocki powoli staje się co raz grzeczniejszy i co raz lepiej słucha się mojej mamy :).
-
Ona-bita młotkiem,On-wyrzucony jak śmieć...Shilla i Seth moje ANIOŁY
bonsai_88 replied to darunia-puma's topic in Foto Blogi
Gratuluję z całego serca - jak raz się przekonał, że to nie jest aż takie straszne, to już powinno pójsć łatwiej :) -
Agmarek niestety ja nawet nie mam jak się do Nagórza wybrać, a co dopiero cokolwiek przywieźć... A Rockim może co najwyżej słoma w budzie pachnić - on nie ma absolutnie wstępu do domu. Psiaki będą poprostu zapoznawane po za terenem podwórka - na samym początku zabieram je na dłuuugi spacer. Później, jesli będą grzeczne, to będą mogły sobie pobiegać razem po podwórku w kagańcach. Dopiero jak będą grzeczne to im namordniki będę mogła ściągnąć ;).
-
Birma jeszcze blondynka nie zna. Wielkie Zapoznanie nastąpi dopiero za miesiąc, jak ja będę się wyprowadzać [na razie jest tam moja mama od wczoraj]. Ale swoją drogą kudłata faktycznie ładnie mi spokorniała. Nadal nie lubi podbiegaczy, ale już nie gryzie ich od razu tylko skacze z rozdartą paszczą i wyciera takim okolicę bez gryzienia ;). A dzisiaj nawet ładnie bawiła się z seterem [przepięknym gordonkiem :)], którego przez ostatnia 2 lata zawsze próbowała zjeść. Obie z panią byłyśmy miło zaskoczone, tylko psinek biedny musiał zrozumieć, że jak Birma warczy to nie koniecznie jest źle... Bo ona w zabawie baaaardzo warczy, ale mową ciała pokazuje o co konkretnie jej chodzi. Pochyla się do zabawy, kładzie itp. Do tego dochodzi też fakt, że Birma bawi się bardzo brutalnie [jej ulubiona zabawa to w zagryzanie 2 psa.... z Bianką to obie uwielbiały]. Dlatego wiele psów na początku głupieje i to zachowanie bardzo zmniejsza nam ilość potencjalnych psich znajomych.
-
Jak reagujecie na chamstwo innych psiarzy?
bonsai_88 replied to Gosia>>>'s topic in Wszystko o psach
Ajeczka nie jesteś - dopóki miałam spokojnego, ugodowego psa to mi podbiegacze nie przeszkadzały [mimo, że Itek nie był duży i sam by sobie nie dał rady]... za to przy obecnej złośnicy zaś podbiegające psiaki przez długi czas zatruwały mi prawie każdy spacer. -
Melduję, że Birma jest właśnie w trakcie tracenia kudłów ;). Ostatnio mam mało czasu i potworzyca ma przesto zaniedbaną sierść, więc postanowiłam ją ściąć dość krótko [jakieś 5-10 cm].
-
Puchu Birma zazwyczaj biega z gumeczką, na zdjęciu była akurat przed czesaniem [a poprzednią zdążyła - po 3 dniach - zrzucić] ;) Rokuś na żywo nie ma w sobie absolutnie nic z zaprzęgowca... no, co najwyżej szczupłą sylwetkę, ale to i onki w dawnym typie miały
-
Już, specjalnie dla ciebie dałam Ci krótki opis i parę zdjęć ;)