-
Posts
7958 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Pipi
-
Barry znów miał pecha - w trybie pilnym zabrany od Neris
Pipi replied to Randa's topic in Już w nowym domu
Barry jest cudnym psem i ma takie madre, wierne oczy. Trzymam mocno kciuki aby mogl juz miec wlasny kat i kochajacego go czlowieka. -
A ha! jeszcze jedna mam dobra wiadomosc, mianowicie taką, ze Nikita ma juz ds. W Gdyni ma. Narazie musze sie zastanowic co zrobic, zeby okoliczni cwaniacy nie mogli zorientowac sie co u nas slychac. Nie chce kolejnych niespodzianek. Chce aby dotarlo wreszcie, ze kazdy kolejny zwierzak nie moze juz zostac u mnie i nie bedzie tak, ze beda sie pozbywac, a ja zrobie reszte. Uprzedzam, ze mam monitoring i to nie tylko u mnie, ale i jest we wsi i tak ustawiony, ze wystarczy zebym wiedziala, ze jakies zywe zwierze zostalo pozostawione i to niekoniecznie przy mojej bramie. Otrzymalam te "zabawki" od pewnej osoby, ale nie powiem od kogo, bo tego nie chce. Chetnie bym to zrobila, lecz dalam slowo. I jak przylapie teraz to na prawde oddam sprawe w rece Policji. Jestem chora i juz nie moge, bo nie dam rady pracowac. Kazdemu sie nalezy odpoczynek, prawda? Ludzie, prosze, odpusccie juz. Jesli ktos by chcial wykastrowac swoja suke, chetnie pomoge w tym jesli tylko beda pieniadze. W tej sprawie nigdy nie odmowie. Nikita - wlasnie zaczyna sie film, jej ulubiony [URL="http://www.tinypic.pl/zoqhomn7shvi"][IMG]http://images.tinypic.pl/i/00348/zoqhomn7shvi_t.jpg[/IMG][/URL]
-
Sylwia, Marek, dziekuje Wam z calego serca mojego za pomoc. Podziele sie z Wami moim dzisiejszym szczescie i zadowoleniem. Sylwia z tz przeszli dzisiaj moje oczekiwania. Odwalili kaaaawal dobrej roboty. Nanosili mi tyyyyle drewna do chałupy, ze teraz to do samych upałów wystarczy. Sylwia posprzatała mieszkanie i kociarnie, a Marek dodatkowo pownosil karme, ktorą dostalismy od Mariny. Bardzo Wam dziekuje. Marina, wielkie dziekuje i uklon do ziemi. Padam plackiem przed Wami, Tobą. A tu efekt mojego szczescia [URL="http://www.tinypic.pl/ey3sluh0o9ir"][IMG]http://images.tinypic.pl/i/00348/ey3sluh0o9ir_t.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.tinypic.pl/rb4dmxf06umw"][IMG]http://images.tinypic.pl/i/00348/rb4dmxf06umw_t.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.tinypic.pl/8q7qmh53kwr7"][IMG]http://images.tinypic.pl/i/00348/8q7qmh53kwr7_t.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.tinypic.pl/6wy1cj1dv797"][IMG]http://images.tinypic.pl/i/00348/6wy1cj1dv797_t.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.tinypic.pl/y63409tvbzyp"][IMG]http://images.tinypic.pl/i/00348/y63409tvbzyp_t.jpg[/IMG][/URL]
-
O jej, Piotrunio kochany, jak on zmeznial???? cudny jest.A Sawa jaka szczesliwa, nareszcie moze pobiegac sobie. U mnie czesto stala na łancuchu, nie lubila Cezarka. Tylko kiedy on byl w domu, przewaznie w nocy, to ona puszczona mogla byc. Inaczej koniec, wojna natychmiast. Ona te slady, blizny to ma na glowie zadane przez Cezara. Atakowala pierwsza, ale zawsze oberwala od niego. On bez ran. Szczeniaki fajne, widac, ze zadowolone. A Myszka, to prawdziwa myszka w tej czapeczce. Imie trafione jak nie wiem co. Badzcie szczesliwe pieseczki. Szamankowi i Kajtusiowi specjalnego caluska posyłam. Dobranoc. o maaaatkoo, to ile ich tam u Ciebie jest? siedem? o!!! szczesliwa siodemka, a ile juz w swoich domach? niesamowite. No i jak tu sie nie cieszyc, jak nie dziekować? DZIEKUJE!!!!!!
-
Tak, to prawda Aniu, pewnie jest jakis gad(czytaj, czlowiek), ktory ma suke, ktora rodzi po kazdej cieczce i potem wywalaja do miasta szczeniaki. U mnie we wsi byla taka rodzina, i jeszcze sie chwalili, ze tak robia. Udalo mi sie wysterylizowac te suczke po kilku latach i nawet do corki do miasta ja wzieli, bo klopotu nie sprawia i psow pod blokiem nie ma tak jak u ich sasiadow z drugiej klatki schodowej, ktorzy maja sunie niesterylizowana, ktora z kolei na wies rodzicom oddali, ktora pewnie rodzi i ktorej szczeniaki wyrzucają. Nie ma konca, no niema i co robic? co robic? Sluchajcie, histori pieska czarnego dalsza czesc jest taka, ze okolo 23 w nocy moje psy zaczely rozsadzac mieszkanie, tak bardzo szczekaly. Ciemno choc oko wykol, bo pradu do rana nie bylo, wiec balam sie ich wypuszczac. Jednak wypuscilam a one wszystkie pod brame. Ubralam sie, wyszlam, patrze?????? oczom nie wierze, siedzi biedny pod autem, przytulony do kawalka jakiegos kartonu, ktory pewnie wiatr przygnał. Myslalam, ze on nie zyje? Poszlam po druga latarke, wyciagnelam go ale on nie reagowal tylko strasznie sie trzasl. Nie mialam sily go wziac na rece, wiec wtachalam do auta. Nakrylam kocami i poszlam do domu. Rano nie chcial wyjsc, nie je jak na razie tylko siedzi w tych kocach. Nie wiem co mam robic? Dowiedzialam sie namiary do dziadygi, wiem jaka to wies mam telefon. . . .ale co ja mu powiem? no co mam mu powiedziec? pewnie wiache powinnam puscic, albo kazac zabrac? tak? no ale co to zmieni? na policje zglosic, ze porzucił psa? wiemy przeciez jak to sie skonczy. . . .Boze co robic? no co robic z takimi ludzmi. Przeciez powiedzialam mu, ze pomoge, ze bede prosic o ogloszenia dla niego, ze moze znajde mu dom, ze trzeba czasu i ze na razie to na operacje musze isc i z miesiac niech poczeka. Na nic moj wczorajszy placz sie nie zdal. A to katolik na pewno, bo wies katolicka, fanatyczna. Wczoraj Evelin odebrala wynik mojego rezonansu. Jest taki, ze operacja niestety nieunikniona. Co dalej? Ano jakos byc musi. Wszystko w rekach Boga. Martwie sie i nie moge za bardzo pisac jak zamierzam to rozwiazac, bo ze wzgledu na rodzine i ludzi tu mieszkajacych w okolicy nie powinnam. Przejdzmy na pw, jesli ktos z was chcialby pomoc, lub wiedziec czy podpowiedziec co robic. Znowu potwierdzilo sie, ze kiedy na watku pojawia sie ze jakies psy pojechaly, zaraz zjawia sie kolejny. Pewnie wnuki dziadygi poczytaly i powiedzialy, dziadek wiezie tego psa, bo u niej zmniejszylo sie o trzy sztuki. No i dziadek przywiozl, a ze nie wziela no to zostawil. . . . tak ja to widze. Bo zawsze po kilku oddanych pojawiaja sie kolejne. No ale jak tu nie pisac, no jak? dlaczego nie dadza mi spokoju, dlaczego, dlaczego, dlaczego. . . . LUDZIE DAJCIE MI SPOKOJ, jestem chora, miejcie sumienie. A ten piesek bedzie pierwszy, ktory "pokaze", ze Jankowska juz nie pomaga. . . .poprostu juz nie moge.
-
EUTANAZJA- czy to jedyne rozwiązanie? Psie dziecko czeka na pomoc!!!
Pipi replied to Maia's topic in Już w nowym domu
Tak, to prawda. -
Oj to dobrze, ciesze sie bardzo i dziekuje. Ciekawe jak psy Patrycji i ona sama sie czują. Potem zadzwonie zapytam. Teraz moze jeszcze śpi. Niech odpoczywa. Wiem co czuje, bo mnie nie raz wyskoczyla sarna, lub dzik/i. Zawsze do tej pory udawalo sie uniknac zderzenia, ale kto wie? Bylam tez swiadkiem kiedys jak kobieta potracila dzika i nie miala pasow zapietych, to masakra, mowie wam. Nie moglam dojsc do siebie, a co mowic jak czlowiek sam tego doswiadczy. W takich chwilach stres trzyma jeszcze dlugo po tym. A u mnie byl dzisiaj czlowiek, ktory jakis czas temu dzwonil zebym cos zrobila z czarnym pieskiem z jego wsi, bo bardzo biedny i ludzie go krzywdza i on zaluje. Powiedzialam mu wtedy, ze zobacze, moze wpadne ktoregos dnia zrobie zdjecia, ale nie bylam tam. Dzisiaj dzwoni do mnie, ze on psa przywiozl zebym ja wyszla. Wychodze, a w bagazniku takie nieszczescie biedne. Wystraszony, na sznurze strasznym, trzesacy sie caly ze strachu i zimna. Zrobilam zdjecie, za chwile pokaze. Niestety nie moge przeciez brac kolejnego zwierzaka i odmowilam. Zryczalam sie, goscia opieprzylam, ze to, ze tamto i pojechal. Bardzo mi zal pieska. Jest bardzo łądny, cos ala szarpej albo taki co ma jezyk niebieski, zapomnialam jak ta rasa sie nazywa. Gosc straszna mial gebe, pewnie zabije psa, jestem pewna. Tak sie wkurzyl na mnie, ze nie macie pojecia. "pani(mowi), ja jego przywioz w nadziei ze pani weznie, to pani tyle wziela to brac i tego, co szkodzi jeszcze jeden. . . " No i argument, ze jestem chora, ze przykro mi ale juz nie pomagam, nie dociera do czlowieka. Odwrocilam sie wiec i odeszlam. Biedny pies. [URL="http://www.tinypic.pl/9glo0a4lkw09"][IMG]http://files.tinypic.pl/i/00347/9glo0a4lkw09_t.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.tinypic.pl/q3ldwjp0t9wu"][IMG]http://files.tinypic.pl/i/00347/q3ldwjp0t9wu_t.jpg[/IMG][/URL]
-
:nerwy::oops: . . . .nie wiem co powiedziec. . . . . Patrycja, bardzo mi przykro. Aniu, a Sawa razem z dzieciakami? czego sie drze? ona nie taka. Moze jesli szczeniaki oddzielnie, to wsadz ją do nich, uspokoi się? Ona jest bardzo dobrą mamą. A moze w wypadku cos sie jej uszkodzilo i boli? Tak dziwnie sie dzisiaj do mnie tulila rano, moze cos przeczuwala, ze pojedzie? juz nie wiem. Ona spokojna raczej jest. Jeszcze jedna sprawa, ze Pluto odgania Herunie od jedzenia. Trzeba go pilnowac, bo nawet swoje zostawia, a jej odbiera. A suchą karme to je dziwnie, bo po kilka chrupkow w mordke bierze, do budy niesie, zjada, a po chwili znowu tak samo az zje. Moze jutro bedzie lepiej. Trzymam kciuki. Ehhhh, losie :roll:
-
[quote name='3 x']ale to dobrze że psiaki pojechały mam wrażenie że jak psiaki sa u Ani to i domki się pojawiają :)[/QUOTE] Tak, to prawda, u ani jakos dobrze idą i w miare szybko. Tam inni ludzie, inna kultura. A to, ze pojechaly, to pewnie, ze dobrze, bardzo sie ciesze. Tylko zawsze jakos tak smutno na poczatku.
-
No i pojechali. . . .pewnie sa juz na miejscu. Smutno, cicho, nikt przy drzwiach nie waruje, jakos dziwnie. Sawa [URL="http://www.tinypic.pl/m2plgjwt2ss2"][IMG]http://files.tinypic.pl/i/00347/m2plgjwt2ss2_t.jpg[/IMG][/URL] Pluto i Hercia [URL="http://www.tinypic.pl/vx1kaakj138d"][IMG]http://files.tinypic.pl/i/00347/vx1kaakj138d_t.jpg[/IMG][/URL] [B][SIZE=4][COLOR=#EE82EE]D Z I E K U J E ! ! ! [url=http://smayliki.ru/smilie-1279323207.html][img]http://s20.rimg.info/0d3f1b7e6be95505195869e47da225dd.gif[/img][/url][/COLOR][/SIZE][/B]
-
Piesy spakowane i czekamy. Mnie oczywiscie smutno i staram sie spedzic z nimi ostatnie chwile, ale sie ciesze, ze jadą. W ogole sie ciesze, ze tak szybko wyjezdzają ode mnie. . . . Gdyby nie kilka osob, pewnie nic by z tego nie bylo, bo tu guzik z pętelką, malo kto zadzwoni, a jesli juz, to na łancuch, albo na prezent(NIE MAM NIC NA PRZECIW JESLI BYLBY TAKIM LUDZIOM JAK W SERIALU kLAN). Randa, Evelin, Evona, pati-c i wszystkim obecnym nas wspierającym ogromnie z wdziecznoscia dziekujemy. Dzisiaj bylo u nas nad ranem -15, ale w tej chwili sople sie rozpuszczają, slonko grzeje i jest przecudnie. . . .zyc sie chce.
-
Igam, dziekuje. takasobieagatka, dziekuje. Ona juz dlugo nie pozyje, jest slabiutka, ale ma wolę życia, jeszcze sie podnosi, ma apetyt, niech pobedzie jeszcze z nami. W dodatku jest zupelnie nieklopotliwa, bardzo grzeczna, cicha, spokojna. Ja wcale nie zaluje, ze ją wzielam, bo widze w jej oczach jaka ona jest szczesliwa. Jest czysta bardzo, od poczatku cudnie prosi na [podworko i zaprzyjaznila sie z Sasza. Jak rano wszystkie psy ida, a Sasza spi, to Kaja nie idzie, czeka na nią. Śpią razem w jednym łóżku. Pewnie im cieplo jak sie przytulą.
-
[quote name='doris66']Niniejszy wpis czynię jako odpowiedź na pw skierowane do mnie przez Pipi i jako odpowiedź na opinie na mój temat kierowane przez Pipi do innych ludzi (w tym dogomaniaków ). Ot, ...pękło coś, i mam juz dość tych szykan i pomówień. [B]Cofam swoją deklarację na pomoc w opłaceniu hotelu dla psów od Pipi, które są obecnie u Ania+Milva+Ulver. Żadna kwota - głupie 30,00zł, ale okazuje się, że tutaj nie znaczy nic ani sam gest ani kwota. Gdzie indziej moze kogoś bardzo ucieszyć i przynieśc pomoc jakiemuś zwierzakowi. [/B]A za Kaję nie czuję sie odpowiedzialna i nigdy nie byłam. To wszystko.[/QUOTE] [B]Ot i całe pomaganie. A byly zapewnienia i prosby. Są tu, na wątku. A dogomaniakom nie napisalam ze chodzi o Ciebie, ale widac, ze pamietasz o obietnicach, wiec "pękło", tak? Napisalam o Kai, bo boli mnie, ze nie dotrzymalas slowa. A zapewnienia dawalas i gest masz, tylko pamiec ci szwankuje. Kaja potrzebuje na prawde bardzo wiele. Ja przejme deklaracje doris66, podziele sie, wystarczy i dla mnie. Jednej recepty nie wykupie. Na pewno nie umre od tego. Nie ma sprawy.[/B]
-
3x,dziekuje. U mnie jest tez sunia Kaja staruszka, ktorą zabralam do siebie, ale mialam zapewnienia, ze nie zostane sama. A Kaja poprostu za dlugo widocznie zyje. Ci to tak mnie wychwalali, zapomnieli, lub zwyczajnie nie chcą, za to na innych watkach pomagają, mają pieniadze, robią bazarki. Przykre, ale tak jest. A ci, ktorzy niczego nie obiecuja, nie prosza mnie, o nic, pomagają. Ale ja nauczylam sie prosic i ciesze sie z kazdej pomocy. Dla nich prosze i dla nich tu jestem. Bede tyle ile dam rade i mam nadzieje, ze drugie tyle wytrzymam i bede żyć. Salibinko, dziekuje. Dziodzio jak pan na wlosciach. Widac, ze szczesliwy. Bardzo sie ciesze. Oby wszystkim tak sie udało.
-
EUTANAZJA- czy to jedyne rozwiązanie? Psie dziecko czeka na pomoc!!!
Pipi replied to Maia's topic in Już w nowym domu
Kochany jest. A imie takie trafione. . . on tak patrzy jakby mowił, ooojejjjj, a kuku, jestem cudny i kocham Kasie. Trzymajcie sie. -
Dzekuje wszystkim, baaardzo. Sawa w mieszkaniu byla kilka razy goscinnie. Niestety nie daje spokoju kotom. Trudno mi powiedziec, czy zrobilaby krzywde, bo jak tz brał kota na rece, glaskal i Saba byla obok to glowa do przodu i znieruchomiala nawet obwąchac nie chciala, lecz nie warknela nigdy Na podworku przepedza. Mysle jednak, ze ona poprostu kotow nie zna, dlatego tak sie zachowuje. Mieszkaja na podworku. Szczeniaki w mieszkaniu tez goscinnie bywają, ale poniewaz nie bardzo mi teraz ze sprzataniem to pobeda z godzinke i na podworko. Hera jest bardzo milutka, garnie sie do czlowieka, a w domu natychmiast udaje, ze jej nie ma. Schowa sie w katek i spi, albo łypie oczętami i udaje ze spi, a obserwuje co sie dzieje. Bardzo nie chce wychodzic i jest grzeczna. Pluto natomiast nie bardzo chce byc w domu, on woli podworko i jest bardziej aktywny. Musze ich do jedzenia rozdzielac, bo on wiecznie glodny i szybko zjada i zabiera Herze, nawet potrafi ja odpedzic od jej miski. Jak byli mali to Pluto byl najmniejszy i parwo przechodzil ciezko. Kiedy wyzdrowial, nadrabia zaleglosci do dzisiaj. Zrobil sie najwiekszy, ale ciagle nie moze sie najesc do syta. Tak samo Sawa, ciagle jej malo jedzenia. Czasem daje tyle, ze az zwymiotuje, to wtedy na kilka dni spokoj i juz nie jest taka zachlanna. Sawa i szczeniaki zyja w zgodzie ze wszystkimi psami, ale jak Cezar jest na podworku to Sawe musze zaczepiac na lancuch bo jego jednego nie cierpi i rzuca sie na niego. Juz kilka razy nie upilnowalam i walka byla ostra, bo on chociaz bardzo spokojny to jej tez nie lubi i odpowiada zebami na jej zaczepki. Nie wiem co to jest i dlaczego ona tak sie zachowuje. Tyle zwierzakow i nic, a on jeden jej nie pasi. Poza tym jest przekochana, karna, zero agresji, kocha ludzi, dzieci, ale wieksze, a od malych ucieka do budy. Nie wiem dlaczego. Moze ja karcili zeby nie podchodzila do malego dziecka?
-
[quote name='Ulka18']Cioteczki, czy ta klatka nadawalaby sie do zlapania wolnozyjacych kotow? Mamy kilka zagrozonych kotow w Mielcu.[/QUOTE] Trudno powiedziec, bo jest duza i nie wiadomo czy zapadka by sie zapadla, bo kot jest lekki i jakby stanął na to podwyzszenie, za sprawa ktorego klatka sie zamyka, to moze nie byc reakcji. Mysle, ze na kota powinna byc klatka mniejsza. Jak klatka wroci do mnie to sprawdze. Na razie jest w Bialymstoku.
-
Dziekuje, ze jestescie i bardzo sie ciesze. Właściwie to ja wiem, ze przychodzicie na watek, tylko co pisac, jak ja sama nic nie pisze, tak? Czasem tylko jak sie czuje na tyle, ze moge posiedziec troche dluzej, to staram sie wkleic zdjecia, cos poopowiadać. Teraz monotonia i praca i. . . ."leniuchowanie" ale z przymusu. Juz tak mam dosyc tej niemocy, ze psychika mi wysiada. Ogolnie jest jeszcze i tak dobrze, bo jakos sie trzymam. Randa, Evelin, staraja sie bardzo zebym sie nie zalamala. W czwartek znowu przyjedzie do mnie pati-c i zabierze do Ania Milva i Ulver psy TOZ-owe. Troche przykro, ze sama musze zadbac o kastracje, szczepienia, no i gdyby nie dziewczyny pewnie zostalyby u mnie jak Poswietniaczki, czy inne dzikusy. Wszystkie psy sa "nazbierane" przeze mnie, to znaczy wiekszosc, bo jest kilka nie z mojego rejonu, ale nie bylo innego wyjscia wiec wzielam, ale to moja decyzja byla. Na przyklad sunia staruszka Kaja z Bielska Podlaskiego, ktora miała nie tylko byc moja. Mialam miec na nia pomoc, byly zapewnienia, lecz za dlugo zyje, wiec poszla w zapomnienie. Suki Poswietniaczki(taka wieś) juz dawno nikt o nich nie pamieta i nawet organizacji, czyli bialostockiego kola emira juz dawno nie ma, a one są, zyją. Byly inne suki i szczeniaki, na ktore moglby toz sie zatroszczyc, lecz za sprawą Randy i Evelin maja juz domki. Przykre to, ale nie udalo sie jednak dojsc do porozumienia i nie uklada sie wspolpraca. Szkoda, bo bez jak to sie mowi "władzy", ktora ma uprawnienia ciezko pomagac. Idzie wiosna i suki, ktore mialy cieczki juz pewnie wychowuja po stodolach, w jakichs chlewach opuszczonych dzieciaczki i za chwile znowu sie zacznie. Te, ktorym pokaze sie brzuch zostaną wywalone. Bedzie co robic. . . .boje sie jak nie wiem co. Musze byc zdrowa, miec sile, bo tak na prawde bez zdrowia nie bede mogla pomoc. Na razie jeszcze jest spokoj. Telefony od ludzi jakby ucichly, bo juz rozeszlo sie, ze jestem chora i nie widac mnie nigdzie wiec moze odpuszcza, ale nie zmieni to sytuacji tych biedakow. Zaczna znowu mnozyc sie te swiezo powyrzucane suki, potem ich corki i znowu bedzie masakra. Tyle sie napracowalam zeby juz byl spokoj i pewnie wszystko na nic. Mam jednak nadzieje, ze chociaz troche to uda mi sie pokastrowac. Teraz mam troche wiecej czasu bo nie sprzatam obejscia, nie chodze na spacery z psami, wiec szykuje liste psow, suk uratowanych. Mnie samej wlos sie jezy, ze liczba jest zaskakujaca. Wypisuje ich na podstawie umow adopcyjnych i zdjec, tyzh, ktore sa pokastrowane i ktore zyja sobie po wsiach. Widuje je czasami. Niektore tez sporo ludzie pobrali na swoje podworka po sterylizacji. Zdrowie kochani jest jednak wazniejsze od pieniedzy. Wszystkim Wam zyczę zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia. Reszta przyjdzie sama. Dziekuje, ze jestescie z nami.
-
Drewno jest, naciete, tylko trzeba przywiezc do domu. Igam, dzieki, ze jestes. Wiem, na odleglosc i to taką z Warszawy nie mozesz pomoc. Dzwonila do mnie Sylwia1982 i moze w sobote lub niedziele przyjedzie z mezem. Dzieki Sylwia. Tu we wsi nie ma mlodych ludzi, bo wszyscy w miescie, a ci ktorzy sa, to nie przyjda tutaj bo psow sie boją. Jest jeden mlody dosyc mezczyzna, ale jak go prosze to mowi, ze przyjdzie jutro i niestety nie przychodzi. On nawet za pieniadze juz nie chce przychodzic. Nikt nie chce, komu psy placza sie pod nogami i trzeba pokonac dwie bramy. Za kazdym razem kiedy sie przechodzi trzeba otworzyc i zamknac za sobą bramy, drzwi i uwazac zeby psow nie pomieszac. Nie jest to proste przebic sie na spokojnie. Ja juz sie przyzwyczailam i tz, ale normalnemu czlowiekowi nerwy puszczają. Kazdy kto tu byl, unika powtornego kontaktu. . . no taka jest prawda. Wolalabym byc zdrowa i moc sama robic, jak dawniej, ale musze przeczekac ten trudny okres. Boje sie forsowac, bo tak sobie moge narobic, ze skonczy sie nieodwolalnie i co wtedy? Bede dzisia rozmawiac z tz, moze niech rzuca tam robote i wraca. Tylko, ze jak byl tutaj to bylo ciezko przezyc, a wlasciwie wcale nie bylo jak zyc. Teraz mam oplacone rachunki, utrzymany samochod, drewno i jeszcze na psy troche zostaje. Kilka lat temu nie mialam na nic. Jezdzilam rowerem, bywalo, ze bez pradu siedzielismy i w zimnicy. Chcialabym, poki on jeszcze ma sile zeby jednak tam byl i pracowal. Żal, ze tak szybko mlodosc i zdrowie przeminelo. Tyle jeszcze jest do zrobienia, a sil brakuje i zdrowia. Nie chce, jeszcze nie teraz, jeszcze troche chce byc potrzebna. Czy sie uda? zobaczymy. Ja mam nadzieje i czekam cierpliwie.
-
Cisza u nas???? Haloooo, jestescie???? Nie pisze za bardzo, bo juz zostalam sama i jest mi na prawde ciezko. Jeszcze ta zima nie odpuszcza jak na zlosc. Piece trzeba palic. TZ nanosil mi do domu drewnw, wydawalo sie, ze na 2 tygodnie wystarczy, a tym czasem 2x pale i niestety juz sie konczy. Potrzebuje kogos do pomocy zeby mi znowu drewna z drewutni nanosic do domu. Psy z trudem karmie, zajmuje mi to w ratach caly dzien. Musze czesto siadac i odpoczywac. Bole od roboty niestety sie nasilają.Siwa dzisiaj zwiala i ja po tym sniegu nie daje rady jej zlapac. Nie mam sily poprostu. Zeby do mnie podeszla musze wyjsc daleko od domu i na neutralnym gruncie, doslownie w polu udac, ze jestem niezywa. Podejdzie wtedy moge ja zlapac. Teraz nie wchodzi to w gre, bo ja tam nie dojde, a ona stoi i na moje wolanie zadowolona ucieka. Pewnie znowu kury podusi. Zaczelo sie podkopywanie od powrotu Tymka. Do diabeł wcielony, wcale sie nie dziwie, ze kobieta go oddala. Jedyna rzecz aby utrzymac go to łancuch, albo dom i spacery na smyczy. Niestety spacerowac juz nie moge, przynajmniej na razie. Kolejna bieda to karma. Teraz worek karmy idzie juz nie dwa, bo ilosc sie zmniejszyla, ale wszystko jedno jesc muszą. Oprocz tego koty. Od miesiaca nie mamy karmy. Moje pieniadze juz sie skonczyly. Zrobilam kilka zabiegow, karma, paliwo i nie ma. Wczoraj kupilam 5 workow i pol dnia stracilam zeby ktos pomogl mi na wozek zaladowac, a potem do auta. Kiedy przyjechalam do domu, wytachalam z wielkim trudem jeden worek, reszta lezy w bagazniku. Woda zamarza, dwa razy dziennie musze przynajmnie dac pic. Przerasta to moj kregoslup. Co ja mam robic?????? Jutro wynik rezonansu, trzymajcie kciuki. Jak przyjdzie sie isc na operacje to pewnie juz koniec. . . .no bo nie wiem jak rozwiazac problem z zwierzakami. Mowi sie, ze dobro powraca. . . .a ha, powraca, no! taaaa, tylko kiedy ono powroci? nie zasluzylam tam, na gorze, bo jeszcze mnie nie chcą, a i tu ciagle zsylali mi aniołkow, az padlam. . . . Kochani, ci, ktorzy pomagali mi przed tem juz jakos nie reaguja na moje prosby o pomoc. Brakiem czasu sie tlumaczą, chorobą wlasną i dzieci. . .rozumiem i nie mam zalu oczywiscie. Prosze, moze moglby ktos przyjechac do mnie i naciagac mi drewna. Tylko uczciwie mowie, ze nie jest to lekka robota i nie polega na przyniesieniu kilku workow. Trzeba na jeden dzien worek 3-4 worki x np. 7 dni. Ponad 20 worow by trzebabylo na tydzien. Ciezka robota i pnie dla kobiety raczej. Gdyby ktos mogl, prosze o pomoc, bede wdzieczna. Chcialam rowniez zapytac jak tak Set sie miewa, jak Dzeki. Prosze o jakies zdjecia i wiesci. O kroliczku Fredziku ciagle mysle. . . co tam u Was?
-
Sara,pobita onka ma swój kochający dom. Nikita tez adoptowana.
Pipi replied to beka's topic in Już w nowym domu
[quote name='wolf122']Pipi zbierz proszę info o suni i zdjęcia w plik-będziemy JĄ rozsylać ok ????[/QUOTE] Oczywiscie, ok i dziekuje pieknie.