Jump to content
Dogomania

majqa

Members
  • Posts

    36362
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by majqa

  1. Laro, wstaw proszę linki do bazarków do 1 postu. Jak dochodzi ktoś nowy do wątku to wiadomo, czyta od początku i być może od ręki kliknie w bazarki i się skusi. W miarę przerzucania wątku, wczytywania się, bazarek może umknąć.
  2. Dziękuję Iduśku, że zajrzałaś...oj biedny to mało powiedziane...:-(
  3. [quote name='ida47'](...)przytulony do boksia:crazyeye:[/quote] Boksiki to kaloryfery, a skoro nie ma punktu spornego to się tuli cwaniaczek! ;) :evil_lol:
  4. [quote name='Patisa'](...) rozumiem też, jakie ona niesie ze sobą skutki, jakie mogą wystąpić niepożądane objawy. Bynajmniej, nie tylko zgon z powodu zakłócenia i zatrzymania akcji serca wywołanej narkozą, bądź otyłość u suczki. Przecież może jeszcze wystąpić nadczynność ( albo niedoczynność...nie pamiętam dokładnie :roll: ) tarczycy, nietrzymanie moczu .(...) [/quote] Niepożądane skutki są wyłącznie wynikiem złej sterylki, a o takowej tylko czytałam (lub słyszałam o takich historiach i to od weta, a ten również z opowieści zasłyszanych), nie znam ani z doświadczenia na własnych sukach ani z opowieści znajomych. Zgon - zatrzymanie akcji serca może być zawsze i przy każdej okazji, u młodego suni nie słyszałam takim zajściu; oczywiście nie mam tu na myśli sterylki na starszej, nie zbadanej a konto serca i wytrzymałości organizmu suni, jak również przedawkowania leku do narkozy lub użycia dowolnego poza terminem przydatności. Nadczynność lub niedoczynność tarczycy na skutek sterylki? Tu się nie wypowiem, bo pierwszy raz o tym słyszę, a ze sterylizowanymi suniami mam do czynienia nie pierwszy raz i nigdy żadna z nich z tego tytułu nie miała zaburzeń tarczycy. Nietrzymanie moczu? Sknocona sterylka lub u niewielkiego promila, słownie promila populacji suk, nawet nie odsetka (wiem to od weta, który zjadł zęby na sterylkach, a on tylko i wyłącznie wie o tym z zasłyszenia z kolejnych z rzędu ust) suk rasowych, co jest wynikiem silnych zaburzeń hormonalnych i w pełni do zastopowania podawaniem hormonów. Patiso, owszem mądry właściciel upilnuje suni, zgadzam się ale jeśli wypuści ją na własnej działce, pewien, że jest bezpieczna, a napatoczy się pies chodzący po siatkach to jest zonk jak ta lala. Czy znam takie psy? A i owszem, znam kundle chodzące po siatkach jak koty, przed nimi nie uchronisz suni, chyba, że będziesz jej pilnować non-stop i stać przy niej murem cieczka w cieczkę.
  5. Super. O to mi szło. Myślę, że najpóźniej jutro uda mi się coś zdziałać.
  6. Ależ biedulinek. :-( Do tekstu, zwłaszcza w przypadku aukcji da się dodać bieżące info (podobnie jak to było u Pixie/ Poxie ;)).
  7. Goniu, istotne rzeczy zmodyfikuje się na bieżąco, pod dyktando tego, co wyjdzie w praniu w lecznicy. Owoc pracy sadysty - umierający Piano. Jak bardzo trzeba nienawidzić fakt, że zwierzę oddycha, czuje, myśli, słowem żyje? Skąd czerpie się "siłę", by zachować zimną krew, pozostać wyrachowanym, obojętnym na skowyt bólu i widok oczu, które zachodzą mgłą utraty przytomności z bólu i...powolnego, pełnego męczarni przechodzenia na drugą stronę rzeczywistości? Człowiek o elementarnym choć poziomie współodczuwania z innymi istotami, o minimalnym poziomie wrażliwości, nie znajdzie w swoim wnętrzu odpowiedzi na te pytania. Nie są zbyt trudne ale pozostają jakby poza zasięgiem zrozumienia/ pojmowania i człowieczeństwa, jakim hołdujemy lub...jakimi, dla poprawności obyczajowej, zasłaniamy się. Ku zgrozie tej części populacji ludzkiej, tej, której serce bije wspólnym rytmem poszanowania cudzego życia, istnieją jednostki, jakim wszystko to jest obce. Niestety... Piano, cudowny, delikatny i bezbronny swoją ufnością wobec człowieka, pies padł ofiarą takiego indywiduum. Trudno uwierzyć, by całą gamę cierpienia mógł mu zafundować przypadkowy człowiek. Pies z właściwą mu ufnością zawierzy i odda całego siebie wyłącznie dłoniom, które kocha, nie koniecznie "za", a częstokroć "wbrew" i "pomimo". Nie dochodźmy, dla zachowania zdrowia zmysłów, jak wyglądać musiały ostatnie godziny, minuty, sekundy życia Piano. Postronnej osobie o sercu anioła, którą przypadkowo los postawił na drodze biedaka, pozostał jedynie "efekt" tego czasokresu. Było nim ciało, które przestało dygotać odruchem fizjologicznego bólu, rzucone na stertę śmieci obok...cmentarza, ostatniego przystanku ku wieczności. Dopiero w warunkach lecznicy, gdy Piano odzyskał świadomość pomimo ewidentnej anemii, wydobył się z psiaka stłumiony działaniem leków, skowyt, trudny do opisania płacz, płacz umęczenia. W spojrzeniu półprzytomnego Piana czaiły się rozpacz, niezrozumienie, oskarżenie i potrzeba ulgi w cierpieniu. Tę ostatnią starają się zapewnić mu lekarze. Reszta pozostaje pod znakiem zapytania, trwa bowiem walka o tę skrzywdzoną istotę. Ciało psiaka zdradza wszelkie symptomy okalecznia, bicia, notorycznego, świadomego krzywdzenia. Tym, co przesądzić miało o jego "być albo nie być" była ordynarna, amputacja ogona, której ślady po wsze czasy zostaną zapisane dokumentami RTG. Niczym skaza na ludzkim sumieniu, dowód zwyrodnienia, ludzkiego zbydlęcenia, obraz ten zostanie zapamiętany...ku przestrodze. Nic go nie unicestwi. Wrył się trwale w pamięci Piana i ludzi, którzy udzielali i udzielają mu pomocy. Tej efekt wciąż jest pod znakiem zapytania. Błagamy o pomoc, a pod jej pojęciem rozumiane jest zarówno wsparcie finansowe dla psiaka (diagnostyka i leczenie) jak i oferta domu. Zwłaszcza na tę ostatnią liczymy! Niczego ten biedak tak bardzo nie potrzebuje jak rąk, które go przytulą, ust, jakie wyszepczą: "Już będzie dobrze, nie bój się...." i połączenia woli z sercem, nakazujących przygarnąć psie nieszczęście i zapewnić mu godną przyszłość. Piano przebywa obecnie w szpitaliku, gdzie toczy się gra o jego życie. Pozostaje on jednocześnie pod opieką Fundacji Emir. Ta za punkt honoru bowiem przyjęła podjęcie walki o psiaka i wierzy, że dzięki Państwa pomocy nie stanie się ona bezowocna. Osoby zainteresowane losem nieszczęśnika proszone są o kontakt z Panią Małgorzatą Prokopowicz, pisząc na adres mailowy [email protected] lub dzwoniąc na numer 0-661955880. Dla tych z Państwa, którzy zechcą wspomóc leczenie Piana pozostawiamy dane do wpłat: Fundacja dla Ratowania Zwierząt Bezdomnych "EMIR" Oddział Poznań Konto Fundacji: Bank Śląski O/Grodzisk Maz. ul. Słoneczna 4, 96-321 Żabia Wola 80 1050 1924 1000 0023 0438 1029 z dopiskiem: "Na Piano".
  8. [quote name='sleepingbyday'] (...) wiesz majqa, to bazarek, a nie po prostu wpłata...[/quote] Ależ wiem i zdaję sobie sobie sprawę, o co Ci biega więc odniosłam się wyłącznie do samych danych wpłatowych Dorotikus.
  9. Dane do wpłat są w 1 poście.
  10. Jagodo, jeśli sobie tego życzysz, chętnie pomogę w poogłaszaniu suni, zrobię jej ładny tekścik i popowielam na stronach. Jeśli tak, uzupełnij proszę do danych kontaktowych, czyli dwóch numerów telefonów, maile (sporo ludzi woli wstępnie pisać niż dzwonić) i jeśli uznasz coś za stosowne, by dodać informacyjnie o suni, poproszę. Uściślę, co by pomogło...wiek, stosunek do innych zwierzaków (wiadomo, głównie psy), coś co by dodatkowo opisywało jej charakter/ zachowanie, stan zdrowia, jak chodzi na smyczy, a może wykonuje jakieś proste komendy (?), czy miała okazję być wieziona autem (jak to znosi?). Im więcej konkretów tym lepiej ubrać to w słowa. Jak ona ma na imię?
  11. O ja pitolę, szczęka mi opadła :nerwy: :eek2: i aż się prosi by powiedzieć (czego nie bierz sobie aż tak do serca Patiso): "A nie mówiłam, że warto sprawdzać???" Teraz masz odpowiedź, dlaczego ma to sens i co innego niż rozmowa przez telefon daje wizyta przedadopcyjna. Goniu jesteś niezastąpiona. :loveu: Patiso, dogrywaj sprawę, mam nadzieję, że nic Cię nie zraziło, w podobny sposób z drugim chętnym Panem. Nie trać nadziei!
  12. Nie umniejszając zasług Biafry wielka zasługa jest i Twoja Laro w uratowaniu suni. :loveu: Gdybyś nie założyła jej wątku pojęcia byśmy nie mieli, że ona istnieje i jest w tak dramatycznej sytuacji. :-(
  13. Zaznaczam wątek Justy$ko. Postaram się w miarę szybko rozprawić z tekstem.
  14. Dziewczyny, mam Panią, która jest zainteresowany sunią z łódzkiego schronu. Ona jest umieszczona wśród tych, które są w najpilniejszej potrzebie, tak została wypatrzona. Czy możecie coś mi o niej powiedzieć? Jak jest? Jaki dom w Waszym odczuciu byłby naj...naj...Czy można się spodziewać, że sunia zaakceptowałaby kota nauczonego życia obok psa? Jak relacje suni z innymi psiakami? Sunia, którą mam na myśli to Smucia, numer 224.
  15. Laro, a może zmień tytuł zamieszczając w nim apel o pomoc finansową?
  16. Na ten moment nie chcę startować z żadną propozycją. Niech się kobieta chwilę pozbiera z myślami i własnymi uczuciami. Zdecydowanie nim nie poznam Pani i jej psio-kociej sytuacji nie będę jej raczyć kolejnymi kandydaturami, zwłaszcza jeśli nie ja miałabym pilotować sprawę, a nie daj Boże coś mogłoby się potoczyć podobnie jak z Orzeszkiem. Wiem, że Pani przyglądała się (jakby widziała sugestie z wątku ;)) psiaczkom z łódzkiego schronu. Potrzeba dania jakiejś bidzie domu powinna wyjść od samej Pani.
  17. Też się martwię...a najgorsze jest to, że on faktycznie przyjął kalectwo takim jakie jest i sprawia wrażenie, jak piszesz, że nauczył się z nim funkcjonować tak, jak mu wygodnie, czyli suwając pupę.
  18. Goniuś, napisałam Ci na PW, że tekst zrobię jutro ale jak wiesz i mnie znasz, jeśli tylko dam dziś radę to i dziś on bedzie. ;)
  19. Trzymam kciuki za bezpieczną podróż Piana i jego wybawicielek!
  20. Piano - bo chyba cierpiał w ciszy, skoro nikt tego nie słyszał do chwili znalezienia, Glejt - jak przepustka do szczęścia. ;)
  21. Porto - niech nowy dom trafi się szybko i rozsmakuje w nim jak w dobrym winie. Grant - jak nagroda, niech dla kogoś będzie nagrodą i niech jemu trafi się nagroda od życia za cierpienie, jakiego doświadczył. :-(
  22. Dlaczego takim gnojom to na ogół uchodzi płazem? :angryy:
  23. Śmiej się, śmiej SBD! :mad: :loveu: A na poważnie...Nie mam dla Pani asa psiego w rękawie ale jak ktoś idzie na całość z taką ilością zwierzków to aż mnie korci żeby zobaczyć, jak sobie radzi, jakie to zwierzaczki, poznać ich historię. Wyjątkowo dobrze mi się z tą Panią rozmawiało. Nie lubię jeśli ktoś "cukrzy" na wstępie lub buduje wyczuwalny mur dystansu, a tu nie było takich skrajności. Wszystko miało tzw. ręce i nogi. Z przyjemnością i bez presji, żeby czegoś nie przeoczyć, odwiedzę tych ludzi.
×
×
  • Create New...