-
Posts
5174 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by zmierzchnica
-
Znalazłam piłkę i zamówiłam, jak dojdzie, to dam znać, czy się sprawdza :p
-
[quote name='wilczy zew']Teraz nie ma jednego PKSu na cała Polskę tylko sa spółki i dlatego problem z przewozem psa.[/QUOTE] No właśnie zauważyłam w Kołobrzegu, trzech różnych przewoźników, na dogo się dowiedziałam, że nie ma problemu z przewozem psa... A skończyło się tak, że kierowca na nas klął na czym świat swoi, że on cholernego zoo tu wozić nie będzie. W końcu nas przewiózł, warcząc i jęcząc :roll: Pewnie inny przewoźnik bierze bez problemu, a ten taki walnięty. Najlepsze są te nowe autobusy, które mają trochę formę tramwaju, dużo miejsc stojących - zauważyłam, że w nich nie ma z psem problemu. Ciężko jest z tymi typowymi autobusami "wycieczkowymi" z miejscami siedzącymi i wąskim przejściem, tam warczą kierowcy prawie zawsze. No nie wiem, co robić, szkoda, że tam gdzie jadę, nie dojeżdża PKP :( Zadzwonię wcześniej, tylko pewnie jak pracownik PKSu zapyta kierowcy to ten się z góry nie zgodzi, a jakbym już stanęła przed nim i zrobiła "smutne oczka" to prędzej by zmiękł. Tylko nie mogę ryzykować, że jednak się nie ugnie, bo wtedy na terenówkę nie pojadę :roll: Czemu mieszkamy w takim zacofanym kraju...:shake:
-
Jak reagujecie na chamstwo innych psiarzy?
zmierzchnica replied to Gosia>>>'s topic in Wszystko o psach
U nas to samo - stada psów luzem. Znam właścicieli. Wiem, że nie odbiorą psa ze schroniska (ze Strzelec wywozi się je aż do Chorzowa, to inne województwo). Nie możemy się doprosić, żeby policja dała mandat jednemu takiemu wesołkowi, którego psa wyłapano i wywieziono do schronu. Wyobraźcie sobie, nie mają czasu, żeby dać mu mandat :loveu: Jak jest w praktyce, że właściciel buli za wywiezienie psa do schroniska? Wie ktoś, gdzie to zgłosić, jak to zrobić? Mam kontakty z gminą i urzędnicy nie mają pojęcia. Teraz jest tak, że jak pies jest wyłapany i właściciel w ogóle chce go odebrać to jest hurra, super i mu oddają - a następnego dnia pies znowu zapieprza luzem po ulicy. Szczytem była przedwczorajsza rozmowa z młodą babeczką. Szła z wózkiem i dwójką dzieci. Za nimi biegł pies, który uprzykrza życie wszystkim w okolicy, obszczekuje ludzie, ładuje się pod auta... Czarny, w czerwonej obroży. Pytam, czy to jest jej pies. Okazuje się, że tak. Mówię, że pies prawie wpadł pod auto, że go wyłapią i ona zapłaci kupę kasy za to i tak dalej. -Moja wina, że pies ucieka!!! Ta, ucieka od rana do wieczora :diabloti: W każdym razie, po dłuższej przemowie na temat wyłapywania psów, dawania mandatów, stwarzania zagrożenia na drodze... Pies dalej biega. Teraz już bez obroży. Jak wyłapią, to powie, że to nie jej. Tadam! Taka sobie sprytna babeczka :loveu: -
[quote name='Beatrx']może. dlatego lepiej przynajmniej dzień przed wyjazdem zadzwonić do PKSu i poprosić o zapytanie kierowcy, który będzie miał ten kurs czy zgadza się na psa.[/QUOTE] Szkoda, dziwne prawo jest, skoro mają w regulaminie jak się psa przewozi, ale mogą Cię nie wziąć :roll: Jak ktoś na zadoopiu mieszka, to psa nawet do weta nie weźmie, jeśli kieruje jakiś burak. Ale dzięki za odpowiedź :)
-
Dzięki za polecenie piłki, zaraz poszukam :) Sprytna bestia z Sonii :diabloti: Mi się zawsze lampka w głowie zapala, kiedy na spacerze Hercia nagle zaczyna iść mi przy nodze, nie ciągnie na smyczy, jest mega grzeczna, zwalnia... Na 99% oznacza to, że złapała sobie jakąś kość czy chlebek i niesie do domu, a ugrzecznia się, żeby nie wzbudzać podejrzeń :evil_lol: Zwykle Frotek cham ją zdradza, bo intensywnie jej pysk wącha i sprawdza, co też ona w tym pycholu ma pysznego :p
-
Gamonius pospolitus i kotus bezmózgus do potęgi drugiej :D
zmierzchnica replied to Ty$ka's topic in Galeria
[quote name='Ty$ka'] Właśnie dlatego obawiam się wzięcie drugiego psa. Chyba, że byłby to papiś wychowany od małego, rasy nieuciekającej. Jednak u mnie to pewnie niemożliwe. :eviltong: A chyba zatłukę, gdy mi zepsuje mojego aniołka :P Właśnie o tym mówię: że psy w stadzie jednak tracą zdolność indywiudalnego myślenia, acz znam stada wychowane, mające oddzielne mózgi. Choćby stado Takuna, jeśli ktoś z Was wie, jak wyglądają jej spacery z caaaałym stadem to wie, dlaczego akurat się zachwycam. Tak czy inaczej była to jej ciężka praca i w sumie jedna rasa. W sumie. :eviltong: Morus też jest samodzielny, o na jego niezależność nie mogłam narzekać X czasu temu. Teraz wygląda to inaczej, bo nakierowałam go na mnie, wprogramowałam mu współpracę i ta niezależność powoli zanika, a przynajmniej została uśpiona ;). Staram się chociaż czasami budzić niezależność, jednak tą dziką, pierwotną już nie dobudzę raczej, budzi się tylko pewna część tej niezależności - jednak część wystarczająca. Faktycznie lubi być przy mnie, ale nieraz pokazał mi, że wie do czego służy mózg. Choćby wtedy, gdy bawimy się w szukanie ludzi. Zaczęliśmy szukanie ode mnie właśnie i spokojnie mnie znalazł. I wie też jak dojść do domu. Nieraz zresztą, idąc niewiadomo gdzie i gubiąc się w lesie, kierowałam się... Morusem. Wystarczyło powiedzieć hasło "do domciu" i piesek szczęśliwe doprowadzał mnie do domu. ;) On ma orientacje w terenie i umie z niej skorzystać. Chociaż wiem też, że na spacerach raczej zdaje się na mnie i dopiero jak włączę u niego przycisk "praca", zaczyna myśleć gdzie jest, jak gdzieś dojść... Muszę też mu dać znać, że teraz czas przebudzić swoją niezależność i samemu podjąć decyzję... i chyba tym się nasze psy różnią: że ja na chwilę obecną muszę dać mu zgodę na to. A jak nie dam i podejmie, bo i tak się zdarza? To wystarczy moje "nie", by przestał coś robić. ;) Chociaż pamiętam jak kiedyś się z nim "kłóciłam", że mamy iść inną drogą. On wtedy za nic nie chciał się ze mną zgodzić, uparł się... i okazało się, że miał rację :razz: [/QUOTE] E, no to moje też muszą mieć zgodę na szaleństwa, nie jest tak, że po spuszczeniu ze smyczy jest róbta co chceta, czyli spieprzajta :diabloti: Jak pracujemy to pracujemy, jak daję luz, to mogą szaleć samodzielnie. Noo, to Morus to taka Luka właśnie, bardzo są podobni oboje, przynajmniej tak z Twojej relacji wynika :) Ona jest w 100% nastawiona na człowieka, potrafiłaby przejść po sarnie na "równaj" :evil_lol: Jak za zającem ruszy, to wystarczy zawołać, żeby odpuściła. Na spacerach nie ma szans, żeby zajęła się sobą - potrzebuje uwagi człowieka, rzucania piłki, chowania zabawki, żeby mogła szukać, chowania się przed nią, żeby mnie odnalazła, ćwiczenia komend i tak dalej i tak dalej... Jej taki leśny spacer się nudzi, bo co to za frajda, iść po ścieżce. Zaraz znajdzie jakiegoś patyczka (koniecznie malutkiego) i będzie przynosić do skutku, aż człowiek ją nagrodzi i się nią zajmie :loveu: Tutaj w sumie jest niewiele mojej zasługi, wszystkie psy wychowywałam tak samo, Luka ma dobry charakter i już... Fakt, że ona była pierwsza i przez pierwsze 3 lata zajmowałam się tylko nią, więc może jako początkowa jedynaczka jest bardziej zainteresowana człowiekiem :) Niestety, z każdym kolejnym psem czasu ubywa i muszę przyznać, ubywa też indywidualnej więzi. Chyba, że ktoś nie studiuje, nie pracuje i ma czas na oddzielne spacery i pracę z każdym psem z osobna, to cudownie :p Albo akurat ma psy, które są z natury nastawione na pracę z człowiekiem. Albo jest geniuszem po prostu :diabloti: Dlatego faktycznie, jak rozważasz kolejnego psa, dobrze wziąć pod uwagę swoje możliwości czasowe. Indywidualne spacery dużo zmieniają, ja z Herą ćwiczyłam oddzielnie, bo chodziłam na szkolenie, a potem jeździłyśmy na praktyki szkoleniowe do innego miasta - i mamy zupełnie inny rodzaj relacji niż np. z Frotkiem, który zwykle chodzi z Herą i sam już nie lubi :evil_lol: Pamiętam, jak pisałaś, że Morus Cię z płonącego lasu wyprowadził :) To świetna sprawa, mieć takiego psa :p A teraz Morus szuka też innych ludzi? Moje mnie szukają ładnie, po moim tropie idą fajnie, ale brakuje mi pozorantów, żeby burki szukały też na inny zapach niż mój :roll: Mój Piotrek za nic do krzaków nie wejdzie, żeby się psom schować, bo kleszcze, komary i inne takie :diabloti: [URL]https://fbcdn-sphotos-c-a.akamaihd.net/hphotos-ak-frc1/t1/1797569_565726350190990_1424076093_n.jpg[/URL] Jaka świetna fota, chyba w studio robiona? :) -
Ja przypinam psu do obroży kaganiec, ale go nie zakładam. Jak jakiś pasażer bądź konduktor poprosi, to zakładam dopiero wtedy. Na wiele, wiele przejazdów zdarzyło mi się to tylko raz, w paskudnie niewygodnym pociągu TLK ;) A trochę odchodząc od PKP... W sprawie PKSu - czy wiecie może, czy kierowca autobusu może odmówić przewozu psa, bo ma takie widzimisię? Ma do tego prawo? Chcę wziąć psa na terenowe zajęcia ze studiów, ale muszę na miejsce dojechać autobusem. I mnie martwi ta kwestia. Będzie kaganiec i tak dalej, regulaminowo. Może mnie nie wziąć mimo wszystko?
-
A byliście tam? ;) Bo w sumie on nie zastąpi takiego normalnego spaceru i prawdziwego biegania, jest wielkości czyjegoś podwórka... Nie jest zbyt duży, jakby 3 psy tam biegały to już byłby w sumie zajęty, tak na moje oko. Bo akurat tam byłam zaraz po otwarciu, mam fotki nawet ;) Tak czy siak, taki wybieg w malutkiej Pszczynie to i tak niesamowita sprawa. Mam nadzieję, że Wam się uda, nie rozumiem, jaki jest problem w ogrodzeniu kawałka terenu dla psów :roll:
-
Gamonius pospolitus i kotus bezmózgus do potęgi drugiej :D
zmierzchnica replied to Ty$ka's topic in Galeria
A właśnie, gratuluję stypendium! :) I jestem w szoku, że dają je w liceum, u mnie były tylko książki za czerwony pasek na koniec roku :diabloti: -
U nas nawet adopcje mikrusów leżą i kwiczą :roll: Malutka Sonia już dwa miesiące czeka, na Maksia zero chętnych. Za to po owczarka niemieckiego facet musiał jechać aż do Chorzowa, bo go z naszego miasta wywieźli... I pojechał po niego. Mimo że do jego potrzeb pasowałby nasz Tymek to nie, on chce owczarka. Jeśli chodzi o OH i krótkowłosego collie to mniemam, że to dlatego, że to nieznane rasy. Rottki i dobki faktycznie dłużej tkwią, ale to pewnie ze względu na strach, jaki wzbudzają. Ale u nas nie daj borze szumiący - pojawi się coś biglo, jorko czy haskopodobnego. Nagle każdy szuka psa, każdy kocha psy i od dawna czekał na właśnie tego-jednego-jedynego. Dziewczynę od bernardyna musiałam ostro spławić, znalazł dom, a ona dalej mi wypisywała, że musi mieć tego psa, tego i tylko tego. Odesłałam jej do innych psów, to nieee, bo ona kocha benki. W końcu wysłałam jej linka do fundacji bernardynów w potrzebie to dała spokój :roll: U nas była paskudna sytuacja, bo wyłapali shih tzu, który uciekł babce. Miał obrożę, smycz i czipa. Nikt "nie wpadł" na to, że pies jest czyjś :roll: Od razu się chętna znalazła, szczególnie, że pies tatuaż ma w uchu. Nie wpadli też na to, żeby do hodowli dzwonić? W każdym razie od ręki oddali zadbanego i wychuchanego psa, po którym na 100% nie było widać, że był porzucony, tylko że zwiał. 4Łapki - chyba masz rację z tym "losem na loterii"... Zwykle zgłaszają się ludzie, którzy w sumie już nie chcieli psa, ale zobaczyli akurat tego i jednak chcą. Albo mają ogródek, mają już psa, ale ten "rasowy" akurat "podbił ich serce". Zapewne ludzie analizują za i przeciw, uznają, że rasowy pies za darmo to gratka, więc traktują go jak promocję w sklepie :roll: Mnie trochę zdziwiła kolejka do totalnie niewychowanego biglopodobnego uciekiniera, który nikogo nie słucha i zwiewa przez każdy płot. Kto o zdrowych zmysłach chciałby takiego psa? :crazyeye: Ano, mnóstwo ludzi...
-
To Frotek aż tak na piłkę napalony nie jest, jedzenie jest lepsza niż jakakolwiek zabawka :diabloti: Faktycznie, są razem przesłodcy :loveu:
-
Zuzu, Raven, Hunter i koty plus inne potwory. Zapraszamy
zmierzchnica replied to evel's topic in Foto Blogi
[quote name='evel']Cześć Fur :lol: Zmierzyłam szczeniaczka, okazało się, że ma jedynie 56cm w kłębie :mdleje: Zakładając, że skończyła umownie 5 dni temu 4 miesiące to zaczęłam się lekko zastanawiać co z tego wyrośnie i kto to wykarmi :siara:[/QUOTE] Nie mogę się doczekać, aż skończy te 9 miesięcy :evil_lol: -
Nadajnik GPS - czy ktoś używał u uciekającego psa?
zmierzchnica replied to zmierzchnica's topic in Sprzęt i akcesoria
[quote name='Kyu']Jak był na bażantach to psiakowi musiałabyś co najwyżej śrut z dupy wyjąć. Powiem tak nie byłam, nie widziałam, ale gdyby w środku pola/lasu wyłonił mi się pies też wycelowałabym w jego kierunku i ... strzeliła... celowo niecelnie. Ze strachu.[/QUOTE] Ja bym to samo zrobiła, jakby mi się jakiś facet w lesie wyłonił z krzaków :diabloti: Wolę na odludziu spotkać psa niż człowieka :evil_lol: A skąd wiesz, że nie wolno w ogóle strzelać, bez odstępstw? Masz jakieś kontakty z myśliwymi? Ja o tym, że można strzelić jak pies goni zwierzynę, wiem od znajomej, która chciała być w kole łowieckim... Może ściemniała :razz: -
To jest tak słodkie, że aż chyba zgagi dostanę :evil_lol: Pokazywałam Twoje fotki mojej mamie, rozpływała się w ochach i achach :razz:
-
[quote name='Papisiowa']Ja jestem zwolenniczką metalowych, zakręcanych adresówek, do których wkłada się karteczkę ;) Wbrew pozorom wcale się nie odkręcają, wystarczy mocno zakręcić.[/QUOTE] Moja suka sobie sama odkręciła taką adresówkę i zjadła.
-
Hera jest mistrzem, jeśli chodzi o adresówki, jakimś cudem w kółko od adresówki wlazło jej ucho i ma porządnie rozdarte :roll: Ani kółko, ani adresówka nie były jakieś specjalnie dużo czy ostre, do dziś nie wiem, jak to się stało :shake: Też na noc ściągam obrożę, na co czasem psioczę, jak Frotkowi rano uda się zwiać przez bramę zanim zdążę obroże tałatajstwu założyć :evil_lol:
-
Obejrzane! Świetne, piłkowe fotki :loveu: Ile czasu u Was żyją piłki? Bo ja za niedługo z torbami pójdę, nie dość, że burki je niszczą, to jeszcze gubią...:cool3:
-
Oo, to ja zaczynam o malowniczej godzinie 18.30, kończę o 20 i w domu jestem o 22 :grab: Patryk też piłkomaniak? :diabloti: Kolejne podobieństwo do Frotkowego ;)
-
Gamonius pospolitus i kotus bezmózgus do potęgi drugiej :D
zmierzchnica replied to Ty$ka's topic in Galeria
[quote name='Ty$ka']I co psy widzą w takich wodach? Pamiętam jak na forum cavalierowym była kiedyś nagonka, że ktoś podaje psu wodę kranówę i że powinno im się podawać przegotowaną, najlepiej butelkowaną z odpowiednią ilość mikroelementów. I człowiek, niedoświadczony, bo wtedy kundel miał rok, podawał taką wodę. Jednak szybko doszłam do wniosku, że to bez sensu, bo kundel i tak woli deszczówkę albo błotko :diabloti: Szybko przeskoczyłam na zwykłą kranówę i przestałam panikować, gdy piesek próbował innej wody - niech się uodpornia. I tak zostało. I nadal śmieję się, gdy czytam tematy na cavalierkowym, a szczególnie ten o wodzie... Wolę nawet nie myśleć, jaką burzę bym wywołała, pisząc że na spacery rzadko noszę wodę dla psa (bo przecież są kałuże), a w zimie spokojnie mogę zaprzestać dawać mu pić: bo co ja poradzę jak woli on śnieg od wody przynoszonej X razy dziennie, by nie zamarzła? ;P W takim razie idzie mi Ciebie podziwiać i zazdrościć terenów. Jednak ja też nie mam co narzekać, bo nasze tereny są bezpieczne, nigdy nie słyszałam, by ktoś zastrzelił psa, nasi myśliwi to ogromni psiarze, przynajmniej są wspaniali wobec nas. ;) No tak, mam jedynaka, więc na śmierć zapomniała o tych relacjach w stadzie. Niby człowiek o tym wie, ale jednak jedynak powoduje, że człowiekowi mimo wszystko wiedza ta umyka. Faktycznie działa to inaczej. Nie wyobrażam sobie mieć psuich uciekinierów. Nigdy nie podjęłabym decyzji o drugim psie, gdyby ten pierwszy nie miałby podstaw. A do takich rzeczy zalicza się u mnie przywoływanie, ogromny nacisk kładę na to i śmieszy mnie szczerze to parcie na milion pińcset sztuczek, ja wolę by pies żadnej nie umiał, w zamian miał opanowane przywoływanie, samokontrolę i chodzenie na smyczy. Choć wiem, że teraz sobie gdybam, bo nie wiem, co da mi los: może postawi mi na drodze kilka psów zaraz po sobie, w tym uciekiniera i będzie ciężko wykrzesać czas na oddzielny spacer-trening z włóczykijem, ale tak czy inaczej, mam nadzieję, że jakoś to ogarnę. Tak jak mówię - ja jestem okropną panikarą i nie lubię oddalających się psów, chyba bym na zawał padła :lol: Dla mnie nawet te 5min to coś okropnego. Mojemu też zdarzało się spieprzać nawet na 10min, zresztą normą było bieganie kilkaset metrów przede mną, ale to nie na moje nerwy i... wzięliśmy się porządnie za robotę. Trochę to trwało, czasem wydawało mi się, że to nie ma sensu, ale warto było. Cel osiągnięty, nawet jest lepiej niż myślałam. Jednak, tak jak piszesz, mogę sobie na to pozwolić, bo mam jedynaka. Akurat w takich sytuacjach jedynakom jest prościej... ;)[/QUOTE] Haha, no jak się ma jednego wychuchanego pieska to można panikować przy wodzie i innych bzdetkach ;) Jak mają czas na takie rzeczy to zazdroszczę :evil_lol: Aj, widzisz, tylko że podstawy nieraz się sypną, jak przychodzi kolejny pies do stada :diabloti: Tak jak pisałam, Chibi to był cud-miód zanim przyszedł Frotek. Myślałam, że mam świetnie wyszkolone psy (Lukę i Chibi), o ja naiwna! Na początku oboje z Fro też byli bardzo grzeczni. Pamiętam pierwszy raz jak zwiali razem, ten błysk w oku. Jedno pobiegło tylko trochę, drugie ruszyło za nim, jeszcze trochę, okazało się, że się da zwiać, mają wsparcie w sobie... Do dziś, jak mają gdzieś biec, to patrzą po sobie, oceniają, czy są luzem i czy pobiegną razem. W sumie fajnie to wygląda, ale teraz, gdy są już bardziej opanowani, wcześniej miałam ochotę ich zabić. Na oddzielnych spacerach to są zupełnie inne psy, takie grzeczne :diabloti: Także być może są stada, które są opanowane w 100%, pewnie tak, ale zwykle wsparcie kumpli robi psom wodę z mózgu i robią coś, czego same przy człowieku nigdy nie robiły. Przy czym wsparcie własnego stada dodaje +100 do pewności siebie i +1000 do głupoty. Ja akurat cenię samodzielność moich psów, wiem, że jak im zniknę z oczu to nie będą panikować, nie polecą nigdzie na oślep, doskonale wiedzą, jak wrócić (tam, gdzie ja byłam ostatnio albo po swoim tropie). Dopóki trzymają się w zasięgu wzroku i wracają na wołanie, to mogą sobie lecieć daleko, byle z głową ;) [URL]https://fbcdn-sphotos-g-a.akamaihd.net/hphotos-ak-frc1/t1/1619618_10152275677543524_265728974_n.jpg[/URL] Śliczna sunia :loveu: Tylko ten pyszczek ma taki poważny i smutny ;) -
Nadajnik GPS - czy ktoś używał u uciekającego psa?
zmierzchnica replied to zmierzchnica's topic in Sprzęt i akcesoria
[quote name='Majkowska']Parę lat temu chodziłam z psem w polach a po krzakach chodził facet, nagle rozległy się strzały(i zerwały bażanty), więc mój pies wyplalił ze strachu do przodu. Nagle facet skierował w moją stronę (prawdopodobnie) strzelbę i wycelował w psa... Strzelił ale nie trafił w nic, po czym przykucnął w wysokiej trawie... Prawdę mówiąc zaćmiło mi wtedy rozum z przerażenia - facet przepadł, pies mi wiał, byłam sama w szczerym polu z kimś kto strzela i niewiadomo gdzie jest... Puściłam się galopem za psem, dopiero na zakręcie go dopadłam,złapałam z kołatającym sercem i zaczęłam sobie uświadamiać że ten gość celował mi w psa. Nie zrobiłam z tym nic, poprostu stamtąd zwiałam. Dopiero po dłuższym czasie przemyslałam sprawę że gdyby trafił psa to może nawet nie poniósł żadnej konsekwencji, bo wystarczyłoby mu powiedzieć że widział gnającego psa i że ten pies gnał za zwierzyną... Jak bym mogła udowodnić wtedy że pies za zwierzyną nie gonił??[/QUOTE] Nie wyobrażam sobie nawet Twojego przerażenia :roll: Współczuję, ja bym chyba umarła... Chyba tylko jak mi Hera nawiała w dzikim lesie to się tak bałam, była malutka, byłam pewna, że już jej nigdy nie zobaczę, chodziłam po tym pieprzonym lesie i wyłam jak wilk, żeby mnie usłyszała. Ale że koleś Ci w psa celował... Co za kretyn :angryy: Akurat wtedy chyba było inne prawo, bo to o strzelaniu do psów goniących za zwierzyną jest nowe. Najpierw było, że nie wolno. Potem, że wolno każdego psa 160 (albo 260) m od zabudowań i "wykazującego oznaki zdziczenia", co myśliwi wykorzystywali i zabijali psy ludziom na złość. Teraz ponoć weszło, że tylko jak goni zwierzynę i to myśliwy musi wykazać, że pies gonił. Nie wiem, jak to wygląda w praktyce, na wszelki wypadek nie sprawdzam... -
Najdziwniejsze komentarze dotyczace waszych psów :) [2]
zmierzchnica replied to dog_master's topic in Wszystko o psach
[quote name='Koszmaria']ja mam uraz,nie lubię. choć co innego pies,który reaguje na imię,a co innego gryzoń,który ma prawo mieć swoje imię głęboko w poważaniu.moje szczury miały imiona i nazwiska-najpierw wymyślone[Pablo Żeromski<która wie skąd to-czapki z głów;]>,Stachan Wisielec]potem od sławnych osób-Axl Rose,Elvis,Sid Vicious...teraz mam Plancka i Hermana Goeringa[imię adekwatne do charakteru,póki co][świnki][/QUOTE] Bundz? :diabloti: Ano można nie lubić, jasne, tylko to niewiele zmienia ;) A ja nie mam problemu z tym, że ktoś nazwie syna Maks, ładne imię. Tak jak Kuba czy Bruno. Tylko jeśli ma potem pretensje do świata, że psy też się tak nazywają, to sorry ;) Ja tam uważam, że dystans i poczucie humoru zawsze są w cenie. Swojego imienia śmiertelnie na poważnie nie biorę, mam Karolina, co drugi sklep monopolowy u mnie w mieście nosi to imię...:loveu: Poza tym uważam, że brzmi pretensjonalnie i jest za długie, wybaczcie wszystkie Karoliny :eviltong: Przez całą młodość miałam ksywkę Kora, a tak się zwie mnóstwo psów, może dlatego mnie to nie rusza :) A, przypomniałam sobie, jak ryknęłam do Frotka: "Co robisz, chłopie?!", a facet z przodu aż podskoczył :oops: -
[quote name='Ty$ka']Przynajmniej jak weźmiesz następnego psa to będziesz trochę uodporniona... dzięki Frotkowi :lol: Jednak jak tak czytam Was czasami na dogo, to tak sobie myślę, że miałam sporo szczęścia, trafiając na psa takiego jak kundelus. Nie wiem, co by było, gdyby los zadecydował inaczej i miałby chociaż po części charakter np. Frotka. Przecież gówniarska Tysia chyba by się poddała.... I doceniam go coraz bardziej :loveu:[/QUOTE] A idź mi z "weźmiesz następnego psa", ja już psów mam powyżej uszu, oczu i wszystkich innych części ciała :evil_lol: E, nie poddałabyś się. Ale byłoby Ci ciężko, bo pewnie taki pies jak Frotek byłby dla Ciebie ogromnym obciążeniem. Ja sobie mogę pozwolić na to, że Frotek zwyczajnie nie zostaje na podwórku i problem ucieczek z głowy ;) [B]Pani Profesor [/B]- ale Pat gryzie tak na serio, do siniaka? Bo Frot mnie wtedy (i tylko wtedy) delikatnie łapał za ramię, podgryzał, ale nie próbował złapać mocniej. To była jego forma łagodnej perswazji :evil_lol: Wiesz, u Frotka zagrało bardzo dużo elementów naraz... Po pierwsze, bardzo mu pomogła kastracja. Po drugie, bieganie po 1,5 godziny, intensywny jogging, spuszczał parę i nie miał siły się rzucać. Po trzecie, półtora roku treningu, wszystkie sztuczki, posłuszeństwo i inne bzdetki; mamy taki fajny plac targowy, wokół niego jest trawnik - ludzie łażą z psami po brzegach placu koło trawników, a ja na środku ćwiczyłam z Frotkiem. Odległość taka, żeby jeszcze się nie denerwował, ale żeby widział te psy. Tak więc rano miał bieganie, po południu i wieczorem szkolenie. I starałam się na początku nie dopuszczać biegających luzem piesków do niego. Co oczywiście, jak się domyślasz, było drogą przez mękę :roll: Po czwarte, bardzo intensywna socjalizacja. Brałam psy na DT, miałam coraz więcej psich znajomych, starałam się potem nie unikać spotkań z podbiegaczami o ładnych CSach. W pewnym momencie byłam ekspertem od zaznajamiania Frotka z psami, bo to był baaardzo złożony proces - pies nie mógł do niego podejść ani być nachalny, najpierw spacerki równoległe, pies szedł przed nami, sikał, Frotek wąchał jego siki, poznawał go i powoli się przekonywał... Moim największym sukcesem było zaznajomienie Fro z Nerem od TZa, Nero to mix rottka i dobka, pełnojajeczny i dwa razy większy niż Fro. Udało się, a jak pięknie mi się TZem sterowało, żeby psy się nie pożarły :loveu::evil_lol: I po piąte... Hera. Chyba ona była takim największym nośnikiem zmian. Ona była z pieskami za pan brat. Na podbiegaczy reagowałam popuszczaniem smyczy Herze, Fro widział witanko i się uspokajał. Dzięki niej nauczył się, że psy nie planują go zjeść, że da się z nimi witać, nawet wąchać i bawić. Teraz na widok jakiegoś większego psa burczy pod nosem, ale wystarczy, że na niego krzywo spojrzę albo warknę i daje spokój. Dlatego nie mam recepty na Pata, pewnie nikt nie ma... Z czasem będzie lepiej, im bardziej będzie Ci ufał i im lepiej go opanujesz. Jak już panujesz nad psem w kryzysowych sytuacjach, spada Ci stres na widok podbiegaczy, masz mniej nerwowe reakcje i jest coraz lepiej. Jak jakiś pies obszczekuje Twojego, a Ty rykniesz "siad" i on siada mimo napięcia i zdenerwowania, to już znaczy, że będzie szło ku lepszemu, tak mi się wydaje przynajmniej..
-
Oj tak, znam to niestety. Jak miałam psa w typie (i to tak w sumie z naciąganiem) yorka do oddania, to pseudohodowcy walili drzwiami i oknami... Miałam podawać wagę psa, wymiary, rozmiary, długość szaty i takie tam. Odpisywałam tylko, że pies został wykastrowany. Kontakt się urywał :diabloti: Kurczę, pisałaś, że u Was nie ma znaczenia, czy rasowe, czy nierasowe, idą do domu tak samo... A ja już załamuję ręce. Do oddania mamy malutką, czarno-białą sunię, śliczna jest, ale typowa kundelka. 2 miesiące kwietnie, ani jednego telefonu. Tymek, o którym pisałam już kilka razy - proporcjonalny, ładny, dogaduje się z kotami i psami, uwielbia ludzi, grzeczny, mój ideał psa. Mija już pół roku odkąd nie ma domu! A ogłoszeń pełno... Teraz Maksiu, szukam mu domu na "dożycie", zrobiłam wydarzenie na facebooku. Cisza. Bernardyn z interwencji, nie lubi psów, w sumie dość niepewny pies kojcowy. W ciągu dwóch dni - 5 zgłoszeń po niego! :crazyeye: Przecież to jest wielkie bydlę, jeszcze w dodatku niesprawdzony jest, jeśli chodzi o zachowanie, dzieci, koty i tak dalej. I każdy go chce. Mimo że będzie wykastrowany. Słyszałam o brzydkim procederze u nas w schroniskach, nie podam dokładnie miejscowości, ale już miałam kilka takich sygnałów - ludzie zapisują się na rasowe psy. Jak tylko rasowiec trafia do schronu, jadą po psa i go zabierają. Potrafią czekać rok na jakąś rasę. Załamuję już ręce... Czy to tylko na Opolszczyźnie jest taka mania na rasowce, że nikogo nie obchodzi wielkość i charakter, byle pies rasowy? Przecież każda ta osoba, która koniecznie chce bernardyna, mogłaby wziąć na przykład Tymka. Ale nie, oni nie chcą psa, oni chcą rasowego. I to nie są pasjonaci konkretnej rasy, ludzie z przypadku, którym się pies "spodobał" :roll: Takiego zastoju w adopcjach już nie pamiętam od lat...
-
Najdziwniejsze komentarze dotyczace waszych psów :) [2]
zmierzchnica replied to dog_master's topic in Wszystko o psach
Ja do moich psów zbiorczo mówię "dzieciaki", czasem krócej: "dziobaki" :eviltong:, myślę, że dzieciom w okolicy korona z głowy nie spadła :diabloti: Suczki to zwykle "dziewczyny", Frotek jest częściej "chłopem" albo "facetem" jak coś przeskrobie. A w ogóle mam znajome (ludzkie) Kamę i Tinę, a moi znajomi ostatnio dali na imię dzieciom Maks i Bruno ;) Więc nie ma co się tak czepiać tych imion. Szukamy teraz domu dla bernardyna Karola - interwencja była na ulicy Karola jakiegoś tam :evil_lol: Fakt, że koleżanka, co ma syna Maksa nie jest zachwycona, że ja mam u siebie Maksa na tymczasie (pies jest 4 razy starszy niż jej dziecko, imię już miał od lat :diabloti:), ale chyba ktoś, kto tak daje dziecku na imię, jest świadomy tego, co robi. Tak, wiem, że to ludzkie imię, a raczej zdrobnienie, ale tak "spsiało" jak Sonia czy Sara, więc... Nie ma co się na świat obrażać, jeśli kogoś to boli, to lepiej niech tak dziecka nie nazywa ;) -
Jak reagujecie na chamstwo innych psiarzy?
zmierzchnica replied to Gosia>>>'s topic in Wszystko o psach
[quote name='sleepingbyday']przydeptać?? mi się zdarza na spacerach dość często, ale obce koopy i bezwiednie ;-)[/QUOTE] Jak zasypiesz porządnie liśćmi i ziemią to nie ma problemu ;) Przydeptuję tak, żeby nikt w to nie wdepnął i żeby nawet nie było widać, że było kupsko. Butów mi to nie brudzi ;) Robię tak, jeśli jestem w lesie czy parku i koszy nie ma, a jest dużo luźnej ściółki. Oczywiście nie na miejskich trawnikach czy pod blokiem :evil_lol: